26 sierpnia 2017

Islamkie ataki w Brukseli i w Londynie

Wczoraj wieczorem w Brukseli trzydziestoletni Belg pochodzenia somalijskiego maczetą zaatakował w stolicy Belgii żołnierzy, krzycząc „Allahu Akbar”. Napastnik został „zneutralizowany”, a żołnierze odnieśli jedynie niegroźne obrażenia. W Londynie zaś nożownik zaatakował funkcjonariuszy w pobliżu królewskiego Pałacu Buckingham, lekko zranił dwóch policjantów. Napastnik został zatrzymany.

Takie sceny nie powinny już dziwić w krajach zachodnich, wpuścili masową liczbę islamskich imigrantów przez całe dekady, zbierają tego owoce. Niestety, jako że nie ma wewnętrznych granic Unii i obywatele UE (także pochodzenia islamskiego) mogą swobodnie podróżować po Europie, w tym do Polski, nie można wykluczyć, iż w przyszłości nastąpi atak podobnego typu np. w Warszawie. Wszak politycy nic w kierunku zabezpieczenia przed potencjalnym zamachem nie czynią. Owszem rząd PIS nie zezwala na relokację tzw. islamskich uchodźców (i słusznie), ale ponadto nie przywrócił autentycznej kontroli granic na zachodzie i południu, nie wprowadził zakazu wjazdu osób wyznających dżihad. O opozycji totalnej lepiej nie wspominać, w swej unijnowiernopoddańczości, zgodzili by się na relokację islamskich uchodźców, co długofalowe stworzyło by podłoże dla islamskiego terroryzmu.

oświadczenie Andrzeja Przyłębskiego nie trafi do sądu

Jak informuje Biuro Lustracyjne IPN:

Decyzją z 25 sierpnia 2017 r. prokurator Oddziałowego Biura Lustracyjnego IPN w Krakowie uznał, że w sprawie oświadczenia złożonego przez Andrzeja Przyłębskiego nie zachodzi wątpliwość  co do  jego zgodności z prawdą w rozumieniu art.  52 e ustawy o IPN - KŚZpNP z 18 grudnia 1998 r. (Dz. U. 2016.1575). Tym samym brak podstaw do skierowania tej sprawy do sądu.

Decyzja prokuratora  została podjęta w oparciu o obowiązujące przepisy prawa i pozostaje w zgodzie z ugruntowanym przez 20 lat orzecznictwem sądowym w sprawach lustracyjnych, przede wszystkim orzecznictwem Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego. Tym samym należy ją uznać za uzasadnioną.

W orzecznictwie powszechnie przyjmuje się pięciopunktową definicję współpracy, sformułowaną po raz pierwszy jeszcze na podstawie poprzednio obowiązującej ustawy lustracyjnej, w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 1998 r., a powtórzoną w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 11.05.2007 r. sygn. K 2/7 i w szeregu orzeczeń Sądu Najwyższego i sądów niższych instancji. O istnieniu współpracy przesądza zatem pięć łącznie występujących przesłanek:
- współpraca musi polegać na kontaktach z organami bezpieczeństwa państwa i przekazywaniu informacji tym organom,
- musi mieć charakter świadomy, co oznacza, że osoba musi sobie zdawać sprawę, że rozmawia/kontaktuje się z funkcjonariuszem jednej ze służb wymienionych w art. 2 ustawy  lustracyjnej
- współpraca musi być tajna, co oznacza, że fakt jej nawiązania i przebieg ma pozostać tajemnicą, w szczególności wobec tych osób i środowisk, których dotyczyły przekazywane informacje,
- współpraca musi wiązać się z operacyjnym zdobywaniem informacji przez służby wymienione w art. 2 ustawy,
- współpraca nie może się ograniczać do samej deklaracji woli, lecz winna się materializować w świadomie podejmowanych, konkretnych działaniach w celu urzeczywistnienia podjętej współpracy.
Prokurator uznał, że w sprawie niniejszej doszło do podpisania zobowiązania do współpracy z SB i przyjęcia przez lustrowanego pseudonimu, jednak nie występują łącznie wskazane powyżej przesłanki przesądzające o współpracy -  przede wszystkim uznał, że brak jest przesłanki materializacji i tajności, o jakich mowa w przytoczonym powyżej orzecznictwie.

Przywołać należy  wyrok Sądu Najwyższego z 5.10.2000 r. sygn. II KKN 271/00 – wskazujący, że: „Jeżeli zatem – jak wskazuje Trybunał Konstytucyjny - współpracą w charakterze tajnego informatora nie jest samo zadeklarowanie współpracy (...), to całkowicie nieracjonalne byłoby stwierdzenie, że późniejsze zachowanie, wywołane faktem złożenia deklaracji, lecz nie realizujące jej, jest współpracą.

O tym, czy dana osoba była współpracownikiem w charakterze tajnego informatora nie decyduje ani fakt, ani forma zarejestrowania jej w ewidencji  organu bezpieczeństwa państwa, lecz treść udzielonych tym organom informacji urzeczywistniających współpracę. Nie jest także współpracą uchylanie się od dostarczania informacji ułatwiających wykonanie zadań powierzonych tym organom”. 

Nadto w ocenie prokuratora nie zostały w odpowiednim zakresie spełnione przesłanki świadomości i związku kontaktów z operacyjnym gromadzeniem informacji przez SB.

Ze zgromadzonego materiału dowodowego bezspornie wynika, że doszło do dwóch spotkań lustrowanego z tym samym funkcjonariuszem SB w dniach 5 i 9 czerwca 1979 r.

Pierwsze to spotkanie w KWMO w Koninie, na które lustrowany, wówczas student I roku Uniwersytetu w Poznaniu,  zostaje oficjalnie wezwany w związku ze złożonym  wcześniej wnioskiem o paszport - w lipcu 1979 r.  planował wyjechać do rodziny za granicę - pod pozorem wyjaśnienia wątpliwości związanych z tym wnioskiem. Andrzej Przyłębski jest przekonany, że rozmawia z urzędnikiem wydziału paszportów zwłaszcza, że rozmowa początkowo dotyczy  wniosku paszportowego.  Funkcjonariusz zarzuca  pominięcie we wniosku  przebywającego za granicą kuzyna - przypomnieć należy, że taki obowiązek ciążył wówczas na osobach starających się o paszport - który wyjechał za granicę dwa lata wcześniej, żąda udzielenia informacji o okolicznościach wyjazdu tej osoby za granicę. Tak powstaje dokument, który jest podpisany imieniem i nazwiskiem lustrowanego. Pyta o plany związane z wyjazdem A. Przyłębskiego za granicę. Dalej rozmowa dotyczy lustrowanego, funkcjonariusz pyta o jego znajomość prasy podziemnej.  A.Przyłębski zaprzecza, że takie materiały uzyskał. Przebieg rozmowy jest zaskoczeniem dla A. Przyłębskiego,  który orientuje się, że funkcjonariusz dysponuje  dużą wiedzą na jego temat. Nie wie, że od pewnego czasu był inwigilowany przez SB. Rozmowa kończy się zobowiązaniem lustrowanego do podpisania oświadczenia o zachowaniu rozmowy z funkcjonariuszem SB w tajemnicy. Lustrowany pod wpływem tej rozmowy ostrzega studentów z akademika, o których wie, że mogli kolportować prasę podziemną, że SB się nimi interesuje. Kolejne  spotkanie ma miejsce w dniu 9.06.1979 r. – z materiałów archiwalnych wynika, że było to spotkanie w hotelu, lustrowany stanowczo zaprzecza i twierdzi, że faktycznie odbyło się w KWMO tak jak poprzednie. Na tym spotkaniu funkcjonariusz ponownie próbuje uzyskać informacje o osobach kolportujących wspomnianą literaturę  opozycyjną,  jednak lustrowany nie podaje żadnych danych na ten temat, przyznaje, że miał kontakt z takim wydawnictwem, mówi  o swojej opinii na temat poruszanych w tej prasie zagadnień - co ciekawe twierdzi, że się zgadza z tezami w niej zawartymi. W trakcie tego spotkania dochodzi  do podpisania  zobowiązania o współpracy z SB. Można zatem uznać, że doszło do pozyskania lustrowanego do współpracy. Prokurator na podstawie zgromadzonych materiałów uznał, że wszystkie ustalone i opisane czynności funkcjonariusza, aż do momentu wystąpienia z propozycją współpracy, miały charakter czynności administracyjno - prawnych wykonywanych na podstawie ustawy w sprawie o wydanie paszportu. Podczas tych czynności Andrzej Przyłębski występował w roli strony w postępowaniu administracyjnym, nie mając świadomości, że osoba, która go rozpytuje jest funkcjonariuszem SB. Stosownie do przepisów o postępowaniu administracyjnym funkcjonariusz mógł wezwać stronę do złożenia wyjaśnień na piśmie oraz ustnie w kwestiach istotnych dla rozstrzygnięcia sprawy. Pisemne i ustne wyjaśnienia Andrzeja Przyłębskiego złożone na żądanie funkcjonariusza również mieściły się w formach postępowania administracyjnego.

Brak jakichkolwiek dowodów, aby doszło do innych spotkań lub rozmów. Lustrowany po tym drugim spotkaniu wyjeżdża z kraju i wraca jesienią. Nie odpowiada na propozycje kolejnych spotkań, a na początku 1980 r. dochodzi do jego wyrejestrowania z ewidencji SB.

BL przeprowadziło pełną kwerendę w zasobie archiwalnym i ustaliło, że nie zachowały się żadne inne materiały, poza upublicznionymi, wskazujące na jakiekolwiek inne kontakty organów bezpieczeństwa  państwa z lustrowanym.

Prokurator uznał zatem, że doszło do formalnego pozyskania do współpracy, jednak współpraca ta nie została zmaterializowana. Nadto doszło do dekonspiracji wobec osób, które potencjalnie mogłyby pozostawać w zainteresowaniu SB, co powoduje uchylenie przesłanki tajności współpracy.  

Postępowanie zostało przeniesione z OBL w Poznaniu do OBL w Krakowie w następstwie wniosku pełnomocnika Andrzeja Przyłębskiego, który podnosił zarzuty wobec bezstronności czy obiektywizmu prokuratora prowadzącego. W celu wykluczenia jakichkolwiek zarzutów dotyczących bezstronności czy obiektywizmu w tej sprawie Dyrektor Biura Lustracyjnego podjęła decyzję o przekazaniu  sprawy do innego oddziału.

Biuro Lustracyjne dotychczas skierowało 38 wniosków o wszczęcie postępowania lustracyjnego do sądu wobec osób wchodzących w skład  służby zagranicznej (MSZ), w biegu pozostaje  obecnie ponad 30 postępowań weryfikujących prawdziwość oświadczeń złożonych przez osoby wymienione w art. 4 pkt. 11 ustawy lustracyjnej.

Jan Karandziej: KOLEJNE REFLEKSJE NAD „SIERPNIEM 80′”

Przez całe dziesięciolecia historia lat 80-tych, opozycji była zafałszowana. Obowiązywała jedna narracja - uczestników okrągłego stołu. Z biegiem czasu jednak prawda zaczęła się przebijać, ale w bardzo skromnym wymiarze. Owszem działalność TW "Bolka" została ujawniona, ale na tym w sumie poprzestano. W oficjalnej narracji nadal nie mówi się o działalności innych TW we władzach "S", o osobach prowadzonych, wspieranych przez SB (niekoniecznie byli to TW), a niektórzy autentyczni działacze są wciąż dezawuowani, pomawiani - na podstawie wątpliwych dokumentów sporządzonych przez SB. Okazuje się, że także w IPN brakuje woli nad odkłamywaniem historii. Poniżej tekst Jana Karandzieja, b. działacza WZZ i Solidarności w tej kwestii opublikowany na stronie wzzw.wordpress.com :


Zawsze sympatyzowałem i broniłem IPN, wielu z pracujących tam ludzi to wybitni Polscy Patrioci, choć nie brakuje  tam również, ludzi szkodzących Polsce, fałszujących Jej historię.
Gdy zbliża się rocznica strajków sierpniowych zazwyczaj unikam czytania informacji odnośnie tego wydarzenia i nawet informacje produkowane przez IPN ciągle są przepełnione „poprawnością polityczną” wytyczoną przez największego krętacza B.Borusewicza i współpracujący z nim (choćby po linii KSS „KOR”) znany organ A. Michnika.
W sierpniu 1980 r. wraz paroma przyjaciółmi z Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża przygotowaliśmy przedpole i doprowadziliśmy do sierpniowego strajku, braliśmy czynny udział w strajku i to WZZ-ty miały  największy wpływ na sfinalizowanie porozumienia gdańskiego. Wraz z Kolegami tworzyliśmy te wydarzenia, znamy je więc od podszewki i chcemy świadczyć o prawdzie, która w niektórych przypadkach dość znacząco się rożni od oficjalnych wersji. Walkę o prawdę podjęliśmy prawie natychmiast po zakończeniu strajków, bo już wówczas rozpoczęto fałszowanie tej  historii. Niestety trudno nam znaleźć sojuszników w tej walce o prawdę i trudno w to uwierzyć, ale nawet IPN nie jest zainteresowany dotarciem do niej.
Nie wiem czy taką sytuację stwarza brak odwagi i lenistwo niektórych historyków IPN pracujący nad tymi tematami, czy też inne nieznane mi powody.  Podejrzewam, że wpływa na to również mocna propaganda dorabiania nam twarzy oszołomów, praktycznie od zakończenia strajku. Niszczenie dobrej opinii i to nie tylko przez służbę bezpieczeństwa, ale również przez ludzi „Solidarności” ślepo zapatrzonych  w  swego przywódcę  „Bolka „. Oczernianie i  zniesławianie w celu osłabienia wiarygodności to znana broń ,myśmy tego doświadczali praktycznie już w czasach „S” i jest to  tym bardziej bolące, bo od tak zwanych „swoich” . Tak więc czas działania WZZ przed sierpniem 1980 r., czas przygotowań  do walki z komunizmem, samo wywołanie strajku i przeprowadzenie stało się tematem tabu, bardzo niebezpiecznym jak i prawie nieznanym.
Wielokrotnie usiłowaliśmy przekazać informacje z tamtych wydarzeń, co oczywiście nie było łatwe. Jednym z powodów jest niezręczność mówienia o własnych wyczynach, dla mnie jest to szczególnie trudne. Prawdą jest, że byłem z Andrzejem Gwiazdą w okresie poprzedzającym sierpień 1980 r. członkiem Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, a jak mówi A Gwiazda: „W WZZ-ach jedyną władzą był trzyosobowy Komitet Założycielski” przed sierpniem było nas tylko dwóch. Nie chcę wchodzić w buty „Bolka” i mówić ja zrobiłem, wiec myślę, że ta trudność powinna być zrozumiała. Następna trudność to ta, że ja bynajmniej nie jestem człowiekiem  pióra i napisanie choćby krótkiego tekstu  zajmuje mi dość dużo czasu , a jakość tekstu nie mnie oceniać.  Pisząc trzeba uważać by raczej zmiękczać,  nie dopowiadać,  gdyż często zdążają się komentarze typu: „któż to jest Karandziej, że śmie mówić o tamtych czasach,  ja znam z mediów Borowczaka a on mówi zupełnie co innego”. W ten sposób powstał tekst który, został opublikowany w „Biuletynie IPN nr 8-9” w 2006 r. tytuł „Musiałem przeskakiwać przez płot” nadany przez pracowników IPN, 9 (wydanie tego tekstu również narzucało pewne ograniczenia). dla zainteresowanych ;http://www.solidarnosc.org.pl/ws/wp-content/uploads/2010/08/Karandziej-Biuletyn-IPN-2006-8-9_67-68.pdf
O wydarzeniach tamtych dni pisał również Leszek Zborowski zarówno jego teksty jak pozostałe moje można znaleźć na stronie : https://wzzw.wordpress.com/2014/08/14/lech-zborowski-jak-doszlo-do-sierpniowego-strajku-czyli-oddzielmy-prawde-od-klamstwa-%E2%98%9C-polecam/
Sprawą jasną jest iż nasze teksty nigdy nie ukazywały się w mainstreamowych mediach, jednym z niewielu był wywiad ze mną  w „Gazecie Warszawskiej”-https://warszawskagazeta.pl/kraj/itemlist/tag/Jan%20Karandziej oraz w „Naszym dzienniku” – https://wzzw.wordpress.com/2016/04/04/%E2%96%A0%E2%96%A0-wycieto-nas-z-historii-%E2%96%A0%E2%96%A0/
Po zmianie władzy w ubiegłym roku postanowiliśmy nawiązać kontakt z prezesem IPN by przekazać posiadaną wiedzę w temacie WZZ-tów i organizowania sierpnia 1980 roku, czy przebiegu strajków i późniejszej historii. W październiku ubiegłego roku wystosowaliśmy list. Z powodu braku odpowiedzi wystosowaliśmy list otwarty 31 stycznia obecnego roku.
Jeszcze kilkukrotnie podejmowałem próbę dotarcia i podjęcia współpracy z IPN, niestety nieskutecznie. Zdajemy sobie sprawę, że nie posiadamy monopolu na prawdę więc nasze świadectwo chcieliśmy konfrontować ze zwolennikami oficjalnej wersji wydarzeń, czy tez innymi uczestnikami wydarzeń roku 1980. Brak jakiegokolwiek zainteresowania.
W ostatnich latach ożywa pamięć  o „Żołnierzach Wyklętych” (im zawdzięczamy inspirację do naszej walki o wolną Polskę) wraca należna im cześć i chwała.To są również moi bohaterowie, o ich pamięć walczyliśmy już przed 1980 rokiem. Komuniści robili wszystko by tę pamięć wymazać, by ukryć prawdę. Przekonany jestem, że prawdy nie da się zabić. Utrzymuje mnie w tym przekonaniu zwycięstwo prawdy w walce o honor dla Tych, którzy poświęcali wszystko  dla dobra Ojczyzny,  jak  również prawda o haniebnej zdradzie tak długo ukrywanej. Przykre jest to, że jest jeszcze tyle ludzi fałszujących prawdę oraz wspomagających ich w tym haniebnym dziele.
Jan Karandziej