12 grudnia 2013

TK orzekł - bezterminowe prawa jazdy trzeba będzie wymienić na 15-letnie w latach 2028-2033

12 grudnia 2013 r. o godz. 8.30 Trybunał Konstytucyjny rozpoznał połączone wnioski grupy senatorów oraz grupy posłów PIS dotyczące obowiązku wymiany praw jazdy (ryzyko utraty bezterminowego charakteru praw jazdy wydanych na podstawie poprzednio obowiązujących przepisów).Wymiana praw jazdy wydanych bezterminowo jest zgodna z konstytucją.
Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 124 ust. 6 ustawy o kierujących pojazdami w zakresie, w jakim dotyczy wymiany praw jazdy wydanych bezterminowo, jest zgodny z zasadami określoności przepisów prawa, ochrony zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz ochrony praw słusznie nabytych wynikającymi z art. 2 konstytucji. W pozostałym zakresie Trybunał umorzył postępowanie ze względu na niedopuszczalność wydania wyroku.
Zakwestionowany przepis ustawy o kierujących pojazdami jest jednym z przepisów wdrażającym do polskiego systemu prawnego postanowienia dyrektywy nr 2006/126/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 20 grudnia 2006 r. w sprawie praw jazdy. Celem tej dyrektywy było m.in. wprowadzenie jednolitego wzoru dokumentu prawa jazdy we wszystkich państwach członkowskich UE. Dyrektywa zobowiązała państwa członkowskie do wymiany dokumentów praw jazdy do dnia 19 stycznia 2033 r. oraz ustalenia ich administracyjnych terminów ważności.
Zgodnie z kwestionowanym art. 124 ust. 6 ustawy o kierujących pojazdami podlegające wymianie prawa jazdy zachowują ważność w okresie, na jaki zostały wydane, nie dłużej niż do terminów wymiany ustalonych w ustawie, pod rygorem utraty ważności dokumentu. Niekonstytucyjność tego przepisu wnioskodawcy uzasadniali tym, że w razie niedopełnienia wymogu wymiany starego prawa traci ono ważność, co spowoduje naruszenie ochrony praw nabytych kierowców, którzy prawo jazdy uzyskali bezterminowo pod rządami poprzednich przepisów. TK zarzutu tego nie podzielił. Dokument prawa jazdy stwierdza jedynie posiadanie uprawnień do kierowania pojazdami, zaś utrata jego ważności nie powoduje utraty ważności tych właśnie uprawnień. Wymiana tego dokumentu, o której mowa w zaskarżonym przepisie, nie wymaga podjęcia czynności zmierzających do ponownego uzyskania uprawnień do kierowania pojazdami.
Art. 124 ust. 6 powyższej ustawy nie narusza zatem praw słusznie nabytych. Nie pozbawia osób kierujących pojazdami uprawnień do wykonywania tej czynności. Sam zaś dokument potwierdzający posiadanie takich uprawnień nie może być traktowany jako prawo słusznie nabyte. Dopuszczalne jest zatem zobowiązanie obywateli do wymiany tego dokumentu na dokument według nowego wzoru, o ile takie działanie ustawodawcy nie ma arbitralnego charakteru. W wypadku zakwestionowanej regulacji konieczność wymiany prawa jazdy w wystarczającym stopniu została uzasadniona w projekcie ustawy odwołującym się do treści wspomnianej wcześniej dyrektywy.
Art. 124 ust. 6 ustawy o kierujących pojazdami nie narusza również zasady zaufania obywateli do państwa i prawa oraz zasady określoności przepisów. Z jego treści jednoznacznie wynika, że dokument prawa jazdy po upływie terminu wyznaczonego na jego wymianę utraci ważność. Nie będzie to jednak wpływało na dalsze istnienie uprawnień do kierowania pojazdami po stronie osoby, która dokument ten posiadała. Nie ma podstaw do przyjmowania, że treść tego przepisu w tym właśnie zakresie jest niejasna i nieprecyzyjna w stopniu podważającym zaufanie obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa. (K 5/13)


Jak prezydent Komorowski przyjmował komunistycznych generałów?

Prezydent Bronisław Komorowski zapowiada palenie świeczek 13 grudnia w intencji ofiar stanu wojennego. Nie przeszkadzało mu to jednak spotkać się 19 września 2013 r.  w Belwederze z członkami Klubu Generałów Wojska Polskiego, który zrzesza m.in. wielu komunistycznych wojskowych. Szefami klubu byli w przeszłości m.in. gen. Franciszek Puchała, który brał udział w opracowywaniu planów stanu wojennego, oraz gen. Mieczysław Dachowski, w latach 80. zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Na liście klubowiczów jest też nazwisko gen. Józefa Baryły, byłego członka WRON i Biura Politycznego KC PZPR. Klub nie ukrywa też dobrych kontaktów z gen. Wojciechem Jaruzelskim.

Prezydentowi towarzyszyli: sekretarz stanu, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego generał Stanisław Koziej i dyrektor departamentu Zwierzchnictwa Prezydenta nad Siłami Zbrojnymi generał Lech Konopka. W spotkaniu uczestniczyło 54 generałów w tym:
gen. Mieczysław Dachowski - w 1981 r. zastępca szefa Sztabu Generalnego, jeden z autorów stanu wojennego;
gen. Zygmunt Zieliński - w 1981 r. szef Departamentu Kadr MON i sekretarz Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), a także członek Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej PZPR
- gen. Józef Szewczyk - w 1981 r. Naczelny Prokurator Wojskowy PRL, na początku 1982 r. po wyroku na członków komitetu strajkowego kopalni Wujek interweniował, bo jego zdaniem strajkujący otrzymali zbyt niskie kary
- gen. Zbigniew Nowak - w 1981 r. wiceminister obrony narodowej PRL, Główny Inspektor Techniki LWP;
gen. Roman Misztal - w 1981 r. szef wywiadu PRL
gen. Franciszek Puchała - w 1981 r. w Zarządzie Operacyjnym Sztabu Generalnego WP, szef oddziału gotowości bojowej. Jeden z realizatorów stanu wojennego
gen. Mieczysław Michalik - politruk, w 1981 r. zastępca komendanta Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego.

A co miał do przekazania prezydent. Otóż jak czytamy na stronie klubu - Po powitaniu członków klubu Prezydent wyraził zadowolenie z możliwości spotkania i stwierdził, że istnieje potrzeba budowy dużej gamy instytucji oddziaływujących na społeczeństwo w zakresie szeroko pojętej obronności państwa. Jednym z takich stowarzyszeń jest Klub Generałów Wojska Polskiego, skupiający generałów, których suma doświadczeń życiowych i zawodowych jest godna najwyższego uznania (doświadczenie stanu wojennego czyżby miało być godne najwyższego uznania).

W czasie spotkania prezydent wręczył też upominek 90-letniemu gen. Piotrowi Przyłuckiemu, byłym komisarzem wojskowym w Ministerstwie Leśnictwa w stanie wojennym, a wcześniej - w grudniu 1970 r. zastępcy dowódcy Pomorskiego Okręgu Wojskowego, którego wojska krwawo rozprawiły się z trójmiejskimi robotnikami.

Poniżej zdjęcia z tej imprezy

(źródła Niezalezna.pl, Rzeczpospolita, strona klubu generałów)


Lodołamacze z nazwami na cześć wicenimistra i dyrektora RZGW!

Jak informuje Głos Koszaliński: Stanisław i Andrzej – takie nazwy dostaną nowe lodołamacze ze Szczecina. W ten sposób mają być uhonorowani wiceminister ochrony środowiska - Stanisław Gawłowski i dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Szczecinie - Andrzej Krefta. A czemu nie od razu pełnymi imieniami i nazwiskami tych urzędników? Po co taka fałszywa skromność?
Jak uzasadnia się ten pomysł? Otóż Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej dał dwa lata temu 35 milionów złotych na budowę dwóch lodołamaczy właśnie dla RZGW, a obaj panowie mieli być zaangażowani w sprawy gospodarki wodnej.
Do tej pory lodołamacze otrzymywały raczej nazwy zwierzęce, np. "Dzik”. "Stanisław” to lodołamacz czołowy, który rozbija lód i płynie na czele kolumny. Obie jednostki są prototypowe. Przez dwa lata mają się wykazywać na Odrze. Jeśli testy przejdą pozytywnie ruszy produkcja seryjna. Docelowo ma powstać flota 24 lodołamaczy na Odrze i Wiśle. Ciekawe jak będą nazwane pozostałe 22 lodołamacze, imieniami lub nazwiskami, których polityków i urzędników?