28 listopada 2013

Jak bezprawnie obniżono posłowi Pawłowi Olszewskiemu podatek

Pisaliśmy o sprawie niezapłaconego podatku posła Adama Hoffmana )PIS) od pożyczek. Informowaliśmy, że poseł uniknie prawdopodobnie podatku (choć było należne), wykroczenie skarbowe się przedawniło, a przestępstwa karno-skarbowego nie ma. 
Okazuje się, że podatkowe problemy mają też inni politycy np. rzecznik PO - Paweł Olszewski. Poniżej artykuł ze strony Sekcji Krajowej pracowników skarbowych Solidarności http://www.skarbowcy.pl/blaster/extarticle.php?show=article&article_id=20613. Okazuje się, że pan poseł nie tylko sobie pomniejszył podatek, ale wykorzystał stanowisko by dokonać presji na kierownictwo organów podatowych, a służalcza dyrekcja nakazała obniżenie posłowi podatku.
I politycy mają jeszcze czelność uchwalać lub podwyższać kolejne daniny publiczne.



Jak bezprawnie obniżono posłowi Olszewskiemu podatek

Zwolniona dyscyplinarnie urzędniczka, zgłoszenie do prokuratury, wyroki sądowe, a przede wszystkim smutny obraz służalczości fiskusa wobec polityków rządzącego w Polsce ugrupowania - to wszystko zawiera w sobie historia podatkowego rozliczenia jednej transakcji.
POseł
 
Dzieje tego przekrętu odtworzyliśmy na podstawie akt sądowych o sygnaturach III K 824/11 oraz VII P 126/12. Gdyby nie były to autentyczne dokumenty, można by pomyśleć, że są dziełem osób przekonanych, iż żyjemy w państwie, którego instytucje są głęboko zdeprawowane, żeby nie powiedzieć na wskroś przegniłe. A najbardziej urzędy skarbowe.

Pracująca w Pierwszym Urzędzie Skarbowym w Bydgoszczy Lucyna Milska, zajmowała się rozliczaniem sprzedaży nieruchomości. Na początku 2010 roku trafiła do niej sprawa związana ze zbyciem przez Pawła Olszewskiego mieszkania. Poseł zadeklarował, że całą kwotę, jaką uzyskał ze sprzedaży, wydatkuje w ciągu dwóch lat na własne cele mieszkaniowe, a chociaż ten okres minął, nie przedstawił żadnych dokumentów zaświadczających, iż tak rzeczywiście uczynił.

Inspektor skarbowy Lucyna Milska wysłała do Olszewskiego wezwanie do stawiennictwa. Brak reakcji. Po kolejnym wezwaniu poseł zadzwonił i obiecał przybycie. Słowa dotrzymał, ale nie pojawił się u urzędniczki, tylko od razu skierował kroki do dyrekcji. Sprawą rozliczenia sprzedaży nieruchomości przez posła PO zajął się osobiście zastępca naczelnika Pierwszego Urzędu Skarbowego, a dokumenty przekazywała Lucynie Milskiej kierownik referatu.

Urzędniczka wielokrotnie zajmowała się analogicznymi sprawami, ale pierwszy raz spotkała się z sytuacją, że rozlicza podatnika bez uprzedniego z nim spotkania i rozmowy. Po przeanalizowaniu dokumentów Lucyna Milska wyliczyła, iż poseł musi zapłacić ok. 6 tys. zł z odsetkami. Wtedy kierownik referatu poleciła jej uwzględnienie wydatków związanych ze spłatą kredytu na zakup innego lokalu, który zaciągnął Paweł Olszewski wspólnie ze swoją matką.

Lucyna Milska uwzględniła ten fakt, ale ponieważ kredyt został wzięty przez dwie osoby, zaliczyła na poczet obliczania podatku tylko połowę tej kwoty. Tak czyniła również rozliczając małżeństwa z rozdzielnością majątkową. W tej sytuacji miała do czynienia z osobami dorosłymi, prowadzącymi osobne gospodarstwa domowe. Nie mogła przecież potraktować matki i dobrze zarabiającego syna jak małżeństwa pozostającego we wspólnocie majątkowej. Ale takie właśnie dostała polecenie od kierowniczki referatu. Polecono Lucynie Milskiej naliczenie posłowi takiego podatku, jak gdyby sam spłacał cały kredyt bankowy. Podatek posła Olszewskiego cudownie zmniejszył się o połowę.

Urzędniczka sporządziła nowy dokument i przekazała bezpośredniej przełożonej. Została wezwana, żeby złożyć pod nim podpis. Oświadczyła, że nie zgadza się z wysokością naliczonego podatku, więc nie może się podpisać. Ostatecznie zgodziła się postawić w lewym dolnym rogu parafę, jako osoba sporządzająca. Sprawa jednak nie dawała jej spokoju, bała się, że w związku z nieprawidłowym rozliczeniem podatku może w razie kontroli ponieść konsekwencje. Na wszelki wypadek potajemnie skserowała i zabrała do domu całą dokumentację w tej sprawie. A kierownictwo Pierwszego Urzędu Skarbowego przestało ją lubić. Z dniem 1 stycznia 2011 roku przeniesiono ją do Trzeciego Urzędu Skarbowego.

W maju 2011 roku mąż Lucyny Milskiej natknął się w szafie na skserowane dokumenty i dowiedział się od żony o całej sprawie. Zdenerwowany poszedł do Pierwszego Urzędu Skarbowego. Jednak naczelnika w ogóle nie zmartwiło, że w kierowanej przez niego jednostce doszło do cudownej interpretacji przepisów, dzięki której Paweł Olszewski i jego matka zyskali status małżeństwa żyjącego we wspólnocie majątkowej. Zmartwiło go jedynie to, że pan Milski zapoznał się z dokumentami dotyczącymi rozliczenia posła Platformy Obywatelskiej, więc napisał doniesienie do prokuratury. Inspektor skarbowy Lucyna Milska popełniła przestępstwo, gdyż ujawniła objęte tajemnicą informacje z akt podatkowych.

W związku z tym, że prokuratora wszczęła postępowanie wobec Lucyny Milskiej, naczelnik Trzeciego Urzędu Skarbowego zwolnił ją z pracy z art. 52, czyli dyscyplinarnie. Stało się to 19 stycznia 2012 roku. Tymczasem 30 grudnia 2011 roku Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Północ skierowała do Sądu Rejonowego wniosek o umorzenie postępowania karnego, a 8 lutego 2012 roku zapadło postanowienie sądowe przychylające się do tego wniosku. Sędzia Karol Przybysz napisał w uzasadnieniu: „Na brak szkodliwości społecznej czynu podlegającego ocenie w niniejszym postępowaniu wskazuje przede wszystkim postawa podejrzanej, a w szczególności jej motywacja. Podejrzana zamierzała poprzez kopiowanie dokumentów utrwalić nieprawidłowości w działaniu Urzędu Skarbowego.” Sędzia zwrócił też uwagę, że ujawnione dane dotyczyły posła „osoby publicznie znanej, która poprzez swoją działalność publiczną godzi się na zmniejszenie sfery prywatności i niejako sama poddaje się kontroli opinii publicznej.”

Po tym korzystnym dla siebie rozstrzygnięciu Lucyna Milska wystąpiła z powództwem o przywrócenie do pracy. Wyrok zapadł 9 października 2012 roku. Sąd przywrócił ją do pracy na dotychczasowych warunkach. Lektura uzasadnienia tego wyroku sprawi wielką radość wszystkim, którzy mają nadzieję, iż sędziowie, działający zgodnie z telefonicznymi instrukcjami, nie stanowią w naszym kraju większości.

„(…) powódka padła ofiarą ewidentnego i nad wyraz nagannego postępowania całego szeregu osób zatrudnionych w Pierwszym Urzędzie Skarbowym w Bydgoszczy, a w dodatku przełożonych powódki niemalże najwyższego stopnia (m.in. zastępcy naczelnika) (…) zachowała się w sposób uczciwy i prawy (co w obecnych czasach zdaje się być coraz rzadziej spotykaną postawą) wyraźnie przeciwstawiając się nieprawidłowemu rozliczeniu posła Pawła Olszewskiego (…) powódka nie tylko może, ale nawet powinna ponownie podjąć pracę w pozwanym Urzędzie Skarbowym” – napisała w uzasadnieniu wyroku sędzia Joanna Szweda-Porzych.

Od tego wyroku odwołał się Trzeci Urząd Skarbowy. Kilka miesięcy temu strony zawarły ugodę. Lucyna Milska nie wróci do pracy, ale z jej akt zniknie art. 52 jako powód zwolnienia, więc dostanie odprawę, jak każdy pracownik, gdy dochodzi do rozwiązania umowy o pracę na mocy porozumienia stron.

Jesienią 2011 roku, w okresie kampanii wyborczej, Tomasz Rega, kandydat do sejmu z listy PiS zorganizował konferencję prasową, podczas której ujawnił, że skierował na ręce p.o. dyrektora Izby Skarbowej Marcina Łobody pytania dotyczące rozliczenia sprzedaży mieszkania przez posła Pawła Olszewskiego. Wskazywały one, że radny coś słyszał o tej sprawie, ale nie wiedział dokładnie, o co chodzi. Rega pytał m.in., czy Olszewski przedstawił właściwy PIT.

Najsmutniejsze jest to, że chodziło raptem o kwotę 3 tys. zł z kawałkiem. Strach pomyśleć, co się dzieje w instytucjach państwowych, gdy w grę wchodzą kwoty znacznie, znacznie wyższe.

Imię i nazwisko urzędniczki, która wygrała proces z bydgoskim fiskusem, zostały zmienione.

MANIPULACJE GW WS. POŻYCZKI ADAMA HOFFMANA

Gazeta Wyborcza wciąż drąży sprawę pożyczki Adama Hoffmana. W artykule http://serwis21.blogspot.com/2013/11/proces-kafki-czyli-sprawa-adama-hoffmana.html  wskazywa-liśmy na fakt, iż w sprawie Adama Hoffmana nie było ani przestępstwa przeciw dokumentom, ani karno-skarbowego, przynajmniej według obecnego stanu wiedzy. Jednak w GW 28.11 Piotr Skwirowski oznajmił, iż Adam Hoffman powinien zapłacić 28 tys. zł, a jeżeli byłyby to dochody z nieujawnionych źródeł aż 105 tys. zł. i  że sprawa ma charakter karno-skarbowy. Problem tylko w tym, że dziennikarz wprowadził czytelników w błąd, bowiem nie rozumie przepisów podatkowych albo celowo dokonał manipulacji.
Analizę sytuacji podatkowej i karno-skarbowej Adama Hoffmana dokonał specjalista w bojach z organami administracyjnymi i podatkowymi dr Daniel Alain Korona (i prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego) - nie ma ani 105 tys. ani 28 tys. zł i nie ma też przestępstwa karno-skarbowego. Cyt. 
Pod kątem społeczno-politycznym poseł Adam Hoffman popełnił błąd, i nie chodzi nawet o podatek ale o sam fakt zaciągania tak dużych pożyczek. Dla przecietnego Kowalskiego 140 tys. zł wydaje się dużą sumą, a tym samym fakt zaciągania przez politykę dobrze zarabiającego takich pożyczek może być przez wielu oceniane negatywnie. 
Pod kątem podatkowym zaś sytuacja podatnika Adam Hoffamana jest natomiast dobra. Na dzień obecny wiemy, że podatnik zaciąnął pożyczkę w łącznej kwocie 140 tys. zł w latach 2008-2009, a być może też i później. Stawka podatku od pożyczek wynosi 2%, a zatem podatnik Hoffman powinien był uiścić 2800 zł. Jest to kwota poniżej 5-krotności najniższego wynagrodzenia, a zatem fakt ich nie uiszczenia jest wykroczeniem skarbowym, które przedawnia się z upływem roku. Na marginesie dodam, że od 1 stycznia 2009 r. zwolnione od podatku od czynności cywilno-prawnych była kwota do 5 tys. zł od jednej osoby i łącznie 25 tys. zł od osób z poza najbliższej rodziny w ciągu najbliższych 3 latach, zatem podatek należny może okazać się niższy.
Gazeta Wyborcza oznajmiła, że podatek wynosi 28 tys. zł powołując się na art. 7 ust. 5 ustawy karno-skarbowej. Autor po pierwsze pomylił ustawę, chodzi o ustawę o podatku od czynności cywilnoprawnej. Otóż przepis ten nie mówi jak sugeruje GW, iż w przypadu nie zapłacenia 2% podatku wówczas płaci się 20%, dotyczy bowiem innej sytuacji, w której podatnik przed organem podatkowym np. przy weryfikacji zródeł finansowych zakupu jakiegoś dobra powołuje się na fakt zawarcia pożyczki, darowizny, itd. Innymi słowy podatnik musi jasno i wyraźnie powoływać się na dany fakt. Nie wystarczy sam fakt zawarcia umowy pożyczki, ale podatnik musi się na nie powołać, uzasadniając np. pochodzenie określonego majątku. Jeżeli natomiast podatnik na ten fakt się nie powoła, nawet jeżeli zostanie stwierdzone przez organ podatkowy fakt pożyczki, podatek 20% nie może być zastosowany. 
Ponadto organ podatkowy musiałby wydać stosowną decyzję podatkową ustalającą wymiar podatku. Podatnik Hoffman może zignorować wezwanie organu do składania wyjaśnień, chyba że nastąpi to w ramach wszczętego postępowania podatkowego. Wymaga to zatem doręczenia postanowienia o wszczęciu postępowania, następnie dokonania stosownego wezwania (podatnik Hoffman może odmówić np. przesłuchania w charakterze strony), doręczenia zawiadomienia o możliwości zapoznania się z materiałem dowodowym, wydania decyzji i doręczenia jej przed terminem przedawnienia, który w przypadku pożyczek z 2008 roku upływa z końcem roku 2013). Postępowanie w I instancji nie zakończy się zatem przed nowym rokiem. Gdybyśmy mówili o decyzji określającej to wówczas nawet decyzja I instancji nie przerywa biegu przedawnienia, a dopiero decyzja ostateczna. W przypadku decyzji ustalającej to podatek powstaje dopiero w momencie wydania decyzji i termin płatności wynosi 14 dni, a zatem o żadnym przepisie karno-skarbowym nie może być jeszcze mowy. 
W przypadku gdyby dochody pochodziły z nieujawnionych źródeł, wówczas co prawda można zastosować 75% podatek od przychodu, ale w wyniku stosownego postępowania podatkowego i to pod warunkiem, że wcześniej nie nastąpi przedawnienie. Ponadto po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 18 lipca br. stwierdzający niezgodność z prawem przepisu określającego dochód podlegający opodatkowaniu z nieujawnionych źródeł, byłby problem na jakiej podstawie prawnej określić dochód do opodatkowania. Wprawdzie wyrok TK dotyczył stanu prawnego obowiązującego w 2006 roku, jednak obecnie istniejący przepis w zakresie ustalania dochodu z nieujawnionych źródeł jest bardzo zbliżony do  tego zakwestionowanego, a zatem postępowanie podatkowe mogłoby nie przynieść żadnego skutku prawnego. Ponadto decyzja podatkowa ws. nieujawnionych źródeł dochodów ma charakter ustalający, czyli dopiero teraz stworzyłby zobowiązanie podatkowe. Zatem nie jest możliwe zastosowanie przepisu karno-skarbowego.
Innymi słowy twierdzenia zawarte w artykule GW nie znajdują oparcia w przepisach prawa i w orzecznictwie. Opieramy się oczywiście o informacje medialne, które niekoniecznie muszą pokrywać sie z materiałem dowodowym, ale na podstawie tych informacji na dzień obecny nie ma podatku do zapłaty ani 28 tys. zł, ani 105 tys. zł, jak też nie ma przestępstwa karno-skarbowego.


Poniżej wspomniany artykuł z GW:

Hofman zapłaci min. 28 tys. zł

Piotr Skwirowski
 
28.11.2013 , aktualizacja: 27.11.2013 21:54
A A A Drukuj
Adam Hofman
Adam Hofman (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)
Nie od 100 tys., lecz 140 tys. zł pożyczek miał nie zapłacić podatku poseł PiS Adam Hofman. Podatek to teraz nie 2, ale 20 proc. kwoty pożyczki.
Pieniądze bez pokrycia w udokumentowanych źródłach przychodu znalazło na kontach Hofmana CBA. Poseł wyjaśnił, że to pożyczki. I że zapomniał zapłacić od nich podatek.

Chodzi o podatek od czynności cywilnoprawnych. Normalnie stawka tego podatku w przypadku pożyczek to 2 proc. pożyczonej kwoty. Płaci ten, kto bierze pożyczkę. Na zapłatę podatku jest 14 dni.

Inaczej wygląda to jednak, gdy ktoś na pożyczkę powołuje się dopiero wtedy, kiedy fiskus pyta go o pochodzenie pieniędzy. W takim wypadku stawka podatku rośnie do 20 proc.

Przepis ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych jest jasny i prosty. Art. 7 ust. 5 ustawy karnoskarbowej: "Stawka podatku wynosi 20 proc., jeżeli przed organem podatkowym lub organem kontroli skarbowej w toku czynności sprawdzających, postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub postępowania kontrolnego: podatnik powołuje się na fakt zawarcia umowy pożyczki, depozytu nieprawidłowego lub ustanowienia użytkowania nieprawidłowego albo ich zmiany, a należny podatek od tych czynności nie został zapłacony".

20 proc. podatku poseł ma więc jak w banku. Gdyby zgłosił pożyczki, zapłaciłby 2 proc. podatku, czyli w jego przypadku 2,8 tys. zł. Nie zrobił tego, więc zgodnie z przytoczonym wyżej przepisem powinien teraz zapłacić 10 razy więcej - 28 tys. zł.

Kiedyś 20-proc. stawki podatku nie było. W razie kłopotów z udokumentowaniem pochodzenia pieniędzy przed fiskusem podatnicy masowo "przypominali" sobie, że to przecież pożyczka, że o niej zapomnieli, że nie wiedzieli, iż trzeba było od niej zapłacić podatek. Płacili 2 proc. podatku i najczęściej mieli problem z głowy. "Zapomnianych pożyczek" było tak dużo, że na początku 2007 r. przepisy się zmieniły.

Jeśli jednak podatnik nie potrafi udowodnić, że pieniądze, o których pochodzenie pyta fiskus, to pożyczka, może być jeszcze gorzej. Fiskus może uznać je za przychody z nieujawnionych źródeł i przysolić 75-proc. podatek. W przypadku posła Hofmana byłoby to już 105 tys. zł. W grę wchodzi też grzywna z ustawy karnoskarbowej. Choćby za uchylanie się od podatku. 


27 listopada 2013

Proces Kafki czyli sprawa Adama Hoffmana?

Od wielu dni mainstreamowe media trąbią o aferze Adama Hoffmana. Słuchając radia, telewizji, czytając gazety można odnieśc wrażenie wielkiej afery, wykrytej przez CBA i prokuraturę. Słyszymy najpierw o przestępstwie przeciw dokumentom (czyli nie wpisanie sum do oświadczenia majątkowego) następnie o przestępstwie karno-skarbowym (nie zapłacenie podatku). Analizując pod kątem prawnym podawane informacje trudno doszukać się zarówno pierwszego jak i drugiego.

O przestępstwie przeciw dokumentom czyli nie wpisaniu do oświadczenia majątkowego sum zobowiązań możemy mówić gdy było to działanie świadome oraz gdy taki wymóg prawny rzeczywiście występował. Otóż w 2008/2009 r. Adam Hoffman miał pożyczyć wiele razy kwoty na łączną sumę 60 tys. zł od znajomego Roberta Pietreszyna - pieniądze wpływały na konto i były zwrócone z tegoż lub innego rachunku bankowego. Ponadto mowa o ok. 80 tys zł innych wpłat pomiędzy kontem biura poselskaiego a kontem posła, oraz jego kontem a kontami osób z rodziny. Oświadczenia majątkowe składa się co roku oraz na początku i końca kadencji. Oświadczenia majątkowe są składane na dany dzień, innymi słowy o ile zdarzenie pożyczki i zwrotu nastąpiło pomiędzy 2 oświadczeniami majątkowymi, nie ma wymogu ich wpisania. Ponadto zobowiązania jednorazowe poniżej 10 tys. złotych nie wpisuje się do oświadczeń majątkowych. A zatem brak spłaconych pożyczek w oświadczeniu majątkowym A.Hoffmana nie powinno dziwić.

O przestepstwie karno-skarbowym ws. małej wartości (w bieżącej sprawie tak oznajmiała prokuratura) można mówić, gdy kwota zaległości podatkowej przekracza 5-krotność najniższego wynagrodzenia (najniższe wynagrodzenie obecnie ro 1600 zł, w 2008 r. było to 1276 zł). Tymczasem nawet przyjmując kwotę 140 tys. zł, 2% podatek od pożyczek wynosi 2800 zł, a zatem co najwyżej można mówić o wykroczeniu skarbowym. Problem w tym, ze wykroczenia przedawniają się w ciągu roku. A zatem przestępstwa karno-skarbowego także nie ma, jest jedynie zaległość podatkowania do uregulowania (a zatem mówimy o terminach przedawnienia podatkowego z końcem 2013 lub 2014 r.)

Zatem czemu media (np. GW, TVP), CBA i prokuratura nadają temu medialny rozgłos, skoro przy analizie dotychczasowych informacji nie wynika ani przestępstwo przeciw dokumentom ani przestępstwo skarbowe. Jest jedynie nie zapłacony podatek, który wkrótce może się przedawnić. Oczywiście poseł powinien płacić podatki, ale przecież większość z nas w sytuacji pożyczek nie płaci podatku od czynności cywilno-prawnej, albo bo nie wie iż taki wymóg występuje albo dlatego że uważa ten podatek za absurdalny.

Zatem albo media, CBA i prokuratura nie poinformowały o rzeczywistym charakterze niektórych wpłat (jeżeli nie były to pożyczki, wówczas może okazać się, iż suma podatkowa byłaby wyższa), wówczas zawiadomienie i postępowanie mogą (choć nie muszą) być uzasadnione, albo też jesteśmy świadkami cyrku medialno-prokuratorskiego, w stylu "procesu Kafki". Jedyną rzecz bowiem na tym etapie wiedzy którą można zarzucić posłowi Hoffmanowi to jest brak zapłaty podatku i jeżeli termin przedawnienia byłby 2014 roku można wszcząć postępowanie podatkowe. Zatem po co ta histeria, po co ten cyrk, czy nie dla ukrycia największej afery korupcyjnej związanej z przetargami na miliardy złotych w kilku resortach?