8 lipca 2011

Próba zmuszenia Radia Maryja do prezentacji poglądów gejowskich

Poniżej teskt "Geje w Radiu Maryja" zamieszczony przez Gość Niedzielny http://gosc.pl/doc/898800.Geje-w-Radiu-Maryja

Zmuszenie nadawców społecznych do pluralizmu opinii oznaczałoby pojawienie się w Radiu Maryja gejów i zwolenników aborcji.

SLD wyraźnie cierpi na brak mediów, w których mogłoby prezentować swoje poglądy. W związku z tym postanowiło zmienić ustawę medialną w taki sposób, aby zagwarantować sobie prawo prezentowania swoich opinii w mediach społecznych. Politycy SLD nie ukrywają, że chodzi im o Radio Maryja. Proponują więc, aby warunkiem otrzymania koncesji przez nadawcę społecznego było zobowiązanie go do tego, by jego program służył „umacnianiu spójności dialogu społecznego” oraz cechował się pluralizmem i bezstronnością.

Gdyby propozycja SLD została zrealizowana, to na łamach Radia Maryja, czy innych mediów katolickich o statusie nadawcy społecznego zaczęliby pojawiać się politycy SLD i prezentować swoje poglądy, na przykład na temat liberalizacji prawa do aborcji czy legalizacji związków partnerskich. Pomysł lewicy oznacza w istocie zamach na wolność mediów i, pod pretekstem pluralizmu, próbę zmuszenia ludzi wierzących do udostępnienia katolickich mediów dla poglądów, które są sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Jak widać lewica wciąż nie może wyleczyć się z brzydkiego nawyku z czasów PRL cenzurowania mediów, prezentujących inne poglądy niż ich.

BROŃMY WOLNOŚCI I WARTOŚCI!

Wydarzenia przyspieszyły i nie sposób właśnie teraz nabrać wody w usta.
JP II w 2003 pisał: „Dzisiaj wiele osób skłonnych jest utrzymywać, że nie są winne nic nikomu oprócz samych siebie. Uważają, że posiadają tylko prawa i często napotykają na poważne trudności w dojrzewaniu do odpowiedzialności za integralny rozwój siebie i drugiego człowieka. Z tego powodu ważne jest zabieganie o nową refleksję nad tym, w jaki sposób prawa zakładają obowiązki, bez których przeradzają się w samowolę.”
Zauważmy, ilu dziś przesiąkniętych liberalizmem uważa, że mi wszystko wolno. U ilu ta wolność, podsycana błędnymi hasłami typu: „róbta co chceta”, przeradza się w swawolę?
Jest jednak ktoś, kto z mocy prawa, zamiast dbać o ten integralny rozwój, zaczyna coś wręcz odwrotnego, zaczyna zniewalać.
Art. 37 Konstytucji RP mówi ze: Kto znajduje się pod władzą Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności i praw zapewnionych w Konstytucji.
Ok. 1/5 artykułów w Konstytucji RP to są tylko nasze wolności i prawa osobiste, a TYLKO 5 artykułów dotyczy obowiązków (nierówność zastanawiająca!).
Art. 54 mówi że: Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Zakazana jest cenzura.
Mamy więc prawo do formułowania ocen, do mówienia, że coś nas boli. Państwo, mające środki represji i przymusu, wydawałoby się, że powinno te wolności zapewniać. Coraz bardziej jednak dostrzegamy, że Polska pod przywództwem PO i PSL zaczyna nakładać nam kaganiec. Zaczyna się zwykle od małych rzeczy, ot choćby jak w Grajewie, gdzie dozwolona przecież krytyka miejscowych władz, doprowadziła do pięciu przedwyborczych spraw sądowych. Ten ruch w stronę totalitaryzmu, na szczęście sąd zablokował i przyznał rację opozycji.
JP II w encyklice Centesimus Annus (46) pisze m. in.: „Historia uczy, ze demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. Wolność jednak w pełni jest dowartościowana jedynie poprzez przyjęcie prawdy: w świecie bez prawdy wolność traci swoją treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarunkowań jawnych lub ukrytych. Chrześcijanin żyje wolnością i służy jej zgodnie z misyjną naturą swego powołania, ofiarowując innym prawdę, którą sam poznał.”
W związku z powyższym zobaczmy, jaki wydźwięk ogólnopolski a nawet europejski uzyskały słowa ojca Dyrektora, że Polska idzie w stronę totalitaryzmu. Od razu minister napisał donos do Watykanu. Czyli sprawdza się ewangeliczne o belce i źdźble w oku. A inne porzekadło mówi: na złodzieju czapka gore. Czyli, że państwo polskie odbiera nam prawo do wolnej oceny. Inaczej, mamy obowiązek płacić podatki, a już w żadnym wypadku nie upominać się o pracę, godziwe warunki życia, czy prawdę! Dalsza bierność i tylko kibicowanie, w tym układzie politycznym, może nas doprowadzić do stanu permanentnej niewoli duchowej i fizycznej. Nasilające się represje wobec „niepoprawnych politycznie”, budowanie państwa policyjnego (straż miejska, monitoring itd.), wszechogarniające zakłamanie w serwilistycznych mediach, czyli wszelkie metody pozbawiające nas prawa z art. 54 K RP, to droga do totalitaryzmu. Nie bądźmy bierni. Pamiętajmy, abyśmy nie zasłużyli na określenie: „Niedobitki zanikającej subkultury katolickiej”. Bo kto Wam wpoił, że Boga nie ma?



Aleksander K Szymczak (Facebook)

7 lipca 2011

SLD NACISKA W NAKLE

Od kiedy władza samorządowa powiatu nakielskiego znalazła się w rękach Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Zespół Szkół Specjalnych (ZSS) im. Janusza Korczaka w Kcyni regularnie nachodzą kontrolerzy. Dyrektor placówki Kamila Marosz tłumaczy, że to rodzaj presji, by zatrudniła na stanowisku nauczyciela osobę związaną z Sojuszem.

- Zaczęto wywierać na mnie presję 7 grudnia 2010 roku, gdy otrzymałam polecenie zatrudnienia pana Antoniego Kalki na miejsce urlopowanego wiceburmistrza Kcyni pana Daniela Olszaka, który uczył w szkole matematyki. I choć polecenie zatrudnienia pana Kalki pochodziło z powiatu, nie wyszło jednak od pana starosty [Tadeusza Sobola - przyp. red.]. Polecenie to przekazała mi osoba, która z kolei dostała taki "rozkaz" od osoby pełniącej ważną funkcję publiczną, ale niemającej ze szkolą specjalną - której jestem dyrektorem - nic wspólnego - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" dyrektor Marosz. Według niej, finałem wywierania nacisków miała być nieplanowana kontrola w szkole przeprowadzona "w specyficznym czasie, czyli pod koniec roku szkolnego i na początku wakacji - 21-28 czerwca". Zaskakujące, jej zdaniem, było to, że odbyła się ona na skutek donosu złożonego do starosty powiatu nakielskiego. Wątpliwości dyrektor budzi również przebieg kontroli polegający m.in. na kserowaniu dzienników lekcyjnych. - Na podstawie historii mojej pracy pedagogicznej, a także po zasięgnięciu opinii innych dyrektorów szkół nie tylko z powiatu nakielskiego, ale także z innych województw, oraz wizytatorów kuratorium oświaty - w sposób jednoznaczny i zdecydowany można stwierdzić, że praktyka kserowania dzienników lekcyjnych nikomu nie była dotychczas znana - twierdzi Marosz.

Być może wpływ na sytuację kadrową szkoły ma fakt, że od czasu jesiennych wyborów samorządowych w powiecie nakielskim rządzi SLD. Działaczami tej partii są starosta Sobol, któremu podlega szkoła, oraz Piotr Hemmerling, burmistrz Kcyni. Ostatni jest ponadto przewodniczącym rady powiatowej SLD w powiecie nakielskim. Ryszard Bagnerowski (PSL), radny powiatowy z gminy Kcynia, wskazuje, że w sprawie domniemanych nacisków odbyła się 29 czerwca 2011 r. sesja rady powiatu, podczas której Rada Pedagogiczna ZSS im. J. Korczaka zaprezentowała swoje stanowisko. "My niżej podpisani protestujemy przeciwko naciskom, jakie wywierane są na dyrektor Zespołu Szkół Specjalnych im. J. Korczaka w Kcyni panią Kamilę Marosz. Po dogłębnym przedstawieniu faktów przez panią dyrektor na Radzie Pedagogicznej w dn. 29.06.2011 r. dotyczących nacisków związanych z zatrudnieniem pana Antoniego Kalki, obawiamy się o obiektywny charakter przeprowadzanej kontroli. Nadmieniamy, iż p. Antoni Kalka został dyscyplinarnie zwolniony w lipcu 2007 roku z funkcji dyrektora szkoły przez ówczesny Zarząd Powiatu w Nakle nad Notecią. Ostatnie miesiące są okresem, w którym dyrekcja szkoły poddawana jest nieustannej presji, a finałem jest obecna nieplanowana, doraźna kontrola przeprowadzona przez komisję oddelegowaną ze Starostwa Powiatowego w Nakle nad Notecią. Na podstawie posiadanej wiedzy wiemy, że kontrolę zarządzono w wyniku donosu na panią dyrektor Kamilę Marosz" - napisali w oświadczeniu nauczyciele. Ich wątpliwości podziela Bagnerowski. Jego zdaniem, niezaplanowana kontrola odbywająca się pod wpływem anonimowego donosu mogła być skutkiem czyjegoś nacisku. - Powołano w tym celu "speckomisję", gdyż nie uczestniczyły w niej osoby, które zwykle kontrolują, ale specjalnie wytypowane: łącznie z panią Ewą Szłapą, dyrektor Wydziału Edukacji Starostwa Powiatowego w Nakle nad Notecią. Daje to dużo do myślenia - zaznacza Bagnerowski.
Dyrektor Marosz podkreśla, że nie było na nią żadnych nacisków ze strony starosty, który "znalazł się w trudnej sytuacji między młotem a kowadłem". - Musiałem zareagować na zgłoszenie o ewentualnych nieprawidłowościach, które dzieją się w szkole - mówi Sobol. Zastrzega, że nie może ujawniać nazwiska osoby, która przyszła do niego i go o tym poinformowała. - Zawsze ktoś będzie miał jakieś sugestie co do spraw kadrowych, ale ostateczną decyzję podejmuję ja - jeśli chodzi o kierowników - a w przypadku nauczycieli zatrudnionych w danej placówce - pracodawca, którym jest dyrektor szkoły - zaznacza starosta.
Sprawą nacisków wywieranych na dyrektor szkoły zaskoczony jest również burmistrz Kcyni. - Znam pana Kalkę tak jak panią dyrektor Marosz. Nie mam wpływu na sytuację w jej szkole. Organem prowadzącym jest starostwo powiatowe - oznajmia Hemmerling.

Jacek Dytkowski
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110707&typ=po&id=po21.txt