20 lipca 2018

Ochrońmy Gdańsk przed ideologią gender!

Dwa tygodnie temu radni Gdańska podjęli sprzeczną z prawem uchwałę. Pod pozorem troski o osoby niepełnosprawne i starsze, dokument zakłada wprowadzenie do szkół agresywnej edukacji seksualnej, umożliwia też uprzywilejowanie członków subkultury LGBT w dostępie do miejskich i państwowych instytucji. Możemy jeszcze doprowadzić do uchylenia tej niebezpiecznej uchwały, ale musimy działać szybko.



Pod koniec czerwca gdańscy radni przyjęli „Model na rzecz równego traktowania”, który jest jednym z podstawowych instrumentów rozpowszechniania ideologii gender na szeroką skalę. W programie znajdują się rekomendacje do wprowadzania w szkołach zajęć na temat „orientacji seksualnej i tożsamości płciowej”. W praktyce oznacza to, że dzieci na wszystkich poziomach edukacji, w tym również przedszkolaki, miałyby uczestniczyć w zajęciach na temat homoseksualizmu, transseksualizmu, biseksualizmu itd.

Przywileje dla osób z kręgu LGBT


Niebezpieczeństwo tkwi również w tym, że część zawartych w programie zaleceń dotyczących przeciwdziałania dyskryminacji (ze względu na „orientację seksualną” czy „tożsamość płciową”) zmierza tak naprawdę do uprzywilejowania osób identyfikujących się z tzw. kulturą LGBT. Zawarte w nim rozwiązania dają im preferencje w dostępie do lokali gminnych, uzyskiwania nominacji do organów decyzyjnych czy nawet w pierwszeństwie korzystania z usług medycznych.

Jest to zatem dokument tyleż groźny, co niezgodny z prawem. Bezprawnie narzuca określony sposób działania samorządom, a także wkracza w sferę praw i wolności obywateli. Ponadto przedstawiona w nim diagnoza społeczna oparta jest na szacunkach, niemających żadnego pokrycia w rzeczywistości.

Rewolucja gender


Cała Europa zalewana jest falą podobnych uchwał samorządowych – zbliżone założenia realizują 1 724 samorządy w 35 krajach europejskich. Polska jest jednym z ostatnich przyczółków, które jeszcze stawiają jej odpór. Dlatego musimy stanowczo reagować, bo brak sprzeciwu tylko rozzuchwala aktywistów LGBT, a każde zaniechanie to poważne uderzenie w tożsamość małżeństwa i rodziny oraz krzywda naszych dzieci.

Wszystko w rękach wojewody


Lokalne organizacje społeczne przedstawiły już miejscowym władzom obszerną analizę prawną Ordo Iuris, w której omówiono podstawy prawne uchylenia tej szkodliwej uchwały.

Teraz potrzebna jest już tylko odważna decyzja wojewody pomorskiego! Zdecydowana postawa pana Dariusza Drelicha ma szansę stać się przykładem dla samorządowców w całym kraju, którzy być może już wkrótce, będą musieli przeciwstawić się takim działaniom w swoich miastach.

Mocny głos pomoże Wojewodzie Pomorskiemu stanąć na straży porządku prawnego Rzeczpospolitej Polskiej oraz ochronić dobro dzieci i rodzin. Czasu jest już niewiele, bo termin na uchylenie uchwały upływa 28 lipca br.



Przygotowywane petycje zawsze wiążą się z szeregiem innych działań, począwszy od sporządzania ekspertyz, poprzez budowanie koalicje społeczne, aż po bezpośrednie spotkania z urzędnikami. Jednak bez szerokiego poparcia społecznego, najlepsze analizy nie będą miały znaczenia dla polityków wystraszonych propagandą mediów sprzyjających lobby LGBT.

adw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

19 lipca 2018

Wyłącznie polskie obywatelstwo dla funkcjonariuszy publicznych?

Osoby mające podwójne obywatelstwo (np. polskie i niemieckie) mogą w Polsce pełnić różne funkcje publiczne. Nie mogą być sędziami, prokuratorami, prezesem IPN, ale ministrem, posłem, senatorem, prezydentem miasta, europosłem, radnym - już tak. Być może ulegnie to zmianie, za sprawą petycji projektu ustawy Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE ws zmiany ustawy o obywatelstwie polskim, wprowadzające wymóg wyłącznego posiadania obywatelstwa polskiego przez osoby pełniące funkcje publiczne. 18 lipca br. senatorowie z komisji praw człowieka, praworządności i petycji pozytywnie odnosili się do petycji, z tym że odrzucili jej drugi punkt jako niekonstytucyjny tj. iż  objęcie funkcji publicznej z naruszeniem zasady wyłączności obywatelstwa polskiego miało skutkować nawet utratą obywatelstwa polskiego. Przeciw tej inicjatywie wypowiedział się jedynie senator Rulewski. Na razie Komisja postanowiła wystąpić do Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o stanowiska w sprawie.

Stowarzyszenie podkreśla, iż wyłączność obywatelstwa polskiego ma stanowić gwarancję, że rozstrzygnięcia podejmowane przez osoby pełniące funkcje publiczne podejmowane będą w polskim, a nie w obcym interesie. Przypomnijmy, że zarówno za rządów PO-PSL jak i PIS zdarzali się ministrowie z podwójnym obywatelstwem.

Czy polskie sądy będą karać więzieniem za sprzeciw wobec aborcji?


Mary Wagner znów została skazana przez sąd i trafi do więzienia! Ta dzielna kobieta nie przestaje mnie zadziwiać. Jest prześladowana przez władze Kanady bo namawia kobiety aby nie zabijały swoich dzieci i oferuje im pomoc. Kilka dni temu w jej sprawie zapadł kolejny wyrok.

W grudniu 2017 r. Mary po raz kolejny weszła do jednej z „klinik” aborcyjnych w Ontario i zaczęła rozdawać róże i ulotki kobietom czekającym w kolejce na zamordowanie swoich dzieci. Właściciele ośrodka zabijania zareagowali błyskawicznie i na miejsce przybyła policja, która siłą wywlokła Mary w kajdankach do radiowozu.
Mary czekała na decyzję sądu w więzieniu. 12 lipca sędzia Neil Kozloff skazał ją na 7,5 miesiąca aresztu. Na poczet kary zaliczono jej okres oczekiwania, więc Mary spędzi za kratami jeszcze 90 dni. Zostanie wypuszczona na wolność w połowie września.

Jakie zarzuty usłyszała?
„Wyrządzenie szkody” przemysłowi aborcyjnemu i zbliżenie się do ośrodka mordowania dzieci pomimo wcześniejszego zakazu sądu. Chodzi o sytuację z ubiegłego roku, gdy Mary została skazana za naruszenie działalności gospodarczej innej „kliniki” aborcyjnej, gdyż namówiła jedną z czekających tam kobiet aby nie zabijała swojego dziecka.
W związku z tym, Mary została nazwana przez sędziego Kozloffa… „seryjnym przestępcą”! Za ratowanie dzieci od aborcji spędziła w więzieniu już prawie pięć lat. Teraz czekają ją kolejne 3 miesiące w zamknięciu….

W trakcie rozprawy Mary powiedziała:
"Czuję się zobowiązana, by chodzić do klinik aborcyjnych, aby chronić nienarodzone dzieci i robić wszystko co w mojej mocy, by dotrzeć do serc ich matek".
Mary nie przyznała się również do zarzucanej jej „winy”. Jej zdaniem „kliniki” aborcyjne w ogóle nie powinny istnieć a ona sama nie zrobiła niczego złego, za co musiałaby ponieść karę. Jednak dla skrajnie proaborcyjnych władz Kanady Mary jest seryjnym przestępcą, którego należy unieszkodliwić.

Bardzo poruszyła mnie scena z 2011 roku, kiedy w trakcie podobnego procesu Mary sędzia powiedział:
„Ona może siedzieć w więzieniu, jeśli to jedyny sposób na to, by uchronić przed nią ludzi.”
Innymi słowy – Mary jest niebezpieczna dla otoczenia, gdyż ratuje matki i ich dzieci przed koszmarem aborcji. Jej działalność powoduje finansowe straty przemysłu aborcyjnego, który jest oficjalnie wspierany i dotowany przez władze Kanady. Jakiś czas temu premier tego kraju określił ludzi takich jak Mary Wagner:
"niezgodnymi z tym, gdzie jesteśmy jako rząd i, szczerze mówiąc, gdzie jesteśmy jako społeczeństwo".

Mary i jej przyjaciele są niezgodni z systemem antywartości, który panuje w tym kraju, więc muszą albo zaprzestać swojej działalności albo skończą za kratkami. Nie ma dla nich żadnej „tolerancji”. Taka „różnorodność” nie może być zaakceptowana. Warunki postawione przez kanadyjski reżim są bardzo jasne. Wypowiedział je sędzia podczas tej samej rozprawy z 2011:
- „Czy możesz przyrzec, że przez trzy lata nie zbliżysz się do żadnej kliniki aborcyjnej i nie będziesz oferowała kobietom swoich porad?”
- „Nie, nie mogę tego obiecać.”
- powiedziała Mary
- „W takim razie idziesz do więzienia.”
Mary Wagner jest niezłomna i pomimo gróźb i lat spędzonych w areszcie, chce dalej walczyć o życie dzieci. Wie dobrze z czym to się wiąże i przyjmuje cierpienie aby mieć szansę uratowania kolejnych maluszków zagrożonych morderstwem. 

Aborcjoniści chcieliby aby w Polsce obrońców życia traktowano tak samo brutalnie i bezwzględnie jak w Kanadzie. Dlatego wytaczają przeciwko działaczom Fundacji Po Prawo do Życia kolejne sprawy sądowe. Jedna z nich w sposób skandaliczny zakończyła się właśnie w Opolu.
W ramach akcji Szpitale bez aborterów, wolontariusze pikietowali przed szpitalem w Opolu, w którym morduje się nienarodzone dzieci. Informowali mieszkańców miasta, że tutaj dochodzi do zbrodni i rozmawiali z pacjentkami wchodzącymi do środka. Za pomocą dużych plakatów pokazywali również prawdę o aborcji.
Zwolennicy zabijania nie mogli tego znieść i postawili działaczy Fundacji przed sądem. Oskarżycielami byli radykalni aborcjoniści z partii Razem, którzy domagają się upowszechnienia aborcji na żądanie. W wyniku ich działania, nasi wolontariusze zostali skazani!
Sędzia stwierdził, że pikiety pod opolskim szpitalem:
„cechowały się łamaniem zasad obyczajowych i etycznych, krótko mówiąc były niewłaściwe i budziły ogólne zgorszenie.”
Jego zdaniem akcje naruszały też:
„wolność osób trzecich, godziły w ich moralność i przekonania oraz ogólnopojęty porządek publiczny.”

To dokładnie ta sama mentalność, co w Kanadzie! Mary Wagner naruszyła tamtejszy „porządek publiczny”, złamała panujące tam „zasady obyczajowe” i naruszyła wolność kobiet do zamordowania ich dziecka. To samo spotkało wolontariuszy Fundacji Pro Prawo do Życia. Tylko wyrok jeszcze się różni.

Każdy z uczestników pikiety został skazany na grzywnę w wysokości 2 000 zł. Ale to nie koniec. Aborcjoniści nie kryli zadowolenia po rozprawie i publicznie domagali się zakazu zbliżania do szpitali przez wolontariuszy. Z pewnością będą tego żądać przy kolejnych procesach.
Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

źródło: Fundacja Pro Prawo do Życia