14 lipca 2013

Teatrzyk Zielony Śledź - Przychodzi baba do eksperta

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Przychodzi baba do eksperta

Występują: Baba, Ekspert.
Baba – Jesteśmy zdesperowani. Spada nam oglądalność. Co robić?
Ekspert – Zwiększyć ilość reklam.
Baba – No nie! Przy niskiej oglądalności nikt przecież reklam nie kupi. Co by pan radził? Może jakiś dobry teatr?
Ekspert – Żarty się pani trzymają?
Baba – No to co przyciągnie widza? Wiem, dobrze opowiedziane, sensowne filmy.
Ekspert – Na jakim świecie pani żyje? Widz tego nie kupi. Nie tego łaknie.
Baba – A czego? Jeśli wolno zapytać?
Ekspert – Krwi i seksu. Wszystko inne można sobie właściwie odpuścić.
Baba – Oprócz reklam oczywiście.
Ekspert – Oczywiście, ale tu też wiele można zrobić. Każdy produkt powinien kojarzyć się z seksem, od cukierków zaczynając, a na proszku do prania kończąc. Prawdziwą oglądalność zapewniłaby taka oto reklamówka: Jakaś para robi to co dawniej uchodziło za nieprzyzwoite, od czasu do czasu przerywając rozkosze po to żeby: a to zjeść batonik, a to uprać koszulę, a to umyć wannę lub okno i wraca do poprzedniego zajęcia. Taka reklamówka mogłaby lecieć praktycznie bez końca, i jakiś okrągły milion co pół minuty, no niech nawet będzie co minutę, cyka.
Baba – Przekażę pańskie sugestie gdzie trzeba.
Ekspert – Niestety. Widzowie nie są jeszcze przyzwyczajeni do reklam w stopniu pozwalającym całkiem wyeliminować inne programy, dlatego mój nowy pomysł polega na czymś zupełnie innym, na nowatorskim wykreowaniu najchętniej oglądanych bohaterów.
Baba – Ma pan na myśli polityków?
Ekspert – Mówiłem przecież, że to nowy pomysł. Prócz polityków najchętniej oglądani są kryminaliści.
Baba – Szkopuł w tym, że prawo nie pozwala pokazywać ich twarzy.
Ekspert – To da się załatwić. Pokazać należy nie tylko twarze morderców, ale odtworzyć z detalami ich zbrodnie. Widzowie zagłosują na poszczególnych kandydatów i w ten sposób wybrany zostanie SUPER ZABÓJCA. To niewątpliwie uplasuje każdą stację telewizyjną w czołówce oglądalności.
Baba – A feministki nie zaprotestują?
Ekspert – Dlaczego? Że niby brak równouprawnienia? Moim zdaniem dzieciobójczynie mają uprzywilejowaną pozycję na starcie.
Baba – Myśli pan, że się pozabijają?
Ekspert – Proszę się o to nie martwić. Wszystko można by kręcić na żywo.

KURTYNA

13 lipca 2013

WOŁYŃSKI ABSURD JĘZYKOWY

Przy okazji przyjmowania uchwały ws. zbrodni wołyńskiej, Politycy PO i Palikoty uznali, że wymordowanie 100 tys. Polaków (a wcześniej Żydów, Czechów i innych) przez ukraińskich nacjonalistów z UPA nie jest ludobójstwem, tylko "czystką etniczną o znamionach ludobójstwa". Rząd, politycy PO napracowali się by nie nazwać po imieniu, to co dla każdego jest oczywiste. 
Skoro tak to może inaczej nazwać nie tylko zbrodnię wołyńską, ale cały szereg wydarzeń historycznych czy też zjawisk społeczno-ekonomicznych. Dlaczego mamy ograniczać inne nazewnictwo tylko do zbrodni katyńskiej (wtedy też Sejm RP głosami lewicy i koalicji rządzącej PO-PSL nie chciał uznać mordu 15 tys. polskich oficerów za ludobójstwo) i wołyńskiej. Już mieliśmy kochających inaczej, pełnosprawnych inaczej, może warto pójść dalej. I tak np.:
w dziedzinie historycznej
- zamiast holokaustu będziemy mogli mówić o pozbawieniu życia osób pochodzenia żydowskiego o znamionach masowości,
- zamiast o obozach koncentracyjnych - będziemy mówili o obozach mających cechy eliminowania osób fizycznych
- zamiast zamachu majowego będzie mieli przejmowanie władzy o znamionach czynu zbrojnego
w dziedzinie karnej
- zamiast morderstwa należy mówić o pozbawieniu życia mających znamiona mordu
- zamiast kradzieży - przywłaszczenie mienia o znamionach nielegalności
w dziedzinie gospodarczo-społecznej
- zamiast bezrobocia - będziemy mówili o braku pracy o znamionach bezrobocia
- zamiast inflacji - zmiany cenowe o znamionach podwyżki
- zamiast uboju rytualnego - uboju o znamionach poszanowania wierzeń religijnych
itd itd
Można dalej zlikwidować rodzaj męski i żeński (a jakże. przecież to dyskryminacyjne), zlikwidować zatem pojęcia ojca i matki (w niektórych krajach już to czynią - jest rodzic A i rodzic B), zmienić słowo "siostra czy brat" np. na osobę o znamiona płci A czy coś w tym rodzaju.
Gdy władza zaczyna majstrować przy języku, gdy nie dopuszcza się do jednoznacznej definicji słów, jesteśmy bliski już absurdu, którego Bareja by nawet nie wymyślił w swoich filmach i serialach.

dr Daniel Alain Korona

PREMIER WIE, ALE UMYWA RĘCE - SPROSTOWANIE

W artykule "Premier wie, ale umywa ręce" w Uwarzam Rze z dn. 2-7.04.2013 r. pojawiły się nieścisłości dotyczące moich wypowiedzi, wynikające prawdopodobnie z faktu notowania ich przez dziennikarkę w miejscu publicznym czyli dość gwarnym:

1. W artykule przytoczone słowa "Byłem prezesem ale nie mogłem sam dobrać sobie współpracowników. Nic dziwnego bo szwagier ówczesnego wiceprezesa Przemysława Gosiewskiego - Ireneusz Jabłoński był wiceprezesem ARR, któremu podlegał Elewarr. Oni chcieli mieć swoich ludzi - mówi Korona". Tymczasem powinno być "Byłem prezesem, ale nie mogłem sam dobrać sobie współpracowników. Zgodnie z umową spółki obowiązywało 2-osobowe oświadczenie woli". Odnośnie Ireneusza Jabłońskiego stwierdziłem, jedynie że mnie powołał na to stanowisko, natomiast słowa "Oni chcieli mieć swoich ludzi" dotyczyło wszystkich rządzących polityków, a nie konkretnie z PISu.

2. "Poza tym widzieliśmy się na osobności kilka dni przed 23 listopada i Sawicki zapewniał mnie, że nie będzie zmian w kierownictwie Elewarru". Nie mówiłem o spotkaniu z Sawickim, ale z prezesem ARR Stanisławem Kamińskim, które relacjonując jego spotkanie z ministrem Sawickim, informował o zapewnieniu braku zmian w kierownictwie Elewarru przez najbliższe tygodnie.

3. "Ponadto Śmietanko zatrudnił swoich krewnych". Nastąpił błąd powinno być "Ponadto Śmietanko zatrudnił krewnych PSLowców" (wynika to zresztą z kontekstu - syn Żelichowskiego, brak Kłopotka, brat Kalinowskiego w spółce zależnej)

4. "W ciągu ostatniego tygodnia Daniel Korona próbował się dowiedzieć więcej na temat rzekomego konkursu na nowego prezesa spółki, o których informacje miesiąc temu były dostępne na stronie internetowej ARR". W rzeczywistości mówiłem o konkursie na nowych członków Rady Nadzorczej spółki.

Dr Daniel Alain Korona