10 kwietnia 2016

Tłumy na Krakowskim Przedmieściu, kłamliwa propaganda z czasów PO przegrywa

W całym kraju odbywają się uroczystości upamiętniające 6 rocznicę katastrofy smoleńskiej. Przed pałacem prezydenckim w Warszawie - pokazy filmów i zdjęć, koncerty, przemówienia m.in. prezydenta Andrzeja Dudy. Na Krakowskim Przedmieściu przybyli warszawiacy, jak i delegacje z innych miast Polski. Widać sztandary oraz transparenty m.in. z Wodzisławia Śląskiego, Tychów, Rybnika, Białegostoku, Katowic, Libiąża, Słupska, Gdańska, Rzeszowa, Lęborka i Międzyzdrojów. Trzymają biało-czerwone flagi, proporczyki Prawa i Sprawiedliwości, odznaczenia Gazety Polskiej, noszą opaski w barwach narodowych. Jak stwierdził dziennikarz TVP Info - nie sposób zliczyć, tyle jest osób.
Te tłumy są dowodem że kłamliwa propaganda za rządów PO-PSL poniosła klęskę. Nie udało się zohydzić pamięci poległych w katastrofie smoleńskiej, nie udało się przeforsować kłamliwe tezy raportów MAK i Komisji Millera. Mimo rzucenia błota na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, na generała Błasika, na pilotów w szczególności Arkadiusza Protasiuka, kłamstwo nie zwyciężyło - dzięki niezależnym mediom i dziennikarzom, ekspertom zespołu parlamentarnego, profesorów uczestniczących w konferencjach smoleńskich i zwykłych ludzi, którzy żądali w każdą miesięcznicę i rocznicę prawdy o katastrofie. Oczywiście Laski, Millery, przedstawiciele PO-PSL czy Nowoczesnej będą próbowali dalej podważać dociekanie do prawdy, ale bez wsparcia władz państwowych, ich możliwości będą w znacznej mierze ograniczone. Zatem jest duża szansa, że prawda o katastrofie smoleńskiej wyjdzie na jaw.

Podobny samolot, podobne okoliczności, a zupełnie inny przebieg katastrofy

Przez wiele lat oficjalne media i władze próbowały nam wmówić, że katastrofa z 10 kwietnia 2010 r. była wynikiem uderzenia skrzydłem w brzozę. Tymczasem w katastrofie z bardzo podobnym samolotem i w podobnych okolicznościach zaledwie 2,5 tygodnia przed katastrofą smoleńską, przebieg zdarzeń okazał się całkiem inny. Historię tą przypomina portal newsweb.pl.
cyt. Maszyna rozbiła się w lesie w gęstej mgle. Spadła na brzozy. Nie jedną, a kilkaset. Ścięła ponad 100 metrów lasu i rozbiła się niedaleko lotniska. Od smoleńskiej tragedii odróżnia ją jeden zasadniczy szczegół. Wypadek Tu-204 wszyscy przeżyli! W sieci trwała gorąca dyskusja na temat katastrofy samolotu Tu-204 Aviastar-TU Lot 1906, do której doszło 22 marca 2010 roku podczas podejścia maszyny do lądowania na lotnisku Domodiedowo. O wypadku rosyjskiej maszyny przypomniał jeden z użytkowników serwisu demotywatory.pl – zauważa “Fakt”. Chodzi o wypadek rosyjskiej maszyny, która leciała z Hurgady w Egipcie do Moskwy. Aviastar-TU-204 Tu-100, rejestracja RA-64011-4B, nie miał na pokładzie pasażerów. Tego dnia wykonywał lot transportowy. Na pokładzie było tylko 8 członków załóg. Samolot rozbił się około 1000 metrów od pasa startowego lotniska Domodiedowo w gęsto zalesionym terenie. Spadł na brzozowy las. Do wypadku doszło w nocy, ok. 02:35 czasu rosyjskiego w gęstej mgle. Maszyna skosiła ponad 100 metrów lasu. Straciła skrzydła, ale jej kadłub się nie rozpadł. Po uderzeniu w ziemię nie wybuchł pożar, chociaż w bakach maszyny było 9 ton paliwa. Wszyscy członkowie załogi przeżyli ten wypadek, ale czterech odniosło bardzo poważne obrażenia. Dwaj z nich trafili do szpitala w krytycznym stanie. W katastrofie smoleńskiej rzekomo jedna brzoza rozwaliła nam samolot i wszyscy zginęli. Czy ktokolwiek rozsądny i logicznie myślący jeszcze wierzy w oficjalną wersję Komisji Millera-Laska?

Po 10 kwietnia eksperci z zakresu identyfikacji w Smoleńsku byli, ale z nich nie skorzystano

Jak wyglądały pierwsze godziny po katastrofie i praca polskich ekspertów - ujawnił Paweł Rybicki, były dyrektor Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego KGP w programie "Minęła dwudziesta" w TVP INFO 9 kwietnia br. Cyt. Byłem w Moskwie tuż po tej katastrofie. Sam mój pobyt to był pobyt podczas drugiego wyjazdu naszej ekipy z centralnego laboratorium. Pamiętam, że w dniu katastrofy zrobiliśmy odprawę i założyliśmy scenariusze jaka pomoc będzie potrzebna i wydało nam się, że oczekiwanie będzie, że trzeba będzie dokonać identyfikacji metodami genetycznymi. Dochodziły do mnie sygnały, że to oczekiwanie się nie spełnia... Zastaliśmy decyzyjny chaos. Niespecjalnie wiadomo było, co mamy robić. Oczekiwania, że będziemy robić analizę genetyczną, nie było. Tak naprawdę nam się wydawało to naturalne ... Zadałem pytanie, jaka jest nasza rola pani minister Kopacz, odpowiedź była taka, że mamy reagować na polecenia władz prokuratorskich, ale takich też nie było. To trochę przykre..."
A co do samego śledztwa, do rzekomej obecności generała Błasika w kokpicie stwierdził: Nie znam takich zapisów. Myśmy jako Laboratorium w 2012 roku na polecenie komisji robili ekspertyzę odsłuchów z tupolewa. W żadnym z zapisów nie pojawiał się gen. Błasik dopasowany do żadnej z wypowiedzi, potem w stenopisie okazało się, że jeden z głosów jest dopasowany do gen. Błasika. Okazało się, że komisja przyjęła takie założenie, że materiał od nas jest tylko jednym z kilku materiałów, który wzięli pod uwagę. Biorąc pod uwagę inne parametry, znane tylko im, byli w stanie dopasować. Trochę nas to zdziwiło.