30 października 2017

Stały czas letni środkowoeuropejski niezgodny z unijną dyrektywą?

Wprowadzenie czasu letniego środkowoeuropejskiego na stałe - jak proponuje Polskie Stronnictwo Ludowe - jest niezgodne z unijną dyrektywą. Problem nie leży w samym zniesieniu zmiany czasu, ale niewłaściwy zapisem co do proponowanego czasu urzędowego.

W motywach przewodnich dyrektywy 2000/84/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 19 stycznia 2001 r.  w punkcie 2 w oryginalnej wersji językowej np. francuskim stosuje się zwrot „étant donné que les états membres appliquent les dispositions relatives a l’heure d’été” czyli zważywszy że państwa członkowskie stosują ustalenia dotyczące czasu letniego. Dyrektywa nie ustanawia obligatoryjnego czasu letniego, ale stwierdza jego stosowanie i w związku z tym wprowadza określone wymogi jego wprowadzenia i odwołania (na ostatnią niedzielę marca i października). Zapis ten w przetłumaczonej polskiej wersji językowej używa zwrot „jeżeli” (a nie zważywszy), czyli zwrot o warunkowości stosowania. 

O ile w obu przypadkach zniesienie czasu letniego wydaje się w świetle dyrektywy – dopuszczalne, natomiast nie jest - pozostawienie czasu letniego na stałe. Dlaczego? Otóż art.2 i 3 dyrektywy określa dla każdego państwa członkowskiego moment rozpoczęcia i odwołania czasu letniego. Poselski projekt ustawy tymczasem używa, iż czasem urzędowym jest czas letni środkowoeuropejski, czyli wprowadza czas letni w sposób trwały, a nie czasowy, co jest sprzeczne z literalnym brzmieniem zapisu art.2 i 3 dyrektywy, który wprowadza określony moment stosowania takiego czasu.

Gdyby projektodawcy użyli innego sformułowania np. iż czasem urzędowym jest czas wschodnioeuropejski (tj. dla południka 30 stopnia) czyli GMT + 2, wówczas takiej niezgodności by nie było, a czas byłby taki sam jak zaproponowany.

Dlaczego zatem PSL użył zwrot "czas letni środkowoeuropejski" a nie "czas wschodnioeuropejski"? Bo słowo letni kojarzy się z latem, z okresem ciepłych miesięcy. Natomiast gdyby użyć słowo "wschodnioeuropejski", wówczas nie tylko nie ma tej pozytywnej konotacji, ale dla niektórych środowisk ma wręcz negatywną. Ponadto wiele osób zaczęło się zastanawiać dlaczego w Polsce mamy stosować czas ukraiński czy białoruski, skoro jesteśmy w sumie w innej strefie czasowej (środkowoeuropejskiej)? A zatem postanowiono Polaków oszukać, mamiąc mitycznym czasem letnim? Tyle, że nie zwrócono uwagi, iż w tym brzmieniu, będzie to niezgodne z literalnym brzmieniem unijnej dyrektywy.

Konstytucja nie rozgranicza weteranów od okresu i form walki

18.10 Rada Miejska w Łodzi uznała petycję Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89 ws przyznania ulg w komunikacji miejskiej dla osób świadczących pracę w organizacjach politycznych i związkowych nielegalnych w rozumieniu przepisów do kwietnia 1989 roku lub nie wykonujących pracę w okresie przed dniem 4 czerwca 1989 r. na skutek represji politycznych za zasadne. Władze Łodzi muszą jeszcze skonkretyzować uchwałę wprowadzając samą ulgę.

Nie mniejsze znaczenie od samej uchwały nr LVIII/1405/17 jest jej uzasadnienie. Jak stwierdzają łódzcy radni - Art.19 Konstytucji RP stanowi, iż Rzeczpospolita Polska specjalną opieką otacza weteranów walk o niepodległość, zwłaszcza inwalidów wojennych. Nie ulega wątpliwości, iż Konstytucja Rp nie rozróżnia weteranów w zależności od sposobu prowadzenia tej walki. Także Konstytucja Polska nie rozgranicza weteranów w zależności od okresu - przed czy po 1956 roku. Rada Miejska w Łodzi stoi na stanowisku, że skoro kombatanci mają prawo do ulgowej komunikacji miejskiej, takie same uprawnienie powinno przysługiwać tym którzy walczyli po 1956 roku... Biorąc pod uwagę powyższe, petycję złożoną do Rady Miejskiej w Łodzi uznaje się za zasadną.

Za uchwałą głosowało 29 radnych (PO, PIS, a także niektórzy radni z SLD), 2 było przeciw (SLD) a 6 osób było nieobecnych.

29 października 2017

Odmówili zatrudnienia na uczelni z powodów politycznych

Wydział prawa Uniwersytetu Gdańskiego nie przyjął rzecznika Ministerstwa Sprawiedliwości Jana Kanthaka na pół etatu. Jan Kanthak pracował wcześniej w departamencie legislacyjnym resortu sprawiedliwości, był też szefem gabinetu politycznego ministra Zbigniewa Ziobry, a w październiku został rzecznikiem ministerstwa. Jest absolwentem prawa, który ukończył studia z oceną bardzo dobrą. Wniosek o jego przyjęcie zgłosił prof. Radosław Giętkowski. Kandydatura została negatywnie ocena przez radę wydziału, zadecydowały względy polityczne. Prof. Krzysztof Grajewski zapytał Czy jest w interesie wydziału zatrudnienie osoby, która być może będzie kojarzyć się z niszczeniem sądownictwa w Polsce?  Prof. Grzegorz Wierczyński miał zauważyć, że zatrudnienie Kanthaka „marketingowo nie przysłuży się wydziałowi, a prof. Andrzej Szmyt stwierdził, że ważne jest, jak nas będą postrzegać na zewnątrz, poprzez nasze konkretne pociągnięcia.

Czy uczelnie są miejscem swobodnej wymiany poglądów czy też ideologicznej lewackiej indoktrynacji. W ostatnim czasie na polskich uczelniach odwoływane prelekcje z osobami wyrażającymi poglądy antyaborcyjne. Równocześnie jawni lewacy (np. prof Środa) nie tylko mogą wygłaszać prelekcję, ale wręcz są zatrudnieni przez uczelnię. Eliminowanie z polskich uczelni poglądów prawicowych, a zwłaszcza antyestablishmentowych ma miejsce jednak od wielu lat. 

Markowi Migalskiemu stwarzano trudności w kwestii habilitacji, ze względu na fakt, iż wypowiadał się za lustracją. Dyrektor Instytutu Spraw Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego Prof. Tadeusz Marczak został w grudniu 2008 roku odwołany ze stanowiska za zaproszenie na konferencję naukową prof. Jerzego Roberta Nowaka znanego ze swoich wystąpień w TV TRWAM i w Radiu Maryja. W tym samym czasie w Wyższej Szkole Dziennikarskiej M. Wańkowicza sporządzono listę proskrypcyjną wykładowców wyrażających poglądy pro-PISowskie, celem ich ewentualnego zwolnienia. Z kolei w 2010 r. w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej na Uniwersytecie Warszawskim zapytano dra Daniela Alain Korona o pana Andrzeja Melaka. W pierwszej chwili myślałem, że była pomyłka, wszak nie miałem z tą osobą nic do czynienia, ale później uświadomiłem sobie, że prawdopodobnie było to związane z faktem, iż napisałem kilka krytycznych tekstów nt. dochodzenia ws. katastrofy smoleńskiej a pan Andrzej Melak brat Stefana jest aktywny w sprawie powołania międzynarodowej komisji. Jeszcze przed rozmową zarzucono mi działalność w Stowarzyszeniu Interesu Społecznego, o którym kilka lat wcześniej Gazeta Wyborcza napisała niepochlebny artykuł, pełen kłamstw i pomówień - opowiada dr Korona -. Jednak moje aplikacje na ogłoszenia konkursowe na uczelniach były albo odrzucone a priori, albo nie mogły doczekać się odpowiedzi. Bardzo szybko zrozumiałem, że nie zostanę zatrudniony, w związku z moją działalnością publiczną.

Potrzebna rzeczywista zmiana na polskich państwowych uczelniach, a jej nie będzie jeżeli poważnie nie naruszy się system stopni i tytułów naukowych czyli likwidacji profesury (jako tytuł, zostawiając je tylko jako stanowisko), stopnia naukowego habilitacji, tych różnych zależności od jedynie słusznych poglądów, paradygmatów wyrażonych przez "starszych" naukowców. Taka zmiana byłaby zresztą zgodna z modelem anglosaskim nauki, która znalazła zastosowanie szerzej także w Unii Europejskiej.