10 marca 2017

Uchwała referendalna prawidłowa w Legionowie, nieprawidłowa w Warszawie

Wojewoda Mazowiecki Zdzisław Sipiera unieważnił uchwałę radnych z Warszawy i Podkowy Leśnej dot. przeprowadzenia referendum ws. zmiany granic Warszawy. Natomiast podtrzymał uchwałę ws. referendum w Legionowie odnoszący się do włączenia tej gminy do powiatu metropolitalnego Stolicy.

Decyzja wojewody jest jak najbardziej prawidłowa. Uchwała Rada Warszawy była wewnętrznie sprzeczna, z jednej strony odwoływała się w paragrafie 1 do projektu ustawy ws. nowego powiatu metropolitalnego, ale już w paragrafie 2 zawarło pytanie dotyczące zmiany granic gminy poprzez przyłączenie gmin sąsiednich (a nie ws. nowego powiatu). cyt. Czy jest Pan/Pani za zmianą granic Miasta Stołecznego Warszawy poprzez dołączenie kilkudziesięciu sąsiednich gmin?. Niezależnie od tej sprzeczności, warto zauważyć, iż zgodnie z ustawą o referendum lokalnym z inicjatywą referendum zmiany granic gminy mogą wystąpić tylko mieszkańcy. 

Przypomnijmy, iż z petycją do Rady Warszawy o uchylenie uchwały jako wewnętrznie sprzecznej wystąpiło Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE.

Okazuje się, że wojewoda podzielił stanowisko Stowarzyszenia co do wadliwości pytania referendalnego. Wątpliwości co do pytania, nie miał wojewoda w przypadku Legionowa. Przypomnijmy iż 26 marca mieszkańcy Legionowa odpowiedzą na pytanie: Czy jest Pan/Pani za tym, żeby m.st. Warszawa, jako metropolitarna jednostka samorządu terytorialnego objęła Gminę Miejską Legionowo?

Czy nie można było napisać prawidłową uchwałę w Warszawie? A może chodziło właśnie o to by przyjąć uchwałę w taki sposób, by musiała być uchylona i obarczyć PIS rzekomym - "kneblowaniem ust". Typowa Platformerska hipokryzja. Teraz dobrze by było, żeby sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, w którym obnaży się hipokryzję lub niekompetencję radnych PO.

9 marca 2017

Zasady demokratyczne naruszone w Radzie UE, wrogi akt wobec Polski

Na brukselskim szczycie odnowiono mandat Donalda Tuska na szefa Rady UE, mimo sprzeciwu rządu polskiego. Donald Tusk był kandydatem Niemiec. Akt taki nie sposób nie uznać, za akt wrogi wobec polskiego rządu, który czy to się komuś podoba czy nie, reprezentuje nasz kraj. Jest to zatem siłą rzeczą - akt wrogi wobec Polski.

W całej sprawie nie chodzi o funkcję osobę przewodniczącego, na stanowisko wybiera się bowiem osoby z charyzmą mokrego mopa i wygląda urzędniczyny z banku (jak nazwał kiedyś Nigel Farage przewodniczącego Van Rompuy), posłuszne miernoty którą będą się wysługiwały przywódcom wielkich państw.

W rzeczywistości sprawa dotyczy wartości na których Unia Europejska funkcjonuje. Nie zgodzono się na rzeczywiste wybory, w którym mogliby startować inni kandydaci, nie wyrażono zgodę na normalną demokratyczną procedurę. Dla lepszego obrazu dodajmy, iż wybór Donalda Tuska na kolejną kadencję ogłoszono zanim nastąpił formalny akt głosowania.

Co dalej? No cóż, czas podejmować bardziej zdecydowane działania, które zwiększą naszą suwerenność.




.

Wybór przewodniczącego Rady UE - bez znaczenia

Od wielu dni, media i politycy ekscytują się na temat wyboru przewodniczącego Rady Unii Europejskiej. Polski rząd zgłosił kandydaturę Jacka Saryusza-Wolskiego, a czołowe państwa zachodnie popierają kandydaturę Donalda Tuska. Słyszymy gromy ze strony opozycji na postawę rządu, hejt na Jacka Saryusza-Wolskiego (niedawnego europosła PO) za zgodę na kandydowanie. Padają wielkie słowa - racja stanu, wstyd, kompromitacja itd itd.

W rzeczywistości jest zupełnie nieistotne kto zostanie przewodniczącym Rady UE: Tusk czy Saryusz-Wolski, Polak czy Irlańczyk. Jest to funkcja czysto protokolarna, głównym zadaniem Przewodniczącego jest przygotowanie i przewodniczenie szczytów, decyzje podejmują i tak szefowie państw. Jest to jedynie funkcja prestiżowa i dobrze opłacana. Z tych powodów nikt kto ma poważne ambicje odgrywania znaczącej roli i tak nie może zostać wybrany. Dlatego wybrano najpierw Van Rompuy (a nie np. Tony'ego Blaira) a później Donalda Tuska. Nasi rodacy - z tego że będzie ten czy inny przewodniczący - nie odniosą żadnych korzyści.

Jednak ruch polskiego rządu z kandydaturą Jacka Saryusza-Wolskiego był zasadny. I nie chodzi nawet o brak zgody na osobę Donalda Tuska. Decyzje na szczytach UE zapadały zazwyczaj w drodze tzw. nieformalnych rozmów, consensusu, w sposób bardzo niejasny. Wraz z kandydaturą Saryusza-Wolskiego i stanowiskiem polskiego rządu, zmusza się Radę UE do dokonywania wyboru transparentnie w drodze głosowania nad 2 kandydatami (o ile przeciw kandydatowi polskiego rządu, jakiś kraj zgłosi kandydaturę Donalda Tuska) czyli do demokratycznej procedury.

Natomiast co do Polski, to najwyższy czas pomyśleć o wystąpieniu z Unii Europejskiej i jej absurdów. Bo w rzeczywistości - uwzględniając naszą składkę, konieczne kredyty do zaciągnięcia w celu wykorzystania środków i sposób wykorzystania dotacji unijnych, fakt że gros pieniędzy unijnych trafia w rzeczywistości z powrotem do krajów zachodnich oraz koszt wymuszanych (i często w sposób absurdalny) zmian legislacyjnych - to dopłacamy do tego interesu. O wiele szybciej moglibyśmy się rozwinąć poza UE.