26 sierpnia 2018

Szkolił pedofilów w internecie. Kim jest i jak go złapano?

Kolejni homoseksualni „rodzice” zgotowali adoptowanemu dziecku horror. A wszystkiemu biernie przyglądali się urzędnicy…

Matthew Scully-Hicks został skazany przez sąd w Wielkiej Brytanii na 18 lat więzienia. Uznano go winnym brutalnego morderstwa na 1,5 rocznej Elsie, którą adoptował wraz z innym homoseksualistą.

Dziewczynka przez kilka miesięcy przed śmiercią była brutalnie traktowana. Złamano jej nogę, miała sińce i wymiotowała krwią. Aż w końcu homoseksualny sadysta rzucił nią o podłogę! Dziewczynka miała pękniętą czaszkę i połamane żebra. Zmarła kilka dni później.


W tym samym czasie, dom homoseksualistów aż 15 razy odwiedzali pracownicy socjalni, wyznaczeni do opieki nad tą pseudorodziną. Jednak ani oni, ani lekarze, którzy udzielali dziewczynce pomocy, nie dopatrzyli się niczego podejrzanego. Ciągłe urazy i złamania tłumaczyli zwyczajnymi „przypadkami”. Nikt nie chciał zgłosić nawet najmniejszych problemów. Dopiero śmierć dziewczynki przyciągnęła czyjąkolwiek uwagę...


Właśnie tak wygląda jeden z głównych postulatów lobby LGBT – adopcja dzieci przez homoseksualistów. To koszmar dzieci, któremu ciężko jest przeciwdziałać. Każdy kto wyrazi o tym krytyczną opinię lub będzie podejrzliwy wobec jakiejś homoseksualnej „rodziny”, zostanie oskarżony o homofobię lub „dyskryminację” tzw. „mniejszości seksualnych”.

To zaplanowana strategia, której celem jest uzyskanie jak najszerszego dostępu do dzieci. Matthew Scully-Hicks wykorzystując swoje przywileje zakatował adoptowane dziecko na śmierć. Jednak większości homoseksualnych aktywistów chodzi o coś zupełnie innego.

Kilka lat temu kalifornijska policja aresztowała Larrego Brinkina – jednego z czołowych aktywistów LGBT. Brinkin zawodowo zajmował się forsowaniem politycznych postulatów tego lobby, m.in. homoseksualnych „małżeństw”. Przez ponad 20 lat zasiadał w kalifornijskiej komisji praw człowieka, gdzie domagał się przywilejów dla homoseksualistów oraz był współzałożycielem kilku organizacji LGBT.

Zatrzymano go podczas tzw. „parady równości” w San Francisco. Wcześniej na jego komputerze odnaleziono dziecięcą pornografię, którą rozpowszechniał w internecie. Brinkin kolekcjonował zdjęcia brutalnych gwałtów na dzieciach w wieku 1-3 lat.

„Uwielbiam jak ta 2-latka jest gwałcona. Mam nadzieję, że będziesz kontynuował i zobaczę co ta mała suka jeszcze dostanie.”

Pisał Brinkin w wiadomości do innego pedofila, który wysyłał mu zdjęcia swoich ofiar. Zatrzymany był również członkiem internetowych grup dyskusyjnych dla pedofilów. W tym samym czasie aktywnie działał na rzecz homoseksualnych „małżeństw” i walczył z „dyskryminacją” homoseksualistów.

Wszystko po to aby on i jemu podobni mieli szybki i łatwy dostęp do dzieci. Homoseksualne pseudomałżeństwa i adopcja dzieci to pierwsza część ich planu. Druga to rozbudzenie seksualne najmłodszych poprzez tzw. „edukację seksualną”. Jak to wygląda w praktyce?

Benjamin Levin był wiceministrem edukacji kanadyjskiej prowincji Ontario i doradcą premier Ontario Kathleen Wynne, która jest lesbijką i działaczką LGBT. Kilka lat temu pod ich kierownictwem napisano skandaliczny program szkolnej „edukacji” seksualnej dla dzieci, który wywołał masowe protesty rodziców w Kanadzie. Dlaczego?

Na polecenie Levina i Wynne dzieci z Ontario muszą obowiązkowo opanować takie tematy jak masturbacja, stosunek analny, seks oralny, nawilżanie pochwy i homoseksualizm. Zachęca się je również do używania seksualnych gadżetów i antykoncepcji. A tymczasem...

Niedługo po tym, gdy program wprowadzono do szkół, Benjamin Levin został aresztowany przez policję. Czyny jakich się dopuścił są przerażające.

W jego domu znaleziono dziecięcą pornografię. Levin był bardzo aktywny na pedofilskich stronach internetowych, gdzie jako ekspert z zakresu „edukacji” seksualnej „doradzał” innym pedofilom. Udzielał instrukcji jak przygotować dzieci na seks i jakich technik manipulacji użyć aby obejść naturalne u dzieci blokady i zahamowania.

Szczegółowo opisał w internecie w jaki sposób wykorzystał seksualnie dziecko. Mówił też, że wykorzystał swoje 3 córki, które teraz są już dorosłe i mają własne dzieci. Liczył na to, że pewnego dnia będzie mógł zgwałcić również swoje wnuki!

Aby go schwytać zastosowano prowokację. Za pomocą jednej z pedofilskich stron kontakt z Levinem nawiązała policjantka podająca się za matkę, która chciałaby wykorzystać seksualnie swoją 8 letnią córkę ale nie wie jak to zrobić. Levin udzielił jej wyczerpujących odpowiedzi.

Polecił kobiecie aby jak najczęściej pokazywała swojej córce pornografię oraz aby chodziła przy niej nago i masturbowała się na oczach dziecka. Kazał jej bawić się z córką w seksualne gry i zabawy aby przygotować dziecko na gwałt.

Zalecił także aby kobieta biła dziewczynkę i spróbowała czerpać z tego satysfakcję seksualną. Zapytał ją również czy skrzywdziłaby swoje dziecko aby on mógł odczuwać podniecenie. Powiedział, że płacz dziecka w takiej sytuacji to nic złego i że dziewczynce należy wytłumaczyć, że to dopiero początek i że spotka ją więcej „doznań”.

„Idea, która zakłada zaangażowanie seksualne rodziców i ich dzieci, jest ekscytująca.”

Pisał Levin w internecie. I właśnie o to walczą homoseksualni aktywiści i „edukatorzy” seksualni. Ich strategia jest prosta.

Najpierw trzeba ocieplić wizerunek deprawatorów poprzez „parady równości” na ulicach i zajęcia o „tolerancji” w szkołach. Jednocześnie należy poddać dzieci „edukacji” seksualnej i nauczyć masturbacji, antykoncepcji i akceptacji dla różnych modeli „rodziny”. Potem trzeba zalegalizować „małżeństwa” homoseksualne i umożliwić im adopcję dzieci oraz wprowadzić kary za „homofobię” i „mowę nienawiści” wobec „mniejszości seksualnych”.

W ten sposób droga do powszechnej pedofilii stanie otworem. Widać to już teraz na przykładzie Wielkiej Brytanii.

W 2015 roku policja w samym tylko Londynie prowadziła dochodzenia w sprawie blisko 1500 przestępstw pedofilskich. W latach 2012-2015 liczba popełnianych aktów pedofilii wzrosła aż o 71%! Eksperci prognozują, że w kolejnych latach na policję może zgłosić się nawet 116 000 (!) ofiar pedofilów.

Te dane są przerażające. Liczba dzieci molestowanych seksualnie rośnie tam lawinowo. To efekt radykalnej i agresywnej „edukacji” seksualnej, której od lat poddawane są dzieci w brytyjskich szkołach, oraz publicznej promocji dewiacji seksualnych połączonej z prześladowaniem tych, którzy się jej sprzeciwiają.

Pedofile chcą to samo zrobić w Polsce. Nasi rodacy są jednak nieświadomi zagrożenia. Co gorsze, coraz więcej osób przestaje reagować na promocję zboczeń i zaczyna akceptować deprawację. Większość rodziców w ogóle nie widzi problemu w wysyłaniu dzieci na zajęcia prowadzone przez „edukatorów” seksualnych czy uczestnictwie dzieci w „paradach równości”.

Często słyszę wytłumaczenia w stylu: „przecież oni tylko maszerują z tęczowymi flagami, co w tym złego?” albo „trzeba być tolerancyjnym” czy wreszcie „to nie moja sprawa co ktoś robi w sypialni”. To efekt zmasowanej propagandy ocieplania wizerunku deprawatorów, na którą każdego roku pedofilskie lobby przeznacza dziesiątki milionów złotych.

Tylko garstka ludzi w Polsce jest w pełni świadoma sytuacji. I to od nas zależy los polskich dzieci. Czy wychowają się w normalnych warunkach, czy trafią w ręce pedofilów przy milczącym przyzwoleniu reszty społeczeństwa. 

Kinga Małecka-Prybyło, Fundacja Pro Prawo do Życia

25 sierpnia 2018

Wygrana Ordo Iuris. Sąd ukarał Fundację Batorego

Jak informuje Ordo Iuris:
W ostatnich miesiącach organizowanych jest coraz więcej tzw. marszów równości i innych parad LGBT? Media donoszą o kolejnych manifestacjach w polskich miastach, przedstawiając je jako oddolne i spontaniczne inicjatywy. To mit! Przemarsze pod tęczowym szyldem, podobnie jak wcześniej czarne marsze, to jedno z najskuteczniejszych narzędzi świetnie przemyślanej strategii ataku na tradycyjny ład społeczny. Nie byłoby ich, gdyby nie wielkie pieniądze z zagranicy.


Kto płaci za parady LGBT


Poważne kwoty na takie wydarzenia płynęły szerokim strumieniem z tzw. funduszy norweskich, przekazywanych Polsce przez Norwegię w zamian za dostęp do polskiego rynku. Rozdziałem części z tych pieniędzy zajmowała się założona przez George’a Sorosa Fundacja im. Stefana Batorego.

Instytut Ordo Iuris od dawna walczy o jawność przepływu środków publicznych do Polski. Mamy prawo wiedzieć, co dzieje się z zagranicznymi pieniędzmi, które mają bezpośredni wpływ na życie Polaków. Niepokoi nas nie tylko wspieranie ruchów LGBT. Nasze analizy wykazały, że wielkie pieniądze przekazano na szkolenia dla polskich urzędników opieki społecznej. Uczono ich procedur norweskiego urzędu Barnevernet, znanego z odbierania dzieci pod byle pretekstem.

Puste slogany Fundacji Batorego


Przypomnę, że nasi eksperci opracowali raport na temat funduszy norweskich, biorąc pod lupę 130 mln zł, które przeszły przez Fundację Batorego. Miały to być pieniądze przeznaczone na wsparcie społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, ale trafiały głównie do Polski wielkomiejskiej oraz na promocję ideologii gender!

Zapytaliśmy Fundację Batorego, kto i w jaki sposób decyduje, komu zostaną przekazane te pieniądze. Organizacja, która od lat żąda jawności życia publicznego, tym razem uznała, że fundusze rządu norweskiego nie są środkami publicznymi i nikt nie ma prawa domagać się informacji o sposobie ich wydatkowania.

Tak być nie może


Nasz raport już doprowadził do zmiany w sposobie przepływu środków norweskich do Polski. Wiele wskazuje na to, że Fundacja Batorego nie będzie już mogła cieszyć się monopolem na rozdawanie kolejnych milionów.

A teraz możemy mówić o kolejnym sukcesie. W ubiegłym tygodniu sąd administracyjny uznał, że fundacja, zwlekając z rozpoznaniem naszego żądania o dostęp do informacji publicznej i nie przekazując go do sądu w terminie, naruszyła prawo. Sąd potwierdził przy tym, że podlega ona przepisom ustawy o dostępie do informacji publicznej, co próbowano zakwestionować, i ukarał ją symboliczną grzywną. Nie pomogła nawet pomoc największej warszawskiej kancelarii prawnej, którą do tej — z pozoru drobnej — potyczki sądowej, wynajęli nasi przeciwnicy. Wierzę, że ten wyrok to zapowiedź ostatecznego zwycięstwa w tym procesie o jawność zagranicznych dotacji państwowych.

Ordo Iuris na straży jawności


W świetle działań założonej przez Sorosa Fundacji Batorego trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z próbą ukrycia przed opinią publiczną prawdy o sposobie wydatkowania zagranicznych środków na różne inicjatywy społeczne w Polsce.

Dzięki pierwszemu zwycięstwu naszych prawników ze sztabem Fundacji Batorego mamy wielką nadzieję, że w przyszłości należne Polsce pieniądze wydatkowane będą w sposób transparentny, służąc zgodnie z ich celem rozwojowi społeczeństwa obywatelskiego.

Środki płynące z tzw. funduszy norweskich nie są ani jałmużną, ani owocem hojności innych państw. Są one wypłacane w ramach międzynarodowej umowy jako ekwiwalent za konkretne korzyści gospodarcze. Dlatego musimy zrobić wszystko, by ich podział był w pełni uczciwy! Ordo Iuris, które nie korzysta nigdy ze środków publicznych, może walczyć o to bez cienia podejrzeń o realizację własnych interesów.

Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

24 sierpnia 2018

MIŁOŚĆ I MIŁOSIERDZIE nowy film Michała Kondrata o BOŻYM MIŁOSIERDZIU

25 sierpnia tj. sobota przypada kolejna rocznica urodzin s. Faustyny Kowalskiej.

„Miłość i Miłosierdzie” to najnowszy film Michała Kondrata, który rzuca nowe światło na prawdę o Bożym Miłosierdziu.
Praca nad filmem „Miłość i Miłosierdzie” zaczęła się zanim jeszcze powstała jego koncepcja – mówi reżyser filmu Michał Kondrat.

Nie planowaliśmy tej produkcji – robiliśmy dokumentację do fabularnego polsko-amerykańskiego filmu – „Mercy” – o św. Siostrze Faustynie, ks. Sopoćko i Bożym Miłosierdziu, który planujemy na rok 2020. Jednak w trakcie zbierania materiałów i wnikliwego wertowania różnych archiwów, natrafiliśmy na dokumenty, których ujawnienie pozwoli światu poznać, jak prawda o Bożym Miłosierdziu wpłynęła i dalej wpływa na jego losy. Teraz można będzie dostrzec,  jak wiele elementów układa się w całość i jak dobry Bóg pięknie to wszystko wymyślił.  „Miłość i Miłosierdzie” nie będzie jednym z moich filmów. Będzie czymś znacznie więcej…

Fragment części dokumentalnej filmu „Miłość i Miłosierdzie” do zobaczenia tutaj 



„Miłość i Miłosierdzie” to dokument fabularyzowany o Bożym Miłosierdziu. Boże Miłosierdzie jest czczone na wszystkich kontynentach przez setki milionów osób, jednak większość chrześcijan nadal nie zadaje sobie sprawy  z potęgi przesłania, które Jezus przekazał ludzkości za pośrednictwem s. Faustyny Kowalskiej, prostej polskiej zakonnicy. Dziś już świętej.  Nie mniejszą rolę w objawieniu światu prawdy o Bożym Miłosierdziu odegrał bł. Ks. Michał Sopoćko, wybitny kapłan i spowiednik wizjonerki.
Film „Miłość i Miłosierdzie” to m.in.    

- Nieznane listy ks. Michała Sopoćki.

- Nieujawnione dotąd dokumenty, które pozwolą światu poznać prawdę o wpływie Bożego Miłosierdzia na losy świata.

-Zdjęcia dokumentalne do filmu kręcone w Polsce, USA i na Litwie.

- Zdjęcia fabularne w których udział wezmą wybitni polscy aktorzy.



Uroczysty pokaz przedpremierowy filmu odbędzie się w Watykanie jesienią 2018 roku. Ogólnoświatowa premiera filmu zaplanowana jest na 2019 rok.
Producentem i dystrybutorem obrazu jest Kondrat – Media.  Ich misją jest aktywne uczestnictwo w życiu społecznym poprzez produkcję, dystrybucję i promocję ciekawych projektów filmowych.

Michał Kondrat – polski reżyser oraz producent wielu chrześcijańskich filmów. Jego ostatni filmu „Dwie Korony” obejrzało ponad 200 tyś. widzów. Prawa kinowe zostały sprzedane do 12 krajów.

Trwa zbiórka środków na realizację filmu.
Więcej na ten temat na stronie www.kolbe.org.pl
Kinga Polak-Gieroń
APG STUDIO, Kraków