2 listopada 2022

Falenta: Tusk wydał polecenie, żeby zniszczyć polską firmę?

Główny bohater afery taśmowej z 2014 roku Marek Falenta odniósł się do zeznań Marka W. o sprzedaży nagrań z podsłuchów Rosjanom i przekazania 600 tys. euro dla Tuska.

Kontrakt miał być tak duży, że nie byliśmy sami w stanie go zrealizować. Ciech nie mógł wówczas, jako jeszcze spółka państwowa zakupić węgla pochodzącego z Rosji, choć myślę, że afera mogłaby być również po prywatyzacji Ciechu, że dokonują zakupu do Polski węgla pochodzącego z Rosji. Miało to być poukładane w taki sposób, że K. skupi węgiel S., a my z kolei Ciechu ...Ciech potrzebował około 1 000 000 ton węgla rocznie. Kontrakt ten miał opiewać mniej więcej na taką właśnie ilość węgla. Szacuję, że kontrakt opiewałby na kwotę 100 000 000 – 120 000 000 dolarów rocznie. M.F., jak też ja, byliśmy zainteresowani tym, bo to po prostu był dla nas biznes. Trzeba było jednak mieć na to zgodę Rządu Rzeczypospolitej. M.F. twierdził, iż jest w stanie to załatwić, tylko potrzeba na to z tego co pamiętam 600 000 euro, które miało być przekazane, jak to mówił M.F. „dla Tuska” w szerokim tego słowa znaczeniu, bo nie wiem czy chodziło o partię, czy o samego Donalda Tuska, czy o rząd w znaczeniu wówczas rządzących Polską, w każdym razie pieniądze te odbierał od nas M.T. – syn byłego premiera. (…) To miała być łapówka za zgodę na zawarcie kontraktu między spółką Ciech S.A. – czytamy w protokole przesłuchania Marka W.

Marek Falenta nie pozostawia suchej nitki na byłym wspólniku. Pytany przez portal tvp.info o tę znajomość, mówi, że „przez długi czas myślał, że jest normalnym przedsiębiorcą”, a z perspektywy czasu to była jego „największa biznesowa porażka”. Po pierwsze nigdy nie spotkałem nikogo z rosyjskich służb, po drugie nie znałem nikogo z osób, które W. przedstawił mi w Kemerowie, po trzecie nigdy nikomu nie sprzedałem żadnych nagrań. Jeżeli ktoś jest w stanie sobie wyobrazić, że sprzedaję nagrania Rosjanom, których widziałem pierwszy raz w życiu, to musi mieć ogromną wyobraźnię, co najmniej taką jak W. – odpowiada Falenta. Pytany o historię z łapówką 600 tys. euro, przekazaną w reklamówce dla Michała Tuska, mówi tajemniczo: „Odpowiedź na to pytanie pozostawię sobie na komisję śledczą bądź weryfikacyjną”. Odnośnie słów Donalda Tuska, który przekonywał, że celem walki z jego firmą, było zablokowanie importu rosyjskiego węgla do Polski. Donald Tusk jako premier polskiego rządu nie miał prawa wydawać poleceń, żeby zniszczyć polską firmę. Import rosyjskiego węgla był wtedy dozwolony. Jeśli chciał zablokować import, to mógł zrobić to jedynie ustawą, a nie używając do tego putinowskich metod i nasyłać służby specjalne. Uważam, że Donald Tusk dokonując – jak sam to określił – „interwencji” złamał prawo i powinien odpowiedzieć karnie. Przyznał się do tego publicznie. Nikt mi nie chciał mi uwierzyć, gdy osiem lat temu o tym mówiłem. Najpierw przyszli do mnie żeby zabrać mi firmę za złotówkę, a jak się nie zgodziłem to ją zniszczyli. Za jego rządów było wiele takich nielegalnych interwencji na polskich przedsiębiorcach – powiedział Falenta.

Abstrahując od prawdziwości zeznań, oświadczeń różnych osób, potwierdza się jednak patologiczny obraz polskiej rzeczywistości z czasów rządów PO.

źródło: TVP Info

31 października 2022

Rosja wstrzymuje eksport zboża z Ukrainy?

W sobotę 29 października Moskwa zawiesiła udział w porozumieniu o eksporcie zboża zawartym pod koniec lipca. Żadne ukraińskie statki zbożowe nie mogły odpłynąć w niedzielę. Aby uzasadnić tę decyzję, Moskwa powołuje się na atak dronów, który miał miejsce w sobotę rano w zatoce Sewastopolu (Krym), co „uniemożliwia zagwarantowanie bezpieczeństwa statkom cywilnym” przewożącym towary. Jednocześnie rosyjski minister rolnictwa ogłosił w sobotę, że kraj jest gotowy dostarczać biednym krajom zboża – do 500 tys. t – w ciągu najbliższych czterech miesięcy „po przystępnych cenach”. 

Umowa o eksporcie zboża została podpisana 22 lipca między Moskwą a Kijowem, za pośrednictwem Turcji i ONZ, na okres 120 dni. Celem było ułatwienie transportu ukraińskich produktów rolnych bezpiecznym korytarzem morskim. Od 1 sierpnia umożliwiła wyjście 9 mln ton z ukraińskich portów Morza Czarnego .

Na reakcję rynków nie trzeba było czekać, w poniedziałek rano MATIF wystrzelił, rzepak (XI/2022) otworzył się z ceną 659 euro/tona, pszenica (XII/2022) 351,75 euro/tona, a kukurydza (XI/2022) - 352 euro/tona. W następnych minutach ceny pszenicy i kukurydzy utrzymywały poziom lekko poniżej otwarcia, natomiast cena rzepaku wystrzeliła aż do 670,25 euro/tona (+33,75 euro/tona), ale następnie ponownie spadła do poziomu zbliżonego do ceny otwarcia (660,25 euro/tona).

źródło: terre-net.fr

30 października 2022

Ardanowski: Ratujmy swoje

Z Janem Krzysztofem Ardanowskim, przewodniczącym Rady Rozwoju Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP, byłym ministrem rolnictwa rozmawia Ryszard Gromadzki w "Dorzeczy.pl". 


RG: W mediach pojawiły się informacje o pana powrocie do rządu. Dostał pan taką propozycję. 
JAN KRZYSZTOF ARDANOWSKI: Nie. Nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał. To bardziej spekulacje medialne niż ocena rzeczywistości. 


RG: Gdyby otrzymał pan taką ofertę, przyjąłby ją pan?

To jest o wiele bardziej skomplikowane przedsięwzięcie niż tylko chęć bycia ministrem. Musi się to wiązać z pewnymi gwarancjami dla rolnictwa i możliwością kontynuowania polityki rolnej, którą starałem się realizować, będąc ministrem, która była przez rolników popierana, czego wyrazem były wyniki wyborów parlamentarnych i prezydenckich.

Mam tu gorzką satysfakcję, że po dwóch latach prezes partii, wprowadzony dwa lata temu w błąd przez swoich najbliższych współpracowników, przyznał, że „piątka dla zwierząt”, która była kością niezgody z polską wsią i wykopała rów między Prawem i Sprawiedliwością a rolnikami, była błędem, że nie należało jej wprowadzać. Tylko to jest satysfakcja po czasie, że miałem rację. Niestety, mleko się rozlało, odbudowa zaufania wsi do PiS jest bardzo trudna. Co gorsza, nic się nie wydarzyło oprócz tego, że do starych problemów, takich jak „piątka dla zwierząt”, dochodzą kolejne, zupełnie niezrozumiałe na wsi decyzje. Mam na myśli choćby bardzo źle i nieudolnie przeprowadzoną waloryzację świadczeń emerytalnych w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Zapowiadano waloryzację w wysokości 7 proc., a skończyło się na tym, że realnie w wielu przypadkach waloryzacja wyniosła mniej niż 1 proc. Stało się tak, bo waloryzację przeprowadzono nie od kwoty otrzymywanej, lecz od kwoty bazowej. Tyle że nikt tego wcześniej ludziom nie tłumaczył. To wywołało duże rozczarowanie na wsi.

Innym przykładem nierozumienia sytuacji dochodowej rolników, przecież artykułowanej nie tylko dla ich własnych korzyści, był projekt radykalnego ograniczenia stosowania biopaliw w Polsce, co praktycznie zniszczyłoby produkcję rzepaku, jednej z najważniejszych roślin w strukturze zasiewów, do tego wpisującej się w proekologiczny charakter produkcji rolnej promowany przez Unię Europejską. Rośliny dostarczającej rolnikom sporych dochodów, a także znacznych ilości paszy, która mogłaby zastępować w dużej mierze śrutę GMO z soi, na którą wydajemy miliardy złotych rocznie. Nagle okazuje się, że ktoś chce ten dobrze funkcjonujący w Polsce mechanizm rozwalić.

Ten projekt zgłaszały inne resorty, ale pytanie brzmi: Dlaczego nie reagowało Ministerstwo Rolnictwa? Przecież w trakcie uzgodnień międzyresortowych ten projekt był w Ministerstwie Rolnictwa, a któryś z wiceministrów, nawet nie wiem który z nich, go nadzorował, więc musiał wiedzieć, jakie konsekwencje ten projekt dla polskiego rolnictwa może spowodować. Projekt przyjęty przez Radę Ministrów przy braku sprzeciwu ze strony Ministerstwa Rolnictwa wywołał, podobnie jak „piątka dla zwierząt”, wściekłość na wsi. Ostatecznie zostało to zablokowane osobistą decyzją Kaczyńskiego. Dobrze, że rozwiązano to choć w taki sposób.

pełny tekst w dorzeczy.pl