26 września 2016

Szwedzcy policjanci w obawie przed uchodźcami odchodzą z pracy


Szwedzcy policjanci, w obawie przed „uchodźcami” oraz fałszywych działań władz, masowo odchodzą z pracy... informuje portal Zmiany na Ziemi, a za nim marucha wordpress.com. 

Szwecja islamizuje się w zastraszającym tempie i nawet policja nie jest w stanie zapanować nad sytuacją. Norweska telewizja NRK donosi, że każdego dnia nawet trzech funkcjonariuszy rezygnuje z pracy, zaś 80% pracowników policji rozważa jak najszybsze zakończenie swojej kariery. Masowe zwolnienia z policji spowodowane są wyjątkowo trudną sytuacją kryminalną w całym kraju – na terenach zamieszkanych głównie przez migrantów dochodzi do gwałtów, przemocy a nawet ataków z użyciem granatów ręcznych. Sytuacja jest po prostu fatalna. 

Sierżant Peter Larsson powiedział dla telewizji NRK, że w Szwecji zapanował „wielki kryzys” – wielu jego kolegów postanowiło odejść z policji. Funkcjonariusze nie są w stanie badać przestępstw, nie mają czasu aby przybyć na miejsce zdarzenia a „warunki pracy” pogorszyły się. Policjanci, służby medyczne oraz strażacy są coraz częściej atakowani. 

Tina Svensson, mieszkanka peryferii Göteborga, podczas spaceru z psem była świadkiem morderstwa. Dwie osoby zostały zastrzelone z broni automatycznej. Okolica w której mieszka jest wyjątkowo niebezpieczna a ludzie żyją w strachu. Svensson dodaje, że liczba przestępstw jest tak wielka, że policja nie zawsze przyjeżdża na miejsce. 

Sytuacja jest szczególnie niebezpieczna w większych miastach, takich jak Göteborg czy Sztokholm, gdzie żyje spora liczba tzw. uchodźców. W całej Szwecji, policja naliczyła już 55 stref, do których nie ma dostępu. Służby porządkowe po prostu unikają tych miejsc. Kryzys stale się pogłębia a szwedzki rząd prędzej czy później może uznać, że kraj nie posiada już żadnej zdolności do obrony przed zagrożeniami.

Czy w CRW PKO BP dojdzie do pracowniczej akcji protestacyjnej?

Z informacji, jakie w ostatnim czasie docierają z różnych źródeł do redakcji Serwisu21, wynika jednoznacznie, że atmosfera panująca wśród pracowników Centrum Restrukturyzacji i Windykacji banku PKO BP staje się coraz bardziej napięta. 

Poziom determinacji pracowników CRW, którzy już od ponad roku bezskutecznie usiłują przekonać Zarząd PKO BP do rewizji realizowanego, kontrowersyjnego Projektu „Winda” (o którym pisaliśmy już wielokrotnie na łamach Serwisu21) – zakładającego centralizację tej specjalistycznej jednostki banku – zbliża się niebezpiecznie do poziomu krytycznego. 

Czy dojdzie do bardziej bezpośredniej formy protestu pracowników CRW? Z informacji jakie docierają do redakcji wynika, że taki scenariusz staje się coraz bardziej realny. Z uwagą będziemy zatem śledzić dalszy rozwój sytuacji i informować na bieżąco o kolejnych wydarzeniach w PKO BP.

25 września 2016

Nie chcą mi dać dotacji, to z czego mam żyć z biletów


5.10 Justyna Helcyk stanie przed sądem za sprzeciw wobec islamskiej imigracji


5 października Justyna Helcyk, która stanęła na czele społecznego wyrazu oburzenia, sprzeciwiając się przyjmowaniu do Polski imigrantów stanie za to przed Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Śródmieścia, ul. Podwale 30, o godz: 11:00, Sala 238.


Justyna Helcyk jest ciągana po Sądach przez Prokuraturę Rejonową dla Wrocławia Śródmieścia po doniesieniu szefa lokalnego SLD za "nawoływanie do nienawiści do nieokreślonej grupy muzułmanów". Dowodami w sprawie są artykuły z Gazety Wyborczej i przybudowanej do niej Gazety Wrocławskiej.

W przedstawionym przez Prokuraturę akcie oskarżenia nie przytoczono żadnych słów Justyny, a jedynie politycznie poprawne ogólniki jak "wzbudzała uczucie lęku", "odwoływała się do stereotypów". W akcie oskarżenia nie ma przytoczonego ani jednego słowa z ponad 20 minutowego przemówienia!

W rzeczywistości Justyna przedstawiła powszechnie znane fakty na temat fundamentalizmu islamskiego, prześladowań chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej oraz przestępstw popełnianych przez przybyszów w Europie np. napaści na tle seksualnym czy aktów terroru.

Prowadząca postępowanie prokurator Justyna Pilarczyk jest znana we Wrocławiu z dwóch głośnych spraw. To właśnie ona umorzyła postępowanie przeciwko mężczyźnie, który oddał mocz na ludzi modlących się na wrocławskim rynku oraz drugie postępowanie o obrazę uczuć religijnych w bluźnierczym spektaklu "Golgota Picnik"! Prokurator nazywana zadaniową po przedstawieniu aktu oskarżenia Justynie Helcyk dostała awans do Prokuratury Okręgowej!

W sprawie Justyny Helcyk została złożona interpelacja do Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry przez posła Adama Andruszkiewicza.
W odpowiedzi Ministerstwo Sprawiedliwości wskazało szereg błędów i naruszeń Kodeksu Postępowania Karnego w przedstawionym akcie oskarżenia i nakazało Prokuratorowi Rejonowemu przeprowadzenie analizy postępowania prokuratorskiego przeprowadzonego przez panią prokurator Pilarczyk oraz zawieszenie sprawy. 

Wygląda na to, że Prokuratura Rejonowa ignoruje opinię. Ministerstwa i 5 października Justyna Helcyk stanie przed Sądem!

Dlatego tym bardziej musimy być tam razem z nią!

źródło: Facebook


Obowiązkowa nauka o homozwiązkach dla 6-katków w Hesji

Jak informuje portal Pch24.pl - W niemieckiej Hesji przedstawiono nowy plan przymusowej edukacji seksualnej. W jego myśl już sześciolatki mają nauczyć się akceptacji dla „różnorodności seksualnej”. Jak poinformowały władze, w ten sposób dzieci mają zostać przygotowane do pojmowania zmian zachodzących w społeczeństwie. Zmiany edukacyjne w Hesji są efektem wpływu lewackich Zielonych na lokalną politykę. Od 2014 roku landem rządzi CDU wspierająca się koalicją z tym skrajnym ugrupowaniem. Jak podaje konserwatywna „Junge Freiheit”, nowy plan edukacji seksualnej nie bierze pod uwagę zastrzeżeń heskiej Rady Rodziców, która nie chciała zgodzić się na promowanie akceptacji dla lesbijek, gejów, bi-, trans- i intereseksualistów już u najmłodszych dzieci. Zignorowany został też głos Kościoła katolickiego; biskupi wskazywali heskim decydentom, że uczenie sześciolatków o homozwiązkach może być po prostu szkodliwe... W nowym planie przewiduje się, że najmłodsze, sześcio- i siedmioletnie dzieci, będą poznawać „różnorodne sytuacje rodzinne i partnerskie związki jednopłciowe”. Starsi uczniowie dowiedzą się, co oznacza hetero-, bi-, homo- i transseksualizm. Z kolei szesnastolatkom w szkołach będzie oferować się pomoc w ewentualnym coming-oucie... W Niemczech edukacja w szkołach jest obowiązkowa. Nawet głęboko wierzący rodzice nie mogą uchronić swoich dzieci przed deprawacją w szkole, bo za edukację domową lub nieposyłanie dzieci na określone zajęcia grożą im kary finansowe, więzienie, a w ostateczności odebranie dzieci.

Hipokryzja Nowoczesnej ws. misiewiczów

Misiewicze to akcja Nowoczesnej mająca ujawnić rzekome olbrzymie zawłaszczania państwa przez ludzi z Prawo i Sprawiedliwości. Na razie wygląda to mizernie - na stronie jest 141 nazwisk osób w różnych spółkach i instytucjach, którzy mogą być związani z PISem. Oczywiście o kompetencjach osób do zajmowania stanowisk nie pisze się wcale, wszak Nowoczesna z góry przyjęła, że jak mianowany za czasów PIS, to nie ma żadnej kompetencji.

Zapomniał wół jak cielęciem był - brzmi znane porzekadło. Za czasów PO-PSL w spółkach skarbu państwa i innych instytucjach państwowych, setki działaczy i osób związanych z Platformą Obywatelską (a jak wiadomo Nowoczesna to młodsza siostra Platformy) obejmowała intratne stanowiska i na których zarabiali setki tysięcy, a nawet miliony złotych. Najciekawiej, że najgłośniej krzyczy Nowoczesna, której lider w Ryszard Petru w 2014 roku został z rekomendacji PO szefem rady nadzorczej PKP SA, mimo że nie miał uprzednio nic wspólnego z kolejami państwowymi. Ale jak zauważył niegdyś Marek Belka b. premier, b. minister finansów - przesłuchiwany przez jedną z komisji śledczych - na okoliczność pracy w radzie nadzorczej, opiera się ona jedynie na oglądaniu słupków. A do tego żadnych szczególnych predyspozycji, wielkich kompetencji nie potrzeba. 
Ponadto jakie są kompetencje w Nowoczesnej, można było się przekonać w związku ze sprawozdaniem finansowym, odrzuconym przez PKW i przez Sąd Najwyższy (w ten sposób Nowoczesna straciła 4,5 mln zł rocznie subwencji państwowej).

Zatem, w rzeczywistości krzyk Nowoczesnej i Platformej, to krzyk o utracone stanowiska przez kolesi i obsadzaniu ich przez nominatów z PIS. Dla zwykłego obywatela ma to niewielkie znacznie. Zatem cała ta wrzawa ws. Misiewiczów to jedna hipokryzja.

Zaniedbane Muzeum

Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej jest w stanie zaniedbania - alarmuje pan Stanisław Dominiak, który stwierdza zwiedzając Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej odniosłem przykre wrażenie z powodu ogólnego zaniedbania wystawionych tam eksponatów i ich miejsc. Wszędzie rdza, uszkodzenia, brud i nawet płot okalający Muzeum jest w stanie fatalnym, cały zardzewiały i ledwo się trzyma. Zapytałem pracowników dlaczego tak jest? Odpowiedzieli, że nie ma pieniędzy na konserwację tego historycznego sprzętu wojskowego tam wystawionego. A przecież to jest nasza Polska Historia i Kultura. Dlaczego na muzeum żydów w Polsce np. i inne żydowskie zachcianki są pieniądze, chociaż oni sami powinni za siebie płacić a nie my Polacy. Dlaczego na naszą Polską Historię i Kulturę nie ma pieniędzy? Niedługo ten sprzęt się rozleci i pójdzie na złom. Komu na tym zależy, żeby umniejszać, ukrywać, usuwać i niszczyć Naszą Polską Historię? Można się domyślać...

Zróbmy coś z tym Polacy. Niech się tym zajmą jakieś Polskie Patriotyczne Organizacje. Polska jest Nasza i dla Nas, a my Polacy, jak to powiedział śtp. Roman Dmowski, mamy Polskie Obowiązki. Dbajmy więc o trwanie naszej tradycji historycznej, bo naród bez historii i kultury istnieć nie może. I dlatego, myślę, jest wszystko powoli niszczone, żebyśmy zniknęli z historycznej pamięci jako Naród. Smutne to.



24 września 2016

Kancelaria Prezydenta wciąż odmawia ułaskawienia Zygmunta Miernika

Kancelaria Prezydenta wciąż odmawia wszczęcia postępowania ułaskawiającego wobec Zygmunta Miernika. O ułaskawienie "tortowego zamachowca" jak go nazwano występują osoby prywatne, stowarzyszenia działaczy opozycji antykomunistycznych i osób represjonowanych, organizacje społeczne. Jednakże Kancelaria odmawia jakichkolwiek czynności w sprawie. Dlaczego? Bo o zastosowanie prawa łaski nie wystąpiły osoby wskazane w art.560 k.p.k. czyli sam skazany, rodzina, jego krewni lub osoby we wspólny pożyciu. 

Tymczasem jak wynika z petycji do prezydenta RP Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89, w przypadku zastosowania prawa łaski w trybie art.139 Konstytucji, niepotrzebny jest żaden wniosek w trybie art.560 k.p.k. albowiem ułaskawienie w tym trybie (co wynika ze względów historycznych) jest niczym nieograniczone, a zatem nie wymaga żadnego wniosku.
http://serwis21.blogspot.com/2016/09/rotacyjne-odbywanie-kary-za-zygmunta.html

Zatem czemu Kancelaria Prezydenta odmawia ułaskawienia? Czyżby obawiali się stworzenia precedensu, jakim byłoby zwolnienie bez uprzedniego wniosku?

Ludzie i Niemcy (Felieton z internetowego kabaretu Małgorzaty Todd 39/2016)

Dobrym sprawdzianem nastrojów społecznych jest obserwacja w co bawią się dzieci. W czasie ostatniej wojny, pod niemiecką okupacją, nie bawiły się w policjantów i złodziei, a w ludzi i Niemców. Tak wyglądało ówczesne odzwierciedlenie rzeczywistości. Warszawskie tramwaje miały wydzielone przedziały dla Niemców, żeby „rasa panów” nie musiała tłoczyć się z pospólstwem. O „nazistach” i „hitlerowcach” usłyszeliśmy dwadzieścia lat po wojnie w ramach zakłamywania historii. Jako naród łagodny, nie lubiący konfliktów, zgadzaliśmy się na taką poprawność polityczną.

Ale Niemcom apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro Polacy nie protestują, to można zrobić następny krok, bezczelnie zrzucając na nich winę za własne zbrodnie, własne obozy zagłady, gdzie mordowani byli Polacy nazwać  „Polskimi Obozami Koncentracyjnymi”. Wykupienie polskiej prasy i pozostałych mediów znakomicie ułatwiło sprawę. Obecni folksdojcze, mogą iść na całość. Mogą? W dużym stopniu zależy to od nas samych czy mogą. Piętnujmy niemieckie zbrodnie na równi z rosyjskimi, ukraińskimi czy żydowskimi. Mamy do tego prawo! Nie lękajmy się tego, co potomkowie zbrodniarzy o nas powiedzą.

  

Małgorzata Todd

23 września 2016

Świadczenia dla działaczy opozycji antykomunistycznej, ale nie dla wszystkich

Czwartek 22 września, późnym wieczorem w Senacie po godz. 21.00 odbyło się trzecie czytanie projektu ustawy o zmianie ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej i osobach represjonowanych z powodów politycznych. Projekt ustawy wraz z przyjętymi poprawkami poparło 84 senatorów z PIS i PO.

Świadczenia specjalne dla działaczy opozycji będą przyznawane bezterminowe i bez względu na dochód osoby uprawnionej. Działacze opozycji będą mieli także prawo do ulgowych 51% biletów w publicznym transporcie kolejowym i autobusowym.  Senatorowie przychylili się także do zmiany zakładającej, że legitymacja i odznaka działacza opozycji powinny być przyznawane z urzędu wraz z decyzją o przyznaniu statusu działacza opozycji. Wojewódzkie Rady Konsultacyjne działaczy opozycji mają działać przy wojewodzie, a nie przy urzędach marszałkowskich. Zaakceptowano również poprawki o charakterze techniczno-legislacyjnym.

Krytycznie do projektu odnosi się Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89. Dlaczego? Owszem zlikwidowano okresowość i wymogi dochodowe, o co upominaliśmy się - stwierdza dr Daniel Alain Korona - ale równocześnie nie uległy zmianie absurdalne zapisy w zakresie osób uprawnionych. Takie same świadczenia przyznane są osobom, których dotknęła jednorazowa represja (zwolnienie z pracy) z tymi którzy działali w opozycji i przez lata narażali się lub byli represjonowani. Działaczem opozycji w świetle ustawy mogą być tzw. kombatanci ostatniej godziny, czyli osoby które zaczęły działać tak naprawdę po strajkach z sierpnia 1988 r., ale których koledzy zaświadczą np. iż zaczęli działać np. kilka miesięcy wcześniej. Na domiar złego warunkiem uzyskania statusu jest m.in. brak dokumentów w IPN wytworzonych przy współudziale osoby w charakterze tajnego współpracownika. Jednostronna notatka lub notatki funkcjonariusze SB w świetle interpretacji Instytutu wystarczy do uznania że wymóg nie jest spełniony. Zatem notatki zawierające fałszywe informacje są podstawą do odmowy przyznania statusu. Wiele osób jest już w tej sytuacji, a IPN odpowiada zainteresowanym że nie jest od oceny prawdziwości informacji zawartych w dokumentach. W ten sposób wiele działaczy opozycji antykomunistycznej zostało wykluczonych i nie będą mogli skorzystać z dobrodziejstw tej ustawy. Takiej sytuacji by nie było gdyby odwoływano się wprost do przepisów ustawy lustracyjnej, wówczas w świetle orzecznictwa lustracyjnego IPN musiałby udowodnić fakt współpracy, a nie opierać się bezrozumnie na jednostronnych notatkach SB.

Nowelizacja ustawy wprowadza znaczne zamieszenie, skoro uznano że okresy represji będą ustalane podwójnie przy określaniu prawa do emerytury. Ale jak wskazuje dr Daniel Alain Korona doszło do chaosu prawnego - okresy represji więzieniu lub innym miejscu odosobnienia na terytorium Polski na mocy wyroku wydanego w latach 1956–1989 albo bez wyroku jednorazowo przez okres dłuższy niż 48 godzin lub wielokrotnie przez łączny okres dłuższy niż 30 dni, będą ustalane podwójnie na mocy ustawy o działaczach opozycji. Jednak okresy represji np. internowania czy uwięzienia politycznego na mocy ustawy emerytalnej są naliczane bez tego przelicznika. Powstanie sytuacja, iż osoba legitymująca się okresami represji nie posiadająca statusu osoby represjonowanej będzie miała naliczona okresy pojedynczo, a ze statusem podwójnie. To naruszenie zasady równości wobec prawa. Ponadto nie sposób zrozumieć czemu podwójne okresy do ustalania prawa do emerytury nie dotyczy działaczy opozycji antykomunistycznej oraz dlaczego w ustawie całkowicie pominięto weteranów, którzy posiadają decyzje o świadczeniu pracy na rzecz nielegalnych organizacji i związków zawodowych w rozumieniu przepisów do kwietnia 1989 roku oraz decyzje ws. pozostawienia bez pracy z przyczyn politycznych. Mnożenie różnych przepisów doprowadza do coraz większego bałaganu prawnego.

Teraz projektem ustawy zajmie się Sejm

Sąd chciał odebrać dzieci z powodu biedy, mimo że prawo na to nie zezwala

Opozycja truje nam .... o rządach prawa, które niby odzwierciedlać mają sądy. Tyle, że to właśnie często sędziowie prawo w swoich orzeczeniach systematycznie je łamią. Kolejny głośny przykład.

Sąd w Łodzi zdecydował o odebraniu dzieci panu Wojciechowi Kabzy. Od kilku miesięcy samotnie wychowuje (po tym jak partnerka uciekła) szóstkę dzieci od 2 do 12 lat, w czym wspierają go urzędnicy z miejski ego ośrodka pomocy społecznej. Ma dobrą opinię i chce się zajmować dziećmi. Tymczasem sąd zdecydował o ich zabraniu i umieszczeniu w pieczy zastępczej, w czwartek miały zostać mu odebrane. Sąd podjął decyzję o odebraniu dzieci na podstawie wywiadu kuratora, który uznał warunki bytowe rodziny za niewystarczające – ojciec z dziećmi przebywa w 20-metrowym mieszkaniu socjalnym. Tymczasem prawo (uchwalone już w tej kadencji sejmu) stanowi, iż nie wolno odbierać dzieci rodzicom z powodu biedy, niedostatku.

Po interwencji ministra sprawiedliwości kurator sądowa odstąpiła od czynności i dzieci zostały z ojcem, a Sąd ponownie zbada sprawę. 

Kłamstwo mainstreamowych mediów. Leszka Moczulskiego w KORze nie było

Jak informują mainstreamowe media, 19 osób ze środowiska Komitetu Obrony Robotników podpisało się pod oświadczeniem skierowanym do prezydenta Andrzeja Dudy, w którym informują, że nie wezmą udziału w organizowanym przez prezydenta w piątek spotkaniu z okazji 40-lecia powstania KOR-u. Oświadczenie pojawiło się na łamach Gazety Wyborczej.

Otóż wśród sygnatariuszy znalazł się Leszek Moczulski, który z KORem nie miał nic wspólnego. Był bowiem działaczem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (uznanego za konkurencyjną organizację wobec KORu) a następnie liderem Konfederacji Polski Niepodległej. Niektórzy działacze KORu w tamtym czasie sugerowali nawet, iż Moczulski może być prowokatorem, agentem.

Czasy się zmieniły Gazeta Wyborcza i inne mainstreamowe media na nowo próbują pisać historię, umieszczając Moczulskiego w Komitecie Obrony Robotników.

22 września 2016

Wyłączność negocjacyjną dla PKO BP ws. nabycia Raiffeisen Leasing Polska

Jak informuje PKO BP w raporcie bieżący w wyniku złożenia przez Bank tzw. wiążącej oferty nabycia akcji stanowiących 100% kapitału zakładowego spółki Raiffeisen-Leasing Polska S.A. od Raiffeisen Bank International AG, PKO Bank Polski rozpoczął negocjacje z RBI dotyczące nabycia przez Bank (bezpośrednio lub pośrednio) 100% akcji w RLPL zawierając  w dniu 21 września 2016 r. z RBI porozumienie o prowadzeniu negocjacji na zasadzie wyłączności. Jednocześnie PKO Bank Polski informuje, że zawarcie prawnie wiążącej dokumentacji dotyczącej Transakcji oznaczałoby brak Spełnienia Warunków Dywidendy (zgodnie z definicją zawartą w uchwale nr 7/2016 Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Banku z dnia 30 czerwca 2016 r. w sprawie podziału zysku PKO Banku Polskiego osiągniętego w 2015 roku oraz niepodzielonego zysku z lat ubiegłych („Uchwała o Podziale Zysku”), o której Bank informował w raportach bieżących nr 34/2016 i nr 37/2016).



Kupno Raiffeisen-Leasing Polska nie ma sensu, PKO BP ma bowiem już usługi leasingowe. Grupa PKO BP powinna rozszerzyć swoją ofertę, a nie ją dublować – uważa ekonomista, prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego „Wieczyste” dr Daniel Alain Korona. Przypomnijmy PKO BP w sferze usług leasingowych ma już jednostki zależne: PKO Leasing SA (bezpośrednio) i PKO Bankowy Leasing sp. z o.o. (pośrednio). Zatem po co nabywać Raiffeisen-Leasing Polska SA? Otóż decyzja ma przede wszystkim charakter polityczny, chodzi o repolonizację sektora bankowego. Tyle, że Bank na tym wcale nie skorzysta.

Likwidacja zbioru zastrzeżonego IPN, ale z oceną akt należy być ostrożnym

Najpóźniej do 31 marca 2017 roku zbiór zastrzeżony IPN zostanie udostępniony – podał Instytut Pamięci Narodowej. Na zawartość zbioru zastrzeżonego składają się kartoteki funkcjonariuszy służb specjalnych PRL-u, agentura Departamentu IV, meldunki operacyjne komunistycznego wywiadu, dane tajnych współpracowników działających m.in. w sferze biznesu i mediów. Historyk Sławomir Cenckiewicz ocenił, że jest to skrytka, do której kierowano materiały, które w ogóle nie miały ujrzeć światła dziennego.

Dobrze, że zbiór zastrzeżony zostanie zlikwidowany, skandalem było ukrywanie tych dokumentów, gdy w sprawie innych osób były jawne - ocenia prezes Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89 dr Daniel Alain Korona, ale dodaje - byłbym raczej ostrożny z ocenami zawartości akt. Dokumenty b. SB to m.in. odręczne informacje osób (donosy, pokwitowania) oraz notatki, dokumenty wytworzone przez samą SB. W celu oceny wiarygodności tych ostatnich należy dokonać ich konfrontacji z innymi dowodami. Niestety w Instytucie Pamięci Narodowej przy udostępnianiu dokumentów, przy wnioskowaniu o Krzyż Wolności i Solidarności czy przy wydawania decyzji ws. spełnienia warunków, o których mowa w art.4 ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej obowiązuje dogmat prawdziwości dokumentów i informacji zawartych w dokumentach bezpieki, w efekcie czego IPN nie dokonuje weryfikacji informacji tam zawartych pod kątem ich prawdziwości. W efekcie wydawane są decyzje, w których wprost pomawia się działaczy opozycji o współpracę (na podstawie treści jednostronnej notatek funkcjonariuszy SB) a równocześnie stwierdza się w tych decyzjach, że IPN nie jest od oceny prawdziwości informacji zawartych w tych notatkach. 

Zatem jednostronne notatki informujące o rzekomej współpracy, czy też donosy, zawiadomienia zawierające nieprawdziwe i fikcyjne informacje są przyjmowane w IPN jako dowody tajnej współpracy. W ten sposób można skrzywdzić wiele osób i niektórych już skrzywdzono.

Paradoksem jest przy tym, iż wciąż w Polsce poluje się na Tajnych Współpracowników SB (prawdziwych i domniemanych), gdy zbrodniarze kierujących poprzednim systemem mają się całkiem dobrze, nie ponieśli żadnej odpowiedzialności.