20 listopada 2017

PRLowskie ordery i odznaczenia nie byłyby orderami Rzeczpospolitej Polskiej?

Jak informowały media, prezydent Andrzej Duda i jego kancelaria robią wielki przegląd odznaczeń nadanych w okresie PRL m.in. virtuti militari. Pozbawionych odznaczeń ma być kilkanaście osób. Na liście nie ma jednak gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który został skreślony z listy przez prezydenta RP, gdyż nie żyje.

Osobom zmarłym można przyznać odznaczenia, ale nie można je odebrać, to nielogiczne uważają byli działacze nielegalnych organizacji z okresu PRL. Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 jednak nie proponuje pozbawienia PRLowskich orderów i odznaczeń, ale nie uznanie ich - za ordery i odznaczenia Rzeczpospolitej Polskiej.

Jak stwierdza Stowarzyszenie w uzasadnieniu do petycji z 17/11/2017 - projektu ustawy o zmianie ustawy orderach i odznaczeniach, złożonej do Senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji - Ordery i odznaczenia zatem nadawano w imieniu państwa niesuwerennego (jakim było PRL), na terytorium którego przez cały okres przebywały wojska okupacyjne tj. armia sowiecka. Zatem nie ma podstaw prawnych by uznawać ww. odznaczenia i ordery przyznane przez władze PRL w latach 1944-89 za odznaczenia i ordery Rzeczypospolitej Polskiej.

Przyjęcie tego projektu oznaczałby także krok w kierunku zerwania z ciągłością PRLu. Czy Senat to zaakceptuje?

19 listopada 2017

Antysemicka Platforma Obywatelska? Chcą zaskarżyć ulicę Marka Edelmana

Czołowi działacze PO piętnują Marsz Niepodległości jako manifestacja faszystowska, antysemicka i rasistowska, choć niewiele to ma wspólnego z rzeczywistością. A jak sami się zachowują?

Rada Warszawy głosami PO postanowiła wnieść skargę na rozstrzygnięcia nadzorcze Wojewody Mazowieckiego ws. zmiany nazwy 47 ulic w ramach ustawy dekomunizacyjnej (choć Rada Warszawa miała wystarczająca dużo czasu by to uczynić przed wojewodą i w taki sposób by nie powodowało to żadnego zamieszania). To, że PO nie podoba się ulica ś.p. Lecha Kaczyńskiego, Zbigniewa Romaszewskiego czy Grażyny Gęsickiej nie dziwi, wszak byli to niegdyś politycy PIS. 

Jednak w sprawie innych ulic postawa PO musi budzić zastanowienie, albowiem chcą zaskarżyć ulica Wojciecha Kilara (kompozytora), Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego (bardów Solidarności), Zbigniewa Herberta (poety), Żołnierzy II armii Wojska Polskiego  i Żołnierzy I Praskiego Pułku WP (zmiana polegała dorzucenie słowa - żołnierzy), Borysa Sawinkowa (radzieckiego przeciwnika komunizmu z lat 20-tych, zamordowanego w więzieniu), Stanisława Pyjasa (studenta współpracownika KOR zamordowanego przez SB), Grzegorza Przemyka (warszawskiego licealisty, syna opozycjonistki Barbary Sadowskiej, zamordowany w stanie wojennym) itd. 

Jednak co najbardziej zadziwia w kontekście ostatnich wypowiedzi działaczy PO ws. Marszu Niepodległości, to chęć zaskarżenia ulicy Marka Edelmana - jednego z przywódców powstania w getcie warszawskim. Dodajmy przy tym, iż Marek Edelman był opozycjonistą w PRL, internowany w stanie wojennym a w III RP był związany ze środowiskami bliskich dzisiejszej Platformie Obywatelskiej (ROAD, Unia Demokratyczna, Unia Wolności). Czyżby w swej zaciekłości antypisowskiej, Platforma Obywatelska jest gotowa na antysemickie zachowania?  ...

18 listopada 2017

Książka o Ks. Stanisławie Małkowskim oraz Fatima i wielki spisek

Dwie nowości:


1. Wojciecha Sumlińskiego
Ksiądz. Historia zawierzenia



Czy w świecie, w którym ludzie na szczytach władzy zapomnieli, że otrzymali ją, by chronić, a nie niszczyć - jest miejsce na prawdę? Czy w rzeczywistości, w której zapomniano, że jeżeli nawet życie jest najwyższą wartością powinniśmy zawsze postępować tak, jakby istniało coś więcej, niż tylko życie - jest miejsce na wiarę?



Czy tam, gdzie prawo stoi po stronie silniejszych, a niebezpieczne związki tronu i ołtarza stają się normą - jest miejsce na sprawiedliwość i miłość?



Niezwykła historia księdza Stanisława Małkowskiego, który marzył o pokoju, ale stał się symbolem walki, to napisany przez życie thriller pokazujący, że niewiele na tym świecie dzieje się tak, jak przewidujemy. To zapis nieprawdopodobnie prawdziwych wydarzeń odkrywających odpowiedzi na pytania dotąd bez odpowiedzi, odsłaniających szereg tajemnic III RP. To historia inspirująca i niepokojąca



historia człowieka pokoju   człowieka wojny, człowieka zawierzenia, który pomimo wyroku śmierci, prześladowań i zakazu odprawiania Mszy Świętej, pozostał wierny Kościołowi, prawdzie i przesłaniu  czyń swoje nie patrząc końca , by udowodnić, że nadzieja z Bogiem nie umiera nigdy.



2.  Deirde Manifold

Fatima i wielki spisek


Książki, które zawierają zbyt wiele prawdy, pomija się milczeniem. Ta należy do jednych z nich. Przy tym dziele inne książki opisujące dzieje ludzkości stają się nieaktualne!



W 1917 r. Bóg posłał Matkę Bożą do Fatimy, aby przestrzec ludzkość przed konsekwencjami grzechu. Zapowiedziała między innymi, że Rosja rozszerzy swoje błędy na cały świat, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, ludzie bogobojni będą dręczeni, papież wiele wycierpi, a wiele narodów przestanie
istnieć.



Podczas gdy przez cały czas jesteśmy świadomi tego, iż mamy do czynienia z działaniem Księstw i Mocy, dla celów tego studium przyjmujemy, że błędy, o których Matka Boża mówiła, że zostaną rozsiane po świecie, biorą swój początek w tzw. reformacji protestanckiej po 900 latach przeżywania złotego wieku chrześcijaństwa.



Pozdrawiam
Marcin Dybowski

17 listopada 2017

Będą pozwy przeciwko Guy Verhofstadtowi za oczernianie uczestników Marszu Niepodległości

"60 tysięcy faszystów, neonazistów i zwolenników supremacji białej rasy przemaszerowało 300 km od Auschwitz" – Reduta Dobrego Imienia składa do Sądu Okręgowego w Warszawie dwa pozwy przeciwko Guyowi Verhofstadtowi europarlamentarzyście z Belgii, przewodniczącemu frakcji Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy w Parlamencie Europejskim, byłemu premierowi Belgii, autorowi powyższych słów.

W trakcie debaty poprzedzającej głosowanie nad rezolucją ws. praworządności w Polsce, która odbyła się 15.11.2017 r., eurodeputowany Guy Verhofstadt w skandaliczny sposób wypowiedział się na temat Marszu Niepodległości, który odbył się w Warszawie 11.11.2017 r. w dniu święta odzyskania przez Polskę Niepodległości. Wszystkich Polaków biorących udział w warszawskim zgromadzeniu nazwał faszystami, neonazistami, zwolennikami supremacji białej rasy.
Do Sądu Okręgowego w Warszawie składamy dwa pozwy. Jeden kieruje Fundacja Reduta Dobrego Imienia, która wraz z wolontariuszami brała udział w Marszu Niepodległości i nie jest organizacją faszystowską, ani neo-faszystowską. Drugi to pozew prywatny – Pani Miry Wszelakiej, Prezesa Fundacji Reduty Dobrego Imienia, uczestnika Marszu Niepodległości.
- Nie zgadzamy się na takie oskarżenia. To kłamstwa inspirowane doniesieniami medialnymi i fake newsami mediów zachodnich. Pierwsze depesze z Marszu pojawiły się dzień przed Marszem! Brałam udział w Marszu Niepodległości wraz z grupą sympatyków RDI. Nie jestem faszystką, ani neonazistką. Członkowie mojej rodziny wiele wycierpieli w obozach koncentracyjnych z rąk Niemców - faszystów. Wypowiedź Guya Verhofstadta to oszczerczy atak niepoparty dowodami. Będziemy dążyli do uchylenia immunitetu europosła – mówi Mira Wszelaka, Prezes Reduty Dobrego Imienia.

Reduta prosi o zgłaszanie się osób, które chciały by być świadkami w procesie i są gotowe wystąpić przed sądem w tej sprawie. Prosimy o informacje na adres: wolontariat@rdi.org.pl Pozostałych uczestników Marszu, którzy czują się zniesławieni wypowiedziami Guya Verhofstadta, wzywamy do składania indywidualnych pozwów do Sądu Okręgowego w Warszawie. Na początku przyszłego tygodnia  udostępnimy na stronie internetowej www.rdi.org.pl specjalny formularz pozwu.

Pozdrawiamy,
Zespół RDI

16 listopada 2017

Bezpłatna komunikacja miejska dla działaczy nielegalnych organizacji z okresu PRL w Lublinie

Od 6 miesięcy osoby o statusie działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej z powodów politycznych w Lublinie mogli jeździć komunikacją miejską za darmo. 

Uchwała Rady Miasta z 11 kwietnia 2017 nie obejmowała jednak tzw. świadczących pracę w organizacjach związkowych i politycznych nielegalnych w rozumieniu przepisów do kwietnia 1989 r. oraz osób nie wykonujących pracy w okresie przed 4 czerwca 1989 r. na skutek represji politycznych. Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 zwróciło się zatem 14 lipca br. z petycją do Rady Miasta w ramach akcji zrównania praw o przyznanie uprawnień do bezpłatnej komunikacji miejskiej także dla tej kategorii działaczy.

10 listopada Rada Miasta na nadzwyczajnej sesji uwzględniła petycję Stowarzyszenia i wprowadziła uprawnienia do bezpłatnej komunikacji miejskiej dla ww. działaczy. Uchwała co warto podkreślić została przyjęta jednogłośnie przez 31 radnych (PIS, PO, Wspólny Lublin), nikt nie był sprzeciw, nikt się nie wstrzymał. Lublin jest już 9 miastem który wprowadził ulgowe lub darmową komunikację miejską dla tzw. świadczących pracę w nielegalnych organizacjach. Kolejne 8 pozytywnie rozstrzygnęło petycje Stowarzyszenia, ale formalnego uprawnienia jeszcze nie przyznało.

15 listopada 2017

Mirosław Chojecki, legenda opozycji antykomunistycznej nie może otrzymać statusu działacza

Jak informuje Gazeta Wyborcza - Mirosław Chojecki, jeden z najbardziej znanych polskich opozycjonistów lat 70-tych, członek KOR, założyciel podziemnego wydawnictwo NOWA, wielokrotnie wyrzucany z pracy i zatrzymywany, bity w areszcie, skazany na 1,5 roku więzienia, uczestnik głodówek protestacyjnych otrzymał decyzję odmowną Instytutu Pamięci Narodowej ws. potwierdzenia warunków, o których mowa w art.4 ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej, bo zachowały się w IPN dokumenty wytworzone bezpośrednio lub przy współudziale w charakterze tajnego współpracownika lub przy operacyjnym zdobywaniu informacji. 

O co chodzi? Mirosław Chojecki  w 1974 roku rozpoczął pracę w Instytucie Badań Jądrowych. Był on pod nadzorem służb, dlatego każdy musiał się podpisać klauzulę do zachowania tajemnicy. Dwa lata później Chojecki został zatrzymany w Radomiu. Dostał do podpisania oświadczenie, o którym poinformował KOR. Miesiąc później wyleciał z pracy. "Po wręczeniu wypowiedzenia został zatrzymany przez SB i przesłuchiwany przez 13 godzin. Podczas przesłuchania starano się skłonić go do współpracy z SB, a po odmowie szantażowano" - czytamy w dokumencie, który jest w posiadaniu IPN. Decyzję IPN podpisał sam prezes Szarek, który nie neguje zasług Chojeckiego, ale jak stwierdza nie może w świetle ustawy badać faktów, tylko musi stosować przepis ustawowy. 

Nie pierwszy to przypadek odmów znanym działaczom, którzy nie współpracowali z SB, a byli represjonowani. Podobne decyzje odmowne wydano Krystynie Sobierajskiej czy Danielowi Alain Koronie. W przypadku tego ostatniego w latach luty-maj 1988 zostały sporządzone notatki SB, w którym napisano że Daniel się zgłosił i informował. Tyle tylko że jak stwierdził sam archiwista IPN informacje zawarte w notatkach mogły pochodzić z innych źródeł operacyjnych, zaś SB prowadziło w okresie rzekomego informowania grę operacyjną mającą na celu skompromitowanie Daniela w środowisku opozycjonistów i w miejscu pracy. 11 stycznia 2017 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję IPN, ale tenże złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego

Ale być może takich sytuacji w przyszłości nie będzie, o ile senat przyjmie propozycję nowelizacji ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej i osobach represjonowanych z powodów politycznych zgłoszoną przez Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 (P9-39/17). Stowarzyszenie postuluje wprowadzenie warunku braku współpracy z organami w rozumieniu ustawy lustracyjnej zamiast dotychczasowego zapisu o nie zachowaniu się dokumentów w zasobach archiwalnych IPN. Jeżeli propozycja ta zostałaby przyjęta, IPN byłby zobowiązany do prowadzenia postępowania dowodowego mającego stwierdzić czy osoba realnie współpracowała czy nie, i to przy uwzględnieniu wykładni sądów lustracyjnych.
http://serwis21.blogspot.com/2017/10/zapis-lustracyjny-nie-dokumentacyjny.html

Nie doczekał się biogramu, Krzyża, dodatku do emerytury

W dniu 01.09.2017r., po ciężkiej chorobie zmarł na emigracji w Kanadzie, nasz kolega Ś.P. Ireneusz Sierański, założyciel oraz Przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Założycielskiego Związku Zawodowego Funkcjonariuszy MO w roku 1981.

Łączymy się w bólu z jego bliskimi. Irek był dla nas niedoścignionym wzorcem człowieka niezłomnego, zawsze dążącego do prawdy. Niestety na tym padole łez, młyny sprawiedliwości mielą bardzo, ale to bardzo powoli. Dopiero teraz po 28 latach od odzyskania Niepodległości, władza zaczyna doceniać wkład powołanego przez Irka ruchu, który pośrednio przyczynił się do obalenia tego poprzedniego, złego systemu i udostępnił obecnie rządzącym dostęp do władzy. Dopiero teraz zaczynamy być doceniani i zaczynamy otrzymywać "brawa".

Ireneusz Sierański był człowiekiem który nic nie robił za coś, ale wszystko dla kogoś.
Nie myślał nigdy o sobie. Zawsze o innych. Przez próbę założenia ZZ w MO chciał polepszyć warunki pracy i życia funkcjonariuszy. Próbował dogadywać się z robotnikami z „Solidarności" dążąc do pojednania ze społeczeństwem. Najlepszym dowodem na to, jest udział w II turze Zjazdu „Solidarności" we wrześniu 1981 r i złożenie kwiatów pod pomnikiem poległych stoczniowców. Brał udział w organizacji służb porządkowych w kościele pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie po uprowadzeniu bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Są to tylko okruchy z jego działalności społecznej dla Ojczyzny.
Irek nigdy, niczego nie robił dla "braw". Nigdy tych "braw" nie oczekiwał. Niestety również tych "braw" nie doczekał.

Nie doczekał biogramu w Encyklopedii Solidarności, nie doczekał Krzyża Wolności i Solidarności, nie doczekał dodatku do emerytury i innych przywilejów związanych z ulgami w dostępie do służby zdrowia. Nic to...
Człowiek umiera, kiedy się o nim zapomina. My nie zapomnimy.
Irek nie umarł, poszedł tylko przed nami, przygotować miejsce dla nas.
A decydentom i rządzącym chcemy powiedzieć, parafrazując słowa ks. Twardowskiego: „spieszmy się doceniać ludzi, tak szybko odchodzą”.
Uroczystości pogrzebowe odbędą się w dniu 24.11.2017 r., na Cmentarzu Bródnowskim przy ul. św. Wincentego 83, w 03-530 Warszawie.
Początek uroczystości o godz. 12:00, w kościele pw. św. Wincentego a’ Paulo (drewniany) na terenie cmentarza. Prosimy liczny udział pocztów sztandarowych.
Poniżej publikujemy życiorys Ireneusza do biogramu który ma się ukazać w tomie III Encyklopedii „Solidarności"



Biogram do Encyklopedii Solidarności
Ireneusz Sierański, ur. 27 VII 1947 w Łaskarzewie. Ukończył Szkołę Elektromechaniczną, następnie XV Liceum Ogólnokształcące w Warszawie (1976). Przed wojskiem (1966-1968) pracował w Miejskich Zakładach Komunikacyjnych jako elektromonter; następnie w „Elektromontaż-u”. Od 1970 funkcjonariusz w Batalionie Pogotowia i Zmotoryzowanych Patroli Komendy Stołecznej MO ostatnio w stopniu sierżanta. 26 V 1981 pomysłodawca, organizator, przewodniczący zebrania na którym powołano Tymczasowy Komitet Założycielski Związku Zawodowego Funkcjonariuszy MO, zostaje jego przewodniczącym. 1 VI 1981 przewodniczący Zjazdu Delegatów w Warszawie, członek prezydium. 3 VI 1981 wnioskodawca petycji do Sejmu o poparcie dla ruchu związkowego w milicji. 9 VI 1981 uczestnik II Zjazdu Delegatów z całego kraju, wybrany przewodniczącym Ogólnokrajowego Komitetu Założycielskiego ZZ FMO i ruchu związkowego w MO. 12 VI 1981 sygnatariusz wniosku do Sądu Wojewódzkiego w Warszawie o rejestrację ZZ FMO. Uczestnik wielu akcji plakatowania ulic i kolportażu ulotek w Warszawie. 17 VI 1981 zwolniony ze służby za działalność związkową (z art. 65. ust. 2. Pkt. 7 o MO. tj. dla dobra służby). Organizator tajnych posiedzeń prezydium OKZ ZZ FMO w Warszawie. 25 IX 1981 uczestnik rozprawy rejestracyjnej Związku, po odmowie rejestracji współorganizator protestu - okupacji Hali Gwardii spacyfikowanej przez oddziały ZOMO. 27-29 IX 1981 przewodniczący delegacji OKZ ZZ FMO na II turze Pierwszego Zjazdu Solidarności w Gdańsku; składanie wieńca pod Pomnikiem Ofiar Grudnia 1970. Czynnie współpracuje z Zarządem "S" Region Mazowsze; uczestniczy w spotkaniach z załogami warszawskich zakładów pracy i ze studentami. 19 X 1981 rewizja w jego mieszkaniu, oficjalnej siedzibie Związku, zabrano całą dokumentację OKZ ZZFMO. Aresztowany, przesłuchiwany w KS MO. Zwolniony po interwencji Seweryna Jaworskiego i Zbigniewa Romaszewskiego z Biura Interwencji przy ZR "S". 2 XII 1981 udziela wsparcia studentom Wyższej Oficerskiej Szkoły Podchorążych Pożarnictwa w Warszawie; odczytuje odezwę do milicjantów i ZOMO o zaniechanie pacyfikacji uczelni (co doprowadziło, że w pierwszej fazie ZOMO odmówiło szturmu). Studenci zostali brutalnie potraktowani i spacyfikowani przez pododdział specjalny mjr. Jerzego Dziewulskiego. 4 XII 1981 przewodniczący delegacji ZZ FMO w uroczystościach wyświęcenia sztandaru "S" w kopalni "Rozbark" w Bytomiu; rozmowa z kard. Józefem Glempem. 11 XII 1981 uczestnik obrad KK "S" w Gdańsku. 11-13 XII 1981 uczestnik protestu głodowego funkcjonariuszy MO w Stoczni im. A. Warskiego w Szczecinie. Na początku stanu wojennego ukrywa się. 14 XII 1981 przekazuje List Stoczniowców do warszawskich zakładów pracy. 19 XII 1981-23 XI 1982 internowany w ZK Białołęka; dwukrotnie hospitalizowany w szpitalach warszawskich; pobity przez ZOMO podczas "ścieżki zdrowia"; protest głodowy (3-7.10.1982); inicjator wydawania biuletynu "W Służbie Narodu" oraz gazety "Godność" wydawanej przez CDN; autor artykułów i organizator kolportażu. Po wyjściu z internowania wielokrotnie przesłuchiwany, po jednym z przesłuchań dowieziony na rozmowę z gen. Kiszczakiem. W czasie rozmowy m.in. otrzymał zakaz wszelkiej pracy na terenie całego kraju. Podjął się wraz z Tadeuszem Bartczakiem (członek ZZ FMO) oraz grupą ludzi z „Solidarności” i funkcjonariuszem MO z konwoju, odbicia 15.02.1983r. Zbigniewa Romaszewskiego z Warszawskiego Wojskowego Sądu Okręgowego. Będąc w Sądzie w mundurze milicjanta akcję odwołano “ nie było zgody Romaszewskiego. W latach 1983-1986 prowadzi sklep zoologiczny. Szykanowany, zmuszony wraz z rodziną do wyjazdu z Polski (Kanada 1986). Autor i wydawca książki "Wspomnienia Przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Założycielskiego ZZ FMO. 1981-1986. Toronto 2012. Odznaczony Medalem XX-lecia NSZZ Policjantów; Odznaką Honorową XX-lecia NSZZ P (2010); Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2015). Rozpracowywany: 1981 przez Wydz. Dochodzeniowo-Śledczy KSMO, 1981-1984 przez Wydz. III-1 KSMO krypt. "Rozłam", 1983-1985 przez Wydz. III-2 KSMO krypt. "Pismo", 1985 przez Wydz. III-2 SUSW krypt. "Etyka". Inwigilacja prowadzona przez Wydz. IX departamentu III MSW.
Ireneusz. Sierański zmarł po ciężkiej chorobie w dniu 01.09.2017r. dokładnie po 31 latach pobytu na emigracji.
Zestawił: Edmund Lajdorf
Życiorys I. SIERAŃSKIEGO powinien ukazać się w III tomie E-S !!!



W imieniu SFMO „Godność”
Mł. insp. W st. spocz. Julian Sekuła – Prezes
St. sierż w st. spocz. Andrzej T. Proba - Wiceprezes

14 listopada 2017

Imigranci z krajów islamskich już są w Polsce

Klasa polityczna oburzona jest hasłem "Białej Europy" z Marszu Niepodległości. Ostre słowa usłyszeliśmy także ze strony prezydenta Andrzeja Dudy i niektórych przedstawicieli partii rządzącej. Tymczasem prawda jest taka, że powoli liczba imigrantów islamskich w Polsce wzrasta. Poniżej obszerne fragmenty z tekstu, który ukazał się na łamach portalu http://echointernetu.pl:


"Od 2014 roku polską opinią publiczną wstrząsają kolejne doniesienia na temat przymusowej relokacji tzw. uchodźców... Między innymi na fali niechęci Polaków do ich przyjmowania, wynikającej z obawy przed przestępczością, terroryzmem, islamizacją i innymi dobrodziejstwami „multikulti” zwyciężył PiS, jako partia obiecująca powstrzymanie nadchodzącego zagrożenia. Po październiku 2015 roku Polacy odetchnęli z ulgą, ulicami Warszawy przeszedł kolejny Marsz Niepodległości pod hasłem „Polska Bastionem Europy”. Widmo islamizacji oddaliło się…  pozornie.
Od pewnego czasu coraz więcej ludzi zauważa, szczególnie na ulicach dużych polskich miast pewną zmianę. W komentarzach na portalach typu ndie.pl, czy pod filmikami o tematyce islamizacji można przeczytać „jest ich coraz więcej”, „po Ursynowie chodzą grupkami po 3-5”, „zobaczcie co się dzieje na mieście”.  Dotychczasowe medialne obrazki z Francji, Niemiec czy Szwecji pokazujące grupki młodych, śniadych mężczyzn z małymi plecakami widzimy już i na naszych ulicach, choć w znacznie mniejszej ilości. Pewne jest jedynie to, że z roku na rok jest ich coraz więcej. Kobiety w hidżabach z gromadkami dzieci stanowią już część krajobrazu w centrach handlowych Warszawy i Krakowa. Przechodząc w godzinach szczytu koło Urzędu do Spraw Cudzoziemców przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie, czujemy się jak na ulicach Paryża… I nie chodzi tu niestety tylko o wspaniałą architekturę kamienicy Kacperskich, czy Jana Łaskiego przy placu Unii Lubelskiej…

Tak, w naszym kraju postępuje multikulti.


Mimo, że widzimy to wszyscy, ciężko jest ten obraz jakoś przyswoić, czy właściwie zinterpretować. Przecież Rząd odmówił przyjmowania imigrantów… To na zachodzie osiedlają się muzułmanie… To do Niemiec maszerują „uchodźcy”… W Warszawie zawsze było dużo cudzoziemców… To pewnie turyści…
Wypierając w ogóle z umysłu możliwość tego, że nasz kraj może poddawać się dokładnie temu samemu procesowi co Zachód, ufni w zapewnienia Rządu i zadufani we własną narodową potęgę maszerując w kolejnych Marszach, pisząc komentarze, wstawiając obrazki z husarią na profilowe i śmiejąc z tego jak to Szwedzi, Niemcy i Francuzi niszczą swoje kraje, bezwolnie wtoczyliśmy się w te same koleiny. Stojący w kolejkach z wnioskami o legalizację pobytu Turcy, Marokańczycy, Libijczycy, Kazachowie i Pakistańczycy nie są turystami. Są pierwszym krokiem procesu, który w zaawansowanym etapie możemy oglądać na Zachodzie.
Garść przerażających faktów
... Porównując obecność w Polsce imigrantów z krajów takich jak Afganistan, Iran, Irak, Egipt, Pakistan, czy Indie (gdzie mieszka ponad 130 mln wyznawców Mahometa) w roku 2013, czy 2014, oraz obecnie, na początek listopada 2017 (grafika) ...Okazuje się ich ilość na koniec roku 2014 wynosząca dla Polski niecałe 12,5 tys. w chwili obecnej przekracza…. 28 tysięcy.
Oznacza to, że w niecałe trzy lata w Polsce osiedliło się ponad 15 tysięcy imigrantów z Afryki, oraz Bliskiego i Środowego Wschodu, co stanowi podwojenie ich ogólnej ilości.… Polska przed niczym się nie broni.
Najbardziej dobitne są dane dotyczące Mazowsza, głównie Warszawy. W trzyletnim okresie obserwujemy wzrost z niecałych 4,5 tys. do prawie 14 tysięcy. W Stolicy Polski liczba ludzi z krajów islamskich, lub o znaczącej ilości wyznawców Mahometa wzrosła zatem trzykrotnie! (Sic!) Trzy razy w niecałe trzy lata. W chwili obecnej w Warszawie osiedla się już około 5 tys. ludzi z tych krajów rocznie.
Nie to jest jednak najgorsze. Najgorsza jest geometryczna niemalże tendencja wzrostu ilości nowych imigrantów z roku na rok. Na przykładzie Warszawy i Mazowsza:
Rok 2013- 4002
Rok 2014- 4388  (+386 nowych imigrantów)
Rok 2015- 5986 (+1598)
Rok 2016- 9316 (+3330)
Rok 2017- 13716 (+4400 tylko do  listopada)
... W tym momencie, wielu czytelników podniesie krzyk, że przecież to niemożliwe, że część z tych imigrantów to nie muzułmanie, że część to Hindusi…  że oni chcą tutaj tylko pracować, że większość to zezwolenia na pobyt czasowy…  Że w dalszym ciągu ich obecność nam nie zagraża…
Zestawmy zatem kilka faktów tylko z tego roku…
Styczeń: Okrzyki obrażające Polaków i próba gwałtu na Polce:
Zabójstwo chłopaka w Ełku:
Czerwiec: Ośrodek w Górze Kalwarii:
Lipiec: Demolowanie kościoła i bitwa frakcji muzułmańskich:
Sierpień: molestowanie nastolatki:
Uzbrojony Palestyńczyk w środku Warszawy zaatakował policjanta:
Wrzesień: publiczne modły muzułmanów na Muranowie:
To nie są newsy ze Szwecji, to jest polska rzeczywistość.
Pierwsza molestowana na ulicy Polka, pierwszy zdemolowany kościół, pierwsza publiczna modlitwa muzułmanów. Rok 2017 możemy nazwać pod tym względem przełomowym. Na własne oczy widzimy, że Państwo Polskie przestaje panować nad tym kto wjeżdża do naszego kraju. I jak widać na nic nie zda się tu pisanie kolejnych komentarzy w internecie, ani nawet zorganizowanie kolejnej pikiety. Bo co pikieta obchodzi agencję pracy ściągającą na rower do UberEats kolejnego Pakistańczyka? Czy tę pikietę widzi pani z Urzędu ds. Cudzoziemców przeklepująca w komputerze dane kolejnego imigranta, który właśnie złożył wniosek o zezwolenie na pobyt? A może obrazek husarii na profilowym zatrzyma autobus przejeżdżający bez żadnej kontroli przez nieistniejącą realnie granicę polsko-niemiecką? Będąc w strefie Schengen, siłą rzeczy jesteśmy częścią chorego organizmu, z którego zakażenie powoli dociera i do naszych tkanek...
Mimo szumnych zapowiedzi powstrzymania multikulti, płynących nawet w ostatnich dniach z ust senatorów i ministrów, proces postępuje i trzeba temu przeciwdziałać. Przywrócenie kontroli na granicach, zaprzestanie wydawania wiz, skontrolowanie firm ściągających imigrantów do naszego kraju, wymagają jednak presji społecznej na rządzących i nagłośnienia tego problemu. Przekazujcie dalej te informacje, piszcie petycje, rozmawiajcie, jeśli działacie w patriotycznych organizacjach nagłośnijcie w nich tę sprawę, jeśli macie dostęp do któregoś z polityków prawej strony przekażcie im… że multikulturalizacja i islamizacja Polski nie jest już mglistym zagrożeniem, tylko postępującym po cichu z dnia na dzień procesem i to jest ostatni moment, aby go przerwać.
Mamy prawo decydować kogo chcemy widzieć w naszym domu i jakim chcemy go pozostawić w spadku naszym dzieciom. Inaczej za 10-15 lat obudzimy się w kolejnym Malmö…
Warszawiak

Urzędnicy robią przeszkody przy przyjmowaniu wniosków przekształceniowych ws. wieczystego

Od czerwca br. w Warszawie obowiązuje 95% bonifikata przy przekształceniu wieczystego użytkowania na własność. W trakcie wakacji spółdzielnię (przy wsparciu Miasta) zachęcały mieszkańców do składania wniosków przekształceniowych do spółdzielni, które przekazywało je do Urzędu Miasta.

O tym jak w praktyce wygląda procedura przekształceniowa przekonało się niedawna grupa mieszkańców Żoliborza, konkretnie nieruchomości KW 43333 zlokalizowanej w obrębie ulic Braci Załuskich, Poli Gojawiczyńskiej, Popiełuszki, Tołwińskiego. 13 listopada kilkunastu mieszkańców udała się do urzędu dzielnicy Warszawa Żoliborz celem złożenia wniosku. O dziwo urzędnicy nie chcieli początkowo przyjmować wniosków, gdyż niby niekompletne, niby toczy się jakieś postępowanie spadkowe w tej nieruchomości, a tak naprawdę to mają odgórne wytyczne. Oznajmiono mieszkańcom, że wniosek spółdzielni (WSM) obejmuje ponad 50% udziałów w tej nieruchomości, a zatem wniosek mieszkańców jest zbędny (tak jakby nie wiedzieli że do wniosku wystarczy 50%, ale do przekształcenia już 100%). Ponadto poinformowano, że grunt otrzyma spółdzielnia (podczas gdy w rzeczywistości w wyniku przekształcenia wszyscy użytkownicy otrzymają udział w prawie własności gruntu). Jak można się domyśleć, cała sprawa skończyła się awanturą i urzędnicy zostali zmuszeni do przyjęcia wniosków.

Powyższe zdarzenie doskonale ilustruje konieczność przyjęcia przez parlament ustawy umożliwiającej realne przekształcenie wieczystego użytkowania, i to prze wyborami samorządowymi (po może już nie być politycznego zainteresowania). Tymczasem projekt rządowy cały czas nie może doczekać się przyjęcia i znów trafił do uzgodnień. Jest jeszcze kolejny projekt Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE złożone do senackiej komisji petycji, ale nie wiadomo czy senatorowie zechcą podjąć pracę, skoro niby ma być projekt rządowy.

13 listopada 2017

Zmian w wieku emerytalnym nie będzie

Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji nie uwzględniła petycji Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE ws. zmian wieku emerytalnego.

Stowarzyszenie proponowało ujednolicenie wieku emerytalnego w wysokości 65 lat z możliwością wcześniejszego przejścia na emeryturę w wieku 60 lat dla Kobiet, dla działaczy nielegalnych organizacji z okresu PRL i osób które przed 4 czerwca 1989 r. nie wykonywały pracy na skutek represji politycznych. Stowarzyszenie wskazywało także, iż grupę uprawnionych do wcześniejszego wieku emerytalnego można by rozciągnąć np. na osoby, które mają długi np. 40 letni staż ubezpieczenia społecznego. Stowarzyszenie wskazywało, iż obecne przepisy mogą być uznane za dyskryminacyjne, a proponowane rozwiązanie pozwoliłby uniknąć sporu z Komisją Europejską nt. wieku emerytalnego (przypominamy lipcowe wypowiedzi Franza Timmermansa). Ponadto nieprawdą jest iż w wieku 60 lat kobieta ma możliwość wyboru wieku emerytalnego, gdyż często pracodawca wykorzystuje pretekst do zwolnienia pracownika. Wprowadzając wiek 65 lat dla wszystkich z uprawnieniami do wcześniejszej emerytury przywraca się realny wybór.

Przedstawiciele Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej odnieśli się negatywnie do projektu, uznając że proponowane rozwiązania to sztuczka (skoro faktycznie nie zmieni się wiek emerytalny), aktualne przepisy są zgodne z unijnymi dyrektywami, a kwestie związane ze świadczącymi pracę w nielegalnych organizacjach z okresu PRL rozwiązuje ustawę o działaczach opozycji antykomunistycznej i osobach represjonowanych z powodów politycznych (tymczasem sam minister Zieleniecki niegdyś uznał, że to odrębne kategorie weteranów).

4 senatorów głosowało za nieuwzględnieniem petycji, a tylko 1 - niezależny (Jan Rulewski) opowiedział się za dalszymi pracami - w związku z kwestią weteranów.

Polityczno-medialny cyrk wokół hasła Białej Europy z Marszu Niepodległości

Tegoroczny Marsz Niepodległości w ogniu krytyki politycznie poprawnych polityków i mediów. Czy dokonywano zniszczeń, bito ludzi. Nic z tych rzeczy. 60 tys. osób spokojnie przemaszerowało przez stolicę, nie jak w czasach Platformy Obywatelskiej kiedy w następstwie prowokacji dochodziło do starć.

Przedmiotem oburzenia stało się kilka haseł i transparentów np. "Biała Europa braterskich narodów", "Europa będzie biała albo nie będzie jej wcale", "Biała Europa". Już słyszymy tezy o faszystach i nazistach, żądania ścigania, karania. Członkowie partii rządzącej także odcinają się od tych haseł, a wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki stwierdził, że tymi hasłami powinna się zająć prokuratura. Otóż warto przywołać fakty i właściwe proporcje.

Najpierw zdajmy sobie sprawę, że mówimy o kilku transparentach. Kilku na tle tysięcy transparentów, haseł i flag biało-czerwonych. Zatem o jakimś wycinku całego Marszu Niepodległości. 

Co do samego hasła, Europę i kraje europejskie stworzyły przed 2-3 tysiącami lat - białe narody, choć raczej nie to mieli autorzy tych haseł na myśli. Hasło "Białej Europy" media i politycy próbują łączyć się z nazismem i faszyzmem. Manewr propagandowy mający na celu zobrzydzenie, zniechęcenie i stanowić uzasadnienie dla działań zmierzających do ograniczenia wolności słowa. Otóż kojarzenie "Białej Europy" z nazismem jest o tyle nieuprawnione, iż Hitlerowcy mówili o czystości aryjskiej a do komór gazowych wysyłali przecież białych obywateli różnych państw. Hasło "Białej Europy" (nie mylić z białą supremacją) należy zatem kojarzyć z aktualnym kontekstem tj. zalewem Europy islamskimi imigrantami, którzy zagrażają naszym zwyczajom i kulturze (językowo jest nie całkiem zresztą ścisłe bo muzułmańscy Arabowie należą etnicznie do rasy białej). W tym kontekście wspomniane hasło ma raczej wymiar antyimigracyjny, antyislamski, a nie hitlerowski, faszystowski.

Paradoksalnie kilka haseł rzeczywiście nieakceptowalnych (według DoRzeczy np. "sieg heil" czy "narodowy socjalizm") takiego oburzenia jak hasło "białej Europy" nie wywołało. A zatem był to kolejny polityczno-medialny cyrk.


12 listopada 2017

HISTORIA KLUBU FRANCUSKIEGO SGPIS „SYNDROM”

Historia lat 80-tych były przez lata całkowicie zakłamana. Z tajnych agentów i osób prowadzonych przez SB zrobiono bohaterów, prawdziwi bohaterowie zaś skazani byli na niepamięć i zapomnienie, a czasami także na próbę ich całkowitego zdezawuowania. Po latach jednak prawda o tamtych czasach musi być ponownie ujawniona. Poniżej historia Klubu Francuskiego SGPIS "Syndrom" (opr. m.in. za "Orzeł Królewski nr 3")

KLUB Francuski SGPiS zwany także „Syndromem” powstał w listopadzie 1984 r. Nazwę Syndrom zaczęto używać w 1987/88 r. Założycielami Klubu byli działacze samorządu studenckiego SGPiS, ale głównym pomysłodawcą był Daniel Alain Korona (działacz podziemnego GŁOSU WOLNEGO SGPISU i współpracownik działu zagranicznego NSZZ „Solidarność” Regionu Mazowsze). Po wielu perypetiach Klub zarejestrowano w marcu 1985 r. jako koło Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Francuskiej. Władze mylnie sądziły, że Klub będzie organizacją zajmującą się tylko kulturą francuską, ale szybko okazało się że oprócz działalności kulturalnej (np. bilety na imprezy teatralne, wyjazdy na kurs językowy), KF prowadził także inną działalność, wzbudzającą zastrzeżenia władz. Plakaty KF - „Alkohol to morderca o czerwonych oczach” – został zinterpretowany politycznie. Przed 1 maja 1985 r. prezes KF Daniel Korona został wezwany do Pałacu Mostowskich na przesłuchanie. Kapitanowi Morawskiemu (o ile to było jego prawdziwe nazwisko) nie spodobały się znaki i malowanki na oknach pokoju Samorządu/Klubu, w tym znak KF z niebiesko biało czerwoną chorągiewką. SB nie dopatrzyła się w tym znaku flagi Francji, ale aluzji do Solidarności. KF uruchomił również happeningową akcję tworzenia Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Senegalskiej „Senpol” (na SGPISie był zaledwie jeden Senegalczyk). Próby szykanowania inicjatorów akcji o mało co nie spowodowało spięcia dyplomatycznego.

Wraz ze zmianą ustawy o szkolnictwie wyższym i likwidacją samorządu studenckiego w dotychczasowym kształcie, KF pozostał jedyną jawną niezależną strukturą na uczelni. Rok 1986 stał się okresem nasilenia szykan wobec KF. Danielowi Koronie odmówiono przyjęcia podania paszportowego w związku z jego wyjazdem na zaproszenie francuskiej rozgłośni radiowej - Radio France International, z okazji wygranego konkursu. Zarówno władze uczelni jak i resort kultury odmówiły poparcia wniosku. Pod pozorem prac remontowych włamano się do pokoju klubowego, a następnie pokój przekazano nowemu dyspozycyjnemu samorządowi studenckiemu. KF stracił możliwość skorzystania z funduszy uczelnianych. 11 listopada prezes Klubu został zatrzymany za rozpowszechnianie ulotek niepodległościowych bez zezwolenia i skazany na karę grzywny. 22 grudnia SB dokonała nalotu na miejsce zamieszkania Daniela celem przesłuchania go. Niektórzy członkowie KF stali się obiektem presji ze strony władz i niektórzy opuścili Klub. W kwietniu 1987 r. odmówiono wydania paszportu Danielowi Koronie, pod pretekstem najpierw orzeczenia kolegium ds. wykroczeń, a gdy okazało się to podstawą niewystarczającą, powołano się na przepis o bezpieczeństwie państwa, obronności narodowej i ważnych względów gospodarczych (W tym samym roku Klub Francuski został formalnie wykreślony z rejestru kół TPPF).

Rok 1986 to także okres sukcesów KF. Z inicjatywy działaczy KF reaktywowano NZS SGPIS (grupa Bakcyla) i nawiązano kontakty z francuską organizacją studencką UNEF-ID dla NZS. Efektem była wizyta delegacji UNEF-ID w Polsce w kwietniu 86 r. Uruchomiono akcję wysyłania prasy podziemnej do paryskiego biura NSZZ „Solidarność”, KF rozpoczął wydawanie biuletynów w języku francuskim (KF-INTERNATIONAL), później polskim (SYNDROM), kaset magnetofonowych (Jacka Kaczmarskiego) i filatelistyki. Także w II połowie 1986 r. rozpoczęła się akcja KF przeciw zmianom w regulaminie studiów i wprowadzeniu tzw. systemu modułowemu. Oprócz spotkań protestacyjnych a w grudniu 86 r wywieszano plakaty typu „Czy wiesz że we wrześniu czeka cię pobór do wojska – umożliwi to nowy regulamin studiów”

W 1987 r. większość członków i działaczy Klubu zakończyła studia, niektórzy wcześniej wyemigrowali (Joanna Rozbicka, Zbigniew Wojtkowski), nieliczni pozostali na placu boju np. Krzysztof Skibiński pseudonim Igor. Rok 1987/88 – był faktycznie ostatnim rokiem działalności Klubu na uczelni. KF zorganizował akcję informacyjno-plakatową ws. sytuacji w studenckim klubie ACK PARK czy też milczący wiec w maju 1988 r. Warto zauważyć że na taki krok nie zdecydował się NZS (grupa NAWIS) oraz że akcje organizowano mimo systematycznych przesłuchań Daniela Koronę (pracującego w CEI Minex) przez SB (kpt. Łęcki).oraz szykan wobec brata Daniela, asystenta na SGPISie – Roberta Koronę. Także na spotkaniach z nowo przyjętymi kandydatami na studia (tzw. zerówki) akcje ulotkowe były dziełem KF.

W nowej sytuacji politycznej w październiku 1988 r. rektor Bosiakowski zezwolił na działalność NZS SGPIS. Nowi działacze, kombatanci ostatniej godziny nie byli jednak zainteresowani kontaktami z byłym KF. Choć Klub Francuski zniknął na SGPISie, jednak działał wciąż poza uczelnią pod nazwą „Syndrom”. Za jego przyczyną w marcu 89 r. doszło do strajku na poczcie głównej w Warszawie.

W zasobach archiwalnych IPN niewiele zachowało się nt. Klubu Francuskiego SGPiS. W 1986 roku SB założyło sprawę operacyjnego sprawdzenia "Francuz" dotyczącego Daniela Alain Korony, jednak wiele dokumentów zostało zniszczonych m.in. donosy tajnych współpracowników, dokumenty ze skazania Daniela, itd. Wiadomo z akt paszportowych, że od 1987 roku obowiązywał zakaz wydania mu paszportu (dopiero pod koniec 1988 r. uległo to zmianie). 

Po latach należy stwierdzić, iż KF odegrał istotną rolę na polu opozycyjnym na SGPISie, działał jawnie i podziemnie, pozwalał przełamywać barierę strachu, a władze były w dużej mierze bezradne. Być może z tych powodów, SB podjęła w 1988 r. grę operacyjną mającą na celu skompromitowania Daniela w środowisku opozycyjnym i miejscu pracy. W okresie luty-maj 1988 r. stworzono notatki o zgłoszeniu się Daniela i rzekomym informowaniu służb. Mechanizm operacji był prosty - nie chodziło o samo ujawnienie tych notatek, ale ewentualne samo ich pokazanie lub odczytanie innym działaczom w trakcie przesłuchań, w wyniku czego pojawiły by się wątpliwości, podejrzenia w stosunku do Daniela. Jak wynikało z treści tych notatek oprócz czysto zmyślonych informacji, znalazły się publiczno-dostępne a także takie o których Daniel nie mógł wiedzieć. Gra operacyjna SB mogła mieć także na celu ochronę prawdziwej agentury i usunięcie osoby, która mogłaby tymże w przyszłości przeszkadzać. 



11 listopada 2017

Dobrze że w pakiecie medycznym są też wizyty u psychiatry. Koszmar pracowników PKO BP cd.

W sierpniu ubr. opublikowaliśmy artykuł "Koszmar pracowników PKO BP". Po roku postanowiliśmy sprawdzić, czy cokolwiek uległo zmianie. Tak jak poprzednio oparliśmy się na opiniach z forum Gowork (https://www.gowork.pl/opinie_czytaj,624,2). Okazuje, że dalej jest źle.

Aż tak źle, że usuwa się opinie?
To co na pierwszy rzut od razu się rzuca na gowork.pl to duża ilość opinii usuniętych przez administratora (anonim 05.10.2017 15:31, 11.09.2017 16:49, 25.07.2017 19:45, 13.09.2016 14:31, 27.09.2016 09:59, 25.09.2016 09:22, 24.09.2016 23:02, 16.09.2016 23:06, 11.09.2016 18:49, 31.08.2016 11:23, 29.08.2016 14:00, 25.08.2016 20:40, 22.08.2016 10:19, 17.08.2016 23:16, 16.08.2016 15:35, 29.07.2016 11:11, 26.07.2016 23:22, 26.07.2016 18:49, 14.07.2016 22:14, 12.07.2016 09:04 itd. itd). Najczęściej nie ma wyjaśnienia, raz napisano iż było to z powodu słowa niecenzuralnego. "Już prawie były pracownik" 24.09.2016 22:49 tak to skomentował: Żenada.... nawet krytyki nie potraficie przyjąć. Mój wpis, który spotkał się ze sporym poparciem został USUNIĘTY. Panie/Pani Yyvv może zamiast siedzieć na forum i czyścić wpisy siądzie Pan/Pani na obsługę i sprosta zadaniom, które otrzymują Doradco-Kasjerzy od niekompetentnych kierowników i dyrektorów placówek, bo tylko na takich Was stać. Faktem, że w przeszłości PKO BP uważnie śledził strony internetowe, żądając często usunięcia wpisów lub wytaczając procesy sądowe pracownikom. W efekcie internauci przestali publikować na forum pracowniczym PKO BP na gazecie.pl. Czyżby teraz przyszedł czas na gowork.pl?

Dinozaur, który długo nie umrze
Kiedyś (5-6 lat temu) byłem Bardzo Zadowolony z wizyt w oddziałach tego banku. Niestety obecnie nie. W tej firmie chyba źle się dzieje, bo ilość pracowników do obsługi spadła o 50%. Zauważyłem też, że bank bardzo się zbiurokratyzował, a klienci stoją i czekają –opowiada Klient (22.08.2016 10:08) Jakie są tego przyczyny? pko bp to dinozaur który jeszcze długo nie umrze. Jedno co można powiedzieć żenada dla Centrali liczą się słupki i wynik finansowy (PKO BP 10.10.2017 22:42)

Nieporozumienie rekrutacyjne
Nieporozumienie zaczyna się już na poziomie rekrutacji. Byłem Doradcą Klienta Biznesowego. Lokalizacja - Warszawa – opowiada Tytus (26.10.2017 15:18). Rekrutacja: 1. I spotkanie: Rozmowa z p. Dyrektorem oraz kierownikiem działu. 2. II spotkanie: Rozmowa z p. Dyrektorem Regionu czy wiązki czy jak oni tam to nazywają.... Pytali się głównie jak sprzedaję i jak dużo mogę sprzedać. Nie padło o dziwo... żadne merytoryczne pytanie.
Proces rekrutacji to nie tylko brak merytoryki, ale często fatalna atmosfera. Anonimus (06.04.2017 21:48) potwierdza: Pod koniec marca br. zostałem zaproszony na rozmowę o pracę na stanowisko doradcy klienta. Bardzo się ucieszyłem tym zaproszeniem, gdyż zawsze chciałem trafić do największego banku w Polsce. Przed pójściem na rozmowę wszedłem tutaj na forum, żeby poczytać opinie no i zobaczyłem wiele negatywnych ocen. Pomyślałem, że nie będę się tym sugerował i pójdę bardzo pozytywnie nastawiony na rozmowę i dołożę wszelkich starań, aby przekonań PKO do swojej osoby. Niestety rozmowa okazała się kompletnym nie porozumieniem. Rozmowa trwa ok 15 min. ( przede mną i po mnie byli kolejni ochotnicy, więc przemiał w jednym dniu był ogromny)… Pani z HR oraz dyrektor oddziału w żaden sposób nie zachęcili mnie, abym chciał pracować w PKO. Na jakiekolwiek pytanie bym nie odpowiedział, doszukiwali się non stop negatywnych aspektów. Dyrektor oddziału "brutalnie " poinformował mnie, że przychodzą na stanowisko niżej (miałem się cofnąć ze stanowiska kierownika) nie mam szans w przeciągu najbliższych 2 lat na żaden awans ani poziomy ani pionowy. Atmosfera rozmowy była tragiczna, jak na pogrzebie. Podobne odczucia wyraził Bankowiec (27.06.2017 21:28) Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej i od samego początku coś było nie tak. Oddzwonili do mnie nie z tej placówki do której składałam papiery. Rozmowa była przeprowadzona bardzo nieprofesjonalnie, dyrektor placówki był bucem i nie zdziwiłabym się jeśli mieliby problem z mobbingiem. Próbował umniejszać moim umiejętnościom i doświadczeniu, krytykował mnie itd. Bardzo wymijająco odpowiedział na pytania dotyczące tego w jaki sposób firma dba o atmosferę w pracy, według dyrektora placówki ma na to wpływ karta multisport (!). Jeśli tak traktuje się ludzi na pierwszym etapie rozmowy kwalifikacyjnej to naprawdę nie trzeba być specem, żeby widzieć jak potężne problemy z zarządzaniem ludźmi mają. Serdecznie Pozdrawiam (28.06.2017 15:43) także nie poleca aplikowania do PKO BP.W teorii warunki pracy w centrali są dobre, jednak dział HR woła o pomstę do nieba. Nie świadczy dobrze proponować komuś pracy, potwierdzić że się ją dostało, po czym miesiąc się nie odzywać. Aż w końcu sama się skontaktowałam i usłyszałam "Nie,jednak nie". Wybrano kogoś ze struktur banku, co znaczy tyle że wybrano kogoś z mocnymi plecami. Takie zachowanie nie przystoi największemu bankowi w Polsce. Ja sobie dam radę, jedyne co w tym jest przykre dla mnie to, że ze wszystkich wysłanych CV nie było takiej firmy, która by się do mnie nie odezwała, tak więc już dawno mogłam mieć inne rozmowy i inne możliwości.
Oczywiście wiele zależy od ludzi rekrutujących, można mieć inne doświadczenia tak jak w przypadku Tomaszenko (14.12.2016 22:00) - Dziś zaprosili mnie na druga rozmowę, głownie pytania o poprzednia pracę i co robiłem w mega przyjaznej atmosferze. Zaproponowali 3500 brutto na dzień dobry, roczna umowa po której może być lepiej, premie kwartalne ( z wykonalnymi planami) miasto niecało 100tyś. Mały drobiazg - Rozmowa kwalifikacyjna blisko 2h – i nic dziwnego skoro jak podaje takie tam” (05.11.2017 00:29). Jeżeli chodzi o rozmowy to głupie pytania kadrowych z przed 100lat, a dlaczego nasz Bank? A gdzie siebie widzisz za 5lat? Oczekiwania finansowe?

Fatalna organizacja, ale za to stanowiska kierownicze
Pracowałem 2 lata temu jak doradca MśP (może powinienem napisać doradca mobilny, bo w zasadzie to najlepiej jak bym cały dzień chodził po firmach jak akwizytor) na warszawskim Ursynowie i szczerze nie polecam! Kierownik zespołu potrafił jedynie pytać ile dziś sprzedam i dlaczego tak mało, dlaczego tak wolno pracuje. Ciągłe informacje ile brakuje do wyrobienia na koniec kwartału planu, no i te deklaracje ile planuje sprzedać w danym dniu i tygodniu, jak się coś przełożyło to wpier..... . Zero jakiegokolwiek wsparcia merytorycznego ze strony dyrektor/kierownik. Zastanawiam się po co robić stanowisko kierownicze do zarządzania jednym człowiekiem bądź dwoma. Firma produkuje puste stanowiska kierownicze, nie wiedzieć po co! Śmieszyły mnie białe tablice w oddziałach ze "słupkami sprzedaży" pracowników, starannie zawsze chowane przed klientami na spotkaniach... Czy przełożeni wstydzili się jak traktuje się pracownika i jak patrzy się na klienta? Widać w banku brak profesjonalizmu do szkoleń nowo zatrudnianych osób. Nawet jeśli trafisz na takowe szkolenia, to i tak będą poruszane kwestie, które nie mają odzwierciedlenia w codziennej pracy. Na koniec, bank pod względem planowania sprzedaży traktuje klientów firmowych jak indywidualnych, nie zauważając, że firmy muszą jednak dostarczyć tony dokumentów, aby dostać finansowanie, a często klienci indywidualni dostają pieniądze na oświadczenia... Pablo (22.02.2017 15:21) po co stanowiska kierownicze dla 2 osób??? - odpowiada anonimus (24.02.2017 18:30) bo gdzieś trzeba wsadzić rodzinę czy kochankę...

8 godzin pracy tylko na papierze i awarie sprzętu
Pracowałam jako doradca-kasjer… 8h pracy jest tylko na papierku, w praktyce znacznie dłużej. Co chwile zmieniają sie jakieś przepisy, robią dodatkowe szkolenia i wymagają stawienia sie w pracy godzinę wcześniej (minimum raz w tygodniu, średnio 2-3). Wieczorem zaś trudno wyjść o czasie bo na chwile przed zamknięciem złażą sie klienci, których mamy obowiązek obsłużyć... Później trzeba jeszcze rozliczyć kasy i skarbiec, zarchiwizować dokumenty i wpisać na tablice wyniki za dany dzień. 10h czas pracy to norma. Za nadgodziny owszem, płacą (no to ma szczęście)…, ale co mi po tym jak w tygodniu można zapomnieć o jakimkolwiek życiu prywatnym. Drugi minus to awaryjność sprzętu. Koszmar. Nie sądziłam że w tak poważnej instytucji, jaka jest bank, można pracować na tak awaryjnym systemie i ... internecie explorerze. Szybkość transferu danych powalająca. Wiecznie wkurzeni klienci w kolejkach ciągnących się za drzwi a ty nie możesz nic zrobić bo nie dział komputer/drukarka/dyspenser (maszyna do liczenia pieniędzy)… W związku z tą kolejka pod drzwi, ciężko o regulaminową przerwę 15min i zjedzenie głupiej kanapki na raz. Ogólnie zapiernicz. Ma to plusy, czas szybko mija. Ale ogólnie drama... przez te częste awarie dochodziło również do nieporozumień w rozliczeniach kasowych, przez co tez niejednokrotnie siedziałyśmy dłużej bo np. musiały przeliczyć 200tys ręcznie... (Kasieu 05.09.2017 21:57)

Zeszyt jak w szkole i tablice w dobie informatyzacji?
Na dzień dobry dostajesz zeszyt. Rozumiecie? W dzisiejszych czasach gdzie ten bank wydaje setki milionów rocznie na cyfryzację dostajesz zeszyt. Musisz go regularnie wypełniać. Twój plan, realizację co zrobić żeby zrobić plan itd. Każdą notatkę podbijasz swoją pieczątką.... Generalnie takie zabezpieczenie pracodawcy żeby łatwo Cie było zwolnić i mieć piękną podkładkę dla sądu pracy. Do tego są tablice.... spokojnie nieinteraktywne, takie zwykłe białe. Każda ma piękną roletkę, którą się zasłania dane przed klientami, taka roletka za 20 zł z biedronki :) wiecie nowoczesny bank... Tam też codziennie wpisujesz estymację i wykonanie, oczywiście do tego wysyłasz swoje wyniki codziennie mailem. Przecież to nie ważne, że wszystko jest w systemie. No i zaczynasz pracę... wpisujesz do zeszytu na tablicę i jedziesz. Więc jeśli Ci to odpowiada to jest to wymarzona praca dla Ciebie. Dodam tylko, że nie ma analityka tylko sam wszystko analizujesz, sam robisz decyzję a Dyrektor tylko podpisujesz. Szybciutko już po 8 godzinach pracy przy kompie system wypluje Ci decyzję :) (Tytus 26.10.2017 15:18). Ale jak zauważa Pablo (14.03.2017 21:18) te szkolne traktowanie dotyczy sprzedaży: w HR nie mają planów i zeszytów to mają dobrze. Niech sobie pójdą na sprzedaż to zobaczą życie! 

Zarobki nie adekwatne do pracy
Bank zatrzymał się płacowo jakieś 5-6 lat temu i myśli, że propagandą z intry zaciemni ludziom rzeczywistość. Rynek pracy trochę się zmienił, ale Bank Polski zauważy to dopiero jak zamiast 50 ofert pracy w regionie katowickim, będzie szukał 200 ludzi. Nie liczę długotrwałych L4 od psychiatrów gdzie osoby te blokują wakat. Teraz starszyzna na emerytury ucieka, a ludzie 30-40 lat jak zaczną uciekać to będzie sobie bank robił plany ludźmi co po 2-3 miesiącach uciekają. Ukraińcy zarabiają lepiej niż pracownicy obsługi klienta tego banku. Ja na szczęście już niedługo (PanPe 09.10.2017 22:50). Pracowałam tam przez 15 lat. po tym czasie zarabiałam 2200 na rękę. przez ostatnie 5 lat 0 podwyżki. w poprzednich latach po 50 zł rocznie netto. a pracy coraz więcej. wspominam jako [usunięte przez admina słowo niecenzuralne] podwyżki i nagrody dostawali tylko donosiciele, którzy byli faworyzowani przez niekompetentne kierownictwo. za te pieniądze wolałabym sprzątać i nie ponosić żadnej odpowiedzialności (wykorzystana 09.04.2017 19:25) Nie brzmi to zbyt zachęcająco. PKO BP dba przy tym o rozstrzał w poborach  kasjer często w Warszawie może na start dostać 4500 brutto a kasjer z małej miejscowości np. 2200 brutto (hard_worker 15.12.2016 21:53). w agencji banku PKO… Mi zaproponowano 2000 netto. To chyba nie wiele biorąc pod uwagę że 3 soboty w miesiącu trzeba pracować? Karolina (11.06.2017 23:37). Rozstrzał w zarobkach to celowa polityka banku - Bank ma coś takiego jak rozbicie na regiony w PL tzn. - Warszawa 120% wynagrodzenia - Duże miasta (powyżej 100tyś ludzi) 100% wynagrodzenia -Małe miasta, wioski itp 70-80% wynagrodzenia ja opisze wynagrodzenia na podstawie 100% słupki przedziałkowe od do zależne są od typu oddziału czy samodzielny czy też pododdział… (takie tam 05.11.2017 00:29) Jak to wygląda na tle innych firm - zarobki w PKO BP są znośne adekwatnie do rynkowych. Jednak nie adekwatne do pracy… płaca jest dobra, atmosfera do ujjja ! Dyr oddziałów się trzęsą i boją własnego cienia, wyszkoleni jak pieski na polecenia regionalnych :D A najlepszy kumpel, kumpela wbije ci kose za względy u kogoś wyżej. (takie tam 05.11.2017 00:29)

Starzy pracownicy liczą dni o emerytury, o ile wcześniej się ich nie zwolni
Oczywiście to wszystko nie podoba się doświadczonym pracownikom. Jestem długoletnim pracownikiem (28 lat) sama się zastanawiam jak mogłam tyle lat przepracować, zawsze na pierwszej linii- Oddział Banku. Najsmutniejsze jest to co moje koleżanki i koledzy piszą, ale taka jest PRAWDA, W ODDZIAŁACH JEST KOSZMAR PRACY. ZESZYT, TABLICA, CODZIENNA SPOWIEDŹ- I CIĄGLE MAŁO, MAŁO. Idzie to w złym kierunku stwierdza zula (05.03.2017 21:11). Jestem długoletnią pracownicą tego banku-staż 34 lata – stwierdza bajka112 (3.09.2016 22:41). Pracowałam na wielu stanowiskach - obecnie po uniwersalizacji kasjero dysponet. Powiem tak: bardzo ciężko, brakuje czasu na normalną pracę, Stres nie daje spać-kładziesz się ciągle myślisz o pracy . Presja sprzedażowa nawet teraz gdy plan wyrobiłam przeszło 100 % to jeszcze im mało bo brak jest wyrobionej dniówki, Dużo by pisać żadne słowa nie oddadzą tego co się czuje - ogromnego strachu .Bo jak nie kijem to go pałą. Teraz ciągle nas straszą Mister Choper .Pranie mózgu mówienie i zachowanie jak małpy w cyrku. Cieszę się ze mam już taki długi staż Jeszcze trochę i wreszcie emerytura. Ale czy dotrwam jeżeli jest coraz gorzej...........???????? Wtóruje jeszcze.pracownik@pkobp (14.09.2016 20:44) "bajka112" trzymam za Ciebie kciuki. Za Ciebie i za siebie , bo też mam ponad dwie dekady pracy za sobą. Zmęczenie, stres i strach towarzyszą mi już za długo........
Do emerytury trzeba jeszcze dotrwać, a przy polityce tzw. DNA może to być trudne - Pracowałam w Pko 25 lat. Bardzo lubiłam tę prace i tez były plany. Przyszły redukcje i wszyscy dostali kopa. Droga góro nas zwolniliście i zaczęliście przyjmować nowych młodych i macie to co macie. Narzekania , po roku pracy szkoleniach ucieczka do innego banku o negatywnych opiniach które czytam nie wspomnę. Mieliście cudownych ludzi oddanych tej pracy Pomimo mojego wieku ktoś dal mi szanse pracy. I pracodawca kiedyś mi powiedział ze głupcy chyba pracują w banku skoro pozwalniali takich pracowitych i lojalnych pracowników. Czytam te negatywne opinie i chociaż po zwolnieniu mnie było mi ciężko powiem Dziękuję że mnie zwolniliście bo mam pracodawcę który mnie szanuje a ja chodzę do pracy uśmiechnięta - Ola (24.09.2017 21:05). Pko bp wie jak rozpie...... prace i ludzi teraz doświadczeni pracownicy odchodzą z banku przykład patrz CAM pracownicy pko bp będą wiedzieć dla nie wtajemniczonych Centrum Administracji. Dyrektor Pionu nadzorujący ten obszar to jakaś porażka tak jak i reszta ludzi kolo niego brak wiedzy i zasada aby się pokazać i utrzymać na stanowisku jednym słowem klęska. Ale kasa się liczy ludzie już nie (PKO BP 10.10.2017 22:42)

Młodzi też nie chcą zostać
Pracowałam w PKO BP 3 kwartały. Nikomu nie polecam, naprawdę szanujmy siebie i dbajmy o swoje zdrowie psychiczne. Pracownik przy codziennych odprawach stoi na baczność (przynajmniej w moim byłym oddziale), kierowniczka wiecznie ma kwaśną minę, zeszyt co poniedziałek obowiązkowo (najlepiej po godzinach pracy) przerabiany z niezadowoloną i zawalona robotą (haha) Panią Kierownik. Jak Pani Dyrektor wchodziła do pokoju socjalnego to trzeba było rzucić jedzenie w kąt stać i słuchać, jak jedzie po wszystkich pracownikach. O jedzeniu w spokoju można było zapomnieć. Przy wyjściu z pracy bywało, że trzeba się spowiadać, "co się umówiło" i "na ile", ogółem strach wychodzić punktualnie! Ciągła rotacja pracowników, zostają tylko ci, którzy muszą (w przypadku byłego oddziału osoby, które miały hipotekę do spłaty, osoby mające rodziny - ogółem ludzie, którzy z jakiś względów nie mogą pozwolić sobie na zmianę pracy), bądź Harpie, które tylko patrzą, jak ukraść długo wyczekiwanego klienta (same strasznie marudzą ale mają klientów od lat, z których zawsze coś wyduszą na koniec kwartału, jak potrzeba). Zawsze jest mało. Po złożeniu wypowiedzenia najlepiej iść na L4 od psychologa, bo zrobią co tylko mogą żeby życie uprzykrzyć. Pozdrawiam wszystkich, którzy uciekli z PKO :) - opowiada edytka (14.09.2017 17:25). Efekt jest taki że ludzie są zadowoleni, że odchodzą. Witam Pracuje w tym Banku ponad rok i w końcu jestem szczęśliwa, bo złożyłam wypowiedzenie i w tym momencie zaczęły się schody. Jestem traktowana gorzej niż inni pracownicy, na codziennych odprawach przy tablicy "jada" po mnie strasznie ( dodam, ze realizacje planu mam powyżej upływu czasu), muszę się wykłócać o grafik, nadgodzin juz nie chcą wpisywać. Chciałam się rozstać z tym Bankiem w sposób normalny ale nie da się. Niby największy Bank w Polsce, a na stanowiskach kierowniczych nawet dyrektorskich zatrudnione są niekompetentne osoby. (Badia 20.08.2017 11:09). Dobrze ze tam już nie pracuje dodaje Kaska (24.09.2017 21:09)

Powracający mobbing w deklaracjach
Jak każdy pracodawca PKO ma plusy i minusy. Pensja na czas, liczne szkolenia, głównie jakościowe. Praktyki uczą koleżanki w oddziale, dobrze jeśli są chętne:) Plany i ich realizacja wygląda różnie, lepiej w dużym oddziale, zdecydowanie gorzej w mniejszych. Stres dotyczy tych którzy potrzebują tej pracy. Mobbing jest w mniejszym lub większym stopniu. Bywają i miłe dni jeśli ktoś odnajduje się w obsłudze klienta lub potrafi uciec dosłownie od myślenia o pkt. PKO , przyszłość, kredyty, ograniczenia:) Może będzie lepiej, zamiast kija i marchewki (Nadzieja 16.09.2017 15:11). Mobbing to słowa powtarza się jak mantra gdy pracownicy mówią o PKO BP. 30 lat na pierwszej linii, pierwsze 20 lat to praca, której nie zamieniłabym na inną; pracy po sufit ale ciekawej, świetna atmosfera i ludzie. Późniejszy okres to plany ponad normę przy coraz niższej płacy (brak podwyżek), mobbing, punkty za wszelką cenę, Dzisiaj klienci są postrzegani, przez kierownictwo, jako potencjalne punkty do wykonania planu i temu służą różne sposoby ich egzekwowania. Związki zawodowe są ale ich działań propracowniczych nie widać. (nail 17.09.2017 18:42) Najgorszy bank w którym pracowałem nikomu nie polecam mobbing presją sprzedaży i straszenie zwolnieniami. (Men 08.05.2017 14:59) Mam osoby które pracują lub pracowały w PKO i powiedziały, aby absolutnie się nie decydować na pracę w tym banku. Mobbing na każdym kroku, układy itp., itd. (Anonimus 06.04.2017 21:48).

Dobrze, że w pakiecie medycznym są też wizyty u psychiatry
Oczywiście każda opinia jest wyrazem własnych doświadczeń i subiektywnych odczuć. Jednak co warto zauważyć, rzadko kiedy trafiają się pozytywne opinie o Banku, o dobrej atmosferze. Generalnie przeważają negatywne. Niestety, negatywne opinie to prawda. Kadra zarządzająca nie ma o zarządzaniu bladego pojęcia. Pracownicy bezpośredniej obsługi traktowani są przez kierownictwo jak debile. Mają się bać i zapier.... Nieustanna rotacja na tych stanowiskach to potwierdza. (Marta 21.08.2017 22:02) Najgorszemu wrogowi nie życzyłbym pracy (kidler 26.08.2016 22:13). Najgorsza moja praca w życiu ...Nie polecam .wszystkie opinie negatywne są prawdziwe  (była pracownica 09.04.2017 21:34)

Niektórzy się pocieszają No tak dobrze, że w pakiecie (LUX MED. Oferowanych pracownikom przez PKO) są też wizyty u psychiatry (procivili 29.08.2016 22:42). Niestety Ja po tylu latach pracy nie korzystałam z pakietu LUX MED ,w małych miastach nie ma tych przychodni a jak chcę zrobić badania to i tak muszę mięć skierowanie i godzinami stać do lekarza (bajka112 26.09.2016 20:06)