18 listopada 2023

Kończ wasz, wstydu oszczędz

Prezydent desygnował Mateusza Morawieckiego na premiera RP. 

Głosowania w Sejmie ws. wicemarszałków pokazały że Prawo i Sprawiedliwość nie ma żadnej zdolności koalicyjnej i żadnego rządu nie stworzy. Jeżeli ktokolwiek łudził się, że opozycja tzw. blok demokratyczny rządu nie stworzy, to przekonał się po głosowaniach, że były to wyłącznie złudzenia.

Owszem są różnice zdań, umowa koalicyjna jest mało konkretna, będą niewątpliwie rozbieżności i tarcia w przyszłej koalicji m.in. ws. rolnictwa, są wątpliwości podniesione przez partię Razem - ale jak na razie nie są one na tyle istotne, by doprowadzić do rozłamu w koalicji.

A zatem czy jest sens przedłużenia spektaklu, tworzenia wrażenia nie pogodzenia się z przegraną oraz próby skoku w ostatniej chwili na kasę? Przecież to tylko pogarsza wizerunek PISu, oddala wizję powrotu do władzy, pogarsza szanse PIS w nadchodzących wyborach samorządowych, europarlamentarnych i w przyszłym roku prezydenckich

A zatem może, gdy upłynie 2-tygodniowy termin na przedstawienie składu rządu, lepiej przyznać że nie ma się większości. Chciało by się rzec jak Kmicic do Wołodyjowskiego w Potopie - Kończ wasz, wstydu oszczędz.

Deklaracja Morawieckiego:



Unieważnienie wyboru 3 sędziów Trybunału, ale których?

Poseł KO Borys Budka powiedział, że wymiar sprawiedliwości należy naprawiać w odpowiedniej kolejności. W pierwszej kolejności trzeba stwierdzić nieważność wyboru trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego, bo jest to wykonanie orzeczenia legalnego Trybunału z 2015 r. To oczywiste, że to może stwierdzić Sejm, bo Sejm musi naprawić grzech pierworodny popełniony w 2015 r. przez większość PiS – zaznaczył w TVN24.

Abstrahując już od kwestii legalności bądź nie wyboru z 2015 roku, a także i samego powyższego działania, chciałoby się zapytać, a których sędziów? 

Przypomnijmy 3 grudnia 2015 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że 2 sędziów wybranych przez Sejm 8 października 2015 roku na miejsce tych których kadencja kończyła się w grudniu zostało wybranych niezgodnie z Konstytucją, a w przypadku 3 (na miejscu tych których kadencja upływała w listopadzie zgodnie z Konstytucją). Tymczasem 2 grudnia 2015 roku większość parlamentarna wybrała 5 sędziów do Trybunału Konstytucyjnego.

I w tym miejscu pojawia się istotny problem. Który wybór jest nieważny? Czy jako miernik należy przyjąć kolejność głosowania, wówczas nieważny jest wybór Mariusza Romana Muszyńskiego, Lecha Morawskiego i Henryka Ciocha czy też np. według uzyskanej liczby głosów, wówczas należałoby stwierdzić nieważność wyboru Piotra Pszczółkowskiego (233 głosy), Julii Przyłębskiej (234 głosy) i Lecha Morawskiego (232 głosy).

Wprawdzie w mediach przyjęto i nazwano sędziami dublerami - sędziów wybranych w kolejności późniejszej, jednakże nie wiadomo na jakiej podstawie prawnej twierdzono iż nieważny jest wybór akurat tych sędziów. Gdyby bowiem przyjąć, że głosowanie miało dotyczyć tylko 2 a nie pięciu sędziów, wówczas za wybranych uznano by tych, którzy uzyskali największą liczbę głosów.

Dodajmy, że w międzyczasie doszło do zmian w składzie osobowym Trybunału. Lech Morawski i Henryk Cioch zmarli w 2017 roku, a na ich miejsce wybrano Justyna Piskorskiego i Jarosława Wyrembiaka. 

Na marginesie warto zauważyć, że podobne wątpliwości wzbudza sytuacja sędziów wybranych 8 października. Którzy powinni objąć funkcję członka TK w miejsce "unieważnionych". Wówczas bowiem również wybierano 5 sędziów, z czego jak wynikało z wyroku TK z 3 grudnia, 2 nastąpiło na podstawie wadliwej podstawy prawnej. Czy też jako kryterium należałoby przyjąć kolejność głosowania (wówczas byliby wybrani Jan Sokala, Bronisław Sitek, Andrzej Jakubecki) czy też uzyskaną liczbę głosów (wówczas byliby wybrani Roman Hauser,  Krzysztof Ślęzak i Andrzej Jakubecki). Co więcej gdyby dokonywano wyboru 3 a nie 5 sędziów, rozkład głosów a tym samym wyniki mogłyby być inne.

Z powyższego wynika jedno, że nie ma prostych rozwiązań. 

Z czasem sprawa zresztą sama się rozwiąże, 3 członków Trybunału Konstytucyjnego wybranych 2 grudnia 2015 skończy kadencję w grudniu 2024 roku, i będzie trzeba powołać nowych. W 2026/27 roku upłynie z kolei kadencja Piskorskiego i Wyrembiaka.

17 listopada 2023

Pułapka inwestycji. Łatwo wpaść, trudno wyjść

Jedną z podstawowych wad polityków (od niepamiętnych czasów) jest pokazywanie się poprzez inwestycje (najczęściej budowlane). Nawet jeżeli mają tymczasowe uzasadnienie, nikt nie patrzy jednak na długofalową efektywność tejże inwestycji. W przypadku różnych budowli. chodzi o poziom przychodów i koszty utrzymania.

Rządy PIS nie były wyjątkiem. Zrealizowano wiele inwestycji, co do których istnieje poważne wątpliwości co do ich długofalowej rentowności. Przekop mierzei jest jedną z takich inwestycji.

Zatrutym prezentem są w tej kwestii środki z KPO. Działa prosty mechanizm, skoro są pieniądze do wzięcia, należy z nich korzystać i je wydać. Zapomina się przy tym, że są to pieniądze znaczone, czyli na określone cele inwestycyjne, często nieefektywne. A zatem nie tylko będą wiązały się z koniecznością zwrotu (w części pożyczkowej), ale także mogą powodować dodatkowe koszty w przyszłości w związku ze zrealizowaną inwestycją. A z czego się je wówczas pokryje?

Szczególnie podatne w tej kwestii są samorządy, które za wszelką cenę pragną zwiększyć swoje inwestycje. Wszak włodarzy miast ocenia się po inwestycjach, za wygląd miasta, a nie za zrównoważenie budżetowe. A wszystkie miasta mają deficyty i są poważnie zadłużone. Tylko że zamiast zredukować koszty, włodarze miasta pragną uzyskać zwiększenie finansowania (drogą podatkową, dotacyjną i pożyczkową).

Niestety obawiać się należy, że następcy PIS (PO-TrzeciaDroga-Lewica) chcą pójść tą samą drogą inwestycyjną. W umowie koalicyjnej znalazły się np. zapisy dotyczące inwestycji (już zapowiedzianych za czasów PIS) tj.  portu zbożowego i rozbudowy powierzchni magazynowej zbóż. Zastanawia jednak sens takich inwestycji w sytuacji w której polskie produkty rolne stają się za drogie w stosunku do ukraińskiej, rosyjskiej, południowo-amerykańskiej. A nadmienić należy, że koszty produkcyjne w rolnictwie nie ulegną obniżeniu. A zatem powstaje pytanie o celowość takich inwestycji, skoro jak się zdaje możliwość zwiększenia ilościowo eksportu zbóż (a nawet utrzymania poziomu) stoi pod znakiem zapytania?

Na razie są to zapowiedzi. Niektóre z nich były głoszone już za poprzednich rządów PO-PSL. A może zatem nie będą realizowane?

W każdym razie, przestrzec należy nowy rząd przed pułapką inwestycji. Łatwo w nią wpaść, a bardzo trudno wyjść. Przekonali się o tym włodarze Wenecji, którzy budowali zaporę przez morzem znana jako "Mojżesz" (na zdjęciu). Jak się okazało jest nie tylko nieefektywna, droga w utrzymaniu, ale już kosztowała trzykrotnie więcej niż w początkowych planach.