17 sierpnia 2026

KGS: Skandal za skandalem. Elewarr, compliance – Moldova Zahar (Życie Stolicy)


W grupie KGS skandal  za skandalem. Konkurs w spółce Elewarr ma z góry ustawiony wynik, a w tle układ ma być Wrona-Galewska-Balazs? Czy tak jest?

 


Ustawiony konkurs na wiceprezesa?

12 sierpnia nastąpiło otwarcie zgłoszeń w konkursie na wiceprezesa Elewarru. Do 20 sierpnia odbędą się rozmowy kwalifikacyjnymi z kandydatami, ale to tylko czynność pro-forma. Jak można usłyszeć, wszak z góry wiadomo kto ma zostać wybrany – Jacek Łukaszewicz. Specjalnie unieważniono poprzedni konkurs, gdy się okazało, że Łukaszewicz nie zakwalifikował się do rozmów kwalifikacyjnych (z powodu formalnego błędu) i ogłoszono nowy konkurs.

Chodzą pogłoski, że „patronami” Łukaszewicza są Nitras, Grabiec, Schetyna. Nie wiemy czy tak jest, ale popierają go wiceprezes KGS Agnieszka Galewska, wiceminister aktywów państwowych Grzegorz Wrona, poseł Michał Kołodziejczak i oczywiście Artur Balazs (czyli jak mawiają złośliwcy Don Arturo). Krążą także informacje, że Leszek Świętochowski ma zachować stołek tylko pod warunkiem wejścia Łukaszewicza do zarządu Elewarru. Oczywiście nie ma możliwości weryfikacji tych informacji, wszak żadna z osób wymienionych ich nie potwierdzi. Jednak wybór po 20 sierpnia Jacka Łukaszewicza będzie potwierdzeniem, że był to ustawiony konkurs.


Zastawiona pułapka konkursowa

W ogłoszeniu z 30 lipca zamieszczono formalną pułapkę, która miała umożliwić wyeliminowanie kandydatów z poprzedniego konkursu, o ile nie wykażą czujności. Otóż ogłoszenie z 22 czerwca w punkcie III.3 przewidywało złożenie dokumentów w oryginale lub odpisach, z tym że odpisy dokumentów mogły być poświadczone przez kandydata, z tym że nie wskazywano żadnej konkretnej treści co do sposobu poświadczenia. Naturalnie kandydaci, składając dokumenty mogli poświadczać stwierdzeniem np. za zgodność z oryginałem.

W ogłoszeniu z 30 lipca znalazł się punkt III.3 w tym samym brzmieniu, ale już w dalszej części ogłoszenia stwierdzono, że Poświadczenie dokumentów przez kandydatów wymaga umieszczenia na każdej stronie dokumentu własnoręcznego podpisu, daty oraz sformułowania „Poświadczam za zgodność z oryginałem” lub „Stwierdzam zgodność z oryginałem”. Innymi słowy trzeba nie tylko podpisać każdą stronę dokumentu, wpisać datę oraz sformułowanie o zgodności ze słowem „poświadcza” lub „stwierdzam”. Wpisanie zwrotu „za zgodność z oryginałem” bez słowa poświadczam lub stwierdza lub brak daty może zostać uznane zatem za nie spełnienie wymogu formalnego.

W ten sposób kandydaci z konkursu ogłoszonego w czerwcu nie mogli skorzystać z już złożonych dokumentów, tylko musieli doręczyć dokumenty od nowa z nowym poświadczeniem. Jeden z kandydatów konkursowych, którego teraz odrzucono ze względów formalnych rozłoszczony stwierdził, że konkurs jest ustawiony.

Ostatecznie ile kandydatów zostało zakwalifikowanych do rozmów jest całkowicie bez znaczenia, gdyż wygrać ma i tak ten jeden z góry właściwy (inaczej po co było unieważniać poprzedni konkurs), a nie musimy chyba dodawać, że tym razem zgłoszenie Jacka Łukaszewicza nie zostanie odrzucone ze względów formalnych.

Potwierdzeniem tych informacji, stanowi fakt iż na zapytanie dziennikarskie o unieważnienie konkursu i Jacka Łukaszewicza, KGS nabrał wody w usta i nie odpowiedział. Czyli coś jest na rzeczy …

 

Elewarr próbowano już przejąć w lutym?

Wybór Łukaszewicza na wiceprezesa Elewarru wydaje się być elementem szerszego planu środowiska Grzegorza Wrony (czyli tzw. układu podkarpackiego PSL) i balazsowców. Konkurs na wiceprezesa w Elewarrze pilnuje z ramienia KGS wiceprezes Agnieszka Galewska, którą łączą zażyłe (?) jak twierdzą sygnaliści stosunki z ministrem Grzegorzem Wroną.

Próbę przejęcia Spółki podjęto już w styczniu/lutym br. kiedy to Magdalena Skarżyńska została powołana do rady nadzorczej spółki Elewarr formalnie przez KGS a faktycznie decyzją wiceministra Grzegorza Wrony. Magdalena Skarżyska, ówczesna wiceprezes PAIH jest kojarzona ze środowiskiem Balazsowców (konkretnie z Markiem Zagórskim) a sygnaliści potwierdzali jej znajomość z byłym baronem PSL z Podkarcia – Janem Burym.

Ujawnienie przez portal https://zyciestolicy.com.pl braku zgody rady nadzorczej PAIH na objęcie dodatkowej funkcji, afery wewnątrz PAIH i że jej powołanie nastąpiło w ramach politycznej intrygi dotyczącej konkursu na prezesa Elewarru (chodziło o powołanie działacza PSL z Podkarpacia) spowodowało pokrzyżowanie planów Wrony i rezygnację Skarżyńskiej z funkcji w radzie nadzorczej Elewarru. W kwietniu została odwołana z funkcji wiceprezesa PAIH SA wraz z resztą członków zarządu, jednak walne zgromadzenie akcjonariuszy PAIH SA udzieliło jej absolutorium za rok obrotowy 2025.

 

Skarżyńska do rady nadzorczej KGS?

Jak się dowiedzieliśmy, rozważany był scenariusz powołania Magdaleny Skarżyńskiej do rady nadzorczej KGS i następnie oddelegowania ją do zarządu. Wprawdzie porządek obrad Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy 9 września nie przewiduje uzupełnienia składy rady nadzorczej KGS (jest punkt dotyczący spółek zależnych), ale przecież można uzupełnić porządek obrad na 2 tygodnie przed zgromadzeniem.

Po tym co donosili pracownicy PAIH, nikomu w KGS i spółkach zależnych nie życzymy takiego scenariusza.

Czy scenariusz przejęcia Elewarru się powiedzie? Czy w sytuacji ujawnienia afery, pójdą na przysłowiowy „rympał”. Trudno powiedzieć, ale już dzisiaj w KGS i wokół KGS dzieją się rzeczy, które jeszcze niedawno, nikomu by się nie śniły.

 

Mąż – prezesem spółki zależnej, a żona nadzoruje KGS

Od kilku lat prezesem Moldova Zahar jest Waldemar Sochaczewski (kojarzony ze środowiskiem Balazsowców). To były wiceprezes Agencji Rynku Rolnego 2002-2011, za czasów ministra Jurgiela dyrektor Departamentu Rynków Rolnych MRiRW, zastępca dyrektora generalnego KOWR, członek rad nadzorczych Warszawskiego Rolno-Spożywczego Rynku Hurtowego i Zakładu Doświadczalnego Instytutu Zootechniki PIB.

Jako ekspert współpracujący z TGE przy opracowaniu projektu giełdowego rynku rolnego jest jedną z osób którzy przygotowali projekt Platformy Żywnościowej, czyli nieudany projekt giełdowego rynku rolnego, który pochłonął kilkanaście milionów złotych. Jeszcze za czasów PIS trafił do Grupy KGS i został prezesem spółki zależnej Moldova Zahar.

Spółka ICS „Moldova-Zahar” SRL została założona 21 stycznia 2011 roku jako projekt inwestycyjny polskiego koncernu „Krajowa Spółka Cukrowa” SA. W maju 2011 roku spółka przejęła zbankrutowaną cukrownię w Cupcini. Uroczyste otwarcie firmy odbyło się w cukrowni w Cupcini 28 września 2011 roku, w obecności licznych przedstawicieli władz.

Całe przedsięwzięcie było oczywiście podyktowane względami politycznymi, a na Mołdawię osobiście jechał Andrzej Śmietanko (PSL), ówczesny prezes a następnie dyrektor generalny, znany z afery taśmowej Serafina. Podobno Sochaczewski jest powiązany ze Śmietanko także towarzysko. Niewątpliwie był w ARR gdy Elewarrem, w której 100% udziałów miała Agencja Rynku Rolnego kierował Andrzej Śmietanko). ICS „Moldova-Zahar” SRL uzyskał w lokalnym rynku cukru udział 30% w sezonie produkcyjnym 2015, a fabryka Cupcini przeszła modernizację o wartości ponad 6 milionów euro.

Ciekawostką jest że o ile KGS nadzoruje Moldova Zahar, to sam KGS jest nadzorowany jest przez Departament Nadzoru Właścicielskiego II KGS gdzie obecnie zastępcą dyrektora jest … Edyta Sochaczewska, prywatnie żona pana Waldemara.

Poprzednio dyrektorem departamentu nadzoru II Ministerstwa Aktywów Państwowych nadzorującym KGS była Magdalena Piłat. Za swoją „wierność” (i wdrażane genderowe absurdy) została dyrektorem zarządzającym Polskiej Grupy Zbrojeniowej SA, członkiem rady nadzorczej Huty Stalowa Wola i Grupy Azoty Zakłady Azotowe Puławy SA (od 16 marca br). Dyrektorem departamentu zostaje Piotr Stefański, który w maju także zostaje członkiem rady nadzorczej Azotów (od 9 maja). Zastępcą dyrektora zostaje Elżbieta Sochaczewska (żona Waldemara Sochaczewskiego).

Pani Edyta ma wykształcenie humanistyczne, od lat w Ministerstwie Skarbu Państwa, a następnie w Ministerstwie Aktywów Państwowych. W latach 2009-2012 gdy jej mąż był wiceprezesem Agencji Rynku Rolnego (2009-2011) pełni funkcję członka rady nadzorczej Krajowej Spółki Cukrowej.  Funkcje w radach nadzorczych pełniła także w okresie I kadencji rządów PIS – w Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Międzynarodowe Targi Poznańskie. W 2025 roku zostaje przewodniczącą Rady Nadzorczej Poczty Polskiej.

Oczywiście zarówno zarząd KGS, struktury korporacyjne (compliance) jak i w Ministerstwie Aktywów Państwowych mają świadomość tej niezręcznej (by nie rzec dosadniej) sytuacji. Trudno sobie też wyobrazić, by powołanie Sochaczewskiej na z-cy dyrektora odbyło się bez wiedzy i zgody wiceministra Grzegorza Wrony. Tymczasem ani władze KGS ani MAP nie zareagowały i nie podjęły stosownych działań w celu uniknięcia takiej nieakceptowalnej sytuacji, jakim jest iż prezesem spółki zależnej jest mąż z-cy dyrektora nadzorującego KGS.

 

Wątpliwe zarządzanie

Dlaczego wiceprezes Galewska i wiceminister Grzegorz Wrona tak się spieszą ws. konkursu dla Elewarru? I czemu narzucać kandydata, co do którego gdy był w przeszłości p.o. prezesem ZZZ a następnie Elewarru było sporo zastrzeżeń?

Przypomnijmy co ujawniał portal Życie Stolicy.

Łukaszewicz zanim został prezesem Elewarru zarządzał ZZZ. Niezgodnie z ustawą o rachunkowości nie podpisał sprawozdania finansowego za 2022/23 przed jego zatwierdzeniem. Ponadto za jego czasów dochodziło do zaskakujących transakcji, skup prowadził PZZ Stoisław przy wykorzystywaniu infrastruktury Zamojskich Zakładów Zbożowych, czyli de facto skup prowadził ZZZ, za towar płacił PZZ Stoisław, który następnie odsprzedawał ZZZ za cenę wyższą (nawet o ponad 200 zł/t), gdyż tenże potrzebował pszenicy konsumpcyjnej na cele produkcyjne (mąkę), https://zyciestolicy.com.pl/goraco-wokol-prezesa-spolki-elewarr-2/

Zarządzenie Elewarrem za prezesa Łukaszewicza także pozostawiało wiele do życzenia. Mamiono ministra Ziejewskiego i Radę Nadzorczą KGS, że Elewarr zamknie rok obrotowy 2023/24 wynikiem zerowym (według planu finansowego ok. +4 tys. zł.). Ostatecznie, przy wypracowanych marżach, Spółka zamknęła rok obrotowy stratą finansową 17,99 mln zł…. Pojawiły się wątpliwości dotyczących transakcji Elewarru z ZZZ i PZZ Stoisław, czy w ich wyniku nie doszło do transferowania potencjalnej marży do tych podmiotów?

Zabrakło kontroli kosztów, pogorszyły się wskaźniki płynności, zarzucano zatrudnianie osób z politycznego polecenia (m.in. w Podkarpaciu), zawalono proces o zwrot nienależnych świadczeń ponad-kominowych od Lucjana Zwolaka (b. członka rady nadzorczego, obecnego szefa KOWRu), a w celu przypodobania się ministrowi planowano przenieść siedzibę spółki do Malborka (okręg wyborczy ministra Ziejewskiego).  Prognozowany wynik na rok 2024/25 (niecałe 30 mln zł) był czysto fantazyjny.  https://zyciestolicy.com.pl/kgs-sprawozdanie-elewarru-z-zastrzezeniem.

Zatem czy i jakie zobowiązanie Galewska i Wrona chcą spłacić poprzez powołanie Jacka Łukaszewicza? Oczywiście nie można wykluczyć, że został przygotowany jest wariant zapasowy, ale tak czy inaczej źle to wygląda. Czy nie lepiej unieważnić ten konkurs, by uniknąć kompromitacji?

Publicznie pytamy: co na to premier Donald Tusk, minister aktywów państwowych Wojciech Balczun, co na to kierownictwo PSL (wyborcy to odpowiednio ocenią), co na to pozostali członkowie zarządu KGS a także jej rada nadzorcza oraz czy rada nadzorcza Elewarr chce zostać przyszłym kozłem ofiarnym?


źródło: https://zyciestolicy.com.pl

14 sierpnia 2026

Życie Stolicy: FC Pszczółka nie realizuje żadnego kontraktu na rzecz wojska

FC Pszczółka

Fabryka Cukierków Pszczółka nie realizuje żadnego kontraktu na rzecz wojska, a wszelkie enuncjacje medialne wiceministra aktywów państwowych Grzegorza Wrony w tej sprawie to tylko propagandowe hasła. 

Przypomnijmy w marcu 2026 r. (dokładnie 3 marca 2026 r.) wiceminister Grzegorz Wrona podczas wizyty w lubelskim zakładzie zapowiedział jednak zupełnie inny kierunek: głęboką zmianę profilu produkcji Fabryki Cukierków „Pszczółka” na specjalistyczną żywność energetyczną o bardzo długim terminie ważności (nawet 20–30 lat) – m.in. batony z owoców liofilizowanych – z przeznaczeniem dla Wojska Polskiego i sojuszników NATO.

W opublikowanej przez PAP Biznes informacji nt. przyjętej strategii KGS i wypowiedzi wiceministra Grzegorza Wrony (MAP) cyt.

"Zmiany czekają m.in. wchodzące w skład KGS firmy: Elewarr, zajmujący się skupem zbóż; Fabrykę Cukierków „Pszczółka" czy samą Krajową Grupę Spożywczą, która produkuje cukier. Już wcześniej wiceminister zapowiadał, że „Pszczółka" może produkować żywność energetyczną o długim terminie ważności dla wojska ...

 

Wysokoenergetyczna żywność FC Pszczółka?

Postanowiliśmy zweryfikować powyższe zapowiedzi, zwracając się do KGS z pytaniem:

a) Jaki rodzaj żywności energetycznej ma produkować "Pszczółka" (batoniki, żelki, cukierki z kofeiną, czekolada energetyczna itd) ? Czy firma ma już opracowany skład produktu i czy został już on opatentowany? Czy opracowano już biznes-plan w zakresie opłacalności tej produkcji? Czy podpisano list intencyjny z (albo uzyskano pisemną promesę) z Ministerstwem Obrony Narodowej lub jednostce podległej dotyczącą zakupu tej żywności energetycznej?

Krajowa Grupa Spożywcza S.A. realizuje proces operacjonalizacji Strategii Grupy Kapitałowej KGS S.A. Dokumenty związane z tym procesem mają charakter wewnętrzny, a szczegółowe założenia strategiczne, prowadzone analizy oraz informacje dotyczące przygotowywanych i realizowanych projektów stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa

- poinformowało nas biuro rzecznika prasowego Spółki.

Obecnie realizowany jest proces operacjonalizacji Strategii Grupy Kapitałowej KGS S.A. Dokumenty związane z tym procesem mają charakter wewnętrzny, a szczegółowe założenia strategiczne, prowadzone analizy oraz informacje dotyczące przygotowywanych i realizowanych projektów stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa.

- odpowiedziała nas z kolei Fabryka Cukierków Pszczółka

Zasłonienie się tajemnicą to wygodne. Sprawdziliśmy w wyszukiwarce urzędu patentowego i nie znaleźliśmy żadnego PWP (prawa ochronnego) lub toczącego się postępowania dotyczącego jakiegoś produktu  wysokoeneregetycznego. Jedyne postępowanie prowadzone przez UPRP z wniosku FC Pszczółki dotyczy znaku towarowego "Crunchy" (drugie, pierwsze było w 2025 roku).

 

Nie ma żadnego kontraktu czy promesy

W tych okolicznościach zwróciliśmy się do Ministerstwa Obrony Narodowej z pytaniami:

Czy FBC Pszczółka uzgadniała z MON lub z jednostką podległą ministerstwu jaki rodzaj żywności energetycznej potrzebne jest dla wojska (batoniki, żelki, cukierki z kofeiną, czekolada energetyczna itd) ? Czy były jakiekolwiek rozmowy w tej kwestii np. z Ministerstwem Aktywów Państwowych? Czy MON lub inny podmiot podległy ministerstwu podpisał list intencyjny lub udzielił pisemnej promesy FBC "Pszczółka" lub Krajowej Grupie Spożywczej dotyczącą przyszłego zakupu tej żywności energetycznej? Z jakie budżetu miałby być finansowany ewentualny montaż linii produkcyjnych i ewentualny zakup ww. żywności energetycznej(z programu SAFE?)

W odpowiedzi MON poinformował jednoznacznie, że:

Fabryka Cukierków „PSZCZÓŁKA"  nie realizuje żadnego kontraktu na rzecz Sił Zbrojnych RP. Należy zaznaczyć, że resort obrony wspiera wszelkie inicjatywy, które wzmacniają potencjał polskiego przemysłu, przynoszą korzyści gospodarce oraz przyczyniają się do rozwoju zdolności istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa dostaw na potrzeby Sił Zbrojnych RP.

Innymi słowy hasła o wysokoenergetycznej żywności FC Pszczółka dla wojska to ... zwykła ściema.


źródło: Życie Stolicy

8 sierpnia 2026

Elewarr: Ustawiony konkurs na wiceprezesa? (Życie Stolicy)

 Nowa afera w Krajowej Grupie Społecznej (KGS) a konkretnie w Elewarrze. Chodzi o unieważniony i ponownie ogłoszony konkurs na wiceprezesa.

 


Unieważnili konkurs i ponownie go rozpisali

22 czerwca Rada Nadzorcza Elewarr Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie ogłosiła postepowanie kwalifikacyjne na stanowisko Wiceprezesa Zarządu. 22 czerwca Rada Nadzorcza Elewarr Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie ogłosiła postepowanie kwalifikacyjne na stanowisko Wiceprezesa Zarządu. Zgodnie z ogłoszeniem pisemne zgłoszenia należało złożyć w terminie do dnia 16 lipca 2026 roku (włącznie), 22 lipca miało nastąpić otwarcie zgłoszeń a rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami, których zgłoszenia spełniły wymogi formalne miały zostać przeprowadzone w terminie do dnia 30 lipca 2026 roku.  Zgłosiło się kilku kandydatów, którzy oczekiwali na ww. rozmowy.

Jak dowiedzieliśmy się od jednego z kandydatów - tuż przed datą ww. rozmów, Rada Nadzorcza unieważniła postępowanie konkursowe (bez podania przyczyn) i ogłosiła 30 lipca nowy konkurs, w którym wyznaczono bardzo krótki termin na złożenie (ponowne) dokumentów do 7 sierpnia, otwarcie zgłoszeń w dniu 12 sierpnia, a rozmowy kwalifikacyjne będą przeprowadzone do 20 sierpnia.

 

Konkurs unieważniony i ustawiony?

Dlaczego unieważniono konkurs i rozpisany od razu nowy z krótkim terminem? Bo jak można usłyszeć kandydat, który miał wygrać konkurs, nie był dopuszczony do rozmów kwalifikacyjnych.

Zgodnie z ogłoszeniem - Zgłoszenia niespełniające ... wymogów oraz złożone po upływie terminu do ich przyjmowania nie podlegają rozpatrzeniu, a kandydaci nie wezmą udziału w postępowaniu kwalifikacyjnym.

Zatem w tym konkursie nie zostałby wybrany kandydat wcześniej namaszczony. A jak słyszymy był nim Jacek Łukaszewicz, b. p.o. prezesa ZZZ i b. prezes Elewarru, którego wywalono ze stołka na początku lipca 2025 roku. Teraz miał wrócić na wiceprezesa spółki, co zapewnić miał pseudo-konkurs, który jak wieść niesie nadzoruje osobiście wiceprezes KGS Agnieszka Galewska. Łukaszewicz może liczyć na wsparcie środowiska Don Artura (jak nazywają złośliwcy Artura Balazsa) i ministra Grzegorza Wrony powiązanego z układem podkarpackim PSL.

Dodajmy, iż objęcie stanowisko wiceprezesa jest tylko wstępem do przejęcia pełniącego obowiązki prezesa spółki, co wymagałoby odwołania w niedługim czasie prezesa Elewarru Marcina Roszczyka. Jest o tym głośno w środowisku spółek. Podobno już dziś minister Grzegorz Wrona namawia rolników z Podkarpacia w związku z zapełnionymi magazynami Elewarru do składania skarg na Spółkę. Jeżeli te wiadomością się potwierdzą, oznaczałoby to, że pan minister próbuje wciągnąć rolników i ich problemy do brudnej rozgrywki personalnej w ramach PSL zmierzającej do usunięcia aktualnego prezesa Elewarru.

 

Pytania do KGS

W świetle powyższych informacji, celem ich weryfikacji, zwróciliśmy się do KGS z następującymi pytaniami:

1. Jakie są przyczyny unieważnienia konkursu na wiceprezesa zarządu spółki Elewarr? Czy zarząd KGS (lub osoba z zarządu) wydał polecenie/"zarekomendował" radzie nadzorczej unieważnienia tego konkursu, bo nie sposób uwierzyć by była to inicjatywa samej rady? Czy jakieś dyspozycje w tej sprawie wydawał wiceminister aktywów państwowych Grzegorz Wrona?

2. Czy powodem unieważnienia konkursu stanowił fakt, że - jak wieść niesie - Jacek Łukaszewicz (odwołany prezes Elewarr w lipcu ubr) nie został zakwalifikowany do rozmów kwalifikacyjnych (nie złożenie, złożenie po terminie lub z innego wymogu formalnego)? Czy Jacek Lukaszewicz jest kandydatem z góry "wybranym" na wiceprezesa Elewarru?

3. Czy prawdą jest że wiceprezes Agnieszka Galewska "pilnuje", "nadzoruje" konkurs na wiceprezesa Elewarr sp. z o.o. i kto poza nią z ramienia KGS?

4. Dlaczego w nowym konkursie ustanowiono bardzo krótki termin na zgłoszenie kandydatur (do 7 sierpnia br)?

Aż do momentu publikacji nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, co tratujemy jako potwierdzenie powyższych informacji.

Z kolei Ministerstwo Aktywów Państwowych, które otrzymało pytania do wiadomości, odpowiedział nam, że Minister Aktywów Państwowych wykonując uprawnienia wynikające z praw korporacyjnych Skarbu Państwa w spółkach kieruje się zasadami określonymi w przepisach prawa, z poszanowaniem przyznanych ustawą bądź statutem Spółki, kompetencji organów Spółki, bez ingerencji w zakres tych uprawnień. W związku z tym pytania odnoszące się do przebiegu postępowania kwalifikacyjnego oraz zmian w składzie zarządu Elewarr sp. z o.o. powinny być kierowane do właściwego organu spółki, tj. rady nadzorczej Elewarr sp. z o.o.

Tylko że w tej sprawie rada nadzorcza dokonuje jedynie czynności formalne, a prawdziwe decyzje zapadają wyżej. Potwierdzeniem stanowi brak odpowiedzi KGS w tej sprawie (nie było zaprzeczenia).

 

Konkurs pod Łukaszewicza już w 2024 roku?

Nie pierwszy to wątpliwy konkurs w Elewarrze.

Gdy w 2024 roku ogłoszono konkurs na prezesa Elewarru, padały głosy że ma z góry zaplanowane rozstrzygnięcie. Rada nadzorcza Elewarru, współodpowiedzialna za trudną sytuację spółki i która dopuściła się naruszenia prawa (przedłużając 2-krotnie czasowe oddelegowanie jednego z jej członków do zarządu) przeprowadziła postępowanie konkursowe na prezesa, w wyniku którego wybrała – swojego „kolegę” ze Stoisławia (Łukaszewicz był przez wiele lat dyrektorem sprzedaży w PZZ Stoisław, przewodniczący rady nadzorczej Elewarru był dyrektorem finansowym w Stoisławiu, przewodniczący rady nadzorczej PZZ Stoisław był dyrektorem nadzoru właścicielskiego KGS, a w zarządzie KGS prezesem był Marek Zagórski - znajomy Łukaszewicza, a wiceprezesem KGS sam prezes PZZ Stoisław).

Łukaszewicz zanim został prezesem Elewarru zarządzał ZZZ. Niezgodnie z ustawą o rachunkowości nie podpisał sprawozdania finansowego za 2022/23 przed jego zatwierdzeniem. Ponadto za jego czasów dochodziło do zaskakujących transakcji, skup prowadził PZZ Stoisław przy wykorzystywaniu infrastruktury Zamojskich Zakładów Zbożowych, czyli de facto skup prowadził ZZZ, za towar płacił PZZ Stoisław, który następnie odsprzedawał ZZZ za cenę wyższą (nawet o ponad 200 zł/t), gdyż tenże potrzebował pszenicy konsumpcyjnej na cele produkcyjne (mąkę), https://zyciestolicy.com.pl/goraco-wokol-prezesa-spolki-elewarr-2/

Dopiero po zakończeniu tegoż konkursu na prezesa Elewarru okazało się, że Łukaszewicz to "bohater" afery zbożowej Elstar z 2003 roku.  Prawomocnego skazania jednak nie było.

Zarządzenie Elewarrem za prezesa Łukaszewicza pozostawiało wiele do życzenia. Mamiono ministra Ziejewskiego i Radę Nadzorczą KGS, że Elewarr zamknie rok obrotowy 2023/24 wynikiem zerowym (według planu finansowego ok. +4 tys. zł.). Ostatecznie, przy wypracowanych marżach, Spółka zamknęła rok obrotowy stratą finansową 17,99 mln zł…. Pojawiły się wątpliwości dotyczących transakcji Elewarru z ZZZ i PZZ Stoisław, czy w ich wyniku nie doszło do transferowania potencjalnej marży do tych podmiotów? Zabrakło kontroli kosztów, pogorszyły się wskaźniki płynności, zarzucano zatrudnianie osób z politycznego polecenia, a w celu przypodobania się ministrowi planowano przenieść siedzibę spółki do Malborka (okręg wyborczy ministra Ziejewskiego).  Prognozowany wynik na rok 2024/25 (niecałe 30 mln zł) był czysto fantazyjny.  https://zyciestolicy.com.pl/kgs-sprawozdanie-elewarru-z-zastrzezeniem.

Pojawiały się coraz to nowe kwiatki  i w efekcie 3 lipca 2025 roku prezes Łukaszewicz został odwołany ze stanowiska.

Po odwołaniu z funkcji został dyrektorem operacyjnym PZZ Wałcz Henryka Stokłosy. Można podejrzewać, że pracodawca nie jest chyba w pełni usatysfakcjonowany ze swego pracownika, bo wówczas zaproponowałby takie warunki, że nie opłacałoby się wrócić do państwowej spółki. Ale to tylko domniemanie.

 

Kolejne konkursy w Elewarrze pod polityczny nadzorem

Kolejne konkursy na prezesa ogłoszone w roku 2025 kończyły się przed ich rozstrzygnięciem, choć zgłaszało się wielu kandydatów, którzy dopełnili wszelkich formalności. Pierwszy zakończono od razu po otwarciu zgłoszeń, drugi na kilka dni przed rozmowami kwalifikacyjnymi. Jak słyszeliśmy brakowało politycznej decyzji.

Na początku 2026 roku ogłoszono nowy konkurs na prezesa. W międzyczasie powołano do rady nadzorczej spółki Magdalena Skarżyńską (powiązana ze środowiskiem Balazsowców i z układem podkarpackim PSL czyli m.in. ministrem Grzegorzem Wroną).

Ujawnienie przez Życie Stolicy, iż nie miała jako wiceprezes PAIH SA zgody rady nadzorczej tej spółki na zasiadanie w radzie Elewarru oraz że jej powołanie było elementem układanki, który miał zapewnić przez radę „właściwy” wybór na prezesa Elewarru (według sygnalistów chodziło wówczas o działacza PSL z Podkarpacia) pokrzyżowały plany ministra w tej materii. https://zyciestolicy.com.pl/kgs-w-nagrode-za-straty-rada-w-elewarrze/. Ostatecznie Magdalena Skarżyńska zrezygnowała z funkcji w radzie nadzorczej Elewarru.

Konkurs na wiceprezesa miał teraz umożliwić ponowne przejęcie Elewarru przez Łukaszewicza. Ale ten ostatni z powodów formalnych (nie złożenia w terminie czy innych wad formalnych?) nie został zakwalifikowany do rozmów kwalifikacyjnych.

W tej sytuacji prawdopodobnie nakazano/zarekomendowano radzie nadzorczej unieważnienie konkursu i ponowne jego ogłoszenie. W ten sposób inni kandydaci politycznie nienamaszczeni otrzymali jasny sygnał, że ich zgłoszenia są bezcelowe.

W piątek 7 sierpnia zakończenie przyjmowania zgłoszenie ofert. Można podejrzewać, że te które napłyną będą związane z tą samą układanką polityczną, tak aby mieć "swojego" wiceprezesa (a późniejszego prezesa), nawet gdyby trzeba było zrezygnować z powodu afery z wyboru dotychczasowego namaszczonego kandydata.

 

A miało być transparentnie, bezstronnie, uczciwie???

Co premier Donald Tusk na to co dzieje się w Elewarrze? Czy przypadkiem nie głosił przed wyborami parlamentarnymi z 2023 roku, że:

Przeprowadzimy nowy nabór w transparentnych konkursach, w których decydować będą kompetencje a nie znajomości rodzinne i partyjne.

a przy powoływaniu ministra Balczuna:

 państwo obecne jest w spółkach Skarbu Państwa nie po to, żeby jakieś partie tam desygnowały swoich kandydatów. (…) Ale to musi być absolutnie nacechowane bezstronnością i wysoką kwalifikacją tych ludzi...

Z kolei w lutym br minister Wojciech Balczun w rozmowie z Rzeczpospolitej stwierdził:

„Liczą się kompetencje, doświadczenie, potwierdzone sukcesy biznesowe oraz cały szereg różnych umiejętności, które muszą być dopasowane do specyfiki poszczególnych spółek”

Właśnie widzimy na przykładzie Elewarru, jak to realnie wygląda.

Co na to Najwyższa Izba Kontroli, która wielokrotnie upominała się o konkursy w Elewarrze? Czyżby ujawniona "praktyka konkursowa" spełniała jej oczekiwania? Co na to inne organa?

W zaistniałej sytuacji trudno oczekiwać jakiegokolwiek uczciwego rozwiązania konkursowego i jedynie co powinno zostać uczynione - to definitywne unieważnienie tego pozornego konkursu.


źródło: https://zyciestolicy.com.pl

4 sierpnia 2026

Życie Stolicy: 60 dni na podpis ws. odwołania prezydenta Trzaskowskiego.

Tylko 60 dni, żeby zebrać około 132 tysiące podpisów pod wnioskiem referendum w sprawie odwołania Prezydenta m. st. Warszawy Rafała Trzaskowskiego oraz Rady m. st. Warszawy. Ruszyła Stołeczna Operacja Referendalna.

 

Dlaczego referendum?

Stołeczna Operacja Referendalna jest oddolnym i niepartyjnym ruchem Warszawianek i Warszawiaków, którzy mają dość niegospodarności, nieudolnego nadzoru i ignorowania potrzeb mieszkańców. Stolica Polski nie może być dłużej politycznym łupem jednego ugrupowania. Czas przywrócić mieszkańcom realny wpływ na losy miasta.

Warszawa zasługuje na sprawne, przejrzyste i ambitne zarządzanie, w którym o obsadzie odpowiedzialnych stanowisk decydują kompetencje, a nie legitymacja partyjna. Tymczasem od ponad 20 lat warszawskie instytucje są podporządkowywane interesom jednej formacji politycznej. Skutkiem są kolesiostwo, brak skutecznego nadzoru i narastające patologie, których dramatycznym przykładem jest sytuacja w Szpitalu Południowym.

Polityczną i zarządczą odpowiedzialność za ten stan ponoszą władze Warszawy, z prezydentem Rafałem Trzaskowskim na czele - zwłaszcza, że Szpital Południowy nie jest odosobnionym przypadkiem, lecz objawem znacznie głębszego kryzysu zarządzania miastem.

Warszawa potrzebuje dziś zdecydowanej interwencji ze strony swoich mieszkańców. Potrzebuje rozliczenia dwóch dekad partyjniactwa, nieudolności, bezwładu i braku długofalowej wizji rozwoju. Referendum jest demokratycznym narzędziem, w którym mieszkańcy mogą wystawić ocenę obecnym władzom i wyciągnąć wobec nich polityczne konsekwencje.

 

PARTYJNIACTWO

1. PARTYJNE NOMINACJE ZAMIAST KOMPETENCJI: Warszawskie spółki, instytucje i urzędy stały się przechowalnią dla partyjnych nominatów. O stanowiskach decydują partyjne układy, nie kompetencje. Rachunek za ten stan płacą mieszkańcy.

2. NIEWYDOLNY NADZÓR WŁAŚCICIELSKI: Miasto nie panuje nad własnymi spółkami i instytucjami. Sygnały o nieprawidłowościach są ignorowane, sygnaliści szykanowani, a odpowiedzialni nie ponoszą konsekwencji. Patologie narastają latami przy całkowitej bezczynności władz.

3. KORUPCJA W RATUSZU: Były prezes miejskiej spółki MPO, były minister i były sekretarz m. st. Warszawy usłyszał zarzuty w sprawie przyjęcia 5,2 mln zł łapówki. Jest to symbol patologii systemu nominacji i nadzoru, podporządkowanego interesowi partyjnemu, a nie dobru mieszkańców Warszawy.

 

NIEUDOLNOŚĆ

4. KATASTROFA CZAJKI: Według NIK prezydent Warszawy nie wykorzystał wszystkich możliwych środków nadzoru nad MPWiK. Efektem były dwie wielkie awarie oczyszczalni Czajka i miliony metrów sześciennych nieoczyszczonych ścieków spuszczonych do Wisły.

5. PRZEROST ADMINISTRACJI: Warszawa utrzymuje ponad 9000 etatów urzędniczych - oznacza to wzrost o 50% od 2005 r. i kosztuje mieszkańców 2 mld zł rocznie. Jednocześnie budżet miasta na 2026 r. zakłada deficyt w wysokości 3,7 mld zł.

6. INWESTYCJE, KTÓRE GRZĘZNĄ: Remont Sali Kongresowej trwa już 12 lat, przy 12-krotnie przekroczonym budżecie. Tramwaj do Wilanowa zaliczył rok opóźnienia i dwukrotnie zawyżony koszt. Po zakończeniu II linii metra Warszawę czeka kilkuletnia przerwa w budowie kolejnych odcinków.

 

BEZWŁAD

7. TRANSPORT JAKO POLE WOJNY IDEOLOGICZNEJ: Warszawa potrzebuje sprawnego transportu publicznego i realnego odkorkowania miasta. Tymczasem ograniczenia dla kierowców, zwężanie ulic, likwidacja miejsc parkingowych i Strefa Czystego Transportu są wdrażane szybciej niż możliwe alternatywy: metro, parkingi P+R, komunikacja obwodowa i realny priorytet dla transportu zbiorowego.

8.(BEZ)ŁAD PRZESTRZENNY: W Warszawie panuje chaos reklamowy i przestrzenny. Uchwała krajobrazowa nie została uchwalona od 11 lat. Plan zagospodarowania Placu Defilad utknął w martwym punkcie. Tylko 51% powierzchni miasta jest objęte miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.

9. DRAMAT MIESZKANIOWY: Ratusz nie stworzył skutecznej polityki zwiększania dostępności cenowej mieszkań. Zasób mieszkań komunalnych stoi w miejscu, a najem krótkoterminowy nadal nie został w żaden sposób uporządkowany. Przy cenach mieszkań sięgających ponad 20 tys. zł/m² centrum miasta pustoszeje, a Warszawa wypycha młodych, rodziny i klasę średnią poza miasto.

 

BRAK WIZJI. BRAK GOSPODARZA

10. MIASTO BEZ WIZJI: Strategia rozwoju Warszawy do 2040 r. oraz Plan Ogólny wciąż nie zostały uchwalone. Jeżeli miasto nie zdąży z Planem Ogólnym do 31 sierpnia 2026 r., grożą mu poważne konsekwencje planistyczno-inwestycyjne. Stolica Polski nie może być zarządzana z miesiąca na miesiąc.

11. MIASTO BEZ GOSPODARZA: Rafał Trzaskowski od początku traktował Warszawę jako przystanek w drodze do najwyższych urzędów w państwie. Dwukrotnie porzucał obowiązki prezydenta miasta na czas kampanii wyborczej, nie decydując się nawet na urlop bezpłatny. Warszawa potrzebuje gospodarza obecnego, zaangażowanego i całkowicie skupionego na sprawach mieszkańców — nie prezydenta, który w ratuszu jedynie „bywa”.

 

INSTRUKCJA

1.Pobierz i wydrukuj kartę referendalną - Pobierz PDF

2. Zbierz podpisy wśród znajomych, rodziny i sąsiadów - Podpis może złożyć każdy mieszkaniec Warszawy, który ukończył 18 lat i ma czynne prawo wyborcze. Każda osoba może podpisać się tylko raz. Dane trzeba wpisać własnoręcznie, czytelnie i zgodnie z dowodem osobistym.

3. PRZEŚLIJ KARTY Z PODPISAMI LUB DOSTARCZ DO JEDNEGO Z PUNKTÓW ZBIÓRKI

Adres do wysyłki:

Fundacja Polskiego Rozwoju
al. Niepodległości 18/Piętro 6
02-653 Warszawa

źródło: https://sor.waw.pl/





8 lipca 2026

Leszno 19. Sprawa, o której mówi się zdecydowanie za mało (Życie Stolicy)

Ostatnie tygodnie są dla warszawskiego ratusza wyjątkowo trudne. Kolejne informacje o nieprawidłowościach, dymisjach i konieczności tłumaczenia decyzji sprawiają, że mieszkańcy coraz częściej zadają sobie jedno pytanie: czy w Warszawie naprawdę wszystko odbywa się w sposób przejrzysty i zgodnie z interesem mieszkańców miasta? Jest jednak sprawa, o której mówi się zdecydowanie za mało. To budowa drogi przy ul. Leszno 19.

 

Dlaczego Ratusz chce wywłaszczyć mieszkańców z nieruchomości przy Leszno 19?

Od wielu miesięcy mieszkańcy próbują uzyskać odpowiedzi na podstawowe pytania. Dlaczego inwestycja została przygotowana właśnie w takim kształcie? Dlaczego interes mieszkańców Warszawy przegrał z interesem kolejnego dewelopera? Dlaczego mieszkańcy zostali wywłaszczeni z części nieruchomości, aby realizować inwestycję prywatnego inwestora? Dlaczego samorząd Warszawy stosuje przepisy specustawy drogowej, wykorzystywanej dla kluczowych inwestycji publicznych, aby realizować interes prywatny?  Czy wszystkie argumenty stron zostały rzetelnie przeanalizowane? Dlaczego postępowanie w tej sprawie toczy się od 2021 roku, a mieszkańcy, którzy zostaną wywłaszczeni dowiadują się o tym fakcie dopiero pod koniec 2025 roku.

To nie są pytania polityczne. To są pytania obywatelskie. Odpowiedź na te pytania powinni poznać nie tylko mieszkańcy wywłaszczani z części nieruchomości przy Leszno 19, ale wszyscy mieszkańcy Warszawy. Dzisiaj sprawa dotyczy akurat w/w adresu, ale sposób obchodzenia się z mieszkańcami Warszawy w innych tego typu sprawach będzie ten sam. Jutro, czy za pół roku inne wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie mogą zostać wywłaszczone z parkingów, wiat śmietnikowych, czy funkcjonalnego terenu wokół bloku, aby realizować interes prywatny.

 

Wojewoda przedłuża postępowanie odwoławcze zamiast uchylić decyzję

Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że postępowanie odwoławcze prowadzone przez Wojewodę Mazowieckiego nie przebiega bez problemów. W oficjalnym piśmie z 21 maja 2026 r. Wojewoda wezwał Prezydenta m.st. Warszawy jako organ pierwszej instancji do uzupełnienia dokumentacji elektronicznej. W aktach przekazanych do organu odwoławczego miało brakować m.in. potwierdzeń złożenia dokumentów poprzez ePUAP i e-Doręczenia, a rozpoznanie odwołania zostało uzależnione od uzupełnienia tych braków lub upływu wyznaczonego terminu.

W  przypadku braków formalnych dokumentacji organ wyższego rzędu powinien uchylić decyzję Prezydenta m. st. Warszawy, tymczasem Wojewoda Mazowiecki wzywa do uzupełnienia kolejnych braków i wydłuża Prezydentowi terminy, aby uzupełnił istotne dokumenty w sprawie. A to już kolejne przedłużenie postępowania z powodu braków.

To nie jest drobiazg administracyjny.

Jeżeli organ odwoławczy musi wzywać organ pierwszej instancji do uzupełnienia podstawowej dokumentacji, mieszkańcy mają pełne prawo zapytać, dlaczego taka sytuacja w ogóle miała miejsce, dlaczego sprawa jest procedowana przez Wojewodę Mazowieckiego zamiast uchylić wadliwą decyzję. Przecież mówimy o inwestycji publicznej realizowanej przez największy samorząd w Polsce.

 

Test wiarygodności

Najbardziej niepokoi jednak coś innego.

Zaufanie do instytucji publicznych nie buduje się sloganami o transparentności. Buduje się je poprzez rzetelność, staranność i gotowość do odpowiadania na trudne pytania. A tych wokół Leszna 19 wciąż jest więcej niż odpowiedzi.

Dlaczego Prezydent m. st. Warszawy nie wybrał wariantu budowy drogi, który byłby bezkolizyjny dla mieszkańców Leszna 19?

Dlaczego Prezydent wybrał wariant jedynie korzystny dla dewelopera i zamierza odebrać mieszkańcom Leszna 19 miejsca parkingowe, wiatę śmietnikową oraz narazić stabilność fundamentów samego bloku mieszkalnego przy Leszno 19, budując drogę 2 metry od fundamentów budynku, naruszając tym samym równowagę wodno-gruntową.

Czy mieszkańcy rzeczywiście zostali wysłuchani?

Dlaczego interes dewelopera był jedynym kryterium podejmowanych decyzji, a nie interes publiczny?

Czy warszawski ratusz jest gotów opublikować całość dokumentacji i rozwiać wszelkie wątpliwości?

To pytania, które dziś powinny wybrzmieć głośniej niż kiedykolwiek.

Bo sprawa Leszna 19 przestała być wyłącznie lokalnym konfliktem o fragment drogi. Stała się symbolem sposobu, w jaki mieszkańcy są traktowani przez administrację miasta.

Dzisiaj, gdy zaufanie do warszawskiego ratusza zostało poważnie nadwyrężone przez ostatnie wydarzenia, każda kolejna sprawa wymagająca wyjaśnienia nabiera szczególnego znaczenia.

Leszno 19 nie jest już tylko adresem na mapie Warszawy.

To test wiarygodności miasta.

A od wyniku tego testu zależy znacznie więcej niż los jednej inwestycji.

7 lipca 2026

Egzekucja komornicza wobec spółki z grupy GH Development? (Życie Stolicy)

Według ustaleń redakcji portalu www.zyciestolicy.com.pl aktywny na polskim rynku, belgijski developer GH Development, może mieć poważne problemy. Okazuje się, że jedna ze spółek wchodzących w skład grupy GH Development, ma poważne problemy, ponieważ zostało przeciwko niej wszczęte komornicze postępowanie egzekucyjne.

GH Development

To belgijski deweloper mieszkaniowy należący do holdingu Groep Huyzentruyt, który jak zapewnia posiada ponad 100-letnie doświadczenie na rynku europejskim. W Polsce firma koncentruje się na budowie nowoczesnych obiektów wielorodzinnych oraz apartamentów inwestycyjnych, głównie na terenie Warszawy oraz Gdańska. O problemach belgijskiego dewelopera GH Development wielokrotnie pisaliśmy na łamach portalu: o sporze prawnym dot. nieruchomości Wolskiej 31,  o wadach i usterkach inwestycji przy ul. Orzechowej,  Kotsisa 2 (w tym brak rozliczenia okresu deweloperskiego) i o dyskusyjnej kondycji finansowej wielu spółek z grupy GH Development. 

W reakcji doczekaliśmy się prywatnego aktu oskarżenia wobec redaktora naczelnego portalu. Skończyło się prawomocnym postanowieniem o umorzeniu postępowania. Sąd Rejonowy a następnie Sąd Okręgowy dla m.st. Warszawa uznał, że Deweloperzy muszą się liczyć z kontrolą prasy ostrą, nieprzychylną i niewygodną.

Teraz okazuje się, że jedna z nieruchomości z Grupy będzie przedmiotem egzekucji komorniczej.

 

Egzekucja komornicza?

W elektronicznej księgi wieczystej ukazały się pod koniec czerwca wpisy (wzmianka i wpisu wszczęcia egzekucji).

Lp.Numer i nazwa polaTreść pola
1.1 A. Numer wzmiankiREP.C. / KOMO / 110365 / 26
1 B. Opis wzmianki---
2. Chwila zamieszczenia2026-06-26-12.28.56.232487
3. Chwila wykreślenia---
4. Omówienie wykreślenia wzmianki---
1. 11 A. Numer wzmiankiDZ. KW. / WA4M / 72876 / 26 / 1
1 B. Opis wzmiankiWPIS WSZCZĘCIA EGZEKUCJI
2. Chwila zamieszczenia2026-06-29-08.55.27.770202
3. Chwila wykreślenia---
4. Omówienie wykreślenia wzmianki---

Brak w EKW bliższych informacji dotyczących tej egzekucji.

Tym niemniej można stwierdzić, że wzmianek i wpisów egzekucyjnych by nie było, gdyby belgijski deweloper uiścił należne zobowiązania NBP wynikające z umowy kupna/sprzedaży nieruchomości, co nie nastąpiło. A zatem obecna sytuacja to efekt zaniechań lub celowych działań samego dewelopera.

Jak dowiedzieliśmy się umowa sprzedaży zawierała także zapis dotyczący ewentualnej egzekucji. Zgodnie z nim kupujący nie tylko powinien doprowadzić do uchylenia/umorzenia tej egzekucji, ale także uiścić zapłatę wszelkich wierzytelności i roszczeń NBP, których dotyczy to postępowanie egzekucyjne. Czy GH Development to uczyni czy też dojdzie do egzekucji komorniczej?

Jednak na tym problem się nie kończy, wszak w sprawie tejże nieruchomości trwa spór sądowy w związku z uchyleniem się przez sprzedającego od skutków oświadczenia woli sprzedaży. A zatem nie wykluczone że, nie tylko GH będzie musiało dokonać spłaty wierzytelności, a i tak na koniec spółka nieruchomość straci na rzecz prawowitego właściciela, chyba że wcześniej strony sporu dojdą do odpowiedniej ugody.


Wizerunek w gruzach

Jeżeli dojdzie do egzekucji komorniczej, choć na razie dotyczy to tylko jednej nieruchomości to wizerunek belgijskiego dewelopera (już nadszarpnięty) legnie w gruzach, a co zatem idzie także ucierpi sprzedaż mieszkań. Znaczna część kupujących może obawiać się w takiej sytuacji zawierania umów rezerwacyjnych, a to z kolei odbije się na płynności finansowej spółek grupy.


źródło: Życie Stolicy





2 czerwca 2026

Sąd: Deweloperzy muszą się liczyć z kontrolą prasy ostrą, nieprzychylną i niewygodną

 Deweloperzy muszą liczyć się z regularną kontrolą prasy, również ostrą, nieprzychylną i niewygodną - stwierdził Sąd Okręgowy (II instancja) w orzeczeniu z dnia 27 maja 2026 roku (sygn. akt II instancji - IX KZ 436/26) w sprawie karnej wytoczonej przez 6 spółek deweloperskich z grupy Gh Development reprezentowanych przez kancelarię prawną GGL  - redaktorowi naczelnemu portalu ŻycieStolicy czyli redaktor naczelny Tomasz Szostek sam przeciwko wielkiej machinie korporacyjnej.

O orzeczeniu poinformował portal Życie Stolicy cyt.

 

"Postanowienie I instancji

Redaktor Naczelny

Postanowieniem z dnia 18 marca 2026 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie umorzył postępowanie wobec Redaktora Naczelnego Tomasza Sławomira Szostka, oskarżonemu prywatnym aktem oskarżenia o czyny z art. 212 § 1 i 2 k.k. tj. zniesławienia (sygn. XIV K 443/25)). Sąd uznał, że publikacje mieściły się w granicach dopuszczalnej krytyki prasowej i debaty publicznej.

Portal Życie Stolicy opisywał poszczególne inwestycje m.in. w kontekście sporów prawnych ws. jednej z działek, usterek technicznych oraz stanu finansowego tych spółek (opierając się w tej materii na danych z prospektów emisyjnych i z bizraport.pl).

Sąd I instancji uznał, iż do żadnego zniesławienia nie doszło, a deweloperzy muszą liczyć się z krytyką. Zażalenie na powyższe postanowienie wniósł pełnomocnik oskarżycieli prywatnych, zaskarżając je w całości, a właściwie powielając fragmenty prywatnego aktu oskarżenia.

Sąd II instancji odrzucił zażalenie, wskazując kilka ważnych tez w kontekście procesów wytaczanych prasie przez różnorodne podmioty:

 

Nie wystarczy opatrzenie wypowiedzi że są nieprawdziwe, zmanipulowane lub krzywdzące

objętość środka odwoławczego nie może zastępować jego rzeczywistej treści...  Nie jest wystarczające ponowne przytoczenie tych samych wypowiedzi i opatrzenie ich tezą, że były one nieprawdziwe, zmanipulowane albo krzywdzące... 

 

Postępowanie karne nie służy by krytyczne publikacje automatycznie przenosić na salę rozpraw

Sąd Rejonowy prawidłowo zastosował art. 17 § 1 pkt 2 k.p.k. Wbrew stanowisku skarżących, przepis ten może znaleźć zastosowanie również na etapie wstępnej kontroli oskarżenia prywatnego, jeżeli już z treści zarzutu, przytoczonych publikacji oraz przedstawionego przez oskarżycieli kontekstu wynika, że zachowanie oskarżonego nie realizuje znamion przestępstwa. Postępowanie karne nie służy temu, aby każdą krytyczną publikację dotyczącą podmiotów gospodarczych przenosić na salę rozpraw i dopiero po przesłuchaniu świadków ustalać, czy autor tekstu miał prawo do negatywnej oceny ich działalności.

 

Deweloperzy muszą się liczyć z regularną kontrolą prasy, również ostrą, nieprzychylną i niewygodną

Nie można tracić z pola widzenia charakteru spornych publikacji. Dotyczyły one działalności deweloperskiej, istotnych dla lokalnych społeczności inwestycji, nieruchomości, transakcji, zamknięcia znanego obiektu kinowego (co musiało się odbić echem w sferze publicznej), sporów między inwestorem a kontrahentami oraz reakcji zainteresowanych podmiotów na pytania mediów. Były więc osadzone w sferze publicznego zainteresowania, a nie w sferze czysto prywatnej.

Oskarżyciele prywatni są profesjonalnymi uczestnikami obrotu gospodarczego, prowadzącymi działalność, która z natury rzeczy oddziałuje na sytuację mieszkańców, nabywców lokali, kontrahentów i lokalnych społeczności. Tego rodzaju podmioty muszą liczyć się z regularną kontrolą prasy, również ostrą, nieprzychylną i niewygodną. 

Sąd uznał, że Redaktor Naczelny Tomasz Szostek (przedstawiciel prasy) pełni istotną rolę społeczną, związaną z umożliwianiem opinii publicznej dostępu do określonych informacji.

 

Prawo karne nie powinno być wykorzystywane jako instrument tłumienia debaty publicznej

Nie każde jednak użycie mocnych sformułowań, nie każda jednostronna ocena sytuacji i nie każde przywołanie relacji osób skonfliktowanych z danym podmiotem gospodarczym stanowi przestępstwo zniesławienia. Prawo karne jest środkiem ostatecznym i nie powinno być wykorzystywane jako instrument tłumienia debaty wokół działalności gospodarczej prowadzonej w przestrzeni publicznej...

 

Ocenne wypowiedzi nie były zniesławieniem, Redaktor Naczelny portalu Życie Stolicy tryumfuje!

znaczna część wypowiedzi objętych prywatnym aktem oskarżenia ma charakter ocenny, publicystyczny albo relacjonuje stanowiska osób trzecich. W tekstach pojawiają się pytania, komentarze, opisy konfliktów oraz przytoczenia wypowiedzi kontrahentów i osób zainteresowanych. Nie sposób tych publikacji mechanicznie traktować jako zbioru kategorycznych twierdzeń autora o popełnieniu przez oskarżycieli prywatnych konkretnych czynów zabronionych.

Nie przekonuje także argumentacja, że skoro w publikacjach pojawiają się odniesienia do „oszustwa”, „nieuczciwych praktyk”, „wprowadzania w błąd” czy „uchylania się od zapłaty”, to już z tego względu musiało dojść do zniesławienia. Sformułowania te, choć niewątpliwie ostre i niekorzystne dla oskarżycieli prywatnych, zostały użyte w kontekście opisywanych sporów cywilnoprawnych, transakcji nieruchomościowych, relacji i sporów kontrahentów oraz publicystycznej oceny postępowania dewelopera. Nie przedstawiono ich jako informacji o prawomocnym skazaniu czy urzędowo stwierdzonym popełnieniu przestępstwa, lecz jako element krytycznej narracji o określonych praktykach gospodarczych.

 

Ochrona czci i renomy nie może prowadzić do wyłączenia możliwości krytyki działalności deweloperskiej

Jeżeli wypowiedź mieści się w formule debaty publicznej, dotyczy sprawy społecznie istotnej i stanowi krytyczną ocenę opartą na opisywanym konflikcie, to samo przekonanie zainteresowanego podmiotu, że wypowiedź jest niesprawiedliwa albo jednostronna, nie wystarcza do uruchomienia odpowiedzialności karnej...

Sąd Okręgowy dostrzega, że publikacje objęte prywatnym aktem oskarżenia były dla oskarżycieli prywatnych niekorzystne, a miejscami niewątpliwie dotkliwe w odbiorze. Nie jest to jednak równoznaczne z realizacją znamion czynu z art. 212 § 1 i 2 k.k. Ochrona czci i renomy nie może prowadzić do wyłączenia możliwości krytycznego opisywania działalności deweloperów, zwłaszcza gdy działalność ta dotyczy spraw budzących uzasadnione zainteresowanie społeczne. 

Z postanowienia sądu można zatem wyciągnąć wniosek, że były to fikcyjne oskarżenia"

- uważa portal Życie Stolicy.


Orzeczenie jest istotne, albowiem o ile ustawodawca próbuje ograniczyć zjawisko SLAPP (czyli wykorzystania pozwów cywilnych do tłumienia wolności publikacji), o tyle nie usunął przepis art.212 k.k., (zniesławienie), który jest nadużywany przez różne podmioty w celu zastraszania środowiska dziennikarskiego.

21 maja 2026

Naruszenie dóbr osobistych czy cenzura?

Czy pod wezwaniem do zaniechania naruszenia dóbr osobistych nie kryje się cenzura? Dziennikarze, redakcje prasowe otrzymują coraz częściej wezwania do zaniechania naruszenia dóbr osobistych, pod groźbą sprawy cywilnej lub karnej.


19 maja redakcja "Serwis21" i Stowarzyszenie Polskie Euro 2012 otrzymały pisemne wezwanie kancelarii GGL reprezentującej spółki z grupy GH Development do zaniechania naruszeń dóbr osobistych, które miało nastąpić w 9 artykułach opublikowanych przez nasz portal i w którym zażądano trwałego usunięcia tychże artykułów.

Kancelaria zarzuciła m.in. "rozpowszechniania nieprawdziwych informacji, mających na celu podważenia dobrego imienia, renomy i reputacji spółek ... przeinaczają faktyczny przebieg postępowań czy zdarzeń faktycznych ..." itd.

Warto zauważyć, że ani razu GGL czy spółki grupy GH Development nie wystąpiły do Serwis21 o zamieszczenie sprostowań nieprawdziwych informacji (trzeba by wówczas je wskazać konkretnie) jak umożliwia to prawo prasowe. Ten fakt powinien dać do myślenia.

W przytoczonych artykułach powołują Państwo również szereg nieprawdziwych informacji na temat rzekomo niekorzystnej sytuacji finansowej spółek. 
Otóż cytowaliśmy artykuły i materiały bizraport, które przytacza informacje ze sprawozdań finansowych ww. spółek, a także zamieszczaliśmy fragmenty z prospektów emisyjnych. Czyżby zatem informacje zawarte w tych dokumentach miały być nieprawdziwe?

Wypowiedzi, oceny oraz sposób prezentowania danych mają charakter sugerujący, co prowadzi do zniekształcenia rzeczywistości oraz wprowadza odbiorców w błąd.
Rzecz w tym, iż wypowiedzi, oceny były w tych sprawach z naszej strony bardzo oszczędne, gdyż dane finansowe nie potrzebowały komentarzy, są wymowne samo w sobie.

W artykułach przywoływaliśmy także dziwne zdarzenia dot. wpisów w księdze wieczystej odnośnie nieruchomości przy ul. Wolskiej 31. Jednoznacznie obarczaliśmy sąd za ww. zdarzenia, a nie dewelopera. A zatem dziwi że te artykuły wzbudziły zastrzeżenia kancelarii jako naruszające dobre imie spółek grupy GH Development, chociaż wpisy sądowe lub ich brak obarcza urzędników sądu wieczystoksięgowego.

Za wielce znamienne uznajemy fakt, że GGL wystąpił m.in. o usunięcie artykułu z listopada 2024 roku, w którym informowaliśmy o wystąpieniu spółki Gadbrook o usunięcie 2 artykułów dot. sprawy Wolskiej 31. Fakt, że nawet informacja o tym wystąpieniu uznano za naruszenie dóbr osobistych wskazuje na rzeczywiste intencje wzywającego.

Uważamy, że nie naruszyliśmy żadnych dóbr osobistych, ale z ostrożności procesowej zważywszy, że trwa obecnie postępowania sądowe z oskarżenia Gadbrook i innych spółek grupy GH Development przeciwko Redaktorowi Naczelnemu portalu Życie Stolicy (zażaleniowe, sąd I instancji umorzył postępowanie) w związku z publikacjami dot. spółek grupy GH Development (które nadal są dostępne i który również powtarza te same informacje co nasz Serwis) cofamy publikacje do czasu rozstrzygnięcia sądowego. Przy podejmowaniu dalszych decyzji będziemy kierowali się rozstrzygnięciem sądowym w powyższej sprawie.

21 kwietnia 2026

Życie Stolicy: Tuchów: Rakotwórczy smród farb, hałas i miliony wsparcia?

Tuchów: Rakotwórczy smród farb, hałas i miliony wsparcia. Mieszkańcy od miesięcy zgłaszają duszące, rakotwórcze zapachy i metaliczny hałas. Tymczasem spółka MTM Konstrukcje sp. z o.o.  otrzymała wsparcie z Polskiej Strefy Inwestycji na malarnię proszkową — czy publiczne pieniądze wspierają inwestycję, która szkodzi sąsiadom?

Mieszkańcy Tuchowa mówią wprost: przy zamkniętych oknach słychać uderzenia metalu, a zapach farb przenika do wnętrza domów. W ich ocenie nie są już w stanie normalnie funkcjonować we własnych domach.

Konflikt wokół działalności zakładu MTM Konstrukcje sp. z o.o. narasta, a wraz z nim pojawiają się pytania o skuteczność kontroli i rzeczywisty nadzór nad inwestycją.

 

„Słychać metal, czuć farby”

Zakład MTM Konstrukcje sp. z o.o., zajmujący się obróbką i lakierowaniem konstrukcji stalowych, zlokalizowany jest w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy jednorodzinnej. W niektórych przypadkach odległość domów od hali produkcyjnej wynosi niespełna 100 metrów.

Mieszkańcy wskazują, że w ich ocenie skala uciążliwości uniemożliwia normalne funkcjonowanie w miejscu zamieszkania. Relacjonują, że hałas przenika do wnętrz budynków nawet przy zamkniętych oknach, a zapachy farb i rozpuszczalników są odczuwalne wewnątrz domów.

Wśród mieszkańców narasta niepokój dotyczący potencjalnych skutków zdrowotnych długotrwałego narażenia na tego typu oddziaływania. Wskazują oni na brak jednoznacznych danych pozwalających ocenić rzeczywisty poziom ryzyka, co – jak podkreślają – potęguje poczucie zagrożenia.

Skutki oddziaływania zakładu nie ograniczają się jednak wyłącznie do odczuć zapachowych i akustycznych. W praktyce prowadzą one również do istotnych konsekwencji społecznych, wpływających bezpośrednio na codzienne funkcjonowanie mieszkańców.

W moim przypadku zdarzały się sytuacje, w których osoby z mojego otoczenia wprost informowały mnie o rezygnacji z odwiedzin, wskazując jako przyczynę uciążliwości środowiskowe związane z funkcjonowaniem zakładu, w szczególności zapachy farb i rozpuszczalników, hałas oraz obawy o zdrowie swoich dzieci

- relacjonuje jeden z mieszkańców.

Prowadzi to do stopniowego ograniczania kontaktów towarzyskich i rodzinnych, a w konsekwencji do faktycznej izolacji miejsca zamieszkania – nie z przyczyn osobistych, lecz wyłącznie z powodu warunków środowiskowych.

Tego rodzaju sytuacje, choć mają charakter nieformalny, stanowią realny i odczuwalny przejaw oddziaływania instalacji na życie społeczne, którego nie sposób uchwycić wyłącznie za pomocą pomiarów technicznych.

„Nie możemy normalnie otworzyć okien. W domu czuć farbę, a dźwięki uderzeń metalu powodują ciarki na plecach”

– relacjonuje kolejny z mieszkańców.

 

Dokumenty kontra rzeczywistość

Najpoważniejsze wątpliwości dotyczą zgodności funkcjonowania zakładu z dokumentacją środowiskową.

Z pism kierowanych do organów wynika, że – zdaniem mieszkańców – rzeczywisty sposób eksploatacji instalacji może odbiegać od założeń przyjętych w dokumentacji środowiskowej .

Wskazywane są m.in.:

  • prowadzenie procesów lakierniczych poza dedykowaną kabiną,
  • emisja zanieczyszczeń przez otwarte bramy hali,
  • stosowanie rozwiązań emisyjnych niewskazanych w dokumentacji,
  • brak części instalacji przewidzianych w decyzji,
  • brak potwierdzonych pomiarów emisji.

 

Zmiana charakteru inwestycji?

Wśród mieszkańców pojawia się również wątek dotyczący sposobu realizacji samej inwestycji.

Zwracają oni uwagę, że obiekty początkowo przedstawiane jako neutralne środowiskowo – hale magazynowe – w praktyce zostały wykorzystane do prowadzenia działalności przemysłowej o znacznie większym oddziaływaniu na otoczenie, w tym procesów obróbki metalu i lakierowania.

W ich ocenie rodzi to pytania o to, czy na etapie wydawania decyzji środowiskowych właściwie oceniono docelowy charakter działalności oraz jej rzeczywiste oddziaływanie na środowisko i mieszkańców.

 

Wsparcie publiczne dla inwestycji

Dodatkowe kontrowersje budzi fakt, że inwestycje spółki otrzymują wsparcie publiczne.

Jak wynika z informacji o projektach realizowanych w ramach Polskiej Strefy Inwestycji, MTM Konstrukcje Sp. z o.o. rozpoczął działalność w Tuchowie, w tym uruchomił profesjonalną malarnie proszkową, przy wsparciu Krakowskiego Parku Technologicznego.

Łączna wartość inwestycji liczona jest w milionach złotych.

Dla mieszkańców oznacza to sytuację, w której rozwój działalności przemysłowej odbywa się przy jednoczesnym wykorzystaniu instrumentów wsparcia publicznego, co – ich zdaniem – dodatkowo komplikuje możliwość skutecznego egzekwowania standardów środowiskowych. Przecież Gmina sama nie zakwestionuje własnej decyzji środowiskowej skoro pozyskała środki finansowe na funkcjonowanie inwestycji nią objętej.

 

Emisja „poza systemem”

Szczególne wątpliwości budzi emisja niezorganizowana – czyli taka, która odbywa się poza przewidzianymi instalacjami, np. przez otwarte bramy hali.

Mieszkańcy pytają, czy taki sposób funkcjonowania zakładu był w ogóle analizowany na etapie postępowania administracyjnego, przez gminę Tuchów.

 

Kontrola pod znakiem zapytania

Powstaje pytanie. Sprawa jest znana Burmistrzowi Tuchowa, bo przecież sam wydawał decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, Staroście Tarnowskiemu, bo wydawał pozwolenia na budowę i pozwolenie emisyjne po 2 latach emisji przez MTM wysoce szkodliwych dla zdrowia lotnych związków organicznych (LZO) i izocyjanianów oraz WIOŚ. Jaki rezultat? Na razie żaden.

 

Pytania o rolę władz

W tle sprawy pojawiają się również pytania o sposób podejmowania decyzji na poziomie lokalnym.

Mieszkańcy wskazują, że inwestycje przemysłowe dopuszczane są w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej, a zgłaszane uwagi bywają odrzucane z przyczyn formalnych.

Ich zdaniem, rodzi to wątpliwości, czy w procesie decyzyjnym w wystarczającym stopniu uwzględniane są kwestie ochrony zdrowia mieszkańców i środowiska, czy też dominujące znaczenie mają czynniki gospodarcze, takie jak rozwój inwestycji i wpływy do budżetu Urzędu Miasta.

 

Spór o rzeczywistość

Sednem konfliktu pozostaje pytanie, czy rzeczywisty sposób funkcjonowania zakładu odpowiada temu, co zostało przedstawione w dokumentacji środowiskowej.

Sprawa zaczyna wykraczać poza poziom lokalny. W ocenie mieszkańców brak jednoznacznych ustaleń oraz utrzymujące się wątpliwości mogą wymagać weryfikacji przez organy nadzorcze oraz instytucje kontrolne wyższego szczebla.

W takich sytuacjach przedmiotem oceny staje się nie tylko działalność inwestora, ale również sposób działania organów administracji publicznej odpowiedzialnych za wydawanie decyzji i prowadzenie kontroli.

Jeśli rozbieżności pomiędzy dokumentacją a stanem faktycznym zostaną potwierdzone, konsekwencje mogą dotyczyć nie tylko jednej inwestycji, ale całego procesu decyzyjnego i nadzorczego.

Sprawa z MTM Konstrukcje sp. z o.o. może nie być odosobnionym przypadkiem. W opinii mieszkańców wpisuje się ona w szerszy schemat, w którym inwestycje przemysłowe lokalizowane są w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej, a rzeczywisty sposób ich funkcjonowania odbiega od założeń przedstawianych na etapie uzyskiwania decyzji środowiskowych.

W takich sytuacjach pojawia się zasadnicze pytanie o skuteczność całego systemu ochrony środowiska – od etapu wydawania decyzji, przez ich kontrolę, aż po realną możliwość weryfikacji oddziaływań na mieszkańców.

Brak jednoznacznych ustaleń oraz trudności w przeprowadzeniu pomiarów mogą prowadzić do sytuacji, w której rzeczywisty wpływ inwestycji na otoczenie pozostaje poza skuteczną kontrolą instytucji publicznych.

 

Co dalej?

Ta sprawa może nie mieć charakteru incydentalnego, lecz stanowić przejaw szerszego problemu w zakresie sposobu prowadzenia postępowań środowiskowych przez Burmistrz Tuchowa oraz weryfikacji danych stanowiących podstawę wydawania decyzji administracyjnych.

Skala i charakter ujawnionych rozbieżności pomiędzy dokumentacją a stanem faktycznym rodzą poważne wątpliwości co do tego, czy na etapie wydawania decyzji dokonano rzeczywistej i wnikliwej oceny oddziaływania przedsięwzięcia, czy też ograniczono się do analizy formalnej opartej na deklaracjach inwestora.

W konsekwencji, niezbędne jest objęcie sprawy pogłębioną weryfikacją nie tylko w zakresie bieżącej eksploatacji instalacji, lecz również w zakresie prawidłowości przebiegu procesu decyzyjnego oraz realizacji obowiązków urzędników wynikających z przepisów prawa.

W przypadku potwierdzenia wskazanych okoliczności niezbędne może okazać się podjęcie działań nadzorczych na wyższym poziomie, obejmujących ocenę standardów działania organu właściwego w sprawie.

W takiej sytuacji przedmiotem oceny przestaje być wyłącznie działalność jednego zakładu, a staje się nim wiarygodność mechanizmów, które mają chronić mieszkańców przed negatywnym oddziaływaniem inwestycji przemysłowych.

20 marca przesłaliśmy mailem 33 pytania dziennikarskie do MTM Konstrukcje, ale choć upłynął prawie miesiąc, nie doczekaliśmy się odpowiedzi ze strony Spółki.

 

Sprawa wykraczająca daleko poza Tuchów

Kluczowe pytanie pozostaje bez odpowiedzi: czy mieszkańcy Tuchowa żyją obok inwestycji, której rzeczywisty wpływ na ich zdrowie i środowisko został rzetelnie oceniony – czy też obok działalności, której faktyczny charakter nigdy nie został w pełni zweryfikowany.

W takiej sytuacji powstaje pytanie nie tylko o odpowiedzialność inwestora, ale również o skuteczność i wiarygodność organów publicznych i urzędników, którzy dopuścili do realizacji tego przedsięwzięcia oraz sprawują nad nim nadzór.

Sprawy tego rodzaju w praktyce stają się przedmiotem zainteresowania organów nadzorczych wyższego szczebla, a także instytucji odpowiedzialnych za kontrolę prawidłowości działania administracji publicznej.

Dla mieszkańców oznacza to jedno: rozstrzygnięcie tej sprawy może mieć znaczenie wykraczające daleko poza Tuchów.

 

cdn.

PS: Jeżeli ktoś chciałby podzielić się z nami informacjami w powyższej sprawie, to prosimy o zgłaszanie się do redakcji na adres e-mail:  d.korona@zyciestolicy.com.pl lub redakcja@zyciestolicy.com.pl . Wszystkie zgłoszenia zostaną wnikliwie rozpatrzone. Zapewniamy anonimowość.

29 marca 2026

Czy Warszawa doprowadzi do katastrofy przy Leszno 19? 44 rodziny mogą stracić dach nad głową

Czy Warszawa doprowadzi do katastrofy przy Leszno 19? 44 rodziny mogą stracić dach nad głową

To nie jest już zwykły spór o drogę. To historia, w której stawką jest bezpieczeństwo ludzi, ich domy i dorobek życia. Przy ul. Leszno 19 w Warszawie planowana jest inwestycja, która – jeśli wierzyć dokumentom i skali ingerencji – może doprowadzić do sytuacji, której każdy inżynier i każdy mieszkaniec miasta powinien się obawiać realnego zagrożenia katastrofą budowlaną.

Bo mówimy o drodze, która ma powstać praktycznie pod ścianami budynku, w miejscu, gdzie dziś żyją ludzie. Nie na pustym terenie. Nie na działce inwestycyjnej. Ale w bezpośrednim sąsiedztwie istniejącego bloku, w którym mieszkają 44 rodziny. I choć w dokumentach wszystko wygląda „zgodnie z procedurą”, rzeczywistość jest znacznie bardziej brutalna.

Z dokumentów jasno wynika, że inwestycja oznacza głęboką ingerencję w grunt i istniejącą infrastrukturę. Przebudowywane będą sieci elektroenergetyczne, ciepłownicze i wodociągowe. Kable mają być prowadzone w ziemi na głębokości około 70 centymetrów, wykonywane będą przepusty, przecinane istniejące instalacje, a część sieci zostanie całkowicie zdemontowana i poprowadzona na nowo. Dla urzędników to standardowy zakres robót. Dla mieszkańców — to naruszenie stabilności gruntu pod ich domem.

Bo każda taka ingerencja w podłoże, każda zmiana układu wód gruntowych i każde osłabienie struktury gruntu może prowadzić do jednego: osiadania budynku, pęknięć ścian, a w skrajnym przypadku – katastrofy budowlanej. I tu pojawia się pytanie, na które nikt nie daje jednoznacznej odpowiedzi: kto weźmie odpowiedzialność za powyższe skutki?

W tym budynku nie ma pustych lokali inwestycyjnych. Tu mieszkają ludzie. Rodziny, które zainwestowały swoje oszczędności, które wychowują dzieci, które zbudowały tu swoje życie. I dziś te 44 rodziny stają przed realnym ryzykiem, że mogą to wszystko stracić. Bo nawet jeśli dojdzie do uszkodzeń, nawet jeśli budynek stanie się niezdatny do użytkowania — żadna decyzja administracyjna nie cofnie skutków. A odszkodowania? Dokumenty przewidują rekompensaty, ale każdy, kto zna realia warszawskiego rynku nieruchomości, wie jedno — odszkodowania nie pokrywają realnej wartości mieszkań. Nie uwzględniają lokalizacji, standardu życia, więzi sąsiedzkich.

W tej sprawie nie chodzi też o tworzenie nowej przestrzeni dla mieszkańców. Jest dokładnie odwrotnie. Mieszkańcy w wyniku inwestycji drogowej stracą swoje miejsca parkingowe — te, które od lat były częścią ich codziennego funkcjonowania. W gęstej zabudowie Woli, gdzie każdy metr przestrzeni ma znaczenie, gdzie znalezienie miejsca graniczy z cudem, takie działanie jest po prostu niedopuszczalne. To nie jest reorganizacja. To realne pogorszenie warunków życia.

Tuż obok inwestycji znajduje się Skwer Gwary Warszawskiej — miejsce, które niedawno zostało odnowione i oddane mieszkańcom. Zielona przestrzeń, która miała służyć ludziom, odpoczynkowi, lokalnej społeczności. Bezpośrednio przy działce dewelopera znajduje się również plac zabaw — miejsce, gdzie każdego dnia przychodzą rodziny z dziećmi, gdzie toczy się zwykłe, codzienne życie dzielnicy. Dziś wszystko wskazuje na to, że przez inwestycję ten obszar stanie się w praktyce niezdatny do użytkowania. Hałas, roboty budowlane, ingerencja w teren — to wszystko sprawi, że przestrzeń, która miała być symbolem rewitalizacji, stanie się kolejną ofiarą tej inwestycji. Trudno mówić o bezpieczeństwie dzieci, gdy tuż obok prowadzone będą intensywne prace ziemne i infrastrukturalne.

Projekt przewiduje również rozbiórkę istniejącej wiaty śmietnikowej. I tu pojawia się kolejny absurd. Obowiązujące przepisy jasno wskazują, że wiata śmietnikowa powinna znajdować się co najmniej 3 metry od budynku. Tymczasem po przejęciu części działki pod drogę mieszkańcom nie zostanie praktycznie żadna przestrzeń, w której mogliby ją odbudować zgodnie z prawem. To oznacza jedno — projekt nie tylko ingeruje w przestrzeń, ale de facto uniemożliwia normalne funkcjonowanie budynku.

Najbardziej bulwersujący jest jednak kontekst całej inwestycji. Bo droga, która ma powstać, nie jest finansowana przez miasto. Buduje ją deweloper — Volumetric Leszno. I robi to nie z dobrej woli, ale dlatego, że bez tej drogi nie zrealizuje swojej inwestycji – budowy kolejnego bloku mieszkalnego. Dokumenty mówią wprost: budowa drogi jest związana z inwestycją mieszkaniową . Czyli interes prywatny dewelopera staje się impulsem do ingerencji w przestrzeń publiczną i życie mieszkańców. A miasto przyjmuje gotową infrastrukturę.

W tym kontekście szczególnie niepokojące jest zastosowanie tzw. specustawy drogowej, która pozwala na szybkie wywłaszczenia w imię celu publicznego. To narzędzie miało służyć realizacji kluczowych inwestycji infrastrukturalnych — dróg, które rzeczywiście służą ogółowi społeczeństwa. Tymczasem w tej sprawie pojawia się fundamentalne pytanie o sprawiedliwość i sens jej użycia: czy można wywłaszczać mieszkańców i ingerować w ich własność, pozbawiać miejsc parkingowych, gdy faktycznym beneficjentem inwestycji jest jedynie prywatny deweloper? Czy mechanizm stworzony dla dobra publicznego nie został wykorzystany do realizacji interesu komercyjnego?

Dziś jeszcze można powiedzieć, że to tylko projekt. Że to tylko decyzja administracyjna. Ale historia wielu inwestycji pokazuje, że takie sprawy kończą się dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś nieodwracalnego. Pęknięcia ścian. Osiadanie budynków. Ewakuacje mieszkańców. Czy naprawdę trzeba czekać na tragedię, żeby ktoś powiedział „stop”?

Ta sprawa wymaga natychmiastowej reakcji. Wojewoda Mazowiecki nie może ograniczyć się do formalnej analizy dokumentów. Tu potrzebna jest realna ocena ryzyka dla ludzi. Nadzór budowlany powinien jednoznacznie odpowiedzieć, czy ta inwestycja jest bezpieczna dla istniejącego budynku. A miasto Warszawa musi w końcu odpowiedzieć mieszkańcom na jedno proste pytanie — czy ich bezpieczeństwo jest ważniejsze niż interes dewelopera?

Bo dziś przy Leszno 19 nie chodzi już o drogę. Chodzi o to, czy 44 rodziny będą mogły dalej spokojnie mieszkać w swoich domach. Czy też zostaną kolejnym przykładem tego, że w starciu z inwestycją zwykły mieszkaniec nie ma żadnych szans.

 (Chat GPT)