W artykule Agaty Kondzińskiej i Renaty Grochal http://wyborcza.pl/1,75478,15091929,Gowin_zaklada_partie_dla_rozczarowanych__W_sobote.html#ixzz2mnntcgsZ można przeczytać takie oto zdanie W sobotę w południe w warszawskiej hali Expo odbędzie się konwencja założycielska nowej partii renegata z PO Jarosława Gowina. Słowo renegat ma oczywiście wywołać negatywne skojarzenie pod adresem nowej partii i jej lidera. Zresztą słowo użyto w niewłaściwym znaczeniu. Zgodnie ze słownikiem języka polskiego PWN renegat to «człowiek wypierający się dotychczasowych przekonań i przechodzący na stronę przeciwnika». O ile nam wiadomo Jarosław Gowin nie wyparł się swoich przekonań, wyparł się jedynie swojej tj. partii Platforma Obywatelska, która sama odeszła od swojego programu, nie mówiąc już o jej obietnicach wyborczych. A zatem kto jest renegatem - Gowin czy Tusk ze swoją platformą.
7 grudnia 2013
Renegat Gowin czy renegatka Platforma Obywatelska?
W artykule Agaty Kondzińskiej i Renaty Grochal http://wyborcza.pl/1,75478,15091929,Gowin_zaklada_partie_dla_rozczarowanych__W_sobote.html#ixzz2mnntcgsZ można przeczytać takie oto zdanie W sobotę w południe w warszawskiej hali Expo odbędzie się konwencja założycielska nowej partii renegata z PO Jarosława Gowina. Słowo renegat ma oczywiście wywołać negatywne skojarzenie pod adresem nowej partii i jej lidera. Zresztą słowo użyto w niewłaściwym znaczeniu. Zgodnie ze słownikiem języka polskiego PWN renegat to «człowiek wypierający się dotychczasowych przekonań i przechodzący na stronę przeciwnika». O ile nam wiadomo Jarosław Gowin nie wyparł się swoich przekonań, wyparł się jedynie swojej tj. partii Platforma Obywatelska, która sama odeszła od swojego programu, nie mówiąc już o jej obietnicach wyborczych. A zatem kto jest renegatem - Gowin czy Tusk ze swoją platformą.
Karta Warszawiaka w praktyce wydania - zmarnowane miliony?
Karta Warszawiaka czyli zwykły hologram
naklejany na bilety WKM uprawniających do tańszych biletów od 1 stycznia 2014
r.. Od kilku dni można ją wyrobić w Warszawie, pod warunkiem że płaci się
podatek dochodowy w stolicy. Przy składaniu wniosku nie trzeba będzie okazywać
PITu. Ratusz podpisał umowę z Ministerstwem
Finansów, dzięki której automatycznie ma być sprawdzane, czy ktoś płaci w
Warszawie podatki czy nie, tylko jakim prawem MF podpisało taką umowę, skoro
stanowi to najprawdopodobnie naruszenie przepisów ustawy o ochronie danych
osobowych, a także ordynację podatkową.
Wniosek można składać przez internet lub
osobiście, ale w tym pierwszym przypadku i tak nie unikniesz wizyty w punkcie
obsługi mieszkańców. A zatem lepiej osobiście złożyć i od razu mieć przyklejony
hologram. Zweryfikowaliśmy jak w praktyce wygląda operacja. 7 grudnia (w
sobotę) udaliśmy się do punktu przy metrze centrum ok. godz. 10.35. Przed nami
10 osób i 2 czynne kasy/okienka. W punkcie także 1 osoba do pomocy klientom.
Zanim dostaliśmy się do okienek minęło 30 minut czyli blisko 5 minut na osobę.
Część osób, która składała przez internet musi ponownie wrócić, a to tylko
potwierdzenie przyszło dla żony a nie męża, a to dopiero w poniedziałek mają
być itd. Załatwialiśmy sprawy w 2 okienkach. Wnioski wydrukowane wypełnione,
niby to samo a jednak różne podejście w okienkach - w jednym zażądano wpisania
e-maila lub telefonu, a w drugim - nie, chociaż w obu przypadkach nie było
zgody na otrzymywania informacji o programach i akcjach organizowanych przez
Miasto Stołeczne Warszawa. Ale w sumie było dość sprawnie.
ZTM spodziewa się ponad 0,5 mln wniosków o
kartę warszawiaka. Uwzględniając 5 minut na każdą osobę otrzymujemy ok. 2,5 mln
minut czyli ok. 42 tys. godzin czyli 240 miesięcy w przeliczeniu na pełny etat.
Oznacza to uwzględniając średnią krajową, ze zostanie wydane tylko na koszty
osobowe wydawania ponad 1 mln złotych. A ile kosztowały do tego koszty
wytworzenia hologramów, akcja reklamowa itp? I w sumie po co, skoro
najprawdopodobniej karta warszawiaka zostanie uznana za niezgodną z ustawą o ochronie
konkurencji i konsumentów, dyrektywą unijną i z przepisami konstytucji. zob. http://serwis21.blogspot.com/2013/11/czy-uokik-uzna-karte-warszawiaka-za.html
6 grudnia 2013
BIUROKRATYCZNE ZMIANY OFE
Sejm uchwalił zmiany w systemie emerytalnym. Za ustawą
głosowało 232, przeciwko 216, od głosu wstrzymał się jeden poseł. Była to jedna z klasycznych sytuacji, w którym żadne rozwiązanie nie było
dobre, ale opozycja chcą nie chcąc ustawiła się w roli obrońców OFE.
REFORMA OFE BYŁA OSZUSTWEM
Cała reforma systemu
ubezpieczeń społecznych z 1998 r. była reformą opartą na oszustwie – stwierdza niezależny ekonomista i prezes
Stowarzyszenia Interesu Społecznego dr Daniel Alain Korona. Dlaczego? Bo wmówiono ludziom cały szereg
nieprawd dotyczący konieczności reformy. Po pierwsze wmawiano, że na emeryturę
z ZUS nie ma co liczyć, a emeryturę z OFE dzięki temu że będą one inwestowały
nasze środki zapewnią życie emerytalne pod palmami. Rzeczywistość okazała się
zupełna inna. Po drugie przeprowadzono reformę w warunkach deficytu
budżetowego. Przed reformą z 1998 r. składkę ZUS płacił pracodawca w wysokości
48% funduszu wynagrodzeń (czyli ok. 1/3 wynagrodzeń + ZUS) Wymiar składek po
1998 r. był bardzo podobny w swej całości, jednakże część zamiast trafić ostatecznie
do ZUSu była przekazywana do OFE). Innymi słowy odbierając część składek ZUSowi
na rzecz OFE począwszy od 1999 r. doprowadzono do sytuacji w której deficyt i
zadłużenie budżetowe znacznie się powiększyły. A zatem by stworzyć nowy system
zwiększono de facto obciążenia przyszłe. Po trzecie wmawiano ludziom, że to są
ich pieniądze podczas gdy tak jak w ZUSie mieliśmy do czynienia z daniną publiczną,
I wreszcie po czwarte wmawiano że system ma charakter kapitałowy, podczas gdy
żaden system emerytalny w skali makro takiego charakteru nie ma. Innymi słowy
indywidualnie emerytura może mieć wymiar kapitałowy, ale w skali globalnej
zawsze decyduje wysokość przychodów i wydatków funduszy, Przychody tą są
składki emerytalne i inne dochody, natomiast wydatki świadczenia emerytalne.
System może funkcjonować kapitałowo jedynie w sytuacji wzrostu, ale nie w
przypadku pogarszania sytuacji demograficznej, gdyż w tym ostatnim przypadku
wydatki w formie świadczeń przekroczą przychody bieżące, co zmusi do sprzedaży
aktywów i spadków cen aktywów, a zatem do pogorszenia pozycji finansowej
funduszy.
OBRONA OFE
Każda próba
naruszenia nowego systemu emerytalnego kończyła się reakcją lobby finansowego. Za
każdym razem odzywały się mainstreamowe media czy tzw. ekonomiści typu
Balcerowicz i spółka (czyli, ci którzy oszukali społeczeństwa) oburzeni zamachem
na „nasze składki”. Obrona była na tyle skuteczna, że przez długie lata nawet propozycja
dobrowolności składek między OFE a ZUS nie była akceptowana. Jednak
pogarszająca się sytuacja finansowa zmusiła rząd Donalda Tuska do ograniczenia
systemu i zmniejszenia składki OFE na rzecz ZUSu, przy czym wprowadzono kolejne
subkonto emerytalne w ZUSie, zamiast zwyczajnie pozostawić większą składkę w I
filarze. Ale po co robić zawile, to co można uczynić prościej? Jak widać taka
filozofia przyświecała rządowi wtedy i taka również obowiązuje dzisiaj.
ZMIANY W SYSTEMIE EMERYTALNYM
Warto pamiętać, że PO
wcale nie była przeciwna OFE, wręcz była mu przychylna. Reforma Fedak jak i
obecne propozycje nie wynikają ze złej oceny systemu, z tego oszustwa. Jedynym
i wyłącznym powodem jest bowiem fakt, iż rząd PO-PSL nie wie co czynić, by
ratować bieżące budżety państwa (te do wyborów 2015 roku). Skoro dalsze
opodatkowanie obywateli napotyka na sprzeciw, opodatkowanie bogatych nie
wchodzi w grę (wszak władza obecna sprzyja możnym i różnym aferzystom, a zatem
trzecia stawka podatku dochodowego nie wchodzi w grę), a dziura finansowa budżetu
państwa i ubezpieczeń społecznych jest wręcz niepokojąca, jedynym ratunkiem
okazało się zabór części „zasobów OFE”, czyli daniny publicznej, którą
obywatele wskutek fałszywej propagandy uznali za swoje. I to podejście znajduje
odzwierciedlenie w propozycjach rządowych.
Podstawowym
założeniem reformy jest przejęcie oszczędności emerytalnych zgromadzonych w OFE
przez ZUSu (tzw. część obligacyjna). W ten sposób rząd będzie mógł pochwalić
się zmniejszeniem zadłużenia budżetowego o ponad 120 mld zł, ale oznacza to że
kapitał zgromadzony na kontach w OFE ulegnie odpowiedniemu zmniejszeniu.
Równocześnie brak możliwości inwestycji w obligacje zmienia charakter funduszy
na agresywne, a tym samym znacznemu wahaniu może ulec kapitał emerytalny
zgromadzony w OFE. Tylko dlaczego nasze przyszłe emerytury mają być przedmiotem
giełdowej ruletki? W końcu przyjęto propozycję możliwości wyboru między ZUSem a
OFE, a w przypadku braku takowego automatycznego po 4 miesiącach przeniesienia
do ZUSu. Rozwiązano również w tej ustawie kwestię płatnika emerytur – tj.
przyjęto ZUS (i stąd stopniowe przekazanie kapitału emerytalnego z OFE do ZUS
przez 10 lat przed emeryturą).
REFORMA TUSKA JEST BIUROKRATYCZNA:
Dr Daniel Alain
Korona w ocenie obecnej reformy jest jednak krytyczny – Ręce opadają gdy widzi się propozycje rządowe. Cieszyć się należałoby z
ograniczenia OFE czy też likwidacji, ale cała operacja ma charakter przypadkowy,
widać iż systemowo nieprzemyślany. Otóż przyjęte zmiany mają charakter nadmiernie
biurokratyczny. Należy bowiem konta kilkunastu milionów osób zaktualizować
najpierw w związku z przejęciem części obligacyjnej OFE. Następnie będzie
zmiana w związku z przeniesieniem z OFE do ZUS, kolejne miliony operacji, wreszcie
związane z przekazaniem przedemerytalnym – i kolejne operacje. Tymczasem był
prostszy sposób tj. nacjonalizacja pełna OFE i przekazanie do ZUS wszystkich
aktywów, a konta emerytalne I filara odpowiednio proporcjonalnie powiększyć. Operacji
byłoby znacznie mniej, a w każdym razie byłaby dokonywana tylko raz. Drugim
wariantem mniej biurokratycznym i zasadniczo tak samo skutecznym było
stworzenie jedynie dobrowolności między ZUS a OFE przy założeniu milczącej
zgody na przejście w razie braku deklaracji, czyli tylko jednego z rozwiązań
rządowych, nie wprowadzając innych. Większość i tak by przeszła, obligacje w
dużej mierze byłyby faktycznie przejęte, i zasadniczo trudno byłoby cokolwiek
zarzucić takiej propozycji. W każdym razie tak przeprowadzone zmiany byłyby
znacznie mniej biurokratyczne niż proponowana reforma przez rząd. Ale powiedzmy
szczerze przy tak biurokratycznej metodzie jaką przyjął rząd większość
przyszłych emerytów nie będzie w stanie zorientować się czy przy okazji nie
uszczknięto jakąś sumę z kapitału emerytalnego na niekorzyść ubezpieczonego. A
ponadto o pomyłki nie będzie trudno. Abstrahuję przy tym, iż środki z OFE pozwolą
jedynie na dwuletni okres mniejszego deficytu, a rząd ten okres prawdopodobnie nie
wykorzysta do zasadniczego uzdrowienia sytuacji finansów publicznych. Tym
niemniej nie można zostawić dotychczasowego systemu OFE, bo jest budżetowo zbyt obciążający.
W sprawie dziwi
jednak postawa opozycji. Rozumiemy, że nie można było być za projektem, który
zwiększa biurokrację i nie tworzy normalnego systemu emerytalnego. Ale głosując
za odrzuceniem projektowi ustawy, chcąc nie chcąc partie opozycyjne postawiły
się w roli obrońców OFE (mimo iż przeciwne temu systemowi). Skoro system OFE
był zły, a proponowane rozwiązane niewystarczające dopracowane, można było i
być może należało odmówić udziału w głosowaniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)