6 maja 2017

Fiasko tzw. Marszu Wolności

Proeuropejski marsz wolności zakończył się fiaskiem. Miało być 100 tys. demonstrantów, a było znacznie, ale to znacznie mniej. Co prawda Ratusz oznajmił 50, 70 a nawet 90 tys. osób, ale wystarczy przyjrzeć się zdjęciom z powietrza, by stwierdzić, że bliższe prawdzie są szacunki policji (12 tys. w kluczowym momencie) czy TVP (ponad 15 tys). Przypomnijmy Plac Konstytucji (czy Bankowy) w Warszawie to mniej niż 2 ha, był jak widać, zajęty ok. w połowie i to w bardzo luźnym szyku, a dodatkowo część zajmowała dodatkowo estrada. Zatem klęska jeżeli uwzględnić udział PO, Nowoczesnej, PSL, KODu a także niektórych lewicowców.




Co do  przemówień polityków na tym marszu są mało interesujące. I tak mówią jedno (najczęściej górnolotne hasła), myślą drugie, a gdy byli u władzy - czynili trzecie. 

"Urealnić znaczy urealnić"

Platforma Obywatelska ostatnio używa pojęć mających powiedzieć jedno, równocześnie tego nie mówiąc. Np. PO zapowiada urealnienie wieku emerytalnego. Chodzi oczywiście o podwyższenie wieku emerytalnego, ale tego powiedzieć PO nie chce bo byłoby to źle odebrane także przez część ich elektoratu. Podobnie z programem 500+. PO oczywiście nie mówi wprost o likwidacji programu, bo sami i ich wyborcy także z tego korzystają. Tą nowomowę wykorzystało PIS w ostatnim spocie "urealnić znaczy urealnić",  którym obnaża program Platformy:


Ubeckie żądania (felieton z internetowego kabaretu Małgorzaty Todd nr 18/2017)

Póki nie obowiązywała poprawność polityczna, kłamstwo było postrzegane jako coś nagannego, czego należało się wstydzić. Ale „nowoczesnemu człowiekowi” udało się już wmówić, że w kłamstwie nie ma nic zdrożnego, podobnie jak w kradzieży, czy nawet morderstwie, zwłaszcza takim „zgodnym z prawem”. Ubecy mają czelność manifestować swoje żądania do przywilejów! Uzasadniają to prosto: skoro nie potraficie wpakować nas do więzień, to byliśmy i jesteśmy lepsi od was i musicie nas sowicie wynagradzać! 


Według nich, to prawica zakłamuje historię PRL-u twierdzeniem, jakoby był to czas zniewolenia i obcego panowania. A przecież był to okres prosperity resortowych klanów, które przy okrągłym stole zapewniły sobie nietykalność. Dla dzisiejszego lewactwa kłamać w żywe oczy i innych oskarżać o kłamstwo, to właśnie normalność. Zastanawiająca jest jeszcze jedna „normalność”. Jak to się dzieje, że w „totalnej opozycji” przypada rekordowa ilość idiotów na metr kwadratowy? Czy możliwe, żeby sama negatywna selekcja dała aż taki imponujący wynik? Podejrzewam, że co znamienitsi przedstawiciele gatunku „opozycji totalnej” wspierają się jeszcze nowoczesną farmakologią, pospolicie nazywaną dopalaczami.  To zapewne standard, bez którego okrzyki typu „precz z dyktaturą kobiet” trudno sobie wyobrazić. Małgorzata Todd