3 czerwca 2015

KRRIT podwyższa wysokość opłat RTV, czyli chce dalej łupić obywateli

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podniosła opłatę RTVw od 1 stycznia 2016 r. Opłata za używanie odbiornika radiowego ma wynieść 7 zł miesięcznie (zamiast dotychczasowych 6,50 zł) a za telewizyjnego 22,90 zł (zamiast dotychczasowych 21,50 zł). Zatem skala podwyżki wynosi ok. 7% (przy rzekomo zerowej inflacji). Jak wyjaśnia KRRIT decyzję podęło z uwagi na zapewnienie mediom publicznym stabilności finansowej w obliczu coraz niższej ściągalności abonamentu pochodzącego z bieżących wpłat. A może tak KRRiT oraz publiczne redia (TVP, Polskie Radio) zaczęliby raz dla odmiany oszczędności od siebie (np. zmniejszając apanaże Lisów, Kraśki, Tadli itp.), zamiast łupić obywateli.

Przypominamy, iż Stowarzyszenie Interesu Społecznego „Wieczyste” zachęca do wystąpienia z wnioskiem do Poczty Polskiej o wykreślenie numeru identyfikacyjnego RTV, w związku z brakiem doręczenia zawiadomienia o nadaniu numeru identyfikacyjnego RTV w latach 2007-2008, jak nakazywało to rozporządzenie ministra transportu (przypominamy wysyłali zawiadomienia listami zwykłymi, zatem brak dowodu powiadomienia). Wzory pism na stronie Serwis21 lub Stowarzyszenia, w zakładkach po prawej stronie.

Elewarr pod lupą śledczych

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła nadzór Agencji Rynku Rolnego nad spółką Elewarr zajmującej się przechowywaniem oraz obrotem zbóż i rzepaku. Izba wykryła tak wiele patologii, że występuje o likwidację badanej spółki, a o stwierdzonych nadużyciach powiadomiono prokuraturę.

Historia Elewarru - jak w soczewce odzwierciedla czasy rządów PO-PSL. Sprawa zaczęła się 23 listopada 2007 r., kiedy odwołano apolitycznego i mającego wyniki prezesa spółki - dra Daniel Alain Korona. Obawiano się bowiem pomysłów prezesa zmierzających do odseparowania spółki od polityki, co nie było w smak rządzącym. Na jego miejsce powołano Andrzeja Śmietankę - działacza PSL. Ten ostatni silny wsparciem Marka Sawickiego ustanowił własne rządy. Praktycznie z dnia na dzień wszystko uległo zmianie, zamiast planów dywersyfikacji i rozwoju spółki, nastąpiło zwijanie czego efektem było likwidacja produkcji mąki i kaszy. Dokonano reorganizacji spółki, która doprowadziła do dezorganizacji działalności. 
O nieprawidłowościach w spółce alarmował b. prezes Daniel Alain Korona m.in. listem do premiera Donalda Tuska. Bezskutecznie, także listy pracowników np. likwidowanego oddziału w Nowogrodzie Bobrzańskim pozostały bez reakcji. Kontrola NIK w 2011 r. stwierdziła nieprawidłowości w spółce, omijanie ustawy kominowej, proces dekapitalizacji majątku, ale nadal kierownictwo Elewarru czuło się bezkarne. Wszystko zmienia się w 2012 r. wraz z taśmami Serafina, na których prezes Łukasik z ARR opowiada o nieprawidłowościach w spółce. W efekcie Andrzej Śmietanko (powołany na dyrektora generalnego w celu ominięcia kominówki) zostaje odwołany, a minister rolnictwa Marek Sawicki traci na jakiś czas stanowisko. Dwóch wiceprezesów spółki przyznało się do oszustw (fikcyjnych wyjazdów służbowych, w rzeczywistości były to prywatne wyjazdy turystyczne) i dobrowolnie poddało się karze.
Na miejsce Śmietanki powołany zostaje nowy dyrektor generalny, osoba niegdyś skazana za udział w aferze maślanej. Jednak wraz ze zmianami w ARR i resortem rolnictwa następują nowe decyzje personalne ws. Elewarru. Z zyskownej spółki za czasów prezesa Korony, Elewarr stał się spółką deficytową (prawie 12 mln zł - 2013 r., ok. połowa tej sumy - w 2014 r.).

2 czerwca 2015

Reforma wcześniejszych emerytur, bez znaczących kosztów budżetowych

Niezależny ekonomista dr Daniel Alain Korona rozprawia się z lansowanymi przez pseudo-ekonomistów tezami, iż reforma wcześniejszych emerytur spowoduje znaczące koszty dla budżetu państwa. Wykazuje, iż tak nie jest.


W rozmowach publicznych nt. wcześniejszych emerytur, często słyszymy że nie ma pieniędzy na taką reformę. Rzecz w tym, iż osoby wypowiadające się w tej materii, z niewiedzy lub ze złej intencji nie dostrzegają, iż paradoksalnie budżet państwa na danej reformie finansowo nie straci. Ba, być może nawet zyska.

By wyjaśnić ten paradoks, warto wrócić do podstawowej kwestii jakim jest sposób obliczenia emerytur. Od 1998 r. obowiązuje w Polsce tzw.kapitałowy system emerytalny, w skrócie polega on na tym, iż tyle wpłacimy w formie składek emerytalnych tyle otrzymamy w ciągu swojej emerytury, oczywiście uwzględniając waloryzację w związku z inflacją. Innymi słowy, jeżeli wiek emerytalny wynosi 67 lat, a dajmy na to okres życia wynosi 20 lat, to zgromadzony kapitał zostanie podzielony przez 240 i co miesiąc otrzymamy odpowiednią sumę. W przypadku wprowadzenia wcześniejszych emerytur, np. w wieku 60 lat lub np. po 40 latach okresów składkowych i nieskładkowych, to zgromadzony kapitał zostanie podzielony przez 27 lat czyli emerytura będzie ok. 25% niższa. Zatem w skali budżetu państwa, nie będzie to miało wpływu, a osoba ma wybór dłużej pracować i mieć wyższe świadczenia, czy też krócej pracować i mieć niższe świadczenia.

Ponadto należy zauważyć, iż w Polsce już mamy tzw. świadczenia przedemerytalne po 40 latach okresów składkowych i nieskładkowych - bez względu na wiek czy też w wieku 60 lat i przy założeniu 35 lat okresów składkowych i nieskładkowych. Dodatkowym warunkiem jest np. zwolnienie z przyczyn dot. zakładu pracy, co ma jedyny skutek iż dochodzi do patologii w postaci fikcyjnych zatrudnień i zwolnień w celu uzyskania świadczenia. Zatem zamiast kombinowania, może prostsze byłoby przyznanie uprawnienie emerytalnego bez względu na wiek po 40 latach okresów emerytalnych lub w wieku 60 lat po 35 latach okresów emerytalnych, zwłaszcza jeżeli uwzględnić iż w wieku 67 lat wystarczy 25 lat okresów składkowych i nieskładkowych.

Wśród argumentów podnoszonych przeciwko reformie, także możemy spotkać ten, iż wskutek wcześniejszej emerytury, nie wpłynie określona suma składek, gdyż osoby nie będą już pracować. Argument ten jest o tyle niezasadny, że w warunkach bezrobocia, wcześniejsze emerytury spowodują miejsca pracy dla osób młodszych na bezrobociu, a zatem pod względem wymiaru składek nie spowoduje to ubytków we wpływu składek.

Pytanie o finansowanie reformy kryje jedno dodatkowe założenie, którego jednak publicznie nikt nie chce mówić. Otóż w przypadku późniejszego wieku emerytalnego, część osób nie dożyje, a zatem budżet państwa wówczas zyskuje na śmierci osoby, poprzez nie wypłacenie emerytur. I tu rzeczywiście jest pewien wymiar finansowy. W przedziale 60 - 67 lat mówimy o śmierci ok. 46 tys. osób rocznie, i przy przeciętnej emeryturze przyjmując brutto ok. 2000 zł (netto ok. 1650 zł), ten koszt wynosi mniej niż 1 mld złotych rocznie. W rzeczywistości będzie to suma wielokrotnie mniejsza, gdyż duża część osób będzie i tak pracować, umierać zanim nabędzie uprawnienia emerytalne. Ponadto wraz z wydłużeniem trwania życia, śmiertelność w tej grupie ludności powinna ulec zmniejszeniu. A zatem co najwyżej można mówić o kilkaset milionach złotych. Jak widać daleko jesteśmy od sum przytaczanych w mediach przeciw reformie. 

Dodajmy iż ta strata budżetowa zostanie zrównoważona faktem mniejszych wydatków w związku z polepszeniem sytuacji zdrowotnej tej kategorii ludności. Wcześniejsza emerytura - przy obecnych warunkach pracy - oznacza krótszy okres tzw. pracy stresowej, a co zatem idzie możliwość trochę lepszego stanu zdrowia, co będzie miał dodatni wpływ na sytuację wydatków służby zdrowia. Lekarze mogliby w tej materii powiedzieć znacznie więcej.

Z powyższego wynika, iż cała argumentacja dot. braku pieniędzy na reformę wcześniejszych emerytur opiera się na nieprawdziwych założeniach i nieznajomości obecnych przepisów prawnych. Reforma wcześniejszych emerytur zatem nie spowoduje znaczących kosztów budżetowych.

dr Daniel Alain Korona