15 listopada 2018

To najskuteczniejsze narzędzie do zniszczenia Polski

Z dumą obserwowałam 250 000 patriotów, którzy przeszli przez Warszawę, niosąc biało-czerwone flagi i śpiewając patriotyczne pieśni. Myślę, że uczestników Marszu Niepodległości mogło być więcej, ale groźby, z rozmaitych stron, które pojawiły się przed Marszem mogły zniechęcić wielu.
Ćwierć miliona patriotów, którzy wyrażają swoje przywiązanie do Ojczyzny i szacunek dla przodków to coś niezwykle budującego. Media masowe i "europejskie" elity polityczne od dziesięcioleci uprawiają wobec Polaków "pedagogikę wstydu", której celem jest wzbudzenie odrazy wobec naszych przodków i historii Polski. Globaliści chcą wszystkie narody wykorzenić, a szczególnym ich celem jest Polska, ze względu na nasze przywiązanie do religii katolickiej.
Niedzielna manifestacja pokazała, że Polacy są odporni na próby zniszczenia szacunku do Ojczyzny. To wielka radość!
Kiedy patrzyłam na tłumy, młodych w większości Polaków, którzy pokazywali swoje przywiązanie do polskości i barw biało-czerwonych, pomyślałam o tych, którzy w Marszu nie mogli uczestniczyć. Nie miałam na myśli tych, których do udziału zniechęciły media i politycy. Myślałam o tych, którzy nie mogli się urodzić. Ostrożne szacunki mówią, że po roku 1956 aborterzy zabili ponad 10 milionów małych Polaków!
Holokaust nienarodzonych pochłonął znacznie więcej Polaków niż mordy niemieckich i sowieckich oprawców.
Dzisiejsi wrogowie Polski zdają sobie sprawę z tego, że aborcja jest najskuteczniejszym narzędziem do zniszczenia Polski i Polaków. Nie szczędzą więc wysiłków, aby zamordowanych dzieci było coraz więcej.
Wyroki śmierci przeprowadzają "lekarze", dla których aborcja stała się codzienną rutyną. W wyniku trwającej od lat aborcyjnej i eugenicznej indoktrynacji, nie potrafią myśleć o pacjentach inaczej jak tylko w kategorii ich "przydatności" dla społeczeństwa lub bycia chcianym na świecie. Zamiast leczyć - zabijają. Bo tak łatwiej i szybciej można pozbyć się "problemu". Dlatego usilnie namawiają kobiety do aborcji zamiast podejmować się leczenia ich dzieci.
Doświadczyła tego Małgorzata, której świadectwo przeczytałam w internecie:
""Kiedy pani doktor rozpoczęła badanie, na wstępie poinformowała mnie że dziecko żyje, jest tętno. Ucieszyłam się bardzo. Następna wiadomość nie była już tak optymistyczna, to było: "przykro mi ale Twoje dziecko nie ma czaszki. Trzeba wywoływać poród!" Wywoływać poród - nie morderstwo - nie późna aborcja - tylko wywoływać poród."
Właśnie tak działają aborterzy - czasami wystarcza im pierwsza diagnoza, aby wydać wyrok śmierci. Ich celem nie jest poznanie prawdy i faktycznego stanu zdrowia dziecka aby następnie móc mu pomóc. Dla nich najlepszy pacjent to martwy pacjent - bo nie trzeba ponosić odpowiedzialności za długotrwały i często skomplikowany proces jego leczenia.
"Dostałam szoku, rzucało mnie po całym łóżku... Oszukano mnie, że ciąża zagraża mojemu życiu, a była to nieprawda. Tłumaczono, że zrażę się i nigdy nie będę chciała mieć więcej dzieci. Pytam, co o tym mógł wiedzieć lekarz ginekolog, to była bzdura!!!"
Aborcjoniści użyli nacisków i perswazji aby wymusić na kobiecie decyzję o aborcji, przedstawiając jej zabicie dziecka jako najlepszą opcję w jej sytuacji. Mają ułatwione zadanie gdy w grę wchodzi stres i ogromne emocje, naturalne w takich chwilach.
"Wykorzystali fakt, że nikogo nie było przy mnie, byłam sama i w ciężkim szoku. Mój synek dzielnie walczył o życie, nie pomagały żadne kroplówki, do końca biło Jego małe serduszko. Po tygodniu urodziłam swoje dzieciątko na łóżku ginekologicznym, leżał biedny skulony i konał. Wbrew wszystkiemu, jego małe serduszko walczyło do końca."
Zamiast dokładnie zbadać dziecko i jego matkę, "lekarze" przeprowadzili aborcję.
"Do dziś nie wiem, czy mój synek naprawdę był chory, jeśli chodzi o tak małe dzieci zdarza się tysiące pomyłek. Wiem za to na pewno, że ciąża nie zagrażała mojemu życiu. Mogłam donosić ciążę, urodzić, pożegnać się z własnym dzieckiem. Tylko jeden lekarz zadecydował co będzie dla mnie lepsze. Zostałam z tym wszystkim sama, z bólem, którego nie da się opisać żadnymi słowami."
Napisała Małgorzata. Z podobnym traktowaniem i wymuszaniem dokonania aborcji spotykają się kobiety w całej Polsce. Do naszej Fundacji napisała pani Katarzyna, którą spotkał ten sam los:
"U mojej córki zdiagnozowano podejrzenie zespołu Downa. Lekarz prowadzący ciąże (...) wezwał mnie na rozmowę, która miała mnie przygotować na to, co „można teraz zrobić"."
Aborterowi wystarczyło podejrzenie choroby aby mógł przejść do dalszego działania.
"Skupił się na przedstawieniu mi zagrożeń zdrowotnych dziecka upośledzonego w wyniku istnienia zespołu Downa lub Turnera. Pytał, co chcę zrobić, ale nie przedstawił mi innej rady, jak tylko wykonanie amniopunkcji, która pozwoli na uzyskanie większej pewności. Zastrzegł jednak, że takie badanie musi być wykonane jak najszybciej, żeby był czas na „wyhodowanie tkanki" w czasie pozwalającym na terminację płodu w granicach prawa."
Amniopunkcja to inwazyjne i niebezpieczne badanie, którego jedynym celem jest zwiększenie prawdopodobieństwa wykrycia wady genetycznej u nienarodzonego dziecka. Masowo używa się go w Polsce w celach eugenicznych - za jego pomocą wykrywa się jednostki potencjalnie chore i używa jako pretekstu do wykonania "terminacji płodu", czyli zamordowania dziecka.
"W trakcie kolejnego badania USG nie znaleziono markerów świadczących o obecności wad genetycznych, zapis badania był prawidłowy. Lekarz prowadzący po ich odczytaniu, nawet nie skojarzył pacjentki, której miesiąc wcześniej, z dużym zatroskaniem proponował pozbycie się „upośledzonego płodu"."
Tak właśnie wygląda ginekologia w Polsce. To powszechne zjawisko, z którym kobiety spotykają się we wszystkich regionach kraju. Wstępna diagnoza - podejrzenie choroby - namówienie kobiety do aborcji. Lekarza-abortera nie interesuje czy dziecko jest chore czy zdrowe. Jeśli tylko ma możliwość dokonania aborcji, zabije dziecko aby nie opiekować się nim i jego matką. Życie, zdrowie i dalszy los jego pacjentów go nie obchodzi.
"Na kolejną wizytę już się nie umówiłam, centrum ani lekarz prowadzący ciążę, nie uznali za stosowne sprawdzić, czy pacjentka z tak dużym zagrożeniem zdrowia uzyskała pomoc gdzie indziej i czy był powód jej odejścia z placówki."
ubolewa pani Katarzyna, którą nikt w tej placówce się nie zaopiekował. Ale co najważniejsze:
"Moja córka, która właśnie skończyła 4 lata, nie ma wad genetycznych. Dziękuję za Państwa zaangażowanie i determinację."
Jej dziecko okazało się być całkowicie zdrowe! Robione w pośpiechu diagnozy aborcjonisty okazały się nic nie warte. Gdyby pani Katarzyna nie wiedziała czym jest aborcja i nie miała świadomości jak funkcjonują aborcjoniści, wszystko mogłoby się skończyć tragedią, tak jak u Małgorzaty, którą oszukano i zmanipulowano.

Co więcej, mord na zdrowym dziecku odbyłby się całkowicie zgodnie z prawem, według którego wystarczy podejrzenie choroby aby dokonać aborcji. Tak barbarzyńskie prawo funkcjonuje w niepodległej Polsce...

Skala aborcji eugenicznej z roku na rok rośnie. W roku 2017 aborterzy wykonali wyroki śmierci na 1039 dzieciach podejrzanych o chorobę lub wadę genetyczną.

W Polsce rozwija się również aborcja nielegalna, głównie na skutek akcji propagującej pigułki poronne. Kobieta, która zamawia i przyjmuje środki poronne, w świetle obowiązującego prawa jest bezkarna i nie można nawet prowadzić śledztwa w jej sprawie. Teoretycznie zakazane jest natomiast pomocnictwo w aborcji i handel pigułkami aborcyjnymi. Handlarze śmierci jawnie reklamują swoje usługi w Gazecie Wyborczej i innych mediach aborcyjnych. Składaliśmy wielokrotnie zawiadomienia do odpowiednich władz w tych sprawach, jednak w praktyce dzieje się niewiele.

Aborcjonistki i feministki mnożą kolejne strony internetowe, za pomocą których handlują w internecie pigułkami aborcyjnymi. Jeżdżą również po Polsce i na otwartych spotkaniach i wykładach doradzają kobietom jak zamordować dzieci za pomocą tej trucizny. Jedyne działania, jakie podejmowane są w naszym kraju przeciwko nim, odbywają się dzięki wsparciu naszych Darczyńców. Na wyroki dla członków aborcyjnej mafii przyjdzie nam jednak jeszcze poczekać.

Będziemy oczywiście nadal naciskali na służby państwowe aby położyły kres kryminalnym praktykom aborcjonistów. Nasze doświadczenie pokazuje, że konieczne do tego jest prowadzenie szeroko zakrojonych akcji społecznych.


Kinga Małecka-Prybyło, Fundacja Pro Prawo do Życia

11 listopada 2018

Biblioteka Narodowa udostępnia online jubileuszowy serwis Aleje Niepodległości

Aleje Niepodległości – to jubileuszowy serwis udostępniający online zbiory Biblioteki Narodowej związane z powrotem Polski na mapę Europy. Afisze, gazety, ulotki sprzed 100 lat oraz biogramy i publikacje ludzi, którym zawdzięczamy Niepodległą Rzeczpospolitą.


Udostępniane w nim zdigitalizowane materiały ze zbiorów Biblioteki Narodowej należą do domeny publicznej i mogą być wykorzystywane bez ograniczeń, także do celów komercyjnych.

Grzegorz Mazurowski
Biblioteka Narodowa

Polski sąd nakazał wpisać kobietę jako „ojca” w akcie urodzenia

Choć trudno w to uwierzyć, rzeczywistość, w której „rodzic A” i „rodzic B” zastępują matkę i ojca, wkracza już do Polski. Jednym z przykładów jest wyrok, który w październiku wydał Naczelny Sąd Administracyjny w sprawie dwóch kobiet żądających, by wpisać je jako „matkę” i „ojca” do aktu urodzenia dziecka.
Chodzi o sprawę pani Igi, która wystąpiła o wpis do polskich ksiąg stanu cywilnego aktu urodzenia, domagając się, by w dokumencie jako rodzice dziecka widniały dwie kobiety. Wcześniej zawarła ona w Wielkiej Brytanii układ jednopłciowy.
To nie była pierwsza próba urzędowej rewolucji forsowana przez środowisko LGBT, ale dotąd wszystkie tego typu sprawy kończyły się fiaskiem jako sprzeczne z polskim porządkiem prawnym. Jednak tym razem Naczelny Sąd Administracyjny poparł żądania kobiety. W ten sposób ukryto przed dzieckiem prawdę o jego biologicznym ojcu, naruszając jego prawo do tożsamości i wiedzy o pochodzeniu.

Kawałek po kawałku

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego to kolejny etap dłuższego procesu. Lobby homoseksualne, stosując tzw. taktykę plasterków salami, próbuje małymi krokami przebudować świadomość społeczną i stopniowo uzyskać szerokie przywileje. Zaczyna się od pozornie niewinnych akcji, pod pozorem nauczania tolerancji w szkołach, ale oczywistym celem jest sformalizowanie homoseksualnych konkubinatów, nazwanie ich małżeństwami, przyznanie im prawa do adopcji dzieci. Już dziś podnosi się postulat pierwszeństwa dla mniejszości seksualnych w dostępie do urzędów w administracji publicznej i innych stanowisk pracy.

Wielka sądowa ofensywa LGBT

Tam, gdzie ze względu na sprzeciw społeczeństwa nie da się narzucić ideologicznych postulatów LGBT w normalnym procesie tworzenia prawa, lobby homoseksualne próbuje wykorzystać do tego sądy. Udało się to w USA i w części krajów Europy, a dzisiaj taka ofensywa jest prowadzona w Polsce.
Aktywiści LGBT publicznie ogłosili, że będą wszczynać postępowania sądowe tylko po to, by wymusić zmianę prawa. Przed kilkoma miesiącami do polskiego Trybunału Konstytucyjnego trafiły trzy skargi zgłoszone przez homoseksualnych aktywistów. Żądają, aby Trybunał Konstytucyjny wymusił formalizację w Polsce związków jednopłciowych. Podobne skargi skierowali do Trybunału Strasburskiego. Ciągle wszczynane są kolejne postępowania, po to tylko, aby tworzyć wyłomy w naszym systemie prawnym.
Wydany w czerwcu wyrok w sprawie Coman, w którym trybunał luksemburski nakazał Rumunii uznawanie układów jednopłciowych zawartych za granicą, pokazuje, że instytucje sądownicze mogą skutecznie zostać wykorzystane do narzucenia państwom ideologicznego dyktatu. Wcześniej wiele podobnych orzeczeń wydał Trybunał Strasburski, który np. w słynnej sprawie Oliari przeciwko Włochom nakazał temu krajowi wprowadzenie przywilejów dla związków jednopłciowych. Również polski Sąd Najwyższy w ostatnich latach nadał szereg przywilejów jednopłciowym konkubinatom. Uchwała tego sądu pozwala od dwóch lat na odmowę odpowiedzi na pytania prokuratora mężczyźnie, który stwierdzi, że utrzymuje kontakty seksualne z innym mężczyzną oskarżonym o ciężkie przestępstwa.
Zmasowana kampania wymierzona jest teraz szczególnie w te kraje Unii, które nie uznają układów jednopłciowych. Na celowniku poza Polską znalazły się m.in. Bułgaria, Słowacja i Łotwa. Wymuszeniu zmian dotyczących subkultury LGBT ma służyć przenikający do Europy system prawa precedensowego, zgodnie z którym – nierzadko kontrowersyjne – rozstrzygnięcia sądowe wpływają na cały system orzecznictwa.

Nie możemy odpuścić

Ordo Iuris powstało, by bronić konstytucyjnych praw rodziny i naturalnej tożsamości małżeństwa. Nie mamy wątpliwości, że na naszych oczach rozgrywa się decydująca walka o kształt społeczeństwa, a tym samym o przyszłość Polski i Polaków.
Dlatego interweniujemy przed sądami, gdzie toczą się postępowania wszczęte przez organizacje LGBT. Przygotowaliśmy opinie amicus curiae dla Trybunału Konstytucyjnego, w których wykazywaliśmy, że roszczenia LBGT są całkowicie bezzasadne, a obowiązujące przepisy zgodne z Konstytucją RP.
Występowaliśmy także przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a nawet Trybunałem Konstytucyjnym Rumunii.Wszędzie tam broniliśmy prawdy o małżeństwie i rodzinie.
Nasz wpływ na rozstrzygnięcie tych spraw może być jeszcze większy, jeżeli będziemy mogli się w nie włączać już na wczesnym etapie. Dlatego chcemy objąć naszym programem interwencji wszystkie sprawy wszczynane przez aktywistów LGBT. Zależy nam też, żeby każdy nieprawidłowy wyrok jak najszybciej spotkał się z naszej strony z merytoryczną krytyką – tak w mediach, jak i w czasopismach prawniczych.

Musimy zareagować

Nie możemy jednak ograniczyć się tylko do działań reaktywnych. W najbliższym czasie będziemy podejmować działania prawne w obronie poszkodowanych, którzy zgłosili się do nas w ramach kampanii „Chrońmy Dzieci!”. Przypomnę, że jest ona skierowana do rodziców broniących prawa do wychowania swoich dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami.
Tylko w ciągu jednego miesiąca otrzymaliśmy już ponad 100 zgłoszeń od rodziców, którzy opisali nam przypadki nadużyć w szkołach, do których chodzą ich dzieci. Wiele z tych skarg dotyczy akcji „Tęczowy Piątek” i podejmowanej wówczas agitacji na rzecz subkultury LGBT.
Wszystkie te działania niosą za sobą konkretne wydatki związane z przygotowaniem opinii i ekspertyz dotyczących tych spraw, a w wielu przypadkach także pokrycie kosztów pomocy prawnej i reprezentacji procesowej. 

Wspieram działania Ordo Iuris
adw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris