4 sierpnia 2018

Brońmy dzieci przed norweskimi urzędnikami

W zeszłym tygodniu Ministerstwo Spraw Zagranicznych, wydało decyzję odmawiającą udzielenia azylu Silje Garmo. Norweżka uciekła z rodzimego kraju do Polski, bo tamtejszy Urząd ds. Dzieci – Barnevernet, w oparciu o bezpodstawny donos chciał odebrać jej córkę – Eirę, zaraz po tym jak przyszła na świat. To jeden z wielu dramatów polskich i norweskich rodzin, które najczęściej są bezbronne w starciu z bezdusznym aparatem urzędniczym.


Już złożyliśmy wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy i podejmiemy wszelkie kroki prawne, niezbędne, by ratować matkę i córkę. Decyzja Ministerstwa jest oparta na błędnych przesłankach. Silje i Eira nadal są zagrożone – ciągle występują w systemie informacji Schengen jako „osoby zaginione”, a ich paszporty zostały przez władze norweskie unieważnione. Niedawno Norwegia wprowadziła przepis, zgodnie z którym rodzice objęci postępowaniem Barnevernet, po wyjeździe z kraju narażają się na odpowiedzialność karną i pozbawienie wolności do lat dwóch.

Decyzja MSZ dziwi, tym bardziej, że prawidłowość argumentacji Ordo Iuris formalnie potwierdził już polski Urząd ds. Cudzoziemców, który stwierdził, że „istnieją obiektywne przesłanki, aby zakładać, iż udzielenie azylu pani Silje Garmo oraz jej małoletniej córce, Eira Garmo, jest niezbędne dla zapewnienia cudzoziemcom ochrony”. Nic dziwnego, że Silje jest przerażona podjętą decyzją. W Polsce bez dokumentów nie może załatwić podstawowych spraw, a wie, że wystarczy przekroczyć granicę, by urzędnicy z Barnevernet rozdzielili ją z dzieckiem. Być może zostałyby zastosowane nawet środki karne...

Prześladowcy rodzin


... sprawa Silje nie jest jedyna. Wiele rodzin doznało krzywd ze strony Barnevernet - szczególnie dotyka to Polaków mieszkających w Norwegii.

Jest szczególnie rażące, że sytuacja osób niepełnosprawnych i starszych została wykorzystana jako pretekst oraz swoisty kamuflaż dla międzynarodowego lobby, które w ten sposób narzuca społeczeństwom własną wizję świata. I realizuje ją poprzez edukację najmłodszych.

Pani Magda zmuszona była uciekać do Polski, gdy wraz z mężem – Norwegiem – zgłosiła ksenofobiczne zachowania kierowane pod adresem jej córki przez dyrekcję przedszkola w Oslo. W odpowiedzi, zamiast uzyskać pomoc, była przesłuchiwana przez Barnevernet i monitorowana.

Jeszcze poważniejsza jest sytuacja rodziny pana Tomasza, któremu w czerwcu urząd odebrał syna. Można go odwiedzać jedynie raz w miesiącu i to tylko na godzinę. Mimo iż dziecko zapewnia, że czuje się w rodzinnym domu dobrze, Barnevernet utrzymuje, że chłopiec reaguje strachem i nie ma żadnych więzi rodzinnych. Ponadto urzędnicy przy pomocy policji odcinają od sprawy konsula i profesjonalnych psychologów dziecięcych.

Dramatyczna jest też sytuacja rodziny pani Ewy, której Barnevernet odebrał syna na podstawie niesprawdzonego donosu za rzekome znęcanie się nad nim. Po czterech tygodniach stosowania urzędniczych wytycznych oddano go z powrotem, ale chłopiec był w tym czasie najprawdopodobniej molestowany...

Świat musi się dowiedzieć


To tylko niektóre przypadki osób, które zgłosiły się … z prośbą o pomoc. Potrzebują jej przede wszystkim Polacy, ale wiemy też o przypadkach Norwegów, którzy w naszej Ojczyźnie szukają schronienia przed Barnevernet. Statystyki są zatrważające: aż jedna czwarta dzieci w Norwegii doświadcza epizodu przymusowej rozłąki z rodzicami, bo urzędnicy kwestionują ich „kompetencje rodzicielskie”.

Norwegia w bezprecedensowy sposób narusza prawa dzieci i autonomię rodzin. Świat powoli zaczyna dostrzegać ten proceder. Negatywnie o mechanizmach działania norweskiego Urzędu ds. Dzieci wypowiedziała się Komisja Spraw Społecznych Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. W swoim raporcie przypomniała, że odebranie dziecka jego biologicznym rodzicom jest ostatecznością i na przykładzie działań norweskich urzędników skrytykowała system państwowej ingerencji w życie rodzin.

Jerzy Kwaśniewski - prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

3 sierpnia 2018

Rozwiązanie zgromadzenia jedynie przez policję a nie przez gminnych polityków?

1 sierpnia przedstawiciel Urzędu M.St. Warszawy rozwiązał demonstrację narodowców, którzy chcieli uczcić 74-rocznicę Powstania Warszawskiego. Jako pretekst do rozwiązania przedstawiciel Ratusza wskazywali hasła "raz sierpiem raz młotem czerwoną hołotę", "Śmierć wrogom ojczyzny", flagi z symbolami falangi itd. W rzeczywistości uczestnicy zachowywali się spokojnie, nie stwarzali żadnego zagrożenia. To właśnie decyzja przedstawiciela gminy mogła doprowadzić do eskalacji napięcia. Na szczęście demonstranci i policja zachowali się odpowiedzialnie, do żadnych zajść nie doszło. Przedstawiciel Ratusza zapowiada podobne działanie w trakcie Marszu Niepodległości, co przy skali liczebności uczestników Marszu oznacza próbę doprowadzenia do zamieszek.

Na powyższą sytuację zareagowało Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE, które złożyło petycję - projekt ustawy ws. zmiany ustawy Prawo o Zgromadzeniach. W myśl projektu, rozwiązanie zgromadzenia dokonywałby wyłącznie funkcjonariusz kierujący działaniami policji (a nie przedstawiciel urzędu gminy). Jak uzasadnia Stowarzyszenie: Przesłankami rozwiązania zgromadzenia stanowią - przebieg zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach lub narusza przepisy karne, innymi słowy są to przesłanki bezpieczeństwa publicznego. Przedstawiciel gminy nie jest osobą właściwą do oceny tych przesłanek, właściwszym jest niewątpliwie przedstawiciel policji. Organ gminy jest organem wyłonionym politycznie, a zatem nie da się wykluczyć iż rozwiązanie zgromadzenia przez przedstawiciela gminy nie będzie podyktowane względami bezpieczeństwa czy naruszeniem prawa, ale względami politycznymi i tylko pozornie uzasadnione rzekomym naruszeniem prawa, nie licząc z realnymi konsekwencjami dla bezpieczeństwa publicznego. Aby uniknąć jakichkolwiek wątpliwości w tej sprawie, proponujemy by to funkcjonariusz kierujący policją dokonywał rozwiązania zgromadzenia. Proponowane zmiany (w art.20 i 25) korespondują z art.28 ust.1 ustawy Prawo o Zgromadzeniach, w którym w przypadku zgromadzeń spontanicznych o ich rozwiązaniu decyduje funkcjonariusz kierujący działaniami Policji.

2 sierpnia 2018

Sąd Najwyższy próbuje uzurpować sobie prawo do zawieszenia ustaw

Sąd Najwyższy zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE z pięcioma prejudycjalnymi pytaniami oraz zdecydował się zawiesić stosowanie trzech przepisów ustawy o SN dotyczących o przechodzeniu w stan spoczynku sędziów SN, którzy przekroczyli 65. rok życia. Problem w tym, że ani Konstytucja, ani żadna ustawa nie daje sądom czy innemu organowi możliwości zawieszenia przepisów ustawowych.

Sąd Najwyższy instytucję zawieszenia ustaw próbuje wywieść z art.755 k.p.c., który stanowi: Jeżeli przedmiotem zabezpieczenia nie jest roszczenie pieniężne, sąd udziela zabezpieczenia w taki sposób, jaki stosownie do okoliczności uzna za odpowiedni, nie wyłączając sposobów przewidzianych do zabezpieczenia roszczeń pieniężnych. W szczególności sąd może: unormować prawa i obowiązki stron lub uczestników postępowania na czas trwania postępowania; ustanowić zakaz zbywania przedmiotów lub praw objętych postępowaniem; zawiesić egzekucję lub postępowanie wykonawcze; uregulować sposób roztoczenia pieczy nad małoletnimi dziećmi;  nakazać wpisanie stosownego ostrzeżenia w księdze wieczystej lub we właściwym rejestrze. Wcześniej podobną procedurę próbował stosować Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Rzeplińskiego.

Otóż przepis art.755 k.p.c. dotyczy roszczenia cywilnego zgłoszonego w ramach postępowania cywilnego. Nie można stosować art.755 k.p.c. zanim został zgłoszony stosowny pozew np. przeciw Skarbowi Państwa, o stwierdzenie braku stosunku prawnego (np. stanu spoczynku). O ile wiadomo żaden pozew nie został zgłoszony, a zatem nie ma prawnej możliwości jakiegokolwiek zabezpieczenia. Ponadto legalność przepisów ustawowych nie podlega jurysdykcji cywilnej, może być oceniana jedynie w ramach procedury określonej w konstytucji i w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym.

Niezależnie kto jak ocenia nowelizację ustawy o sądzie najwyższym, Sąd Najwyższy próbuje uzurpować sobie prawo, którego nie posiada.