27 października 2019

Polski Związek Zawodowy Rolnictwa "Wyzwolenie" zarejestrowany

W piątek 25 października Sąd Rejestrowy dla m.st. Warszawy wpisał do rejestru - Polski Związek Zawodowy Rolnictwa "Wyzwolenie".

Związek powstał 17 września 2019 r. z inicjatywy 42 rolników z kilku województw. Powołany został komitet założycielski w składzie Renata Beger - przewodnicząca, Dominik Poszywała, Jan Lupa.

26 października 2019

Moralne Szambo


Wiele już słyszałem zachwytów nad „dobrą” kondycją samorządów w Polsce, których kształt zawdzięczamy jednej z czterech sztandarowych reform premiera Buzka. Warto się więc zastanowić: czy faktycznie jest tak dobrze z tą samorządnością? Zwłaszcza, że najgorliwszymi piewcami jej osiągnięć są najwięksi beneficjenci, czyli sami samorządowcy. W trzystopniowym samorządzie (gminnym, powiatowym i wojewódzkim) mamy prawie 47 tys. radnych, którzy obecnie otrzymują diety w maksymalnej wysokości 2684,13 zł miesięcznie. Samorządy zatrudniają też całą armię pracowników, liczącą na koniec 2017 roku 256,2 tys. osób i dysponują rocznym budżetem równym 2/3 budżetu państwa. Można niewątpliwie zauważyć, że dzięki wielkiemu strumieniowi pieniędzy nasze najbliższe otoczenie powoli zmienia się na lepsze. Ale czy jest to wyłączna zasługa samorządowców oraz ich „ciężkiej” i „uczciwej” pracy? Wątpię w to, a poza tym łaski nam nie robią, bo zarządy za swoją pracę biorą wysokie wynagrodzenia. Dlatego nie ulegam propagandzie sukcesu, która właśnie samorządowcom przypisuje główne zasługi w dziedzinie rozwoju lokalnych społeczności, czyniąc z nich niejednokrotnie symbole „postępu” i ludzi wręcz nietykalnych, których nie powinno się krytykować, bo przecież tak wiele dla nas robią.

W niniejszym tekście nie odniosę się do „standardowych” kompetencji samorządowców, lecz do ich działalności ubocznej, która zdecydowanie wykracza poza zakres ich obowiązków i niejednokrotnie wywołuje słuszne głosy krytyki. Chodzi mi oczywiście o totalne upolitycznienie samorządów i wykorzystywanie ich, jako odskoczni do kariery na szczeblu krajowym oraz dogodnej bazy wypadowej do podjazdowej wojny z rządem. Za przykład mogą posłużyć władze Gdańska i Warszawy, chociaż należy podkreślić, że ten trend obejmuje wiele innych samorządów. Jednakże w ostatnim okresie to właśnie te dwa miasta bardzo wiele łączy, bo rządzą tam osobnicy wywodzący się z tej samej „kuźni” kadr, czyli Platformy Obywatelskiej, co w myśl szerszego planu odwojowania władzy centralnej uczyniło z nich awangardę antypisu i „postępu”, który ma przeorać nasz grunt społeczny i położyć solidne fundamenty pod budowę „nowego” i „lepszego” świata. Dlatego od wielu lat włodarze tych miast hojnie sponsorują szemrane inicjatywy i tzw. organizacje pozarządowe, przeważnie lewackie i deprawatorskie, które bez tej kroplówki już dawno zaprzestałyby swojej szkodliwej działalności. Miałoby to wręcz zbawienny wpływ na poprawę ogólnej atmosfery, ale tymczasem utuczeni na publicznym wikcie dewianci dziarsko maszerują ulicami naszych miast, wywołując powszechne zgorszenie. A jeszcze bardziej irytujące jest to, że na czele tęczowych marszów „równości” kroczą z dumą prezydenci Gdańska i Warszawy, którym najwyraźniej odpowiada fetor unoszący się z tej moralnej kloaki.

W tym kontekście nasuwa się jeszcze jedno podobieństwo, bowiem w obu tych miastach doszło na przestrzeni ostatnich lat do podobnych katastrof ekologicznych. I tak jak w 2018 roku szambo rozlało się w Gdańsku, tak teraz fekalia wypływające z pękniętych rur warszawskiej oczyszczalni „Czajka” zatruły Wisłę i z jej nurtem popłynęły do Bałtyku. Połączył więc oba grody nie tylko tęczowy most ideologicznej wojny z ciemnogrodem, ale także cuchnąca rzeka ekskrementów płynących ze stolicy. I nie ma się z czego śmiać, bo ucierpieli na tym nie tylko ludzie mieszkający wzdłuż królowej polskich rzek i jej ekosystem, ale również kozy wypasane w ramach miejskiego projektu na jednej z rzecznych wysepek przez dagestańskiego pastucha i jego bezdomnego pomocnika, który za 50 zł i jakieś parówki „opiekował” się stadem. Kozy to dość odporne i mało wymagające zwierzęta, lecz tym razem nie przeżyły eksperymentu przeprowadzonego przez naprawiaczy świata, bowiem większość z nich padła, gdy swoje pragnienie ugasiły wodą z Wisły. Wydarzenie to wywołało niemały skandal i unaoczniło niedowiarkom, co może nas spotkać, gdy bezrefleksyjnie poddamy się eksperymentom forsowanym przez aktywistów LGBT. W tej sprawie zdumiewający jest też zupełny brak reakcji tzw. ekologów, którzy z determinacją zwalczają smog i polską energetykę węglową, ale gdy zatruwana jest jedna z największych rzek Europy i uśmiercane są zwierzęta, to nagle gdzieś się pochowali. W sumie to jednak nie powinno dziwić, bo są oni sponsorowani przez sprawców tych nieszczęść, a większość zarządu Greenpeace Polska stanowią Niemcy. Myślę, że dobrym podsumowaniem tego wątku mogą być słowa lidera zespołu „Bayer Full”, Sławomira Świerzyńskiego, który skwitował tę katastrofę w następujący sposób: „Jak się grzebie w cudzej dupie, to gówno wypływa. Panie wiceprezydencie [Rabiej], co z tym zrobisz, może nowa fotka z kochankiem?”.

No właśnie, zasadniczy problem z polskim samorządem tkwi w tym, że ludzie, którzy go tworzą zajmują się nie tym do czego zostali powołani. Zamiast troszczyć się o dobre funkcjonowanie wspólnoty lokalnej, której zawdzięczają wybór na swoje stanowiska, to zazwyczaj gorliwie angażują się w konflikty polityczne i wojny ideologiczne. Trwonią pieniądze podatników na realizację niedorzecznych pomysłów, czego przykładem może być zakup rydwanu przez prezydent Dulkiewicz, za który lekką ręką zapłaciła z miejskiej kasy 150 tys. zł. Wiele wskazuje też na to, że obie awarie oczyszczalni ścieków miały swoje przyczyny w zaniedbaniach towarzyszących ich budowie i eksploatacji, za co niewątpliwie odpowiedzialność ponoszą władze miejskie. Mamy wciąż w pamięci problemy, jakie z wymiarem sprawiedliwości miała Hanna Gronkiewicz-Waltz i Paweł Adamowicz, którzy stali się wręcz symbolem nieuczciwego gromadzenia prywatnych fortun, a jak wiadomo zjawisko korupcji i złodziejstwa jest dość mocno rozpowszechnione wśród samorządowców. Dlatego dla dobra prawdziwych i uczciwych społeczników, jakich nie brakuje w samorządach, należy takie przypadki zdecydowanie piętnować i przykładnie karać. Tymczasem poza biciem piany praktycznie niewiele się z tym robi, a patologie kwitną w najlepsze. Dzięki wadliwej ordynacji wyborczej i ugruntowanym przez dekady układom, w samorządach wodzą rej partyjne oligarchie, a „geniusz” z Nowogrodzkiej zamiast rozpędzić je na cztery wiatry, co przecież obiecywał, to wydłużył im kadencje z czterech do pięciu lat.

Sytuacja staje się więc nie do zniesienia, a jej poprawy należy poszukiwać w radykalnej przebudowie samorządów, aby wreszcie zaczęły efektywnie i odpowiedzialnie pracować na rzecz społeczności lokalnych, a nie trwonić pieniądze, czas i wysiłek na działania niezwiązane z ich misją. Droga do tego wiedzie poprzez zmianę ordynacji wyborczej w największych gminach z proporcjonalnej na większościową, powrót do kadencji czteroletniej i ograniczenie sprawowania mandatu do dwóch kadencji, nie tylko prezydentom, burmistrzom i wójtom, ale także radnym. Konieczne jest też poddanie skrupulatnej kontroli wydatków dokonywanych przez samorządy oraz zakaz wydawania pieniędzy na cele niezwiązane z funkcjonowaniem wspólnoty. Należy również pomyśleć o uproszczeniu samorządu terytorialnego, poprzez likwidację powiatów i sejmików wojewódzkich oraz zmniejszenie o połowę liczby radnych w gminach, co przyniosłoby ogromne oszczędności, które można by przeznaczyć na potrzebniejsze cele społeczne. W przeszłości zmniejszono już liczbę radnych i kraj się nie zawalił, po co więc mamy utrzymywać tak liczną rzeszę darmozjadów. W Nowym Jorku zamieszkiwanym przez 8,5 mln ludzi wybiera się tylko 51 rajców, Los Angeles ma ich zaledwie 15, Berlin 100, a Paryż 172. W Warszawie zaś na 1,5 mln mieszkańców mamy 469 radnych. Jednym słowem, trzeba oczyścić stajnię Augiasza, którą stały się samorządy i odesłać do lamusa ostatnią z „reform” Buzka, bo pozostałe już dawno przeszły do historii. Tylko, że do tego potrzeba wizji i woli politycznej, a z tym niestety w Polsce jest kiepsko…

Wojciech Podjacki

Tekst powyższy ukazał się m.in. na blogu Ligi Obrony Suwerenności.

13 października 2019

Wyniki wyborów parlamentarnych (exit poll)

Prawo i Sprawiedliwość - 43,6 %
Koalicja Obywatelska - 27,4 %
Sojusz Lewicy Demokratycznej (LEWICA) - 11,9 %
PSL Kukiz 15 - 9,6 %
Konfederacja - 6,4 %

Szacowana liczba mandatów w Sejmie
PIS - 239
KO - 130
SLD-LEWICA - 43
PSL-KUKIZ15 - 34
KONFEDERACJA - 13

Bazarek na żywo 13 października 2019

Na twitterze już funkcjonuje bazarek. Pierwsze ceny zazwyczaj nie mają charakteru rynkowego, zatem zaczekamy zanim zaczniemy publikować ceny poszczególnych towarów. Dziś Bazarek czynny cały dzień, ale wiarygodne ceny na nim pewnie będą po 17 a na pewno od 18-19. Tak się składa, że wieczorne ceny podawane są przez powszechnie znanych i szanowanych klientów

Na bazarku Nikodem podaje dane z większych miast, nie są one repreze
ntatywne, wszak wiadomo że pistacje są zawsze w gorszej cenie w większych miastach.

Według danych z bazarka pistacje są powyżej 45. Pozostałe 3 produkty (bez konfitur) razem osiągają podobny wynik. Konfitury raz są powyżej 5, innym razem poniżej.

Wg Maciej D.Ociepka godz. 17.00 pistacje są po 44, Koperek po 31, pomidory po 13, Koniczynka po 5, Konfitury po 4.

Ceny z godz. 16.00 wg Markusa Informatora: pistacje 49,9, Kolendra 24,4, Zlewy 11,8 Ciastka 7,5 Konfitury 4,9. Wg Szymona Rozmarynowskiego pistacje są po 46,5, Kolendra 24,8, Zlewy 14, ciastka 7,8, Konfitury 6,9.

Markus informator podaje najnowsze ceny z godz. 14.00, pistacje 50,6 Kolendra 23,4, zlewy 11,9, ciastka 7,3 a konfitury po 4,7.

Co prawda opinie z bazarku znacznie się różnią w zależności od preferencji, ale z nieoficjalnych danych wynikałoby że pistacje są w cenie. O 13.30 według latarnika - 57,5. Artur Dwojewski informuje że kurczaki są w cenie 50, a 4 sery łącznie 50. Jacek Kowalski pisze że ceny pistacji na bazarku są mocno zawyżane, aby zmniejszyć mobilizację. JakubCFC podaje natomiast wyniki obstawień drużyn piłkarskich: Barcelona 50, Legia 20, Lech Poznań 15, Bayern 8 i Hoffenheim 7. 

Na godz. 13.00 Szymon Rozmarynkowski podaje następujące ceny: pistacje 47,4 Kolendra 23,7, Zlewy 13,8, ciastka 8,3 konfitury 6,8. 

12.00. Bazarek już trwa 5 godzin. Napoleon Wikary poinformował, że pistacje osiągają cenę 48,23, kolendra 25,38, pomidory 13,27, ciastka o smaku koniczyny 6,48 a bosaki 4,96.


Zachęcamy do uczestnictwa w bazarku i kupna. Pomidory, pomarańcze, warzywa mają sporo chemii, najzdrowsze wydają się pistacje. Dietetycy twierdzą, że pistacje posiadają liczne właściwości prozdrowotne do których należeć może wpływ na zrównoważenie poziomu dobrego oraz złego cholesterolu. Pistacje posiadają właściwości antyoksydacyjne, co przekłada się na pozytywny ich wpływ w większości problemów zdrowotnych. Wskazuje się także na ich pozytywny wpływ przy łagodzeniu objawów menopauzy oraz zdrowia oczu szczególnie u osób starszych (https://dietetycy.org.pl/pistacje-wlasciwosci/)

Jak słusznie zauważa Szpagaciarz 2.0 - Dzisiejszy jak i majowy bazarek to nie to samo co w 2015 roku. Pełno niewiarygodnych sprzedawców. 

11.30 Oto pierwsze ceny, wszystko może ulec zmianie, wszak bazarek trwa do 21. Według Jakuba_cfc o 9.15 pistacje było szacowane na 45. Według Zbyszek1500 o 9.37 pistacje osiągnęły ceny 51 zł, Kolendra i pomidory 21.37 (prawdopodobny błąd jednej z pozycji), koniczyny i słabej muzyki 6, a konfitury 1,48(8) zł. Witter (fredi 231) pisze nawet po 54 zł za pistacje, pomarańcze 19, lewadło 12,5, ciastka ze wsi 9, a kondony 4,5. Kondominium (który nie był zwolennikiem pistacji) podaje następujące dane z Gdańska, raczej niepistacjowe. Stan na 11.00 (z 3 stoiskach) odnośnie liczby kupujących: konfitury 212, Pieprz i sól 193, lewarki 121, ciągniki 73, Flagi narodowe 55, a 46 osób nie ujawniło co kupowało.


10.30 Wciąż następuje reklama poszczególnych towarów w internecie.  Np. @Peregrino na bazarku przedstawia następujący Plan na Dzień Papieski: 1. Polska-Brazylia, 2. Msza Święta, 3. Na Targ po pistacje, 4. Rodzinny obiadek, 5. Po 16 obserwacja Bazarku, 6. O 21 szampan po zwycięstwie, 7. Polska-Macedonia.

MIN. J. K. ARDANOWSKI: ROLNIK NIE MOŻE MIEĆ NAJNIŻSZEGO UDZIAŁU W CENIE ŻYWNOŚCI

Nie można utrzymywać sytuacji, że rolnik ma najmniejszy udział w cenie finalnej żywności na rynku – powiedział w sobotę w Małym Pułkowie koło Wąbrzeźna (Kujawsko-pomorskie) minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.
Minister był w Małym Pułkowie gościem Ogólnopolskiego Dnia Elewarru. 
„Chodzi o to, żeby ta finalna cena, zawierająca zarówno koszty całego łańcucha żywności, jak również naliczane na różnych etapach marże, była sprawiedliwie podzielona na wszystkich uczestników. Ci uczestnicy łańcucha to są producenci surowca, przetwórcy, handel i dystrybucja. To, za co płaci konsument, musi być podzielone sprawiedliwie, a tak w tej chwili nie jest. Rolnicy, którzy ponoszą największe ryzyko przyrodnicze i rynkowe, mają z tego wszystkiego najmniej. To dalej jest niemożliwe, żeby było utrzymywane” – mówił minister do uczestników spotkania. 
Jan Krzysztof Ardanowski zaznaczył, że przez prywatyzację przemysłu rolno-spożywczego głównie w latach 90. wypchnięto rolników ze współwłasności i stali się producentami surowca. Zaznaczył, że surowiec, jakim jest zboże, rzepak, mleko surowe i żywiec, nigdzie na świecie nie jest opłacalny, w jego wartość rośnie dopiero, kiedy do tego dochodzi przetwórstwo i handel. 
Zaznaczył, że produkcja surowca opłaca się w dużych gospodarstwach, bo wtedy efekt skali, obniżenie kosztów może zapewnić, że zapewni dochód na utrzymanie rodziny. 
„Przez lata wmówiono rolnikom, że jedyną szansą ratowania się w rolnictwie jest powiększanie gospodarstwa. Wielu w to uwierzyło i szarpie się, aby powiększyć gospodarstwo, nie licząc się z efektami ekonomicznymi, kosztami i sytuacją, w jakiej to gospodarstwo funkcjonuje. (Jest) walka o każdy kawałek ziemi państwowej, ale przecież są regiony, gdzie nie ma żadnej ziemi państwowej. Doszło do tego, że nastąpiło głębokie podzielnie samej wsi. Przepraszam, powiem to bardzo ostro: rolnik na rolnika patrzy jak sęp na padlinę, czy gospodarstwo sąsiada jeszcze funkcjonuje, czy już się wykończył, zarżnął i kiedy jego ziemię przejmę” – mówił minister. 
Podkreślił, że dobrze „skonstruowane” rolnictwo to jest takie, które daje szansę każdemu – małemu, średniemu i wielkiemu rolnikowi. Zwrócił uwagę, że w Europie „absolutnie niezrozumiałe” jest gospodarstwo liczące kilka tysięcy hektarów. Praktycznie nie ma takich w Europie Zachodniej, a są jedynie na terenach pokomunistycznych: w Polsce, Czechach i na Słowacji, na terenie byłej NRD. 
Minister dodał, że Unia Europejska wprowadza nawet ograniczenia dla wielkich gospodarstw, m.in. w formie odcięcia płatności bezpośrednich – maksymalnie 150 tys. euro na gospodarstwo, a chce je zmniejszyć do 60 tys. euro.
Ogólnopolski Dzień Elewarru to spotkanie przedstawicieli oddziałów spółki, instytucji otoczenia rolnictwa i rolników. Istniejący od 1992 r. Elewarr to spółka należąca do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Ma elewatory i magazyny zbożowe o łącznej pojemności 683 tys. ton i udziały w trzech spółkach zbożowo-przetwórczych o pojemności magazynowej 130 tys. ton. Zajmuje się m.in. obrotem surowcami i produktami rolnymi, skupem, przechowywaniem i suszeniem zbóż. 
PAP

8 października 2019

Marek Sawicki pozwany za kłamstwa o bankructwie Elewarru

Były minister rolnictwa, działacz PSL Marek Sawicki został pozwany przez spółkę Elewarr za słowa o doprowadzeniu do bankructwa. Spółka domaga się formalnych przeprosin na antenie TVP Info, bezpośrednio przed emisją programu „Minęła 8”, a w przypadku zaniechania nadawania tego programu — o godz. 08.10 bez jakichkolwiek komentarzy, uzupełnień, czy odniesień się do treści, bez zastosowania jakichkolwiek zabiegów formalnych i treściowych umniejszających znaczenie, rangę i powagę oświadczenia, względnie zaznaczających dystans do jego treści lub formy oraz zakazanie pozwanemu rozpowszechniania twierdzeń, przypuszczeń, spekulacji, sugestii, podejrzeń, także w formie pytań o tym, że Elewarr sp. z o.o. jest bankrutem.
Przypomnijmy w dniu 7 sierpnia w trakcie programu "minęła 8" Marek Sawicki wypowiedział kilka nieprawd w tym słowa Wy ciągle Elewarr, Elewarr, a wyście go doprowadzili do bankructwa i chcecie na nim zbudować narodowy holding spożywczy

W dniu 21.08.2019 r. pełnomocnik powoda wystosował do pozwanego wezwanie do spełnienia świadczeń żądanych niniejszym pozwem. Wezwanie zostało doręczone w dniu 26.08.2019 r., jednakże pozwany nie zastosował się do jego treści. W tej sytuacji kierownictwo spółki zdecydowało się na pozew sądowy przeciw byłemu ministrowi rolnictwa. 26 września pozew przeciw Markowi Sawickiemu wpłynął do sądu okręgowego w Warszawie (sygn. akt XXV C 2430/19).

W mocnych słowach nt. kłamstw Sawickiego o bankructwie Elewarru w sierpniu wypowiedział się minister Jan Krzysztof Ardanowski, zarząd spółki, a ostatnio w audycji dla Świata Rolnika TV - prezes Elewarru dr Daniel Alain Korona .

7 października 2019

W Radiu Jard o nowej suszarni w Elewarrze w Bielsku Podlaskim

image07.10.2019r.: Daniel Korona – prezes zarządu spółki Elewarr Sp. z o. o. i Andrzej Mioduszewski – były wiceprezes zarządu spółki Elewarr Sp. z o. o. Z gośćmi Radia JARD rozmawialiśmy o nowoczesnej suszarni kukurydzy, która niebawem zostanie oficjalnie oddana do użytku przy ul. Kleszczelowskiej w Bielsku Podlaskim.

Daniel Alain Korona - ekonomista, prezes Zarządu spółki Elewarr w 2007 r. i od 1 listopada 2018 r., prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE i Stowarzyszenia Walczących o Niepodległośc 1956-89

Andrzej Mioduszewski - b. wiceprezes zarządu spółki Elewarr 2016-2018, prezes PKS Nova, kandydat PIS do Sejmu w okręgu wyborczym nr 24 poz. 21 (obszar województwa podlaskiego)


5 października 2019

List otwarty Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ "Solidarność" do członków



SEKCJA KRAJOWA PRACOWNIKÓW HANDLU


List Otwarty
do pracowników handlu - członków NSZZ „Solidarność”


Koleżanki i Koledzy,
                 
W dobiegającej końca kadencji parlamentu „Solidarności” udało się zrealizować wiele propracowniczych  i prospołecznych postulatów. Obniżony został wiek emerytalny do 65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet. Dzięki oskładkowaniu umów zleceń i ograniczeniu nadużywania umów na pracę na czas określony, coraz większa liczba pracowników cieszy się dziś stabilną pracą na podstawie stałej umowy. 4 lata temu, aż 40 proc. pracowników handlu było zatrudnionych na umowach śmieciowych, dzisiaj jest to już tylko 15 proc. 

Solidarność zdołała również skłonić rządzących do wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej. Definitywnie skończyły się czasy, w których ludzie za godzinę pracy dostawali wynagrodzenie na poziomie 5 zł, co jeszcze kilka lat temu nie należało do rzadkości. W ostatnich latach znacznie szybciej niż wcześniej rośnie płaca minimalna. W przyszłym roku będzie ona wynosić 2600 zł, osiągając poziom 50 proc. średniego wynagrodzenia, co od dawna było postulatem „Solidarności”.

Bardzo ważnym osiągnięciem z punktu widzenia pracowników handlu było wprowadzenia wolnych od pracy niedziel w tej branży. Mimo potężnego ataku ze strony przeciwników tego rozwiązania, ustawa  o wolnych niedzielach została wprowadzona. Dziś niepodważalnym faktem jest, że to Solidarność miała w tej sprawie racje. Nie sprawdziły się czarne wizje, wedle których przywrócenie prawa do niedzielnego odpoczynku pracownikom handlu spowoduje likwidację dziesiątek tysięcy miejsc pracy i masowe bankructwa sklepów, choć tym właśnie straszono nas przez wiele miesięcy. Przeciwnie, w handlu brakuje rąk do pracy, jak jeszcze nigdy wcześniej. Z kolei obroty zarówno dużych, jak i małych sklepów ciągle rosną. Pomimo tego politycy Platformy obywatelskiej oficjalnie zapowiadają, że jeśli wygrają wybory, zlikwidują ograniczenia handlu w niedziele.  


Wszystkie te ważne dla polskich pracowników rzeczy udało się zrealizować dzięki konstruktywnemu dialogowi z rządem Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma już nic do zrobienia. Pracownicy handlu nadal pracują często w fatalnych warunkach za bardzo niskie wynagrodzenia. Poziom obciążenia obowiązkami jest w tych branżach nieporównywalnie wyższy, niż w zachodnich krajach Unii Europejskiej. Na szczególną uwagę zasługują pracownicy centrów logistycznych pracujący przy sprzedaży internetowej, którzy zostali pozbawieni prawa do wolnej niedzieli. Te i wiele innych problemów wymaga jak najszybszego rozwiązania. 

W przypadku większości z nich, aby było to możliwe, konieczne będą odpowiednie działania legislacyjne. Niestety znaczna część pracodawców w naszym kraju, zwłaszcza wielkie międzynarodowe korporacje, poprawiają warunki pracy swoich pracowników tylko wtedy, gdy zmuszają ich do tego przepisy prawa. Dlatego tak ważne jest, aby 13 października iść na wybory i zagłosować na tych polityków, którzy przez ostanie lata dowiedli, że obchodzi ich los polskich pracowników oraz że potrafią rozmawiać ze związkami zawodowymi. Jeśli w wyborczą niedzielę zostaniemy w domu, już następnego dnia może się okazać, że zmarnowaliśmy nie tylko swój głos, ale również kolejne 4 lata w dążeniu do poprawy warunków bytu. W wyborczą niedzielę 13 października pracownicy handlu po raz pierwszy od 30 lat będą mogli swobodnie oddać głos  w wyborach. Wcześniej, gdy niedziele spędzali za sklepową kasą udział w głosowaniu był dla nich bardzo utrudniony, a często wręcz niemożliwy. 



 Przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”
Alfred Bujara