5 stycznia 2017

KOD to nie KOD, według KODu

Rzeczpospolita i Onet.pl ujawniły, że prawie 91 tys. zł pochodzących ze zbiórek publicznych na KOD trafiły do firmy MKM Studio Mateusza Kijowskiego i jego żony Magdaleny Kijowskiej. Faktury były wystawiane podpisywane w imieniu firmy przez samego Mateusza Kijowskiego. Ale być może Kijowski wystawiał faktury i zgarniał pieniądze, za usługę wykonywaną przez inną osobę. Współzałożyciel KOD Jacek Parol pogrąża na Facebooku Mateusza Kijowskiego. Twierdzi, że na firmę lidera KOD zostały wystawione faktury za usługi... wykonane za darmo przez Jerzego Pogorzelskiego. cyt. Oświadczenie. Jako członek założyciel i członek zarządu KOD podjąłem się koordynacji powstania strony KOD. Oświadczam ze stronę przygotował, a potem opiekował się nią CAŁKOWICIE ZA DARMO mój przyjaciel Jerzy Pogorzelski. Mam nadzieję, że znajda się prawnicy, którzy pomogą Jurkowi wyegzekwować należne mu wynagrodzenie od firmy, która wystawiła Faktury za jego prace, a dla KOD.

Nie wiemy czy Jacek Parol mówi prawdę. W każdym razie cała sprawa śmierdzi. Przypominamy Kijowski twierdził, że działa społecznie, a tymczasem okazuje się że jest to działalność społeczna. Zarząd KODu twierdzi, że niby nie miał pojęcia, bo KOD to nie KOD. Czym innym ma być Stowarzyszenie KOD a czym innym jest Komitet Społeczny KOD. Ale wiceprzewodniczący KOD Radomir Szumełda zapowiedział iż, zarząd zwróci się o przeprowadzenie zewnętrznego audytu nad przepływem finansów w Komitecie Społecznym KOD. Ale jak zarząd stowarzyszenia może zlecić audyt w innym podmiocie prawnym, jeżeli nie ma nad nim nadzoru? Jak podaje Gazeta Wyborcza w Komitecie Społecznym KOD m.in. zasiadają Paweł Wimmer (zarazem członek komisji rewizyjnej KOD) oraz Piotr Chabora, który jest też... członkiem zarządu KOD i jego skarbnikiem. Czyżby nie informował kolegów? Co ciekawe w sprawozdaniu finansowym nie ma wzmianki nt. pieniędzy dla firmy Kijowskiego.

Afera wybuchła i władze KOD próbują zamydlić oczu, że niby nie wiedziano (dopiero dowiedzieli się w grudniu 2016 r.), że teraz będzie transparentnie, uczciwie, a tymczasem jak jest, każdy widzi - zwykłe szambo ...

Petarda do wózka z 3 miesięcznym niemowlakiem

Jak podaje portal lejtmotyw.info za szwedzkimi mediami (w tym radio) - W noc poprzedzającą Sylwestra grupa zamaskowanych młodych ludzi rzuciła potężną petardę - znaną jako "banger" - do wózka, w którym spało trzymiesięczne niemowlę. Imigranckie gangi wprowadziły strach w sercach niewiernych w dzielnicach mieszkaniowych w północno-wschodniej części miasta Gävle, w Szwecji. Według policji, ojciec dziecka w ostatniej chwili wziął petardę z wózka i zdołał odrzucić zanim eksplodowała. W przeciwnym wypadku doszłoby do tragedii. Duże bandy młodocianych imigrantów opanowały w przerwie Świąteczno-noworocznej całą Szwecję, atakując petardami i rakietami-fajerwerkami ludzi, zwierzęta, budynki i policję. Rzecznik policji Mikael Hedström mówi, że nie widział jeszcze takiego chaosu jaki rozwija się w Gävle w czasie 30 lat swojej służby jako oficer policji. 

Fałszują przedmiot postępowania, odmawiają dostępu do akt, czyli postępowanie w WSA

Ciekawie zapowiada się rozprawa 11 stycznia w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w sprawie ze skargi dra Daniela Alain Korona na decyzję IPN o odmowie potwierdzenia spełnienia warunków, o których mowa w art.4 ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej. 

Po skandalicznym sposobie prowadzenia postępowania administracyjnego przez IPN (nie zapewniono dostępu do akt ani możliwości wypowiedzenia się co do zebranego materiału dowodowego, nie przeprowadzono żadnego postępowania dowodowego, manipulowano zakresem informacji w I instancji, decyzję w I i II instancji wydawali ci sami urzędnicy, którzy oparli się wyłącznie na jednostronnych notatkach SB obciążających Daniela rzekomą współpracą pomijając notatkę archiwisty IPN stwierdzającą, że informacje zamieszczone w notatkach mogły też pochodzić z techniki operacyjnej, a przeciwko Danielowi Koronie prowadzono grę operacyjną, która miała go skompromitować w środowiskach opozycyjnych oraz w miejscu pracy), teraz w podobny sposób prowadzone jest postępowanie sądowe. Najpierw przeinaczono przedmiot postępowania (zamieniając go na odmowę statusu działacza opozycji antykomunistycznej, statusu o którego Daniel nie występował), następnie Sąd wydał zarządzenie o odmowie dostępu do części akt (płyt CD), pod absurdalnym twierdzeniem że akta administracyjne nie podlegają udostępnieniu w postępowaniu sądowym, tak jakby nie były one częścią akt sprawy (jedynie udostępniono dokumenty papierowe z akt administracyjnych). O sprawie pisaliśmy w:
Daniel też nie pozostaje dłużny i składa kolejne wnioski procesowe w tym o jawność rozprawy (jest obawa, że będzie wola utajnienia), o wyłączenie płyt CD z akt sprawy (skoro nie ma dostępu do nich), o uchylenie zarządzeń błędnie określających przedmiot postępowania a także o informację co do oświadczeń lustracyjnych sędziów i ewentualnego ich orzekania w okresie PRL wobec opozycjonistów.

Oto współczesna Polska. Generałowie Kiszczak i Jaruzelski pozostali na wolności, a do więzienia posłano Zygmunta Miernika czyli osobę represjonowaną w stanie wojennym. SBecy otrzymują wysokie emerytury (wyższe niż przeciętnego Kowalskiego), a działacze opozycji antykomunistycznej otrzymują świadczenia na poziomie minimum socjalnego lub minimum egzystencji. Wystarczy notatka jednego SBeka do pomówienia działacza opozycji antykomunistycznej, ale nie wystarcza lat by postawić SBeków za popełnione zbrodnie przed sądem, a Tajni Współpracownicy i osoby prowadzone przez SB są na stanowiskach m.in. poselskich.

Rozprawa 11 stycznia o 11.30 w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie, ul. Jasna 2/4, sala G. ZAPRASZAMY