18 września 2018

Spalono antyaborcyjny samochód. O krok od tragedii

Antyaborcyjny samochód został spalony! Auto było zaparkowane niedaleko jednego z warszawskich liceów, gdzie pokazywało prawdę o aborcji. Do bandyckiego ataku doszło kilka minut po północy. Zwolennicy mordowania dzieci podłożyli ogień pod samochód. Doszczętnie spłonął silnik i chłodnica, w płomieniach stanęło również wnętrze kabiny. Na szczęście żadnego z naszych wolontariuszy, którzy niekiedy pilnują aut w nocy, nie było wtedy w środku.

Tuż obok palącego się samochodu stały drzewa i budynki oraz inne zaparkowane pojazdy. Tylko szybka akcja straży pożarnej uchroniła je przed zajęciem się ogniem. Niewiele brakowało a doszłoby do gigantycznego pożaru! To akt terroru. Mogli zginąć niewinni ludzie - mieszkańcy kamienicy, przechodnie i kierowcy samochodów.

Nagranie video z tego dramatycznego wydarzenia szybko wrzucono do internetu:
Płonie samochód

Na należących do aborcjonistów internetowych profilach i grupach dyskusyjnych wybuchł entuzjazm. Zwolennicy zabijania dzieci nie kryją swojej radości z powodu eskalacji przemocy: "- Stawiam pół litra osobie, która to zrobiła, świetna robota i dobrze, że ktoś puścił to ścierwo z dymem!"

To jednak im nie wystarczyło. Spaleniu nie uległa zabudowa samochodu, na której prezentowaliśmy antyaborcyjne plakaty. Aborcjoniści przyszli więc do wraku auta i zdemolowali sprayem to, czego za pierwszym razem nie udało się im zniszczyć ogniem. Pojazd został całkowicie zdewastowany. Na szczęście akurat przechodziła tamtędy osoba, której udało się sfotografować sprawców i przesłać ich zdjęcie.

Aborcjoniści sięgnęli po brutalne metody terroru, wzniecając pożar pod antyaborcyjnym samochodem, bo ich propaganda jest bezskuteczna wobec pokazywania prawdy i za wszelką cenę chcą zablokować możliwość pokazywania jej młodzieży. Chcą aby w Polsce było tak samo jak w Wielkiej Brytanii, gdzie tylko w 2010 roku prawie 40 000 nastolatek dokonało aborcji. Dla niektórych była to już nawet szósta aborcja w ich krótkim życiu!

Pokazywanie prawdy o aborcji na samochodach zaparkowanych przed wejściami do szpitali i szkół to najbardziej efektywna metoda walki z propagandą morderców. Oni o tym wiedzą doskonale i dlatego sięgnęli po najbardziej brutalne metody. Napady i podpalenia - tak wygląda codzienność naszych wolontariuszy, którzy nie zważając na niebezpieczeństwa walczą o życie dzieci.

Kinga Małecka-Prybyło
Fundacja Pro Prawo do Życia

17 września 2018

17 września 1939 r. atak Sowietów na Polskę

Agresja Sowietów jest nazywana IV rozbiorem Polski, ponieważ okupanci podzielili między siebie strefy wpływów. Dla Stalina była to osobista zemsta za klęskę poniesioną podczas najazdu na nasz kraj w 1920 roku. Sowiecka propaganda nazywała atak "wyprawą wyzwoleńczą" w obronie "ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi". Rozrzucane ulotki głosiły też, że czerwonoarmiści niosą pokój Polakom, których "niemądry rząd wciągnął w awanturniczą wojnę". Wojska radzieckie pierwszego rzutu uformowano w dwa fronty - Białoruski i Ukraiński, w skład których wchodziło 6 armii. Łącznie było to około 620 tysięcy żołnierzy, 4700 czołgów i 3300 samolotów. Jednostki te miały zatem prawie dwa razy więcej czołgów, niż Wehrmacht 1 września 1939 roku, i dwa razy tyle samolotów bojowych, co Luftwaffe na froncie polskim. Do niewoli sowieckiej trafiło blisko 250 tysięcy polskich żołnierzy. Już we wrześniu 1939 roku mordowano jeńców. Nastąpiły także masowe deportacje ludności na Syberię i do Kazachstanu, które w sumie objęły około półtora miliona Polaków, w tym całe rodziny.

17 września 1939 roku o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin - zastępca Mołotowa - odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty.

Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.:

"Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską".

Uzasadniając wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzano, że:

"Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji".

Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty.

(za Facebook Polska Moja Ojczyzna)

16 września 2018

Zdaniem mediów totalnej opozycji, to boty wybrały prezydenta

Właśnie dowiedzieliśmy się, że w wyborach głosują "boty internetowe" i to one wygrywają wybory. Mylnie sądziliśmy, że to obywatele dokonują głosowania na kartce, zaznaczając swego kandydata. Poziom absurdu lansowanego przez media jest już tak wysoki, że …

O co chodzi? O umowę między firmą zajmującą się budowaniem wsparcia w internecie a sztabem wyborczym kandydata PiS (Andrzeja Dudy). W załączniku do umowy przewiduje się, że w okresie kampanii wyborczej wykonawca (warszawska firma o nazwie ELCHUPACABRA) stworzy miesięcznie 1 tys. "wątków tematycznych", za każdy z nich otrzyma 20 zł, oraz zapewni im aktywność na poziomie 5 tys. "wpisów automatycznych" w miesiącu. Cena za jeden wpis to 2 zł. 

Na tej podstawie GW i inne media totalnej opozycji lansują tezę, że za tymi wątkami i wpisami kryją się fałszywe konta fikcyjnych użytkowników, które masowo generują aktywność na Twitterze czy Facebooku, mających na celu zdezawuowanie Komorowskiego.

Po pierwsze wpis automatyczny to może być powielone hasło typu "Andrzej Duda najlepszy kandydat na prezydenta RP". Po drugie - nawet gdyby były to wpisy na rzecz lub przeciw kandydatowi, to tak jak bilbordy, ulotki czy spoty to jedynie instrument propagandowy. Wpis, bilbord czy ulotka to nie głos w urnie, ani też sposób jego liczenia. A to głosy w urnie i sposób liczenia decyduje o wyborze.