8 kwietnia 2025

Koniec zmiany czasu co 6 miesięcy? Jest nowy projekt ustawy

 Koniec zmiany czasu? Być może, ale nie oznacza to normalności.

1 kwietnia grupa posłów z PSL wniosła do laski marszałkowskiej projekt ustawy o zmianie ustawy o czasie urzędowym, który znosi zmianę czasu co 6 miesięcy, a na stałe wprowadza czas letni środkowoeuropejski.

Stowarzyszenie zainicjowało debatę publiczną

Propozycja zniesienia zmiany czasu co 6 miesięcy nie jest nowa. W 2015/16 roku Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE prowadziło kampanię na rzecz zniesienia zmiany czasu z zimowego na letni i z letniego na zimowy. Stowarzyszenie wystąpiło do Sejmowej Komisji Petycji, Senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, Prezesa Rady Ministrów, Prezydenta RP o zmianę przepisów i zniesienia czasu letniego. Do debaty włączyła się także Fundacja Republikańska, która przedstawiła obszerny raport nt. negatywnych skutków społecznych i ekonomicznych, jakie powoduje zmiana czasu.

Ani posłowie, ani senatorowie, ani rząd Beaty Szydło czy Morawieckiego na taki krok nie chcieli się zdecydować, zasłaniając się dyrektywa unijną. Jednakże debata publiczna zainicjowana przez Stowarzyszenie przyczyniło się do zmiany postaw. W 2017 roku z taką inicjatywą wychodzi posłowie PIS i Kukiz’15 , a także PSL.

Na forum unijnym także doszło do zmiany postaw i Komisja Europejska zainicjowała prace nad zniesieniem obowiązku zmiany czasu, ale mimo upływu wielu lat żadnych decyzji jak do tej pory nie podjęto.

Zmiana czasu przynosi negatywne skutki zdrowotne i gospodarcze

W uzasadnieniu projektu, autorzy stwierdzają, że:

Dwukrotna zmiana czasu w każdym roku nie znajduje obecnie ani uzasadnienia społecznego, ani ekonomicznego. Utrzymanie zmiany czasu stanowi anachronizm i przyczynia się do wielu negatywnych skutków o charakterze zdrowotnym i gospodarczym. Zmiana czasu prowadzi do rozregulowania zegara biologicznego, którego rytm stanowi fundamentalne znaczenie dla zdrowia każdego człowieka i wpływa niekorzystnie na samopoczucie, objawiając się m.in. w kłopotami ze snem czy problemami z koncentracją.

Naukowcy uważają, że manipulowanie czasem powoduje silny „szok czasowy”, działający bardzo niekorzystnie na zdrowie psychiczne i fizyczne ludzi oraz jest przyczyną wielu chorób. Zgodnie z raportem pt. „Zła Zmiana ” po zmianie czasu występuje większe ryzyko zawałów serca, wzrost liczby wypadków drogowych, występowanie zaburzeń snu, samopoczucia i nastroju. Zmiana czasu od dawna nie przynosi korzystnego efektu w postaci oszczędzania energii elektrycznej. Oszczędności nie występują ze względu na zwiększenie zużycia energii elektrycznej po zmroku z powodu krótszego światła dziennego.

Zmiana czasu powoduje utrudnienia w działalności przedsiębiorstw, szczególnie sektora transportowego i bankowego. Pociągi i samoloty są zmuszone dostosować się do przesunięcia czasu, co niekiedy oznacza godzinny postój, lub specjalną zmianę rozkładu. Banki ogłaszają przemy techniczne w celu wprowadzenia zmiany czasu, podczas których usługi bankowości elektronicznej są niedostępne, Konieczne jest również przestawianie zegarków, harmonogramów pracy w przedsiębiorstwach czy indywidualnych zajęć.

Nowy czas urzędowy niezgodny z geografią?

Ustanowienie czasu urzędowego na środkowoeuropejski letni będzie korzystne, ponieważ pomiędzy marcem a październikiem zmiana nie byłaby odczuwalna, a czas w większości państw UE pozostałby identyczny z wyjątkiem Irlandii i Portugalii. 

Jednak jak zawsze gdy jakimś problemem zajmują się politycy wybierają rozwiązania gorsze, abstrahujące od wiedzy naukowej i od zdrowego rozsądku. Otóż Polska znajduje się w 75% w strefie południka Zgorzeleckiego wyznaczający czas GMT+1, a jedynie 25% w strefie wschodnioeuropejskiej (czyli od Wisły na wschód). Oznacza to, że dla większości kraju naturalnym byłby czas zimowy a nie letni.
Posłowie wskazują że:

… pomiędzy październikiem a marcem słońce wschodziłoby o godzinę później i dzienne światło byłoby dostępne o godzinę dłużej popołudniu przez co mogłoby być lepiej wykorzystane niż w godzinach porannych, kiedy większość Polaków uczy się lub pracuje.

Otóż 22 grudnia Słońce najwcześniej wschodzi w Rzeszowie, o godzinie 07:28:47, najpóźniej w Świnoujściu, o godzinie 08:20:04 (czasu zimowego), a Słońce najwcześniej zachodzi w Suwałkach, o godzinie 15:07:53, najpóźniej w Jeleniej Górze, o godzinie 15:54:00.

Przyjęcie czasu letniego, oznaczałby, że słońce wschodziłoby pomiędzy 8:28 (w Rzeszowie) a 9:20 (w Świnoujściu), a zatem obywatele udawali by się do pracy, a małe dzieci w ciemności, co oczywiście zwiększa ryzyko wypadków porannych. Z kolei po południu słońce zachodziłoby o godzinie 16:07 (Suwałki) do 16:54 (Jelenia Góra). A zatem obywatele wracający z pracy do domu i tak nie korzystaliby ze światła dziennego, gdyż nadchodzą i tak ciemności, a ponadto będą jeszcze w drodze.

A zatem wydaje się, że naturalnym byłoby przyjęcie czasu zimowego jako czasu urzędowego czyli UTC+1.00, a nie UTC+2:00

Nowomowa urzędnicza

Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Otóż projekt ustawy odwołuje się do pojęcia „czasu letniego środkowoeuropejskiego”. Oczywiście abstrahując już od faktu, iż pojęcie czasu letniego jest określone w dyrektywie 2000/84/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 19 stycznia 2001 r. w sprawie ustaleń dotyczących czasu letniego (i jest niespójne z projektem ustawy), to należy zwrócić uwagę że autorzy de facto proponują przyjęcie czasu wschodnioeuropejskiego  odpowiadającego czasowi słonecznemu południka 30°E, który różni się o 2 godziny od uniwersalnego czasu z Greenwich. Dla zmylenia opinii publicznej mówi się natomiast o czasie letnim środkowoeuropejskim. W strefie znajdują się głównie państwa Europy Wschodniej t. Finlandia, kraje bałtyckie, Ukraina, Rumunia, Mołdawia, Bułgaria i Grecja, obwód kaliningradzki.

dr Daniel Alain Korona

2 kwietnia 2025

Deregulacja regulacyjna i do tego warzywniak, czyli rządowy projekt ustawy deregulacyjnej

 Ostatnio modne stało się słowa "deregulacja". Na platformie X Platforma Obywatelska przypomina, że

już w 2019 roku postulat 2 za 1 było w programie Platformy Obywatelskiej już w 2019 roku, czyli przyjęcie każdej ustawy nakładającej nowy obowiązek biurokratyczny na przedsiębiorców będzie możliwe tylko wtedy, gdy zostaną usunięte 2 istniejące ograniczenia.


Podobne hasła głosiła partia KORWIN 4 lata wcześniej tj. w 2015 roku, powtarzają je teraz Sławomir Mentzen (Konfederacja), a teraz również i Rafał Trzaskowski (KO).

Mniejsze o autorstwo, popatrzmy jak jest to obecnie realizowane.

Rządowy projekt deregulacji

Mamy próbkę ustawodawczą.  2 kwietnia w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego (druk nr 1108). Projekt uzasadnia Minister Rozwoju i Technologii.

Projekt który ma w nazwie "deregulacja" liczy 32 strony, 40 artykułów zmieniających inne artykuły. Oczekiwać by można zatem uchylenia i skreślenia bardzo dużej liczby przepisów. Sprawdziliśmy, otóż projekt ustawy zawiera 3 razy zwrot "uchyla się", zwrot "skreśla się" nie występuje ani razu.

39 razy pojawia się zwrot "otrzymuje brzmienie" a 66 razy "dodaje się". Aż 26 ustaw zostaje znowelizowanych (zmienionych) tą ustawą. I ten projekt deregulacyjny wprowadza do ustawy Prawo o przedsiębiorców nowy rozdział pod nazwą "Rozdział 6a. Program regulacyjny".

Deregulacja to regulacja

Najciekawsze jest uzasadnienie projektu, bo jest to mistrzostwo w zaprzeczeniu się. Jak czytamy:

Projekt ustawy stanowi pierwszy krok w realizacji zapowiedzi polskiego rządu dotyczącej konieczności przeprowadzenia deregulacji w zakresie prawa gospodarczego i administracyjnego, w tym w szczególności w kierunku poprawy środowiska prawnego i instytucjonalnego, w którym działają polskie firmy. Zidentyfikowano te obszary, w których można wprowadzić regulacje jeszcze skuteczniej broniące praw przedsiębiorców.\

Celem projektowanej ustawy jest wprowadzenie uproszczeń odnoszących się do działalności gospodarczej na etapie rozpoczynania działalności przez przedsiębiorcę oraz rozwoju jego przedsiębiorstwa w kolejnych latach. Nowelizacja obejmie też przepisy dotyczące zasad stanowienia prawa gospodarczego i oceny jego funkcjonowania.

W związku z tym, że przyczyną zidentyfikowanych problemów są konkretne przepisy prawne, które nakładają wymogi regulacyjne na obywateli i firmy, realizacja celu przez działania pozalegislacyjne w tym zakresie nie jest możliwa. Przeprowadzenie osobnej nowelizacji każdego z aktów prawnych, w których zidentyfikowano problemy, wydaje się działaniem nadmiarowym. Z uwagi na liczbę takowych oraz mając na względzie ekonomikę procesu legislacyjnego rekomendowanym rozwiązaniem jest ograniczenie wymogów regulacyjnych w drodze jednej ustawy o charakterze przekrojowym.

Celem proponowanych w projekcie rozwiązań jest zmniejszenie liczby zbędnych i nadmiernych wymogów regulacyjnych, co w konsekwencji przyczyni się do zmniejszenia kosztów przedsiębiorców. Rezultatem będą szybsze i sprawniejsze procedury administracyjne, co przełoży się również na efektywność pracy administracji publicznej. Przewiduje się, że podjęte działania będą stanowić pozytywny impuls dla przedsiębiorców znacząco wpływając na poprawę warunków do podejmowania i wykonywania działalności gospodarczej.

Konkluzja

Na przełomie lat 90 i 2000 francuski eurodeputowany Alain Krivine, lider IV międzynarodówki (Rewolucyjnej Ligii Komunistycznej) we francuskiej telewizji narzekał nad projektem uchwały parlamentu europejskiego w których połączono analizę możliwości wprowadzenia podatków od transakcji walutowych (Tobin Tax) i ułatwieniami dla firm w zakresie zwolnienia grupowego pracowników. Był za podatkiem i przeciw zwolnieniom, ale głosowanie było łączne. Zagłosował przeciw, a francuska prasa śmiała się przedstawiając go jako pomocnika wielkiego kapitału spekulacyjnego.

Niezależnie zatem od faktu, że projekt może nawet zawierać niektóre korzystne zapisy, tym niemniej jest typowym "warzywniakiem" (jak kto woli "mydło i powidło") czyli zawiera, dodaje i zmienia tyle innych przepisów prawnych, że de facto nie wiadomo w końcu nad czym się będzie głosować. Ale posłowie jak baranki i tak przegłosują ustawę, by móc później chwalić się że dokonują deregulacji, a w praktyce wprowadzą dodatkowe regulacje (zamiast je uchylać).

I jak ich traktować poważnie?


dr Daniel Alain Korona

1 kwietnia 2025

Zycie Stolicy: Ustawa cenzorska przyjęta przez Senat. Czy prezydent Duda ją zawetuje?

 W ubiegłym tygodniu ustawa cenzorska o "mowie nienawiści" została przyjęta przez Senat (bez poprawek). Jeśli Prezydent Andrzej Duda podpisze przyjętą nowelizację kodeksu karnego, to za:

  • cytowanie fragmentów Biblii;
  • rodzicielski sprzeciw wobec wizyty drag queen oraz ideologii gender w szkole;
  • sprzeciw wobec podważania prawdy o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny;
  • kąśliwe, ale pozbawione jakiejkolwiek nienawiści żarty i memy (sic!)

każdy z nas będzie mógł trafić na 3 lata do więzienia!

To zatem ostatni moment na obronę wolności słowa w Polsce. Prezydent RP ma 21 dni na podjęcie decyzji o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy.

Podpisz petycję o zawetowanie ustawy cenzorskiej

Centrum Życia i Rodziny przygotowało petycję „Stop dyktaturze”, w której apeluje się do Prezydenta o zawetowania ustawy. Jak dotąd podpis pod petycją złożyło już 19 000 osób. podpisów. Ale to wciąż za mało. Zachęcamy do podpisania tej petycji. Czasu jest niewiele – petycja wraz z podpisami ma zostać złożona w Kancelarii Prezydenta w piątek, 4 kwietnia.

Można też napisać e-maila do Kancelarii Prezydenta RP (listy@prezydent.pl , petycje@prezydent.pl) – niech urzędnicy przekażą Panu Prezydentowi, że presja społeczna w tej sprawie jest ogromna!

Ustawa narusza wolność słowa zagwarantowana w Konstytucji i w aktach prawa międzynarodowego

Jak wskazują Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny:

ustawa uderza w wolność słowa, zagwarantowaną wprost nie tylko w Konstytucji RP, ale też w licznych aktach prawa międzynarodowego (takich jak Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, Europejska Konwencja Praw Człowieka czy Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej), w których wielokrotnie stwierdzono, że wolność wypowiedzi jest fundamentem społeczeństwa demokratycznego.

 

Również Europejski Trybunał Praw Człowieka jednoznacznie potwierdził, że wolność wypowiedzi, będąca jednym z zasadniczych fundamentów demokratycznego społeczeństwa i jednym z podstawowych warunków jego postępu i rozwoju każdego człowieka ma zastosowanie nie tylko do „informacji” lub „idei”, które są przyjmowane przychylnie lub uważane za nieobraźliwe czy też obojętne, ale także do tych, które obrażają, szokują lub niepokoją.

 

Warto także przywołać konkretne przykłady kneblowania chrześcijan, cenzurowania nauki Kościoła i prześladowania krytyków ideologii gender w państwach, które wprowadziły już podobne przepisy.

 

W Irlandii o „mowę nienawiści” oskarżano irlandzkiego biskupa, który w swoim kazaniu odnosił się do rozpowszechniającej się „zsekularyzowanej i bezbożnej kultury”. W Finlandii była minister spraw wewnętrznych Päivi Räsänen stanęła przed sądem za cytowanie Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian, który został uznany za „mowę nienawiści” wobec homoseksualistów. W Anglii doszło już kilkukrotnie do aresztowania osób modlących się w myślach pod klinikami aborcyjnymi.

 

Ofiarą ideologicznej cenzury padają rodzice sprzeciwiający się indoktrynowaniu dzieci, stacje telewizyjne emitujące spoty broniące rodziny, feministki zauważające, że mężczyzna identyfikujący się jako lesbijka nie może być matką, publicyści sceptyczni wobec postulatów ruchu LGBT, nauczyciele odmawiający nauczania o istnieniu kilkudziesięciu płci, osoby opowiadające o swoim doświadczeniu porzucenia praktyk homoseksualnych czy profesorowie referujący definicję rodziny jako podstawowej i naturalnej komórki społeczeństwa, opartej na związku kobiety i mężczyzny.

 

To od Prezydenta Andrzeja Dudy zależy dziś, czy Polska podzieli los tych państw. Jeśli przyjęta w parlamencie ustawa wejdzie w życie, już sam strach przed rozpoczęciem postępowania sądowego wykreuje „efekt mrożący” i spowoduje autocenzurę u wielu osób, które zrezygnują z wyrażania własnych opinii, bojąc się reakcji organów ścigania.

 

Do e-maila do Kancelarii Prezydenta można dołączyć także link do listu otwartego, w którym do zawetowania ustawy wzywają Prezydenta Dudę wybitni filozofowie, dziennikarze, publicyści i przedstawiciele środowisk akademickich. Wśród sygnatariuszy listu są między innymi prof. Ryszard Legutko, prof. Andrzej Nowak, prof. Zdzisław Krasnodębski, prof. Wojciech Roszkowski, Paweł Lisicki, Rafał Ziemkiewicz, Łukasz Warzecha, Bronisław Wildstein czy Tomasz Wróblewski.

Silny głos sprzeciwu jest potrzebny także po to, by następny prezydent nie ważył się podpisać podobnej ustawy. A zagrożenie jest realne, jeżeli wygra Rafał Trzaskowski.