8 listopada 2013

NIE CHCEMY JAŁMUŻNY, TYLKO GODNOŚCI, UHONOROWANIA

7 listopada odbyło się w senacie połączone posiedzenie komisji - praw człowieka, praworządności i petycji; samorządu terytorialnego i administracji państwowej oraz ustawodawczej poświęcone projektowi Ustawy o pomocy dla działaczy opozycji demokratycznej i osób represjonowanych z powodów politycznych (druk nr 449. Na posiedzenie zaproszono przedstawiciele różnych instytucji i organizacji skupiającej byłych opozycjonistów (m.in. Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89, Stowarzyszenie Wolnego Słowa, Związku Stowarzyszeń Osób Represjonowanych w latach 1980-90. Stowarzyszenia Osób Internowanych i Represjonowanych w Stanie Wojennym Regionu Radomskiego, Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych, Stowarzyszenia Polskiej Partii Niepodległościowej itd.). Opinie pisemne nadesłały również NSZZ „Solidarność”, Stowarzyszenie Sieć Solidarności, Ośrodek Karta. W rezultacie nadesłanych uwag, Prezydium Komisji postanowiło dokonać wysłuchania zaproszonych gości.

Przedstawiciele organizacji skupionych w tzw. Grupie Roboczej czyli autorów Obywatelskiego Projektu Ustawy o statusie Weterana Opozycji Antykomunistycznej (Andrzej Sobieraj, Andrzej Rozpłochowski, Janusz Olewiński) skrytykowali projekt senacki i de facto powtórzyli tezy zawarte w tzw. projekcie Obywatelskim. Przedstawicielki Stowarzyszenia PPN wyraźnie opowiedziały się za odrzuceniem projektu senackiego i rozpoczęcia prac nad nowym projektem. Jacek Szymanderski ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa wskazywał na potrzebę powołania Korpusów Weteranów Opozycji.

Powszechną krytykę wzbudziła propozycja przyznawania świadczeń w oparciu o kryterium dochodowe przez Miejskie Ośrodki Pomocy Społecznej. Wszyscy przedstawicieli organizacji uznali to rozwiązanie za niewłaściwe, poniżające, za jałmużnę. Żądano godności (Stowarzyszenie PPN) i uhonorowania (Daniel Alain Korona ze Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89). Także przedstawiciel Unii Metropolitalnej jednoznacznie skrytykował tą propozycję, przywołując tak samo jak SWN 1956-89 na możliwe problemy z refundacją z budżetu państwa.

Także samo pojęcie opozycji demokratycznej wzbudziło ostrą krytykę organizacji, gdyż pojęcie to jest sprzeczne z historią. Nie było opozycji demokratycznej, tylko antykomunistyczna. Zamiast nowych definicji działalności opozycyjnej  SWN1956-89 wskazuje, iż można korzystać z istniejących już zapisów z ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Ponadto uprawnionych jest w ustawie niepełny skoro np. nie obejmuje osoby represjonowane w postaci karnego wcielenia do LWP (Bogusław K. Gołub ze Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w latach 1980-90), młodzieży licealnej broniącej krzyża np. we Włoszczowej i Miętnem z 1984 r. (Stowarzyszenie PPN). ZSORwL1980-90 podniósł fakt, iż represje następowały także w innej formie np. poprzez zaniżanie zarobków. Zarówno SWN1956-89  jak i Solidarność (w swoim pisemnym stanowisku) oraz ZSORwL proponowało uznanie działalności opozycyjnej za działalność o charakterze kombatanckim, co powinno znaleźć swoje odzwierciedlenie ustawowe.

Podważano również liczebność byłych opozycjonistów. Jacek Szymanderski (SWS) zdecydowanie uznał za niewiarygodne estymacje CBOS dot. 342 tys. działaczy. SWN 1956-89 wskazywała na niską liczbę kilku tysięcy decyzji UdsKOiR dot. pracy na rzecz nielegalnych organizacji podziemnych. Przedstawiciele Grupy Roboczej z kolei wskazywali, iż wydatki na rzecz emerytur esbeków wynoszą rocznie 1,2 mld zł a proponowane rozwiązania np. przez Grupę Roboczą wyniosą 400 mln zł. Z kolei propozycja SWN1956-89 przyznania praw kombatanckich byłym opozycjonistom jest jeszcze mniej kosztowna, albowiem wiąże się z przyznaniem praw głównie w wieku emerytalnym i ze zmniejszeniem dynamiki spadku liczebności osób uprawnionych do świadczeń kombatanckich (rocznie ubywa ponad 15.000 kombatantów i osób represjonowanych).


Jak wykazały konsultacje i wysłuchanie organizacji, byli opozycjoniści nie chcą jałmużny a jedynie uhonorowania. Przyznanie praw kombatanckich byłym opozycjonistom stanowiłby taki rodzaj uhonorowania i nie wiązałby się z jakimiś nadzwyczajnymi przywilejami. Autorzy projektu senackiego zapowiedzieli uwzględnienie części uwag. Czas pokaże czy dotrzymają słowa, czy też te konsultacje są jedynie dla pozoru.

RETRANSMISJA POSIEDZENIA:
http://senat.atmitv.pl/SenatConsole/TransmissionArchiveItem.go?code=8KU217KPCPP132KSTAP1251

6 listopada 2013

Zbrodnicza prowokacja rządowa? szczyt klimatyczny? 11 listopada

Obserwowałem wczorajszą (5 listopada) dyskusję w TVRepublika. Łukasz Warzecha i Bronisław Wildstein logicznie i rozsądnie przedstawili zagrożenie bezpieczeństwa manifestacji w dniu Święta Narodowego: wystarczy kilku przypadkowych bandziorów – tacy zawsze się przyplączą – a policja przystąpi do akcji na wielką skalę, przegoni precz tysiące spokojnych manifestantów i nie dopuści ich nawet do pomników, pod którymi chcieliby złożyć kwiaty (tak było !!! w zeszłym roku), i rozpocznie się wielka i długotrwała kampania medialna przeciwko FASZYSTOM; na to opozycja odpowie kontrkampanią przeciwko PROWOKATOROM.

   Tymczasem mało kto mówi, że do PROWOKACJI już doszło. Prowokacji zbrodniczej, perfidnie zorganizowanej przez rząd Tuska, za co i on i jego pomagierzy powinni stanąć przed sądem karnym, bo jest to, o ile pamiętam sformułowanie kodeksowe, sprowadzenie zagrożenia życia, zdrowia i mienia na skalę masową. Mam na myśli oczywiście samo zwołanie ''szczytu klimatycznego'' w Warszawie w okresie zwyczajowych i chyba nawet konstytucyjnych w tym czasie uroczystości patriotycznych, a tym samym jawne, oficjalne (bo państwowe) zaproszenie do stolicy Polski bojówek ekologów, globalistów i innych zboczeńców. Ma rację Warzecha, gdy ocenia na 5 procent prawdopodobieństwo awantury wywolanej przez zwykłego bandziora (czy nawet, powiedziałbym łagodniej, chuligana). Prawdopodobieństwo napaści na manifestantów takiej lewackiej bojówki, czy to rodzimego chowu, czy to przywiezionej na zaproszenie rządu RP z ''europy'', graniczy z PEWNOŚCIĄ.

   Zuchwałość i cynizm tej prowokacji nie mają chyba precedensu ani w ciągu ostatnich 24 lat, ani za komuny. Jedyne, co by się dało porównać, to prowokacja grudniowa w 1970 roku, kiedy to w środę wieczór władza zachęcała robotników, by nazajutrz przyszli do pracy,  a we czwartek rano strzelała do nich jak do kaczek. Prawda, że tym razem raczej nie będzie strzelania do manifestantów, ale osób zagrożonych napaścią bojówek i policji będzie może nawet więcej niż w pamietnym grudniu '70.

   Odpowiednikiem prowokacji, jakiej dopuścił się ostatnio Tusk (jeśli godzi się w tej sprawie snuć fantazje literackie) byłoby zaproszenie w 1981 roku przez Jaruzelskiego na uroczystości upamiętniające kampanię wrześniową zasłużonych kombatantów NKWD, w szczególności tych, którzy mordowali Polaków w Katyniu. Ale Jaruzelski, skądinąd jeden z głównych sprawców masakry grudniowej 1970, w 1981 na taka prowokację jednak nie poszedł. Nie był aż tak bezczelny.



W. Kalinowski, Klub Myśli Pozytywnej, Radio JUTRZENKA (Warszawa 99,5 fm)

5 listopada 2013

UNIEWAŻNIĆ POZWOLENIE NA BUDOWĘ DLA INWESTYCJI PRZY PODWALE 1

5.11.2013 Stowarzyszenie Interesu Społecznego „Wieczyste” wystąpiło do Wojewody Mazowieckiego z wnioskiem o stwierdzenie nieważności i wstrzymanie wykonania decyzji o pozwoleniu na budowę z dn. 16.04.2012 nr 018412 dla inwestycji biurowo-usługowej przy ul. Podwale 1 i ul. Senatorskiej działka nr 8 i 9/2, obręb 5-02-11. Biorąc pod uwagę, iż Wojewoda może odmówić wszczęcia postępowania z wniosku organizacji społecznej (art.28 ust.3 ustawy Prawo Budowlane wyłącza przepisy kpa w zakresie udziału organizacji społecznych w postępowaniach budowlanych, zdaniem Stowarzyszenia niezgodnie z przepisami Konstytucji i Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności), Stowarzyszenie zwróciło się zatem także z drugim wnioskiem o wszczęcie postępowania z urzędu z inicjatywy własnej wojewody.

W uzasadnieniu wniosku czytamy m.in.
Jak informują media, prywatny Inwestor Senatorska Investment sp. z o.o. uzyskał pozwolenie na budowę dla terenu pomiędzy Podwale 1, Senatorska, Miodowa. Z informacji medialnych wynika, że przy wydaniu decyzji doszło do szeregu nieprawidłowości, a mimo tego Prezydent Miasta nie uznaje za stosowne ani uchylić decyzji ani nawet wznowić postępowania. W ocenie Stowarzyszenia nieprawidłowości uzasadniają stwierdzenie nieważności wydanej decyzji czy to z wniosku Stowarzyszenia czy z urzędu. W szczególności zwracamy uwagę, iż:
ajednym z architektów, który projektował biurowiec jest Bartosz Naperty, a pozwolenie na budowę wydała Jolanta Zdziech-Naperty – naczelnik wydziału architektury i budownictwa na warszawskim Śródmieściu. Architekt to syn kobiety, która działała z upoważnienia prezydent Warszawy. Stanowi to jaskrawe naruszenie art.24§ kpa, który przewiduje w §1 iż Pracownik organu administracji publicznej podlega wyłączeniu od udziału w postępowaniu w sprawie swego małżonka oraz krewnych i powinowatych do drugiego stopnia, a w §3 iż Bezpośredni przełożony pracownika jest obowiązany z urzędu wyłączyć go od udziału w postępowaniu, jeżeli zostanie uprawdopodobnione istnienie okoliczności nie wymienionych w § 1, które mogą wywołać wątpliwość, co do bezstronności pracownika. Zatem nawet jeśli uznać, że Bartosz Naperty nie był stroną postępowania (formalnie była to osoba prawna, a nie fizyczna), tym niemniej nie ulega wątpliwości w świetle zapisów art.24 kpa, iż naczelnik Jolanta Zdziech Naperty podlegała wyłączeniu z postępowania.
b) Nie zasięgnięto opinii Unesco, które w 1980 r. wpisało warszawskie Stare Miasto na Listę Światowego Dziedzictwa. Projektowany budynek – postmodernistyczny klocek z dużą liczbą elementów przeszklonych – nie pasuje do reszty staromiejskiej zabudowy, nieodwracalnie zniszczy wygląd Placu Zamkowego. Jak informuje Polski Komitet ds. Unesco żadnych konsultacji z UNESCO nie było, chociaż  nowa inwestycja ma być prowadzona na linii zabudowy będącej na granicy obszaru uznanego za Światowe Dziedzictwo Unesco. Dowód: http://www.unesco.pl/article/1/nie-bylo-konsultacji-z-ekspertami-unesco-w-sprawie-budowy-biurowca-przy-ul-senatorskiej-w-warszawie/
c) Mogło dojść do fałszowania okoliczności postępowania. Jak informuje przedstawiciel inwestora w oświadczeniu przesłanym TVN24 Stołeczny konserwator zabytków "poinformował spółkę o prowadzeniu wszelkich niezbędnych konsultacji m.in. ze Społeczna Radą Kultury przy Prezydencie Warszawy, ze specjalistami UNESCO i varsavianistami".
d) Naruszono zasadę dobrego sąsiedztwa. Nowy budynek, nie tylko nie będzie pasował do reszty staromiejskiego otoczenia, ale i zasłoni widok z Placu Zamkowego na Pałac Biskupów Krakowskich i Pałac Branickich. 

Reasumując zachodzi wiele przesłanek określonych w art.145§1 kpa tj. pkt. 1 (możliwe fałszowanie okoliczności sprawy), pkt. 3(pracownik podlegał wyłączeniu z postępowania, a brał udział w wydaniu decyzji), pkt.4 (prawdopodobnie pominięto strony w postępowaniu), pkt 6 (nie uzyskano opinii UNESCO). Powyższe okoliczności świadczą iż postępowanie prowadzono z naruszeniem zasad ogólnych kpa art.6-9 (brak praworządności, działania na podstawie prawa, zaufania do organów). Naruszenie tych zasad oznacza, iż decyzję wydano z rażącym naruszeniem prawa o której mowa w art.156§1 pkt. 2 kpa.

Jak wynika z powyższego Prezydent HGW ma możliwość wznowienia postępowania i uchylenia decyzji. Fakt, że tego nie czyni świadczy o jej prawdziwym stosunku do sprawy (kontrole decyzji i dymisja pracownika to zwykły dym dla zmylenia opinii publicznej). Jeżeli także wojewoda odmówi postępowania w sprawie, będzie to świadczyło, iż działanie władz samorządowych i państwowych zmierza do usunięcia Starego Miasta z listy UNESCO ze szkodą dla Warszawy i z pożytkiem dla kilku cwaniaków. Jak stwierdza Stowarzyszenie we wniosku - Jeżeli w takim obszarze dopuszcza się do postmodernistycznej zabudowy, znaczy to, iż żadna nieruchomość nie jest w Warszawie chroniona przed nieodpowiedzialnym zachowaniem inwestorów i władz miejskich, i możliwość oszpecenia okolic Placu Zamkowego a następnie całego Miasta staje się całkiem realna. Zatem Stowarzyszenie Interesu Społecznego „Wieczyste” występując w sprawie działa w dobrym pojętym interesie społecznym mieszkańców Warszawy jak również w interesie kraju (w związku z możliwością wykreślenia Starego Miasta z listy UNESCO w wyniku przedmiotowej inwestycji).