17 sierpnia 2018

Procedura w/s potwierdzenia statusu działacza opozycji antykomunistycznej wciąż nie zaskarżona przez Prezydenta

Procedura ws. potwierdzenia statusu działacza opozycji antykomunistycznej nie została zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego. Z inicjatywą do prezydenta w tej sprawie wystąpiło 28 lutego 2018 Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89.

Status działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej z powodów politycznych przysługuje osobie, co do której w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu nie zachowały się dokumenty wytworzone przez nią lub przy jej udziale, w ramach czynności wykonywanych przez nią w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji przez organy bezpieczeństwa państwa. Taki zapis w ustawie o działaczach opozycji antykomunistycznej przyjął w 2015 roku parlament (zdominowany przez Platformę Obywatelską). Na zmianę powyższego przepisu nie zgodziła się w obecnej kadencji Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji.

Stowarzyszenie domagało się wystąpienia Prezydenta z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności powyższego przepisu z zapisami konstytucji w zakresie w jakim stosowana jest wykładnia literalna, deklaratoryjna a nie funkcjonalna przepisu. 

Zgodnie z wykładnią literalną, deklaratoryjną z jednej strony przepis imputuje współpracę z organami bezpieczeństwa działaczom opozycji antykomunistycznej, albowiem nie można nie zachować dokumentu, którego nie było. Z drugiej strony, IPN i niektóre sądy administracyjne nie badają dokumentów SB pod kątem ich prawdziwości, a jedynie przyjmują informacje w nich zawarte bez weryfikacji, a tym samym dochodzi do wydania decyzji odmownych wobec działaczy, którzy autentycznie działali, a których SB próbowała kompromitować. Co prawda nie są to liczne przypadki, ale jednak występują.

Jak zareagowała Kancelaria Prezydenta RP? Otóż 29 czerwca 2018 roku KPRP przesłała następujące pismo:

Potwierdzamy wpływ petycji Stowarzyszenia z 28 lutego 2018 roku skierowanej do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, a przekazanej do Biura Dialogu i Korespondencji Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w celu udzielenia odpowiedzi.
Uprzejmie informujemy, że przedstawiane w petycji uwagi i opinie dotyczące ustawy z dnia 20 marca 2015 roku o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych zostały w Kancelarii poddane analizie.
Zapewniamy, że wnioski - wypływające z listów obywateli - są przekazywane, zgodnie z przyjętym trybem, Panu Prezydentowi oraz kierownictwu Kancelarii. Prezydent RP ceni spostrzeżenia i propozycje wysuwane przez obywateli. Stanowią one bowiem ważne źródło informacji o problemach i oczekiwaniach społecznych oraz są pomocne w działaniach mieszczących się w zakresie kompetencji Głowy Państwa określonych w Konstytucji i ustawach.

Jakie wnioski z analizy petycji wyciągnęła Kancelaria Prezydenta? Trudno powiedzieć, od wspomnianego pisma niedługo minie 2 miesiące, inicjatywy w zakresie nowelizacji ustawy czy zaskarżenia ustawy - wciąż nie ma. Także nie uznano za stosowne spotkać się z przedstawicielami Stowarzyszenia ani w powyższej sprawie, ani w sprawie polityki dot. orderów i odznaczeń z czasów PRL (choć chęć takiego spotkania wyrażał publicznie przedstawiciel kancelarii prezydenta gdy omawiano w komisji senackiej projekt Stowarzyszenia ustawy ws. nie uznawania orderów i odznaczeń z czasów PRL). Czy tak powinno traktować się weteranów walki o niepodległość z lat 1956-89 w 100 rocznicę niepodległości?

16 sierpnia 2018

Uroczystości sierpniowe w Gdańsku 31 sierpnia 2018

Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność zaprasza 31 sierpnia 2018 roku na obchody 38 rocznicy Sierpnia 1980, podpisania Porozumień sierpniowych i powstania NSZZ Solidarność, 30 rocznicy strajków z maja i sierpnia 1988 roku oraz 100 rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę.
 
Główne uroczystości
31 sierpnia – Gdańsk, Sala BHP, godz. 13 – uroczyste posiedzenie Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność (m.in. wręczenie odznaczeń oraz stypendiów z Funduszu Stypendialnego NSZZ Solidarność).
godz. 15 – złożenie kwiatów pod Bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej oraz przemarsz do bazyliki pw. św. Brygidy.
godz. 16 – msza św. w bazylice pw. św. Brygidy, złożenie kwiatów pod pomnikiem Księdza Prałata Henryka Jankowskiego, poświęcenie repliki sztandaru NSZZ Solidarność.
godz. 20, plac koło Sali BHP – koncert „Koniec lata z Solidarnością” (współorganizator: TVP).

14 sierpnia 2018

Nowy projekt kodeksu rodzinnego. Zamach na prawa rodziców

Uderzające w rodzinę rozwiązania rodem ze Skandynawii mogą zostać przeszczepione na polski grunt. O tym, że nie są to puste słowa, świadczy ostatni projekt Kodeksu rodzinnego autorstwa Rzecznika Praw Dziecka. Jego kuriozalna treść wzbudziła już oburzenie znacznej części ekspertów z zakresu prawa rodzinnego, w tym prawników Ordo Iuris.


Propozycja jest krokiem do całkowitego demontażu rodziny. Buduje ona opozycję między dziećmi a rodzicami oraz sugeruje, że dobro dziecka pozostaje w kontrze do dobra rodziny. Zakłada też całkowitą likwidację władzy rodzicielskiej i zastąpienie jej mglistym pojęciem odpowiedzialności rodzicielskiej.

Posłuszeństwo to przeżytek?


Prawo rodzinne od lat godziło rodzicielski obowiązek opieki z posłuszeństwem dziecka wobec rodziców. Projekt rzecznika przekreśla tę równowagę. Nakaz posłuszeństwa znika z niego jako przeżytek. W ten sposób każda decyzja rodzica niezgodna z wolą dziecka może być uznana za przemoc. To prosta droga do licznych tragedii rodzin rozłączonych przez bezdusznych urzędników stosujących nowe prawo.

Rzecznik proponuje także obowiązkowe wysłuchanie dziecka w każdej sprawie sądowej, która go dotyczy. Jako prawnik doskonale znam praktykę takich postępowań i wiem dobrze, do czego ona prowadzi: do angażowania dziecka w konflikt między rodzicami. A to spowoduje niepowetowane straty w jego psychice. O ile mądrzejsze jest dotychczasowe wysłuchiwanie dzieci tylko wtedy, kiedy jest to konieczne.

Projektodawcy chcą również, by w razie konfliktu dziecka z rodzicami państwo przyznawało dziecku adwokata z urzędu. Łatwo możemy sobie wyobrazić, że nie ułatwi to wypracowania porozumienia przy rodzinnym stole.

O co zatem chodzi? O ideologię, której celem jest zmiana paradygmatu myślenia o rodzinie. Projekt kodeksu rodzinnego jest dokumentem opartym na fałszywym założeniu, że władza rodzicielska jest przeszkodą w rozwoju dziecka, a nie wsparciem, które zapewnia mu bezpieczny rozwój.

adw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

13 sierpnia 2018

Ustawa ws. przekształceniowa wieczystego podpisana, Rada Warszawy wezwana do przyznania bonifikat.

10 sierpnia prezydent Andrzej Duda (fot. Jakub Szymczuk/KPRP) podpisał ustawę z dnia 20 lipca 2018 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów. Wprawdzie to nie koniec wieczystego użytkowania - jak błędnie informują media - ale to krok w kierunku eliminacji wieczystego użytkowania w przypadku nieruchomości mieszkaniowych.

Jak informuje kancelaria prezydenta - Ustawa  ma na celu ustawowe przekształcenie, z dniem 1 stycznia 2019 r., we własność gruntów na rzecz właścicieli domów jednorodzinnych i samodzielnych lokali położonych w budynkach wielorodzinnych wraz z budynkami gospodarczymi, garażami, innymi obiektami budowlanymi lub urządzeniami budowlanymi, umożliwiającymi prawidłowe i racjonalne korzystanie z budynków mieszkalnych. Ustawa dotyczy gruntów zabudowanych wyłącznie budynkami mieszkalnymi jednorodzinnymi lub budynkami mieszkalnymi wielorodzinnymi, w których co najmniej połowę liczby lokali stanowią lokale mieszkalne.

Przekształcenie będzie odpłatne. Osoby, które staną się z mocy prawa właścicielami gruntów będą zobowiązane do uiszczania należności za nabycie prawa własności w formie corocznej opłaty przez 20 lat. Wysokości opłaty rocznej za przekształcenie będzie odpowiadała wysokości opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste, obowiązującej w dniu przekształcenia. za przekształcenie zostanie ustalona według stanu na 1 stycznia 2019 r. Opłatę należną za rok 2019 wnosi się w terminie do dnia 29 lutego 2020 r. Samorządy będą mogły waloryzować te opłaty tylko przy zastosowaniu wskaźników ogłaszanych przez GUS. 

Podstawę ujawnienia prawa własności gruntu w księdze wieczystej oraz ewidencji gruntów i budynków będzie stanowić zaświadczenie potwierdzające przekształcenie, które właściwy organ przekaże do sądu właściwego do prowadzenia księgi wieczystej, w terminie 14 dni od dnia jego wydania. Sąd dokona z urzędu wpisu własności gruntu oraz wpisu roszczenia o opłatę w księgach wieczystych. Obowiązek wnoszenia opłaty obciąża każdoczesnego właściciela nieruchomości, w odniesieniu do której istnieje roszczenie o opłatę, przez okres pozostały do wnoszenia tej opłaty. 

Postępowania w sprawach aktualizacji opłat rocznych z tytułu użytkowania wieczystego oraz aktualizacji lub ustalenia stawek procentowych tych opłat, wszczęte i niezakończone przed dniem przekształcenia, toczą się nadal po tym dniu na podstawie przepisów dotychczasowych. 

Możliwe będzie wniesienie opłaty jednorazowo. Ustawa określa wysokość bonifikaty jakiej właściwy organ może udzielić w przypadku wniesienia jednorazowej opłaty za przekształcenie gruntu stanowiącego własność Skarbu Państwa. W przypadku gruntów stanowiących własność jednostek samorządu terytorialnego o udzieleniu bonifikaty i jej wysokości zdecyduje właściwa rada albo sejmik. 

W Warszawie właśnie o wysokość bonifikaty miejskiej toczy się gra. Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE postanowiło nie czekać do wejścia w życie ustawy  (30 dni od dnia ogłoszenia) i już 30 lipca wystąpiło do Rady Warszawy z petycją-projektem uchwały przyznającą 85% bonifikatę, czyli przekształcenie za 3 opłaty roczne. Stowarzyszenie uznało bowiem, że ta sprawa musi zostać rozstrzygnięta jeszcze przed wyborami samorządowymi. Petycja-projekt Stowarzyszenie będzie musiało zostać rozstrzygnięte do 30/10/2018 r., czyli faktycznie na sesji 18 października. Wybory zaś odbędą się nie wcześniej niż 21 października.

zob też. http://serwis21.blogspot.com/2018/07/przeksztacenie-wieczystego-w-prawo.html

12 sierpnia 2018

Do 16 sierpnia ankieta Komisji Europejskiej ws. zmiany czasu. Weź udział

Unia Europejska zastanawia się nad likwidacją zmiany czasu (zimowy/letni). Ankietę dotyczącą zmiany czasu można wypełnić na stronie Komisji Europejskiej https://ec.europa.eu/eusurvey/runner/2018-summertime-arrangements, w opcjach językowych (languages) należy wybrać język polski. Termin zbierania opinii upływa 16 sierpnia br.

Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE apeluje by przy pytaniu: Gdyby zmiana czasu miała zostać zniesiona, który wariant jest najlepszy? Zniesienie zmiany czasu i przejście na stałe na:, wybrać wariant - czas zimowy.

Przypominamy, czas zimowy to czas naturalny. Czas letni na stałe oznaczałoby pójście do szkoły, pracy w zimie - w warunkach ciemności.


11 sierpnia 2018

Czy pozwolimy im na to?


Ścibor Rylski "Motyl" nie był nieskazitelny

Nie chcieliśmy pisać o generale Ściborze-Rylskim, "Motylu". Odszedł z tego świata. Ale skoro niektóre media zniekształcają historię generała (a w rzeczywistości majora - taki stopień miał w 1944 r.) i wyrażają oburzenie z powodu nieobecności prezydenta, premiera czy ministra obrony narodowej na pogrzebie, to warto przypomnieć kilka faktów:

Jak czytamy w Wikipedii - 7 maja 1945 zameldował się płk. Mazurkiewiczowi i postanowił zakończyć działalność konspiracyjną, po czym pod zmienionym nazwiskiem wyjechał do Poznania, gdzie rozpoczął nowe życie. Znając aktualne wydarzenia w kraju, wiedząc także o represjach, jakie spotykały dawnych członków Polskiego Państwa Podziemnego oraz żołnierzy Armii Krajowej, nie ujawnił przez wiele lat swojej prawdziwej tożsamości, a także faktu uczestnictwa w konspiracji i powstaniu warszawskim. Dzięki temu nie był represjonowany przez władze stalinowskie. Nie podjął także przez długi czas żadnej działalności społecznej ani politycznej.

Ten opis jednak kłóci się jednak z innymi faktami cyt. za wikipedia - według akt Instytutu Pamięci Narodowej gen. Zbigniew Ścibor-Rylski był tajnym współpracownikiem poznańskiego UB pod pseudonimem TW „Zdzisławski” w latach 1947–1964, a potem, po przeprowadzce z rodziną do Warszawy (1963), miał podjąć współpracę z wywiadem, którą kontynuował aż do 1981.  Według zachowanych dokumentów Ścibor-Rylski został w 1947 zarejestrowany przez Wydział I Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Przynajmniej od 1956 współpracować miał z I i II Departamentem MSW, gdzie zajmował się ponoć inwigilacją swojej żony. Oprócz tego miał rozpracowywać środowiska polonijne w USA i Międzynarodowe Targi Poznańskie. 


Nie znaleziono teczki personalnej, dokumentu potwierdzającego przystąpienie Zbigniewa Ścibor-Rylskiego do współpracy z UBP, ani też potwierdzenia, że brał za tą współpracę pieniądze, Został odnotowany w ewidencji operacyjnej UB/SB fakt rejestracji TW „Zdzisławskiego”. W różnych wywiadach, rozmowach aż do ujawnienia w 2012 r. całej sprawy, gen. Ścibor-Rylski nie wspominał słowem o pracy wywiadowczej i  o pozyskiwaniu informacji z UB celem ratowania kolegów. 

Gdy sprawę ujawniono, sam gen. Ścibor-Rylski nie zaprzeczył swoim związkom z UB, ale próbował przekonywać że był wtyką w bezpiece, dzięki którem uratował wielu kolegów z AK przed aresztowaniem. cyt. Moje zadanie polegało m.in. na zbieraniu informacji, na kogo mają haki oraz na kim im zależy. Nie ma jednak dowodów lub świadków, którzy mogliby potwierdzić tą wersję. 

Czyli siedział cicho jak mysz pod miotłą, ale miał kontakty z UB, dzięki której ratował ludzi? Ta wersja się nie trzyma.  Druga wersja o jego działalności wywiadowczej i pozyskaniu informacji w UB też jest nieprawdopodobna. Nawet jeżeli rzeczywiście nawiązał kontakty w celu uzyskania informacji (to możliwe), to nie było  jednak możliwości długoletnich kontaktów bez współpracy lub wykrycia przez służby podwójnej roli (a wówczas kończyli marnie). Tymczasem współpraca trwała przez co najmniej kilkanaście lat.



Trudno oceniać postawy z tamtych czasów, zwłaszcza tym którzy je nie doświadczyli, i nie chcemy tego czynić. Ale też nie chcemy fałszywej historii.

10 sierpnia 2018

Pedofile wybrali to polskie miasto jako kolejny cel ataku




W sobotę w Poznaniu dojdzie do ogromnego zgorszenia, gdyż jego ulicami ma przejść tzw. „marsz równości”. W jego trakcie aktywiści i lobbyści LGBT będą domagać się m.in. deprawacji seksualnej dzieci w szkołach oraz legalizacji „małżeństw” homoseksualnych i aborcji na życzenie. Parada będzie centralnym punktem obchodów tzw. „Poznań pride week”, w ramach którego z całej Europy zjechały się do Polski osoby z zaburzeniami seksualnymi. Imprezę objął honorowym patronatem prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. To w ostatnim czasie już drugie miasto, po Gdańsku, którego władza w tak mocny sposób angażuje się w deprawację. A zwykli mieszkańcy najczęściej nie zdają sobie sprawy z zagrożenia...

Na jednym z kanadyjskich portali znalazłam instrukcję dla rodziców, którzy po raz pierwszy chcą zabrać swoje dzieci na „paradę równości”. Jej autorka, lesbijka wychowująca syna wraz ze swoją „partnerką”, radzi aby mieć otwarty umysł i przypomina, że na paradzie będą rozebrani ludzie i dzieci zobaczą ich nagie genitalia.
„To rozwija inteligencję emocjonalną mojego dziecka i wspiera jego rozwój” mówi cytowany w poradniku ojciec 3 letniego chłopca. Jeszcze nie tak dawno ekshibicjoniści i inni zboczeńcy, którzy obnażali się przed dziećmi na ulicy, byli ścigani przez policję i stanowczo traktowani przez sądy. Teraz wspierają oni „rozwój” dzieci…


Autorka radzi również aby na paradę ubrać dzieci w tęczowe koszulki i gadżety z symboliką LGBT aby od małego oswajały się z odpowiednimi kolorami i symbolami oraz utożsamiały się z organizatorami tego typu wydarzeń. 

Jeszcze inny portal tłumaczy, że dzieci mogą zadawać rodzicom pytania odnośnie tego, co zobaczą w trakcie parady, np.: „Dlaczego ten chłopczyk w slipkach chłosta pejczem Pana w skórzanej masce”? Oglądanie przez najmłodszych ohydnych zboczeń i sadomasochizmu przedstawiono jako coś całkowicie normalnego i nie budzącego kontrowersji. Deprawatorzy na wszelkie sposoby zachęcają rodziców do zabierania swoich dzieci na tego typu wydarzenia. I to już bardzo małych dzieci. 

W tym roku w Norwegii mini-parady równości zaczęto organizować… w przedszkolach! W kilku norweskich placówkach trzylatki zmuszono do maszerowania z tęczowymi flagami i świętowania „seksualnej różnorodności”. Co najgorsze, zdecydowana większość rodziców dzieci poparła ten pomysł i nie widziała w tym niczego niepokojącego…

Jeżeli nic nie zrobimy to niedługo to samo będzie w Polsce. Na razie deprawatorzy domagają się u nas „tylko” seksualnej „edukacji” w szkołach oraz możliwości zawierania związków partnerskich i „małżeństw” homoseksualnych z adopcją dzieci. Takie hasła będą wznosić już w sobotę w Poznaniu. Po co? Bo to pierwszy krok do wykorzystywania seksualnego dzieci.

Kilka lat temu głośna była sprawa z USA. Dwóch mężczyzn, funkcjonujących oficjalnie jako homoseksualne „małżeństwo”, adoptowało aż dziewięciu chłopców. Dzieciństwo z dwoma „tatusiami” okazało się prawdziwym koszmarem. Mężczyznom postawiono zarzuty napaści seksualnej, wykorzystywania seksualnego oraz spowodowanie obrażeń ciał dzieci. Jeden z chłopców, który składał zeznania w trakcie procesu swoich „rodziców”, miał blizny od pasa w dół po zgwałceniu i prosił aby sąd nie godził się na żadne ugody wobec jego oprawców. Kolejny chłopiec (nastolatek) zeznał, że był fizycznie, psychicznie i seksualnie wykorzystywany przez homoseksualnych „rodziców” od szóstego roku życia. W trakcie procesu przyznał: „oni po kolei gwałcili mnie w kółko”.

Do równie potwornej sytuacji doszło w Australii, gdzie dwóch homoseksualistów adoptowało 6 letniego chłopca tylko po to, aby wykorzystywać go seksualnie. Co więcej, „wypożyczali” chłopca innym pedofilom, którzy gwałcili go i nagrywali filmy pornograficzne z jego udziałem.

Takich przypadków jest o wiele więcej ale nie wychodzą na światło dzienne gdyż służby i urzędnicy nie chcą ścigać homoseksualnych pedofilów gdyż albo im sprzyjają albo boją się zarzutów o homofobię i nietolerancję!

W Wielkiej Brytanii opiekunami 9 letniego Andy’ego Cannona zostało dwóch homoseksualistów. Przez 8 lat chłopiec był przez nich molestowany ale opieka społeczna nie chciała przyjmować jego doniesień aby nie narazić się na krytykę. „Gdyby mój ojciec był heteroseksualistą brytyjskie służby od razu zareagowałyby na nadużycia seksualne, których dopuszczali się względem mnie moi opiekunowie” mówi Cannon, który dziś ma 28 lat. Te dwa przypadki, to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Bliski związek homoseksualizmu z pedofilią potwierdzają nie tylko tragiczne historie, o których powoli dowiaduje się opinia publiczna, ale również badania naukowe

50 % przypadków molestowania dzieci przez przybranych rodziców w USA miało charakter homoseksualny. 31% dzieci wychowanych przez lesbijki i 25% wychowanych przez pederastów jest molestowanych seksualnie. Jeszcze inne badania mówią, że odsetek homoseksualistów wśród pedofilów może wynosić nawet 40%.

Właśnie dlatego aktywistom homoseksualnym i LGBT tak bardzo zależy aby mieć bliski kontakt z dziećmi. Zaczyna się niewinnie od paradowania po ulicy z tęczowymi flagami i lekcji w szkole o „różnorodności” i „tolerancji”. Później będzie przymusowe oglądanie gołych ekshibicjonistów na „marszach równości” i nauka masturbacji w przedszkolu. W kolejnym kroku zostaną zalegalizowane „małżeństwa” homoseksualne i zezwoli się im na adopcję dzieci. Aż na końcu nikt nie będzie reagował na gwałty których będą się masowo opuszczać na rozbudzonych seksualnie dzieciach. Właśnie taki scenariusz pedofile chcą zrealizować w Polsce. Tylko od nas zależy czy im się uda...



Kinga Małecka-Prybyło
Fundacja Pro Prawo do Życia

8 sierpnia 2018

Polskie sądy skazują antyaborcyjnych działaczy

W ostatnim czasie wolontariusze Fundacji Pro Prawo do Życia coraz częściej są szykanowani i prześladowani w podobny sposób. Bawer Aondo-Akaa, niepełnosprawny wolontariusz z porażeniem mózgowym, otrzymał kolejny wyrok. Sąd skazał go za wywieszenie antyaborcyjnego billboardu.

Adam, koordynator Fundacji na zachodnią Polskę, dostał wyrok i 600 zł grzywny za zorganizowanie modlitwy różańcowej pod szpitalem w Kędzierzynie-Koźlu, w którym zabija się dzieci. Oprócz modlitwy w intencji uratowania maluszków działacze pokazywali tam również prawdę o aborcji.

Adrian, jeden z kierowców Fundacji, usłyszał wyrok i otrzymał grzywnę 600 zł za jazdę antyaborcyjnym samochodem po Kielcach. Prowadzona jest tam kampanię w obronie prof. Bogdana Chazana, wściekle atakowanego przez zwolenników aborcji za to, że został tamtejszym konsultantem wojewódzkim ds. ginekologii i położnictwa. Drugą, taką samą grzywnę, Adrian dostał za jazdę antyaborcyjnym autem po Warszawie.

Wyroki i skazania wolontariuszy to efekt zmasowanej kampanii donosów, jaką organizują aktywiści skrajnie proaborcyjnej partii Razem, domagającej się legalizacji aborcji na życzenie. Wiedzą, że warunkiem koniecznym do upowszechnienia aborcji jest zmanipulowanie i okłamanie Polaków co do tego zjawiska. Dlatego tak bardzo boją się pokazywania prawdy o zabijaniu dzieci na billboardach, plakatach i samochodach.

Aborcjoniści w szczególności nienawidzą antyaborcyjne akcje pod szpitalami, w których dokonuje się rzezi na dzieciach... Pod największymi w Polsce ośrodkami śmierci stoją antyaborcyjne samochody, które 24 godziny na dobę pokazują prawdę o aborcji Są głównym obiektem ataków i pozwów sądowych zwolenników dzieciobójstwa.

źródło: Fundacja Pro Prawo do Życia

7 sierpnia 2018

Działacze antyaborcyjni aresztowani w USA

Aresztowano kolejne osoby walczące o życie dzieci! … Ponad tydzień temu cztery osoby zostały spacyfikowane na terenie jednego z ośrodków śmierci w Waszyngtonie w USA. Naśladując działania Mary Wagner z Kanady, weszli na teren aborcyjnej mordowni i namawiali kobiety aby nie zabijały swoich dzieci. Udało im się przebywać w środku ok. 2 godzin, aż do przyjazdu policji. Funkcjonariusze siłą wywlekli obrońców życia na zewnątrz i wrzucili do radiowozów. Niedługo rozpoczną się ich procesy. Wszystko dlatego, że chcieli ocalić dzieci przed śmiercią a ich matki przed koszmarem aborcji. Co ważne, działo się to w ośrodku zarządzanym przez jednego z najgorszych aborcjonistów w USA – Stevena Brighama.

Sześć stanów USA cofnęło mu licencję lekarską i oficjalnie nie ma zezwolenia na wykonywanie zawodu. Pomimo tego, prowadzi biznes aborcyjny na szeroką skalę a w jego placówkach dochodzi do przerażających wydarzeń. W jednej z nich odnaleziono w lodówce 34 ciała dzieci zamordowanych tuż przed porodem! Brighamowi postawiono zarzuty morderstwa ale udało mu się uniknąć odpowiedzialności i bez przeszkód morduje kolejnych ludzi. Znanych jest wiele przypadków, w których kobiety po dokonanej przez Brighama aborcji trafiały w stanie krytycznym do szpitala. Jednej z nich aborcjonista rozszarpał tętnicę przez co straciła 20% krwi i aby ją ratować lekarze musieli wyciąć jej macicę!

źródło: Fundacja Pro Prawo do Życia

6 sierpnia 2018

Nieodpłatna komunikacja dla rozliczających PIT w Warszawie, jest ponowny wniosek

Nieodpłatna komunikacja miejska dla osób rozliczających podatek PIT w Warszawie (czyli dla posiadaczy Karty Warszawiaka) - to nie mrzonka, przekonuje Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE, które złożyło kolejną petycję w tej sprawie. Nieodpłatna komunikacja miałaby obowiązywać od 1 stycznia 2019 roku.

W Warszawie jest dużo ludności napływowej, które zasadniczo rozlicza swój podatek dochodowy w miejscu zameldowania (według szacunków powyżej 0,5 mln). W Warszawie wystarczyło wprowadzenie Karty Warszawiaka, czyli de facto obniżenie ceny biletów okresowych dla rozliczających PIT w stolicy, by co roku przybywało tu ok. 20 tys. nowych podatników (w latach gdy tego bonusu nie było, przyrost oscylował wokół tysiąca rocznie). A przecież zniżka z tytułu karty warszawiaka jest niewielka. Zatem wprowadzenie nieodpłatnej komunikacji powinno znacząco zachęcić do płacenia podatku w Warszawie - stwierdza w uzasadnieniu petycji Stowarzyszenie. Jak wynika z danych Urzędu Miasta Wprowadzenie darmowej komunikacji dla osób rozliczających podatek na terenie Warszawy zmniejszyłoby dochody z tytułu sprzedaży biletów o 252 mln zł. Mediana wynagrodzeń w 2016 r. w Warszawie wynosiła 5300 zł/miesięcznie, co oznacza pod względem podatkowym ponad 1830 zł wpływów do budżetu gminnego, w przypadku rozliczenia się w stolicy (czyli więcej niż 4 imienne bilety kwartalne, czy 12 imiennych biletów miesięcznych). Zatem wystarczy, że 150 tys. osób zacznie rozliczać się w Warszawie i będzie to korzystne rozwiązanie dla budżetu Miasta.

Do tej pory, zdominowana przez Platformę Obywatelską, Rada Warszawy odrzucała petycje ws. darmowej komunikacji miejskiej, a w tym roku odrzuciła propozycję Stowarzyszenia obniżki cen Karty Warszawiaka. Jednak najbliższe miesiące mają charakter wyborczy i to w tym okresie trzeba będzie rozstrzygnąć petycję Stowarzyszenia, czyli potencjalnie zyskać punkty lub je stracić.

4 sierpnia 2018

Brońmy dzieci przed norweskimi urzędnikami

W zeszłym tygodniu Ministerstwo Spraw Zagranicznych, wydało decyzję odmawiającą udzielenia azylu Silje Garmo. Norweżka uciekła z rodzimego kraju do Polski, bo tamtejszy Urząd ds. Dzieci – Barnevernet, w oparciu o bezpodstawny donos chciał odebrać jej córkę – Eirę, zaraz po tym jak przyszła na świat. To jeden z wielu dramatów polskich i norweskich rodzin, które najczęściej są bezbronne w starciu z bezdusznym aparatem urzędniczym.


Już złożyliśmy wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy i podejmiemy wszelkie kroki prawne, niezbędne, by ratować matkę i córkę. Decyzja Ministerstwa jest oparta na błędnych przesłankach. Silje i Eira nadal są zagrożone – ciągle występują w systemie informacji Schengen jako „osoby zaginione”, a ich paszporty zostały przez władze norweskie unieważnione. Niedawno Norwegia wprowadziła przepis, zgodnie z którym rodzice objęci postępowaniem Barnevernet, po wyjeździe z kraju narażają się na odpowiedzialność karną i pozbawienie wolności do lat dwóch.

Decyzja MSZ dziwi, tym bardziej, że prawidłowość argumentacji Ordo Iuris formalnie potwierdził już polski Urząd ds. Cudzoziemców, który stwierdził, że „istnieją obiektywne przesłanki, aby zakładać, iż udzielenie azylu pani Silje Garmo oraz jej małoletniej córce, Eira Garmo, jest niezbędne dla zapewnienia cudzoziemcom ochrony”. Nic dziwnego, że Silje jest przerażona podjętą decyzją. W Polsce bez dokumentów nie może załatwić podstawowych spraw, a wie, że wystarczy przekroczyć granicę, by urzędnicy z Barnevernet rozdzielili ją z dzieckiem. Być może zostałyby zastosowane nawet środki karne...

Prześladowcy rodzin


... sprawa Silje nie jest jedyna. Wiele rodzin doznało krzywd ze strony Barnevernet - szczególnie dotyka to Polaków mieszkających w Norwegii.

Jest szczególnie rażące, że sytuacja osób niepełnosprawnych i starszych została wykorzystana jako pretekst oraz swoisty kamuflaż dla międzynarodowego lobby, które w ten sposób narzuca społeczeństwom własną wizję świata. I realizuje ją poprzez edukację najmłodszych.

Pani Magda zmuszona była uciekać do Polski, gdy wraz z mężem – Norwegiem – zgłosiła ksenofobiczne zachowania kierowane pod adresem jej córki przez dyrekcję przedszkola w Oslo. W odpowiedzi, zamiast uzyskać pomoc, była przesłuchiwana przez Barnevernet i monitorowana.

Jeszcze poważniejsza jest sytuacja rodziny pana Tomasza, któremu w czerwcu urząd odebrał syna. Można go odwiedzać jedynie raz w miesiącu i to tylko na godzinę. Mimo iż dziecko zapewnia, że czuje się w rodzinnym domu dobrze, Barnevernet utrzymuje, że chłopiec reaguje strachem i nie ma żadnych więzi rodzinnych. Ponadto urzędnicy przy pomocy policji odcinają od sprawy konsula i profesjonalnych psychologów dziecięcych.

Dramatyczna jest też sytuacja rodziny pani Ewy, której Barnevernet odebrał syna na podstawie niesprawdzonego donosu za rzekome znęcanie się nad nim. Po czterech tygodniach stosowania urzędniczych wytycznych oddano go z powrotem, ale chłopiec był w tym czasie najprawdopodobniej molestowany...

Świat musi się dowiedzieć


To tylko niektóre przypadki osób, które zgłosiły się … z prośbą o pomoc. Potrzebują jej przede wszystkim Polacy, ale wiemy też o przypadkach Norwegów, którzy w naszej Ojczyźnie szukają schronienia przed Barnevernet. Statystyki są zatrważające: aż jedna czwarta dzieci w Norwegii doświadcza epizodu przymusowej rozłąki z rodzicami, bo urzędnicy kwestionują ich „kompetencje rodzicielskie”.

Norwegia w bezprecedensowy sposób narusza prawa dzieci i autonomię rodzin. Świat powoli zaczyna dostrzegać ten proceder. Negatywnie o mechanizmach działania norweskiego Urzędu ds. Dzieci wypowiedziała się Komisja Spraw Społecznych Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. W swoim raporcie przypomniała, że odebranie dziecka jego biologicznym rodzicom jest ostatecznością i na przykładzie działań norweskich urzędników skrytykowała system państwowej ingerencji w życie rodzin.

Jerzy Kwaśniewski - prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris