2 lutego 2018

Nieprawidłowości w CRW PKO BP? Nikt nie reaguje, panuje cisza

Kadra kierownicza "restrukturyzacji i windykacji" PKO BP zatrudniona równocześnie w zarządzie prywatnej spółki deweloperskiej? Czy to nie naruszenie ustawy antykorupcyjnej - zastanawiają się internauci. Co ciekawe mimo, że komentarze internautów pod artykułem http://serwis21.blogspot.com/2018/01/pko-bp-moze-stracic-prawie-200-oddziaow.html wskazują na bardzo poważny problem, co najmniej konflikt interesów, a być może nawet i poważniejszych nieprawidłowości, nikt z kierownictwa Banku nie zareagował, nie podjęto wysiłku wyjaśnienia sprawy. Okazuje się jednak, że sprawa była od jakiegoś czasu znana, a decydenci nie reagowali.

Kilka miesięcy temu do posłów Bartłomieja Wróblewskiego, Piotra Babiarza, Iwony Michałek, do Ministerstwa Sprawiedliwości, do ministra Mariusza Kamińskiego, do Rady Nadzorczej PKO BP oraz do Departamentu zgodności i bezpieczeństwa PKO BP zostało przesłane pismo, w  którym opisano przypadki jawnego naruszania interesów banku i wątpliwej z punktu widzenia moralnego i finansowego banku ścieżki postępowania osób z kierownictwa windykacji w PKO BP. Mimo wskazania potencjalnie wielomilionowych strat dla Banku i wątpliwych etycznie nieformalnych "Interesów" załatwianych przez konkretne osoby nic nie uległo zmianie. Osoby nadal pobierają niemałe wynagrodzenie, premie i otrzymują bardzo wysokie nagrody. I to mimo wskazania np. konkretnych powiązań pomiędzy osobą nadzorująca operacyjne windykacje kredytów hipotecznych i jednocześnie będącym cichym wspólnikiem i prezesem spółki deweloperskiej (gwoli ścisłości - już dziś tylko wiceprezesem zarządu spółki).

Oczywistym jest, że deweloper największe zyski może osiągnąć nie tylko przez obniżenie kosztów budowy, ale w głównej mierze dzięki taniemu nabyciu działek od budowę. A gdzieś można taniej kupić niż od zastraszonego biurokratyczną machiną kredytobiorcy, któremu los utrudnił spłatę kredytów? To właśnie osoba w trudnej sytuacji w związku z dochodzeniem długu przez Bank lub firmę windykacyjną, gotowa jest za bezcen sprzedać swój często jedyny majątek. Wiedza o dłużnikach i możliwość kontaktu z nimi pozwala właśnie na "wyłowienie" i ewentualne wykorzystanie takich okazji firmie deweloperskiej będącej własnością kierownictwa Centrum Restrukturyzacji  Windykacji (na razie nie mamy dowodów, że taka sytuacja nastąpiła).


W piśmie wskazano również inne wątpliwe działania prowadzące do strat banku w wyniku przedawnień spraw, będących skutkiem - bądź z niekompetencji bądź być może - cichego doradztwa przez wymienione osoby jak nie spłacać długów. 

Nietrudno wyobrazić sobie, że w zamian za 5% opłatę, za poradę podpowiadającą drogę, jak nie spłacać 500.000 zł kredytu i jednocześnie wyjść obronną ręką. Wielomilionowa skala przedawnień może nie być tylko przypadkiem i zaniedbaniem, ale działaniem jak najbardziej celowym i niebezinteresownym. Warto przeprowadzić prostą kalkulację: 5% od pół miliona złotych, to 25 tys. zł. Jeśli taka "porada" kilka razy w miesiącu, wtedy w skali roku mówimy już o wielomilionowych kwotach nieuczciwego zarobku grupy osób i jednocześnie dziesiątków milionów strat banku na zaniechania dochodzenia należności. 

(Jak na razie brak dowodów że takie porady za opłaty miały miejsce)

Choć pismo jest anonimowe, sprawa jest poważna. Nie przesądzamy czy doszło do nieprawidłowości (oprócz konfliktu interesów tj. zajmowania równolegle kierowniczego stanowisko w CRW i zarządzie spółki), ale oczekiwać należałoby zbadania zasadności stwierdzeń w nim przedstawionych, w celu ich potwierdzenia lub zdementowania, wszak może chodzić o niebagatelne sumy pieniężne. Należałoby oczekiwać...


Tymczasem w sprawie panuje cisza. Posłowie (którzy wcześniej interweniowali w sprawie Banku) nie skierowali interpelacji w tej sprawie, ministrowie - jak na razie nic nie uczynili (a przynajmniej o swoich działaniach nie poinformowali). A Rada Nadzorcza PKO BP oraz Departament zgodności i bezpieczeństwa - nie zajęły się sprawą.


Jeżeli jest inaczej, to czekamy na oficjalne szczegółowe informacje (a nie pustosłowie), celem publikacji. 


cdn.

Adam Słomka: Relatywizowanie historycznych faktów z „tajemnicami” w tle


Niemieccy żołnierze na Wyspach Normandzkich, 1941 r. fot. Wikimedia Commons
Poniżej tekst Adam Słomki opublikowany w ngopole.pl odnoszący się do ostatnich wydarzeń i demaskującą zachodnią obłudę.


Od tygodnia spotykamy się z nachalnym przypisywaniem Polakom współodpowiedzialności za Holokaust. 
Relatywizowanie faktów historycznych przynosi przedstawienie  fałszywego obrazu Polski na świecie, np. poprzez uparte promowanie nieistniejących „polskich” obozów koncentracyjnych. O „polskim obozie śmierci” mówił nawet były prezydent USA Barack Obama i ówczesna reakcja władz polskich miała spowodować zatrzymanie istnej lawiny tego typu pomówień. Były więzień Auschwitz – Birkenau Karol Tendera wygrał nawet proces z niemiecką stacją ZDF. Ta niemiecka telewizja – poza promowaniem oczywistej nieprawdy w sprawie obozów koncentracyjnych – celuje w relatywizowaniu faktów historycznych i wcześniej wyprodukowała antypolski gniot „Unsere Mütter, unsere Väter”.
Jakby tego było mało o „polskich obozach” i „współodpowiedzialności Polaków za Holokaust” poinformowały niedawno włoski Canale 5 i brytyjska BBC. Tymczasem to Włosi ale i Anglicy mają powody do wstydu.
„Włoskie obozy koncentracyjne”
Niewielu osobom w Polsce jest znany fakt, iż na terenie Italii podczas ostatniej wojny istniały obozy koncentracyjne: Ferramonti, Fossoli, Gries-Bolzano, Risiera di San Sabba. 1 września 1938 roku Rada Ministrów Królestwa Włoch zaaprobowała dekret, który rozpoczął prześladowania osób narodowości żydowskiej na terenie Italii. W maju 1940 normy dekretu z 1 września 1938 zostały zaostrzone. Żydom zabroniono wykonywania wolnych zawodów, uczonym zakazano wstępu do bibliotek i archiwów, zaczęto odmawiać wydawania licencji na prowadzenie działalności gospodarczej. 25 maja 1940 roku, Żydom oraz obywatelom obcych państw odmówiono prawa do rezydencji na terenie Italii Południowej (z wyjątkiem Sycylii) i Centralnej. Dzień później, 26 maja, podsekretarz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Buffarini, poinformował szefa policji Arturo Bocchiniego, iż Mussolini pragnie, aby zostały przygotowane obozy koncentracyjne dla osób narodowości żydowskiej. W telegramie nr 442/36838 z 25 maja 1940 roku, czytamy:
Ministerstwo nakazuje odmawiania, Gminom Italii Centralnej oraz Południowej, prawa rezydencji obcokrajowcom oraz niektórym obywatelom włoskim. Wyżej wymienieni w nowych miejscach pobytu będą żyli na własny koszt z zakazem oddalania się i z obowiązkiem meldowania się raz dziennie miejscowym władzom. Niniejszym prosi się, aby w terminie do piątego czerwca przesłać wykazy osób przewidzianych do internowania” (1).
W dniach 27-31 maja 1940 roku zaczęto sporządzać wykazy „niebezpiecznych Żydów”, przeznaczonych do osadzenia w obozach koncentracyjnych. 15 czerwca 1940 roku, pięć dni po przystąpieniu Włoch do wojny po stronie Hitlera, prefekci Królestwa oraz kwestor Rzymu otrzymali rozkaz rozpoczęcia akcji rozstrzeliwania, aresztowania i wysyłania Żydów do obozów koncentracyjnych.
Dla przykładu. W obozie Ferramonti przebywało 523 obywateli polskich, głównie Żydów. Były to osoby urodzone w Krakowie, Warszawie, Łomży, Wadowicach, Tarnobrzegu, Łodzi, Stanisławowie, Drohobyczu, Oświęcimiu i Poznaniu. Do Ferramonti przywożeni byli z więzień w Mediolanie, Florencji, Rzymu i Campagna; obywatele polscy znajdowali się w transportach z Ljubljany (Słowenia). Powodem zatrzymania było najczęściej posiadanie fałszywego paszportu; wiele osób zostało zatrzymanych podczas nielegalnego przekraczania granicy szwajcarsko-włoskiej lub włosko-francuskiej; dużą grupę stanowili obywatele polscy mieszkający od lat w Italii lub w Słowenii. Należy podkreślić, iż wśród polskich obywateli uwięzionych w Ferramonti, było wiele osób z wyższym wykształceniem (15 lekarzy), artystów, właścicieli fabryk, kupców i studentów.
W tym kontekście Canale 5 powinno milczeć lub informować o istnieniu „włoskich obozów koncentracyjnych” i przeprosić za mordy i okrucieństwo dokonane przez włochów na obywatelach II RP.
„Angielskie obozy koncentracyjne” czy „niemieckie obozy koncentracyjne na okupowanym terytorium Anglii”?
Wyspy Normandzkie nie są formalnie częścią Wielkiej Brytanii tylko stanowią własność monarchy brytyjskiego, mają własne parlamenty, rządy, nie wchodzą też w skład Unii Europejskiej. Władzom Wysp Normandzkich zależało bardziej na ratowaniu własnej skóry, niż na pomocy prześladowanym przez III Rzeszę. Po kapitulacji Francji w czerwcu 1940 roku zostały one bez walki zajęte przez wojska niemieckie. Okupowane były przez III Rzeszę do zakończenia wojny.
28 czerwca 1940 r. eskadra bombowców Heinkel He 111 przeprowadziła nalot na Guernsey i Jersey, podczas którego zginęło 44 ludzi. Dwa dni później pierwsze maszyny Luftwaffe zatrzymały się na niewiele wcześniej zbudowanym lotnisku na Guernsey. Kapitana von Obernitza oficjalnie przywitał komendant policji, który przekazał nazistom, że wyspa jest nieuzbrojona i otwarta na współpracę z administracją III Rzeszy. W tym momencie oficjalnie rozpoczęła się niemiecka okupacja. W tym czasie ruszyła również operacja ”Zielona Strzała” (Unternehmen Grüne Pfeil), której celem było zajęcie pozostałych wysp. Do wypełnienia misji wystarczyło jedynie sześć batalionów. Jersey kapitulowała 1 lipca, Alderney 2 lipca, a najmniejsza wyspa Sark 4 lipca. Przybycie okupanta na ostatnią z wymienionych wysp wyglądało dość kuriozalnie. Wyspa Sark była historycznym lennem rodziny Collings. Dziedziczka Sibyl Collings-Hathaway, posiadająca tytuł Pani z Sark, powitała przybyłych dziesięciu niemieckich żołnierzy na molo i zaprosiła ich do swojej rezydencji na herbatę. Przez całe pięć lat traktowała ich uprzejmie niczym gości. Gościnność ta nie wyszła jej jednak na dobre – Niemcy wywieźli jej męża do obozu koncentracyjnego.
Na opustoszałej wyspie Alderney naziści wybudowali cztery obozy koncentracyjne, nazwane tak, jak niemieckie wyspy (Helgoland, Sylt, Borkum, Norderney), w których więziono 6 tys. osób. Większość więźniów przeniesiono z obozu Neuengamme w pobliżu Hamburga, a wśród nich znajdowali się Rosjanie, Polacy, niemieccy więźniowie polityczni, francuscy Żydzi i hiszpańscy republikanie. 389 z nich zginęło z powodu chorób, niewolniczej pracy, lub podczas prób ucieczki.
Na wyspie Alderney został utworzony obóz koncentracyjny pod nazwą „SS-Lager Sylt”. Jak wspomina jego więzień Sylwester Kukuła, cyt.
W marcu 1943 roku zostaliśmy przekazani pod administrację filia obozu koncentracyjnego Hamburg-Neuengamme na Alderney. Otrzymaliśmy nowe numery. Mój numer: 16846 (…) Z pozostałych około 50 Polaków zapamiętałem nazwiska: Marian Filipecki z Warszawy, Jan Baczewski z Warszawy, Stanisław Karlikowski z Białegostoku, Władysław Struck z Pucka, Stanisław Stachowiak z Bydgoszczy, Zygmunt Wajs z Częstochowy, Edward Mroziński z Zawiercia, Mieczysław Ptak z Krakowa, Ryszard Klimecki, Władysław Lubecki z Piastowa. Innych nie pamiętam. Załoga SS liczyła 80 ludzi. (…) Po 16 miesiącach pobytu z 1000 więźniów zostało nas zaledwie 550. (…) Wielka śmiertelność wśród więźniów była powodem wymiany kierownictwa SS. Nowe władze, chcąc zataić przed swoimi mocodawcami w KL-Neuengamme tak wielką śmiertelność, wpadły na „genialny pomysł”. Po śmierci więźniów uzupełniano stan liczbowy Rosjanami i Ukraińcami z cywilnego lagru, nadając im takie same numery” (2).
Ujawnieniem smutnej prawdy o postawie Anglików wobec okupacji Wysp Normandzkich zajął się m.in. John Nettles, brytyjski aktor znany z kultowego serialu „Bergerac”. Po latach badań nad historią pięcioletniej okupacji tego terytorium napisał gorzką książkę „Klejnoty i oficerki” („Jewels and Jackboots”). Opisał w niej m.in. historię trzech Żydówek, które uciekły przed prześladowaniami z Wiednia: Marianne Grünfeld, Auguste Spitz i Therese Steiner. Były na wyspie Guernsey. W efekcie kobiety deportowano do Auschwitz-Birkenau, gdzie zginęły. Władze Guernsey, starające się żyć w zgodzie z hitlerowcami, nie zrobiły nic, by zapobiec tej tragedii. A wręcz, jak napisał Nettles, „asystowały i pomagały w nazistowskiej zagładzie Żydów”.
Były też na Wyspach Normandzkich inne przykłady kolaboracji czy źle odbieranych stosunków brytyjsko-niemieckich (na przykład damsko-męskich). Przejawy nieposłuszeństwa były jednak na tyle ograniczone, że na wyspach nie powstały urzędy Gestapo, a aparat represji w porównaniu z Francją był minimalny. W nadchodzących latach współpraca się skomplikowała, a do końca wojny 4 tys. ludzi usłyszało wyroki za wykroczenia przeciwko niemieckiemu prawu, przede wszystkim za pomaganie zbiegłym więźniom. Z drugiej strony nie można pominąć faktu, że niemieccy żołnierze utrzymywali kontakty towarzyskie z miejscowymi kobietami i przyczynili się do zwiększenia przyrostu naturalnego na wyspach o… 800 dzieci.
BBC zatem powinno zająć się, np. historią Wysp Normandzkich w czasie ostatniej wojny, a nie relatywizowaniem historii i odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie popełnione przez demokratycznie wybranego kanclerza oraz jego zaplecze polityczne czy militarne. Ponadto czas, aby Anglicy rozliczyli się z działalnością sir Oswalda Mosleya i Brytyjską Unią Faszystów. Warto tylko dodać, że Oswald Mosley w 1936 roku ożenił się z Dianą Mitford w Niemczech, w domu Josepha Goebbelsa, a jednym z gości był Adolf Hitler. Ponadto syn Oswalda Mosleya i Diany Mitford, Max Mosley był w latach 1993-2009 szefem Fédération Internationale de l’Automobile (FIA), stowarzyszenia organizującego m.in. wyścigi Formuły 1. Zatem BBC może spokojnie szukać kolaboracji i antysemityzmu, rozliczeń z przeszłością nie tylko na Wyspach Normandzkich, ale i w innych częściach Anglii.
Skutki pobłażliwości
Wysyp „polskich obozów koncentracyjnych” to również efekt polityki Platformy Obywatelskiej i jej zdolności koalicyjnych w samorządzie terytorialnym. Lider Ruchu Autonomii Śląska, radny Sejmiku Województwa Śląskiego Jerzy Gorzelik w swoich wypowiedziach wielokrotnie wykazuje swoją pogardę dla Narodu i Państwa Polskiego, np. cyt.
Jestem Ślązakiem, nie Polakiem, i nie Polsce przyrzekałem, więc jej nie zdradziłem i nie czuję się zobowiązany do lojalności wobec tego państwa”.
Ruchu Autonomii Śląska twierdzi publicznie i bezkarnie, że obóz NKWD i UB w Świętochłowicach-Zgodzie (podobóz KL Auschwitz) to „polski obóz”. Tymczasem obóz w Świętochłowicach był emanacją zbrodni komunistycznej, a za jego funkcjonowaniem poza Armią Czerwoną, NKWD oraz Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego PRL stali też komendant Salomon Morel oraz m.in. agenci Gestapo: Wiktor Grolik – jako prezydent Katowic, Gerard (Gerhard) Kampert – jako komendant wojewódzki Milicji Obywatelskiej oraz Paweł Ulczok – z katowickiego Urzędu Wojewódzkiego. Agenci Gestapo: Kampert i Grolik weszli ponadto w skład Komitetu Okręgowego komunistycznej partii PPR. Wieloletnia pobłażliwość dla twierdzeń Jerzego Gorzelika, który odwiedzał też niemiecki cmentarz wojenny Wehrmachtu i Waffen SS w Siemianowicach Śląskich w towarzystwie europosła PO Marka Plury upamiętniając w sposób szczególny najeźdźców stworzyła „podatny grunt” dla wszelkiej maści antypolonizmów.
Podsumowując. Rozsądne reakcje na obelgi i pomówienia formułowane pod adresem Polski i Polaków powinny być oparte na promowaniu faktów historycznych oraz odpowiedniej reakcji prawno-karnej. ZDF, Canale 5 czy BBC korzystają bowiem nie tylko z celowych przeinaczeń, ale przede wszystkim z niewiedzy swoich odbiorców. Do tego spolegliwość rządów Donalda Tuska i Ewy Kopacz dla szerzenia nieprawdy historycznej w Polsce stała się pożywką dla antypolskich wybryków. Czas na zdecydowaną obronę oraz kampanię informacyjną skierowaną znacznie szerzej niż do mieszkańców Polski.
Adam Słomka
Przewodniczący KPN-NIEZŁOMNI,
poseł na Sejm RP I,II,III kadencji
(1) Tłum. z j. włoskiego A. J. Katolo, za: F. Folino, Ferramonti. Un lager di Mussolini, Ed. Brenner, Cosenza 1985, s. II, przypis nr 5. Tekst telegramu znajduje się w Archivio Centrale dello Stato – Roma, Ministero dell’Interno, Direzione Generale di P. S., Divisione AA.GG i RR, categoria M/4, b. 1.
(2) Sylwester Kukuła, Moja wojenna tułaczka, Fundacja Moje Wojenne Dzieciństwo, 2003

1 lutego 2018

POLECAMY: HITLER DOWIADUJE SIĘ O "POLSKICH OBOZACH ŚMIERCI"

Od "PeritusNet Info" (http://info.peritusnet.eu/index.php/2018/01/30/auschwitz-birkenau-to-nie-polska-nazwa/) otrzymaliśmy ciekawy materiał. cyt. Przeróbki sceny z filmu „Upadek” krążą po sieci. Ale ta nie tylko bawi, ale przypomina, kto tak naprawdę stoi za gigantycznym ludobójstwem. Hitler tym razem wyładowuje swoją złość na swoich współpracownikach, bo świat coraz mocniej wierzy, że słynne obozy śmierci nie są niemieckie… Liczymy, że nasi czytelnicy dodadzą angielskie napisy i prawda historyczna dotrze także do zagranicznych internautów…