7 sierpnia 2018

Działacze antyaborcyjni aresztowani w USA

Aresztowano kolejne osoby walczące o życie dzieci! … Ponad tydzień temu cztery osoby zostały spacyfikowane na terenie jednego z ośrodków śmierci w Waszyngtonie w USA. Naśladując działania Mary Wagner z Kanady, weszli na teren aborcyjnej mordowni i namawiali kobiety aby nie zabijały swoich dzieci. Udało im się przebywać w środku ok. 2 godzin, aż do przyjazdu policji. Funkcjonariusze siłą wywlekli obrońców życia na zewnątrz i wrzucili do radiowozów. Niedługo rozpoczną się ich procesy. Wszystko dlatego, że chcieli ocalić dzieci przed śmiercią a ich matki przed koszmarem aborcji. Co ważne, działo się to w ośrodku zarządzanym przez jednego z najgorszych aborcjonistów w USA – Stevena Brighama.

Sześć stanów USA cofnęło mu licencję lekarską i oficjalnie nie ma zezwolenia na wykonywanie zawodu. Pomimo tego, prowadzi biznes aborcyjny na szeroką skalę a w jego placówkach dochodzi do przerażających wydarzeń. W jednej z nich odnaleziono w lodówce 34 ciała dzieci zamordowanych tuż przed porodem! Brighamowi postawiono zarzuty morderstwa ale udało mu się uniknąć odpowiedzialności i bez przeszkód morduje kolejnych ludzi. Znanych jest wiele przypadków, w których kobiety po dokonanej przez Brighama aborcji trafiały w stanie krytycznym do szpitala. Jednej z nich aborcjonista rozszarpał tętnicę przez co straciła 20% krwi i aby ją ratować lekarze musieli wyciąć jej macicę!

źródło: Fundacja Pro Prawo do Życia

6 sierpnia 2018

Nieodpłatna komunikacja dla rozliczających PIT w Warszawie, jest ponowny wniosek

Nieodpłatna komunikacja miejska dla osób rozliczających podatek PIT w Warszawie (czyli dla posiadaczy Karty Warszawiaka) - to nie mrzonka, przekonuje Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE, które złożyło kolejną petycję w tej sprawie. Nieodpłatna komunikacja miałaby obowiązywać od 1 stycznia 2019 roku.

W Warszawie jest dużo ludności napływowej, które zasadniczo rozlicza swój podatek dochodowy w miejscu zameldowania (według szacunków powyżej 0,5 mln). W Warszawie wystarczyło wprowadzenie Karty Warszawiaka, czyli de facto obniżenie ceny biletów okresowych dla rozliczających PIT w stolicy, by co roku przybywało tu ok. 20 tys. nowych podatników (w latach gdy tego bonusu nie było, przyrost oscylował wokół tysiąca rocznie). A przecież zniżka z tytułu karty warszawiaka jest niewielka. Zatem wprowadzenie nieodpłatnej komunikacji powinno znacząco zachęcić do płacenia podatku w Warszawie - stwierdza w uzasadnieniu petycji Stowarzyszenie. Jak wynika z danych Urzędu Miasta Wprowadzenie darmowej komunikacji dla osób rozliczających podatek na terenie Warszawy zmniejszyłoby dochody z tytułu sprzedaży biletów o 252 mln zł. Mediana wynagrodzeń w 2016 r. w Warszawie wynosiła 5300 zł/miesięcznie, co oznacza pod względem podatkowym ponad 1830 zł wpływów do budżetu gminnego, w przypadku rozliczenia się w stolicy (czyli więcej niż 4 imienne bilety kwartalne, czy 12 imiennych biletów miesięcznych). Zatem wystarczy, że 150 tys. osób zacznie rozliczać się w Warszawie i będzie to korzystne rozwiązanie dla budżetu Miasta.

Do tej pory, zdominowana przez Platformę Obywatelską, Rada Warszawy odrzucała petycje ws. darmowej komunikacji miejskiej, a w tym roku odrzuciła propozycję Stowarzyszenia obniżki cen Karty Warszawiaka. Jednak najbliższe miesiące mają charakter wyborczy i to w tym okresie trzeba będzie rozstrzygnąć petycję Stowarzyszenia, czyli potencjalnie zyskać punkty lub je stracić.

4 sierpnia 2018

Brońmy dzieci przed norweskimi urzędnikami

W zeszłym tygodniu Ministerstwo Spraw Zagranicznych, wydało decyzję odmawiającą udzielenia azylu Silje Garmo. Norweżka uciekła z rodzimego kraju do Polski, bo tamtejszy Urząd ds. Dzieci – Barnevernet, w oparciu o bezpodstawny donos chciał odebrać jej córkę – Eirę, zaraz po tym jak przyszła na świat. To jeden z wielu dramatów polskich i norweskich rodzin, które najczęściej są bezbronne w starciu z bezdusznym aparatem urzędniczym.


Już złożyliśmy wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy i podejmiemy wszelkie kroki prawne, niezbędne, by ratować matkę i córkę. Decyzja Ministerstwa jest oparta na błędnych przesłankach. Silje i Eira nadal są zagrożone – ciągle występują w systemie informacji Schengen jako „osoby zaginione”, a ich paszporty zostały przez władze norweskie unieważnione. Niedawno Norwegia wprowadziła przepis, zgodnie z którym rodzice objęci postępowaniem Barnevernet, po wyjeździe z kraju narażają się na odpowiedzialność karną i pozbawienie wolności do lat dwóch.

Decyzja MSZ dziwi, tym bardziej, że prawidłowość argumentacji Ordo Iuris formalnie potwierdził już polski Urząd ds. Cudzoziemców, który stwierdził, że „istnieją obiektywne przesłanki, aby zakładać, iż udzielenie azylu pani Silje Garmo oraz jej małoletniej córce, Eira Garmo, jest niezbędne dla zapewnienia cudzoziemcom ochrony”. Nic dziwnego, że Silje jest przerażona podjętą decyzją. W Polsce bez dokumentów nie może załatwić podstawowych spraw, a wie, że wystarczy przekroczyć granicę, by urzędnicy z Barnevernet rozdzielili ją z dzieckiem. Być może zostałyby zastosowane nawet środki karne...

Prześladowcy rodzin


... sprawa Silje nie jest jedyna. Wiele rodzin doznało krzywd ze strony Barnevernet - szczególnie dotyka to Polaków mieszkających w Norwegii.

Jest szczególnie rażące, że sytuacja osób niepełnosprawnych i starszych została wykorzystana jako pretekst oraz swoisty kamuflaż dla międzynarodowego lobby, które w ten sposób narzuca społeczeństwom własną wizję świata. I realizuje ją poprzez edukację najmłodszych.

Pani Magda zmuszona była uciekać do Polski, gdy wraz z mężem – Norwegiem – zgłosiła ksenofobiczne zachowania kierowane pod adresem jej córki przez dyrekcję przedszkola w Oslo. W odpowiedzi, zamiast uzyskać pomoc, była przesłuchiwana przez Barnevernet i monitorowana.

Jeszcze poważniejsza jest sytuacja rodziny pana Tomasza, któremu w czerwcu urząd odebrał syna. Można go odwiedzać jedynie raz w miesiącu i to tylko na godzinę. Mimo iż dziecko zapewnia, że czuje się w rodzinnym domu dobrze, Barnevernet utrzymuje, że chłopiec reaguje strachem i nie ma żadnych więzi rodzinnych. Ponadto urzędnicy przy pomocy policji odcinają od sprawy konsula i profesjonalnych psychologów dziecięcych.

Dramatyczna jest też sytuacja rodziny pani Ewy, której Barnevernet odebrał syna na podstawie niesprawdzonego donosu za rzekome znęcanie się nad nim. Po czterech tygodniach stosowania urzędniczych wytycznych oddano go z powrotem, ale chłopiec był w tym czasie najprawdopodobniej molestowany...

Świat musi się dowiedzieć


To tylko niektóre przypadki osób, które zgłosiły się … z prośbą o pomoc. Potrzebują jej przede wszystkim Polacy, ale wiemy też o przypadkach Norwegów, którzy w naszej Ojczyźnie szukają schronienia przed Barnevernet. Statystyki są zatrważające: aż jedna czwarta dzieci w Norwegii doświadcza epizodu przymusowej rozłąki z rodzicami, bo urzędnicy kwestionują ich „kompetencje rodzicielskie”.

Norwegia w bezprecedensowy sposób narusza prawa dzieci i autonomię rodzin. Świat powoli zaczyna dostrzegać ten proceder. Negatywnie o mechanizmach działania norweskiego Urzędu ds. Dzieci wypowiedziała się Komisja Spraw Społecznych Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. W swoim raporcie przypomniała, że odebranie dziecka jego biologicznym rodzicom jest ostatecznością i na przykładzie działań norweskich urzędników skrytykowała system państwowej ingerencji w życie rodzin.

Jerzy Kwaśniewski - prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris