21 października 2009

Serwis21 z dn. 2009.10.21

WNIOSEK O KURATORA W ELEWARRZE

Pismem z dn. 13.10.2009 r. Stowarzyszenie Interesu Społecznego zwróciło się do Krajowego Rejestru Sądowego o sprostowanie z urzędu oczywistych błędów we wpisach w rejestrze poprzez wykreślenie błędnie wpisanych członków zarządu i rad nadzorczych oraz na podstawie art.253§2 kodeksu spółek handlowych, o ustanowienie kuratora w ELEWARR spółka z .o.o.

Podstawą wniosku Stowarzyszenia jest fakt, iż uchwały Walnego Zgromadzenia Wspólników powołujące członków zarządu i rad nadzorczych nie zawiera żadnych innych danych identyfikujących osoby poza nazwiskiem i imieniem, a tym samym nie sposób ustalić jakich osób one dotyczą. Nie wiadomo zatem na jakiej podstawie prawnej (skoro uchwała tego nie wskazuje) wpisany został w charakterze prezesa – działacz PSLu Andrzej Śmietanko urodzony w 1955 roku, a nie np. Andrzej Śmietanko ur. w 1952 roku. Uchwały powołujące mogą opierać się na domniemaniu pod warunkiem jednak, że osoba była uprzednio zidentyfikowana (np. jest udziałowcem spółki imiennie wpisanym). Natomiast w przypadku braku takiej identyfikacji, dokonywanie we wnioskach do KRS wpisów PESEL, w warunkach gdy uchwały powołujące nie zawierają żadnych danych identyfikujących, należy uznać za niezgodne z prawem.

Wobec faktu, iż obecny zarząd i rada nadzorcza spółki Elewarr wpisano na podstawie wadliwych (jako nie zawierających danych identyfikujących osoby) uchwał Walnego Zgromadzenia Wspólników, tym samym zachodzi sytuacja określona w art.253§2 kodeksu spółek handlowych czyli powołanie kuratora w spółce w związku z brakiem zarządu zdolnego do działania. W przypadku potwierdzenia racji Stowarzyszenia, podobny los czeka wiele innych spółek.





DECYZJA KOMICZNA, CHOĆ TRAGICZNA

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego 13.10.2009 wydał decyzję o cofnięciu uprawnień na kierunku zarządzenie na AHE w Łodzi z końcem semestru zimowego, nie później niż do dnia 28.02.2009. Decyzja MNiSW o cofnięciu uprawnień jest wydana z rażącym naruszeniem prawa, jest nieprawomocna i nie podlega wykonaniu (do ponownego rozstrzygnięcia).

Decyzja Ministerstwa jest wręcz komiczna (gdyby nie niosła tak tragiczne skutki). Np. zdaniem Ministerstwa i PKA w kanonie zarządzania nie mieszczą się specjalności: ekonomia menedżerska, rachunkowość, finanse firmy i bankowość. Abstrahując już od zdrowego rozsądku (którego najwyraźniej profesorowie PKA i Minister nie posiadają), warto zauważyć iż w standardach kształcenia na kierunku zarządzenie określone przez Ministerstwo w drodze załącznika do rozporządzenia, wśród treści kierunkowych dla studiów pierwszego stopnia są następujące przedmioty: rachunkowość finansowa (czyli rachunkowość), finanse przedsiębiorstwa (słowo przedsiębiorstwo i firma są synonimami), a dla studiów drugiego stopnia – rachunkowość zarządcza. Wśród przedmiotów kierunkowych rozporządzenie wymienia również FINANSE, a w ramach treści kształcenia tego przedmiotu można przeczytać „Struktura systemu bankowego. Bank centralny i banki komercyjne. Rynki finansowe.” (czy przypadkiem bankowość nie zawiera podobne, nawet rozszerzone treści w tym zakresie). Natomiast z nazwy przedmiotu Ekonomia Menedżerska wynika iż dotyczy zarządzania albowiem Management znaczy tyle co zarządzanie (słowo Menedżer jest spolszczeniem terminu angielskiego). Skoro przedmioty z rachunkowości, finansów, finansów przedsiębiorstw należą do przedmiotów kierunkowych na zarządzaniu, to trudno zrozumieć dlaczego specjalności nawiązujące do tych przedmiotów kierunkowych nie są uznawane przez PKA i Ministerstwo.

Inny zarzutem jest fakt iż dla 200-osobowej grupy studentów kształconych w republice Czeskiej, nauczanie odbywało się w języku czeskim i było prowadzone przez czeskich wykładowców. A w jakim języku miano nauczać – w chińskim? Ministerstwo i PKA najwyraźniej nie wie, iż językiem urzędowym w Czechach jest język czeski. Oczywiście przed podjęciem decyzji nie zbadano obowiązujące w Czechach przepisy prawne.





DZIENNIK ZWYKŁEGO OBYWATELA

POLICYJNY KRAJ: Gdy rządziło PIS, gwałtownie krytykowano rząd, że stwarza atmosferę państwa policyjnego, który wszystkich podsłuchują. Sam widziałem jak tzw. biznesmeni wyjmowali baterie w telefonach, bojąc się podsłuchu. Dzisiaj rządzi PO, która obiecywała inne standardy. Tymczasem okazało się, iż ABW podsłuchuje dziennikarzy, a stenogramów z tych podsłuchów rozmów prywatnych, nie mających związku z prowadzonymi sprawami nie są niszczone. Na domiar złego prokuratura odtajnia te stenogramy i udostępnia na prywatne potrzeby pozwu cywilnego wiceszefa ABW. Ale już ABW, prokuratura twierdzi, że wszystko było zgodne z prawem.

CISZA NAD AFERAMI: Żadnych afer – jak wiemy od działaczy PO – w Polsce nie ma. Nie było afery stoczniowej, ale dziwnym trafem cała operacja sprzedaży zakończyła się totalnym fiaskiem, inwestor katarski (prawdziwy czy urojony) nie wpłacił pieniędzy. Nie było afery hazardowej – były tylko niefortunne wypowiedzi 2 polityków z PO z lobbystami branży hazardowej. Nie ma też afery podsłuchowej – przecież były decyzje prokuratury, itd. Słowem wszystko jest etyczne i praworządne. Przypomina się stare powiedzenie: Skoro jest tak dobrze, zatem dlaczego jest tak źle.

DAK





ZŁO ZWYCIĘŻAJ DOBREM

Męczeńska śmierć Sługi Bożego księdza Jerzego Popiełuszki to szczyt kapłaństwa i chrześcijaństwa. On wiedział, z kim ma do czynienia i co może Go spotkać, a mimo to nie odstąpił od obranego programu, którego dewizą było Pawłowe "zło dobrem zwyciężaj". Skąd czerpał odwagę i siłę? Z Ewangelii, Eucharystii, posługi kapłańskiej. W Jego osobie jak w soczewce skupiło się wiele cech charakterystycznych dla ludzi, którzy obrali najlepszą cząstkę w oddaniu swojego życia Bogu. Wiele o księdzu Jerzym mówi się i wspomina, a wszystko jest istotne, bo pozwala na ciągłe odkrywanie przez następne pokolenia człowieka niezłomnego, dobrego i wiernego aż do śmierci. (Nasz Dziennik)



W OBRONIE TATY – LECHA WAŁĘSY

Córka byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy uznała, że książka Pawła Zyzaka "Lech Wałęsa. Idea i Historia" narusza jej dobro osobiste oraz poczucie godności osobistej. Pozew Anny Domińskiej z domu Wałęsa przeciwko spółce ARCANA, która wydała książkę, trafił … do sądu. Dzieci Lecha Wałęsy wielokrotnie występowały w obronie dobrego imienia swojego Ojca. W styczniu 1989 roku na łamach „Na Przełaj”, 19-letni wtedy Bogdan Wałęsa, tłumaczył „przykręcaniem śruby z obu stron” konieczność wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

"Ojciec nigdy nie był agentem SB, TW "Bolek" czy też jakimkolwiek innym agentem" - stwierdza w swoim pozwie do krakowskiego sądu córka Lecha Wałęsy Anna Domińska. W uzasadnieniu pisze również, że książka „narusza jej dobra osobiste, jakimi są jej sfera uczuciowa wyrażająca się szacunkiem i miłością do osoby ojca oraz poczucie godności osobistej”. Według niej, książka jest pełna inwektyw i kłamstwa na temat Lecha Wałęsy. Dlatego domaga się zamieszczenia przeprosin w ogólnopolskim dzienniku za wszystkie nieprawdziwe i obraźliwe sugestie pod adresem jej ojca. Domińska żąda również zakazu druku i rozpowszechniania pracy magisterskiej Pawła Zyzaka, oraz domaga się 20 tys. zł tytułem zadośćuczynienia na rzecz Fundacji "Sprawni Inaczej" w Gdańsku.

Książka jest wciąż dostępna w Internecie, patrz tutaj.

http://www.poczytaj.pl/120883?sesja=55417298130

Przypomnijmy, publikacja Pawła Zyzaka od początku wywołała wielkie emocje, patrz tutaj. http://mariuszromangdy.blogspot.com/2009/03/gdynia-promocja-kolejnej-ksiazki-o.html Wałęsa zagroził nawet po ukazaniu się książki, że wyjedzie z Polski. Autora pracy atakowano za rzekome „zlecenie z IPN”. Cytowano fragmenty publikacji z relacjami mówiącymi o tym, iż Wałęsa miał w swej rodzinnej miejscowości nieślubne dziecko, a jako dziesięciolatek miał w parafialnym kościele „sikać do kropielnicy”.

W rezultacie, po ukazaniu się publikacji o Lechu Wałęsie nie przyjęto Pawła Zyzaka na studia doktoranckie. Stracił też pracę w IPN, bezowocnie szukał pracy w swoim zawodzie w szkołach publicznych. By utrzymać swoją rodzinę pracuje fizycznie w supermarkecie. Tymczasem, książka ma bardzo dobre dwie recenzje profesorskie oraz została obroniona na Uniwersytecie Jagiellońskim. Autor zwraca uwagę, że jego praca została dobrze udokumentowana, także przez dziennikarzy, którzy poszli jego śladem, patrz tutaj.

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090403/REGION/299859110

Nie sposób obok tej nagonki i ostracyzmowi, jakiemu poddawany jest Paweł Zyzak przejść obojętnie. Zwłaszcza, że warto przypomnieć wywiad, jakiego udzielił 20 lat temu Bogdan Wałęsa, najstarszy syn polskiego noblisty. On także, w wydawanym w PRL piśmie dla młodzieży „Na przełaj”, bronił na swój sposób postawy swojego Ojca. Fragmenty tego wywiadu opublikowało w drugim obiegu, pismo „Szaniec”, za którym cyt.:

- A rok 1981? Jego zakończenie było klęską Ojca.

- To było przykręcanie śruby z obu stron. Robotnicy w pewnym momencie chcieli za dużo i to musiało się tak skończyć.

- Za dużo, czego?

- Chcieli więcej pieniędzy niż była warta ich praca i nie umieli opanować anarchii. Wydaje mi się, że w pewnym momencie Ojciec stracił kontrolę nad tym wszystkim. Tylko czy był ktoś, kto mógłby to kontrolować? Z tego, co wiem, z tego, co mówią nasi znajomi, cały ruch posunął się wtedy za daleko. To nie była skuteczna droga, jeśli nie chciało się niepotrzebnych ofiar.

- Co stanowiło granicę?

- Żądania. Nie można było zaspokoić wszystkich żądań na raz. I ekonomicznych i politycznych. Byli tacy, którzy chcieli osiągnąć wszystko od razu, nie dając w zamian nic.

- Mówiłeś o utracie kontroli. Ta wątpliwość podnoszona jest i dzisiaj. Nikt nie chce wisieć na drzewach, zamiast liści.

- Są tacy ludzie, którzy chcą szybkich, całościowych przemian. Oni podburzają tych, którym ciężko się żyje i pragną jakiejś odmiany. Ojciec spotkał w stoczni ludzi, którzy mówili, że nie posłuchają go, nie przerwą strajku. Rozmawiał z nimi, powiedział: słuchajcie teraz musimy przerwać, bo nic więcej nie zwojujemy, będzie tylko rosnąć zmęczenie i niechęć. A jak nic się nie zmieni, to pójdziemy dalej. Trzeba zachować siły na później. Nie ma, co liczyć na to, że ktokolwiek w tym kraju może strzelić palcami i już wszystko będzie, złote życie. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Ale jeśli nie podejmie się dzisiaj radykalnych decyzji, to każda zwłoka, każde odwlekanie, będzie nas pogrążało, aż zabrniemy w sytuację już naprawdę bez wyjścia.

- Nie wszyscy tak myślą. Są ludzie, którzy byli kiedyś związani blisko z twoim ojcem a dziś występują przeciwko niemu. Zarzucając mu na przykład sprzeniewierzenie pieniędzy z Nagrody Nobla.

- Pamiętam, jeszcze przed rokiem 1980, chodziliśmy do Kościoła Mariackiego w Gdańsku na takie spotkania, modlitwy za aresztowanych. Ci wszyscy, którzy się tam spotykali, próbowali zorganizować coś, co spowodowałoby, że będzie lepiej. I gdy ojciec się wybił, stał się tym, kim jest dzisiaj, oni cały czas chcieli tego samego – też przewodzić, też mówić, co jest dobre, a co złe (...).

- I jak to oceniasz?

- Sądzę, że to nic nie zmienia. Oni na szczęście nie mają większego wpływu. To jest posunięcie anarchistyczne przeciwko temu, co się teraz dzieje i co może przynieść zmiany na lepsze. Będą patrzeć, co Ojciec robi i jeśli nie będzie szło po ich myśli, znowu zaczną podgryzać. Ale mam nadzieję, że on sobie z tym poradzi (...).

za: „Szaniec”, pismo młodzieży Polskiej Partii Niepodległościowej, nr 1.04.1989.

Według informacji, jaką podało „Na Przełaj” wywiad został sprawdzony i zaakceptowany przez „jednego ze współpracowników Ojca”. Uderzają jednak prezentowane przez Bogdana Wałęsę tezy nt. oceny wprowadzenia stanu wojennego w Polsce czy ocena samych robotników i działaczy Solidarności. Przecież, 19-letni wówczas syn Lecha Wałęsy, swoją ocenę musiał wynieść z domu rodzinnego i nie sposób pozbyć się wrażenia, że była one powielaniem schematu propagandowego lansowanego wtedy przez komunistów. Dlatego, po raz kolejny zadajmy sobie pytanie, jak to naprawdę było z tym Lechem Wałęsą i jego wkładem w odzyskanie przez Polskę niepodległości?

Polecam również fragment zapisu wideo ze spotkania autorskiego z Pawłem Zyzakiem w Gdyni: http://www.youtube.com/watch?v=1zMVhIZSRMc

Mariusz A. Roman http://mariuszromangdy.blogspot.com/

14 października 2009

Serwis21 z dn. 2009.10.14

ZEMSTA I PRÓBA UKRYCIA PRAWDY

Niezależnie od poglądów nt. działalności CBA i Mariusza Kamińskiego, to nie sposób nie zauważyć, że premier Donald Tusk w sposób rażący naruszył prawo dymisjonując szefa CBA, co wynika jednoznacznie z przepisów prawa (ustawy o CBA i Kodeksu Postępowania Administracyjnego) oraz z ekspertyz prawnych.

Zgodnie z ustawą o CBA odwołanie jej szefa wymaga uprzedniej opinii prezydenta w tej kwestii. Kodeks Postępowania Administracyjnego wyraźnie stwierdza, że gdy przepis prawa uzależnia wydanie decyzji od zajęcia stanowiska przez inny organ, decyzję wydaje się po zajęciu stanowiska przez ten organ (art.106§1 kpa) i zawiadamia się o tym stronę. Opinię przedstawię się niezwłocznie, nie później niż w terminie 2-tygodni od dnia doręczenia żądania (art.106§3 kpa). Z art.14§1 kpa wynika, iż sprawy załatwia się w formie pisemnej. Sam wniosek o odwołanie szefa CBA nie zawiera żadnego uzasadnienia, mimo że chodzi przecież o tryb nadzwyczajny dotyczący osoby powołanej na kadencję, co też nie wydaje się zgodne z przepisami.

Dlaczego premier rządu RP - Donald Tusk zdecydował się na tak rażące naruszenie prawa? Dlaczego nie poczekał owe 2 tygodnie, nie wykorzystał trybu określonego w KPA? Czy nie jest to zemsta premiera i PO za ujawnianie afer? Zwolennicy Platformy często powołują się, iż opinia prezydenta jest znana, że nie można pozwolić Kamińskiemu na dalszą działalność. Ale czy dla celu politycznego, można łamać prawo. Czy celem obecnej władzy, premiera, jest próba zabezpieczenia się przed ujawnieniem dalszych afer z udziałem wysokich urzędników rządowych przez CBA, a jeśli tak to co mają jeszcze na sumieniu.

Tak otwarte rażące naruszenie prawa (i z premedytacją) przez premiera RP każe dodatkowo zastanowić się - co się stanie w kraju, jeśli PO przejmie pełnię władzy (czyli jeśli wygra także prezydenturę), skoro już teraz premier dopuszcza się czynu noszącego znamiona art.231 KK?





NOWY ATAK MINISTER KUDRYCKIEJ WS. AHE

14 października 2009 r. AHE w Łodzi otrzymała decyzję Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o cofnięciu uprawnień do prowadzenia studiów na poziomie pierwszego i drugiego stopnia na kierunku Zarządzanie ze skutkiem na dzień zakończenia semestru zimowego roku akademickiego 2009/2010, nie później niż z dniem 28 lutego 2010 r. Ministerstwo stosuję taktykę salami, niszczenia uczelni kierunek po kierunku, a w efekcie pracownicy stracą pracę, a studentom komplikuje się życie. Decyzję znów wydano z rażącym naruszeniem prawa, zignorowano wolę studentów i pracowników uczelni. W tej sytuacji pracownicy i AHE mają jedno wyjście, wznowić strajk administracyjny, tak aby sparaliżować całkowicie funkcjonowanie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.



DZIENNIK ZWYKŁEGO OBYWATELA

BOGATY KRAJ: W cieniu różnych afer ujawnionych przez CBA, media, politycy zapominają o najważniejszym czyli o gospodarce. A jest źle – następuje kolejne masowe zwolnienia, m.in. wskutek upadku stoczni, ZUSowi brakuje pieniędzy na emerytury i musi zapożyczać się w bankach, NFZowi brakuje pieniędzy na leczenie, deficyt budżetowy na rok osiągnie aż 52 mld zł., itd. Ale jesteśmy bogatym krajem ostatnio podarowaliśmy kilka miliardów złotych firmie Eureko (kolejne kilkanaście miliardów firma zarobi przy odsprzedaży posiadanych akcji) i dorzucając przy okazji możliwość przejęcie przez Rabobank (właściciel Eureko) pełnej kontroli nad BGŻ. Niby sukces bo Eureko, za to iż nie sprzedano mu kolejnej części akcji PZU, żądał aż 36 mld złotych odszkodowania. Ja bym co prawda przepędził i Eureko i Trybunał Arbitrażowy, i grosza bym zatem nie zapłacił, ale nie jestem przecież ministrem skarbu.

SKUTECZNOŚĆ CBA: Ale wracają do afery stoczniowej, kilkakrotnie związek zawodowy stoczniowiec składał zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w sprawach sprzedaży stoczni, bez skutku. Szef CBA wysłał materiał analityczny do ważniejszych osób w państwie i poskutkowało. Minister Arabski z KPRM złożył zawiadomienie … m.in. na szefa CBA, że nie zawiadomił uprzednio prokuratury o podejrzeniu przestępstwa ws. stoczni. Tymczasem rząd, do którego należy przecież minister Arabski i cała PO twierdzą, że żadnej afery, przestępstwa nie było. Zatem po co minister Arabski składał doniesienia, czyżby dla pozoru?

DAK





PEŁNOMOCNIK BEZ UPRAWNIEŃ

24.09. Krajowy Rejestr Sądowy utrzymał w mocy odmowę wpisu do rejestru Stowarzyszenia Najlepszy Przyjaciel Człowieka. Sąd uznał, „nie można uznać, że można skutecznie udzielić pełnomocnictwa Komitetowi Założycielskiemu do dokonywania zmian statutu”, a także że w okresie do rejestracji zebranie założycieli nie jest walnym zebraniem członków (co oznacza, że nie można dokonać zmian statutowych w liczbie mniejszej niż osób, które uchwaliły statut). Przypomnijmy, iż walne zebranie członków NPC i Komitet Założycielski 10 czerwca dokonali zmian w statucie zgłoszonym do rejestru, zmian których nota bene domagał się sąd rejestrowy (chodziło o wykreślenie artykułu statutu pochodzącego z ustawy o pożytku publicznym, który w ocenie sądu jest niezgodny z ustawą o stowarzyszeniach). Jednak po dokonaniu tych zmian, Sąd odmówił dokonania wpisu do rejestru, uznając że zmiana nie była skuteczna, gdyż nie została dokonana przez zebranie założycieli w komplecie. Działanie sądu jest jawnym zaprzeczeniem dotychczasowej praktyki i istoty instytucji pełnomocnictwa. Co więcej w postępowaniu uczestniczy Prezydent M.St.Warszawy, mimo że nie wydano formalnie żadnego postanowienia o dopuszczeniu jak wymaga to ustawa o stowarzyszeniach. To skandaliczne orzeczenie zostało wydane przez sędzinę Małgorzatę Kamińską.





HOMO PROPAGANDA DLA PRZEDSZKOLAKA

W Gdańsku zostanie zainicjowana ogólnopolska debata na temat homoseksualizmu. W … prywatnym przedszkolu - Centrum Zabaw Twórczych EDWARD będzie promowana wśród przedszkolaków książka pt. "Z Tangiem jest nas troje", wydana przez radykalnego działacza homoseksualnego. Jako Ojciec dwójki dzieci w wieku przedszkolnym z ogromnym poczuciem niesmaku i oburzenia przyjąłem tą wiadomość.

Współorganizatorem spotkania w gdańskim przedszkolu jest trójmiejski oddział Kampanii Przeciw Homofobii. Wieczorem odbędzie się na Uniwersytecie Gdańskim druga część spotkania przeznaczona dla osób dorosłych. Oprócz Biedronia, pracowników naukowych UG do udziału w panelu zaproszeni zostali urzędnicy: Urzędu Miasta, Urzędu Marszałkowskiego i kuratorium.



Książka "Z Tango jest nas troje" ukazała się w Polsce we wrześniu 2009 roku nadkładem wydawnictwa Adpublik, którego właścicielem jest Robert Biedroń. "- Specjalizujemy się w publikowaniu książek i przewodników o tematyce gejowsko-lesbijskiej" - czytany na stronie wydawnictwa”. Według Wikipedii ta książeczka to jednocześnie "Literatura dla dzieci i młodzieży" i "Literatura LGBT".



O książeczce i jej wydawcy

Książka "Z Tangiem jest nas troje" to tylko pozornie niewinna opowiastka opisująca losy dwóch pingwinów Roya i Silo. Te „zakochane” w sobie samce, pewnego dnia znajdują jajo. Wysiadują je, a później wspólnie wychowują małego pingwina - samiczkę Tango - tworząc z pozoru bardzo szczęśliwą rodzinę.

Z całą pewnością dzieci nie będą w stanie ocenić prawdziwego przesłania tej książeczki, które dla nas dorosłych jest oczywiste, chodzi w niej bowiem o "bezbolesne i podane w przyjaznej formie" przekonanie najmłodszych do rzekomej normalności zachowań homoseksualnych. Zupełnie nie ukrywa tego faktu wydawca.

Na pytanie: Po co dzieci mają się uczyć o homoseksualnej miłości? Biedroń wyjaśniał jeszcze przed premierą książeczki: „- Żeby odczarować panujący w naszym kraju stereotyp, że dzieciom wychowywanym przez gejów i lesbijki dzieje się krzywda, że są gorsze od dzieci z tradycyjnych rodzin. Ta bajka uczy tolerancji” - podaje portal Fronda.pl i informuje jednocześnie:

„Biedroń jest współzałożycielem i liderem Kampanii przeciw Homofobii. Słynie z radykalizmu i braku szacunku dla swoich oponentów. - Lecz nastanie dzień, gdy ich miasta zadrżą od miarowego marszu gejowskich legionów i znów Polacy będą się bać, gdy nasze zbrojne gejowskie kohorty będą niszczyć ich i zabijać. Na pohybel wrogom naszej rasy! Bóg jest z nami!! Bóg jest z nami!! - takimi słowami przemawiał podczas Manify 8 marca 2006 roku.

Fakt, że przedszkolaki będzie edukował skrajny homoaktywista nie przeszkadza współwłaścicielce przeszkola, p. Ewie Ziółkowskiej. - Wszystkie moje wątpliwości zniknęły po przeczytaniu książeczki. Jest to ciekawa historia o przyjaźni, miłości, opiece nad drugim człowiekiem - mówi dla Fronda.pl. - Wątek dwóch samców żyjących wspólnie nie jest na pierwszym planie. Nie widzę niczego złego ani niebezpiecznego, co mogłoby mieć wpływ na dzieci - dodaje.

Tymczasem jeszcze przed wydaniem książki nie brakowało krytycznych opinii naukowców. - To przypomina zepsucie z czasów starożytnego Rzymu - mówił prof. Aleksander Nalaskowski, pedagog z UMK w Toruniu. Natomiast zdaniem prof. Zbigniewa Nęckiego z UJ homoseksualna bajka może silnie oddziaływać na wyobraźnię przedszkolaków i na pewno wpłynie na ich poglądy”.

Całość tekstu, patrz tutaj.

http://fronda.pl/news/czytaj/molestowanie_dzieci_ksiazeczka_czas_zaczac_biedron_rusza_w_polsk



Miasto patronuje dewiacji?

Jak informują na swojej stronie internetowej właścicielki przedszkola, promocja książki zaplanowana jest w godzinach popołudniowych w formie specjalnych zajęć, takich jak: czytanie tekstu przez logopedę, prezentacja fragmentów książki z rzutnika oraz warsztaty plastyczne dla dzieci. Na uwagę zasługuje fakt, że wstęp na promocję książki homoseksualnego aktywisty jest całkowicie bezpłatny.

Nic dziwnego, skoro jak się można dowiedzieć z dzisiejszego wydania „Dziennika Bałtyckiego” patronat nad akcją KPH objęło miasto Gdańsk. „Wszystko w ramach kandydowania do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016” – dodaje dziennik.

Jestem Ojcem sześcioletniej Aleksandry i czteroletniego Karola, moje dzieci uczęszczają na szczęście do publicznych placówek oświatowych w Gdyni, gdzie jak na razie, takich wątpliwych moralnie eksperymentów - nikt im jeszcze nie zaproponował. Ale zastanawiam się jak długo będą one jeszcze tam bezpieczne? Przykład idący z sąsiedniego miasta może być przecież zaraźliwy...

Jeżeli, My Rodzice - wciąż będziemy milczeć w ramach tzw. poprawności politycznej, to kto wie - co będzie jutro? Ta książeczka nie jest ani początkiem, ani końcem kampanii homoseksualnej wymierzonej w nasze dzieci. Obok tej „bajeczki” dla przedszkolaków, wydano również tzw. „tęczowy elementarz” który w zamyśle wydawcy ma trafić do polskich szkół. A KPH zapowiadają wciąż nowe publikacje. Do tego należy dodać pragnienie wielu elit, pragnących wprowadzić tzw. wychowanie seksualne do szkół, jako przedmiot obowiązkowy...

Nie dajmy się zatem pozbawić prawa do tego, abyśmy sami decydowali o tym, co dla naszego dziecka jest dobre, a co złe. W naszym interesie jako rodziców jest przecież, aby nasze dzieci rozwijały się prawidłowo i zgodnie z własną płcią. Chłopiec powinien dojrzewać do roli ojca, a dziewczynka do roli matki. Nic i nikt w tym aspekcie, nie zastąpi nam domu rodzinnego.

Patrz również, Fronda.TV: Homoseksualizm cz. 1, oraz Homoseksualizm cz. 2.

http://www.youtube.com/watch?v=blUSDrR08bw



Mariusz A. Roman

Pełny tekst na stronie: http://mariuszromangdy.blogspot.com/

7 października 2009

Serwis21 z dn. 2009.10.07

DZIENNIK ZWYKŁEGO OBYWATELA

AFERA HAZARDOWA: Amnezja dotknęła niektórych działaczy PO. Nie wiedzą, nie pamiętają. Zbigniew C. nie pamięta kim jest Miro i Grzesio, chociaż cała Polska o tym wie. Mirosław D. też nie wie, jak to się stało że wysłał pismo ws. cofnięcia tzw. dopłat w ustawie hazardowej, chociaż sam podpisywał pismo. Pojawiają się kolejne nazwiska w aferze, a minister sprawiedliwości prokurator Generalny Andrzej Czuma już orzekał o niewinności kolegów. 7 października premier, rząd i PO dokonały jednak przegrupowania i postanowiły przejść do kontrofensywy. Premier postanowił wszcząć procedurę zdymisjonowania szefa CBA Mariusza Kamińskiego i zapowiada na konferencji, że niezależnie czy stosowne organa wydadzą opinie czy nie (wyznaczył termin zaledwie kilkudniowy) już w następnym tygodniu podejmie decyzję. Premier oświadczył zatem publicznie, że ma zamiar w sposób rażący naruszyć procedury prawne. Nasuwa się zatem pytanie – jakie sprawki mają jeszcze na sumieniu działacze PO i rządu, skoro premier decyduje się na taki krok? Próba zdymisjonowania szefa CBA i zapowiedź twardej walki w sejmie (jak się domyślam w komisji śledczej) nie wróży niczego dobrego. Najwyraźniej premier Donald Tusk obawia się słynnego powiedzenia, iż PRAWDA WAS WYZWOLI. A czego może się obawiać? Na przykład odpowiedzi na pytania: kto uprzedził biznesmenów o podsłuchach (chociaż wiedzę o tym oprócz CBA miał pierwotnie tylko premier i minister Cichocki)? Jakie korzyści obiecywali biznesmeni za korzystne dla siebie rozwiązania ustawowe (przypomnijmy, iż biznesmeni w przeszłości wpłacali pieniądze na kampanię wyborczą PO)?

EURODEMOKRACJA: Tymczasem Irlandczycy afery hazardowej nie mają, byli zajęci sprawami europejskimi. W kolejnym referendum przyjęli traktat lizboński. Wolę 26 innych narodów całkowicie zlekceważono, skoro parlamenty decydowały o traktacie. Demokracja w UE obowiązuje zatem jedynie wtedy, gdy jest zgodna z oczekiwaniami rządzących (nota bene tak samo jest w Polsce). Gdy którykolwiek naród się raz sprzeciwi, jego zgodę wymusi się nowym referendum (aż do skutku) albo zmieni się daną konstytucję kraju, w taki sposób by głos narodu nie był potrzebny. Wynik referendum irlandzkiego oznacza, iż prezydent Lech Kaczyński dokona ratyfikacji traktatu, złego, niezrozumiałego traktatu, opracowanego przez polityków dla polityków, a nie dla zwykłych ludzi.

DAK





PRZYSZŁOŚĆ ZARZĄDZANIA NA AHE

29 września do AHE wpłynęły pisma MNiSW o możliwości zapoznania i wypowiedzenia się ws. zebranego materiału dowodowego dot. cofnięcia uprawnień na kierunku „zarządzanie” w AHE w Łodzi, w zamiejscowym ośrodku dydaktycznym w Wieluniu oraz na wydziale zamiejscowym w Koninie. Studenci, którzy dzwonili do Ministerstwa tymczasem dowiadywali się, iż prawdopodobnie kierunek zarządzanie zostanie zlikwidowany z klauzulą natychmiastowej wykonalności, co miałoby miejsce w październiku. Działania Ministerstwa (w tym cofnięcie uprawnień na kierunku informatyka) już spowodowały znaczące straty – tysiące studentów, którzy opuścili mury uczelni. W wyniku nagonki medialno-ministerialnej AHE straciło od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych.

Jednakże pojawiła się szansa na dłuższy rozejm w wojnie Ministerstwa i AHE. Akcja zorganizowana przez Stowarzyszenie Interesu Społecznego tzw. Strajk administracyjny (kilka tysięcy wniosków o dopuszczenie do postępowania administracyjnego prowadzonego przez MNiSW) przyniosła skutek w postaci wystąpienia Ministerstwa do władz uczelni o potwierdzenie statusu pracownika/studenta wnioskodawców. Zanim wyda się decyzję w sprawie należy zatem rozwiązać stosowne zagadnienia wstępne. Ponadto pomiędzy przedstawicielami AHE i MNiSW toczą się rozmowy, które wydają się dość obiecujące.



W OBRONIE PRAW ZWIĄZKOWYCH

Do Radomia przyjechało około półtora tysiąca związkowców z całej Polski, którzy przez dwie godziny protestowali przed siedzibą ZTE Radom, przedsiębiorstwa, gdzie pracował Kazimierz Staszewski, przewodniczący komisji zakładowej NSZZ „Solidarność” w spółce. Wyrazili swój sprzeciw za pomocą gwizdków, trąbek, petard. Oficjalnym powodem zwolnienia Staszewskiego, jednego z represjonowanych uczestników Radomskiego Czerwca '76, po 30 latach pracy była "utrata zaufania" zarządu do pracownika z powodu złożenia przez niego wniosku do Państwowej Inspekcji Pracy o przeprowadzenie kontroli w przedsiębiorstwie. Kazimierz Staszewski tłumaczył podczas manifestacji, że sprzeciwił się przede wszystkim zmuszaniu przez prezesa pracowników do sprzedaży swoich udziałów w spółce po znacznie zaniżonej cenie - opornym groziło zwolnienie. … Podkreślił, że prezes firmy zmuszał także pracowników do wypisywania się ze związku pod groźbą utraty pracy. Oficjalnie w zakładzie nie ma już organizacji związkowej, ale kilkanaście osób ponownie zapisało się do "S", jednak swoje członkostwo ukrywają. Sami także odprowadzają swoje składki związkowe, a nie pracodawca. Słowa Staszewskiego potwierdzali inni byli pracownicy ZTE. … W obronie działacza stanęła także Rada Miejska w Radomiu - związkowiec zasiada w niej od 2006 roku - która jednogłośnie odrzuciła wniosek prezesa przedsiębiorstwa o wyrażenie zgody na rozwiązanie umowy o pracę (Nasz Dziennik 3-4.10.2009)



DEWASTACJA POLSKICH GROBÓW NA LITWIE – PUENTA

Podczas mojego ostatniego pobytu na Litwie, odwiedziłem pod koniec lipca br. kilka nekropolii, stwierdzając na nich postępującą w zatrważającym tempie dewastację polskich grobów. Powiadomiłem o tym fakcie polskich działaczy i polskie media na Litwie, wreszcie sam opisałem problem. Okazuje się, że na pierwsze efekty tych działań nie trzeba było długo czekać.

Na wileńskich cmentarzach znikają napisy na płytach nagrobnych, złodzieje ogałacają mogiły z wszelkich metalowych detali, wandale wybijają fotografie zmarłych, pomniki coraz częściej zapadają się w ziemię. Nikt nie dogląda cmentarnego drzewostanu, a przewracające się ze starości drzewa - tnie się bezpośrednio na grobach, niszcząc kolejne pomniki. Pisałem o tym na początku sierpnia br., patrz tutaj.

http://mariuszromangdy.blogspot.com/2009/08/dewastacja-polskich-grobow-na-litwie.html

Podobnie wygląda stan innych cmentarzy na Litwie, patrz tutaj.

http://mariuszromangdy.blogspot.com/2009/08/dewastacja-polskich-grobow-na-litwie-cz.html

… Podjęta przeze mnie interwencja spowodowała duże poruszenie w mediach polskich na Litwie. A opublikowany w dwóch częściach tekst pt. „Dewastacja polskich grobów na Litwie”, spowodował także spore poruszenie wśród czytelników i internautów w Polsce. W rezultacie pojawiły się pierwsze jaskółki zmian na lepsze, na razie jednak tylko w stosunku do najważniejszej polskiej nekropolii na Litwie – wileńskiej Rossie.

… Bardzo wymowną zapowiedzią zmian na lepsze był wywiad ze Stanisławem Kargulem, kierownikiem Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Wilnie (opublikowany 18 sierpnia br. na łamach „Kuriera Wileńskiego”) … Całość wywiadu dostępna na stronie, patrz tutaj.

http://kurierwilenski.lt/2009/08/18/wspolnie-dbac-o-rosse-a-nie-zrzucac-z-siebie-odpowiedzialnosc/

... Na wileńskiej Rossie w sierpniu odrestaurowano nagrobki: ojca Juliusza Słowackiego – Euzebiusza oraz ojczyma wielkiego poety – Augusta Becu. Pracę przeprowadziła ekipa konserwatorów z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w związku z rokiem Słowackiego obchodzonym w naszym kraju. Została także odnowiona alejka prowadząca do pomników Montwiłła i Basanavičiusa, a prace nad kolejnymi zabytkowymi grobowcami rozpoczną się wkrótce. W planach jest zbudowanie alei prowadzącej do najczęściej odwiedzanych grobowców (m. in. grobu Euzebiusza Słowackiego) i wyznaczenie tras, którymi mogą spacerować turyści bez uszczerbku dla cmentarza.

O dalszych planach i receptach na uleczenie nekropolii rozmawiali zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią 26 sierpnia br. przedstawiciele Wydziału Konsularnego Ambasady RP, Departamentu Dziedzictwa Kulturowego przy Ministerstwie Kultury Litwy oraz Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą. I jak donosi „Kurier Wileński”: podczas tego spotkania „zostały poruszone tematy budzące ostatnio największe emocje — sprawa płyt stojących pod murem przy remontowanej kaplicy, problem polskich pomników przy kaplicy niezabezpieczonych przed ewentualnym zniszczeniem podczas prac remontowych oraz ścięte pnie drzew zalegające na nagrobkach”.

Niestety, nie przybyli na to spotkanie - przedstawiciele samorządu miasta Wilna, odpowiadającego za porządek nekropolii. A szkoda, gdyż to dzięki ich inicjatywie i wkładowi pieniężnemu powinna odbywać się renowacja cmentarza. Ale nic straconego. Już wkrótce planowane są bowiem kolejne spotkania, na których powinny zapaść kolejne istotne decyzje.

Okazuje się zatem, że warto reagować i nie przechodzić obojętnie obok niszczenia pamiątek kultury polskiej - wszędzie tam, gdzie nasze państwo utrzymuje swoje placówki dyplomatyczne. Reakcja urzędników z tych placówek, może naprawdę zdziałać cuda. Należy także mieć nadzieję, że podobną opieką zostaną objęte także inne cmentarze na Litwie, do których nie dociera tak wielu turystów z Polski.

Mariusz A. Roman

Pełny tekst na stronie http://mariuszromangdy.blogspot.com/





LIST WS. REFERENDUM

Podpisz petycję mająca na celu zebranie wymaganego 1 miliona podpisów by można było w krajach Unii Europejskiej przeprowadzić referendum które pomoże zatrzymać legalizację niszczenia ludzi poprzez zabranie im możliwości jedzenia zdrowej żywności i korzystania z naturalnych środków, witamin, suplementów i terapii.

Codex Alimentarius, wchodzi od 1.01.2010 r i zostało tylko kilka dni czasu, aby zebrać wymaganą ilość podpisów potrzebną do przeprowadzenie referendum - zbliżamy się do liczby wymaganego 1 mln. Liczy się więc każdy głos! Podpisz petycję, skłoń do tego pełnoletnich członków rodziny i znajomych:

http://www.eu-referendum.org/polski/petitions/natural_remedies_info.html

Co jest niepokojącego w Codex Alimentarius? (Kodeks Żywnościowy)- Komisja Kodeksu Żywnościowego - "Codex Alimentarius" (FAO - ONZ) spotyka się na zamkniętych sesjach. Uczestniczą w nich nie wybrani przez społeczeństwo biurokraci rządowi z różnych krajów świata. Prawdziwe organizacje konsumenckie są bardzo nielicznie reprezentowane na sesjach KŻ. KŻ opracowuje zalecenia żywnościowe, które przeważnie okazują się być bardzo restrykcyjnymi regulacjami szczególnie dla substancji wspomagających zdrowie, takich jak suplementy diety - Komisja KŻ pod pozorem promowania wolnego handlu, w rzeczywistości blokuje go, a w szczególności blokuje rynek ziół i suplementów - Komisja KŻ jest wysoce scentralizowaną organizacją, kierowaną z "góry w dół" przez elity rządowe, bądź ponadrzędowe - KŻ pracuje nad stworzeniem światowych standardów wdrażanych pod pozorem "harmonizacji", które w ogóle nie uwzględniają zróżnicowanych potrzeb i interesów wielu rożnych społeczności świata, jak i nie uwzględniają ich różnic biologicznych - Spotkania Komisji Kodeksu Żywnościowego nie są otwarte dla publiczności - Media międzynarodowe i krajowe nie wykazują zainteresowania spotkaniami Kodeksu - Spotkania Kodeksu nie są komentowane publicznie w mediach, dlatego nie są znane ogółowi społeczeństwa.

Więcej: http://www.naturalnenielegalne.pl



Straszenie świńską grypą trwa

Rocznie na całym świcie na grypę sezonową umiera od 250 000 – 500.000, a choruje od 10-20% społeczeństwa. Obliczmy szybko 10% z 6.700.000.000 (ilość ludzi na Ziemi), co daje 670.000.000 (sześćset siedemdziesiąt milionów). Zestawiając to z obecnymi danymi dotyczącymi świńskiej grypy, czyli około 1400 zgonów i 170.000 zachorowań (dane WHO z 6.08.2009 r) możemy się jedynie zastanawiać, po co o tym wszystkim tak głośno? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o Pieniądze. Czy nie tylko? http://www.konsument.lukow.pl/swinska-grypa-szczepionki/