To co dzieje się w PAIH SA wciąż nas zaskakuje, a już wiele widzieliśmy. Historia opisana przez portal Życie Stolicy pokazuje, że w niektórych spółkach państwowych jakieś standardy i przyzwoitość już nie obowiązują. Ale sami się przekonajcie.
To mogło skończyć się tragedią. Krzyki pod drzwiami toalety, presja i spór o godność pracownika w PAIH
Czy w instytucji publicznej można doprowadzić do sytuacji, w której pracownik traci przytomność w toalecie, słyszy krzyki „otwieraj!", groźby policji i straży, a w tym samym czasie kadry uznają wypowiedzenie za „skutecznie doręczone"? Taką sekwencję zdarzeń opisuje pracownik PAIH (Polska Agencja Inwestycji i Handlu). Z jego relacji wynika obraz presji, naruszenia prywatności i chaotycznych działań w chwili potencjalnego zagrożenia zdrowia.To tekst o faktach przedstawionych przez pracownika – i o pytaniach, które powinny paść w każdej instytucji finansowanej z pieniędzy publicznych.
Toaleta, atak paniki i utrata przytomności
Według relacji, w dniu zdarzenia do biura przyszły osoby z działu kadr (BZL) z dokumentami dotyczącymi rozwiązania umowy o pracę. Pracownik udał się do toalety – jak podkreśla, planował to wcześniej po posiłku, miał szczoteczkę i pastę do zębów.
W toalecie – jak twierdzi – doszło do gwałtownego pogorszenia stanu: atak paniki, duszności, narastający lęk. Następnie miał stracić przytomność.
I tu zaczyna się część relacji, która budzi największe wątpliwości etyczne: zamiast pytań o zdrowie, pojawia się presja.
„Otwieraj!" i groźby policji – bez pytania „co się dzieje?"
Po kilkunastu minutach – według relacji – rozpoczęło się intensywne dobijanie się do drzwi toalety. Pracownik twierdzi, że słyszał krzyki nakazujące natychmiastowe otwarcie drzwi oraz zapowiedzi wezwania policji i straży.
Jednocześnie wskazuje, że:
- nikt nie zapytał przez drzwi, czy potrzebuje pomocy,
- nikt nie zapytał, co się z nim dzieje,
- nie padła informacja o wezwaniu karetki.
To szczegół, który w debacie o etyce zarządzania ma znaczenie fundamentalne: czy pierwszym odruchem instytucji publicznej było ratowanie zdrowia – czy „dociśnięcie procedury"?
Próby otwarcia drzwi i ślady na zamku
Pracownik relacjonuje, że na zamku i framudze widoczne były ślady prób otwarcia drzwi. Zwrócili na nie uwagę ratownicy medyczni – być może istnieje też nagranie rozmowy ratowników o tych śladach.
Ostatecznie – jak twierdzi – drzwi otworzył od środka sam, gdy odzyskał przytomność.
Kadry znikają, pojawia się bezpieczeństwo. Kto odpowiadał za człowieka?
Pracownik nie potrafi wskazać, w którym momencie osoby z kadr opuściły miejsce zdarzenia, a pojawili się pracownicy biura bezpieczeństwa. Gdy drzwi zostały otwarte, na miejscu mieli być już pracownicy BB.
Co ważne, pracownik podkreśla:
„Chcę też zwrócić uwagę, że pierwszej pomocy przedmedycznej udzielili mi pracownicy BB i ZBH Ukraina, a pracowników kadr (BZL) już wtedy nigdzie w zasięgu wzroku nie było."
Pojawia się więc pytanie: kto w tej sytuacji miał realną odpowiedzialność za bezpieczeństwo pracownika – i dlaczego to nie kadry prowadziły działania ratunkowe, jeśli twierdziły, że sytuacja wymaga interwencji?
Pogotowie wezwał pracownik – nie instytucja
Zespół ratownictwa medycznego – według relacji – został wezwany przez samego pracownika po odzyskaniu przytomności. Ratownicy rozpoznali atak paniki i podali lek uspokajający domięśniowo.
Jeśli ta wersja zostanie potwierdzona dokumentacją medyczną, to rodzi jedno z najbardziej obciążających pytań: dlaczego w sytuacji braku kontaktu z człowiekiem za drzwiami toalety padały groźby policji, a nie padało słowo „karetka"?
Teams i mail: polecenie spotkania i „skuteczne doręczenie" w trakcie kryzysu
W czasie trwania zdarzenia dyrektor Maciej Srebro skierował do pracownika komunikat przez Microsoft Teams z poleceniem odbycia spotkania z działem kadr.
Równolegle dział kadr wysłał osobny e-mail informujący o „skutecznym doręczeniu wypowiedzenia".
Pracownik twierdzi, że w chwili wysłania komunikatów był nieprzytomny lub w stanie uniemożliwiającym realną reakcję.
To budzi pytania nie tylko prawne, ale i moralne: czy wysyłanie poleceń służbowych do osoby w kryzysie zdrowotnym ma cokolwiek wspólnego z odpowiedzialnością pracodawcy?
Dokument na biurku, pokój otwarty „na oścież" – zero prywatności
Oświadczenie (przypuszczalnie wypowiedzenie) pracownik zobaczył dopiero, gdy ratownicy pomagali mu zabrać rzeczy z pokoju. Dokument miał leżeć na biurku w pokoju otwartym na oścież – „zero prywatności".
Jak relacjonuje, dokument nie został mu wręczony. Widział co najwyżej kartkę, będąc wciąż w ataku paniki, po podaniu leku uspokajającego.
To kolejny problem etyczny: czy w instytucji publicznej standardem jest pozostawianie dokumentów kadrowych w otwartym pomieszczeniu, w warunkach narażających pracownika na utratę prywatności i potencjalną stygmatyzację?
Pytania, które powinny paść publicznie
Jeżeli ta relacja jest zgodna z rzeczywistością, sprawa nie dotyczy jedynie jednego sporu kadrowego. Dotyczy standardu traktowania człowieka. W instytucji publicznej.
Pytania do PAIH (i do nadzoru):
1. Czy w chwili dobijania się do drzwi ktokolwiek zapytał pracownika, co się z nim dzieje i czy potrzebuje pomocy?
2. Dlaczego padały groźby policji i straży, a nie padała informacja o wzywaniu pogotowia?
3. Kto podjął decyzję o presji pod drzwiami toalety – i na jakiej podstawie?
4. Jakie procedury obowiązują w PAIH, gdy pracownik nie odpowiada zza zamkniętych drzwi w toalecie?
5. Czy biuro bezpieczeństwa ma uprawnienia do podejmowania prób otwarcia drzwi w pomieszczeniach sanitarnych, a jeśli tak – kiedy i na jakich zasadach?
6. Kto pełnił rolę koordynatora zdarzenia i dlaczego kadry – według relacji – zniknęły z miejsca, zanim udzielono pomocy?
7. Dlaczego pogotowie wezwał sam pracownik, a nie instytucja?
8. Na jakiej podstawie uznano wypowiedzenie za „skutecznie doręczone", skoro pracownik twierdzi, że był nieprzytomny?
9. Czy pozostawienie dokumentu kadrowego na biurku w otwartym pokoju spełnia standard poufności i ochrony danych?
10. Czy ktokolwiek po zdarzeniu sporządził notatkę służbową, zabezpieczył monitoring i przeprowadził analizę BHP?
11. Czy instytucja przeprosiła pracownika lub zaoferowała wsparcie psychologiczne po interwencji?
12. Czy w PAIH istnieją szkolenia dla kadry kierowniczej dotyczące reagowania na kryzys zdrowia psychicznego pracownika?
Etyka i godność: gdzie jest granica?
Zgodnie z Kodeks pracy pracodawca ma obowiązek poszanowania godności pracownika i zapewnienia bezpiecznych warunków pracy. W tej sprawie kluczowe jest jednak pytanie bardziej podstawowe: czy w ogóle można uznać za normalne, że w sytuacji potencjalnego zagrożenia życia i zdrowia pierwszą reakcją są krzyki, presja i groźby, a nie pytanie „czy wszystko w porządku" i wezwanie pomocy?
W tle nazwisko dyrektora i wcześniejsze publikacje
Przypomnijmy Srebro był autorem anonimu, który trafił do polityków PSL oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii i na jesieni 2024 roku wywołał mały skandal. Jak się okazało, wicedyrektor PAIH stworzył go na swoim służbowym komputerze. 30 października Srebro został zwolniony z pracy na podstawie art. 52 Kodeksu pracy, który mówi o rozwiązaniu umowy bez wypowiedzenia — z winy pracownika. Prezes PAIH nie podpisał się pod decyzją o zwolnieniu Macieja Srebro. Jednak już w lutym 2025 roku nie tylko wrócił do pracy w PAIH ale otrzymał awans - został dyrektorem Departamentu Wsparcia Eksportu.
Obecna sprawa może ponownie uruchomić pytania o standardy zarządzania i kulturę organizacyjną w agencji.
Co dalej?
Dla oceny sprawy kluczowe będą dowody: dokumentacja ZRM, logi Teams i e-mail, monitoring, zdjęcia drzwi i zamka, świadkowie oraz ewentualne nagrania. Bez nich opinia publiczna będzie skazana na słowo przeciw słowu.
Ale już dziś — nawet na poziomie samej relacji — widać coś, co w instytucji publicznej powinno być nie do przyjęcia: poczucie zastraszenia i utraty godności w sytuacji intymnej oraz kryzysowej.