25 kwietnia 2017

"Sami swoi" w wyborach do Rady Osiedla

Niedawno spółdzielnie organizowały akcję zbierania podpisów przeciw projektowi ustawy oz zmianie ustawy o spółdzielczości mieszkaniowej autorstwa Kukiz'15. Nic dziwnego elity spółdzielcze bronią własnego koryta. Jednak kolejne zebrania wyborcze w spółdzielniach są dowodem, że projekt ustawy był potrzebny, a zmiany obecnego status quo wręcz koniecznością, bo same spółdzielnie nie są w stanie się uzdrowić.

Przykładowo wybory kandydatów do rady osiedla Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej podczas dorocznego ZEBRANIA SPRAWOZDAWCZEGO za 2016 r. MIESZKAŃCÓW OSIEDLA ŻOLIBORZ III z dnia 22 kwietnia 2017 r. (ale podobnie jest w innych spółdzielniach) - jak nas informują mieszkańcy - odbywały się według znanego scenariusza. 

Zebranie odbyło się w Domu Kultury Żoliborz przy ul.Próchnika. Zgromadzonym wydano 97 mandatów. [Czas trwania zebrania od 10 oo do 21 oo, wiadomo wiele mieszkańców nie wytrzyma 11 godzin, wszak każdy ma rodzinne a także inne sprawy, co ułatwia manipulację]. Organizatorzy zebrania sprawozdawczego osiedla Żoliborz III za miniony rok, poza odczytaniem lukrowanych ​nijak pasujących do rzeczywistości laurek kierownictwa administracji i rady osiedla, skoncentrowali​ się na kryteriach wyborów, i … wielogodzinnym "liczeniu" głosów. SiC! ​W myśl zasady nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy wyborców ! 

Spółdzielnie mają być organizacjami demokratycznymi kierowanymi przez ich członków, którzy aktywnie uczestniczą w ustanawianiu polityki spółdzielni i w podejmowaniu decyzji, […] członkowie mają równe prawa (jeden człowiek - jeden głos). Mają, w praktyce wyglądało to nieco inaczej - uniemożliwiono członkom wyrażenie opinii, skarg, uzyskanie wyjaśnienia ​w sprawach istniejących nieprawidłowości. 

22 kwietnia 2017 r. zadanie manipulacji wyborami do rady osiedla przeprowadzono planowo. Skutecznie wyeliminowano ludzi odpowiedzialnych i możliwość kontroli. Zapewniono miejsce w radzie osiedla wyłącznie "samym swoim", osobom miernym ale wiernym, odpowiedzialnym za chronienie systemu, gwarantującym nieusuwalność prezesom i status quo. Dzięki "wytężonej" pracy manipulacyjnej kierownictwa administracji Osiedla Żoliborz III do rady osiedla dostali się  w 70% „członkowie poprzedniej kadencji” oraz nowy plastyczny narybek. W spółdzielni na kolejne trzy lata nastał czas spokoju, niezakłócanego kontrolą  ludzi odpowiedzialnych zagrażających istniejącym układom.

Oby nowelizacja ustawy zmieniła ten stan.

Aby lepiej zrozumieć co dzieje się w spółdzielniach mieszkaniowych, zob także:

Do każdego euro unijnej dotacji dopłacamy

Jak ujawnił w wywiadzie dla austriackiej agencji APA - polski dyplomata Jacek Czaputowicz - Polska jest wspierana środkami unijnymi, ale z każdego euro 70 centów ponownie odpływa za granicę". kraj otworzył swój rynek dla zagranicznych firm, co było warunkiem wejścia do UE, a kompensować to ma unijne wsparcie dla Polski. Inwestycje przyniosły pozytywne efekty, ale zyski są transferowane do innych państw, co znacznie zubaża polski budżet i stanowi wyjaśnienie, dlaczego dochody są w Polsce o wiele niższe niż w państwach zachodnioeuropejskich i dlaczego pozostaliśmy ubogim krajem ze skromnym budżetem świadczeń społecznych.
Z jednej stroną dają zatem pieniądze, które są wytransferowane, co oznacza że w sumie niewiele albo nic z tego nie mamy. Przypomnijmy, iż Polska płaci także składkę do budżetu unii w przeliczeniu ok. 40 centów na 1 euro uzyskanej dotacji. W celu wykorzystania środków unijnych, wnioskodawcy muszą posiadać wkład własny 30-40% lub zaciągnąć kredyt (do spłacenia wraz z odsetkami), a do tego dochodzi koszt biurokracji (przygotowania wniosków i procedur, wprowadzenia unijnych norm i przepisów niejednokrotnie absurdalnych itd). 
Innymi słowy do każdego euro zwyczajnie dopłacamy, ale społeczeństwu manipulując liczbami, wmawia się jakimi jesteśmy niby wielkimi beneficjentami Unii Europejskiej. A prawda jest także, że będąc poza UE moglibyśmy się rozwijać szybciej, tak samo mogłyby powstać autostrady, modernizowano by tory kolejowe czy budynki byłyby remontowane. Ale nie musielibyśmy się zadłużać, ani okazać wiernopoddańcze względy za to, że na nas zachód zarabia.

Wesprzyjmy atakowaną lek. Malinę Świć

Pani doktor Malina Świć w dyskusji na portalu społecznościowym wypowiadała się w obronie lekarzy atakowanych za to, że nie przepisują antykoncepcji. Lewicowi aktywiści ze strony „Seksizmu naszego powszedniego” zamiast podjąć merytoryczną dyskusję, woleli się zająć szkalowaniem lekarki i swoistą „lustracją” jej osoby. Po tym, jak na jej prywatnym profilu odkryli, że jest rezydentką państwowej placówki zdrowia, podburzyli internautów, aby pisali listy do tej placówki z żądaniem zajęcia stanowiska wobec wpisów dr Świć. Sprawę szybko podchwyciły i jeszcze bardziej podkręciły portale mamadu (grupa Na Temat) oraz gazetapl. Oprócz „donosów” pisanych do jej pracodawcy, dr Świć zalała fala internetowego hejtu.
Spróbujmy odwrócić te proporcje. Niech więcej osób wspiera niż atakuje panią Doktor:

Prawdopodobnie osoba Pani Doktor jest na świeczniku zwolenników nieetycznych środków i procedur, gdyż stanowi pewien wyrzut sumienia... U pani Doktor zdiagnozowano bowiem Zespół Turnera. Jest on jedną z przesłanek, na podstawie której w Polsce zabija się nienarodzone dzieci! Jak pokazuje życie pani doktor Maliny Świć: jest przesłanką będącą okrutnym nieporozumieniem nawet w kontekście obowiązującego w Polsce prawa. Zespół Turnera, mimo groźnej nazwy, zupełnie nie wyklucza możliwości prowadzenia całkowicie normalnego życia.
Pani doktor Świć jak mało kto ma prawo wypowiadać się o sumieniu lekarzy.

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk, Dyrektor CitizenGO Polska