10 czerwca 2014

Tajne posiedzenie, materiał i obrona - sejmowy absurd ws. uchylenia imunitetu Mariusza Kamińskiego

Sejm ma dziś rozpatrzyć wniosek w/s uchylenia immunitetu byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga zamierza mu postawić zarzut przekroczenia uprawnień za okres jego szefowania w CBA. W tej sprawie absurd goni absurd. 
Posiedzenie Sejmu ma być ... utajnione (chyba że Sejm odrzuci wniosek, ale to mało prawdopodobne), czyli nie będzie można transmitować, mieć telefony i tablety. Jednak jak zachować tajność przy 460 osobach? Każdy w Polsce wie, że nie jest to możliwe. Tyle że będziemy zdani na relację jednych i drugich postronnych osób, zainteresowanych w tej czy innej wersji zdarzeń, a nie będziemy mieli bezpośredniego osądu sprawy.
Żeby było jeszcze śmieszniej Mariuszowi Kamińskiemu zakazuje się faktycznej obrony swych racji, obecny szef CBA poinformował że nie zwalnia Mariusza Kamińskiego z tajemnicy służbowej. Zatem nie będzie mógł on - bez łamania prawa - powoływać się na materiały z inkryminowanych postępowań (w których rzekomo przekroczył uprawnienia), a zatem realna obrona w sprawie będzie znacznie utrudniona, jeżeli wręcz nie niemożliwa.
Ponadto nie wiadomo czemu prokurator generalny wystąpił o utajnienie obrad, skoro rzekome przekroczenia dotyczą spraw, które już dawno się zakończyły, nie dotyczyły bezpieczeństwa państwa, terroryzmu tylko spraw o charakterze korupcyjnym.
Zatem po co te pozory, po co te tajemnice i tajność?

9 czerwca 2014

Zdaniem Arłukowicza - Lekarzu nie chcesz zabijać, to wskaż płatnego mordercę

Okazuje, że jest kategoria osób, której władze odmawiają wolności własnych przekonań religijnych. Są nimi lekarze. Owszem przyznaje, iż mają prawo do własnych przekonań, pod warunkiem jednak że nie będą postępować zgodnie z tymi przekonaniami.
Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz skierował wniosek do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Naczelnej Izby Lekarskiej w/s profesora Bogdana Chazana, znanego ginekologa, dyrektora Szpitala Św. Rodziny w Warszawie,  który odmówił dokonania aborcji powołując się na klauzulę sumienia. Zaoferował za to matce dziecka dalsze prowadzenie ciąży i opiekę okołoporodową. Podał również kontakt do hospicjum perinatalnego, Nie chciał zabić, ale chciał pomóc. Winą lekarza zdaniem ministra, jest że nie wskazał innego lekarza który zabiłby dziecko poczęte. Minister Arłukowicz grozi także prokuraturą (na razie jeszcze nie wspomina o więzieniu lekarzy).
Przypomnijmy, iż odmowa w ramach klauzuli sumienia nie dotyczy świadczeń medycznych mających na celu ratowanie życie, ale jedynie odmowę uczestnictwa/współuczestnictwa w mordowaniu dzieci poczętych w formie operacyjnej czy środków wczesnoporonnych, odmowę w zabiegach in vitro i przypisywania środków antykoncepcyjnych czyli środków zatruwających organizm nie mających nic wspólnego z jakimkolwiek leczeniem. Podstawową zasadą lekarską jest nie szkodzenie - mordowanie, zatruwanie organizmu nie związane z leczeniem choroby to jest właśnie szkodzenie. Jednak za odmową współuczestnictwa w mordowaniu lub zatruwaniu ludzi, władze chcą dziś pozbawiać zawodu lub karać w jeszcze dotkliwszy sposób. Ucierpią oczywiści pacjenci, których pozbawi się w ten sposób lekarzy.
Nawet jeżeli te świadczenia są zapewnione przez ustawodawcę, to wskazanie podmiotu właściwego za ich przeprowadzenie należy do państwa. Od lekarza nie można domagać się zasady - nie chcesz zabijać OK, ale wskaż płatnego mordercę które to uczyni.

Proces za znieważenie nielegalnego pomnika wdzięczności armii radzieckiej

Czy w Polsce może dojść do sytuacji, w której nie wiadomo kto jest pokrzywdzonym? Czy można być ściganym za domaganie się przestrzegania prawa i za znieważenie nielegalnego pomnika? Okazuję się, że owszem. Taką sytuację mamy bowiem w sprawie karnej przeciw działaczom Stowarzyszenia Byłych i Przyszłych Więźniów Politycznie "Niezłomni" (Adam Słomka, Zygmunt Miernik, Mariusz Cysewski) dotyczącej znieważenia pomnika wdzięczności okupacyjnej armii sowieckiej w Katowicach.  W trakcie manifestacji 9 maja br. monument został oblany czerwoną farbą, symbolizująca krew ofiar imperialnej polityki rosyjskiej. Policja i prokuratura oskarżyły czołowych działaczy o znieważenie pomnika i 6 czerwca rozpoczął się proces przed sądem rejonowym Katowice Zachód.
W sprawie nie wiadomo, kto jest pokrzywdzonym. Rok temu twierdzono, że pomnik jest własnością urzędu miasta, ale szybko okazało się, że miasto nie ma do niego tytułu prawnego, bo on został postawiony decyzją sowiecką jeszcze w Stalinogrodzie, bez uchwały rady miasta. Żeby było ciekawiej, w 1990 r. Rada Miasta Katowice na  wniosek  radnego KPN podjęła uchwałę o „likwidacji pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej”. Kolejni prezydenci miasta nie realizowali prawomocnej uchwały. Innymi słowy pomnik był nielegalny, ale władze odmawiały jego usunięcia. W końcu po kolejnym proteście - 14 maja br. zdemontowano ten pomnik.
W odwecie za całą sprawę, za konieczność realizacji uchwały Rady Miasta Katowice z 1990 roku, władza  postawiła organizatorów ostatniej demonstracji przed sądem.