5 listopada 2016
BREXIT, NO BREXIT? Wola społeczeństwa ignorowana przez Wysoki Trybunał
Czy głos społeczeństwa w krajach zachodnich, demokratycznych ma jakąkolwiek wartość? Można w to wątpić. Otóż w sprawach europejskich, w większości państw nie ma referendum, a gdy są to ich wyniki są tylko wtedy uznane, gdy zgodne z politycznie poprawnymi oczekiwaniami elit.
W 2005 roku mieszkańcy Francji i Holandii odrzucili w referendum tzw. europejską konstytucję. 2 lata później władze państw członkowskich przyjęły tzw. traktat lizboński, ale już bez pytania Francuzów czy Holendrów o zdanie. Gdy w referendum Irlandczycy odrzucili traktat, nakazano powtórne głosowanie. W czerwcu br. Brytyjczycy w referendum opowiedzieli się za wyjściem Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej. Teraz brytyjski Wysoki Trybunał zdecydował, że rząd nie może rozpocząć negocjacji w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Referendum to za mało, potrzebna jest zgoda parlamentu.
Prasa brytyjska oceniła to dobitnie - „Sędziowie odklejeni od rzeczywistości „, „zdrajcy narodu ” „wrogowie ludu „. Okazało się, że wśród 3 sędziów, którzy wydali orzeczenie, jeden - jak ujawnił Dayli Mail - jest „zdeklarowanym eurofilem„, drugi wystawiał za doradzanie rządowi w czasach Tony’ego Blaira milionowe rachunki, za które płacił podatnik, a trzeci jest gejem.
Jeśli decyzja Wysokiego Trybunału zostanie utrzymana przez Sąd Najwyższy (Supreme Court), rząd będzie zmuszony zaproponować ustawę, która następnie będzie musiała być uchwalona przez obie izby brytyjskiego parlamentu. A w obu izbach przewagę mają pro-europejscy parlamentarzyści, którzy mogą tak zmodyfikować ustawę by wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej było w dużej mierze pozorne.
Co to za kraj, w której jego bohaterowie żyją w biedzie, a ich oprawcy pobierają sowite emerytury
Przedostatnim punktem porządku obrad posiedzenia Sejmu w dniu 4 listopada był senacki projekt ustawy o zmianie ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej i osobach represjonowanych z powodów politycznych. Projekt referował poseł Jan Rulewski (PO). W trakcie roku funkcjonowania ustawy niewielka grupa ludzi spośród tysięcy osób działających, represjonowanych uzyskały jakiekolwiek uprawnienia honorowe czy materialne. W szczególności projekt ustawy znosi progi dochodowe przy przyznaniu świadczenia (dodatku) wynoszącego 400 zł, przyznaje ulgi w transporcie publicznym na analogicznych zasadach jak dla kombatantów, przyznaje podwójne okresy za okresy represji przy ustalaniu prawa do emerytury.
Co to za kraj, w której jego bohaterowie żyją w biedzie, a ich oprawcy pobierają sowite emerytury - pytał poseł Janusz Śniadek (PIS). W wolnej Polsce, podejmowane były szereg prób zadośćuczynienia, pomocy osobom represjonowanym. Były to próby daremne, bez sukcesu i wśród tych ludzi stopniowo narastało poczucie zdrady... To elity, to ludzie rządzącą Polską odwrócili się do nich tyłem... Ironią losu jest że w latach 90-tych w czasach AWSu, kiedy była najpoważniejsza próba przegłosowania takiej ustawy, to właśnie w Senacie gdzie Marszałkiem była jedna z ikon Solidarności zablokowano tą ustawę... Ta ustawa nie jest formą zadośćuczynienia , ta ustawa przywraca godność Polsce, że Polska Ojczyzna nie odwraca się od swoich bohaterów, że o nich pamięta.
https://www.youtube.com/watch?v=3v27s2_Qn5M
Henryka Krzywonos-Strycharska, ta sama która ma emeryturę specjalną przyznaną przez premiera Tuska i której legenda jest mocno naciągnięta, wypowiadała się w imieniu Platformy Obywatelskiej. Niepokój PO wzbudził bezpośrednio powoływanie prezesa Urzędu ds. Kombatantów bezpośrednio przez Prezesa Rady Ministrów (zamiast lipnego konkursu), usytuowanie wojewódzkich rad konsultacyjnych przy wojewodach (zamiast przy zarządach województw), jakby te kwestie miały jakiekolwiek znaczenie. Z kolei Jarosław Porwich (Kukiz'15) zwrócił uwagę, że środki finansowe dla działaczy opozycji i osób represjonowanych można uzyskać odbierając nieuzasadnione przywileje jakimi cieszą się ci, którzy walczyli z opozycją antykomunistyczną.
Prawdziwe oburzenie wywołała posłanka Joanna Augustynowska (Nowoczesna), która pokazała się nie tylko nieznajomością projektu ale i brakiem wrażliwości. Zarzuciła, iż jest to kolejny projekt rządowy, chociaż akurat ten projekt jest inicjatywą grupy senatorów (zarówno z PIS jak i PO) pod przewodnictwem senatora PO Jana Rulewskiego. Rząd z projektem nie miał nic wspólnego, ba nie wypracował nawet stanowiska w sprawie tej ustawy (dopiero projekt stanowiska) Pani poseł uznała ustawę za przejaw dążenia do zawłaszczania pamięci przez polityków, mało wyrafinowanej legislacji, chęć przypodobania się kolejnej grupie, rozdawnictwo środków, zasugerowała możliwą niekonstytucyjność.
https://www.youtube.com/watch?v=hxkvte3xAm0
Złe wrażenie przemówienia spróbował skorygować inny poseł Nowoczesnej - Paweł Pudkowski, który wystąpił z podziękowaniem dla działaczy opozycji antykomunistycznych, a nawet w ramach przeprosin przekazał później kobietom internowanym i represjonowanym obserwującym debatę z galerii - bombonierkę z czekoladkami.
Projekt skierowano do dalszych prac.
Co to za kraj, w której jego bohaterowie żyją w biedzie, a ich oprawcy pobierają sowite emerytury - pytał poseł Janusz Śniadek (PIS). W wolnej Polsce, podejmowane były szereg prób zadośćuczynienia, pomocy osobom represjonowanym. Były to próby daremne, bez sukcesu i wśród tych ludzi stopniowo narastało poczucie zdrady... To elity, to ludzie rządzącą Polską odwrócili się do nich tyłem... Ironią losu jest że w latach 90-tych w czasach AWSu, kiedy była najpoważniejsza próba przegłosowania takiej ustawy, to właśnie w Senacie gdzie Marszałkiem była jedna z ikon Solidarności zablokowano tą ustawę... Ta ustawa nie jest formą zadośćuczynienia , ta ustawa przywraca godność Polsce, że Polska Ojczyzna nie odwraca się od swoich bohaterów, że o nich pamięta.
https://www.youtube.com/watch?v=3v27s2_Qn5M
Henryka Krzywonos-Strycharska, ta sama która ma emeryturę specjalną przyznaną przez premiera Tuska i której legenda jest mocno naciągnięta, wypowiadała się w imieniu Platformy Obywatelskiej. Niepokój PO wzbudził bezpośrednio powoływanie prezesa Urzędu ds. Kombatantów bezpośrednio przez Prezesa Rady Ministrów (zamiast lipnego konkursu), usytuowanie wojewódzkich rad konsultacyjnych przy wojewodach (zamiast przy zarządach województw), jakby te kwestie miały jakiekolwiek znaczenie. Z kolei Jarosław Porwich (Kukiz'15) zwrócił uwagę, że środki finansowe dla działaczy opozycji i osób represjonowanych można uzyskać odbierając nieuzasadnione przywileje jakimi cieszą się ci, którzy walczyli z opozycją antykomunistyczną.
Prawdziwe oburzenie wywołała posłanka Joanna Augustynowska (Nowoczesna), która pokazała się nie tylko nieznajomością projektu ale i brakiem wrażliwości. Zarzuciła, iż jest to kolejny projekt rządowy, chociaż akurat ten projekt jest inicjatywą grupy senatorów (zarówno z PIS jak i PO) pod przewodnictwem senatora PO Jana Rulewskiego. Rząd z projektem nie miał nic wspólnego, ba nie wypracował nawet stanowiska w sprawie tej ustawy (dopiero projekt stanowiska) Pani poseł uznała ustawę za przejaw dążenia do zawłaszczania pamięci przez polityków, mało wyrafinowanej legislacji, chęć przypodobania się kolejnej grupie, rozdawnictwo środków, zasugerowała możliwą niekonstytucyjność.
https://www.youtube.com/watch?v=hxkvte3xAm0
Złe wrażenie przemówienia spróbował skorygować inny poseł Nowoczesnej - Paweł Pudkowski, który wystąpił z podziękowaniem dla działaczy opozycji antykomunistycznych, a nawet w ramach przeprosin przekazał później kobietom internowanym i represjonowanym obserwującym debatę z galerii - bombonierkę z czekoladkami.
Projekt skierowano do dalszych prac.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
