21 listopada 2012

PREZES ARR NIE WIDZI PROBLEMÓW W ELEWARRZE


Sprawa Elewarru w mediach ucichła, ale ma swój ciąg dalszy, oto kopia pisma Stowarzyszenia Interesu Społecznego i odpowiedź ARR ws. sytuacji w Elewarrze. Słowem nieprawidłowości ciąg dalszy.

---------------------------------------------------------------------------
STOWARZYSZENIE INTERESU SPOŁECZNEGO

Warszawa, 2012.11.12


P.o. Prezes Agencji Rynku Rolnego
Lucjan Zwolak
w/m

do wiadomości:
Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Prezes Rady Ministrów

Szanowny Panie Prezesie,

W imieniu Stowarzyszenia Interesu Społecznego oraz własnym jako były prezes zarządu spółki Elewarr (2007 r.), na podstawie art.2 i 10 ustawy o dostępie do informacji publicznej, w związku z brakiem odpowiedzi na pismo z dn. 30.09.2012, ponownie zwracam się o informacje:

a)    nt. terminu odwołania prezesa zarządu Bronisława Tomaszewskiego oraz planowanych działań w związku z powołaniem na p.o. dyrektora generalnego spółki Elewarr – osoby niegdyś skazanej na wyrok w zawieszeniu i na zakaz pełnienia funkcji kierowniczych. Prezes Elewarru Bronisław Tomaszewski przyznał publicznie, że delegacje zagraniczne b. dyrektora generalnego Andrzeja Śmietanki nie były prawidłowo rozliczane, a Śmietanko kilkakrotnie zabierał w podróże członków swojej najbliższej rodziny. Prezes nie dopatruje się jednak w działaniach swego b. dyrektora generalnego niczego złego, mimo że blisko 340 tys. zł w latach 2008-2012 wydatkowano – jak twierdzą media i jak wynika z raportu posłów - na pozorowane wyjazdy służbowe, czyli działano na szkodę spółki. Ponadto określenie „słup” użyte w taśmach Serafina/Łukasika świadczyłoby, iż był jedynie figurantem dla innych osób, co dyskwalifikowałoby go jako prezesa spółki. We wrześniu prezes Tomaszewski powołał na pełniącego obowiązki dyrektora generalnego spółki Elewarr i samodzielnego prokurenta spółki – Adama Rytelewskiego, który według stenogramu z 70 posiedzenia Senatu z 2000 r. (dostępny w internecie) w latach 1990-tych miał wyrok w zawieszeniu i zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych. Wprawdzie wyrok uległ zatarciu, jednakże powołanie osoby niegdyś skazanej na funkcję p.o. dyrektora spółki Elewarr nie świadczy o wysokich standardach i negatywnie wpłynie na wizerunek spółki. Działania prezesa Tomaszewskiego uzasadniają wniosek o odwołanie go z tego stanowiska.

b)    nt. planowanych działań w związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami dot. wyjazdów służbowych b. prezesa/dyrektora generalnego Andrzeja Śmietanki. Pozorowane wyjazdy służbowe – jak wynika z tzw. taśm Łukasika/Serafina oraz raportu posłów PIS – faktycznie prywatne wycieczki, bo wyjazdy do Japonii, USA, Brazylii, Arabii Saudyjskiej, Chorwacji, Wietnamu itp. nie miały żadnego uzasadnienia biznesowego) były de facto dodatkowym dochodem indywidualnym danej osoby, podlegającym opodatkowaniu. Podejrzewam, że dochody te (340 tys. zł) nie zostały zgłoszone w ramach PITów-11 przez spółkę. Kwalifikacja wydatków z tytułu tych wyjazdów zagranicznych jako koszty świadczy o wadliwym prowadzeniu ksiąg rachunkowych. Za te sprawy odpowiedzialni byli dyrektor ekonomiczny Jerzy Głuchowski (złożył rezygnację) oraz główna księgowa, prokurent spółki - Jadwiga Szymońska (brak informacji o jakichkolwiek poniesionych konsekwencjach).

c)    Nt. terminu, trybu i kryteriów powołania nowych członków rady nadzorczej spółki Elewarr oraz spółek zależnych. Bez zasadniczych zmian w spółce, w tym zmian personalnych oraz jawnych procedur nominacji, Elewarr będzie kojarzone z patologiami, nepotyzmem i klientelizmem.

Jednocześnie na podstawie art.14 ust.1 powołanej ustawy, wnoszę o udostępnienie powyższych informacji w następujący sposób - przesłanie informacji pocztą elektroniczną na powyższy adres (najlepiej w formie pisma zeskanowanego) i nie przesyłania informacji drogą pocztową, o ile nie potwierdzimy faktu otrzymania maila w ciągu 3 dni roboczych,         

Z poważaniem,

Prezes Stowarzyszenia
Daniel Alain Korona

--------------------------------------------------------------
Oto odpowiedź ARR. P.o. Prezesa ARR Lucjan Zwolak wykonujący funkcję właściciela spółki i przewodniczącego Rady Nadzorczej spółki Elewarr nie chce zainteresować się faktem, że p.o. dyrektora generalnego spółki mianowano osobę niegdyś skazaną w aferze maślanej, nie chce zainteresować się przestępstwem karno-skarbowym. Ponadto ewidentnie manipuluje w odpowiedzi skoro W Gazecie Wyborczej artykuł "Ludzie Sawickiego stracili posady w Elewarrze" (Krystyna Naszkowska 2012-09-28ostatnia aktualizacja 2012-09-27 19:34:51.0) jest taki fragment: Wczoraj prezes Elewarru Bronisław Tomaszewski pytany o sprawę tłumaczył nam, że rzeczywiście delegacje nie były prawidłowo rozliczane, a Śmietanko kilkakrotnie zabierał w podróże członków swojej najbliższej rodzinyNie twierdziliśmy, że na koszt spółki, to dopisek ARR. Wreszcie należy zauważyć, że pismo do ARR zostało wysłane 2-krotnie pocztą elektroniczną na adres wskazany na stronie mailowej Agencji. Zatem albo ARR podaje nieaktualne adresy (nie było żadnej zwrotki o nie doręczeniu), albo panuje potworny bałagan w Agencji w zakresie korespondencji elektronicznej, albo zwyczajnie ARR próbuje wytłumaczyć swoją bezczynność na pierwsze pismo.









20 listopada 2012

ZAMACH, KTÓREGO NIE BYŁO?


Budynek Sejmu (gdy przebywać będzie w nim prezydent) miał być celem zamachu bombowego 45-letniego pracownika naukowego Brunona K. z Krakowa  zatrzymanego 9 listopada przez ABW. Według prokuratury, wprawdzie niedoszły zamachowiec nie należy do żadnej partii, ale działał z pobudek ekstremistycznych, ksenofobicznych i antysemickich. Podobno znaleziono u rzekomego zamachowca – materiały wybuchowe, amunicję, broń, hełmy, ubrania maskujące itd.
Wszystko brzmi groźnie. Od rana, media i władze próbują społeczeństwo zastraszyć, incydentalną sprawę wyolbrzymia się do bardzo dużych rozmiarów. Wiadomo społeczeństwo w poczuciu zagrożenia, nie będzie pytać o fiasko brukselskiego budżetu, o kolejne podwyżki podatków (np. od nieruchomości), o wzrastającym bezrobociu, itd.

W wyniku przeprowadzonych przeszukań odnaleziono materiały wybuchowe takie jak: heksogen, pentryt, trotyl, proch czyli materiały które mogą być wykorzystywane przy planowym przez podejrzanego zamachu. Czy to nie są materiały wysokoenergetyczne, które można znaleźć w perfumach i i innych produktach, jak mawiał kilka tygodni temu płk Szeląg w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Dlaczego cały rok służby potrzebowały do rozpracowania rzekomego zamachowca? Czy potencjalni wspólnicy przyszłego zamachowca nie byli pracownikami ABW działających pod przykryciem? Czy cała afera nie została wymyślona i przeprowadzona przez ABW dla uzasadnienia swoich działań. Cała sprawa dobrze się składa, ABW i inne służby, krytykowane za masowy wgląd do naszych bilingów, będą mogły uzasadniać teraz inwigilację obywateli. Wszak jest zagrożenie terrorystyczne.

W rozmowie z portalem Niezalezna.pl b. szef ABW Bogdan Święczkowski przyznaje:  Uważam, że jet to klasyczna metoda działania służb specjalnych. Mogą o tym świadczyć choćby wypowiedzi prokuratorów zapewniających, że osoby będące niby członkami grupy zostały przesłuchane w charakterze świadków, ale nie zostały zatrzymane. Istnieje zatem bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że była to kombinacja techniczno-operacyjna mająca na celu weryfikację zamiarów tego człowieka, a także być może i prowokacja mająca na celu sprawdzenie jak daleko jest on w stanie się posunąć. W związku z tym, że służby przez ponad rok rozpracowywały tego człowieka, w moim przekonaniu nie było żadnego bezpośredniego zagrożenia zamachem. Proszę zwrócić uwagę, że ma on postawione tylko zarzuty przygotowywania zamachu, a nie usiłowania. Tego typu metody stosowały służby PRL, gdy w celu wyłapywania opozycjonistów dostarczano im drukarki i powielacze, a następnie dokonywano zatrzymań. Także dzisiaj podobne metody stosują służby na całym świecie. Ostatnio w USA gdy złapano osoby przygotowujące zamach terrorystyczny okazało się, że materiały wybuchowe dostarczał im funkcjonariusz FBI pod przykryciem. Natomiast w tej sprawie bardzo ważne jest wyjaśnienie, czy podejrzany nie był namawiany przez funkcjonariuszy ABW do podjęcia działań i planowania zamachu, bo gdyby tak było, należałoby to natychmiast wyjaśnić

A zatem wydaje się, iż znów władza i media mydlą nam oczy. Z incydentalnej sprawy zrobioną wielką aferę, a cała sprawa być może od początku do końcu została zmontowana.

PRZEPROSINY, KTÓRYCH NIE BYŁO

Niezalezna.pl opublikowała oświadczenie Krzysztofa Wyszkowskiego

Oświadczenie Krzysztofa Wyszkowskiego


W dniu 19 listopada 2012 r. po „Faktach” TVN zamieszczono komunikat, w którym Lech Wałęsa sam siebie – w moim imieniu – przeprasza za nazwanie go przeze mnie tajnym współpracownikiem o ps. „Bolek”. Taką możliwość dał mu absurdalny wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z marca 2011 r., który wbrew faktom historycznym orzekł, że „nie było i nie ma” „sprawdzonych i pewnych dowodów” agenturalności Wałęsy.



W związku z nieprawdziwymi informacjami jakobym „wbrew wcześniejszym zapowiedziom, wykonał wyrok sądu i przeprosił b. prezydenta Lecha Wałęsę za zarzucenie mu współpracy z SB” (depesza PAP z godz. 21.18 z 19 listopada br.) oświadczam z całą odpowiedzialnością, że podtrzymuję swoje słowa, które stały się podstawą wytaczanych mi przez Lecha Wałęsę procesów. Nie przeprosiłem i nie przeproszę Wałęsy za moje słowa prawdy. 

Nawet najbardziej bezprawne wyroki i najgłośniej propagowane przez telewizje i inne media „przeprosiny” nie zagłuszą prawdy o agenturalności Lecha Wałęsy, którą wybitni przedstawiciele opinii publicznej streścili w oświadczeniu z 23 maja 2012 r.: 



„1. Lech Wałęsa był w latach 70. (rejestracja czynna obejmuje okres 1970-1976) tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o ps. „Bolek”;



2. Donosił na kolegów i brał za to pieniądze;



3. W okresie urzędowania Lecha Wałęsy jako Prezydenta RP, wypożyczył on podstawowe dokumenty dotyczące swojej osoby, z których najważniejsze zaginęły i nigdy nie zostały zwrócone do archiwum”.


Krzysztof Wyszkowski
Gdańsk, 19 listopada 2012 r.