8 grudnia 2017

Nie będzie ulgi dla działaczy nielegalnych organizacji, ze względów osobistych Prezydenta Miasta Inowrocławia

Widzieliśmy już odmowy, ale takiej odpowiedzi naprawdę nie spodziewaliśmy się - stwierdza dr Daniel Alain Korona ze Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89. 

10 września Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 zwróciło się z petycją do Prezydenta Miasta Inowrocławia o przyznanie ulgi komunikacyjnej dla osób, które świadczyły pracę w organizacjach politycznych i związkowych nielegalnych w rozumieniu przepisów do kwietnia 1989 r. i które nie wykonywały pracy w okresie przed dniem 4 czerwca 1989 r. na skutek represji politycznych.

27 września Wydział Dróg i Transportu Urzędu Miasta zwrócił się o informację co do potencjalnej liczby uprawnionych. Z oszacowań wynika iż w Inowrocławiu i okolicach może być 5-6 osób, a gdyby uwzględnić także innych działaczy - kilkanaście osób.

8 grudnia Zastępca Prezydenta Miasta Inowrocławia Ewa Witkowska z upoważnienia prezydenta odpowiedziała negatywnie na petycję Stowarzyszenia. Ale uzasadnienie zwala z nóg - ze względów osobistych Prezydent Miasta Inowrocławia Ryszard Brejza nie może przychylić się do wniosku.

Żeby było ciekawiej, Ryszard Brejza we wrześniu br. otrzymał Krzyż Wolności i Solidarności - za działalność opozycyjną w latach 80-tych. Tyle, że działacze Solidarności z tamtych lat z Inowrocławia mówią wręcz o nadużyciu.

Mógł przecież się wyłączyć z rozstrzygnięcia, jeżeli uważał że jego osobisty życiorys nie pozwalał na bezstronne rozstrzygnięcie. Ale tego nie zrobił - stwierdza dr Daniel Alain Korona.

A zatem w Inowrocławiu sprawy publiczne rozstrzyga się na podstawie względów osobistych.

Zwolennicy aborcji przytaczali fałszywe liczby podpisów

Jakiś czas temu zwolennicy proaborcyjni złożyli w Sejmie swój własny projekt ustawy, w którym domagają się prawa do mordowania dzieci poczętych na życzenie oraz zakazu umieszczania treści antyaborcyjnych w promieniu 100 metrów od szpitali. Przechwalali się, że ich żądania poparło prawie pół miliona Polaków. 

Okazało się, że to ogromne kłamstwo! Kancelaria Sejmu opublikowała oficjalny dokument stwierdzając, że aborcjoniści złożyli prawie 22 tysiące kart z podpisami. Na jednej karcie jest miejsce na 10 podpisów. Oznacza to, że nie mogło ich być matematycznie więcej niż 220 tysięcy (gdyby były w całości zapełnione?). A od tej liczby trzeba jeszcze odjąć podpisy nieważne.

Jak widać dla środowisk proaborcyjnych, prawda nie ma znaczenia, ważna jest tylko propaganda Skoro skala poparcia dla zabijania dzieci poczętych nie jest tak wysoka, za pomocą kłamstw można zwiększyć liczbę swoich zwolenników. Jeżeli zaś to czynią w sprawie liczby podpisów, to z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że przytoczone przez nich liczby aborcji dokonanych nielegalnie (w tzw. podziemiu aborcyjnym) są nieprawdziwe.

7 grudnia 2017

Odszkodowanie za internowanie i pobicie było zbyt niskie

Jak informuje PAP Sąd Najwyższy (SN) uznał skargę kasacyjną opozycjonisty Ryszarda Piekarta za częściowo zasadną. Skarga dotyczyła wysokości zadośćuczynienia oraz odszkodowanie za internowanie i skutkujące inwalidztwem pobicie, którego Piekart doznał w latach 1981-82. Działacz opozycyjny i niepodległościowy w PRL Ryszard Piekart był internowany pomiędzy 14 a 29 grudnia 1981 r. i od 14 stycznia 1982 r. do 25 września 1982 r. W ośrodku internowania w Kwidzynie został pobity przez ZOMO i służbę więzienną, w wyniku czego 29 marca 1983 r. został inwalidą II grupy.
Sąd Okręgowy w Siedlcach przyznał Ryszardowi Piekartowi odszkodowanie w wysokości ok. 5 tys. zł i 20 tys. zł zadośćuczynienia. O tym skandalicznym wyroku pisaliśmy w http://serwis21.blogspot.com/2017/11/3011-sad-orzeknie-czy-internowanie-i.html . Po kilkuletnich zmaganiach Sąd Apelacyjny w Lublinie zmienił rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego w Siedlcach podwyższając kwotę odszkodowania do ponad 20 tys. zł, a w pozostałym zakresie zaskarżony wyroku utrzymał w mocy. W wyniku kasacji 30 listopada Sąd Najwyższy uzasadniając wyrok podkreślił, że skarga kasacyjna okazała się zasadna w kwestii nienależytego rozpoznania przez Sąd Apelacyjny w Lublinie wysokości zadośćuczynienia. Za niezasadną uznano kasację dot. zbyt niskiej kwoty odszkodowania.
"Od 2008 r. odbyło się 27 rozpraw. W roszczeniu Ryszard Piekart domagał się odpowiedniego zadośćuczynienia i odszkodowania. Nie doczekał się tego również dzisiaj - sąd zwrócił sprawę do apelacji. Oczekujemy, że Sąd Apelacyjny stanie na wysokości zadania, a Piekart otrzyma stosowne zadośćuczynienie. Nie zgadamy się także z wysokością odszkodowania - Ryszard Piekart jest inwalidą od ponad 30 lat i w wyniku utraty zdrowia przestał pracować..." - powiedział PAP przewodniczący Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych Janusz Olewiński.