21 lipca 2017

Prezydent Warszawy sprzeciwia się zwolnieniu nieruchomości mieszkaniowych z podatku

Komisja Budżetu i Finansów Rady m.st. Warszawy podjęła decyzję o przedłużeniu terminu rozpatrzenia petycji Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE w sprawie zwolnienia nieruchomości mieszkaniowych do 150 m2 powierzchni użytkowej oraz przynależnych do nich gruntów z podatku od nieruchomości do dnia 27 października 2017 r.

Wcześniej tj. 6 czerwca br. Hanna Gronkiewicz Waltz, jak można było się spodziewać, negatywnie odniosła się do projektu Stowarzyszenia. Najbardziej curiozalnie brzmi uzasadnienie pani prezydent Pomniejszenie wpływów do budżetu miasta o szacowane 54 mln zł (na tyle szacuje się zmniejszenie dochodów) stanowiłoby dla niego wysoki uszczerbek i oddziaływałoby na zakres realizowanych projektów, skoncentrowanych na podnoszeniu jakości życia mieszkańców m.st. Warszawy. Przypomnijmy zatem, że szacowane wpływy do budżetu Warszawy w 2017 r. szacowane są na 15 mld 67 mln zł. Jak widać wspomniana kwota to mniej niż 0,4% wpływów. Istotny uszczerbek, śmiechu warte.

Także komicznie brzmi twierdzenie, iż koszt poboru podatku od nieruchomości to ok. 1,5 mln zł. Przypomnijmy zatem, że należy wysłać każdemu podatnikowi (a w przypadku małżeństwa obu współmałżonkom) decyzję podatkową. Koszt listu z poleceniem odbioru to 7,80 zł. W Warszawie jest ponad 770 tys. gospodarstw domowych. Oznacza to, że co roku istnieje konieczność wysłania ok. 1 mln listów, a do tego należy je przygotować wydrukować, podpisać przez osoby upoważnione, itd. Zatem koszt realny to ok. kilkanaście milionów złotych, a nie 1,5 mln zł jak twierdzi Miasto. A zatem realny ubytek finansowy byłby znacznie mniejszy.

Prezydent Warszawy w piśmie rozwija wizję quasi zapaści społecznej, jeżeli nastąpiłoby zwolnienie z podatku nieruchomości mieszkaniowych. HGW sugeruje, iż ubytek 54 mln zł to zagrożenie np. dla programu warszawskiego bonu żłobkowego, darmowych opłat przedszkolnych, inwestycji w miejsca przedszkolne, darmowej komunikacji miejskiej dla uczniów, budownictwa Mieszkania 2030, działań na rzecz bezpieczeństwa, tańszych biletów długookresowych, ekodotacji. 
Ani słowem pani prezydent nie wspomina, iż można by zredukować nieco liczbę urzędników, nie realizować niektórych bzdurnych inwestycji (np. naprawiania ścieżek rowerowych, które są we względnie dobrym stanie) czy też zrezygnować z niepotrzebnych wyjazdów na koszt podatników itp. Dodajmy np. iż sama wartość zwróconej w ramach nienależnej reprywatyzacji słynnej nieruchomości przy Chmielnej 70 wynosiła ok. 160 mln złotych czyli 3-krotnie więcej niż ubytek z tytułu zwolnienia z podatku od nieruchomości mieszkaniowych.

Teraz decyzja należy do Rady Miasta.

Ciężki los "więźnia" Jana Rulewskiego

Senator Platformy Obywatelskiej Jan Rulewski pojawił się na posiedzeniu Senatu w stroju przypominającym więzienny drelich i z tyłu napisem ZK. Na głowie miał czapkę, w strój miał wpiętą białą różę. Twierdzimy, że Polska powoli, ale systematycznie zamienia się w zakład karny - powiedział Rulewski podczas swojego wystąpienia w Senacie.

No cóż nie znam w Polsce więźnia, który otrzymuje wynagrodzenie ponad 10 tys. zł miesięcznie, któremu funduje się drugie tyle na własne biuro, ponadto podróże koleją i pociągami za darmo, pobyty w hotelach w turystycznych miejscowościach do 7 tys. złotych rocznie i którego pobyt karny polega na zamieszkaniu we własnym domu, na wystąpieniach publicznych m.in. w telewizji. Rzeczywiście ciężki los "więźnia" Jana Rulewskiego"!!!

Stałe poparcie polityczne od ostatnich wyborów parlamentarnych

Jak można by sądzić oglądając TVN24 lub czytając inne liberalno-lewicowe media, można by pomyśleć, iż Polska płonie, cały naród protestuje, a jedynie garstka popiera rządzących. Jednak jeżeli uważnie przyjrzeć się, wszystko jest manipulacją.

W Warszawie ilość demonstrantów przed Pałacem Prezydenckim była znaczna, ale podawane liczby dalekie odbiegały od rzeczywistości. 200 tys. podał Roman Giertych, choć technicznie nie jest możliwe by aż tyle osób zgromadziło się na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim. Rzecznik Ratusza (czyli PO) podał liczbę 50 tys. Tymczasem policja doliczyła się 14 tys. Gazeta Wyborcza doliczyła się w całym kraju 100 tys. demonstrantów, jeżeli liczenie było tak samo jak Ratusza w Warszawie (a m.in. na takich obliczeniach opierała się GW) to można być całkiem spokojni. Większość Polaków ma w nosie polityczne zagrywki polityków, wszelkie apele, wezwania do awantur, puczów, ito, twierdzenia ws. rzekomego zamachu stanu, niszczenia demokracji itp.

Ostatnio media próbują przekonać, że protestować przeciw PIS przychodzi coraz więcej młodych ludzi. Niby Potwierdzają to też sondaże. Aż 82 procent badanych w wieku 18-29 stwierdziło, że sprzeciwiają się polityce rządu Beaty Szydło - wynika z sondażu IBRiS dla Onetu (wp.pl). Tą informację skrzętnie powtarzały inne media. Problem w tym, że nie tak dawno sondaż dla Dziennika Gazety Prawnej (a zatem nie dla medium PISowskiego) przeprowadził inny ośrodek Ariadna. Okazuje się, że aż 63,4 proc. ankietowanych w wieku od 18 do 24 lat deklaruje swoje poparcie dla partii rządzącej. Zatem kilkanaście czy 63 procent za PISem.

Skoro niby takie niezadowolenie społeczne, to poparcie dla PISu powinno znacząco spadać, a dla opozycji znacząco wzrosnąć. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Ostatnie sondaże zarówno IBRIS jak i Kantar Public wykazują stabilne poparcie dla PIS w granicach 38/39%, mniej niż 30% dla PO-Nowoczesnej, ok.8-9% dla Kukiz’15. Jak łatwo zauważyć w zasadzie takie same wyniki mieliśmy w wyborach w 2015 roku, a zatem tak naprawdę sympatie polityczne nie uległy jakieś zasadniczej zmianie.