19 kwietnia 2018

Senacka komisja nie podejmie się zniesienia wieczystego użytkowania

Senatorowie z Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji odrzucili petycję Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE zawierający projekt ustawy ws. zniesienia wieczystego użytkowania. 

Projekt przewidywał zniesienie wieczystego użytkowania z zachowaniem ważności dotychczasowych umów do końca okresu umownego z możliwością wcześniejszego wykupu nieruchomości (z możliwością rozłożenia na 20 lat). W przypadku nieruchomości mieszkaniowych przekształcenie miało nastąpić z urzędu i nieodpłatnie w przypadku osób fizycznych, pod warunkiem zameldowania w tych nieruchomościach, a w pozostałych przypadkach odpłatnie według równowartości 20 opłat rocznych (organ właściwy mógłby jednak udzielić bonifikaty).

Projekt skrytykowali urzędnicy ministerstwa inwestycji i rozwoju, którzy stwierdzili że nie wyczerpuje on kompleksowości zagadnienia m.in. abstrahuje od spraw wieczysto-księgowych (nota bene dotychczasowa ustawa o przekształceniu wieczystego użytkowania  w prawo własności również nie zawiera przepisów w tej materii). Urzędnicy zapewnili że ich projekt ws. przekształcenia nieruchomości mieszkaniowych jest kompleksowy i trwają intensywne prace, które zbliżają się ku końcowi, a następnie będą prace nad definitywnym zniesieniem wieczystego. Takie zapewnienia urzędnicy udzielali już rok temu, co wytknął Daniel Alain Korona prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE. Ponadto zauważył, że rząd konsultuje projekt ze stroną samorządową, ale nie z przedstawicielami użytkowników wieczystych.

Senatorowie jednak uznali, że materia jest zbyt złożona i nie byliby w stanie opracować właściwego projektu. Odrzucono zatem petycję (4 za odrzuceniem przy 2 wstrzymujących się), z tym że w ciągu pół roku komisja zwróci się do Ministerstwa o informację nt. dalszych losów ustawowego przekształcenia wieczystego użytkowania.

Słowem powtórka z ubiegłorocznej rozrywki, a użytkownicy wieczyści wciąż muszą płacić wysoki haracz na rzecz urzędniczych darmozjadów.



PO odmawia darmowej komunikacji dla działaczy nielegalnych organizacji z czasów PRL w stolicy

Wrocław, Kraków, Poznań, Lublin, Wałbrzych - wymieniał na Komisji Infrastruktury i Inwestycji Rady Miasta Stołecznego Warszawa w dniu 17/04/2018 dr Daniel Alain Korona prezes Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89, kolejne miasta w których przyznano darmową komunikację miejską bądź działaczom opozycji antykomunistycznej bądź świadczącym pracę w organizacjach związkowych i politycznych nielegalnych w rozumieniu przepisów do kwietnia 1989 r. (tzw. świadczących).Ale na nic się zdało, komisja 7 głosami (PO) przeciw 4 (PIS) odrzuciła petycję Stowarzyszenia dot. darmowej komunikacji dla świadczących, zameldowanych w Warszawie.

W stolicy działacze opozycji komunistycznej i świadczący w nielegalnych organizacjach mają prawo do ulgowej 50% komunikacji miejskiej. Jednakże zaraz po wejściu w życie ulgi, ZTM poinformował błędnie, że "świadczący" mają prawo do darmowej komunikacji. Od tego momentu Stowarzyszenie złożyło już kilkakrotnie propozycje darmowej komunikacji dla świadczących, wskazując na decyzje innych miast oraz że w skali Warszawy dotyczyć to będzie zaledwie kilkudziesięciu osób (zatem finansowo nieistotne). W grudniu ubr zaproponowało darmową komunikację dla tych zamieszkałych w Warszawie, a wobec negatywnego stanowiska Prezydenta Miasta stwierdzającego, że Zarząd Transportu Miejskiego nie dysponuje możliwością weryfikowania miejsca zamieszkania pasażerów zamieszkałych w Warszawie, a posiada jedynie dostęp do bazy CRBDEL o zameldowaniu i wymeldowaniu mieszkańców Warszawy, zmodyfikowało swój wniosek dla tych zameldowanych (a nie zamieszkałych). Jednak i tym razem Prezydent Miasta odniósł się negatywnie, gdyż zgodnie z wyrokiem NSA z 2014 roku - jednostka samorządowa nie może różnicować na tych zameldowanych i tych, którzy nie mają tego przymiotu. 

Zatem nie dla zamieszkałych bo nie wiadomo jak ich zweryfikować, nie dla zameldowanych (bo miałoby to charakter dyskryminacyjny), innymi słowy każdy pretekst jest dobry dla odrzucenia uprawnienia dla działaczy nielegalnych organizacji z okresu PRL - i to w setną rocznicę niepodległości.


18 kwietnia 2018

Urząd Dzielnicy Ochota nakłania do sprzeciwu ws. przekształcenia wieczystego użytkowania?

A miało być tak pięknie. W dniu 8 czerwca 2017 r. Rada m.st. Warszawy podjęła Uchwałę nr L/1217/2017 w sprawie określenia warunków udzielania bonifikat i wysokości stawek procentowych od opłat za przekształcenie prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości dla osób fizycznych i spółdzielni mieszkaniowych. Bonifikaty miały wynieść 95% opłaty przekształceniowej, cieszyli się mieszkańcy, wielu uwierzyło i złożyło wnioski przekształceniowe. Niestety nasze obawy co do pozorności tej uchwały się w dużej mierze potwierdziły, zważywszy na brak sporządzonych operatów szacunkowych ważnych na dzień złożenia wniosku, toczące się postępowania spadkowe itp.

Jednakże nawet my nie spodziewaliśmy się, aż takiego cwaniactwa ze strony urzędników Miasta. O co chodzi, o pisma przesyłane do mieszkańców, napisane w ten sposób by skłonić do sprzeciwu wobec przekształcenia użytkowania wieczystego. A oto przykład

W miesiącach sierpień - listopad 2017 r. właściciele wyodrębnionych z budynków przy ul. S. Baleya 4, 6, 8, 10, 12, 14 lokali złożyli wnioski o przekształcenie prawa współużytkowania wieczystego w prawo współwłasności ww. nieruchomości. Otóż w piśmie przesłanym mieszkańcom tych nieruchomości (UD-V-WND.6826.14.2018.MWN), Urząd Dzielnicy Ochota najpierw cytuje przepisy związane z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 2015 r. a następnie niedwuznacznie nakłania do złożenia sprzeciwu.

W niniejszej sprawie został spełniony warunek wynikający z art. 2 ust. 2 zdanie pierwsze ustawy o przekształceniu, ponieważ z wnioskami o przekształcenie wystąpili współużytkownicy wieczyści, których suma udziałów w użytkowaniu wieczystym wynosi ponad połowę. Zostało zatem wszczęte postępowanie o przekształcenie nieruchomości. Zgodnie z art. 2 ust. 2 ustawy o przekształceniu, możecie Państwo złożyć sprzeciw wobec złożonych wniosków o przekształcenie. W przypadku złożenia sprzeciwu postępowanie o przekształcenie zostanie zawieszone. Wtedy współużytkownicy wieczyści, którzy złożyli wnioski o przekształcenie są uprawnieni do wystąpienia o stosowne rozstrzygnięcie do sądu powszechnego, który wyda orzeczenie w trybie art. 199 kodeksu cywilnego mając na względzie cel zamierzonej czynności oraz interesy wszystkich współużytkowników wieczystych. Sąd może wydać zgodę zastępczą za osoby, które zgłosiły sprzeciw co do złożonego wniosku o przekształcenie, a przy rozstrzyganiu sprawy będzie rozważał interesy wszystkich współużytkowników wieczystych, w szczególności kwestie odpłatności za przekształcenie.
Jak na razie normalna informacja prawna.

Ponieważ nie spełniacie Państwo warunku zawartego w art. 1 ust. 1a ustawy o przekształceniu, dlatego udziały w użytkowaniu wieczystym przedmiotowego gruntu związane z własnością Państwa lokali mogą zostać przekształcone tylko odpłatnie... Opłatę za przekształcenie stanowi różnica pomiędzy wartością prawa własności a wartością prawa użytkowania wieczystego danej nieruchomości. Wartość prawa własności i wartość prawa użytkowania wieczystego ustala rzeczoznawca majątkowy w operacie szacunkowym. Stosownie do art. 4 ust. 1 w związku z ust. 6 ustawy o przekształceniu wierzytelność z tytułu opłaty za przekształcenie prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości podlega zabezpieczeniu hipoteką przymusową na nieruchomości objętej przekształceniem. W przypadku przekształcenia udziału w prawie użytkowania wieczystego nieruchomości, związanego z odrębną własnością lokalu, hipoteka przymusowa obciąża nieruchomość lokalową osoby na rzecz której nastąpiło przekształcenie. Podstawą wpisu hipoteki jest ostateczna decyzja o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości.
Hipoteka - użytkownik się już niepokoi

Stosownie do § 3 uchwały bonifikaty udziela się na wniosek użytkownika wieczystego. Natomiast § 4 uchwały mówi, że bonifikata zostanie udzielona, jeżeli użytkownik wieczysty w chwili wydania decyzji nie zalega ze zobowiązaniami wobec m.st. Warszawy związanymi z prawem użytkowania wieczystego nieruchomości stanowiącej przedmiot przekształcenia.

Teraz będzie ciekawie:
Opłata (bez bonifikaty) za przekształcenie udziału w prawie współużytkowania wieczystego w udział w prawie współwłasności przedmiotowej nieruchomości związanego z własnością poszczególnego wyodrębnionego lokalu mieszkalnego może wynosić od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych (dokładna kwota opłaty za przekształcenie będzie znana dopiero po sporządzeniu przez rzeczoznawcę majątkowego operatu szacunkowego określającego tą opłatę).
Kilkadziesiąt tysięcy złotych - czyżby kwota miała przerazić?

Jeżeli nie jesteście Państwo zainteresowani przekształceniem na ww. warunkach - proszę o złożenie w tej sprawie sprzeciwu co do złożonych wniosków o przekształcenie w ciągu 14 dni od dnia otrzymania niniejszego pisma. W sytuacji, gdy nie złożycie Państwo takiego sprzeciwu wydana zostanie decyzja o przekształceniu przedmiotowej nieruchomości w której m.in. zostanie ustalona opłata za przekształcenie przysługującego Państwu udziału w użytkowaniu wieczystym bez zastosowania bonifikaty. Opłatę tą będzie należało wpłacić w ciągu 14 dni do dnia otrzymania decyzji o przekształceniu. W przypadku nie uiszczenia opłaty w terminie będą miały zastosowanie przepisy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.
Brak sprzeciwu zatem ma sugerować konieczność opłaty kilkudziesięciu tysięcy złotych i to w terminie 14 dni, pod rygorem egzekucji komorniczej. Ani słowa, że taka sytuacja ma miejsce wyłącznie w sytuacji, w której nie zostanie złożony wniosek o bonifikatę (albowiem bonifikata jest na wniosek a nie z urzędu).

Ten sposób "informowania" jest niedopuszczalny - uważa dr Daniel Alain Korona ze Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE - jest to o tyle bzdurne, że i tak wskazane postępowanie będzie musiało być zawieszone, w związku z 6 postępowaniami spadkowymi. To tylko potwierdza naszą tezę, iż przekształcenia powinny być z urzędu na mocy ustawy i bezpłatnie (lub co najwyżej z symboliczną opłatą).

Dziś w całej Polsce etapy diecezjalne 22. Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej

Dzisiaj na poziomie każdej z polskich diecezji rozstrzygają się etapy diecezjalne XXII Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej. Biorą w nich udział zwycięzcy wcześniejszych eliminacji, które odbyły się na poziomie szkół. Co roku w konkursie biblijnym organizowanym przez Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” uczestniczy prawie 30 tys. uczniów z 1,5 tys. placówek ponadgimnazjalnych w całej Polsce.

W etapach diecezjalnych konkursu biblijnego biorą udział reprezentanci szkół ponadgimnazjalnych, w których wcześniej, 13 marca br., zostały przeprowadzone etapy szkolne. Na ich podstawie wyłoniono troje najlepszych przedstawicieli każdej placówki, którzy spotykają się na szczeblach swoich diecezji, by rywalizować o awans do finału i zdobyć indeksy na wyższe uczelnie oraz zagraniczne pielgrzymki, będące nagrodami głównymi.

Na formułę tego etapu składa się część pisemna i ustna. Najpierw uczestnicy przystąpią do testu składającego się z 45 pytań. Zagadnienia będą dotyczyły tegorocznego zakresu merytorycznego, czyli: Księgi Psalmów oraz Listów Św. Pawła – do Galatów i do Efezjan, wraz z wprowadzeniami, przypisami i komentarzami oraz słownikiem. Na rozwiązanie całości młodzi bibliści będą mieli 45 minut. Arkusz pytań jest jednolity dla wszystkich diecezji, podobnie jak system oceny – opracowany wcześniej przez specjalnie powołaną komisję pod kierunkiem biblisty ks. prof. dr. hab. Mirosława Wróbla (KUL).

Nad przebiegiem etapów w poszczególnych diecezjach czuwają koordynatorzy z Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”. Ich troską jest nie tylko prawidłowe przeprowadzenie eliminacji, ale również zadbanie, by młodzi przy tej okazji mogli doświadczyć spotkania z żywym Słowem, którym jest Chrystus. Dlatego tej części Konkursu towarzyszą Msze święte czy nabożeństwa Słowa Bożego. Etapom diecezjalnym patronują pasterze poszczególnych diecezji, zaś cały konkurs otoczyli swoim błogosławieństwem prymas Polski abp Wojciech Polak i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki.

Jedną z form nagród dla trojga najlepszych z każdej diecezji jest możliwość bezpłatnego udziału, wraz ze swymi katechetami, w dwudniowym XI Ogólnopolskim Spotkaniu Młodych z Biblią na Jasnej Górze. Tegoroczny zjazd odbędzie się 10-11 maja br., a jego tematyka będzie stanowiła przygotowanie do finału Konkursu.

Finał 22. konkursu biblijnego odbędzie się 4-5 czerwca br. w Niepokalanowie. Najlepsi mają szansę na zdobycie indeksów uprawniających do podjęcia studiów w wielu renomowanych uczelniach wyższych, bez egzaminów wstępnych, na kilkunastu kierunkach, takich jak: teologia i filozofia, ale również politologia, dziennikarstwo, socjologia czy italianistyka. Laureaci wraz z katechetami udadzą się także na zagraniczne pielgrzymki.

Marcin Kluczyński

17 kwietnia 2018

Trybunał Sprawiedliwości UE objął kornika drukarza ochroną w Puszczy Białowieskiej

Kornik drukarz to owad z rodziny chrząszczy, dawniej klasyfikowany w rodzinie kornikowatych. Na dzień dzisiejszy biolodzy zaliczają kornika drukarza do rodziny ryjkowcowatych... Żywi się głównie drewnem z żywych drzew. W największym stopniu niszczy on łyko drzewa... Kornik drukarz to jeden z najgroźniejszych szkodników upraw leśnych. Ma liczną populację i jest bardzo żarłoczny przez co powoduje on duże szkody zarówno w korze jak i łyku drewna. Pomimo swoich niewielkich rozmiarów szkodnik ten może doprowadzić nawet do wymarcia całego lasu. Przy ogromnej ilości owadów zaatakowane drzewo nie ma szans na przeżycie... Najskuteczniejszą metodą walki ze szkodnikiem jest wycinka i wywiezienie chorych drzew z lasu (carsekt.pl/baza-wiedzy/kornik-drukarz).

Ten szkodnik zaatakował puszczę białowieską. Brak szybkiej i właściwej reakcji spowodowało, iż doszło do masowego zarażenia. Gdy wreszcie Ministerstwo Ochrony Środowiska (pod rządami ministra Szyszki) i Lasy Państwowe zareagowały tworzeniem korytarzy ochronnych czyli masową wycinkę chorych i osłabionych drzew, decyzje te do Trybunału Sprawiedliwości UE zaskarżyła Komisja Europejska (wsparta przez środowiska totalnej opozycji). 

Po 2 latach sporów Trybunał wydał orzeczenie, w którym przyznał rację Komisji stwierdzając, że Polska naruszyła 2 dyrektywy: siedliskową i ptasią. Trybunał wskazał, że wycinki nie mogą być uzasadnione bezprecedensową gradacją kornika drukarzaJak widać w Trybunale Sprawiedliwości UE ideologia przeważyła nad zdrowym rozsądkiem. 

Orzeczenie nie wiąże się z karami finansowymi, bo Polska wycofała ciężki sprzęt i zaprzestała wycinki. Teraz leśnicy usuwają tylko martwe drzewa zagrażające zdrowiu i życiu ludzkiemu. 

Niestety, polski rząd zapowiedział respektowanie orzeczenia Trybunału, co oznacza, że jeżeli dotychczasowa wycinka była niewystarczająca lub na nowo doszłoby do masowego ataku kornika drukarza, nastąpi wówczas dalsze zniszczenie puszczy przez tego owada.

15 kwietnia 2018

Seksedukatorzy pozywają rodziców


Jak informuje Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris - „Gazeta Wyborcza” oraz internetowy portal LGBT zachęcają do zbiórki pieniędzy na pozew przeciwko organizacji rodzin wielodzietnych, która skutecznie sprzeciwiła się szkodliwej działalności seksedukatorów w polskich szkołach. Zbiórkę pieniędzy prowadzą Fundacja na Rzecz Różnorodności Społecznej, Kampania Przeciw Homofobii i Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej. Razem z nimi pozew przeciwko rodzinom wielodzietnym złożyć chce Małgorzata Fuszara, była pełnomocnik w rządzie PO-PSL, odpowiedzialna za wdrożenie genderowej konwencji przemocowej, oraz Marta Konarzewska, nauczycielka i homoseksualna celebrytka, autorka broszury „Warsztaty anty-homo i antytransfobiczne”, uczestniczka akcji „Szturm na Szkoły”, w 2015 r. usunięta z Parady Równości za obsceniczność.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą
W 2016 r. Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza wysłało list do dyrektorów szkół i ministra edukacji, wyrażający rodzicielską opinię o deprawacyjnym charakterze zajęć z edukacji seksualnej – tzw. warsztatów antydyskryminacyjnych i „kodeksu równego traktowania”. Pismo uzupełniało słynne zdjęcie obnażonej podczas Parady Równości Marty Konarzewskiej.
Od tego czasu minęły dwa lata. Seksedukatorzy kilka razy próbowali zmusić odważne rodziny wielodzietne, żeby przestały ostrzegać przed deprawacyjnymi zajęciami w szkołach, ale pomoc prawników Ordo Iuris powstrzymywała ich przed rozpoczęciem kosztownego procesu sądowego.
Dopiero kampania „Chrońmy Dzieci!” uświadomiła tysiącom rodziców prawdziwą treść zajęć prowadzonych przez niektóre organizacje pozarządowe. Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało na swoich stronach raport Ordo Iuris oraz usunęło niebezpieczne przepisy z rozporządzenia określającego program szkolny.

Uderzyć w dzieci i zniszczyć rodzinę
Środowiska promujące rozwiązły i homoseksualny styl życia działają według długofalowego planu. Teraz wiedzą, że muszą zniszczyć wszystkich, którzy bronią najmłodszych przed demoralizacją i stoją na straży prawa rodziców do wychowania własnych dzieci.
Słusznie obawiając się wystąpienia na drogę procesową przeciwko prawnikom z Ordo Iuris, za cel wybrali sobie stowarzyszenie rodzin wielodzietnych…

Staniemy w obronie rodzin i dzieci
Nie mamy wątpliwości, że to dopiero początek. Przegrywając walkę o szkoły, lobby seksedukatorów uderzy z ogromną mocą w organizacje prorodzinne, rodziny wielodzietne i każdego, kto będzie mówił prawdę o skali deprawacji… Organizacje seksedukatorów oraz lobbyści homoseksualni już chwalą się, że ich zbiórka na koszty procesów przyniosła ponad 15 000 zł. Mają też wsparcie „Gazety Wyborczej”, organizacji LGBT i sieci międzynarodowych powiązań.


Ordo Iuris deklaruje, że: Nikogo nie pozostawimy bez pomocy! Obronimy nie tylko pozwane rodziny wielodzietne, ale każdego, kto przeciwstawia się atakom promotorów wulgarnej edukacji seksualnej – i by móc zrealizować tą obietnicę, apeluję o wpłaty, bo to wiąże się z kosztami.

13 kwietnia 2018

Do ugody nie doszło, ale sprawa się zakończy

Jak informowaliśmy - Daniel Alain Korona został zawezwany do próby ugodowej przez Elewarr sp. z o.o. na ponad 3,5 tys. złotych z tytułu rzekomo nienależnego wynagrodzenia za okres maj - lipiec 2007 r., kiedy to pełnił funkcję w radzie nadzorczej spółki, gdyż w ocenie obecnego zarządu spółki Elewarr, spółka była podmiotem objętym tzw. ustawą kominową, a Daniel jako przewodniczący Rady otrzymywał nieco wyższe wynagrodzenie niż przewidziana w ustawie kominowej. W 2007 roku jednak przyjmowano że spółka jako własność ARR nie podlega ustawy kominowej. Zresztą ówczesne zasady wynagradzania odbiegały nieznacznie od zapisów ustawy. 

Wniosek Elewarru był o tyle kontrowersyjny, że to właśnie Daniel Alain Korona jako pierwszy w 2008 roku ujawnił patologie w spółce za czasów Śmietanki.

Do ugody nie doszło, na rozprawie nikt ze spółki się nie zjawił, sąd mógł stwierdzić tylko brak ugody. Sprawa prawdopodobnie się na tym zakończy, wszak wydaje się iż niezależnie od zasadności/niezasadności roszczenia, nastąpiło przedawnienie.

12 kwietnia 2018

Dlaczego PO chce zabudować Park Szymańskiego?

Nie będzie rezolucji Rady Dzielnicy Woli wzywającej do zaniechania projektu budowy Wolskiego Centrum Kultury w Parku im. E. Szymańskiego. 11 kwietnia Komisja Statutowa i Inicjatyw Mieszkańców odrzuciła petycję Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE w tej sprawie.

Przedstawiciele władz miasta wskazywali, że pierwotna lokalizacja przy ul. Sokołowskiej w związku z roszczeniami reprywatyzacyjnymi do części nie spełniała wymogów, i stąd decyzja o lokalizacji WCK w Parku.  Przedstawiciele Stop Zabudowie Parku Szymańskiego i Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE upominali się o konsultacje społeczne (których w sprawie nie było) i wskazywali, że były inne lokalizacje, które można było wziąć pod uwagę np. Solidarności 145 na przeciw Urzędu Dzielnicy Wola, Wronia 50-52, Żelazna 66, Waliców/Grzybowska (a których nie rozważono).  Ostatecznie nie wyjaśniono dlaczego nie WCK ma być w tej a nie innej lokalizacji.

Przewodnicząca Komisji Bożena Krupińska (PO) zaproponowała odrzucenie petycji i tak też się stało: 2 za wnioskiem, 1 przeciw, 1 wstrzymujący się.

Wcześniej Zarząd Dzielnicy Wola (PO) negatywnie odniósł się do innej petycji Stowarzyszenia  Interesu Społecznego WIECZYSTE przekazanej przez Radę Warszawy do Prezydenta Miasta, a następnie do Zarządu Dzielnicy ws. uchylenia uchwały  Rady Miasta st. Warszawy nr XIII/245/2015 z dnia 25.06.2015 w części dotyczącej załącznika nr 15 do w/w uchwały: WYDATKI MAJĄTKOWE M. ST. WARSZAWY NA 2015 ROK - SPIS ZADAŃ INWESTYCYJNYCH WOLA Dział 921, Rozdział 92109 (dotyczący zmiany lokalizacji budowy siedziby Wolskiego Centrum Kultury i Ośrodka Pomocy Społecznej z ul. Sokołowskiej 10 na ul. Elekcyjną w parku im. E. Szymańskiego)

Jak widać decydentom z Platformy Obywatelskiej bardzo zależy na tej inwestycji w Parku. Pytanie - czemu? Jakie interesy za tym stoją? Kto będzie beneficjentem tej inwestycji (za ponad 15 mln zł), czyli kto będzie wykonawcą. Dlaczego chce się zabudować część Parku, .... Parku który ma znaczenie historyczne (to m.in. na terenie obecnego Parku Hitlerowcy 5 i 8 sierpnia 1944 r. zamordowali ponad 4 tys. mieszkańców warszawskiej Woli, o czym przypomina kamień pamiątkowy), przyrodnicze,, rekreacyjne (tereny koszykówki)?

Mimo niepowodzenia na komisji rady dzielnicy, stowarzyszenia miejskie nie zamierzają składać broni i podejmują kolejne działania. Już osiągnęły sukces, w związku z protestami, sprawa budowy jest na razie wstrzymana.

Pozostaje jednak pytanie - dlaczego PO chce zabudować Park Szymańskiego?



zob też:

http://serwis21.blogspot.com/2018/02/kontrola-wojewody-mazowieckiego-ws.html
http://serwis21.blogspot.com/2018/02/pozwolenie-na-budowe-wolskiego-centrum.html
http://serwis21.blogspot.com/2018/01/wieczyste-wzywa-rade-warszawy-do.html
http://serwis21.blogspot.com/2017/12/sprawa-zabudowy-parku-szymanskiego.html

11 kwietnia 2018

Zamiast się zajmować się świadczeniem najlepszych usług medycznych, Dyrekcja Szpitala Bielańskiego ściga antyaborcyjnego działacza

Antyaborcyjne kampanie drażnią lewaków i "politycznie poprawnych" wszelkiej maści, a skoro są wobec argumentów i przekazanego obrazu bezradni, próbują zatem zastraszyć i doprowadzić do uwięzienia antyaborcyjnych działaczy.

Jak informuje Fundacja Pro Prawo do Życia - założycielowi Fundacji, Mariuszowi Dzierżawskiemu, grozi więzienie. Akt oskarżenia skierowała przeciwko niemu dyrekcja Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Wie Pan co tak rozwścieczyło tych aborcjonistów? Samochód z antyaborcyjnymi plakatami, który zaparkowaliśmy przed wejściem do tej placówki. Informuje on wszystkich pacjentów i przechodniów, że Szpital Bielański to rzeźnia numer 2 w Polsce, w której zabija się rocznie ponad 100 dzieci... zwolennicy mordowania zdewastowali auto. Dzięki wsparciu Darczyńców, udało nam się szybko zebrać odpowiednie środki na remont samochodu i dalej będzie on stał pod Szpitalem Bielańskim. Tego aborcjoniści nie wytrzymali.

Mariusz Dzierżawski został oskarżony o „poniżanie” szpitala i narażanie go na „utratę zaufania społecznego” za pomocą plakatów umieszczonych na samochodzie. Grozi mu za to nawet do roku więzienia. Ale to jeszcze nie wszystko. Drugie postępowanie sądowe przeciwko niemu rozpoczęło się niedawno w Rzeszowie. Działacze proaborcyjnej partii Razem pozwali Mariusza Dzierżawskiego za antyaborcyjne billboardy, które wywiesiliśmy w tym mieście. W imieniu Fundacji będzie odpowiadał za wywołanie „zgorszenia w miejscu publicznym”.

Procesy Mariusza Dzierżawskiego przypominają sprawę Mary Wagner, która w więzieniu spędziła już kilka lat. Aborcjoniści prześladują ją tylko dlatego, że namawia kobiety aby nie mordowały swoich dzieci.

10 kwietnia 2018

5 lat potrzebowali urzędnicy na udzielenie zwykłej odpowiedzi.

Zgodnie z kpa - termin odpowiedzi na pisma wynosi do 1 miesiąca w sprawach wymagających postępowania wyjaśniającego, a w sprawach szczególnie skomplikowanych - 2 miesiące. Tymczasem Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Warszawie udzieliło odpowiedzi po .... 5 latach

11.03.2013 r. Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE wystąpiło w trybie art.31 kpa o dopuszczenie do postępowania w sprawie podwyższenia opłaty rocznej dla nieruchomości przy ul. Wolfkego 11 lok. 17 w Warszawie. 27 marca 2018 r. czyli po 5 latach SKO udzieliło odpowiedzi, iż w tej sprawie nie ma zastosowania art. 31 k.p.a. (KOX/4287/Po/11). Stowarzyszenie odebrało pismo 10 kwietnia. Udzielając odpowiedzi SKO naruszyło przy tym przepisy, albowiem ws. wniosku o dopuszczenie do postępowania, jak wynika z kpa, należy wydać postanowienie, czego Kolegium nie uczyniło.

Mimo nieprawidłowości formy, nie będziemy tego skarżyć, wszak rzeczywiście prawnie nie ma możliwości udziału organizacji społecznych w postępowaniach przed SKO w sprawach aktualizacji opłat wieczystego - stwierdza dr Daniel Alain Korona, prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE i dodaje ironicznie - Państwo prawa następuje, udzielenie odpowiedzi zajęło 5 lat, to sukces, przecież mogli przesłać równie dobrze za kilkanaście lat.


Jako pierwsi przeciwstawialiśmy się oficjalnym kłamstwom ws. smoleńskiej katastrofy

Po latach mamy gorzką satysfakcję, gorzką iż jako pierwsi wskazaliśmy na propagandowe kłamstwa ws. „katastrofy smoleńskiej”. Czyniliśmy to już 10 kwietnia 2010 r., w kolejnych dniach i następnych miesiącach. Na szczęście w tej walce o prawdę, przeciw kłamstwu, dołączyło bardzo wiele osób i środowisk.

Już 10 kwietnia pisaliśmy: W jednej chwili wszystkie ośrodki przeciwwagi w państwie dla rządu zniknęły. Katastrofa zatem jest podwójna – zarówno ludzka (tragedia nagłej śmierci wielu znanych osób) jak i państwowa (pozostał jeden ośrodek władzy, który może teraz wszystko uczynić, bo nie ma przeciwwagi). Marszałek Sejmu już podąża do Warszawy, by objąć władzę. Rozumiemy ciągłość władzy, ale czy naprawdę tak musi się spieszyć. Mówi się o wypadku, o katastrofie, być może tak było. Rosjanie już zrzucają winę na pilotów. To wygodne. Jest jednak wiele znaków zapytania. Samolot rozbił się podchodząc do lądowania, niby zahaczył o drzewo. Podobno pas lotniska był za krótki dla tego typu samolotu. Czyżby tego nie wiedziano? Słyszymy o złej pogodzie, ale godzinę wcześniej samolot z dziennikarzami zdołał lądować, a z niektórych relacji dziennikarzy nie wynikało by mgła była aż tak gęsta. Chcemy wierzyć, że był to tylko tragiczny wypadek, że nie było tam działania lub zaniechania działań osób trzecich. Chcemy wierzyć, ale mamy wątpliwości. Na zachodzie pytają czy nie był to zamach terrorystyczny?... Właśnie w celu uniknięcia wątpliwości i podejrzeń, musi powstać niezależna komisja do wyjaśnienia tej katastrofy, by prawda jakakolwiek by była, ujrzała światło dziennie.

Za ten artykuł o katastrofie, zostaliśmy ostro skrytykowani. 11 kwietnia zatem odnieśliśmy się do tego stwierdzając: Kilka osób napisało, iż niedobrze zrobiło się im czytając ostatni Serwis21, gdyż propaguje teorie spiskowe. Otóż o żadnym spisku Serwis21 nie napisał, natomiast wyrażał wątpliwości co do oficjalnych podawanych w mediach okoliczności i wersji wydarzeń, gdyż informacje nie są spójne. Napisaliśmy także, iż pojawiły się pytania na zachodzie o możliwym zamachu, ale takie pytania stawiają także internauci na forach (rozumiemy skąd takie podejrzenia, zważywszy iż zginął prezydent, najważniejsi ministrowie prezydenccy, najwyższe dowództwo wojska, szefowie wielu instytucji państwowych, najważniejsi politycy partii opozycyjnej). Wreszcie uznaliśmy, że wątpliwości powinna wyjaśnić niezależna komisja. Dlaczego? Otóż zbyt szybko próbowano obciążyć pilotów, chociaż nie przeprowadzono pełnego postępowania dowodowego. Należy zauważyć, iż w sprawie katastrofy samolotu prezydenckiego więcej było do tej pory dezinformacji, niż informacji. W rezultacie jest wiele kwestii, wymagających rzeczowego wyjaśnienia.

Postawiliśmy też kilka pytań i wątpliwości:
1)    Rosyjska agencja Interfax pisze, że samolot rozbił się na lotnisku pod Smoleńskiem przy czwartej próbie lądowania. Z kolei według ministra ds. sytuacji nadzwyczajnych Rosji samolot rozbił się przy drugim podejściu. A zatem ile było prób lądowań 2, 3 czy 4? Przypuszczalnie tylko 2, a przedtem samolot pozostawał w tzw. standingu (czyli latach wokół lotniska w oczekiwaniu na lepszą pogodę).
2)  W Pierwszych relacjach słyszeliśmy, iż zbyt krótki był pas startowy dla samolotów typu 154, jednak później przeczył temu rosyjski minister ds. nadzwyczajnych. Samoloty tego typu miały wcześniej lądować na tym lotnisku. A zatem?
3) Według agencji RIA Novosti przyczyną katastrofy mógł być błąd pilota, który zdecydował się na lądowanie w gęstej mgle. Przeczą temu jednak niektóre świadectwa osób, którzy twierdzą, iż mgła nie była tak gęsta jak nam się oficjalnie podaje. A zatem czy mgła była rzeczywiście tak gęsta jak się oficjalnie twierdzi? Być może Rosjanie mają rację co do mgły, ale przecież samoloty mają systemu naprowadzania.
4)  Wieża kontrolna miała radzić załodze prezydenckiego samolotu lądowanie w Mińsku lub w Moskwie. Skoro warunki były tak złe jak twierdzą pracownicy rosyjskiej wieży kontrolnej, dlaczego zatem nie zamknięto lotniska, zwłaszcza iż wcześniej inny samolot otrzymał podobno zakaz lądowania?
5)  "Podejście do lądowania załoga wykonywała regulaminowo do wysokości 100 metrów i odległości 2 km. W odległości 1,5 km szefostwo lotów spostrzegło, że samolot zbyt szybko schodzi do lądowania. Szef lotów polecił załodze ustawienie samolotu w położenie horyzontalne. Gdy załoga nie wykonała dyspozycji, kilkakrotnie wydał komendę, by samolot udał się na lotnisko zapasowe" - podał generał Aloszyn. Inne źródła donoszą, że: „Samolot zachowywał się bardzo dziwnie- trajektoria jego lotu pokazywała że rozminął się z drogą startową raz o 150 metrów, innym razem o 70 metrów. Ale przecież Samolot mógł zebrać dane z radiolatarni NDB (bardzo prymitywne i archaiczne nadajniki), co powinno pozwolić zlokalizować pas startowy nawet w przypadku braku systemu ILS (Instrumental Landing System).”
6)  Polski samolot miał wylatane 5004 godziny i wykonał 1823 lądowania - poinformował Aleksiej Gusiew, dyrektor zakładów lotniczych Awiakor w Samarze, gdzie w 2009 roku maszyna ta przeszła remont kapitalny. 5000 godzin to wcale nie tak dużo dla samolotu, jednak mogło dojść do jakiejś wady technicznej, które w trakcie remontu nie zauważono. Przypomnijmy, że było już kilkadziesiąt wypadków z tym rodzajem samolotów. Być może załoga nie mogła zatem poprawić położenia samolotu, z przyczyn obiektywnych?
7)  Jeden ze świadków mówił o dziwnym brzmieniu silnika samolotu, który podchodził do lądowania. Być może to jedynie subiektywne przeświadczenie dziś po wypadku, ale wymaga to weryfikacji. Wiemy, iż doszło do przynajmniej 2 eksplozji. Czy było to w wyniku zahaczenia o drzewo czy też z innych przyczyn?

Na koniec artykułu stwierdzaliśmy: Te i inne pytania wymagają odpowiedzi. Najprawdopodobniej doszło do serii tragicznych zdarzeń, błędów lub zaniechań, które – jak często w takich przypadkach – doprowadziły do katastrofy. Twierdzenie że w obliczu katastrofy, nie powinno stawiać się pytań a także wyrażać wątpliwości, jest nieodpowiedzialne. Nie wiemy, czy piloci lub wieża kontrolna popełnili błędy, czy była awaria techniczna lub też nastąpił inny nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Jednak chowanie głowy w piasek i zrzucanie winy a priori na pilotów (zanim nie przeprowadzono pełnego dochodzenia), którzy przecież także zginęli w tej katastrofie (a zatem nie mogą się bronić) nie najlepiej świadczy o woli wyjaśnienie całej sprawy. Stąd też propozycja niezależnego dochodzenia wydaje się tak oczywista.

19 kwietnia otwarcie wzyzwaliśmy „PRZESTAŃCIE KŁAMAĆ WS. KATASTROFY” cyt. Nie minęło kilka dni, a wiele nowych okoliczności i świadectw zostało ujawnionych przez krajowe niezależne media, spragnionych prawdy blogerów a także przez niektóre zagraniczne gazety. Wiele z tych wątpliwości okazało się uzasadnionych. Nie było czterech prób lądowania, nie było nawet 2 prób o których mówił rosyjski minister ds. nadzwyczajnych, była tylko jedna, co przeczy wszystkim teoriom o uporze pilota czy rzekomych naciskach prezydenta ws. lądowania. Nie potwierdziły się doniesienia o nieznajomości języka rosyjskiego przez pilotów. W trakcie społecznego dochodzenia, internauci, znawcy lotnictwa wskazali na wiele innych problemów wymagających wyjaśnień (kwestia paliwa, systemu nawigacji, złego stanu technicznego lotniska itd).
Byliśmy zatem świadkami wielkiej dezinformacji ze strony rosyjskiej (z ich strony to zrozumiałe, chcieli zmyć z siebie odpowiedzialność za katastrofę), ale i polskich oficjalnych mediów, które przemilczały lub pomniejszały niektóre fakty, okoliczności i świadectwa. Czego się obawiały czynniki rządowe i zwolennicy „słusznej linii”? Nie wiemy czy był zamach (tego wykluczyć nie można) czy było szereg zaniechań i błędów po stronie rosyjskiej (a być może także polskiej), które spowodowały katastrofę. Nie dostrzegamy jednak (obym się mylił) prób oficjalnego rzetelnego wyjaśnienia, rozwiania wątpliwości. Nie ma transparentności postępowania.

Ostatnio "Rzeczpospolita" ustaliła, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego na bieżąco otrzymywała informację na temat tragicznego lotu Tu-154. Według służb działo się tak, ponieważ samolot był własnością wojska. Informacje, które wpływały do SKW były zbliżone do tych przesyłanych przez zwykłe urządzenia GPS. Były to dane między innymi o położeniu maszyny, jej wysokości i prędkości. Z ustaleń "Rzeczpospolitej" wynika. że SKW najprawdopodobniej już w momencie katastrofy posiadała też nagrania między innymi rozmów pilotów samolotu z wieżą kontroli lotów. Wojskowe służby mają bowiem tajną stację nasłuchową. SKW nie chce jednak oficjalnie komentować sprawy. Nasłuch ze strony SKW mnie nie dziwi, jest normalne, ale dlaczego teraz nie ujawnia posiadane dowody?

9 kwietnia 2018

Victor Orban po raz trzeci z rzędu na czele Węgier

Nie sprawdziły się euro-lewicowe nadzieję dot. wyborów parlamentarnych na Węgrzech. 

Koalicja Fidesz i KDNP (Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa) premier Orbana zdobyła 49,51% głosów i 133 miejsc czyli większość konstytucyjną. Jobbik, uznawany przez europejskie elity za skrajną prawicę uzyskał 20% głosów i powiększył swój stan posiadania o 3 deputowanych czyli do 26. Klęskę poniosła koalicja socjalistów i partii Dialog - zaledwie 12% i 20 miejsc. Do parlamentu wejdzie jeszcze Koalicja Demokratyczna (eurofile) 9 mandatów, ugrupowania Polityka Może być Inna (wyznającą ekologię polityczną) 8 mandatów oraz 3 deputowanych innych ugrupowań.

Victor Orban (rok 1963) był jednym z założycieli Związku Młodych Demokratów (FIDESZ) w 1988 r. Od 1990 r. jest posłem do Zgromadzenia Narodowego Węgier. W latach 1993-2000 i od 2002 r. przewodniczący FIDESZ. Premier Węgier w latach 1998-2002 i od 2010 roku.



8 kwietnia 2018

Katoliczka w sądzie

W Polsce często utożsamia się katolicyzm z praktyką religijną. Sam Kościół większy nacisk kładzie na praktykach religijnych (uczestnictwo w mszy świętej, spowiedź itd) aniżeli na przesłaniu wynikającym z wiary chrześcijańskiej.  

Ewangelia wg Świętego Mateusza 25, 31-46 mówi zaś Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie". Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?" A Król im odpowie: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.

Film katoliczka w sądzie stawia przed nami pytanie o nasz katolicyzm, o nasze chrześcijaństwo. Materiał video został stworzony przez "Outside da Box" dla Paulist Evangelization Ministries w ramach programu dla nastolatków. Jenny Smith jest oskarżona o katolicyzm. Podkreśla, że nic złego nie zrobiła. Dziewczyna dostaje tylko dwa pytania: czy nazywa się Jenny Smith i czy jest katoliczką. Na oba odpowiada twierdząco. Zatem jest katoliczką, a to przestępstwo. Nagle do sali wbiega obrońca dziewczyny i zaczyna wyjaśniać sprawę. 

Podkreśla, że połowa katolików w Ameryce nie praktykuje swojej wiary i do tej grupy należy Jenny. Pytaniami udowadnia, że bycie chrześcijaninem to nie tylko noszenie krzyżyka na piersi, chodzenie do kościoła, wyjazd w ramach wolontariatu, to nie same uczestnictwo w jakichś formach religijnych, ale przede wszystkim zasady postępowania w życiu codziennym, zasady których Jenny nie stosowała. Jenny została uniewinniona od zarzutu katolicyzmu. 

Nagle Jenny budzi się, był to tylko sen

Zatem zadaj sobie to pytanie: Czy jestem rzeczywiście chrześcijaninem, katolikiem czy tylko tak się określam?

Poniżej wersja z polskimi napisami:



Wersja z polskim lektorem:
https://www.youtube.com/watch?v=mfCLjQ23Umk



7 kwietnia 2018

Ministrowie nie zarobią na nagrodach darowiznach

Po decyzji Jarosława Kaczyńskiego i Komitetu Politycznego PIS, iż ministrowie mają przekazać otrzymane nagrody (przyznane za czasów premier Szydło) na Caritas, opozycja i niektóre media głośno wołają, że ministrowie i tak na tym zyskają. Cytat Cezary Kowandy z Polityki: jaką dokładnie kwotę ministrowie będą musieli przelać na konto Caritas – brutto czy netto? To dosyć istotna kwestia, skoro „netto” to około jednej trzeciej mniej niż „brutto”... Jeśli zatem założymy wariant maksymalny „brutto”, to wtedy ministrowie mogą poczuć się mocno skrzywdzeni, bo będą stratni o podatki i składki, które z przyznanych premii zostały im już zabrane. Jeśli zaś przekażą tylko kwotę netto, to wcale nie powinni zanadto narzekać. Owszem, premie znikną z ich kont, ale i tak na nich skorzystają. Część nagród zdążyła przecież zasilić ich rachunki emerytalne w ZUS. A dzięki temu będą mieć wyższe świadczenia w przyszłości, chociaż głodowa emerytura i tak zapewne im nie grozi. Pieniądze przekazywane Caritas można jako darowiznę odliczyć od podstawy opodatkowania, i to w pełnej wysokości. W ten sposób ministrowie zapłacą niższy podatek dochodowy za ten rok.

Tymczasem ta narracja to zwykła manipulacja i przejaw niewiedzy jak funkcjonuje system wynagrodzeń i podatków. Wbrew narracji opozycji i mediów, ministrom bardziej opłaca się przekazać kwotę brutto aniżeli netto. Dlaczego?

Otóż minister w Polsce zarabia wynagrodzenie rzędu 10 tys. zł zasadniczej, 2,7 tys. zł funkcyjnego + inne dodatki czyli łącznie ok. 15 tys. zł. W skali to roku 180 tys. złotych. Kwota rocznego ograniczenia podstawy składek ZUS w 2017 r. wynosiła 127890 zł a w 2018 roku wynosi 133.290 złotych. A zatem wynagrodzenia ministrów (bez nagród) przewyższały kwoty ograniczenia podstawy, co oznacza, że od nagród były odprowadzone jedynie składka wypadkowa i podatek dochodowy. Zatem nie było możliwości zasilenia rachunków emerytalnych ZUS.

Nawet dokonując odpisu podatkowego od darowizn, minister może być stratny. Do naszych obliczeń przyjmiemy najwyższą z nagród ministerialnych (82,1 tys. złotych). Od tej kwoty potrącono 2011,45 złotych składki chorobowej (2,45%) i podatek w wysokości 25628 zł (32% od różnicy między kwotą brutto i składką chorobową). Dokonując darowizny brutto w wysokości 82 tys. złotych nasz minister otrzyma zwrot w wysokości 26272 złotych, a jeżeli w kwocie netto 17428 złotych. Zatem dokonując darowiznę w wysokości brutto pan minister ma szansę uzyskać 644 złote, a dokonując w wysokości netto straci 8200 złote. By wyszło na zero darowizna musiałaby być w wysokości nagrody pomniejszonej o składkę chorobową czyli 80089 złote. 

Równocześnie należy zauważyć, że gdyby przekazali nagrody nie na Caritas, ale na niekościelną organizację społeczną, ministrowie by dopłacili i to znacząco, albowiem można wówczas odliczyć jedynie do 6% dochodów (czyli ok. 10 tys. złotych, zwrot ok. 3,2 tys. złotych). Zatem minister byłby do tyłu na prawie 23 tys złotych.

Warto przy tym dodać, że zwrot uzyskają wraz z rozliczeniem za 2018 rok i to przy założeniu, że nadal będą mieli odpowiednie dochody, pozwalające na odliczenie podatkowe. Zatem ministrowie na darowaniu nagród faktycznie nie zyskają albo w nieistotnym stopniu.


dr Daniel Alain Korona

Z Unią Europejską jest jak z przyjaźnią polsko-radziecką

Od dawna wmawia się nam, że Unia i tylko Unia. Indoktrynacja unijna jest wszędzie - w mediach, na budynkach, drogach (tablice, że rzekomo zbudowane ze środków unijnych) a nawet w szkołach. 3 lata temu portal wpolityce.pl opisał jak uczennicę ukarano jedynką za krytykę UE. Postanowiliśmy przypomnieć ten tekst:


Polska szkoła zmusza uczniów do euroentuzjazmu? Za krytykę Unii jedynka! Ta kartkówka demaskuje system:

Unię Europejską trzeba chwalić. Zwłaszcza, gdy chce się od niej dostać granty albo chociaż pozytywną ocenę z kartkówki. Przekonała się o tym Julia z klasy V c, która ośmieliła się zanegować tezę postawioną przez nauczycielkę na kartkówce. Z Unią jest jak z przyjaźnią polsko-radziecką. Nie wolno wytykać jej wad!

Sprawa jest jasna. Każdy polski uczeń musi spełniać światowe wymogi i na pamięć recytować dobrodziejstwa, jakie spotkały Polskę w chwili przystąpienia do Unii Europejskiej. Przekonaliśmy się przy okazji hucznych obchodów 10-lecia Polski w UE, kiedy to dzieci przepytywane przez dziennikarzy z entuzjazmem mówiły o wybudowanych autostradach, stadionach i szybkiej kolei. Jedna z dziewczynek na antenie TVP Info powiedziała nawet, że „gdyby nie Unia, Polska byłaby czarną dziurą”. Przekaz miał się utrwalić za pomocą rządowego spotu „10 lat świetlnych”, na który Donald Tusk wydał 7 milionów złotych. Pamiętamy, że nawet minister Bieńkowską przeszły dreszcze…

Nauczycielka klasy V „c” postawiła więc uczniom zadanie, które miało sprawdzić poziom ich euroentuzjazmu:
Wymień trzy korzyści, jakie przyniosło Polsce i Polakom przystąpienie do Unii Europejskiej.
Pytanie w stylu „Jaki jest Twój największy bohater i dlaczego Lenin?” poruszyło samodzielność intelektualną jednej z uczennic, która nie dała się ponieść unijnej indoktrynacji.
Przystąpienie do Unii Europejskiej ani Polsce ani Polakom nie przyniosło żadnychkorzyści a tylko straty — napisała dwunastoletnia Julia, przedstawiając szereg argumentów na uzasadnienie swojego stanowiska.
Najpierw nam dają a potem dwa razy tyle zabierają i tylko oszukują naszych rolników. Przez Unię Europejską nasi rolnicy muszą wyrzucać produkty, bo Unia sprowadza inne i gorsze  — argumentowała.
Przez Unię mamy multikulti, bo otworzyli granice i islamiści nas zabijają, narzucając nam swoją wiarę — napisała dalej uczennica klasy piątej. Widać na postępujący proces globalizacji patrzy swoim młodym wzrokiem i szybciej niż inni przewiduje, że to co dzieje się tuż za naszymi granicami, w niedalekiej przyszłości może zadziać się i u nas.
Unia niszczy Polskę, bo ją rozkrada i zabiera nam suwerenności i jeśli nie otworzymy oczu, to Polska zniknie — wyjaśnia dalej Julia.
Unia ogłupia ludzi twierdząc, że ślimak to ryba i podobnymi bzdurami, a my się sprzedajemy, bo rządzą nami barany. Jeśli szybko Polacy nie otworzą oczu, to Unia zniszczy nasz Kraj — zakończyła swoją kartkówkę Julka.

Nie tego spodziewała się nauczycielka klasy V „c”. Widać, że pod zamaszystym znakiem zapytania postawionym na kartce Julii kryje się wielka porażka pedagogiczna. Nie tego przecież uczyła dzieci! Za niedocenienie zalet przynależności Polski do Unii Europejskiej należy się w polskiej szkole ocenia niedostateczna i to z wykrzyknikiem! Całą złożoną wypowiedź Julii nauczycielka podsumowała jednym zdaniem:
Praca nie na temat!

Szanowna Pani Magister! Ależ praca jest jak najbardziej na temat, mimo że sprzeczna z pani indoktrynerską tezą. Daleka jestem od podważania autorytetu nauczyciela w oczach ucznia, ale niezdolność do pochylenia się z szacunkiem i uwagą nad samodzielnym myśleniem uczennicy jest jednak pedagogiczną ignorancją.

Widać nauka samodzielnego myślenia jest coraz słabszą stroną polskiej szkoły. Wygląda na to, że nauczyciele przymuszeni przez system edukacyjny do rozliczania uczniów z umiejętności rozwiązywania testów pod z góry narzucony klucz, rezygnują z rozwijania w nich gotowości do podejmowania dyskusji i posługiwania się sprawną argumentacją.

Nauczycielka niepokornej intelektualnie Julki, wezwała rodziców do kontaktu i podpisania się pod kartkówką córki.
Proszę bardzo! — odpisała nauczycielce matka z wyraźną rodzicielską dumą.
Rodzicom gratuluję córki. Zdolność do samodzielnego myślenia i odwaga w wyrażaniu przekonań są cnotą, która coraz rzadziej objawia się w tak młodym wieku. Bywa, że nie objawia się nigdy. Przypomina mi się scena z „W Pustyni i w Puszczy”, kiedy to Staś Tarkowski oparł się przyjęcia nauki Mahdiego.
Dzielny chłopak, nieodrodny potomek obrońców chrześcijaństwa, prawa krewzwycięzców spod Chocimia i Wiednia, stał z podniesioną głową, czekając wyroku
— tak Henryk Sienkiewicz opisywał niezłomną postawę Stasia.

Choć te dwie sytuacje różni jednak wiele, łączy je rzecz najważniejsza: trwanie przy prawdzie, która dzisiaj staje się jak widać zagrożona nawet w procesie edukacyjnym. Czyżbyśmy dzisiaj rzeczywiście doszli do momentu, w którym w poprawność polityczna i propaganda stanowią o uczniowskich ocenach? Mam nadzieję, że to pojedynczy przypadek, choć taka sytuacja nie powinna mieć miejsca w żadnej polskiej szkole. I wreszcie pytanie prozaiczne. Czy Julia dostanie szóstkę, jeśli wyrecytuje listę korzyści z obecności Polski w Unii Europejskiej, zamieszczoną na rządowych stronach? A co w sytuacji, gdy będzie trwać przy swoich przekonaniach? Nie dostanie pozytywnej oceny na koniec semestru? A co, jeśli rodzice nie wpłyną na zmianę jej poglądów o UE? Może zostaną im ograniczone prawa rodzicielskie?