30 listopada 2017

Ani zwolnienia z podatku, ani darmowej komunikacji. Rada Warszawy znowu olała Warszawiaków

30 listopada Rada Warszawy zajmowała się 2 petycjami Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE ws. zwolnienia z podatku nieruchomości mieszkaniowych, w których podatnik byłby zameldowany na stałe przez okres ostatnich 5 lat oraz ws. darmowej komunikacji miejskiej dla osób rozliczających podatek PIT w stolicy.

Punkty wpisano jako ostatnie z porządku dnia sesji, co uniemożliwiało określenie z góry godzinę ich procedowania, zwłaszcza iż jednym z punktów sesji był bardzo kontrowersyjny projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Warszawa Śródmieście rejon Poznańskiej. Gdy doszło zatem do rozpatrzenia uchwał dotyczących petycji (ok. 16-tej), każdy już myślał tylko o szybkim zakończeniu, nie było zatem ani omówienia petycji, nie było wystąpień klubowych, ani indywidualnych. Głosowania były już formalnością. W sprawie druku 1753 (podatek od nieruchomości) za odrzuceniem petycji - 34, przeciw - 0, wstrzymujących się - 24, w sprawie druku 1754 (darmowa komunikacja miejska) za uchwałą ws. odrzucenia petycji - 32, przeciw - 20, wstrzymało się 5.

Większość Rady Warszawy (czyli Platforma Obywatelska) znowu olała mieszkańców, odmawiając zarówno zwolnienia mieszkań z podatku od nieruchomości jak i darmowej komunikacji miejskiej dla osób rozliczających PIT w stolicy.

zob. też
http://serwis21.blogspot.com/2017/11/prezydent-i-po-sprzeciwia-sie-darmowej.html

9 mln funtów odszkodowania za urodzenie dziecka

Pewna kobieta w Wielkiej Brytanii otrzymała gigantyczne odszkodowanie za to, że… urodziła własne dziecko! Jak to możliwe. Przecież odszkodowania wypłaca się tylko z okazji jakiegoś nieszczęścia – wypadku czy pożaru. Chyba, że już całkowicie pomiesza się dobro ze złem.

W 2011 roku trzydziestosześcioletnia Omodele Meadows urodziła dziecko, u którego zdiagnozowano hemofilię. Matka stwierdziła, że gdyby wiedziała o tym wcześniej, zabiłaby je poprzez aborcję. Nie chciała mieć chorego dziecka.

Meadows wytoczyła proces lekarzowi, oskarżając go o niedbalstwo. Nie wykrył choroby dziecka „na czas”, to znaczy jeszcze w trakcie ciąży. Nie chodziło jednak o to, aby wiedząc o dolegliwościach maluszka zaplanować jego terapię gdy tylko się urodzi.

Jedynym celem wykonania badań genetycznych byłoby skierowanie na aborcję! Meadows nie wiedziała o chorobie swojego dziecka i w związku z tym nie zabiła go w trakcie ciąży. Nie chciała być matką takiego dziecka i zażądała odszkodowania z tytułu jego urodzenia.

Sąd w Londynie przyznał jej rację i nakazał wypłatę aż 9 milionów funtów! To największe odszkodowanie tego typu w historii Wielkiej Brytanii. Głównym powodem przyznania tej rekordowej sumy był fakt, że maleństwo nie urodziłoby się, gdyby nie „niedbalstwo” lekarza.
Wie Pan co w tym wszystkim jest najgorsze?

Że cały ten morderczy system jest ukierunkowany na to aby nakłaniać rodziców do aborcji. Aborcja jest oczywistym "prawem" a zabicie dziecka "dobrem". Ta mentalność opanowała wszystkie dziedziny życia – prawo, medycynę, politykę i kulturę.

To dotyczy nie tylko Wielkiej Brytanii. 

Kinga Małecka-Prybyło
Fundacja Pro Prawo do Życia


29 listopada 2017

Poseł Szczerba widzi pobicia, których nie ma

Politycy totalnej opozycji, niczym schizofrenicy widzą rzeczy których nie ma. Pan poseł Szczerba (PO) donosił na twitterze i oburzał się z powodu rzekomego pobicia 66 letniego pana Jana w tramwaju w Warszawie za czytanie Gazety Wyborczej. .

Okazuję się jednak, że rzeczywistość pana posła rozmija się z rzeczywistością, którą opisał w relacji pan Jan i które publikujemy media: po prostu tłok dosyć duży w tramwaju, kobiety jadące z targu, starsze panie i w pewnym momencie usłyszałem komentarz: „siedzi coś takiego i czyta „Gazetę Wyborczą” i się nie rozgląda, myśli że w salonie jest. Ja wtedy podniosłem głowę i okazało się, że jakaś starsza pani o kuli wsiadła, ja też nie jestem młodzieniaszkiem. Ustąpiłem, ale komentarze były dalej. No to ja mówię, jakbym miał gazetę „Gość Niedzielny”  to byłoby w porządku – zapytałem. I zaczęły się epitety, ktoś tam mnie szturchnął i to panie oczywiście, ktoś tam pociągnął i tak to mniej więcej wyglądało - opowiedział. – Spowodowało to tylko wściekłość i wysiadłem z tramwaju ze łzami w oczach. Potem się zacząłem śmiać, no bo człowieku, babcie zmusiły cię do wyjścia. Nie było sensu dyskusji dalej. Nikt nie stanął w obronie - dodał.

Innymi słowy - zwykła sprzeczka pasażerów, a nie żadne pobicie.

Norwegia: Zwolnienie doktor Katarzyny Jachimowicz naruszeniem praw człowieka

W listopadzie 2017 r. norweski sąd drugiej instancji orzekł, że zwolnienie z pracy Pani Doktor Katarzyny Jachimowicz było naruszeniem praw człowieka! To wspaniała wiadomość, która daje nadzieję na zakończenie dyskryminacji lekarzy w Norwegii, a może i innych krajach, ze względu na sumienie. Posłuchajmy samej Pani Doktor:

W minionym roku poznaliśmy historię dzielnej Polki walczącej o wolność sumienia dla lekarzy w Norwegii. Pani Doktor Katarzyna Jachimowicz nie poddaje się w walce o podstawową wartość, jaką stanowi klauzula sumienia dla niej i innych lekarzy. Jest gotowa prowadzić tę walkę do najwyższej instancji, z sądem międzynarodowym łącznie. Wyraźmy naszą solidarność z Panią Doktor, która w imieniu nas wszystkich toczy tę samotną walkę. Wyraźmy tym samym sprzeciw wobec łamania podstawowego prawa każdego lekarza.
Wyrok sądu I instancji, jak przewidywaliśmy, nie był pomyślny. Co więcej, zawiera absurdalne stwierdzenie, jakoby: "Fakt, że kobieta, która prosi o założenie jej wkładki domacicznej jest z powodu sprzeciwu sumienia kierowana do lekarza innego niż jej lekarz rodzinny, stanowi według sądu formę dyskryminacji ze względu na płeć. Według sądu, wystarczy zauważyć, że z ludzkiej natury (fizycznej) wynika, iż mężczyźni nie spotkają się z sytuacją, że będą musieli iść do innego lekarza niż ich lekarz rodzinny z powodu sprzeciwu sumienia lekarza co do tej formy medycznego działania zapobiegającego reprodukcji.". (Więcej: http://gosc.pl/doc/3693702.Norwegia-Kuriozalne-uzasadnienie-wyroku-ws-kl..."Gość niedzielny" był obecny na rozprawie.)
Warto przypomnieć tę historię:
Lek. Katarzyna Jachimowicz jest lekarzem z 24-letnim stażem i przez 4 lata pracowała jako lekarz rodzinny w Przychodni Rodzinnej w gminie Sauherad (Sauherad legesenter). Przez ten okres nie pojawiła się żadna skarga na pracę pani doktor. Od samego początku dyrekcja wiedziała, że lek. K. Jachimowicz nie zgadza się na zakładanie spirali wewnątrzmacicznych (w Norwegii jest to w kompetencji nie tylko lekarzy ginekologów, ale też lekarzy rodzinnych). Nie stanowiło to dla przychodni żadnego problemu, ponieważ inni lekarze obsługiwali wszystkie kobiety chętne do założenia tego środka, który może działać w sposób poronny. Warto dodać, że spirala wewnątrzmaciczna nie jest jedynie środkiem antykoncepcyjnym, lecz czasem, jeśli doszło do poczęcia dziecka, może być środkiem poronnym. Uniemożliwia ona wtedy zagnieżdżenie się poczętego w jajowodzie zarodka w macicy i powoduje w rezultacie jego śmierć. Umowa zawarta między przychodnią i Lekarzem zawierała zastrzeżenie, że lek. K. Jachimowicz nie wykonuje tych zabiegów. Dyrekcja zgodziła się na takie uzgodnienie. W latach 2011-2014 trwała w Norwegii intensywna dyskusja o sprzeciwie sumienia w medycynie rodzinnej. Lekarze ja stosujący zostali poddani szczegółowej kontroli. W dniu 1 stycznia 2015 wszedł w życie nowy przepis zabraniający lekarzom rodzinnym odmowy wykonywania jakiejkolwiek czynności ze względu na swoje przekonania. Dopuszcza natomiast jako powód brak stosownych umiejętności. Pismo pokontrolne ze stycznia 2015 nakazywało lekarzom dostosowanie się do nowych przepisów. 
Problem pojawił się na początku 2015 r. Wtedy miała miejsce w przychodni kontrola wykonywana przez lekarza wojewódzkiego, a raport z niej obejmował stwierdzenie, że klauzula sumienia nie może być stosowana. Gdyby lek. K. Jachimowicz zadeklarowała tylko, że „nie potrafi zakładać spirali wewnątrzmacicznych”, nie zostałaby zwolniona! W całym województwie Telemark czworo lekarzy sprzeciwiało się tym praktykom i nie wykonywało ich. Od wszystkich oczekiwano, że odejdą z własnej inicjatywy. Troje z nich zdecydowało się na taki krok. Lek. K. Jachimowicz pozostała w przychodni. W rezultacie zarządzająca przychodnią gmina wyrzuciła panią Doktor z pracy w grudniu 2015 r. 
Warto dodać, że pani doktor Katarzyna Jachimowicz jest Polką, zna język norweski (Mąż jest również Polakiem i razem z małżonkiem Pani Doktor wychowuje dwoje dzieci) i pracowała w na takich samych zasadach jak lekarze pochodzący z Norwegii. Wyrzucenie z pracy nie było formą dyskryminacji ze względu na narodowość, tylko ze względu na sumienie. 
Norweski lekarz, Polka, p. Katarzyna Jachimowicz została wyrzucona z pracy tylko dlatego, że słuchała swojego sumienia i nie chciała przyczyniać się do zabijania. Szczegóły zwolnienia nie pozostawiają wątpliwości, że zwolnienie jej z pracy to złamanie podstawowych praw człowieka i przejaw nietolerancji.
---

(za CitizenGo)

27 listopada 2017

Czy będzie darmowa komunikacja miejska dla rozliczających PIT w Warszawie?

30 listopada Rada Warszawy rozstrzygnie kwestię wprowadzenia darmowej komunikacji miejskiej dla osób rozliczających podatek PIT W Warszawie. Z propozycją takiego rozwiązania wystąpiło Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE w sierpniu br.

 Impulsem do złożenia wniosku ws darmowej komunikacji dla osób rozliczających podatek PIT w Warszawie był fakt złożenia przez radną Małgorzata Żuber-Zielicz (61 l., PO) wniosku o przeprowadzenie dogłębnej analizy zysków i strat ewentualnego wprowadzenia w Warszawie darmowej komunikacji miejskiej dla osób rozliczających swój podatek w stolicy. W przeszłości podobny postulat wysuwał kandydat PIS na Prezydenta Warszawy - dziś poseł Jacek Sasin. Stowarzyszenie postanowiło zatem złożyć stosowną petycję. Jak wskazywało Stowarzyszenie - Wprowadzenie darmowej komunikacji dla osób rozliczających podatek na terenie Warszawy zmniejszyłoby dochody z tytułu sprzedaży biletów o 252 mln zł. Równocześnie spowodowałoby to znaczący wzrost osób, rozliczających swój podatek dochodowy w Warszawie. W Warszawie wiele jest ludności napływowej, które zasadniczo rozlicza swój podatek dochodowy w miejscu zameldowania (według szacunków powyżej 0,5 mln). Zniżka z tytułu karty Warszawiaka jest niewielka i nie jest czynnikiem wystarczająco zachęcającym do rozliczenia się w Warszawie. Zniesienie odpłatności spowodowało by wzrost osób rozliczających się w Warszawie i przyrost podatków. Mediana wynagrodzeń w 2016 r. w Warszawie wynosiła 5300 zł/miesięcznie, co oznacza pod względem podatkowym ponad 1830 zł wpływów do budżetu gminnego, w przypadku rozliczenia się w stolicy (czyli więcej niż 4 imienne bilety kwartalne, czy 12 imiennych biletów miesięcznych). Zatem wystarczy, że 150 tys. osób zacznie rozliczać się w Warszawie i będzie to korzystne rozwiązanie dla budżetu Miasta.

Prezydent Warszawy negatywnie odniósł się do propozycji, a uzasadnienie projektu uchwały Rady powtarza jego argumentację i nie odnosi się do danych finansowych przedstawionych w petycji - https://bip.warszawa.pl/NR/rdonlyres/C599B38C-1954-47AD-B259-56539FC9F7B9/1309568/1754_druk.pdfA zatem płacenie podatku PIT w Warszawie nadal ma nie być premiowane.

26 listopada 2017

Sąd orzeknie ws. kary więzienia za mieszkankę witaminy C i środka konserwacji mięs

27.11 (poniedziałek) o godz.12.00 w Sądzie Okręgowym w Warszawie (Al. Solidarności 127, sala 238) odbędzie się rozprawa apelacyjna ws. Marcina Karłowicza oskarżonego o przestępstwo z art.171 kodeksu karnego (bez wymaganego zezwolenia lub wbrew jego warunkom, wyrabia, przetwarza, gromadzi, posiada, posługuje się lub handluje substancją lub przyrządem wybuchowym).

Jak się okazało Marcin w ramach hobby tworzył mieszkanki (np. środki konserwacji mięsa z witaminą C) na bazie legalnie zakupionych produktów w sklepach, m.in. mających służyć do paliw w silnikach rakietowych, w ramach hobby modelarskiego. Dla prokuratury takie mieszanki były środkami wybuchowymi. Marcin przesiedział w więzieniu 9 miesięcy, a prokurator rejonowy nie rozpatrzył wniosku Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE ws. zwolnienia Marcina celem odpowiadania przed sądem z wolnej stopy (mimo że prokuratura krajowa nakazała rozpatrzenie wniosku). Ostatecznie mimo że biegli nie stwierdzili realnego dla innych osób lub mienia, Sąd Rejonowy skazał Marcina na rok i 3 miesiące więzienia zaliczając dotychczasowy pobyt w więzieniu. Po rozprawie zwolniono jednak Marcina z więzienia. W przypadku podtrzymania wyroku Marcin będzie musiał powrócić na 4 miesięcy do więzienia. 

http://serwis21.blogspot.com/2017/05/czy-doszo-do-przestepstwa-sadowego-w.html

PS (27.11) - Sąd odroczył wydanie wyroku do 12 stycznia 2018 r.

Jak ze stojaka zrobiono szubienicę, a z Polski kraj faszystowski?

Pokażcie te szubienice w Brukseli i Strasburgu. Pokażcie, że w Polsce brunatna maź zaczyna zalewać policję, media, prokuraturę, sądy, urzędy. Jeszcze nie jest za późno, aby powstrzymać faszyzm - apeluje b. doradca prezydenta Komorowskiego - Krzysztof Król. Platforma Obywatelska, Gazeta Wyborcza i inne środowiska "politycznej poprawności" grzmią o panoszącym się na faszyzmie na ulicach.

Jesteśmy świadectwem kolejnej manipulacji mającej udowodnić, iż Polska staje się krajem faszystowskim, nazistowskim, ba że chce wieszać się posłów opozycji. A jaka jest prawda? Otóż w sobotę w Katowicach doszło do spontanicznej manifestacji 4 organizacji narodowych z udziałem kilkudziesięciu osób. W trakcie tej demonstracji 6 osób trzymało takie stojaki drewniane, na których powieszono 6 portretów europosłów PO, którzy głosowali za rezolucją dotyczącą procedury, której efektem końcowym mają być sankcje przeciw naszemu krajowi. Portal Katowice24.info napisał, iż narodowcy Powiesili na szubienicach zdjęcia polityków (stojak z powieszonym portretem wyglądem może przypominać szubienicę) Mieli też jakoby przekonywać, że nawet jak minister Szyszko wytnie wszystkie drzewa w Polsce, to szubienic nie zabraknie. Z informacji nie wiemy czy to wypowiedź organizatora, jednej z osób trzymających stojak, osoby mówiącej przez głośnik czy też jakiejś pojedynczej osoby która przybyła na demonstrację.  W tekście przytoczono tylko jeden cytat Jacka Lanuszny prezesa Ruchu Narodowego na Śląsku, w którym akurat nie ma słowa o szubienicach – Wyrażenie sprzeciwu wobec pomówień przede wszystkim zachodnich demoliberałów i ich mediów przeciwko Polakom wyrażającym swoją dumę w trakcie Marszu Niepodległości, ale także sprzeciwiamy się tym europosłom z Platformy Obywatelskiej, którzy głosowali przeciwko Polsce w rezolucji w Parlamencie Europejskim.

W ok. półminutowym nagraniu zamieszczonym przez Arkadiusza Nowakowskiego ze zdarzenia https://www.facebook.com/events/1953029628292772/permalink/1955322334730168/ słychać jedynie, że rozliczenie polityków następuje przy urnach wyborczach, ale czasami może być ono ostrzejsze gdy szkodzi się własnemu narodowi. Nic o szubienicach. 

Ale nawet jeśli rzeczywiście padły jakieś słowa o szubienicach, byłby to przecież tylko lokalny incydent, a nie widok częsty czy powszechny. Na tej podstawie jednak media politycznie poprawne i PO próbują wykreować wizerunek Polski jako kraju faszystowskiego, brunatnego, gdzie na ulicach miast panuje faszyzm, który zalewa policję, prokuraturę, urzędy, a w przyszłości będzie się ... wieszać się opozycjonistów. Tyle że ten obraz ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

PS: Rzeczywiście padło zdanie, że szubienic nie zabraknie, co nie zmienia istoty rzeczy, że był to lokalny incydent.

24 listopada 2017

30.11 - Sąd orzeknie czy internowanie i brutalne pobicie to była korzyść majątkowa internowanego?

30 listopada o godz. 9:40 w Sądzie Najwyższym przy ul. Krasińskiego odbędzie się rozprawa ws. weterana opozycji antykomunistycznej i niepodległościowej p. Ryszarda Piekarta z Siedlec o zadośćuczynienie i odszkodowanie za internowanie i brutalne pobicie skutkujące inwalidztwem.

Proces trwa od 2008 r. Sąd Okręgowy w Siedlcach pod przewodnictwem sędziego Bogdana Górskiego orzekł, iż cyt. Poszkodowany uzyskał korzyści podczas internowania, bo nie ponosił kosztów utrzymania w czasie pobytu w więzieniu, a nawet z tego tytułu zaoszczędził osiągając korzyść majątkową, która powinna być odliczona od zasądzonego odszkodowania... niemoralne i niestosowne jest wzbogacanie się w przypadku działalności patriotycznej. Poszkodowany żadnej szkody materialnej nie poniósł (oprócz tego że opuszczał zakład karny na noszach zostając inwalidą). Za utratę zdrowia oraz wynikłe z tego cierpienia fizyczne i psychiczne odszkodowanie jest nieuprawnione i niestosowne. Ponadto internowany leczył się bezpłatnie w placówkach społecznej służby zdrowia. Sąd uznał, że to Skarb Państwa poniósł straty utrzymując podsądnego przez okres 9 miesięcy w więzieniu na swój koszt. Ponadto Skarb Państwa nie ma pieniędzy.

ZAPRASZAMY NA ROZPRAWĘ

23 listopada 2017

Poczet faszystów europejskich (demotywatory.pl)


SDP oburzone rezolucją Związku Dziennikarzy Niemieckich

Uchwała Zjazdu Delegatów
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
19 listopada 2017 r.

Zjazd Delegatów SDP wyraża oburzenie treścią rezolucji Związku Dziennikarzy Niemieckich z 5 listopada 2017 r. Związek Dziennikarzy Niemieckich rozpowszechnia w niej fałszywe opinie na temat  braku wolności prasy i prześladowania dziennikarzy w Polsce. Przypominamy, że wszystkie środki masowego komunikowania w naszym kraju funkcjonują w oparciu o prawo stanowione w demokratyczny sposób, z poszanowaniem zasad wolnych i niezależnych mediów.

Formułowanie kłamliwych opinii oraz ich rozpowszechnianie na forum międzynarodowym jest nadużyciem, które psuje wzajemne relacje między naszymi organizacjami i między naszymi krajami. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich apeluje do kolegów ze Związku Dziennikarzy Niemieckich o dziennikarską rzetelność przy opisywaniu sytuacji w Polsce.

Krzysztof Skowroński
Prezes SDP

22 listopada 2017

Utajniona petycja?

Inwalidzi wojenni i wojskowi, kombatanci, działacze opozycji antykomunistycznej i osoby represjonowane z powodów politycznych mają szczególne uprawnienia w zakresie dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Stanowi o tym art. 47c ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Jednak do tej pory pominięto osoby świadczące prace w organizacjach związkowych i politycznych nielegalnych w rozumieniu przepisów do kwietnia 1989 r. oraz osoby nie wykonujących pracę w okresie przed 4 czerwca 1989 r. na skutek represji politycznych. O te osoby upomniał się w petycji do Ministerstwa Zdrowia w sierpniu br. Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89.

Ministerstwo uznało, że ewentualne zdefiniowania osób świadczących pracę na rzecz nielegalnych organizacji związkowych i politycznych oraz osób nie wykonujących pracy na skutek represji politycznych na gruncie jednej z wyżej wymienionych ustaw (o działaczach opozycji antykomunistycznej, o kombatantach) umożliwiłoby odzyskanie szczególnych uprawnień w dostępie do świadczeń zdrowotnych. I Departament Ubezpieczenia Zdrowotnego Ministerstwa Zdrowia odsyła do resortu pracy.

W całej sprawie zdziwienie budzi fakt, iż petycja Stowarzyszenia nie została zamieszczona w biuletynie informacji publicznej Ministerstwa Zdrowia. Czyżby już niektóre petycje są utajniane?


20 listopada 2017

PRLowskie ordery i odznaczenia nie byłyby orderami Rzeczpospolitej Polskiej?

Jak informowały media, prezydent Andrzej Duda i jego kancelaria robią wielki przegląd odznaczeń nadanych w okresie PRL m.in. virtuti militari. Pozbawionych odznaczeń ma być kilkanaście osób. Na liście nie ma jednak gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który został skreślony z listy przez prezydenta RP, gdyż nie żyje.

Osobom zmarłym można przyznać odznaczenia, ale nie można je odebrać, to nielogiczne uważają byli działacze nielegalnych organizacji z okresu PRL. Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 jednak nie proponuje pozbawienia PRLowskich orderów i odznaczeń, ale nie uznanie ich - za ordery i odznaczenia Rzeczpospolitej Polskiej.

Jak stwierdza Stowarzyszenie w uzasadnieniu do petycji z 17/11/2017 - projektu ustawy o zmianie ustawy orderach i odznaczeniach, złożonej do Senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji - Ordery i odznaczenia zatem nadawano w imieniu państwa niesuwerennego (jakim było PRL), na terytorium którego przez cały okres przebywały wojska okupacyjne tj. armia sowiecka. Zatem nie ma podstaw prawnych by uznawać ww. odznaczenia i ordery przyznane przez władze PRL w latach 1944-89 za odznaczenia i ordery Rzeczypospolitej Polskiej.

Przyjęcie tego projektu oznaczałby także krok w kierunku zerwania z ciągłością PRLu. Czy Senat to zaakceptuje?

19 listopada 2017

Antysemicka Platforma Obywatelska? Chcą zaskarżyć ulicę Marka Edelmana

Czołowi działacze PO piętnują Marsz Niepodległości jako manifestacja faszystowska, antysemicka i rasistowska, choć niewiele to ma wspólnego z rzeczywistością. A jak sami się zachowują?

Rada Warszawy głosami PO postanowiła wnieść skargę na rozstrzygnięcia nadzorcze Wojewody Mazowieckiego ws. zmiany nazwy 47 ulic w ramach ustawy dekomunizacyjnej (choć Rada Warszawa miała wystarczająca dużo czasu by to uczynić przed wojewodą i w taki sposób by nie powodowało to żadnego zamieszania). To, że PO nie podoba się ulica ś.p. Lecha Kaczyńskiego, Zbigniewa Romaszewskiego czy Grażyny Gęsickiej nie dziwi, wszak byli to niegdyś politycy PIS. 

Jednak w sprawie innych ulic postawa PO musi budzić zastanowienie, albowiem chcą zaskarżyć ulica Wojciecha Kilara (kompozytora), Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego (bardów Solidarności), Zbigniewa Herberta (poety), Żołnierzy II armii Wojska Polskiego  i Żołnierzy I Praskiego Pułku WP (zmiana polegała dorzucenie słowa - żołnierzy), Borysa Sawinkowa (radzieckiego przeciwnika komunizmu z lat 20-tych, zamordowanego w więzieniu), Stanisława Pyjasa (studenta współpracownika KOR zamordowanego przez SB), Grzegorza Przemyka (warszawskiego licealisty, syna opozycjonistki Barbary Sadowskiej, zamordowany w stanie wojennym) itd. 

Jednak co najbardziej zadziwia w kontekście ostatnich wypowiedzi działaczy PO ws. Marszu Niepodległości, to chęć zaskarżenia ulicy Marka Edelmana - jednego z przywódców powstania w getcie warszawskim. Dodajmy przy tym, iż Marek Edelman był opozycjonistą w PRL, internowany w stanie wojennym a w III RP był związany ze środowiskami bliskich dzisiejszej Platformie Obywatelskiej (ROAD, Unia Demokratyczna, Unia Wolności). Czyżby w swej zaciekłości antypisowskiej, Platforma Obywatelska jest gotowa na antysemickie zachowania?  ...

18 listopada 2017

Książka o Ks. Stanisławie Małkowskim oraz Fatima i wielki spisek

Dwie nowości:


1. Wojciecha Sumlińskiego
Ksiądz. Historia zawierzenia



Czy w świecie, w którym ludzie na szczytach władzy zapomnieli, że otrzymali ją, by chronić, a nie niszczyć - jest miejsce na prawdę? Czy w rzeczywistości, w której zapomniano, że jeżeli nawet życie jest najwyższą wartością powinniśmy zawsze postępować tak, jakby istniało coś więcej, niż tylko życie - jest miejsce na wiarę?



Czy tam, gdzie prawo stoi po stronie silniejszych, a niebezpieczne związki tronu i ołtarza stają się normą - jest miejsce na sprawiedliwość i miłość?



Niezwykła historia księdza Stanisława Małkowskiego, który marzył o pokoju, ale stał się symbolem walki, to napisany przez życie thriller pokazujący, że niewiele na tym świecie dzieje się tak, jak przewidujemy. To zapis nieprawdopodobnie prawdziwych wydarzeń odkrywających odpowiedzi na pytania dotąd bez odpowiedzi, odsłaniających szereg tajemnic III RP. To historia inspirująca i niepokojąca



historia człowieka pokoju   człowieka wojny, człowieka zawierzenia, który pomimo wyroku śmierci, prześladowań i zakazu odprawiania Mszy Świętej, pozostał wierny Kościołowi, prawdzie i przesłaniu  czyń swoje nie patrząc końca , by udowodnić, że nadzieja z Bogiem nie umiera nigdy.



2.  Deirde Manifold

Fatima i wielki spisek


Książki, które zawierają zbyt wiele prawdy, pomija się milczeniem. Ta należy do jednych z nich. Przy tym dziele inne książki opisujące dzieje ludzkości stają się nieaktualne!



W 1917 r. Bóg posłał Matkę Bożą do Fatimy, aby przestrzec ludzkość przed konsekwencjami grzechu. Zapowiedziała między innymi, że Rosja rozszerzy swoje błędy na cały świat, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, ludzie bogobojni będą dręczeni, papież wiele wycierpi, a wiele narodów przestanie
istnieć.



Podczas gdy przez cały czas jesteśmy świadomi tego, iż mamy do czynienia z działaniem Księstw i Mocy, dla celów tego studium przyjmujemy, że błędy, o których Matka Boża mówiła, że zostaną rozsiane po świecie, biorą swój początek w tzw. reformacji protestanckiej po 900 latach przeżywania złotego wieku chrześcijaństwa.



Pozdrawiam
Marcin Dybowski

17 listopada 2017

Będą pozwy przeciwko Guy Verhofstadtowi za oczernianie uczestników Marszu Niepodległości

"60 tysięcy faszystów, neonazistów i zwolenników supremacji białej rasy przemaszerowało 300 km od Auschwitz" – Reduta Dobrego Imienia składa do Sądu Okręgowego w Warszawie dwa pozwy przeciwko Guyowi Verhofstadtowi europarlamentarzyście z Belgii, przewodniczącemu frakcji Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy w Parlamencie Europejskim, byłemu premierowi Belgii, autorowi powyższych słów.

W trakcie debaty poprzedzającej głosowanie nad rezolucją ws. praworządności w Polsce, która odbyła się 15.11.2017 r., eurodeputowany Guy Verhofstadt w skandaliczny sposób wypowiedział się na temat Marszu Niepodległości, który odbył się w Warszawie 11.11.2017 r. w dniu święta odzyskania przez Polskę Niepodległości. Wszystkich Polaków biorących udział w warszawskim zgromadzeniu nazwał faszystami, neonazistami, zwolennikami supremacji białej rasy.
Do Sądu Okręgowego w Warszawie składamy dwa pozwy. Jeden kieruje Fundacja Reduta Dobrego Imienia, która wraz z wolontariuszami brała udział w Marszu Niepodległości i nie jest organizacją faszystowską, ani neo-faszystowską. Drugi to pozew prywatny – Pani Miry Wszelakiej, Prezesa Fundacji Reduty Dobrego Imienia, uczestnika Marszu Niepodległości.
- Nie zgadzamy się na takie oskarżenia. To kłamstwa inspirowane doniesieniami medialnymi i fake newsami mediów zachodnich. Pierwsze depesze z Marszu pojawiły się dzień przed Marszem! Brałam udział w Marszu Niepodległości wraz z grupą sympatyków RDI. Nie jestem faszystką, ani neonazistką. Członkowie mojej rodziny wiele wycierpieli w obozach koncentracyjnych z rąk Niemców - faszystów. Wypowiedź Guya Verhofstadta to oszczerczy atak niepoparty dowodami. Będziemy dążyli do uchylenia immunitetu europosła – mówi Mira Wszelaka, Prezes Reduty Dobrego Imienia.

Reduta prosi o zgłaszanie się osób, które chciały by być świadkami w procesie i są gotowe wystąpić przed sądem w tej sprawie. Prosimy o informacje na adres: wolontariat@rdi.org.pl Pozostałych uczestników Marszu, którzy czują się zniesławieni wypowiedziami Guya Verhofstadta, wzywamy do składania indywidualnych pozwów do Sądu Okręgowego w Warszawie. Na początku przyszłego tygodnia  udostępnimy na stronie internetowej www.rdi.org.pl specjalny formularz pozwu.

Pozdrawiamy,
Zespół RDI

16 listopada 2017

Bezpłatna komunikacja miejska dla działaczy nielegalnych organizacji z okresu PRL w Lublinie

Od 6 miesięcy osoby o statusie działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej z powodów politycznych w Lublinie mogli jeździć komunikacją miejską za darmo. 

Uchwała Rady Miasta z 11 kwietnia 2017 nie obejmowała jednak tzw. świadczących pracę w organizacjach związkowych i politycznych nielegalnych w rozumieniu przepisów do kwietnia 1989 r. oraz osób nie wykonujących pracy w okresie przed 4 czerwca 1989 r. na skutek represji politycznych. Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 zwróciło się zatem 14 lipca br. z petycją do Rady Miasta w ramach akcji zrównania praw o przyznanie uprawnień do bezpłatnej komunikacji miejskiej także dla tej kategorii działaczy.

10 listopada Rada Miasta na nadzwyczajnej sesji uwzględniła petycję Stowarzyszenia i wprowadziła uprawnienia do bezpłatnej komunikacji miejskiej dla ww. działaczy. Uchwała co warto podkreślić została przyjęta jednogłośnie przez 31 radnych (PIS, PO, Wspólny Lublin), nikt nie był sprzeciw, nikt się nie wstrzymał. Lublin jest już 9 miastem który wprowadził ulgowe lub darmową komunikację miejską dla tzw. świadczących pracę w nielegalnych organizacjach. Kolejne 8 pozytywnie rozstrzygnęło petycje Stowarzyszenia, ale formalnego uprawnienia jeszcze nie przyznało.

15 listopada 2017

Mirosław Chojecki, legenda opozycji antykomunistycznej nie może otrzymać statusu działacza

Jak informuje Gazeta Wyborcza - Mirosław Chojecki, jeden z najbardziej znanych polskich opozycjonistów lat 70-tych, członek KOR, założyciel podziemnego wydawnictwo NOWA, wielokrotnie wyrzucany z pracy i zatrzymywany, bity w areszcie, skazany na 1,5 roku więzienia, uczestnik głodówek protestacyjnych otrzymał decyzję odmowną Instytutu Pamięci Narodowej ws. potwierdzenia warunków, o których mowa w art.4 ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej, bo zachowały się w IPN dokumenty wytworzone bezpośrednio lub przy współudziale w charakterze tajnego współpracownika lub przy operacyjnym zdobywaniu informacji. 

O co chodzi? Mirosław Chojecki  w 1974 roku rozpoczął pracę w Instytucie Badań Jądrowych. Był on pod nadzorem służb, dlatego każdy musiał się podpisać klauzulę do zachowania tajemnicy. Dwa lata później Chojecki został zatrzymany w Radomiu. Dostał do podpisania oświadczenie, o którym poinformował KOR. Miesiąc później wyleciał z pracy. "Po wręczeniu wypowiedzenia został zatrzymany przez SB i przesłuchiwany przez 13 godzin. Podczas przesłuchania starano się skłonić go do współpracy z SB, a po odmowie szantażowano" - czytamy w dokumencie, który jest w posiadaniu IPN. Decyzję IPN podpisał sam prezes Szarek, który nie neguje zasług Chojeckiego, ale jak stwierdza nie może w świetle ustawy badać faktów, tylko musi stosować przepis ustawowy. 

Nie pierwszy to przypadek odmów znanym działaczom, którzy nie współpracowali z SB, a byli represjonowani. Podobne decyzje odmowne wydano Krystynie Sobierajskiej czy Danielowi Alain Koronie. W przypadku tego ostatniego w latach luty-maj 1988 zostały sporządzone notatki SB, w którym napisano że Daniel się zgłosił i informował. Tyle tylko że jak stwierdził sam archiwista IPN informacje zawarte w notatkach mogły pochodzić z innych źródeł operacyjnych, zaś SB prowadziło w okresie rzekomego informowania grę operacyjną mającą na celu skompromitowanie Daniela w środowisku opozycjonistów i w miejscu pracy. 11 stycznia 2017 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję IPN, ale tenże złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego

Ale być może takich sytuacji w przyszłości nie będzie, o ile senat przyjmie propozycję nowelizacji ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej i osobach represjonowanych z powodów politycznych zgłoszoną przez Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 (P9-39/17). Stowarzyszenie postuluje wprowadzenie warunku braku współpracy z organami w rozumieniu ustawy lustracyjnej zamiast dotychczasowego zapisu o nie zachowaniu się dokumentów w zasobach archiwalnych IPN. Jeżeli propozycja ta zostałaby przyjęta, IPN byłby zobowiązany do prowadzenia postępowania dowodowego mającego stwierdzić czy osoba realnie współpracowała czy nie, i to przy uwzględnieniu wykładni sądów lustracyjnych.
http://serwis21.blogspot.com/2017/10/zapis-lustracyjny-nie-dokumentacyjny.html

Nie doczekał się biogramu, Krzyża, dodatku do emerytury

W dniu 01.09.2017r., po ciężkiej chorobie zmarł na emigracji w Kanadzie, nasz kolega Ś.P. Ireneusz Sierański, założyciel oraz Przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Założycielskiego Związku Zawodowego Funkcjonariuszy MO w roku 1981.

Łączymy się w bólu z jego bliskimi. Irek był dla nas niedoścignionym wzorcem człowieka niezłomnego, zawsze dążącego do prawdy. Niestety na tym padole łez, młyny sprawiedliwości mielą bardzo, ale to bardzo powoli. Dopiero teraz po 28 latach od odzyskania Niepodległości, władza zaczyna doceniać wkład powołanego przez Irka ruchu, który pośrednio przyczynił się do obalenia tego poprzedniego, złego systemu i udostępnił obecnie rządzącym dostęp do władzy. Dopiero teraz zaczynamy być doceniani i zaczynamy otrzymywać "brawa".

Ireneusz Sierański był człowiekiem który nic nie robił za coś, ale wszystko dla kogoś.
Nie myślał nigdy o sobie. Zawsze o innych. Przez próbę założenia ZZ w MO chciał polepszyć warunki pracy i życia funkcjonariuszy. Próbował dogadywać się z robotnikami z „Solidarności" dążąc do pojednania ze społeczeństwem. Najlepszym dowodem na to, jest udział w II turze Zjazdu „Solidarności" we wrześniu 1981 r i złożenie kwiatów pod pomnikiem poległych stoczniowców. Brał udział w organizacji służb porządkowych w kościele pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie po uprowadzeniu bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Są to tylko okruchy z jego działalności społecznej dla Ojczyzny.
Irek nigdy, niczego nie robił dla "braw". Nigdy tych "braw" nie oczekiwał. Niestety również tych "braw" nie doczekał.

Nie doczekał biogramu w Encyklopedii Solidarności, nie doczekał Krzyża Wolności i Solidarności, nie doczekał dodatku do emerytury i innych przywilejów związanych z ulgami w dostępie do służby zdrowia. Nic to...
Człowiek umiera, kiedy się o nim zapomina. My nie zapomnimy.
Irek nie umarł, poszedł tylko przed nami, przygotować miejsce dla nas.
A decydentom i rządzącym chcemy powiedzieć, parafrazując słowa ks. Twardowskiego: „spieszmy się doceniać ludzi, tak szybko odchodzą”.
Uroczystości pogrzebowe odbędą się w dniu 24.11.2017 r., na Cmentarzu Bródnowskim przy ul. św. Wincentego 83, w 03-530 Warszawie.
Początek uroczystości o godz. 12:00, w kościele pw. św. Wincentego a’ Paulo (drewniany) na terenie cmentarza. Prosimy liczny udział pocztów sztandarowych.
Poniżej publikujemy życiorys Ireneusza do biogramu który ma się ukazać w tomie III Encyklopedii „Solidarności"



Biogram do Encyklopedii Solidarności
Ireneusz Sierański, ur. 27 VII 1947 w Łaskarzewie. Ukończył Szkołę Elektromechaniczną, następnie XV Liceum Ogólnokształcące w Warszawie (1976). Przed wojskiem (1966-1968) pracował w Miejskich Zakładach Komunikacyjnych jako elektromonter; następnie w „Elektromontaż-u”. Od 1970 funkcjonariusz w Batalionie Pogotowia i Zmotoryzowanych Patroli Komendy Stołecznej MO ostatnio w stopniu sierżanta. 26 V 1981 pomysłodawca, organizator, przewodniczący zebrania na którym powołano Tymczasowy Komitet Założycielski Związku Zawodowego Funkcjonariuszy MO, zostaje jego przewodniczącym. 1 VI 1981 przewodniczący Zjazdu Delegatów w Warszawie, członek prezydium. 3 VI 1981 wnioskodawca petycji do Sejmu o poparcie dla ruchu związkowego w milicji. 9 VI 1981 uczestnik II Zjazdu Delegatów z całego kraju, wybrany przewodniczącym Ogólnokrajowego Komitetu Założycielskiego ZZ FMO i ruchu związkowego w MO. 12 VI 1981 sygnatariusz wniosku do Sądu Wojewódzkiego w Warszawie o rejestrację ZZ FMO. Uczestnik wielu akcji plakatowania ulic i kolportażu ulotek w Warszawie. 17 VI 1981 zwolniony ze służby za działalność związkową (z art. 65. ust. 2. Pkt. 7 o MO. tj. dla dobra służby). Organizator tajnych posiedzeń prezydium OKZ ZZ FMO w Warszawie. 25 IX 1981 uczestnik rozprawy rejestracyjnej Związku, po odmowie rejestracji współorganizator protestu - okupacji Hali Gwardii spacyfikowanej przez oddziały ZOMO. 27-29 IX 1981 przewodniczący delegacji OKZ ZZ FMO na II turze Pierwszego Zjazdu Solidarności w Gdańsku; składanie wieńca pod Pomnikiem Ofiar Grudnia 1970. Czynnie współpracuje z Zarządem "S" Region Mazowsze; uczestniczy w spotkaniach z załogami warszawskich zakładów pracy i ze studentami. 19 X 1981 rewizja w jego mieszkaniu, oficjalnej siedzibie Związku, zabrano całą dokumentację OKZ ZZFMO. Aresztowany, przesłuchiwany w KS MO. Zwolniony po interwencji Seweryna Jaworskiego i Zbigniewa Romaszewskiego z Biura Interwencji przy ZR "S". 2 XII 1981 udziela wsparcia studentom Wyższej Oficerskiej Szkoły Podchorążych Pożarnictwa w Warszawie; odczytuje odezwę do milicjantów i ZOMO o zaniechanie pacyfikacji uczelni (co doprowadziło, że w pierwszej fazie ZOMO odmówiło szturmu). Studenci zostali brutalnie potraktowani i spacyfikowani przez pododdział specjalny mjr. Jerzego Dziewulskiego. 4 XII 1981 przewodniczący delegacji ZZ FMO w uroczystościach wyświęcenia sztandaru "S" w kopalni "Rozbark" w Bytomiu; rozmowa z kard. Józefem Glempem. 11 XII 1981 uczestnik obrad KK "S" w Gdańsku. 11-13 XII 1981 uczestnik protestu głodowego funkcjonariuszy MO w Stoczni im. A. Warskiego w Szczecinie. Na początku stanu wojennego ukrywa się. 14 XII 1981 przekazuje List Stoczniowców do warszawskich zakładów pracy. 19 XII 1981-23 XI 1982 internowany w ZK Białołęka; dwukrotnie hospitalizowany w szpitalach warszawskich; pobity przez ZOMO podczas "ścieżki zdrowia"; protest głodowy (3-7.10.1982); inicjator wydawania biuletynu "W Służbie Narodu" oraz gazety "Godność" wydawanej przez CDN; autor artykułów i organizator kolportażu. Po wyjściu z internowania wielokrotnie przesłuchiwany, po jednym z przesłuchań dowieziony na rozmowę z gen. Kiszczakiem. W czasie rozmowy m.in. otrzymał zakaz wszelkiej pracy na terenie całego kraju. Podjął się wraz z Tadeuszem Bartczakiem (członek ZZ FMO) oraz grupą ludzi z „Solidarności” i funkcjonariuszem MO z konwoju, odbicia 15.02.1983r. Zbigniewa Romaszewskiego z Warszawskiego Wojskowego Sądu Okręgowego. Będąc w Sądzie w mundurze milicjanta akcję odwołano “ nie było zgody Romaszewskiego. W latach 1983-1986 prowadzi sklep zoologiczny. Szykanowany, zmuszony wraz z rodziną do wyjazdu z Polski (Kanada 1986). Autor i wydawca książki "Wspomnienia Przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Założycielskiego ZZ FMO. 1981-1986. Toronto 2012. Odznaczony Medalem XX-lecia NSZZ Policjantów; Odznaką Honorową XX-lecia NSZZ P (2010); Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2015). Rozpracowywany: 1981 przez Wydz. Dochodzeniowo-Śledczy KSMO, 1981-1984 przez Wydz. III-1 KSMO krypt. "Rozłam", 1983-1985 przez Wydz. III-2 KSMO krypt. "Pismo", 1985 przez Wydz. III-2 SUSW krypt. "Etyka". Inwigilacja prowadzona przez Wydz. IX departamentu III MSW.
Ireneusz. Sierański zmarł po ciężkiej chorobie w dniu 01.09.2017r. dokładnie po 31 latach pobytu na emigracji.
Zestawił: Edmund Lajdorf
Życiorys I. SIERAŃSKIEGO powinien ukazać się w III tomie E-S !!!



W imieniu SFMO „Godność”
Mł. insp. W st. spocz. Julian Sekuła – Prezes
St. sierż w st. spocz. Andrzej T. Proba - Wiceprezes

14 listopada 2017

Imigranci z krajów islamskich już są w Polsce

Klasa polityczna oburzona jest hasłem "Białej Europy" z Marszu Niepodległości. Ostre słowa usłyszeliśmy także ze strony prezydenta Andrzeja Dudy i niektórych przedstawicieli partii rządzącej. Tymczasem prawda jest taka, że powoli liczba imigrantów islamskich w Polsce wzrasta. Poniżej obszerne fragmenty z tekstu, który ukazał się na łamach portalu http://echointernetu.pl:


"Od 2014 roku polską opinią publiczną wstrząsają kolejne doniesienia na temat przymusowej relokacji tzw. uchodźców... Między innymi na fali niechęci Polaków do ich przyjmowania, wynikającej z obawy przed przestępczością, terroryzmem, islamizacją i innymi dobrodziejstwami „multikulti” zwyciężył PiS, jako partia obiecująca powstrzymanie nadchodzącego zagrożenia. Po październiku 2015 roku Polacy odetchnęli z ulgą, ulicami Warszawy przeszedł kolejny Marsz Niepodległości pod hasłem „Polska Bastionem Europy”. Widmo islamizacji oddaliło się…  pozornie.
Od pewnego czasu coraz więcej ludzi zauważa, szczególnie na ulicach dużych polskich miast pewną zmianę. W komentarzach na portalach typu ndie.pl, czy pod filmikami o tematyce islamizacji można przeczytać „jest ich coraz więcej”, „po Ursynowie chodzą grupkami po 3-5”, „zobaczcie co się dzieje na mieście”.  Dotychczasowe medialne obrazki z Francji, Niemiec czy Szwecji pokazujące grupki młodych, śniadych mężczyzn z małymi plecakami widzimy już i na naszych ulicach, choć w znacznie mniejszej ilości. Pewne jest jedynie to, że z roku na rok jest ich coraz więcej. Kobiety w hidżabach z gromadkami dzieci stanowią już część krajobrazu w centrach handlowych Warszawy i Krakowa. Przechodząc w godzinach szczytu koło Urzędu do Spraw Cudzoziemców przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie, czujemy się jak na ulicach Paryża… I nie chodzi tu niestety tylko o wspaniałą architekturę kamienicy Kacperskich, czy Jana Łaskiego przy placu Unii Lubelskiej…

Tak, w naszym kraju postępuje multikulti.


Mimo, że widzimy to wszyscy, ciężko jest ten obraz jakoś przyswoić, czy właściwie zinterpretować. Przecież Rząd odmówił przyjmowania imigrantów… To na zachodzie osiedlają się muzułmanie… To do Niemiec maszerują „uchodźcy”… W Warszawie zawsze było dużo cudzoziemców… To pewnie turyści…
Wypierając w ogóle z umysłu możliwość tego, że nasz kraj może poddawać się dokładnie temu samemu procesowi co Zachód, ufni w zapewnienia Rządu i zadufani we własną narodową potęgę maszerując w kolejnych Marszach, pisząc komentarze, wstawiając obrazki z husarią na profilowe i śmiejąc z tego jak to Szwedzi, Niemcy i Francuzi niszczą swoje kraje, bezwolnie wtoczyliśmy się w te same koleiny. Stojący w kolejkach z wnioskami o legalizację pobytu Turcy, Marokańczycy, Libijczycy, Kazachowie i Pakistańczycy nie są turystami. Są pierwszym krokiem procesu, który w zaawansowanym etapie możemy oglądać na Zachodzie.
Garść przerażających faktów
... Porównując obecność w Polsce imigrantów z krajów takich jak Afganistan, Iran, Irak, Egipt, Pakistan, czy Indie (gdzie mieszka ponad 130 mln wyznawców Mahometa) w roku 2013, czy 2014, oraz obecnie, na początek listopada 2017 (grafika) ...Okazuje się ich ilość na koniec roku 2014 wynosząca dla Polski niecałe 12,5 tys. w chwili obecnej przekracza…. 28 tysięcy.
Oznacza to, że w niecałe trzy lata w Polsce osiedliło się ponad 15 tysięcy imigrantów z Afryki, oraz Bliskiego i Środowego Wschodu, co stanowi podwojenie ich ogólnej ilości.… Polska przed niczym się nie broni.
Najbardziej dobitne są dane dotyczące Mazowsza, głównie Warszawy. W trzyletnim okresie obserwujemy wzrost z niecałych 4,5 tys. do prawie 14 tysięcy. W Stolicy Polski liczba ludzi z krajów islamskich, lub o znaczącej ilości wyznawców Mahometa wzrosła zatem trzykrotnie! (Sic!) Trzy razy w niecałe trzy lata. W chwili obecnej w Warszawie osiedla się już około 5 tys. ludzi z tych krajów rocznie.
Nie to jest jednak najgorsze. Najgorsza jest geometryczna niemalże tendencja wzrostu ilości nowych imigrantów z roku na rok. Na przykładzie Warszawy i Mazowsza:
Rok 2013- 4002
Rok 2014- 4388  (+386 nowych imigrantów)
Rok 2015- 5986 (+1598)
Rok 2016- 9316 (+3330)
Rok 2017- 13716 (+4400 tylko do  listopada)
... W tym momencie, wielu czytelników podniesie krzyk, że przecież to niemożliwe, że część z tych imigrantów to nie muzułmanie, że część to Hindusi…  że oni chcą tutaj tylko pracować, że większość to zezwolenia na pobyt czasowy…  Że w dalszym ciągu ich obecność nam nie zagraża…
Zestawmy zatem kilka faktów tylko z tego roku…
Styczeń: Okrzyki obrażające Polaków i próba gwałtu na Polce:
Zabójstwo chłopaka w Ełku:
Czerwiec: Ośrodek w Górze Kalwarii:
Lipiec: Demolowanie kościoła i bitwa frakcji muzułmańskich:
Sierpień: molestowanie nastolatki:
Uzbrojony Palestyńczyk w środku Warszawy zaatakował policjanta:
Wrzesień: publiczne modły muzułmanów na Muranowie:
To nie są newsy ze Szwecji, to jest polska rzeczywistość.
Pierwsza molestowana na ulicy Polka, pierwszy zdemolowany kościół, pierwsza publiczna modlitwa muzułmanów. Rok 2017 możemy nazwać pod tym względem przełomowym. Na własne oczy widzimy, że Państwo Polskie przestaje panować nad tym kto wjeżdża do naszego kraju. I jak widać na nic nie zda się tu pisanie kolejnych komentarzy w internecie, ani nawet zorganizowanie kolejnej pikiety. Bo co pikieta obchodzi agencję pracy ściągającą na rower do UberEats kolejnego Pakistańczyka? Czy tę pikietę widzi pani z Urzędu ds. Cudzoziemców przeklepująca w komputerze dane kolejnego imigranta, który właśnie złożył wniosek o zezwolenie na pobyt? A może obrazek husarii na profilowym zatrzyma autobus przejeżdżający bez żadnej kontroli przez nieistniejącą realnie granicę polsko-niemiecką? Będąc w strefie Schengen, siłą rzeczy jesteśmy częścią chorego organizmu, z którego zakażenie powoli dociera i do naszych tkanek...
Mimo szumnych zapowiedzi powstrzymania multikulti, płynących nawet w ostatnich dniach z ust senatorów i ministrów, proces postępuje i trzeba temu przeciwdziałać. Przywrócenie kontroli na granicach, zaprzestanie wydawania wiz, skontrolowanie firm ściągających imigrantów do naszego kraju, wymagają jednak presji społecznej na rządzących i nagłośnienia tego problemu. Przekazujcie dalej te informacje, piszcie petycje, rozmawiajcie, jeśli działacie w patriotycznych organizacjach nagłośnijcie w nich tę sprawę, jeśli macie dostęp do któregoś z polityków prawej strony przekażcie im… że multikulturalizacja i islamizacja Polski nie jest już mglistym zagrożeniem, tylko postępującym po cichu z dnia na dzień procesem i to jest ostatni moment, aby go przerwać.
Mamy prawo decydować kogo chcemy widzieć w naszym domu i jakim chcemy go pozostawić w spadku naszym dzieciom. Inaczej za 10-15 lat obudzimy się w kolejnym Malmö…
Warszawiak