8 września 2018

Szokująca przeszłość znanych polityków - czego się dopuścili?

22 lata więzienia i wpis do rejestru przestępców seksualnych – to wyrok jaki usłyszał niedawno kolejny oprawca dziecka, związany tym razem z brytyjskim lobby LGBT.

David Challenor więził 10 letnią dziewczynkę na strychu. Zwyrodnialec przywiązywał ją do belki, torturował wstrząsami elektrycznymi i biczował a następnie gwałcił. Na czas tortur i molestowania przebierał się za… noworodka i zakładał na siebie pieluchę. W trakcie trwania procesu, pomimo postawionych mu zarzutów katowania i wykorzystywania dziecka, był zatrudniony w sztabie brytyjskiego ruchu LGBT przy Partii Zielonych.

Pedofil był w tym czasie m.in. managerem wyborczym… swojego syna Aimee Challenora, który uważa się za „transpłciową kobietę”. Aimee był przewodniczącym ruchu LGBTIQA + Greens i kandydował do brytyjskiego parlamentu, domagając się kolejnych przywilejów dla homoseksualistów i jeszcze bardziej agresywnej „edukacji” seksualnej w szkołach. 

Pedofil

Dzisiaj powiązania między aktywistami LGBT a pedofilią wychodzą na jaw właśnie przy okazji tego typu makabrycznych wydarzeń. Media coraz częściej donoszą o zatrzymaniach kolejnych pedofilów powiązanych z lobby LGBT, co dla wielu osób jest zaskoczeniem. A przecież jeszcze nie tak dawno temu homoseksualiści i pedofile należeli oficjalnie do jednego i tego samego ruchu. I wcale się z tym nie kryli!

Dobrze widać to na przykładzie Niemiec. Aktywiści niemieckiej Partii Zielonych już na początku lat 80 tych domagali się legalizacji pedofilii. Taki postulat ujęto oficjalnie w ich programie! 

Chcieli usunięcia z niemieckiego kodeksu karnego paragrafów zakazujących seksu z dziećmi. W szeregach partii powstała nawet grupa robocza „Homoseksualiści, Pederaści i Transseksualiści”, która miała się tym zajmować. Jej prace koordynował Dieter Ullmann, który w przeszłości był wielokrotnie karany za przestępstwa seksualne wobec dzieci.

Za legalizacją pedofilii opowiadał się również znany niemiecki polityk Volker Beck, publicznie afiszujący się ze swoim homoseksualizmem. W latach 80 tych postulował zniesienie kar za gwałcenie dzieci, gdyż jego zdaniem „każde dziecko ma prawo do seksualności”. Był nawet współautorem książki o „seksualności pedofilskiej”. A czym zajmuje się teraz?

W ostatnich latach forsował w Niemczech legalizację adopcji dzieci przez homoseksualistów oraz wprowadzenie tzw. „małżeństw” homoseksualnych. Czynnie wspiera również polskich deprawatorów - był dwukrotnie honorowym gościem „parad równości”, które aktywiści LGBT i „edukatorzy” seksualni regularnie organizują w Warszawie.

Nie on jeden ma taką przeszłość. Wielu pedofilów rozpoczynało swoją karierę polityczną od legalizacji seksu z dziećmi a teraz są znanymi aktywistami.

"Żaden mężczyzna, żadna kobieta, jedynie dziecko, a właściwie dziewczynka, jest w stanie zaspokoić moje życzenia i oczekiwania." Pisała w 1980 roku niemiecka polityk Dagmar Döring w książce „.Pedofilia dzisiaj. Raporty, opinie i wywiady na temat seksualnego wyzwolenia dzieci”. W tym samym miejscu opisuje również swoje doświadczenia seksualne z 9 letnią dziewczynką: „W końcu sama usiadła mi na kolanach, mówiła tak miło i wyraziła swoje seksualne życzenia, a ja byłam nią jak odurzona, tak na swój sposób zakochanej, jej wyglądem, jej światem uczuć…”
Między nimi wywiązał się, jak pisze Döring: „długi i intensywny kontakt seksualny”. W latach 80 Döring czynnie angażowała się także w działania „Niemieckiej Grupy Roboczej Studentów ds. Pedofilii” oraz Młodych Demokratów – młodzieżówki partii FDP, która oficjalnie popierała legalizację seksu z dziećmi. Po latach Döring została politykiem FDP a jej partia zamiast pedofilii popiera teraz adopcję dzieci przez homoseksualistów.

Wielu deprawatorów, którzy w latach 80 domagali się legalizacji pedofilii, dzisiaj jest znanymi politykami. Np. Juergen Trittin, który w 1981 roku odpowiadał za program wyborczy proponujący zniesienie kar za współżycie z dziećmi, został później niemieckim ministrem.

Ale najbardziej znany jest Daniel Cohn-Bendit – działacz Partii Zielonych, wieloletni europoseł i jeden z najbardziej znanych europejskich polityków. W 1975 roku opublikował swoją autobiografię, w której pisał:
„W 1972 roku złożyłem podanie o pracę w przedszkolu we Frankfurcie nad Menem. Pracowałem tam ponad 2 lata. Mój ciągły flirt z dziećmi szybko przyjął charakter erotyczny. Te małe pięcioletnie dziewczynki już wiedziały jak mnie podrywać. Kilka razy zdarzyło się, że dzieci rozpięły mi rozporek i zaczęły mnie głaskać. Ich życzenie było dla mnie problematyczne. Jednak często mimo wszystko i ja je głaskałem.”

W jednym z wywiadów telewizyjnych z 1982 roku otwarcie mówił, że:
„Uczucie rozbierania przez 5-letnią dziewczynkę jest fantastyczne, bo jest to gra o absolutnie erotycznym charakterze.”
Podkreślał również, że:
„Seksualność dziecka jest czymś wspaniałym”

Partia Daniela Cohn-Bendita po kilkunastu latach aktywności wykreśliła ze swojego programu postulat legalizacji pedofilii. To samo zrobili pedofile w innych krajach. Wie Pan dlaczego?

Wizja szybkiego zniesienia kar za molestowanie dzieci przestała być możliwa do zrealizowania. Pomimo zmasowanej propagandy i nacisków politycznych, pedofilia była wciąż nie do zaakceptowania dla społeczeństwa i nie udało się jej przeforsować. Aby osiągnąć ten sam cel – bezkarne gwałcenie dzieci, pedofile musieli zmienić strategię i ukryć swoje prawdziwe zamiary.

Postanowiono oswoić ludzi z homoseksualizmem i innymi zboczeniami seksualnymi, które, choć obrzydliwe, nie wywołują takich kontrowersji jak pedofilia. Właśnie dlatego organizowane są „parady równości” a rozmaite perwersje seksualne promowane są bardzo agresywnie w mediach, kinach, teatrach i instytucjach samorządowych.

Taktyka pedofilów polega na tym, aby ludzie przestali na to reagować i zaakceptowali zboczenia jako coś normalnego i naturalnego. Jako inną „preferencję” czy „orientację”, taką samą jak normalne małżeństwo i rodzina. Jednocześnie chcą mieć nieograniczony dostęp do dzieci.

Domagają się obowiązkowej edukacji seksualnej, w ramach której będą oswajać dzieci ze zboczeniami i rozbudzać je seksualnie już od przedszkola. Chodzi o to aby dzieci jak najwcześniej rozpoczynały współżycie i żeby seks był normalną częścią ich życia, tak jak zabawa czy jedzenie.

W latach 80 tych w Niemczech oficjalnie postulowano legalizację pedofilii. Porzucono go ze względów propagandowych i zamiast pedofilii rozpoczęto promować zboczenia i deprawować dzieci. Dziś „małżeństwa” homoseksualne są w tym kraju legalne i cieszą się poparciem społeczeństwa a programy „edukacyjne” dla dzieci zakładają zaznajomienie maluchów z takimi tematami jak przedwczesny wytrysk, orgazm, sadomasochizm i seks grupowy.

Deprawacyjne zajęcia są w niemieckich szkołach obowiązkowe. Odmowa udziału może skutkować więzieniem dla rodziców lub odebraniem im dzieci. Osoby świadome zagrożenia boją się działać a większość społeczeństwa albo popiera działania deprawatorów albo jest wobec nich całkowicie obojętna.

Mnie najbardziej przeraża właśnie ta obojętność. Mało kto reaguje na to, że dzieci w niemieckich szkołach i przedszkolach czytają takie rzeczy jak:
„Pierwszy raz - uprawianie seksu po raz pierwszy nie musi ani boleć, ani nie musisz przy tym krwawić. Niektóre pierwsze razy są świetne, inne lepiej szybko zapomnieć.
Orgazm - można go odczuwać jako eksplozję we własnym ciele. Tych pięknych odczuć możesz również doznawać, kiedy samemu pieścisz swoją łechtaczkę, piersi, penis lub jądra.”

Pedofile osiągnęli swój cel – prawie nikt już na to nie reaguje, nikomu to nie przeszkadza. Większość ludzi zaakceptowała, że dzieci mają „prawa seksualne”, o których trzeba się uczyć i które trzeba zaspokajać.

Jeśli my również będziemy obojętni, w Polsce będzie tak samo.
Kilka dni temu odbyła się konferencja prasowa aktywistów partii Razem, w trakcie której zaprezentowali swój program wyborczy na nadchodzące wybory samorządowe. Jednym z ich głównych postulatów jest „edukacja” seksualna na wzór zachodnioeuropejski, we wszystkich polskich szkołach. Zapowiedzieli również, że jeśli dojdą do władzy będą rozdawać dzieciom prezerwatywy.

Seksualną deprawację dzieci w szkołach zapowiedział również kandydat PO na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski. Rozbudzanie seksualne najmłodszych mają w swoich programach również Nowoczesna i SLD. 

Jeśli nic nie zrobimy, to tylko kwestia czasu aż ich łupem padną polskie dzieci.

stop pedofilii


Kinga Małecka-Prybyło, Fundacja Pro Prawo do Życia.

7 września 2018

Wyborcza kłamie w kwestii zawartości rejestru pedofilów

Gazeta Wyborcza dopuściła się ohydnego kłamstwa. Zarzuciła, że w rejestrze pedofilów (części publicznej) chroni się księży skazanych za takie czyny. Jako przykład przytoczono przypadek księdza Kani, według GW rzekomo skazanego za czyn w trybie art.197 par.3 KK. W rzeczywistości sąd skazał wyżej wymienionego za czyn z art.197 par.1 KK, a tym samym ministerstwo nie miało zgodnie z ustawą możliwości wpisu danej osoby do rejestru publicznego (a tylko do rejestru ograniczonego).
A przecież można było inaczej, tj. w oparciu o przypadek księdza napisać artykuł postulujący rozszerzenie zakresu paragrafów uprawniających do wpisu do rejestru publicznego. Ale przecież nie o to Wyborczej chodziło, tylko o jątrzenie przeciw Kościołowi Katolickiemu i Ministrowi Sprawiedliwości.

Komunikat ministerstwa sprawiedliwości:

- Na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” ukazał się paszkwilancki tekst autorstwa redaktora Marcina Kąckiego, który zarzuca Ministerstwu Sprawiedliwości, że rejestr pedofilów chroni księży skazanych za te potworne, godne najwyższego potępienia, przestępstwo. To niezwykle nikczemne pomówienie – powiedział na konferencji prasowej Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.
Artykuł zawiera kłamstwa i insynuacje. Nieprawdą jest, że księża są „wyjęci z rejestru pedofilów”. Umieszczenie w rejestrze, zarówno w części jawnej, jak i niejawnej, zależy tylko i wyłącznie od kwalifikacji czynu dokonanej przez sąd i zawartej w wyroku. Nieprawdą jest, że rejestr stworzono w taki sposób, by nie trafiali tam księża pedofile. Rejestr funkcjonuje w sposób automatyczny – trafiają tam skazani na podstawie wyroków sądów, konkretnych artykułów i paragrafów Kodeksu karnego, zgodnie ze ściśle określonymi przepisami ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym, na mocy której wprowadzony został Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Nie miała i nie ma tu żadnego znaczenia profesja skazanego czy przynależność do jakiejś grupy społecznej.
Nieprawdziwa jest również informacja „Gazety Wyborczej”, że opisany w jej publikacji ksiądz został skazany z art. 197 par. 3 Kodeksu karnego – w rzeczywistości był to inny przepis, co ma ogromne znaczenie dla dalszych losów takiego skazanego. Zgodnie z ustawą przyjętą przez parlament i podpisaną przez Prezydenta RP, skazani na podstawie tego przepisu nie podlegają umieszczeniu w rejestrze publicznym.

O ustawie decyduje parlament
Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że ostateczny kształt ustawy został wypracowany podczas prac parlamentarnych. To ustawodawca określił finalnie, którzy sprawcy trafiają do publicznej części rejestru, a którzy tylko do części zastrzeżonej. Na decyzje parlamentu wpływ miały m.in. opinie krytyczne wobec pierwotnego projektu przygotowanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości, zgłaszane przez Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, byłą Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf, byłego Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta czy Krajową Radę Sądownictwa (poniżej fragmenty tych opinii).(przypomnijmy, że dla GW ww. osoby są autorytetami)
 - Kłamstwem jest insynuacja, że rejestr pozwala manipulować wprowadzanymi do niego danymi i celowo prowadzona jest akcja ukrywania księży skazanych za pedofilię. Artykuł „Gazety Wyborczej” jest dowodem nikczemnego dziennikarstwa, które jest wplecione w kampanię wyborczą. Nie przypadkiem pojawia się w nim kilkukrotnie nazwisko ministra Patryka Jakiego, który w pracach nad ustawą o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym odegrał bardzo istotną rolę – zaznaczył Zbigniew Ziobro.

Będzie pozew za kłamstwa
Minister Sprawiedliwości zapowiedział wytoczenie procesu na drodze cywilnej przeciwko „Gazecie Wyborczej”, a także tym, którzy będą powielać kłamstwa tej gazety.
 - O umieszczeniu sprawcy w rejestrze nie decyduje insynuacja dziennikarska, tylko kwalifikacja prawna przyjęta przez sąd w wyroku (…). Kłamstwem jest to, że jakiekolwiek grupy zawodowe nie są kwalifikowane w rejestrze sprawców przestępstw seksualnych. Kłamstwem jest to, że księża nie są w nim ujęci. Rejestr jest automatyczny, ślepy na wszystkie względy dotyczące tego, czym skazany się zajmuje zawodowo - tłumaczył wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.

Zasady umieszczania w rejestrze
W Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym są skazani, których precyzyjnie wskazuje ustawa. Takich osób jest obecnie 3355. Tylko część z nich - sprawcy najpoważniejszych czynów, głównie gwałtów na dzieciach poniżej 15. roku życia i gwałtów popełnionych ze szczególnym okrucieństwem - zgodnie z przepisami ustawy została umieszczona w Rejestrze publicznym. W tej ogólnodostępnej części znajduje się 826 nazwisk.
Osoby, które nie figurują w Rejestrze publicznym, nie zostały skazane za czyny, które zgodnie z ustawą są przesłanką do umieszczenia ich w tym zbiorze. O tym, kto się znalazł w Rejestrze i w której części, decydują wyłącznie przepisy ustawy i sądy, a nie Ministerstwo Sprawiedliwości.
Rejestr składa się z dwóch części – rejestru publicznego i rejestru z dostępem ograniczonym.

Kto jest w rejestrze ograniczonym
W przypadku przestępstw popełnionych po 1 października 2017 roku, do rejestru z dostępem ograniczonym trafiają wszyscy gwałciciele i pedofile, stręczyciele dzieci i skazani, którzy posługiwali się pornografią na szkodę nieletnich.
Spośród tych, którzy popełnili przestępstwo przed 1 października 2017 r., do Rejestru z dostępem ograniczonym bezwzględnie trafili sprawcy gwałtów ze szczególnym okrucieństwem oraz gwałciciele, których ofiary nie miały więcej niż 15 lat. Sprawcy ci nie mogli złożyć wniosku o wyłączenie zamieszczenia ich danych w rejestrze z dostępem ograniczonym. Spośród sprawców czynów popełnionych przed 1 października 2017 r. do rejestru z dostępem ograniczonym trafili również gwałciciele, których ofiary miały więcej niż 15 lat, ale mniej niż 18 lat, co do których to sprawców sądy nie orzekły o wyłączeniu ich z rejestru. Tej kategorii sprawców przysługiwało bowiem uprawnienie do złożenia wniosku o wyłączenie z rejestru z dostępem ograniczonym.

Kto jest w rejestrze publicznym
Najgroźniejsi przestępcy na tle seksualnym, poza umieszczeniem ich danych w rejestrze z dostępem ograniczonym, trafiają dodatkowo do rejestru publicznego.
Spośród sprawców czynów popełnionych przed 1 października 2017 r. do rejestru publicznego trafili sprawcy zgwałceń popełnionych ze szczególnym okrucieństwem oraz gwałciciele, których ofiarami były dzieci poniżej 15 roku życia. Każdy z tych sprawców, jeśli został skazany przed 1 października 2017 r. miał prawo wystąpić do sądu z wnioskiem o wyłączenie jego danych z rejestru publicznego. Sprawy te muszą co do zasady zostać rozstrzygnięte do 30 września 2018 r. Orzeka w nich sąd, który wydał wyrok w pierwszej instancji.

Sądowe wyłączenia
Z informacji, które dotarły do Ministerstwa Sprawiedliwości, wynika, że na 106 rozstrzygnięć w przypadku 16 wniosków sąd orzekł o wyłączeniu zamieszczenia danych o osobie w Rejestrze publicznym, a w jednym przypadku - orzekł o wyłączeniu zamieszczenia danych o osobie w Rejestrze z dostępem ograniczonym.
W przypadku sprawców czynów popełnionych po 1 października 2017 r. do rejestru publicznego trafiają sprawcy zgwałceń popełnionych ze szczególnym okrucieństwem, gwałciciele, których ofiarami były dzieci poniżej 15. roku życia, a dodatkowo także recydywiści - jeśli którekolwiek przestępstwo na tle seksualnym popełnili na szkodę małoletniego (do 18 roku życia) i zostali uprzednio skazani na karę pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia jej wykonania. Decyzję o umieszczeniu tych sprawców w Rejestrze publicznym sądy podejmują  przy orzekaniu wyroków. Mogą orzec, że ich dane nie trafią do rejestru publicznego wyłącznie w sytuacji, gdy mogłoby na tym ucierpieć dobro pokrzywdzonego dziecka (np. gdy skutkiem ujawnienia danych pedofila byłoby publiczne wskazanie ofiary). Z informacji, które dotarły do Ministerstwa Sprawiedliwości, wynika, że sądy dotychczas nie wydały takiego orzeczenia.

Fragmenty opinii na temat rejestru
Adama Bodnar - Rzecznik Praw Obywatelskich, 24.02.2016:
„W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich niektóre wprowadzane regulacje mogą stanowić zagrożenie dla ochrony praw osób, których dane zostaną umieszczone w Rejestrze. Chodzi o zagrożenie życia i zdrowia sprawców związane z ich stygmatyzacją w społeczeństwie, a także o negatywne skutki upublicznienia danych i wizerunku sprawcy dla osób pokrzywdzonych, będących członkami jego rodziny”.
Małgorzata Gersdorf – ówczesna Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, 2.02.2016:
„Dane zamieszczane w rejestrze publicznym mają być na tyle szczegółowe, że będą pozwalały na zidentyfikowanie osoby np. przez lokalną społeczność. Wobec tego wejście w życie projektowanej ustawy może powodować stworzenie stanu realnego zagrożenia dla życia lub zdrowia osób objętych rejestrem publicznym. Warto rozważyć, czy słuszne cele, jakie stawiają sobie projektodawcy, nie mogą być osiągnięte przez utworzenie wyłącznie rejestru z ograniczonym dostępem”.
Andrzej Seremet – ówczesny Prokurator Generalny, 26.01.2016:
„Sprawcy analizowanej kategorii przestępstw nie tylko narażeni będą na społeczny ostracyzm, utrudniający ekspiację i powrót do społeczeństwa po poniesieniu dolegliwości wynikającej z orzeczonej wobec nich kary, ale również w sposób bezpośredni zagrożone zostaje ich dobro w postaci zdrowia, a nawet życia poprzez repulsywną reakcję społeczną związaną z popełnionym czynem zabronionym”.
Płk Piotr Rączkowski  – były wiceprzewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa, 18.02.2016:„Odnośnie rejestru z dostępem ograniczonym, Krajowa Rada Sądownictwa wyraża wątpliwość, czy powinien on obejmować sprawców wszystkich przestępstw ujętych w rozdziale XXV Kodeksu karnego (poza art. 202§1 i 204§1, chyba że popełnionymi na szkodę małoletniego). Takie rozwiązanie powoduje, że w rejestrze będą umieszczone dane sprawców czynów o mniejszej wadze, np. z art. 200a czy art. 200b Kodeksu karnego. Wydaje się, że jeżeli zasadne jest wprowadzenie rejestru, to winien on gromadzić dane dotyczące jedynie najcięższych przestępstw”. 
Marek Michalak – Rzecznik Praw Dziecka, 4.02.2016:
„Upublicznienie danych osobowych, miejsca zamieszkania sprawcy oraz daty i miejsca popełnienia czynu zabronionego, może prowadzić do identyfikacji osoby pokrzywdzonej w środowisku lokalnym, a tym samym do wtórnej wiktymizacji ofiary. Realna wydaje się również możliwość identyfikacji członków rodziny sprawcy i narażenia ich na ostracyzm lokalnej społeczności”.


6 września 2018

Pytania prejusdycjalne do TSUE jako środek blokowania zmian w sądownictwie

Pod pretekstem zadawania pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE, niektórzy Sędziowie zawieszają procesy, zarówno cywilne jaki i karne. Co ciekawe pytania prejusdycjalne faktycznie mają się nijak do prowadzonych spraw. Pierwszy był Sąd Najwyższy, następnie Sąd okręgowy w Łodzi, a teraz sąd Okręgowy w Warszawie. Sprawa karna przeciwko dwóm recydywistom (tzw. gangu mokotowskiego) oskarżonym o porwanie zostanie zawieszona, ponieważ SSO Igor Tuleya postanowił zapytać Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej o przepisy dotyczące postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów. 

W imię obrony własnych przywilejów i pozycji, niektórzy sędziowie gotowi są nawet sprzyjać groźnym przestępcom. Ten fakt jest najlepszym argumentem dla dokonania znacznie dalej idących zmian w sądownictwie (np. znacznie zwiększając udział czynnika społecznego w postępowaniach i w orzekaniu), aniżeli uczynił to PIS. Sędziowie się nie zmienią, mają wciąż za dużo władzy i dalej nie podlegają rzeczywistej kontroli.