9 lutego 2013

PLUS NABRAŁ KLIENTÓW NA 70 MLN ZŁOTYCH?

Poniżej tekst od "Poszkodowani przez PLUS". Apelujemy o nadsyłanie dalszych informacji ws. państwa bojów z PLUSem lub kopii reklamacji zgłaszanych do PLUSa na adres serwis21@gmail.com 


PLUS NABRAŁ KLIENTÓW NA 70 MLN ZŁOTYCH?

Pod koniec klienci telefonii komórkowej PLUS (należącej do firmy POLKOMTEL) zostali zaskoczeni opłatami 5,04 zł za przesyłanie rachunków szczegółowych. Z tej opłaty można się zwolnić przechodząc na system e-faktur. Fakt wprowadzenia opłaty jest prawem operatora, ale powinno to nastąpić to zgodnie z prawem, a w sposób w jakim to uczyniono wiele klientów wprost nazywa oszustwem.
Otóż wielu klientów stwierdza, iż o wprowadzeniu opłaty nie zostali wcześniej uprzedzeni. W niektórych przypadkach co prawda klientów poinformowano, ale bez zachowania miesięcznego terminu zmiany umowy jakie wynika z przepisów prawa telekomunikacyjnego i z treści umów podpisywanych Polkomtel. Dla przykładu pan R. otrzymał 13 listopada ubr. Fakturę z dn. 5 listopada wraz z informacją o zakończeniu promocji z tytułu bezpłatnych rachunków szczegółowych od dnia 15 listopada. Następna faktura wystawiona była 5 grudnia, czyli nie dochowano miesięcznego terminu czyli co najmniej 1 okresu rozliczeniowego. Na domiar złego wielu klientów nie zauważyło tego zapisu wpisane jakby przy okazji, tak by nie rzucało się w oczy. Inni klienci wprost oświadczają, że nie zostali powiadomieni ani SMSem, ani pisemnie. Co więcej okazuje się, że nawet gdy klienci mieli tylko tzw. Iplus (czyli pakiet internetowy) także zostali obciążeni rachunkami szczegółowymi.
Faktycznie jednak klientów nie obciążano jak twierdzi Plus rachunkami szczegółowymi, ale za przesyłanie papierowych faktur. Świadczy o tym fakt, iż w informacjach PLUS wyraźnie stwierdza się, iż przejście na E-faktury powoduje brak opłat. Przypomnijmy, że faktura i rachunek szczegółowy czyli billing nie jest tym samym. Jedno jest dokumentem potwierdzającym należność, drugi jest wykazem połączeń i kosztów tych połączeń. Wraz z wyborem E-faktury jednak, PLUS nie wysyła już nie tylko rachunków szczegółowych, ale samych faktur.
PLUS broni się przed reklamacjami klientów, twierdząc że była promocja na bezpłatne rachunki szczegółowe, która się właśnie zakończyła i stąd te opłaty. W cennikach PLUSa za 2011 rok widnieje rzeczywiście pozycja „Rachunek szczegółowy standardowy – Szczegółowy wykaz usług standardowy (opłata miesięczna za każdy wystawiony rachunek szczegółowy standardowy) w wysokości 5,04 zł brutto”.  http://plus.pl/informacje/zmiany_cennikow/plus/cennik_taryf_plus_20110101.pdf Jednak pozycja ta, o czym już przy reklamacjach się nie mówi, mieści się w katalogu 9 czyli usług dodatkowych, a nie podstawowych. Skoro tak, to opłata ta może być pobierana jedyne w przypadku wyraźnego życzenia klienta ws. spełnienia usługi dodatkowej. Powinno to nastąpić bądź w drodze stosownego zapisu przy umowie (a zatem wraz ze zgodą klienta sieci PLUS), bądź w wyniku dodatkowej czynności klienta (wystąpienia pisemnego, sms-owego lub mailowego do sieci PLUS). W rzeczywistości żadnych takowych zapisów, wystąpień klientów nie było, a jednak obciążono ich dodatkową usługą, o którą się nie zwracali. Co więcej przy zawieraniu umów nie informowano klientów ani o jakichkolwiek opłat za billingi, ani o jakiejś promocji ws. bezpłatnych rachunków szczegółowych, ani też nie stwarzano im możliwości wyboru np. samych faktur bez rachunków szczegółowych (z tej opcji skorzystaliby na pewno klienci pakietu Iplus)
Słowem klienci sieci PLUS mają prawo czuć się oszukanym. Polkomtel nabrał klientów, gdyż w wyniku dość nagłej likwidacji tzw. „promocji” przy 14 mln numerów telefonicznych, zarobił na czysto 70 mln zł, a uwzględniając, iż wiele osób nie zareaguje natychmiast i nie przejdzie na e-faktury uzyska kolejne naście milionów złotych.  Najwyraźniej PLUS nie obawia się pozwów gdyż dotyczą zbyt małych kwot 5,04 zł. Także pozew zbiorowy nie wydaje się realny z racji niskich roszczeń. Czyżby zatem nabranie klientów na ponad 70 mln zł przez sieć PLUSa miało okazać się bezkarne? Niekoniecznie.
Po pierwsze część klientów PLUSa zrezygnuje z usług tej firmy,  jak tylko zakończą się okresy umowne. Po drugie nie należy wykluczyć akcji masowych wystąpień przeciw PLUSowi do właściwych instytucji ze strony jednej z organizacji społecznych (trwają w tej sprawie odpowiednie przygotowania). W przypadku udowodnienia naruszenia prawa, konsekwencje finansowe dla firmy mogą okazać się bardzo poważne. Jedna nawet gdyby PLUS wybronił się, udało się jakoś łeb sprawie ukręcić (przy pomocy państwowych urzędników), tym niemniej PLUS będzie stratny albowiem w wyniku nagłośnienia medialnego sprawy - inni klienci zniechęceni ich dotychczasowymi operatorami do PLUSa nie przejdą, a część dotychczasowych klientów PLUSa także ucieknie (nieustannie będzie się przypominało im, że firma ich nabrała, a tego nikt nie lubi). Wizerunek spółki zostanie mocno nadszarpnięty, a tym samym ucierpią przychody firmy. Oczywiście PLUS ma jeszcze możliwość albo cofnięcia swoich decyzji i naprawienia klientom szkody, albo szukania innej formy porozumienia i zadośćuczynienia.


POSZKODOWANI PRZEZ PLUS


8 lutego 2013

LOT - USTAWKA Z MIKOSZEM

Informacja za "Nasz Dziennik" z 8.02.2013 r. Oto jak powoływani są prezesi firm przez Skarb Państwa.


Ustawka z Mikoszem

Okoliczności wyboru Sebastiana Mikosza są co najmniej dziwne. W pierwszym podejściu dostał zaledwie trzy głosy. Minister skarbu anulował więc decyzję rady nadzorczej i polecił jej wybrać swojego faworyta. Oto finał konkursu na „nowego” szefa zarządu, choć rada typowała dwóch innych kandydatów. A było tak.
Konkurs na prezesa PLL LOT ogłoszono zaraz po tym, jak rada nadzorcza odwołała w grudniu 2012 r. prezesa Marcina Piróga. To on zastąpił Mikosza na stanowisku szefa zarządu w 2010 roku. Do konkursu przystąpiło 31 osób, spośród których wyłoniono 27 kandydatów. Do kolejnego etapu przeszło 5. Na posiedzeniu rady nadzorczej w piątek sporządzono tzw. krótką listę kandydatów. Znaleźli się na niej: Paweł Dąbkowski z firmy Lot Air, Witold Jesionowski z Bomi, Wojciech Tomikowski z Letus Capital, Andrzej Wysocki z LOT oraz Bertrand LeGuern z Petrolinvestu. Jak widać, nie było na niej jednak nazwiska Sebastiana Mikosza.
Podczas kolejnego posiedzenia 28 stycznia również nie zapadła decyzja w sprawie wyboru prezesa; kolejny termin wyznaczono na poniedziałek, 4 lutego. Wówczas szef rady nadzorczej Wojciech Balczun zaczął tłumaczyć, że wybór szefa zarządu nie jest taki oczywisty, a rada musi mieć pewność, że nowy prezes poradzi sobie z wyjściem spółki z trudnej sytuacji finansowej. Tego samego dnia Balczun zrezygnował z funkcji prezesa PKP Cargo, co wywołało spore zaskoczenie. Ale 4 lutego rada również nie podjęła żadnych decyzji, a jej szef Wojciech Balczun pojechał do Ministerstwa Skarbu Państwa przedstawić ministrowi Mikołajowi Budzanowskiemu ostateczną listę kandydatów. Członkowie rady ocenili, że fotel prezesa powinien przypaść Andrzejowi Wysockiemu lub Bertrandowi LeGuern. Okazało się jednak, że wyznaczono kolejne posiedzenie rady – na środę, 6 lutego. A do listy kandydatów dokooptowano Mikosza.
– Minister Skarbu Państwa pan Budzanowski żadnego ze wskazanych przez radę nadzorczą kandydatów nie zaakceptował, bo zapewne już na początku „konkursu” miał swój typ, pana Mikosza – mówi nasz informator.
Balczun musiał odejść z funkcji szefa PKP Cargo, bo nie był w stanie „przeprowadzić” Mikosza przez konkurs. Zaskoczenia mieli nie kryć także członkowie rady nadzorczej, a wytypowani przez nich kandydaci mieli „nie spełniać wymogów postawionych przez Skarb Państwa’’. – Czułem od jakiegoś czasu, że potrzebuję nowych wyzwań. Otrzymałem interesującą propozycję pracy na rynku międzynarodowym. To będzie dla mnie wyzwanie jako menedżera – powiedział Balczun na odchodne. Stanowisko to piastował od pięciu lat. W tym czasie spółka przeszła duże zmiany, uporała się z długami i przynosi milionowe zyski. W 2009 r. odnotowała prawie 500 mln zł strat, w 2010 r. zbilansowała swoją działalność i zakończyła z zyskiem na poziomie 60 mln złotych. W 2012 r. jej zysk netto wyniósł już ok. 213 mln złotych.
Dlaczego Donald Tusk tak zaangażował się w dymisję Piróga, a minister Budzanowski w przeforsowanie kandydatury Mikosza, by zarządzał polskim narodowym przewoźnikiem, spółką na skraju bankructwa?
Nie jest tajemnicą, że od czasów PRL LOT jest firmą, w której dużo do powiedzenia mieli ludzie związani ze służbami specjalnymi. W ocenie pracowników LOT, osobą, która ma duże wpływy w firmie, jest Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa, wcześniej funkcjonariusz komunistycznego wywiadu. – Mieliśmy w związku kolegę, który w 2011 roku zginął tragicznie podczas pokazów szybowcowych w Płocku. Nazywał się Marek Szufa – opowiada nam jeden z pracowników PLL LOT. – Kiedyś Szufa relacjonował kolegom przebieg jednego ze spotkań w siedzibie Aeroklubu Warszawskiego, którego prezesem był wtedy gen. Gromosław Czempiński. Podczas rozmowy „Gromek” – tak go nazywał i bardzo dobrze z nim się znał – wskazał nagle palcem na Mikosza, mówiąc: „to będzie wasz prezes”. Każdy myślał, że on sobie jaja robi z pilotów. Był to czas, gdy okazało się, że firma umoczyła miliony w opcjach paliwowych, w które wpakował spółkę ówczesny prezes LOT i zarazem nominat ministra Aleksandra Grada Dariusz Nowak. Nowak już nie żyje. Gdy po raz pierwszy Mikosz został szefem zarządu, otworzyły nam się oczy, kto rozdaje karty w naszej firmie – relacjonuje pracownik spółki. Na tzw. opcjach paliwowych LOT stracił 400 mln złotych. Gromosław Czempiński był jednym z ojców założycieli Platformy Obywatelskiej po wyborach prezydenckich w 2000 roku. Dwa lata temu został zatrzymany pod zarzutem przyjęcia 1 mln USD łapówki w związku z prywatyzacją LOT.
Od 11 lutego Sebastian Mikosz będzie nowym-starym prezesem spółki Polskie Linie Lotnicze LOT. Starym, bo już pełnił tę funkcję. Przed jego powrotem do spółki nie kryją obaw związkowcy. Joanna Modzelewska, przewodnicząca – pełnomocnik Związku Zawodowego Pilotów Liniowych PLL LOT, źle ocenia dotychczasową działalność Mikosza. – Oczywiście jako związkowcy będziemy rozmawiali z każdym, dla dobra pracowników i firmy. Z panem Mikoszem mamy już doświadczenia z lat ubiegłych, gdy pełnił on funkcję prezesa spółki, i nie są to doświadczenia dobre –podkreśla. Jedną z takich spraw było wyrzucenie z pracy Elwiry Niemiec, szefowej Związku Zawodowego Pracowników Pokładowych. Jak się okazało – bezprawnie, co potwierdził sąd prawomocnym wyrokiem. Mikosz wypowiedział również zakładowy układ zbiorowy pracy.
– Gdy prowadziliśmy negocjacje, prezes groził nam upadłością spółki, co było niezgodne z prawem, bo miało na celu wymuszenie na nas określonego zachowania. Jak się potem okazało, fragment nagrania z tą właśnie argumentacją podobno nie został zarejestrowany, ponieważ zacięła się nagrywarka – relacjonują związkowcy. Boją się mówić pod nazwiskiem. Pracownicy LOT zarzucają Mikoszowi złe zarządzanie spółką, w czasie gdy szefował jej przez niespełna półtora roku, do października 2010 roku. Chodzi im m.in. o wyodrębnienie spółki LOT AMS, dzisiaj dostawcy usług związanych z obsługą techniczną samolotów. Spółka powstała w 2010 r. poprzez wydzielenie bazy technicznej ze struktury Polskich Linii Lotniczych LOT i zajmuje się m.in. naprawą i przeglądem maszyn.
– Pierwsza prezes spółki pani Anna Chylińska była kadrową pana Mikosza w LOT. Gdy została szefową tej spółki, pierwszą rzeczą, jaką zrobiła, było zwolnienie wielu fachowców w imię restrukturyzacji. Nieważne, że byli to świetnie wykwalifikowani specjaliści rozchwytywani na świecie – tłumaczą związkowcy. To Mikosz zlikwidował połączenia z Krakowa i Rzeszowa do Stanów Zjednoczonych, które ze względu na związki rodzinne mieszkających w Chicago Polaków były bardzo popularne.
Maciej Walaszczyk
Nasz Dziennik

7 lutego 2013

Sprawa "Akcji Wisła"


Znalezione na portalu www.kresy.pl 

Komentarz do artykułu: Rozmowa z szefem IPN - Łukaszem Kamińskim

i:
04.05.2012 09:17


Zaraz w pierwszych zdaniach tego wywiadu widać olbrzymie zaniedbania jakich dokonuje nasz rząd w sprawie mniejszości a szczególnie w sprawie Łemków pozwalając bezkrytycznie zawłaszczać ich kulturę ukraińcom . Na zaproszenie Związku Ukraińców w Polsce i Związku Łemków organizujemy w kilku miejscach w Polsce wystawy, poświęcona polsko-ukraińskim stosunkom w latach 1939-1947.(bardzo jestem ciekaw czy zbrodnie OUN zostaną pokazane we właściwym świetle. Trwa także praca nad książką dr Ihoria Hałahidy, która jest poświęcona kapłanom greko-katolickim, uwięzionym w obozie w Jaworznie (Instytut Pamięci Narodowej jest współwydawcą tej publikacji).( ciekawym też bedzie przedstawienie zbrodniczego wręcz udziału tych kapłanów w inspiracji mordów na Polskiej ludności Kresów.W marcu 2010 r., nie znajdując podstaw prawnych do uznania za zbrodnię przeciwko ludzkości, Instytut Pamięci Narodowej zamknął śledztwo w sprawie wydarzeń w Sahryniu. Inną rzeczą, o której dość często się słyszy, jest problem z nadmiernym kwalifikowaniem ofiar ukraińskich jako ofiar akcji odwetowych . Właśnie teraz sprawdzamy listę nazwisk, którą otrzymaliśmy od przewodniczącego ZUwP Petra Tymy. W chwili obecnej nie mamy żadnych opóźnień. Dokładamy wszelkich starań, aby zostało to wykonane jak najszybciej, bo wiemy, że ta płyta jest zaplanowana do wmurowania we wrześniu 2012 roku.A ile takich płyt jest na Kresach nie wspominając o szacunku należnym ofiarom. Idea uczczenia ofiar poprzez przypomnienie ich imion i nazwisk jest mi bardzo bliska, aby nie mówić wyłącznie o anonimowych liczbach. Dlaczego w takim razie 200 000 tysięcy Polaków zamordowanych na Kresach nadal stanowi ANONIMOWĄ LICZBĘ? i nikt jej nie weryfikuje.I jak to się ma do kilkudziesięciu ofiar obozu w Jaworznie notabene nadzorowanym przez żydowskiego komendanta? Ukraińscy historycy w Polsce, o pro banderowskich poglądach, podnoszą stale w swoich publikacjach kwestie „strasznych krzywd” doznanych w okresie działania Grupy Operacyjnej „Wisła” przeciwko UPA i przesiedlenia z terenów objętych walkami, ludności pochodzenia ukraińskiego na Ziemie Zachodnie i Północne. Wychodzący w Polsce w języku ukraińskim miesięcznik „Nasze słowo” w Nr 17 z dnia 29 kwietnia 2007r. wydał nawet dodatek specjalny pt. Mity o akcji ”Wisła” napisany przez prof. Romana Drozda. Wydali też na ten temat kilka tomów publikacji. Często właśnie temat strasznych „krzywd” doznanych w okresie operacji „Wisła” podnosi to „Nasze słowo”- dotowane z pieniędzy polskiego podatnika. Nie tylko narzekają , ale pozwalają sobie na porównywanie operacji ”Wisła” do zbrodni UPA na Wołyniu. Takie porównanie przekracza oczywiście wszelkie normy przyzwoitości ludzkiej, które w swojej nienawiści do Polaków już zagubili, a jeżeli nie, to robią to z pełną świadomością. Na Wołyniu i w Małopolsce Wschodnie bandy UPA zakopały, po okrutnych torturach do dołów lub spaliły żywcem, ponad 200 tys. ludzi, a tu przesiedlono do lepszych warunków, pod opieką lekarską i z pomocą finansową. Jak więc można porównywać te dwa fakty ze sobą? Zwolennicy OUN uważają, że można i to bez wstydu robią. Dr Grzegorz Motyka ( ur. 1967r.), wychowanek KUL i IPN w Lublinie, nie pierwszy raz operację wojskową „Wisła” przedstawia w nie prawdziwym świetle. Napisał o tym w książce „Tak było w Bieszczadach”, „Partyzantka Ukraińska 1944 – 1960” i innych publikacjach. Trudno mu się też dziwić, skoro Senat RP zajął podobne stanowisko w swojej haniebnej uchwale z 3 sierpnia 1990 r. i jakby w nagrodę za tą krytykę operacji „Wisła”, poparł kandydaturę dr Grzegorza Motyki w 2011 r. do Rady IPN ?! Najnowsza jego książka, wydana w 2011 r. nosi tytuł : „Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła” – konflikt polsko - ukraiński 1943 – 1947”. Jest w niej świadomie i fałszywie zarysowane dwie sprawy. Po pierwsze, i o tym historyk dobrze wie, że rzezi wołyńskiej nie można w żadnym wypadku porównywać do operacji „Wisła”, w której rzezi nie było, a w miarę ludzkie na te czasy, przesiedlenie w lepsze przecież warunki. Po drugie. Konfliktu polsko – ukraińskiego nie było w latach 1943 – 1947. Była walka z garstką zwyrodniałych zbrodniarzy, którzy po służbie u hitlerowskiego okupanta, po jego klęsce, uciekli do lasu, dokonując mordów na cywilnej, bezbronnej ludności, usprawiedliwianych obecnie walką o „niepodległość” lub walką z „komuną”. Na stronie 9 omawianej książki dr Grzegorz Motyka, jak na ironię i kpinę z Polaków, zamieścił zdjęcie ustawionego w szczerym polu niewielkiego krzyża, na którym w języku ukraińskim przybito tabliczkę z napisem: „ Tu była polska wioska Wydymer. W 1943 roku zniszczona. Polacy rozbiegli się po całym świecie.” Wiadomo, ze Polacy „uciekli” tak samo jak we wsi Ostrówki, do takich dołów jak ostatnio odkryto w polu koło Ostrówek nazwanym przez mieszkańców „Trupim polem”. Tego zbrodniczego dzieła dokonali ulubieni przez dr G. Motykę „partyzanci” z UPA, bo tak tych bandytów nazywa we wszystkich swoich publikacjach. Zakłamania i fałszu w tej „histerii”, a nie historii na temat doznanych „krzywd” w czasie operacji wojskowej „Wisła”, nie brakuje. Pytanie tylko o jakiej krzywdzie może tu być mowa? I wielka szkoda, że historycy tej „Polski Walczącej”, „Żołnierzy Wyklętych” i styropianowi rewolucjoniści „Jednej nocy”, nie widzą tego i nie piszą, a trąbią tylko (na czele z IPN) o zbrodniach ”komunistycznych” . W różnych publikacjach ukraińscy historycy w Polsce piszą, że z terenów wschodniej Polski przesiedlono około 150 tys. Ukraińców, ale nie piszą o przyczynach, które są proste do zrozumienia. Gdyby na tych terenach nie było band UPA, napadów i mordów, to nikt by tej ludności nie przesiedlał. Warto przypomnieć, że transport tej ludności na Ziemie Zachodnie i Północne nie odbywał się na piechotę. Ludność koncentrowana była w wyznaczonych miejscach i transport odbywał się w sposób chroniony służbą Straż Ochrony Kolei i pod opieką lekarską. Osiedleni zostali na terenach o wysokiej kulturze rolnej w murowanych budynkach mieszkalnych i gospodarczych z siecią najlepszych dróg, jakich nie mieli na tzw. „zadupiu”, gdzie mieszkali poprzednio, nazywanym „światem zabitym deskami.” Po przesiedleniu nikt nie robił żadnej selekcji, kto jest Ukraińcem, a kto Polakiem i nikt Ukraińcom nie zaglądał w podniebienia, by sprawdzać czy mają żółte czy niebieskie. Dostęp do szkół był jednakowy dla dzieci polskich i ukraińskich. To właśnie wysiedlenie w ramach operacji „Wisła” dało wysiedlonej młodzieży ukraińskiej pełne możliwości rozwoju i wykształcenia. Świadczą o tym stanowiska i tytuły naukowe , jakie zdobyło pokolenie wysiedlonych rodzin: - Prof. dr hab. Roman Drozd (ur. 1963 r.), historyk, profesor I rektor Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupku, przewodniczący Ukraińskiego Towarzystwa Historycznego w Polsce. W latach 2004 – 2009 wiceprzewodniczący Związku Ukraińców w Polsce. Autor 10 książek wydanych w latach 1997 - 2010. Autor też tendencyjnego i złośliwego artykułu pt. Mity o akcji ”Wisła”, przedstawiającego operację „Wisła” w fałszywym świetle i jednostronnym. - Dr hab. Grzegorz Motyka (ur. 1967 r.). Pracownik Studiów Politycznych PAN. Do 2007 r. adiunkt w Katedrze Ukraino znawstwa, a także profesor Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztera w Pułtusku. Od marca 2011r. z rekomendacji Senatu RP członek Rady IPN w Warszawie. Za swoje prace „Pany i Rezuny o współpracy AK - WiN i UPA 1945 -1947”, „Tak było w Bieszczadach”, ”Ukraińska Partyzantka 1942 – 1960”, był ostro krytykowany przez środowiska kresowe. Jest autorem „Tek Edukacyjnych IPN”, które wprowadził do szkół gimnazjalnych w Polsce – fałszujących historię Polski i wybielających zbrodnie OUN – UPA. - Mgr Bronisław Czech (ur. 1962 r.) ,poseł na Sejm II i III kadencji z listy Unii Wolności. W 1987 r. ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarz i redaktor naczelny „Naszego słowa” .W latach 1997 – 2001 Sekretarz Generalny Unii Wolności. Jest we władzach krajowych Związku Ukraińców w Polsce i aktualnie komentator polityczny Gazety Wyborczej. - Mgr Marek Syrnyk (ur. 1962 r.), historyk, pedagog, członek Zarządu Głównego Związku Ukraińców w Polsce i Ukraińskiego Towarzystwa Nauczycielskiego. Po ukończeniu Liceum w Legnicy – 1981, ukończył studia magisterskie na UMCS w Lublinie. Redaktor ukraińskiego czasopisma RIDNA MOWA i bogatej strony internetowej. Zajmuje się festiwalami, spotkaniami młodzieży i występami zespołów folklorystycznych z Ukrainy i Polski. - Mgr Miron Sycz (ur. 1960 r.) , nauczyciel, poseł do Sejmu VI kadencji, działacz Związku Ukraińców Polsce. Studia ukończył na Wydziale Matematyki Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie i podyplomowe na Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku z zakresu Europejskiej Administracji Samorządowej. Był w PZPR i Unii Wolności. Od 2006 r. w Platformie Obywatelskiej i z jej listy uzyskał mandat poselski. Obecnie też. Na stronie internetowej Wikipedii w pozycji ukraińscy działacze, jest zapis z jego życiorysu: „Jestem synem Aleksandra Sycza, członka OUN od 1938 . i członka UPA kurenia „Mesnyky”. (Był w sotni UPA Łewko Grzegorza ps.”Kruk” w powiecie jarosławskim wchodzącej do kurenia „Mesnyky”, dowodzonego przez Iwana Szpontaka ps.”Żeleźniak” – ŁK.) Ujęty w czerwcu 1947 r. w Zapałowie pow. Jarosław z bronią w ręku i skazany przez WSR na karę śmierci, złagodzoną przez Sąd Najwyższy na 15 lat więzienia za działalność w UPA. Jego ojca IPN w Krakowie zrehabilitował i zaliczył do osób represjonowanych przez PRL ze względów politycznych i wydał Kwestionariusz osoby represjonowanej Nr Kr/WSR/0211, znak akt Sr 816/47 IPN Kraków. - Prof. dr hab. Włodzimier Mokry ( ur. 1949 r.). W 1978 dr nauk humanistycznych, habilitacja 1997 r., a tytuł profesora w 2002 r..W latach 1989 – 1991 poseł na Sejm X kadencji. Od 1999 r. do 2003 r. kierował Katedrą Ukrainistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 2004 r. kieruje nowo powstałą Katedrą Ukrainistyki na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ. Redaktor pism periodycznych: „Ukraińskie Zeszyty Ukraino znawstwa”, „Między sąsiadami” i „Horyzonty Krakowskie”. Można by w Polsce naliczyć na dziesiątki i setki Ukraińców, którzy po przesiedleniu w PRL I później, zdobyli wyższe wykształcenie, są profesorami, historykami, pedagogami, dziennikarzami, posłami, senatorami, wysokimi urzędnikami administracji państwowej różnych szczebli i nikt ich nie sprawdzał, że są Ukraińcami. Nikt im też nie narzucał poglądów politycznych i do jakich partii mają należeć. Dlaczego więc nam Polakom narzucają swoje nacjonalistyczne, banderowskie poglądy przesiąknięte krwią naszych rodaków, zarąbanych siekierami przez wiernych rzezimieszków ich ideologicznych przywódców. Dziś, zamiast usłyszeć od tych historyków, wykształconych w Polsce, słowa potępiania zbrodni dokonanych przez OUN - UPA, zbrodnie te opisują i zaliczają w wielu publikacjach, jako bohaterstwo w walce o wolną Ukrainę lub walkę z nie istniejącą w Polsce „komuną”. Czy to tak ma być utrwalana historia Ukrainy? Tylko po trupach i „Trupich polach” ? W tym miejscu, bez żadnej przesady czy cienia złośliwości, mogę Wam i wszystkim potomkom ukraińskim przesiedlonym w 1947 r. powiedzieć: przestańcie wreszcie wymyślać niestworzone bzdury o tej Operacji Wojskowej „Wisła”, nazywanej „Akcją” i lamentować o „doznanych krzywdach” , z dwóch prostych powodów: - nikt z Was nie doznał osobiście żadnych krzywd w okresie trwania przesiedlenia, bo urodziliście się żywi i zdrowi, nie w cuchnących słomianych chatach, a w szpitalach Służby Zdrowia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, - to dzięki temu, że Wasi rodzice przesiedleni zostali na Ziemie Zachodnie i Północne, przerwano Wam „zaszczyt” bycia pastuchami i wyrobnikami, a dano szansę bycia tymi, jakimi (sprawując swoje funkcję) jesteście w Polsce. Krótko mówiąc, bez przesiedlenia w ramach operacji „Wisła” z tych zapadłych „pipidówek” ,bylibyście tylko marnymi rolnikami, wyrobnikami lub pastuchami na tym zacofanym terenie, określanym jako „świat zabity deskami”, a na Uniwersytety, do których mieliście i macie pełny dostęp, patrzylibyście jak wół na malowane wrota i bez dzisiejszego filozofowania. W moim przekonaniu około 90 % Ukraińców mieszkających w Polsce, nie ma nic wspólnego z tymi historykami czy działaczami, którzy są gloryfikatorami OUN - UPA i podsycają atmosferę konfliktów lub prześladowania mniejszości ukraińskiej Polsce.

Załączam również wspomniany w tekście powyższym Kwestionariusz osoby represjonowanej Nr Kr/WSR/0211, znak akt Sr 816/47 IPN Kraków.

Pozdrawiam Dominik Łonczyński z Rzeszowa P.S> miłej lektury