Miała być dobra zmiana, a rząd nie reaguje na nieprawidłowości w PKO BP. Krytykowano i słusznie prezesa TK Rzeplińskiego za ekwiwalent za rzekomy tzw. niewykorzystany urlop, a to samo teraz czyni prezes Jagiełło - stwierdza dr Daniel Alain Korona, prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE i członek komitetu założycielskiego NSZZ WYZWOLENIE (którego cały czas rejestrację blokuje sąd).
22 czerwca 2017 r. z członkami zarządu zostały podpisane umowy o świadczenie usług, które zastąpiły dotychczasowe umowy o pracę. Ekwiwalent został wypłacony w związku ze zmianą zasad zatrudniania i wynagradzania członków zarządu oraz rozliczeniem dotychczasowych umów o pracę. Nowe zasady wynagradzania obowiązują od lipca. Zmniejszały one wynagrodzenie stałe prezesa PKO do 66 tys. zł miesięcznie (i możliwość drugie tyle zmiennego).
Ze zmianą zasad zwlekano ponad 9 miesięcy. W lipcu 2016 r. Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE wystąpiło z petycją o obniżkę wynagrodzeń członków zarządu PKO BP zgodnie z do wymogów ustawy z dnia 9 czerwca 2016 r. o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami (czyli wynagrodzenie stałe od 7 do 15-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw dla członków zarządu, a wynagrodzenie zmienne nie przekraczające 100% wynagrodzenia stałego). 1 sierpnia 2016 r. Ministerstwo Rozwoju przychyliło się do petycji.
http://serwis21.blogspot.com/2016/08/wynagrodzenia-zarzadu-pko-bp-beda.html
Trzeba było jeszcze poczekać aż do 13 marca 2017 r. z przyjęciem odpowiednich uchwał przez Walne Zgromadzenie PKO BP. O dziwo potrzebowano ponad 3 miesiące na podpisanie stosownych umów z członkami zarządu.
Ale mimo obniżki, Jagiełło zarobił tyle samo co poprzednio czyli w 2017 r. - 3,329 mln zł. Jak to możliwe? Otóż w tym celu wykorzystano przepis o ekwiwalentach za niewykorzystane urlopy. Jak donosi SuperExpres - prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło (na zdjęciu) otrzymał 798 tys. złotych tzw. ekwiwalentu za 70 dni bieżącego i zaległego urlopu. Przypominamy, iż każdemu pracownikowi przysługuje 26 dni w roku czyli przez 3 lata - 78 dni. Wygląda zatem, że prezes banku praktycznie nie korzystał z urlopu.
Jednakże prezesa zarządu może nie być w pracy i formalnie może nie składać wniosku urlopowego (kto go sprawdzi?). Równocześnie gdy jakiś szeregowy pracownik nie wykorzysta swojego urlopu, kadry wyślą go na przymusowy urlop w następnym roku, właśnie po to by nie płacić ekwiwalentu za urlop. Ale co dotyczy zwykłego Kowalskiego nie dotyczy Prezesa.
Informacja o ekwiwalencie dla Jagiełły jest tym bardziej bulwersująca, że równocześnie Bank zapowiedział zwolnienie w tym roku - blisko 850 pracowników.