31 grudnia 2023

Odwołano członków rad instytutów nadzorowanych przez KPRM. A czemu nie ich likwidacja?

Jak poinformował szef Kancelarii Premiera, Jan Grabiec, premier Donald Tusk odwołał członków rad instytutów nadzorowanych przez Prezesa Rady Ministrów. Chodzi o Instytut Strat Wojennych, Instytut De Republica, Instytut Europy Środkowej, Instytut Pokolenia i Instytut Zachodni. Wyjaśnił, że w przypadku niektórych z tych instytutów kompetencje powoływania członków rad mają także ministrowie. W tym zakresie, w jakim jest to decyzja premiera, została podjęta wczoraj - powiedział Grabiec.

Stwierdził również, że Całkowita likwidacja wspomnianych instytutów, miała by się odbyć osobnym aktem, jednak ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła... dokonany zostanie przegląd ich działalności, audyt, ocena tego, co tam się wydarzyło. Wówczas pan premier podejmie decyzję, jaką rolę mają pełnić te instytuty w przyszłości - zaznaczył szef Kancelarii Premiera. 

W warunkach tak olbrzymiego zadłużenia i deficytu budżetowego w 2024 roku, trzeba dokonać cięć finansowych, czyli m.in. likwidować niepotrzebne instytucje, a nie zmieniać ich rady.

30 grudnia 2023

Szok. Zwolniono Marka Sierockiego z TVP?

Zwolnienie dziennikarzy politycznych w TVP można jeszcze zrozumieć, ale czemu zwolniono (właściwie nie przedłużono umowy) dziennikarza muzycznego Marka Sierockiego?

Zaczynał karierę w TVP jeszcze w połowie lat 80. Prowadził kącik muzyczny w "Teleexpressie". - W latach 2013-2014 był gospodarzem „W rytmie disco" w TVP Rozrywka, od 29 września 2018 do sierpnia 2019 roku „Sierocki na sobotę" w TVP2, a w wiosną 2021 roku zastąpił Artura Orzecha w „Szansie na sukces". Sierocki w latach 2000-2004 był szefem redakcji rozrywki TVP1 oraz dyrektorem artystycznym festiwali w Opolu i w Sopocie - podaje Wirtualne media.

Można powiedzieć, że to jedna z legend tego programu - jedyna, która pracowała w nim także w czasie rządów PiS. Nowe szefostwo rozwiązało z nim umowę o pracę. Zasiądzie w loży negatywnie zweryfikowanych - napisał Jacek Gądek z gazeta.pl na portalu X.

Marek Sierocki nie kojarzył się politycznie, a zatem ...

Podejrzewamy zawiść lub zazdrość ludzką, a może decyzja ma podłoże finansowe.

Przypomnijmy także, iż jak publicznie deklarowano, że postawienie w stan likwidacji miało nie oznaczać zwolnień. Miało ...




Rakieta wyleciała czy nie wyleciała?

Zrozumie kto może. 

W piątek nad ranem niezidentyfikowany obiekt (prawdopodobnie rosyjska rakieta) przekroczył Polską granicę w okolicy Hrubieszowa. 

Po południu armia zdementowała jednak informacje o tym, by obiekt spadł na naszym terytorium i niby miał opuścić naszą przestrzeń powietrzną. Wszystko wskazuje na to, że rakieta rosyjska wtargnęła w polską przestrzeń powietrzną. Była przez nas śledzona radarowo, również opuściła tę przestrzeń. Mamy na to potwierdzenie radarowe i sojusznicze — poinformował szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła. 

30 grudnia br. w województwie lubelskim prowadzone będą naziemne poszukiwania ewentualnych elementów obiektu, który wczoraj naruszył polską przestrzeń powietrzną - informuje komunikat dowództwa operacyjnego. w poszukiwania rosyjskiej rakiety zaangażowanych jest około 480 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej z 2. Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej i 19. Nadbużańskiej Brygady Obrony Terytorialnej. 

A zatem rakieta wyleciała czy nie wyleciała?

Jeżeli wyleciała nie ma sensu szukać, jeżeli nie wiadomo co się z nią stało, to fatalnie świadczy o stanie naszego systemu radarowego i ochrony przeciwlotniczej. 

A Rosjanie jak to Rosjanie stwierdzili, że strona polska nie przedstawiła żadnych dowodów.

29 grudnia 2023

Szokujące wynagrodzenia w TVP były za każdego rządu?

Ujawnione 28 grudnia przez likwidatora TVP  posłowi Jońskiemu (KO) wynagrodzenia czołowych prezenterów, publicystów TVP szokują:



Kwoty te wydają się wręcz nieprzyzwoite. Czy konstrukcja (wynagrodzenia + umowa cywilno-prawna) nie jest obejściem przepisów prawa?

Ale problem jest głębszy? Tak szokujące wynagrodzenia w telewizji publicznej płacone były nie tylko z czasów PIS, ale również za ich poprzedników (PO-PSL).  

Jak ujawnił z kolei PIS przykładowo Maciej Orłoś od 2013 do 2016 roku zarobił ok. 2 mln zł, Piotr Kraśko od 2015 do 2016 - 800 tys. zł, Hanna Lis od 2015 do 2016 - 450 tys zł, Beata Tadla w tym samym okresie - 833 tys. zł, a Tomasz Lis od 2008 do 2016 aż 21,2 mln zł.

Razem z produkcją i emisją, koszty wynagrodzeń, produkcji i emisji Tomasza Lis na żywo wyniosło 29,2 mln zł.


Nie wiemy jakie wynagrodzenia teraz będą otrzymywać nowe (stare) "gwiazdy TVP" jak Maciej Orłoś. Według onet.pl dziennikarzom by przechodzili do nowej TVP proponowano nawet 100 tys. zł miesięcznie. Nie wiemy czy to prawda?

Wynagrodzenia w TVP od dawna budzą niezrozumienie. Ale nie ma co się dziwić, wykorzystuje się stworzone możliwości (i to niezależnie kto będzie rządził), Problemu by nie było, gdyby TVP utrzymywała się sama z własnej działalności, a nie z pieniędzy podatników.

Dlatego też najlepszym rozwiązaniem jest likwidacja opłat abonamentowych (i żadnych audiowizualnych) oraz równocześnie ograniczenie dotacji budżetowej na media publiczne. 

Nie ma żadnego uzasadnienia by istniało tyle stacji publicznych telewizji (Jest ich 16 w tym Trójka Regionalna z 16 oddziałami terenowymi nie licząc 6 stacji internetowych). Jeżeli zmniejszy się im finansowanie, może wrócimy do jakichś normalnych proporcji.

28 grudnia 2023

Radosław Sierpiński prezes Agencji Badań Medycznych odwołany

Prezes Agencji Badań Medycznych Radosław Sierpiński został odwołany. Co prawda prezes był powołany na 6-letnią kadencję, ale zgodnie z art. 5 ust. 3 pkt 4 ustawy o Agencji Badań Medycznych, mógł być odwołany w przypadku niegospodarności. Nie wiemy czy tą podstawę wskazał minister zdrowia.

Po 4 latach pracy na rzecz poprawy jakości opieki zdrowotnej w Polsce, poprzez wspieranie badań naukowych i wdrażanie nowych technologii medycznych, zakończyła się moja misja w Agencji Badań Medycznych. Dziś zostałem odwołany z funkcji Prezesa ABM przez Minister Zdrowia, w trakcie trwania mojej kadencji. To był wyjątkowy czas, za który dziękuję wszystkim współpracownikom, partnerom, a przede wszystkim pacjentom, dzięki którym ta praca miała sens. Będę dalej działał na ich rzecz, do zobaczenia wkrótce - napisał Radosław Sierpiński na Linkedinie.

Agencja Badań Medycznych (ABM) jest państwową osobą prawną, nadzorowaną przez ministra właściwego do spraw zdrowia, utworzoną na mocy ustawy z dnia 21 lutego 2019 r. o Agencji Badań Medycznych. Jej głównym celem był rozwój w Polsce niekomercyjnych badań klinicznych, których beneficjentem miał być ostatecznie polski pacjent uzyskujący dostęp do najnowocześniejszej diagnostyki i terapii w ramach świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

Poziom finansowania ABM z budżetu państwa jest bardzo wysoki. NFZ przekazuje ABM środki finansowe w postaci odpisu w wysokości 0,3% rocznie planowanych należnych przychodów z tytułu składek na ubezpieczenie zdrowotne (art. 97 ust. 3e ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych). W latach 2023-2025 ma to być 1,3 mld zł.

Od 2019 r. spora część środków publicznych była przyznawana przez ABM na dofinansowanie projektów składanych przez osoby i podmioty kierowane przez osoby powiązane w sposób polityczny, naukowy i finansowy z Prezesem ABM – Radosławem Sierpińskim i jego zapleczem politycznym i towarzysko-biznesowym. Przykładem może być chociażby dofinansowanie dla uczelni medycznej w wysokości 30 mln. zł, która przyznała Prezesowi ABM – Radosławowi Sierpińskiemu w ekspresowym trybie stopień doktora habilitowanego nauk medycznych w 2021 r. Ten stopień naukowy był mu niezbędny do ubiegania się w tym samym roku o stanowisko Prezesa Agencji (wcześniej, z powodu braku tego stopnia naukowego mógł pełnić jedynie obowiązki Prezesa) - informuje nas jeden z pracowników ABM.

Czy te zarzuty są prawdziwe? Czy nie były to przypadkowe zbiegi okoliczności? Nie wnikamy, ale faktem jest jednak, iż sposób wydatkowania środków publicznych przez Prezesa ABM Radosława Sierpińskiego budził wątpliwości, wątpliwości które opisywała m.in. Gazeta Wyborcza.


Dlaczego nie zwołano nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu ws. ustawy okołobudżetowej? Chodziło o kasę.

Dlaczego Hołownia nie zwołuje nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu ws. prezydenckiego projektu ustawy okołobudżetowej, tylko czeka do 10 stycznia?

W mediach wskazuje się na jakieś polityczne uwarunkowania, przepychanki. A może chodziło zwyczajnie o kasę, którą otrzymają osoby zajmujące kierownicze stanowiska skarbu państwa i przyszli nominaci w spółkach państwowych.

Wetując ustawę okołobudżetową, w związku z 3 miliardami złotych da TVP, równocześnie zablokowane zostały przepisy dot. nie waloryzacji wynagrodzeń osób na stanowiskach kierowniczych i nie podwyższania podstawy bazowej wynagrodzeń menedżerów państwowych spółek. 

Składając nowy projekt ustawy okołobudżetowej (quasi-identyczny w treści z ustawą rządową, ale bez kwoty dla TVP), prezydent przywrócił zapisy blokujące podwyżki. 


Gdyby jak apelował prezydent, posiedzenia Sejmu i Senatu zwołane zostałyby jeszcze w tym roku, i przyjęto by tą ustawę już raz przecież w quasi-identycznej wersji przegłosowanej, wówczas prezydent mógłby ją podpisać przed 1 stycznia, a ustawa mogłaby zostać opublikowana w Dzienniku Ustaw.

Skoro jednak w wyniku decyzji Hołowni, ustawa nie będzie rozpatrywana w tym roku (a zatem podpisana przez prezydenta i opublikowana w dzienniku ustaw), zapisy dotyczące blokowania podwyżki wynagrodzeń nie będą mogły wejść w życie. Obowiązują bowiem zasada prawna "lex retro non agit" (prawo nie działa wstecz), chyba że przepisy te są korzystniejsze dla zainteresowanych. Czy prezydent to przewidział, nie wiemy?

Ale co to oznacza?

Otóż osoby na stanowiskach kierowniczych jak i menedżerowie spółek będą mogli otrzymać znacząco wyższe wynagrodzenia lub odprawy. Skorzystają na tym zarówno osoby odchodzące ze stanowisk (czyli nominaci PIS) jak i nowi, które je obejmą (czyli nominaci PO-Lewica-Trzecia Droga). A mowa o niemałych pieniądzach, wszak podstawa bazowa wynagrodzenia  menedżerów spółek wzrośnie z 4,4 do 7,7 tys. zł. Przy np. wynagrodzeniu rzędu 5-średnich krajowych to dodatkowe 16,5 tys. złotych miesięcznie, w przypadku bardzo dużej spółki (powyżej 1251 pracowników) przy 15 średnich krajowych to blisko 49,5 tys. zł miesięcznie dodatkowo.

Kasa misiu, kasa ...

27 grudnia 2023

Pieniądze dla nauczycieli poczekają? Hołownia nie zwołuje Sejmu w celu rozpatrzenia prezydenckiej ustawy.

Nie tak dawno oceniając weto prezydenta do ustawy okołobudżetowej w związku z przeznaczeniem 3 miliardów złotych na telewizję publiczną, premier Donald Tusk oświadczył, że: Prezydenckie weto zabiera pieniądze nauczycielom przedszkolnym i początkującym, za to znosi "kominówkę", czyli umożliwia nieograniczone podwyżki dla prezesów państwowych spółek i agencji.

Jak poinformował Marszałka Sejmu Szymon Hołownia - Dziś do Sejmu wpłynął wniosek Prezydenta RP Andrzeja Dudy o ponowne rozpatrzenie ustawy z 21 grudnia 2023 r. o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na rok 2024 (tzw. ustawa okołobudżetowa). Równocześnie Prezydent RP skierował do Sejmu nowy projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej, na rok 2024 (projekt ten jest identyczny z zawetowaną ustawą, ale bez pieniędzy na telewizję publiczną). Prezydent apelował także o zwołanie posiedzeń Sejmu i Senatu jeszcze w tym roku w celu zatwierdzenia tejże (skądinąd rządowej ustawy).

Informuję, że oba dokumenty zostały skierowane do wstępnego opiniowania przez służby prawne Sejmu. Po zakończeniu tej procedury, najpewniej jeszcze dziś, zostaną im nadane numery druków sejmowych. Prezydencki projekt ustawy zostanie skierowany do konsultacji oraz przesłany Prezesowi Rady Ministrów Donaldowi Tuskowi, celem przedstawienia stanowiska rządu. Prezydenckie weto zostanie rozpatrzone przez Sejm. Sejm będzie pracował zgodnie z harmonogramem przyjętym przez wszystkie siły polityczne. Następne posiedzenie Sejmu odbędzie się zatem w dniach 10-11 stycznia 2024 r. - konkluduje Marszałek Sejmu.

A zatem miała to być sprawa pilna, i jak się okazuje sprawa była tak pilna, że marszałek Sejmu nie zdecydował się na zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w tej sprawie.

Dziś jest już jasne, że dla Donalda Tuska najważniejsze były 3 miliardy zł na nielegalnie przejęte media. Nie chodziło mu wcale o podwyżki pensji dla nauczycieli - skomentował w mediach społecznościowych Marcin Mastalerek, szef Gabinetu Prezydenta RP.

Spór nabiera tymczasem dynamiki. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego postawił w stan likwidacji TVP, Polskie Radio i PAP, działając w oparciu o Kodeks Spółek Handlowych. Ale stan likwidacji jak informuje MKDiN może być cofnięte w każdym czasie. Z kolei PIS wskazuje, że ww. spółki powołane zostały aktem ustawowym, a zatem ich likwidacja nie może odbyć się w trybie KSH.

Jedyny efekt: w wyniku tego sporu, 3 miliardy złotych ma trafić na onkologię i psychiatrę dziecięcą (choć nastąpi to w wyniku zwiększenia deficytu a tym samym długu publicznego).

Spór o media publiczne zaś trwa i będzie miał swój ciąg dalszy.

Władze TVP ustanowione niezgodnie ze statutem Spółki?

Jak informował 20 grudnia MKDiN - decyzja o odwołaniu dotychczasowych władz i powołaniu nowych została podjęta na Walnych Zgromadzeniach Akcjonariuszy przez właściciela Spółek, reprezentowanego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, któremu przysługuje pełna autonomia w zakresie podejmowania takich decyzji.

Otóż statut Spółki wyraźnie wskazuje, iż prezesa zarządu (podobnie jak radę nadzorczą) powołuje i odwołuje Rada Mediów Narodowych,




A jak warto przypomnieć Statut Spółki z 2017 roku musiał zostać wpisany do rejestru sądowego, a wpisy w tym zakresie mają charakter konstytutywny a nie deklaratoryjny (czyli obowiązują dopiero gdy sąd rozstrzygnie o wpisie). Skoro sąd rejestrowy uznał ten zapis, zatem odwoływanie i powoływanie władz TVP nastąpiło niezgodnie ze statutem Spółki.

Czy było ono zasadne, to już inny problem?




Czy powstanie wspólny front organizacji rolniczych?

Protest rolników z Oszukanej Wsi w Medyce został zawieszony na Święta po spotkaniu z ministrem rolnictwa. Rolnicy domagają się dopłat do kukurydzy  i obniżenia podatku rolnego. Odnośnie pierwszej kwestii należy zauważyć, że rada ministrów jeszcze kierowana przez Mateusza Morawieckiego przyjęła stosowne rozporządzenie, które zostało opublikowane w dzienniku ustaw.

https://dziennikustaw.gov.pl/D2023000266701.pdf

Zgodnie z § 3 tegoż rozporządzenia Pomoc publiczna określona w § 13zzl ust. 1 rozporządzenia zmienianego w § 1 może być udzielana od dnia ogłoszenia pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej o zgodności ze wspólnym rynkiem pomocy publicznej określonej w tym przepisie.

A zatem decyzja w sprawie należy już do Komisji Europejskiej, a nie do polskiego rządu. W zakresie obniżenia podatku rolnego, konieczna jest zmiana ustawy o podatku rolnym.

22 grudnia w Szczecinie doszło do przyłączenia się rolników z NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych do protestu przewoźników. Domagają się m.in. pomocy suszowej i uruchomienia dopłat do zbóż zebranych w 2023 roku.

Wciąż nie wiadomo, jakie działania podejmie Związek Zawodowy Rolnictwa "Korona", który w ostatnich tygodniach nieco przycichł. Można podejrzewać, że Związek czeka na spotkanie z ministrami rolnictwa i rozwoju wsi, klimatu i środowiska oraz aktywów państwowych. Jak wynika z wywiadów pełnomocnika Związku Daniela Alain Korony, postulaty dotyczą hodowli trzody chlewnej, pomocy dla firm skupowych, wykładni przepisów dotacyjnych dla rolników oraz państwowej spółki Elewarr. 

Jeżeli postulaty nie zostaną spełnione, to można oczekiwać, że także przystąpi do protestów. Choć związki rolnicze prezentują różne, odmienne postulaty, można wówczas się spodziewać próby stworzenia wspólnego frontu organizacji rolniczych, frontu którego nie udało się stworzyć za czasów PIS.

26 grudnia 2023

Poświadczenie nieprawdy czy zwykła omyłka w dokumentach przy przejmowaniu mediów publicznych?

Sprawa przejmowania mediów publicznych budzi wiele emocje. Minister nie miał właściwości do powoływania i odwoływania rad nadzorczych i zarządu, na co wskazuje zresztą wyrok Trybunału Konstytucyjnego wydany w 2016 roku pod przewodnictwem Andrzeja Rzeplińskiego.

Ale nawet gdyby przyjąć tezę o luce prawnej lansowanej przez ekipę rządzącą, to dziennikarze wskazują także na inną wątpliwość, tj. ewentualnego poświadczenia nieprawdy w dokumentach. 

Jak informował 20 grudnia Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego na swojej stronie internetowej:
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako organ wykonujący uprawnienia właścicielskie Skarbu Państwa, posiadającego 100% akcji w Spółkach, działając na podstawie przepisów Kodeksu spółek handlowych odwołał 19 grudnia 2023 roku dotychczasowych prezesów Zarządów Telewizji Polskiej S.A., Polskiego Radia S.A. i Polskiej Agencji Prasowej S.A. i Rady Nadzorcze. Minister powołał nowe Rady Nadzorcze ww. Spółek, które powołały nowe Zarządy Spółek. Konieczność tego rodzaju działań oraz uzasadnienie wyznaczyła uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 19 grudnia 2023 roku w sprawie przywrócenia ładu prawnego oraz bezstronności i rzetelności mediów publicznych oraz Polskiej Agencji Prasowej.

Jak wynika z dokumentów sejmowych uchwała została przyjęta o godz. 22:13:27. 



Jak wynika z głosowania, w tym czasie w Sejmie był obecny pan Bartłomiej Sienkiewicz. 


Z Sejmu pan minister powinien udać się na miejsce walnych zgromadzeń. Protokół zgromadzenia sporządzone zostało w siedzibie kancelarii, na co wskazywałby akt notarialny:


Z ponad 50 stron dokumentów wynika - na co wskazuje dziennikarz Marcin Dobski - że akty sporządzono na Puławskiej, ale Walne i Rady Nadzorcze odbyły się w MKiDN. 

Powstaje jak to jest w ogóle możliwe?

Sienkiewicz jedzie do resortu, prowadzi po kolei Walne (TVP, PAP, PR); po kolei trzy Rady. Powstaje 5 aktów notarialnych. Weryfikacja, odczyt, itp. Dojazd na Puławską 2.

Przypomnijmy z Sejmu, minister mógł wyjść ok. 22.15-20. Miał tylko 100 minut. Odczytanie akt notarialnych trwa długo. Przypuśćmy nawet, że były wcześniej przygotowane, odczytane, i tylko składano podpisy. Teoretycznie scenariusz taki byłby możliwy, gdyby nie jeden drobny fakt, na który wskazuje internauta Konrad Kołodziejski: biurowiec Plac Unii, gdzie przyjmuje pani notariusz, jest w nocy nieczynny. Chyba, że Sienkiewicz wdarł się do środka z osiłkami. 

Akt notarialny tymczasem wyraźnie stwierdza, iż nastąpiło to w siedzibie kancelarii (a nie w Ministerstwie, do którego przyjechałby notariusz).

Co prawdopodobnie zaszło? Otóż walne zgromadzenia mogły odbyć się 19 grudnia w Ministerstwie Kultury już po obradach Sejmu. Prawdopodobnie 20 grudnia rano został sporządzony akt notarialny poświadczający ten fakt, jednak notariusz wpisał, że dokonał tego 19 grudnia 2023 roku (co wydaje się mało prawdopodobne, uwzględniając że biurowiec był nieczynny, a tym samym kancelaria). Oczywiście notariusz mógłby "sprostować" "oczywistą omyłkę" wpisując nową datę.

Niezależnie, jak do tego doszło, z pośpiechu, niekompetencji (fałszować też trzeba umieć), zwykłej omyłki, cała sprawa śmierdzi na kilometr. Nie można wykluczyć tzw. oczywistej omyłki notarialnej, ale jeżeli tak było, to władza nie będzie miała problemu z ujawnieniem nagrań wejść i wyjść z resortu, a także innych dokumentów. I okaże się ... Ale też możliwe, że akt sporządzono i podpisano przed formalnym zatwierdzeniem uchwały sejmowej. A to byłoby poświadczeniem nieprawdy.

W każdym razie, obiecywano nową jakość, standardy.... Obiecywano, a wyszło jak zwykle.

25 grudnia 2023

Jest prezydenckie weto, 3 mld złotych z budżetu nie trafi do telewizji publicznej

Koalicja rządowa (kiedy jeszcze była w opozycji) postulowała by zamiast dać pieniądze na TVP, należy dać na onkologię. PO wprost obiecywała, iż po 15 października, te miliardy na telewizję publiczną pójdą na leczenie osób chorych na raka.

Po przejęciu władzy, rząd KO-TD-Lewica zaproponował jednak w ustawie okołobudżetowej możliwość przekazania 3 mld złotych na media publiczne, zapominając o swojej obietnicy. Równocześnie dokonano siłowego i niezgodnego z prawem przejęcia tychże mediów. Widocznie planowano przekazać te pieniądze, gdy te media będą pod całkowitą kontrolą rządu.

W tej sytuacji Andrzej Duda, w związku z rażącym naruszeniem prawa zawetował ustawę okołobudżetową, zapowiadając równocześnie złożenie tej ustawy, ale bez miliardów na media publiczne i wezwał do pilnego zwołania Sejmu w celu przegłosowania tej poprawionej ustawy z podwyżkami dla nauczycieli. 

Przedstawiciele koalicji rządzącej teraz wyrażają niezadowolenie z weta prezydenta. Przecież tym krokiem umożliwił im realizację obietnicy, o której jakoś zapomnieli.

Nie sposób nie dostrzec hipokryzji obu stron. Miliardy złotych płynęły za czasów PIS do TVP, i nie przeszkadzało to wówczas prezydentowi. Z drugiej strony obecni rządzący czyli ówczesna opozycja, którzy krytykowali za takie posunięcia, dziś nie widzieli niczego zdrożnego, kiedy przejęli media publiczne, by dać pieniądze zamiast na onkologię. Teraz znów obiecują.

Weto prezydenta zatem było najlepszym wyjściem z sytuacji. Albo strony się dogadają i ustanowią ponad podziałami rzeczywiste (a nie partyjne) media publiczne, albo za kilka miesięcy zabraknie pieniędzy, sąd wyznaczy zarządcę a media publiczne trzeba będzie zredukować do minimum.

21 grudnia 2023

Rząd znowu stawia barierki, a miała być otwartość?

Szymon Hołownia tuż po wyborze na marszałka Sejmu zapowiedział demontaż barierek sprzed budynku Sejmu oraz likwidację zamrażarki sejmowej. Miała być nowa jakość, otwartość. Miało ...

13 listopada barierki, które przez 7 lat odgradzały Sejm niknęły barierki przed Sejmem. Następnie zniknęły barierki przed Trybunałem Konstytucyjnym i Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Barierki były uznawane za jeden z symboli rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Barierki jednak już wróciły. Przed siedzibę Telewizji Polskiej przy ulicy Woronicza przywieziono rozpoczęto instalowanie barierek. Ogrodzenie stawiane jest na placu przed głównym wejściem do budynku. Przed budynkami TVP odbywały się bowiem protesty osób niezadowolonych ze sposobu przejęcia telewizji publicznych przez nowych rządzących.

A zatem barierki znów wróciły.

Zmiany dokonane w mediach publicznych dokonano bezprawnie czy prawnie?

W sprawie dokonanych zmian w mediach publicznych, słyszymy 2 narracje: obecnej koalicji rządzącej o rzekomym przywróceniu ładu i porządku prawnego (do czego wzywała uchwała Sejmu) i obecnej opozycji (PIS) o rażącym naruszeniu prawa.

Pierwszą kwestią dotyczy politycznego charakteru mediów publicznych. Otóż w III RP media publiczne nigdy nie były bezstronne czy apolityczne. Były w większym albo mniejszym stopniu upolitycznione (upartyjnione). Fakt ten wynikał nie tylko z osobistych przekonań osób tam pracujących, ale ze sposobu powoływania władz. Aż do 2015 roku władze mediów publicznych były powoływane przez KRRiT, w której zasiadają politycy wybrani przez parlament. W radzie zasiadali zatem przedstawiciele różnych partii (aż do 2015 roku nie było jednego ugrupowania mającą większość bezwzględną w Sejmie) i decydowała oczywiście większość. Po przejęciu władzy przez PIS zmieniono sposób powoływania władz mediów publicznych - przez Radę Mediów Narodowych, w której większość miał PIS (stosunkiem 3:2).

Obecnie, po przejęciu władzy przez obecną koalicję, Minister Kultury (jednoosobowo Bartłomiej Sienkiewicz) zadecydował o zmianach władz mediów publicznych, odwołując i powołując rady nadzorcze i zarządy, powołując się przy tym na Kodeks Spółek Handlowych.

Czy te działania były zgodne z prawem czy niezgodne?

Otóż obowiązująca ustawa z dnia 22 czerwca 2016 r. o Radzie Mediów Narodowych stanowi, że:


Nie ulega zatem wątpliwości że jedynym i właściwym organem powołanym do dokonania zmian władz mediów publicznych jest Rada Mediów Narodowych, a nie Minister Kultury. A zatem stwierdzić należy, że został naruszony przepis ustawy.

Czy ustawa ta jest konstytucyjna?

Każda ustawa ma domniemanie konstytucyjności (czyli dopóki Trybunał Konstytucyjny nie uzna jej za niekonstytucyjną). Wydany 13 grudnia 2016 r. wyrok TK (pod przewodnictwem Rzeplińskiego) nie odnosił się sensu stricto do ustawy o Radzie Mediów Narodowych, lecz do tzw. ustawy z dnia 30 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji. Ustawa ta zmieniała sposób powoływania władz przenosząc kompetencje w zakresie powoływania władz mediów publicznych z KRRiT do Ministra właściwego ds. Skarbu Państwa.


Trybunał Konstytucyjny orzekł, że niezgodne z Konstytucją jest powoływanie zarządów i rad nadzorczych mediów publicznych przez ministra, z pominięciem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. 
A właśnie z taką sytuacją, mamy obecnie do czynienia.

W czerwcu 2016 roku uchwalono ustawę o Radzie Mediów Narodowych, który kolejny raz zmieniła sposób powoływania władz.

A zatem nie ulega żadnej wątpliwości, iż dokonane zmiany nastąpiły z naruszeniem prawa. Rząd uzasadnia swoje działanie stanem wyższej konieczności. Abstrahując od prawdziwości tegoż twierdzenia, powstaje pytanie na ile stan wyższej konieczności uzasadnia naruszenia norm prawnych? Ponadto kto ma ocenić ten stan wyższej konieczności?

Jeżeli akceptować będziemy, że decyduje zwykła większość sejmowa, rządowa do dokonywania zmian (jak to miało miejsce w 2015-2016 r. czy obecnie), wówczas zawsze będzie polityczna pokusa do przejęcia tych mediów i za ich pośrednictwem sprzedaży opinii publicznej odpowiedniej narracji politycznej (choćby pomijając niektóre wydarzenia, informacje niewygodne dla ówczesnych władz). Tego należy się obawiać.


PS: Podobną analizę dokonała wp.pl w artykule https://wiadomosci.wp.pl/nielegalnie-niezgodnie-widowiskowo-i-skutecznie-opinia-6975865583102464a

18 grudnia 2023

Zjednoczenie Partii Republikańskiej z PISem. Nienajlepszy pomysł?

Podczas Rady Politycznej PiS podjęto uchwałę dotyczącą zjednoczenia z Partią Republikańską. To zjednoczenie jest elementem konsolidacji sił prawicowych i patriotycznych – tych sił, które dziś muszą przeciwstawić się ewidentnemu zamachowi na polską demokrację, co teraz ma miejsce - informuje Prawo i Sprawiedliwość. 
Podjęto również uchwałę w sprawie wyboru Sekretarza Generalnego – został nim Pan Piotr Milowański, oraz uchwałę w sprawie wyboru Skarbnika – został nim Pan Henryk Kowalczyk (b. wicepremiera i ministra rolnictwa, tak źle ocenionego przez rolników. 

"Zjednoczona Prawica, stworzona przez Pana Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, to z całą pewnością najbardziej skuteczny i udany projekt w historii polskiej prawicy... Od momentu powstania w 2014 r. wygrywaliśmy wszystkie kolejne wybory, począwszy od wyborów samorządowych tamtego roku. Niestety wynik w ostatnich wyborach nie pozwolił nam zdobyć samodzielnej większości w Sejmie i przeszliśmy do opozycji. W przeszłości, prawica reagowała na utratę władzy sporami, kłótniami, podziałami. My chcemy być mądrzejsi, wyciągać wnioski z błędów przeszłości dlatego decydujemy się na większą integrację. Dzisiaj Krajowa Rada Partii Republikańskiej niemal jednogłośnie podjęła decyzję o integracji z PiS - dodał europoseł Adam Bielan, z Partii Republikańskiej. 

Połączenie PISu z partią republikańską, która kojarzy się raczej z aferami (NCBiR, Mejza) to nienajlepszy pomysł, a ponadto jest zbędne zważywszy, iż Republikanie i tak są częścią tzw. Zjednoczonej Prawicy.

17 grudnia 2023

Lewicowa logika równouprawnienia kobiet i mężczyzn

 

Logika lewicowa zawsze zadziwia. Na facebook'u Konfederacja publikuje jeden z przykładów, tym razem w wydaniu Anny Marii Żukowskiej (aż dziw że jeszcze nie próbowała zmienić chrześcijańskich imion):


16 grudnia 2023

Najpierw podkomisja smoleńska, teraz specjalny zespół, a za wszystko płacą podatnicy.

Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podjął decyzję o likwidacji podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Grupa działała pod kierunkiem MON i miała na celu wyjaśnienie okoliczności tragedii z 10 kwietnia 2010 roku. Istniejąca od 2016 roku podkomisja smoleńska kosztowała łącznie 31 mln zł, a jej efektem był "Raport z badania zdarzenia lotniczego z udziałem samolotu Tu 154-M nr 101", przedstawiony 11 kwietnia 2022 roku. A zatem dalsze jej funkcjonowanie wydaje się niepotrzebne.

Resort zapowiedział również powołanie specjalnego zespołu, który "zajmie się analizą każdego aspektu działalności zlikwidowanej podkomisji". A zatem zlikwidowano kosztowną komisję i powoła się nową, która znów będzie wydatkować pieniądze podatników. Każda ze stron i tak zostanie przy swojej wersji katastrofy. To nie ma zatem żadnego sensu.

Stan finansów Państwa jest zły, a zwiększa się wydatki o finansowanie in vitro.

Dnia 15 grudnia 2023 r. Prezydent Andrzej Duda podpisał: Ustawę z dnia 7 grudnia 2023 r. o zmianie ustaw w celu wsparcia odbiorców energii elektrycznej, paliw gazowych i ciepła; Ustawę z dnia 12 grudnia 2023 r. o zmianie ustawy o doręczeniach elektronicznych; Ustawę z dnia 29 listopada 2023 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. 

Podejmując decyzję o podpisaniu ustawy z dnia 29 listopada 2023 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, będącej inicjatywą obywatelską, Prezydent brał pod rozwagę fakt, że metoda in vitro w ocenie części społeczeństwa budzi wątpliwości natury etycznej. Wobec wyzwań demograficznych, dążąc do zapewnienia równych szans wszystkim walczącym z problemem niepłodności, także tym chcącym korzystać z innych metod leczenia, Prezydent zapowiada złożenie projektu ustawy zapewniającego finansowanie ich ze środków publicznych - stwierdza komunikat kancelarii prezydenta.

Abstrahując od wszelkich kwestii światopoglądowych ws. in vitro, należy jednak zauważyć, iż w tej ustawie chodzi nie o świadczenie, a tylko o jej finansowanie. Jeżeli nie stać na 10-20 tys. złotych na zabieg in vitro, czy rodziców będzie stać na kilkaset tysięcy, nawet do 1 mln złotych, które będzie kosztować dziecko w trakcie edukacji? 

Ponadto w sytuacji gdy stan finansów Państwa jest zły (ponad 1,6 bln zł zadłużenia, znacznie więcej niż przychody budżetowe, prognozowany deficyt finansów publicznych na ponad 190 mld zł w 2024 roku), czy dokonywanie nowych wydatków ma jakikolwiek sens? 

Czy nie czas na oszczędności i zmniejszenie wydatków Państwa?

15 grudnia 2023

Aborcja pod choinkę? Uwaga na reklamy w mediach

Poniżej tekst Mariusza Dzierżawskiego z Fundacji Pro Prawo do Zycia:


Wielu Polaków robi właśnie zakupy na Święta. W związku z tym, członkowie zorganizowanych grup przestępczych handlujących pigułkami aborcyjnymi rozpoczęli kampanię reklamową. W mediach społecznościowych wyświetlają się sponsorowane reklamy zachęcające Polki do tego, aby z okazji Świąt z wyprzedzeniem kupować tabletki poronne i mieć je przy sobie „na zapas”! Proszę uważać, gdyż mogą się one wyświetlać również na telefonach dzieci, w szczególności młodych dziewcząt.

 

W ubiegłych latach aborcyjni bandyci publicznie chwalili się tym, ile dzieci pomogli zamordować w trakcie Świąt Bożego Narodzenia. Teraz wpadli w jeszcze większą euforię, gdyż ministrem ds. równości w rządzie Donalda Tuska została radykalna aktywistka aborcyjna. To wszystko oznacza dla nas ciężki czas, kolejne, jeszcze silniejsze prześladowania, oraz konieczność wzmożenia walki o prawdę i życie...


W mediach społecznościowych trwa sponsorowana kampania reklamowa, w ramach której Polkom wyświetlają się reklamy zakupu aborcyjnych tabletek poronnych. Jak głosi hasło reklamowe:

 

„Wszystko czego chcę na święta to tabletki z wyprzedzeniem.”

 

Jak piszą handlarze pigułkami śmierci:

 

„Wcześniejsze zaopatrzenie się w tabletki aborcyjne pozwoli Ci na przechowywanie ich w swojej apteczce, tak jak w przypadku innych leków. Oznacza to, że możesz zażyć tabletki, gdy dowiesz się, że jesteś w ciąży.”

 

Pigułki poronne nie są oczywiście żadnymi „lekami”, gdyż niczego nie leczą, bo ciąża to nie choroba. Aktywiści aborcyjni nie ustają jednak w swojej propagandzie, której celem jest omamienie społeczeństwa. Za pomocą mediów społecznościowych „tresują” oni Polaków, a zwłaszcza młode kobiety i dziewczęta, usiłując wmówić proste i emocjonalne skojarzenia – „Jesteś w ciąży? Od razu weź pigułkę i dokonaj aborcji.” Oczywiście aby to zrobić, najlepiej taką pigułkę kupić wcześniej „na zapas”.

 

Proszę zwrócić uwagę na to, że w propagandzie aborcyjnej nie ma w ogóle mowy o jakiejkolwiek pomocy kobietom. Wsparcie dla samotnych matek? Kupno wyprawki dla dziecka? Pomoc w znalezieniu lekarza, gdy dziecko podejrzewane jest o chorobę? Pomoc materialna? Nie – jedyne co aktywiści aborcyjni mają do zaoferowania kobietom w ciąży to aborcja. Propagandowe wpisy, artykuły, teksty i filmiki mają miliony wyświetleń w mediach, co umacnia kobiety w przekonaniu, że gdy tylko kobieta dowie się o ciąży, to musi natychmiast połknąć pigułkę. Zostanie matką? Narodziny dziecka? To w ogóle nie wchodzi w grę.

 

Działania aktywistów aborcyjnych i propagatorów aborcji zawsze nasilają się przed Świętami Bożego Narodzenia. W ubiegłych latach członkowie aborcyjnych grup przestępczych publicznie chwalili się tym, ile dzieci pomogli zabić w trakcie Świąt:

 

„67 osób miało z nami online bezpieczną aborcję tabletkami w domu w te święta. Najwięcej osób przyjmowało misoprostol [substancja wywołująca poronienie i przedwczesny poród] w pierwszy dzień świąt, również dlatego, że w wigilie dotarły do tych osób paczki z tabletkami. Taki aborcyjny święty Mikołaj!”

 

Dzisiaj chwalą się dodatkowo tym, że największa w Polsce grupa przestępcza handlująca tabletkami poronnymi świętuje 7 lat swojej działalności. Tak długo już aborcyjni bandyci działają otwarcie, jawnie i publicznie, reklamując pigułki na ogromną skalę w mediach, oraz miejscach takich jak Sejm RP, gdzie jedna z aktywistek aborcyjnych zareklamowała w jaki sposób zamówić nielegalne tabletki w trakcie głównego posiedzenia parlamentu. Wedle statystyk aborcjonistów, tylko w ciągu ostatnich 4 lat pomogli przeprowadzić ponad 130 000 pigułkowych aborcji na polskich dzieciach! To tak, jakby wymordować wszystkich mieszkańców miasta wielkości Opola, Gorzowa Wielkopolskiego, Rybnika czy Elbląga.

 

Przez ostatnie 7 lat na gigantyczną skalę rozwinęła się w Polsce przestępczość aborcyjna. Pomocnictwo w aborcji oraz handel pigułkami aborcyjnymi to w świetle aktualnie obowiązującego prawa przestępstwa. Tyle tylko, że przez szereg lat nikt nie interesował się publiczną działalnością aborcyjnych przestępców. Nie było woli politycznej do tego, aby stawiać im zarzuty. Politycy i służby przyzwalali na ich działalność i przymykali oko na dziesiątki tysięcy nielegalnych aborcji.

 

Teraz ma się to zmienić.

 

Do Sejmu trafiły projekty ustaw, których celem jest formalna legalizacja i całkowita dekryminalizacja aborcji oraz handlu pigułkami poronnymi. Donald Tusk jest publicznym zwolennikiem legalizacji aborcji, a na mocy jego decyzji na listy wyborcze PO były wciągane tylko te osoby, które opowiadały się za aborcją. To jednak nie wszystko.

 

Nowym ministrem ds. równego traktowania w rządzie Tuska została Katarzyna Kotula – radykalna aktywistka aborcyjna, znana z działań na rzecz legalizacji aborcji oraz promotorka tabletek poronnych. W związku z nominacją Kotuli entuzjazm wyraziły aborcyjne grupy przestępcze. Jak napisali na jednej ze swoich stron:

 

„To nasza wymarzona ministra od równości.”

 

Oczywiście działania nowej minister, podobnie jak aborcyjnych aktywistów, nie będą miały nic wspólnego z równością. Celem tego środowiska będzie jeszcze większe rozpowszechnienie w Polsce aborcji oraz wprowadzenie zakazów mówienia o skutkach i konsekwencjach aborcji, wprowadzenie zakazu modlitwy pod ośrodkami aborcyjnymi (na wzór krajów Zachodu takich jak Kanada czy Wielka Brytania) oraz objęcie wszystkich dzieci tzw. „edukacją seksualną”, w ramach której oprócz promocji rozwiązłości oswaja się z aborcją.

 

Już teraz aborcyjne pigułki poronne na ogromną skalę reklamowane są w internecie jak zwykłe produkty do kupienia z dostawą do domu. Masowe mordy aborcyjne to nie tylko śmierć i ideologia, ale również wielki biznes.

 

Handlarze pośredniczący w obrocie tabletek poronnych formalnie ich nie sprzedają, aby nie można było ich oskarżyć o nielegalny handel. Zamiast tego pobierają od klientek „darowiznę”. Pigułki są Polkom wysyłane z Azji, gdzie kosztują ok. 25 zł. Polscy pośrednicy pobierają „darowiznę” w kwocie ok. 350 zł. Wedle ich statystyk, w ciągu roku pośredniczą w ok. 30 000 pigułkowych aborcjach. Jak łatwo policzyć, oznacza to wpływy na poziomie ponad 10 000 000 złotych rocznie!

 

Wielkie pieniądze są przeznaczane m.in. na kolejne reklamy pigułek i działania na rzecz ich rozpowszechnienia w Polsce. Po stronie aborcjonistów stoją politycy na najwyższych szczeblach władzy oraz obce ambasady, przede wszystkim ambasada USA, a także urzędnicy Unii Europejskiej i organizacji międzynarodowych takich jak ONZ i WHO. 


Musimy głośno mówić prawdę o aborcji i w sposób niezależny docierać z nią do Polaków, a także mobilizować nasze społeczeństwo do działania


14 grudnia 2023

Rząd Tuska liczniejszy czy nie od rządu Morawieckiego?

Krytykowano rządy PIS za nadmierny rozrost rządu, tworzenie niepotrzebnych funkcji. Rządy mijają, a zwyczaje pozostają.

Powołany w 2015 roku rząd Beaty Szydło liczył 24 ministrów. W grudniu 2017 roku pierwszy rząd Morawieckiego liczył w dniu zaprzysiężenia 22 osoby, powołany 15 listopada 2019 roku kolejny rząd Morawieckiego liczył 23 osoby, ale 5 grudnia tegoż roku doszedł jeden minister, a zatem powiększyło się do 24. 

Po wyborach z 15 października, nowo utworzony rząd Mateusza Morawieckiego był już znacznie skromniejszy, razem z premierem liczył już tylko 19 osób. 

Nowy rząd Donalda Tuska jednak przebił już na wstępie te liczby, razem z premierem rząd liczy 27 osób (na zdjęciu rząd na uroczystości wręczenia uchwały sejmu ws. wyboru - za sejm.gov.pl)

Ale te liczby nie obejmują wiceministrów (czyli sekretarzy stanu i podsekretarzy stanu).

W 2018 roku Mateusz Morawiecki poinformował o konieczności redukcji stanowisk w rządzie. W tamtym momencie rząd liczył 126 osób łącznie z wiceministrami. 1 stycznia 2019 roku było to łącznie 103 osoby, a 28 lipca 2020 roku było ich 107.

Rząd Donalda Tuska dopiero się tworzy, a zatem nie wiemy ile będzie wiceministrów. Podobno w każdym ministerstwie ma być po 1 przedstawicieli z każdej z formacji politycznej (czyli po 4). Obecnie jest 17 ministerstw, ale mają powstać nowe jak Ministerstwo Przemysłu.

A zatem należy się spodziewać względnie podobnej liczebności rządu.


12 grudnia 2023

Oburzenie po zgaszeniu świec chanukowych w Sejmie przez posła Brauna. Dwulicowość polityków

Grzegorz Braun za pomocą gaśnicy zgasił świece chanukowe w Sejmie. Do sieci trafiło nagranie z całego zajścia. Na filmie widać, jak cały sejmowy korytarz jest zadymiony, a ochroniarze proszą zgromadzonych dziennikarzy o rozejście się. 

Klasa polityczna włącznie z Konfederacją potępiła zachowanie posła. Prezydium Sejmu zawiadomi prokuraturę ws. obrazy uczuć religijnych.

Jednak nie da się nie zauważyć pewnej dwulicowości polityków w tej kwestii. To przecież lewica i tzw. ugrupowania demokratyczne cały czas wzywają do rozdziału kościoła od państwa, rozumianego jako wyrugowanie z przestrzeni publicznej symboli katolickich. Gdyby zatem ekscesy w stylu Brauna dotyczyły symboli katolickich, część klasy politycznej takiego zachowania by nie potępiła, uznała by to za przejaw wolności słowa. 

Przykładowo Sąd Rejonowy Poznań - Nowe Miasto i Wilda uniewinnił mimo ewidentnych dowodów winy 32 osoby, które 25 października 2020 roku zakłócili i uniemożliwi msze świętą, wychodząc przed ołtarz, skandując, nosząc antykatolickie banery, rozrzucając ulotki. Sąd Okręgowy na szczęście nie podzielił zdania sądu I instancji. Sąd Rejonowy w Toruniu w marcu br umorzył postępowanie wobec posłanki Joanny Scheuring-Wielgus (z Lewicy) która krótko po wyroku TK ws. niedopuszczalności aborcji eugenicznej także zakłóciła mszę świętą w Kościele Św. Jakuba

Słuszne jest oburzenie na posła Grzegorza Brauna, tylko dlaczego ekscesy antykatolickie takiego oburzenia ze strony polityków tzw. bloku demokratycznego już nie powodują?