10 listopada 2023

Umowa koalicyjna podpisana. Miało być inaczej a będzie jak zwykle.

W piątek liderzy PO, Polski 2050, PSL i Lewicy podpisali umowę koalicyjną, która była negocjowana przez ostatnie tygodnie.

Dokument ten - to w dużej mierze zbiór deklaracji intencji, szczytnych haseł, pustych stwierdzeń. Konkretów mało, a niektóre z nich wręcz są absolutnie prawnie nie do zrealizowania - jak np. unieważnienie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku (kto miałby orzec, na podstawie jakiego przepisu prawnego?).

Wiele z zapowiedzi nie jest możliwych do realizacji bez współpracy z prezydentem i z organami, które pozostaną w rękach PIS. 

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że represje, odwet, igrzyska antypisowskie mają być jedną z cech nowych władz. Oprócz tzw. rozliczeń PISu (m.in. część II umowy), przewidziano likwidację CBA (widocznie za dużo aferzystów ścigali), karanie za tzw. mowę nienawiści ze względu na orientację seksualną i płeć (ale nie ze względu na inne) itd. itd. Pada wiele haseł o odpolitycznieniu, ale odnosi się wrażenie, że chodzi jedynie o odpisowienie, bo TKM... w wydaniu opozycji, politycznym oczywiście nie będzie.

Zamiast konkretów np. podwyżek dla nauczycieli od 1 stycznia 2024 r., podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. złotych także od tej daty, mamy enigmatyczne, pobożne zapisy. Na szczegóły zatem przyjdzie poczekać.

Trzecia część umowy to zasady działania koalicji. I co ciekawe, posłowie niby mają wolny mandat, a tymczasem czytamy że kluby parlamentarne reprezentujące Strony umowy będzie obowiązywała dyscyplina głosowania nad przedstawianymi projektami ustaw i uchwał przygotowanych przez koalicyjny Rząd RP oraz uzgodnionymi przez kluby parlamentarne projektami inicjowanymi przez grupę posłów.

Wydaje się zatem, że osoby przygotowujące nie za bardzo wiedziały jaki jest stan prawny w Polsce, albo też stworzono jakikolwiek dokument dla publiki, a co jest faktycznie istotą współrządzenia (podział łupów), do wiadomości publicznej jeszcze nie podano. I trudno się temu dziwić, wszak trzeba zachować pozory.

Miało być inaczej ... a będzie jak zwykle.

Jurgiel atakuje Ardanowskiego. Tylko po co?

7 listopada 2023 roku europoseł Krzysztof Jurgiel skierował do Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości wniosek o ocenę przez właściwe organy PiS postępowania Jana Krzysztofa Ardanowskiego, włącznie z niegospodarnością w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, zgodnie z obowiązującym Statutem PiS oraz o podjęcie odpowiednich decyzji w procedurze dyscyplinarnej. Powodem mojego wniosku jest między innymi nieustanna krytyka programu działań Rządu PiS dla polskiej wsi przez Jana Krzysztofa Ardanowskiego, wykorzystywanie działalności Rady ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi przy Prezydencie RP, jako narzędzia do walki politycznej z kolejnymi ministrami rolnictwa, zaniechanie lub opóźnianie realizacji celów programowych dla polskiego rolnictwa.

W piśmie pan europoseł stwierdza, że należy sporządzić białą księgę nieprawidłowości stwierdzone przez instytucje kontrolne i organa ścigania w instytucjach i spółkach za urzędowania ministra Ardanowskiego i wymienia w tym kontekście wymienia m.in. spółkę Elewarr. Powtórzył zatem swoje twierdzenia z listopada 2020 roku.

A jaka była i jest rzeczywistość? Otóż zarzut dotyczący nieprawidłowości w spółce Elewarr jest całkowicie chybiony. Organa ścigania nie postawiły żadnego aktu oskarżenia dot. jakichś nieprawidłowości w Elewarrze za okres urzędowania pana ministra Ardanowskiego. Prokuratura umorzyła jako bezzasadne postępowanie dotyczące rzekomej szkody majątkowej w związku ze sprzedażą udziałów (z zyskiem) w Elewatorze Sieradz. Zebrany w sprawie materiał dowodowy nie pozostawił żadnej wątpliwości, iż w sprawie nie było żadnej nieprawidłowości, a udziały sprzedano zgodnie z prawem i wartością rynkową.

Co do zarzutów NIK, należy zauważyć iż większość dotyczyła okresów poprzedzających urzędowanie jako ministra - Ardanowskiego. Zarzut nieprawidłowego powołania zarządu w listopadzie 2018 roku został poniekąd zweryfikowany postanowieniami sądu rejestrowego, który dwukrotnie w 2019 i 2020 roku odmówił wykreślenia zarządu z rejestru.

https://serwis21.blogspot.com/2020/11/elewarr-nik-nie-dokona-zadnej-rzeczowej.html

https://serwis21.blogspot.com/2020/11/zarzad-elewarr-powoany-zgodnie-z-prawem.html

Przypomnijmy także, iż to właśnie za zarządu powołanego w okresie urzędowania ministra Ardanowskiego (prezes Daniel Alain Korona, wiceprezes Monika Parafianowicz), Elewarr osiągał zyski w 2018/19 - 0,93 mln zł, w 2019/20 - 1,676 mln zł oraz rekordowe w 2020/21 - 15,76 mln zł i w 2021/22 - 40,11 mln zł.

A zatem po co te kłamstwa?

Najwyraźniej Krzysztof Jurgiel nie może się pogodzić, iż w 2018 roku stracił funkcję ministra rolnictwa na rzecz Ardanowskiego, i stąd jego ataki. 

Nie wiadomo tylko po co to czyni, skoro PIS stracił władzę, a zatem nie ma szans na objęcie ponownie tej funkcji, gdyż to opozycja przejmuje władzę.

4 europosłów PIS pozbawieni immunitetu za lajkowanie spotu

Parlament Europejski postanowił uchylić immunitet czterech posłów PiS – Beaty Kempy, Beaty Mazurek, Patryka Jakiego i Tomasza Poręby. Mieli oni rzekomo nawoływać do „nienawiści na tle rasowym”. 

Oskarżenie przeciwko ukaranym obecnie europosłom wniósł niejaki Rafał Gaweł, lewicowy aktywisty, skazany wyrokiem polskiego sądu za malwersacje finansowe, poszukiwany przez Policję (przebywający aktualnie w Norwegii). Uznał, iż ww. parlamentarzyści i 8 innych działaczy PIS popełnili przestępstwa rasistowskie na terenie Polski. Owymi „przestępstwami” miało być lajkowanie i udostępnianie na Facebooku spotu wyborczego PiS, ostrzegającego przed zagrożeniami płynącymi z otwarcia granic dla nielegalnych imigrantów. Za ten czyn, europarlamentarzystom ma grozić "3 lata więzienia". 

Nota bene pod koniec PRL czyli po 1986 roku kary były znacznie łagodniejsze, bo za rozpowszechnienia (treści antysocjalistycznych) bez zezwolenia groziło jedynie grzywna lub do 3 miesięcy aresztu (tzw. art.52a).

Polska prokuratura dwukrotnie odmówiła ścigania tych „przestępstw”. W końcu jednak sprawa trafiła do sądu w Warszawie, a sędzia Edyta Snastin-Jurkun (ze stowarzyszenia Iustitia) skierowała do Parlamentu Europejskiego wniosek o uchylenie immunitetu. Sprawozdawca europarlamentu wniósł o odrzucenie wniosku, jako absurdalnego, ale Komisja Prawna i Parlament Europejski podjęły inną decyzję.

W całej sprawie nie chodzi tylko o sam immunitet, ale o granice wolności słowa, postanowienia upolitycznionego sądu, i głosowanie typowo polityczne europosłów w sprawie sądowej.