10 sierpnia 2017

Prywatne konferencje, otwarcia roku - czyli zagraniczne wyjazdy służbowe sędziów Sądu Najwyższego

Przed kilkoma dniami Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE ujawniło, że członkowie Krajowej Rady Sądownictwa m.in. poszukiwali uczciwości w Bułgarii, oczywiście na koszt podatników. http://serwis21.blogspot.com/2017/08/czonkowie-krs-poszukiwali-uczciwosci-w.html

Stowarzyszenie uzyskało teraz kolejne informacje nt. wyjazdów służbowych sędziów, tym razem Sądu Najwyższego. I jak można było się spodziewać obraz jest podobny, uzasadnienie wyjazdów jest oficjalnie związane z działalnością sądownictwa, ale odbywają się w miejscowościach, który każdy z nas chętnie by odwiedził. 

Aktualna pierwsza Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf zaliczyła już wiele takich miejscowości. W 2014 roku zaczęła od Rzymu, później było Wilno, Bratysława, Dublin, Budapeszt, Bruksela, Madryt, Luksemburg, Brno. W większości sędziowie SN latają sobie do krajów UE, ale nie tylko, zdarzyły się również wyjazdy do Tajlandii (Ah, ten egzotyczny Bangkok), Korei Płd czy do krajów o "wysokim stopniu praworządności" (sic) jak Chiny, Turcja czy Maroko.

Oczywiście uzasadnienie wyjazdów są "bez zarzutu" - szczyt, kolokwium, kongres, spotkanie prezesów, itd itd. Ale o dziwo za niektóre z tych spotkań, udział w konferencji, kongresie, należało uiścić opłaty wpisowe m.in. do Korei, Turcji, Luksemburga. A zatem nie były to służbowe spotkania, co prywatne konferencje prawnicze. Także inne wyjazdy budzą wątpliwości, bo jaką korzyść odniósł Sąd Najwyższy (a szerzej nasz kraj) z uczestnictwa w corocznych otwarciach roku sądowego ETPCz (czyżby na wzór otwarcia roku akademickiego na uczelniach), roku sądowego w opactwie Westminster czy z Forum okazji 60-lecia Traktatu Rzymskiego.

Niby to niewielkie pieniądze (w I połowie br. ponad 60 tys. złotych). Jednakże dlaczego za wyjazdy na prywatne konferencje lub na spotkania, z których nasz wymiar sprawiedliwości, kraj nie ma żadnych korzyści, ma płacić polski podatnik, a nie sędzia SN, który przecież zarabia niemałe pieniądze (średnio niecałe 20 tys. zł. miesiecznie)?

9 sierpnia 2017

Samochodem wjechał w żołnierzy. Islamski atak pod Paryżem

Praktycznie nie ma dnia, by nie było napaści lub zamachu. We Francji w miejscowości Levallois-Perret na zachód od Paryża, ok. 8 nad ranem czarny samochód BMW wjechał w grupę żołnierzy. Sześcioro z nich jest rannych, w tym dwóch poważnie. Świadkowie twierdzą, że kierowca czekał na mundurowych przed koszarami. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia

Francuskie media informują, że sprawca został zidentyfikowany i w wyniku pościgu zatrzymany w Pas-de-Calais w północnej Francji. Urodził się w 1980 roku i jest pochodzenia algierskiego. Nie był notowany ani na francuskiej liście "S" czy wpisany do listy osób zradykalizowanych.

Powyższe zdarzenie potwierdza, że nie należy przyjmować islamskich imigrantów do Polski, jeżeli nie chcemy dziś lub w przyszłości podobnych zdarzeń jak we Francji.

Wędliny z chemią czy bez. Co wybrać?

Stojąc przed lada w sklepie mięsnym, długo zastanawiam się, która wędlinę wybrać i przeważnie odchodzę z niczym, gdyż czytając etykiety poszczególnych wyrobów zwyczajnie tracę apetyt.

Szynki, balerony, polędwice, boczki, czyli pokaźne kawałki mięsa nafaszerowane są chemią do bólu.. Zastanawiające jest wręcz to, gdzie one biedne to wszystko w sobie pomieściły.  A smakują tak samo.  Są gorzkie, słone, bez wyrazu, ociekające chemia.

Nie zawsze mamy czas, czy możliwość, by samemu upiec mięso, które będzie również idealne do kanapek. Na szczęście zaczynamy mieć pewien wybór. Jeszcze niezbyt duży, ale jednak.

Niektóre firmy wędliniarskie oferują nam wyroby pozbawione większości tych szkodliwych dla naszego zdrowia chemicznych substancji jak: glutaminian mono sodowy, azotyn sodu czy fosforany, zastępując je substancjami naturalnymi.

Pamiętajmy, że wędliny tej samej firmy np. popularne kabanosy sprzedawane na wagę, różnią się od tych w opakowaniach z napisem, ze są wyprodukowane bez konserwantów i polepszaczy smaku.  Te na wagę zazwyczaj zawierają wszystkie chemiczne dodatki.  Różnią się też ceną. Co zdrowsze to niestety droższe.

Bądźmy świadomymi konsumentami, wybierającymi produkty zdrowe - czytajmy etykiety. Pytajmy sprzedawców o skład danej wędliny, która jesteśmy zainteresowani, jeśli takie nie są wystawione przy towarze.  Osobiście nie spotkałam się nigdy z odmowa udzielenia informacji, co najwyżej ze zdziwieniem. Bardziej świadomy konsument zmusi producentów do wytwarzania żywności lepszej, jakości, przede wszystkim zdrowszej żywności.

(Katarzyna Taras)