Piątek 20 października o godz. 15.00 w Warszawie przed Ministerstwem Infrastruktury ul. Chałubińskiego 4/6
protest Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE
przeciw przewlekłości rządu ws. przekształcenia wieczystego użytkowania w prawo własności i przestępczej patologii przy aktualizacjach opłat użytkowania wieczystego

31 lipca 2017

Niemiecka prasa tubą propagandową niemieckich elit politycznych

W prasie niemieckiej głównego nurtu nie ma praktycznie dnia bez negatywnych doniesień na temat Polski. Od 2015 r. Frankfurter Allgemeine Zeitung, Spiegel, die Welt informują obywateli Niemiec o końcu demokracji w Polsce i dyktaturze Prawa i Sprawiedliwości.

Reduta Dobrego Imienia dotarła do raportu Fundacji Otto Brenner Stiftung pt. „Kryzys uchodźczy w mediach”, w którym znajdziemy dokładną analizę prasy niemieckiej w kontekście przyjęcia uchodźców. W przekazach medialnych w Niemczech w tych latach dominowały zwroty o entuzjastycznym witaniu przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Wielu artykułom towarzyszyły poruszające obrazki i komentarze.

Analiza Fundacji rzuca nowe światło na działania mediów niemieckich, co jest niezwykle istotne także w kontekście doniesień na temat bieżącej sytuacji w Polsce.

Badanie obejmuje publikacje ukazujące się w terminie od lutego 2015 do marca 2016 r. Na ponad 170 stronach zespół pod kierunkiem, Michaela Hallera, dyrektora Europejskiego Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji przeanalizował szczegółowo około 1600 artykułów prasowych drukowanych w prasie codziennej Frankfurter Allgemeine Zeitung, Süddeutsche Zeitung, Welt i Bild, jak i portalach internetowych (Spiegel online. Focus online, Tagesthemen.de) oraz 85 gazetach lokalnych.

Wnioski zawarte w raporcie nie pozostawiają złudzeń - dziennikarze z roli bezstronnego obserwatora stali się politycznym graczem, tubą propagandową politycznej elity. Reporterzy sprzeniewierzając się swej misji przejęli entuzjastyczną, bezkrytyczną narrację dotyczącą kryzysu uchodźczego, jaką narzucili im politycy. Niewygodne dla władzy zdarzenia były eliminowane z przekazu, w artykułach mało jest informacji o troskach, niepokojach i obawach zwyczajnych ludzi. Jeśli jednak już się znalazły, to potraktowane w mentorskim, protekcjonalnym tonie. Tak więc przekaz na temat uchodźców miał wymiar jednostronny. Czytelnik na podstawie relacji medialnych mógł odnieść wrażenie, że wśród migrantów znajdują się stateczni ojcowie ze swoimi żonami i dziećmi, którzy są błogosławieństwem dla niemieckiej gospodarki i wzbogaceniem społeczeństwa.

Na łamach magazynu Cicero wyniki badań podsumował filozof i publicysta Alexander Grau: „kto sprzeciwił się kolektywnej euforii, kto wskazał na to, że wśród przybyłych do Niemiec przeważają słabo wykształceni młodzi ludzie, którzy w świetle genewskiej konwencji o uchodźcach nie są uchodźcami, lecz migrantami ekonomicznymi, których profil czyni przynajmniej problematycznym integrację w zachodnich, liberalnych społeczeństwach może być problematyczny, został zaszufladkowany jako populista, rasista i prawicowy outsider.”

Począwszy od roku 2012 narracja „kultury otwartości” propagowana w prasie niemieckiej, opiera się na perswazyjnej sile, w świetle której jakikolwiek sprzeciw wobec „otwartości” jest niestosowny, nie na miejscu. Badacze wskazali na zjawisko określane w naukach społecznych jako spirala milczenia, które dotknęło społeczeństwo niemieckie w trakcie trwającego kryzysu uchodźczego. Polega ono na wyłączaniu z obiegu opinii, które różnią się od dominującej w danej chwili. Ci którzy myślą inaczej, skazani są na milczenie i frustrację.

W dobie mediów elektronicznych ten brak alternatywy do wyrażania swojego zdania w oficjalnej debacie spowodował, że stłumione głosy krytyczne, nie zniknęły. Przeciwnie, pojawiły się w zniekształconej formie, z dodatkowym ładunkiem frustracji wyrażonej w mediach społecznościowych w formie m.in. ostrych wpisów i komentarzy. Próba napiętnowania i stłumienia także i tych głosów doprowadziła do jeszcze większego niezadowolenia i eskalacji, a tym samym do mocniejszego wybuchu tłumionej złości. W rezultacie nastąpiła polaryzacja niemieckiego społeczeństwa.

Skutki tego pedagogicznego dziennikarstwa są zastraszające, zarówno dla samego dziennikarstwa jak i dla społeczeństwa jako całości. Poważna część obywateli niemieckich wierzy, że dziennikarze są otwarcie zmuszani do zmanipulowanych relacji zgodnych z systemem.

Ponadto, jak czytamy w opracowaniu, duża część społeczeństwa nabrała przekonania, że dziennikarze w jawny sposób są zmuszani do konformistycznego i zmanipulowanego typu prezentacji aktualnych wydarzeń. W reprezentatywnym badaniu przeprowadzonym przez Uniwersytet w Moguncji aż 55% respondentów dopuściło możliwość, że społeczeństwo w Niemczech jest systematycznie okłamywane. Natomiast 26% społeczeństwa niemieckiego była o tym fakcie całkowicie przekonana. Znaczna część mieszkańców Niemiec pod koniec 2016 roku była przekonana, że to rząd ustala i decyduje, o czym media dyskutują, a o czym nie. 

Autorzy raportu w końcowych słowach przytaczają słowa prezesa Federalnego Związku Wydawców Prasowych, Mathias’a Döpfnera z 2017 r. dla DPA: „Zauważamy rosnąca przepaść pomiędzy elitami politycznymi a mediami po jednej stronie a tak zwanym normalnym społeczeństwem po drugiej. Jest to poważna sprawa. Dobry dziennikarz rozmawia z każdym, także z podejrzanymi figurami, w razie konieczności także z przestępcami i dyktatorami, jednakże trzyma zawsze, nawet w stosunku do idealistów i reformatorów, konieczny dystans. I ten dystans w wielu wypadkach stał się coraz mniejszy. Niektórzy dziennikarze postrzegają się tymczasem jako doradcy polityczni i uprawiają dziennikarstwo, które zorientowane jest na nielicznych wtajemniczonych, z którymi porozumiewają się zakodowanym językiem. Właściwym odbiorcą nie jest już normalny, inteligentny, otwarty aczkolwiek tylko częściowo poinformowany czytelnik, lecz koledzy po fachu, politycy, artyści, przemysłowcy.”


Ciekawe, czy i kiedy doczekamy się podobnego badania dokumentującego manipulację w odniesieniu do zmian zachodzących w Polsce po 2015 roku.

Tymczasem warto mieć nadzieję, że społeczeństwo niemieckie, które tak dotkliwie zawiodło się na dziennikarzach przy okazji jednego z poważniejszych kryzysów społecznych ostatnich lat, zachowa dystans w stosunku do trwającej systematycznej kampanii dyskredytującej nasz kraj. Ostatecznie kłamstwo to broń obosieczna, która obraca się przeciwko temu, kto się nim posługuje. Szeroki odzew opublikowanego raportu potwierdza, że do świadomości niemieckiej opinii publicznej dotarł fakt, że sami Niemcy w swym własnym interesie nie mogą tolerować takiej degeneracji zawodu dziennikarza wśród mediów głównego nurtu, jaki ma miejsce obecnie za Odrą.

Raport w języku niemieckim dostępny jest tu:
https://www.otto-brenner-stiftung.de/otto-brenner-stiftung/aktuelles/die-fluchtlingskrise-in-den-medien.html 
Zespół Reduty Dobrego Imienia

30 lipca 2017

1 ofiara śmiertelna i 3 rannych w ramach pokojowego wzbogacania kulturalnego w Konstancji

Dziś 30 lipca godz. 4.30 rano do dyskoteki w Konstancji w południowo-zachodnich Niemczech (Badenia-Wirtembergia) wtargnął uchodźca 34 letni irakijczyk i w "pokojowym nastawieniu" wyjął amerykański karabin szturmowy M16. 1 osoba zginęła a 3 inne zostały ranne. Po opuszczeniu lokalu, oddał "pokojowe" strzały do policji i  w wyniku strzelaniny został poważnie ranny i zmarł w szpitalu z powodu odniesionych obrażeń. Ranny został także jeden z policjantów.

Niemcy miały kolejny przykład "pokojowego nastawienia" i "wzbogacenia kulturalnego. Tymczasem opozycja w Polsce PO-Nowoczesna w ramach europosłuszeństwa chce przyjąć islamskich "uchodźców", którzy w "pokojowym nastawieniu" będą mogli wzbogacić naszą kulturę i życie społeczne.


Humor internetowy: spotkania PO z ludźmi na plaży


Facebook cenzuruje i kasuje 350 prawicowych stron typu Fanpage

Jak informuje portal wRealu24.pl - portal przeżywa ostatnimi czasy "ataki" ze strony Facebooka oraz Youtube'a... Od jakiegoś czasu zaobserwowaliśmy, że na FanPage'ach znikają nasze artykuły wrzucane z linku wRealu24.pl, albo mają zasięg zerowy. Zaczęliśmy drążyć temat i okazało się, że to FB znalazł nowy sposób na to aby filtrować treści "niewygodne". Mianowicie, istnieje algorytm, który nakłada coś w rodzaju filtru na konkretny adres URL, który nie pokazuje się odbiorcom Facebooka lub po prostu jest niezwłocznie usuwany tuż po wrzuceniu na platformę społecznościową. To nie wszystko, Facebook idzie o krok dalej! W dniu wczorajszym wycofano z publikacji ponad 350 stron typu FanPage o tematyce prawicowej. Bez ostrzeżenia, bez podania przyczyny. Właściciele profili zaczęli otrzymywać powiadomienia o wycofaniu z publikacji.

29 lipca 2017

Apel o reformę wymiaru sprawiedliwości - podpisz petycję




Kolejny islamski atak w supermarkecie w Hamburgu

W piątek 28 lipca doszło do kolejnego ataku islamisty w supermarkecie sieci Edeka w dzielnicy Hamburga Barmbek. w Hamburgu. 

Według mediów sprawca ma 26 lat, urodził się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, przybył do Niemiec jako uchodźca, utrzymywał kontakty ze środowiskiem salafitów i zajmował się handlem narkotyków. Krzycząc "Allah akbar" zasztyletował w supermarkecie 1 osobę, a zranił 6 innych.

Jednak powyższe zdarzenie, tak jak wiele innych (w Niemczech czy w innym kraju np. Finlandii) nie robi wrażenia na opozycji PO-Nowoczesna, która wciąż domaga się przyjęcia uchodźców czyli islamskich imigrantów. Z kolei Komisja Europejska także próbuje zmusić polski rząd do realizacji decyzji premier Kopacz w tej kwestii. Dla Komisji Europejskiej jak i dla opozycji totalnej - jak widać - bezpieczeństwo (bieżące i przyszłe) naszych rodaków nie ma żadnego znaczenia.

28 lipca 2017

Veta Prezydenta Dudy, Zofia Romaszewska, Adam Strzembosz i cień PKWN

Wielokrotnie wskazywaliśmy na fakt, iż historia tzw. opozycji z lat 1980-tych jest zafałszowana, wiele tzw. bohaterów nimi  nie byli, a wielu którzy powinni za takowych zostać uznanych poszło w zapomnienie. Przy okazji veta prezydenta do 2 ustaw reformujących sądownictwo wybiły się 2 nazwiska, które w III RP przedstawiano jako autorytety: Adama Strzembosza i Zofii Romaszewskiej. Portal pink-panther.szkolanawigatorow.pl ujawnia jednak informacje, które ww. postacie ukazują w całkiem innym świetle:


Veta Prezydenta Dudy, Zofia Romaszewska, Adam Strzembosz i cień PKWN.

Kiedy widzę Broniatowskiego z Michnikiem i profesorem Strzemboszem „na barykadach Warszawy” walczących „w obronie niezawisłości sądów” a panią Romaszewską z domu Płońską – w charakterze „doradcy Prezydenta RP” z głosem więcej niż doradczym to mam wrażenie, że ten cały PKWN wcale nie został złożony do grobu. Trochę zajeżdża trupim zapachem, ale nie zamierza opuszczać salonów politycznych. Ktoś spyta, dlaczego tak sobie poczynam bezceremonialnie z nieskazitelnymi autorytetami. 

No to odpowiadam. Zaczęło się to w piątek a może w czwartek. Na manifestacji totalnej opozycji w Warszawie pojawił się na scenie owacyjnie witany jako podpora Rychu Petru, Schetyny, Borysa Budki, premierowej Kopaczowej pan profesor Adam Strzembosz lat 87, Prezes Sądu Najwyższego w latach 1990-1998 na mocy głosowania Sejmu kontraktowego, uczestnik obrad Okrągłego Stołu i założyciel „S” w Ministerstwie Sprawiedliwości w 1980 r. i zagaił przeciwko zamachowi na sądy i trójpodział władzy oraz zwrócił się do Prezydenta RP Andrzeja Dudy :’…by nie ubrudził się przepchniętą przez PiS ustawą o Sądzie Najwyższym…”. A w wywiadzie dla portalu www.natemat.pl powiedział :”… Gdyby na ulice wyszło milion ludzi, na pewno można byłoby powstrzymać te zmiany. Bo wtedy oni, czyli PiS, zorientowaliby się, że wybory są przegrane..”. I że w tej sprawie jest pesymistą. A niepotrzebnie. Na ulice nie wyszedł milion ludzi a Prezydent i tak zawetował.

Pan profesor Strzembosz został przedstawiony zebranym obrońcom demokracji i praworządności jako „ikona” . A oni zakrzyknęli wtedy „cześć i chwała – bohaterom”. Na co profesor Strzembosz odpowiedział kokieteryjnie, iż :”… Nigdy nie przejawiałem odwagi wojskowej, troszkę zostało mi odwagi cywilnej. Jestem tutaj wśród państwa nie dlatego, bym chciał pełnić albo bym włączał się w działalność polityczną, jestem bezpartyjny od urodzenia..” i że :”…są jednak takie chwile, kiedy nie można stać z boku…”. Jasne. Broniatowski, Michnik, Wujec, Wałęsa i Balcerowicz „na barykadach” dla zatrzymania krwiożerczego ministra Ziobry a profesor Strzembosz miałby siedzieć na leżaku pod parasolem?

Po prostu łza się w oku kręci. Znowu kolejny autorytet moralny ratuje naszą nieszczęśliwą Ojczyznę. Niewinny wygląd staruszka w wersji „Wernyhora łagodny” albo „słowiański Gandalf” jednak na mnie nie działa i sięgam do życiorysu człowieka, który faktycznie przy okrągłym stole dogadał się z Kiszczakiem i Jaruzelskim jak ma wyglądać system prawny III RP i system kooptacji do zawodu oraz pilnował, aby ustawy były tak dziurawe jak durszlaki i mętne jak Wisła w Warszawie. I aby sędziowie byli „rozgrzani” i „na telefon”.

Otóż profesor Adam Strzembosz urodził się w roku 1930 czyli w roku 1945 miał lat 15 i nie mógł wpływać na bieg historii ale z pewnością widział, co się wokół niego dzieje. Zwłaszcza w Warszawie.

A trochę się działo. Na przykład kiedy przygotowywał się do matury, w styczniu 1949 r. Jan Rodowicz „Anoda” wyleciał z budynku MBP przez okratowane okno „i się zabił”. A 24 lutego 1949 r. powołana została Komisja Bezpieczeństwa Publicznego przy KC PZPR, w skład której wszedł : Bolesław Bierut prezydent RP i sekretarz generalny PZPR, Jakub Berman i Hilary Minc , których przedstawiać nie trzeba oraz Stanisław Radkiewicz Minister Bezpieczeństwa Publicznego i jego zastępcy: Roman Romkowski (Natan Grynszpan Kikiel), Konrad Świetlik były robotnik, Mieczysław Mietkowski (Mojżesz Bobrowicki), która „zcentralizowała” terror komunistyczny.

W Szczecinie „ogłoszono socrealizm w literaturze” a otoczony przez „siły bezpieczeństwa” kpt. Zdzisław Broński „Uskok” szef lubelskiego Inspektoratu WiN –popełnił samobójstwo. Miało to miejsce w dniu 21 maja czyli w trakcie matury akuratnego Adasia Strzembosza. W dniu 5 czerwca 1949 r. samobójstwo pod więzieniem na Rakowieckiej popełniła kpt. Emilia Malessa bo uwierzyła „słowu honoru” Różańskiego –ujawniła członków Komendy WiN. W lipcu pod zarzutem sabotażu zaaresztowano w Elblągu 100 osób. A działacz Stronnictwa Demokratycznego Adam Stroński – dostał karę śmierci. Rok wcześniej, w maju 1948 r. na Rakowieckiej wykonany został wyrok śmierci na Rotmistrzu Pileckim po 2 miesiącach „procesu”.

I bystry chłopaczek Adam Strzembosz „bezpartyjny od urodzenia” po maturze nie wybrał się na medycynę, leśnictwo czy weterynarię albo budowę mostów tylko – pojechał do Krakowa aby rozpocząć studia prawnicze. Kiedy prawo było bezprawiem i szyderstwem z prawa a systemem bezprawia zarządzali bandyci i zdrajcy oraz socjopaci.

Magisterkę z prawa zrobił już w Warszawie w 1953 r. kiedy stalinizm szalał w najlepsze: Prymas Wyszyński zniknął bez wieści a tysiące porządnych Polaków ginęło i traciło zdrowie w aresztach i więzieniach.

A Adaś otrzymał nakaz pracy w centrali ZUS i robił sobie spokojnie aplikację sędziowską (1956-1958), kiedy tysiące niedobitych Żołnierzy AK i Chłopów walczących z kołchozami – wychodziło z więzień i trafiało na mur: brak pracy, brak mieszkania, brak pieniędzy, zakaz zameldowania np. w Warszawie. Wielu wychodziło jako inwalidzi.

Magister Adam Strzembosz tymczasem w 1958 r. został asesorem sądowym a w 1961 r. sędzią Sądu Powiatowego Warszawa Praga a w historycznym roku 1968 r. , kiedy porządni ludzie wylatywali ze studiów i z roboty, mgr Adam Strzembosz zaawansował na Sędziego Sądu Wojewódzkiego dla M. St. Warszawa. Nie załapał się nawet przez pomyłkę na zwykłą manifestację uliczną i łapanki UB.

Może dlatego, że wysoko oceniał swoją rolę w społeczeństwie – w 1963 r. załapał się do Zakładu Kryminologii Polskiej Akademii Nauk założonej na wzór radziecki – do profesora Stanisława Batawii, który tuż po wojnie był członkiem Prezydium Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich a w latach 1951-1954 – konsultantem w zakresie psychiatrii sądowej w Ministerstwie Zdrowia. A za „środkowego Gierka” w 1974 r. rozpoczął dodatkowo pracę w placówce badawczej Ministerstwa Sprawiedliwości czyli w Instytucie Badania Prawa Sądowego. W 1980 r. otrzymał stopień docenta.

Od chwili ukończenia studiów w zakresie prawa komunistycznego piął się nieustannie w górę tegoż komunistycznego wymiaru niesprawiedliwości. Podobno zawsze był bezpartyjny czyli „nie interesował się polityką”. Czyżby nawet nie słuchał Radia Wolna Europa? W 1980 r. nagle mu się odmieniło i został „założycielem Solidarności w Ministerstwie Sprawiedliwości”.

Ja już od lat mam spore wątpliwości co do tego, czy to o „interesy umęczonej klasy robotniczej” chodziło takim „piewcom antykomunizmu” jak czerwony książę Michnik czy II sekretarz Komitetu Uczelnianego PZPR (18 lat) derogi Bronisław G. kiedy w sierpniu 1980 r. „zamachnęli się na Gierka”. A już „przyłączenie się do robotniczego buntu” takiego „buntownika” jakim był przez lata Adam Strzembosz wręcz zapala czerwone światło.

Dalej było standardowo. W stanie wojennym wyrzucili pana Adama Strzembosza z Ministerstwa Sprawiedliwości i z posady Sędziego Wojewódzkiego. Znaczy: był szykowany do innych ról. Dostał robotę na KUL i to nie w drukarni tylko normalny etat naukowy i karierę naukową rozwijał bez problemów. Od 1983 r. był już kierownikiem Sekcji Prawa Świeckiego na Wydziale Prawa Kanonicznego. A w 1986 r. tytuł profesora. To się nazywają „represje pełną gębą”.

W 1988 r. wydarzyły się dwie ciekawe rzeczy: w „letnim mateczniku opozycji demokratycznej” czyli w Kazimierzu Dolnym i okolicach, gdzie w letnich domkach cierpiały takie „ikony opozycji” jak Onyszkiewicz, Geremek, pani Staniszkis, Władysław Siła Nowicki, reżyser Zanussi - Profesor KUL Adam Strzembosz urządza „ ogólnopolską sesję poświęconą zagadnieniom reformy prawa karnego”. To było bardzo łatwe do zorganizowania, bowiem KUL ma w Kazimierzu Dolnym sympatyczny dworek- dom wczasowy dla kadry naukowej przy wjeździe do miasteczka.

I już w 1988 r. profesor Adam Strzembosz i inni wielce szlachetni uczestnicy „sesji” jak śp. Prawnik Falandysz czy prawnik Zoll albo Widacki lub „aspirujący” młody doktor Hołda - już wiedzieli, że „będzie wolna Polska”??? Ciekawe, skąd oni mieli tak dobre informacje? Było tam jeszcze wielu prawników jak prawnik Kochanowski czy prawniczka Grześkowiak. Podejrzewam, że już otrzymali wici „od Adasia” , że „Generał będzie zapraszał na rozmowy” i tak jakoś wyszło, że przy Okrągłym Stole szefem Sekcji ds. reformy prawa był pan profesor Strzembosz. Taka to była „samo mianowana reprezentacja prawnicza”.

No a kiedy doszło do „przełomu” w 1989 r. i co prawda „upadł komunizm” ale profesor Strzembosz poinformował nas, że „sędziowie zdekomunizują się sami”.

Minęły lata, tysiące młodych bezrobotnych ludzi, wytworzonych przez Balcerowicza, Lewandowskiego i całą tę ferajnę – zniknęły w czeluściach „systemu penitencjarnego” albo banalnie popełniło samobójstwo lub wyjechało na zawsze.

A profesor Strzembosz z tym swoim gładziutkim czółkiem, nie przeciętym żadną zmarszczką wątpliwości albo, nie daj Boże, poczucia winy za te wszystkie „błędy wymiaru sprawiedliwości III RP” czy za nieukaranych Humerów i im podobnych zakapiorów od mokrej roboty z czasów Stalina pilnuje, żeby nawet jedna cegła w tym prawnym komunistycznym sędziowskim murze – nie została wyjęta. 

W imię czego? W imię oczywiście „prawa doskonałego”. W tym celu buntuje sędziów do nieposłuszeństwa wobec legalnie wybranej władzy. Ciekawe, że nie buntował siebie i innych w roku 1956 albo w 1968 . Czy kiedykolwiek za czasów PRL.

Autorytet prawniczy i moralny z nadania Kiszczaka i Jaruzelskiego stawia sędziów przed alternatywą: słuchać legalnie wybranej władzy ustawodawczej i przepisów przez nią uchwalonych czy – słuchać Adama Strzembosza, emeryta dyszącego samozadowoleniem moralnym i zaangażowanym w jakiś tajemniczy „Fundusz Obywatelski” wspólnie z Zollem i Ewą Łętowską, kolejną ikoną praworządności, która swoje decyzje blokujące cofnięcie przywilejów starym ubekom – uzasadniała przepisem PKWN o rozdziale papieru. O czym publicznie opowiada pan Leszek Żebrowski, który miał nieprzyjemność toczyć boje prawne z tą „ekspertką”.

Jak wiadomo, na „warszawskim majdanie” coś tam się słyszy o jakimś „funduszu obywatelskim”, co to go „trzeba zebrać”. No i okazuje się, że profesor Strzembosz jak jakiś prorok czy inny jasnowidz, już należy do Kapituły Funduszu Obywatelskiego a Komitet Społeczny na Rzecz Funduszu Obywatelskiego zaszczyciły takie osoby jak pani Zofia Komorowska czy pani Barbara Juraszek-Kopacz.

A ten cały Fundusz Obywatelski funkcjonuje przy Fundacji dla Polski , która to fundacja powstała na początku lat 90-tych dzięki takim autorytetom moralnym i wizjonerom jak Bronisław Geremek, Stefan Meller, Andrzej Wajda czy Jerzy Turowicz i „historycy francuscy”. Kasę oczywiście dostarczała Francja, zasadniczo z udziałem Ambasady Francji w RP a wizje mieli – założyciele.

No i tak się to wszystko kręci przez 27 lat: reformy prawa komunistycznego - TAK, ale nie jakieś byle jakie - tylko „doskonałe”. A na to trzeba poczekać. Czasem i 200 lat a my byśmy chcieli w mgnieniu oka za 27 lat. Tak się nie da i to uświadamia nam profesor Strzembosz wzywający Prezydenta Dudę do wetowania ustaw o SN i KRS.

Prezydent Duda zdał sobie chyba sprawę, że wobec takiej siły autorytetu i potęgi wiedzy prawniczej jaką reprezentuje profesor Strzembosz a zwłaszcza wyrażona przez niego nadzieja, że „pojawi się 2 miliony demonstrantów czyli PiS nie został wybrany” - drobny detal, że coś tam jest przegłosowane przez Sejm, nie powinno go zmuszać, żeby dotrzymywał słowa wyborcom.

Zwłaszcza, że jego główny Doradca czyli magister fizyki pani Zofia Romaszewska, drugi wielki autorytet w Ojczyźnie, odradzała mu podpisywanie „ustaw Ziobry”.

Legenda pani Zofii – bohaterki walki o demokrację i wolną Polskę jest tak silna, że na dźwięk jej nazwiska zginają się wszystkie kolana. No, może nie wszystkie po ostatnim występie doradczym u Prezydenta Dudy.

Pani Zofia Romaszewska przejęła „funkcję legendy Solidarności” po ukochanym Małżonku panu Zbigniewie Romaszewskim. I o ile o św. senatorze Romaszewskim trochę wiemy, przynajmniej o pracy zawodowej i działaniach w KOR, to pani Zofia pozostawała do niedawna w cieniu.

A niesłusznie. To osoba wywodząca się z bardzo ciekawej rodziny i środowiska. Wg standardów PRL to pan Romaszewski „dobrze się ożenił” a pani Zofia wręcz popełniła mezalians.

Aby lepiej zrozumieć, w jakim klimacie wychowywała się i czym nasiąkała obecna kultowa Doradczyni Prezydenta RP warto zacząć od fragmentu dzieła Bohdana Urbankowskiego pt. „Czerwona Msza czyli Uśmiech Stalina” tom II str. 154:”…Po zlikwidowaniu- częściowo przy pomocy Niemców, a częściowo własnymi rękoma – polskiej elity politycznej (proces 16, procesy przywódców AK, NSZ, WiN) komuniści mieli przeciwko sobie już tylko „rząd moralny”- elitę kulturo- i narodowotwórczą składającą się z nauczycieli i duchownych, naukowców i artystów. Tych ostatnich po części kupiono, po części nie dopuszczono na rynek- więc właściwie przestali istnieć. Naukowców usunięto z uczelni, zastąpiono propagandystami wytresowanymi przez IKKN przez Schaffa i w IBL-u przez ŻółkiewskiegoZajęto się też kontrolą przeszłości. Aby „wyzwolić polską historiografię z pęt tradycjonalizmu” i „zlikwidować zacofanie ideologiczne na odcinku historycznym”, powołano ( na II Zjeździe Historyków Polskich we Wrocławiu – 19 do 22 IX 1948 r.) Marksistowskie Zrzeszenie Historyków. Szefem został Stanisław Arnold , do zarządu weszli m.in.:dyr. Centralnej Szkoły PPR (później PZPR) Tadeusz Daniszewski (niedouk, b. aparatczyk KPP), a także Żanna Korman, Celina Bobińska, Nina Assorodobraj, Henryk Jabłoński i inni. Arnold wraz z Kormanową i Ludwikiem Grosfeldem wydali dzieło „Znaczenie prac J. Stalina dla polskiej nauki historycznej”, z którego jednoznacznie będzie wynikać nakaz podporządkowania prac naukowych nie tylko marksistowskiej metodologii (..) ale także sowieckiej wizji historii…”

Kilkoro z wyżej wymienionych „marksistowskich historyków” ma wspólne korzenie towarzysko-naukowe: Stanisław Arnold, Henryk Jabłoński i Nina Assorodobraj byli na Uniwersytecie Warszawskim studentami profesora Marcelego Handelsmana, twórcy i pierwszego dyrektora Instytutu Historii w latach 30-tych XX w., mediewisty imetodologa historii.

Jego studentami i/lub doktorantami byli też tacy ciekawi ludzie jak np. Aleksander Gieysztor, Stefan Kieniewicz , Tadeusz Manteuffel czy Stanisław Płoski, ojciec Zofii Romaszewskiej.

To mogło nic nie znaczyć, bo profesor Handelsman miał zapewne kilkuset studentów. Ale okazuje się, że w czasie niemieckiej okupacji wymienieni wyżej : prof. Marceli Handelsman, Aleksander Gieysztor, Stefan Kieniewicz, Tadeusz Manteuffel i Stanisław Płoski współpracowali z Biurem Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej. Współpracował z nim również przyszły „historyk marksistowski” Witold Kula, małżonek pani Niny Assorodobraj.

I wszystko to oczywiście byłoby bardzo piękne, gdyby nie pewna prawidłowość, która ujawniła się po wojnie: Tadeusz Manteuffel w 1951 był jednym z organizatorów I Kongresu Nauki Polskiej, na którym był współredaktorem referatu Żanny Kormanowej, odpowiedzialnej za stalinizację nauk historycznych, Aleksander Gieysztor, który też „współredagował referat Żanny Kormanowej” wcześniej, po aresztowaniu Kazimierza Moczarskiego i jakoby na jego polecenie –wydał UB część archiwów Biura Propagandy i Informacji KG AK. I podobno rozpoczął stałą współpracę z UB.

A wszyscy „trzymali” Instytut Historii na Uniwersytecie Warszawskim lub Instytut Historii stalinowskiego tworu Polska Akademia Nauk.

Aleksander Gieysztor po upadku Powstania Warszawskiego znalazł się w obozie Gross- Born i tam miał wspólnie ze Stanisławem Płoskim w listopadzie i grudniu 1944 r. opracowywać wspólnie dokument pt. „Powstanie Warszawskie. BiP KG AK”.

Niezależnie od tych powiązań, dr Stanisław Płoski w czasie okupacji działał politycznie w konspiracji na nadspodziewanie dużą skalę: współpracował ze Służbą Zwycięstwu Polsce teozofia i wolnomularza Michała Tokarzewskiego Karaszkiewicza (jako historyk miał kontakty z wojskiem, bowiem od 1922 r. pracował w Wojskowym Biurze Historycznym) a równolegle związał się z organizacją Socjaliści Polscy.

Bardzo to ciekawa organizacja konspiracyjna, ci „Polscy Socjaliści”, zbudowana dopiero w 1941 r. na bazie dwóch innych organizacji. Jedna to „Barykada Wolności” Stanisława Dubois z wykorzystaniem „zasobów ludzkich” „Czerwonego Harcerstwa” i „Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego” powołanej kiedyś m.in. przez Ignacego Daszyńskiego a w roku 1944 kierowana przez Włodzimierza Sokorskiego. Druga to konspiracyjna organizacja „Gwardia” powstała na bazie Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej.

Była to konspiracyjna inicjatywa Polskiej Partii Socjalistycznej i posiadała nawet swoje „ramię zbrojne” w postaci Formacji Bojowo-Milicyjnych Polskich Socjalistów pod komendą Leszka Raabe ps. Marek.

Dr Stanisław Płoski od początku, czyli od Zjazdu Założycielskiego 1 września 1941 r. znalazł się we władzach tej organizacji a konkretnie w Radzie Politycznej. We władzach tych znalazły się też dwie inne bardzo interesujące postacie. Skarbnik „Polskich Socjalistów” Edward Osóbka –Morawski, który miał przejść do historii jako pierwszy przewodniczący Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego w Lublinie a następnie premier powołanego przez Stalina 31 grudnia 1944 r. Rządu Tymczasowego oraz członek ośmioosobowej Rady Politycznej Jan Stefan Haneman, który od stycznia 1944 r. był w składzie Krajowej Rady Narodowej, z którą wyjechał w marcu 1944 r. do Moskwy na negocjacje a następnie w ramach PKWN był „kierownikiem resortu skarbu”.

Kiedy więc w 1945 r. dr Stanisław Płoski z kolegą Gieysztorem powrócił z wojennej tułaczki, mógł, podobnie jak młody pan Gieysztor liczyć na dobrą propozycję zatrudnienia do starych kumpli z organizacji „Polscy Socjaliści”.

I dostał. Koledzy z PKWN nawet specjalny dekret podpisali , powołując do życia podmiot o nazwie „Instytut Pamięci Narodowej przy Prezydium Rady Ministrów”. Dr Stanisław Płoski został mianowany początkowo wicedyrektorem IPN, podczas gdy dyrektorem był Jerzy Kornacki, towarzysz życia Heleny Boguszewskiej redaktorki m.in. „Płomyczka”, ale od 1946 r. dr Płoski był już dyrektorem.

Wśród c pracowników docent wiki wymienia m.in. Janusza Durko, który po roku 1951 pracował jako szef Instytutu Historii przy KC PZPR, Zygmunt Gross adwokat, ojciec Jana Tomasza Grossa, Jerzy Żłobicki kuzyn Aleksandra Gieysztora czy Witold Kula, małżonek towarzyszki Niny Niny Assorodobraj. 


Posiadanie takiego kontaktu towarzyskiego jak towarzyszka Nina Assorodobraj dawało bardzo wiele korzyści w owej specyficznej epoce instalowania sowieckiej okupacji nad Wisłą. Towarzyszka Nina bowiem po klęsce wrześniowej zatrudniła się we Lwowie w Ossolineum, prowadzonego wówczas przez Benka Goldberga czyli Jerzego Borejszę. Wtedy to pod okupacją sowiecką Zakład Naukowy im. Ossolińskich został „znacjonalizowany” i wchłonięty przez Radziecką Akademię Nauk. I również, co znacznie ciekawsze, polskie depozyty złota i srebra umieszczone przez polską arystokrację i ziemiaństwo, jak pisze docent wiki – zostały zarekwirowane. I Borejsza przy tym był i tow. Nina Assorodobraj przy tym była.

Po napaści III Rzeszy na ZSRR towarzyszka Nina zainstalowała się w Warszawie w okolicach Placu Krasińskich i wspólnie z Zofią Podkowińską i Ireną Sawicką w czasie okupacji udzielała schronienia Żydom z Getta warszawskiego. Co było bardzo niebezpieczne i chwalebne i co okazało się idealną inwestycją polityczną na czasy powojenne. Tak się bowiem składa, że m.in. ukryła nie tylko małżonkę Adolfa Bermana panią Basię Temkin Bermanową ale również ich prywatne archiwum. A po wojnie Adolf Berman mógł bardzo dużo a nawet więcej.

Towarzyszka Nina Assorodobraj zauroczyła młodszego od siebie o jakieś 8 lat historyka Witolda Kulę i zapewne ona spowodowała zatrudnienie go w IPN w 1945 r. A sama , jako najlepsza kumpela Żanny Kormanowej została filarem komunistycznej socjologii i zajmowała się m.in. „pamięcią historyczną narodu” i jak piszą na portalach w cyrylicy wprowadziła w latach 60-tych termin „историческое сознание” czyli „świadomość historyczna”. Czyli zajmowała się wraz z kolegami operacjami na żywym mózgu Narodu Polskiego. Preparowanie NOWEJ świadomości historycznej Polaków, oparte na bezczelnych kłamstwach, przemilczeniach i nazywaniu czarnego- białym a także „pedagogika wstydu” – to efekt pracy tej towarzyszki. Gdyby ktoś nie wiedział, kim była Żanna Kormanowa to podrzucam parę detali z życiorysu: aktywistka KPP od 1932 r. , od 1940 r. gorliwa kolaborantka sowieckiego okupanta, głównie na terenie Białegostoku, w 1941 zdołała się ewakuować przez Niemcami i rozpoczęła oszałamiającą karierę w Związku Patriotów Polskich przy planowaniu zainstalowania sowieckiej władzy na terenie Polski.

Jak więc widać, dr Stanisław Płoski po wojnie od razu znalazł się w najwyższych kręgach władzy zniewalanego Państwa i Narodu, jakkolwiek gdzieś w drugim czy trzecim szeregu. Funkcję dyrektora IPN sprawował do 1951 r. Warto wspomnieć, że do zadań tej placówki należało m.in. : niemieckie zbrodnie wojenne, kolaboracja Polaków z okupantem i historia Polski w latach 1863-1945 ze szczególnym podkreśleniem roli rewolucyjnego ruchu robotniczego oraz „badanie genealogii Polski Ludowej”, cokolwiek to znaczy. Po rozwiązaniu tej placówki został przeniesiony do Archiwum Akt Nowych a następnie w roku 1953 na stanowisko szefa Zakładu Dokumentacji Instytutu Historii PAN. W roku 1954 uzyskał stopień docenta a w 1959 r. stopień profesora nadzwyczajnego.

Pani Zofia Romaszewska nie odpowiada za wybory swojego Ojca, który się po prostu „ładnie urządził” po wojnie. Natomiast ma ona „swoją świadomość historyczną”, która nie jest – naszą świadomością historyczną. Pani Zofia Romaszewska po prostu uważa, że jej głos znaczy znacznie więcej niż głosy 235 posłów Sejmu RP, głosy paru milionów Polaków czy głos jakiegoś tam „ministra z prowincji”. To jest dokładnie ten styl myślenia, z jakim do sprawowania kurateli nad Polską w imieniu Stalina przyszli do władzy komuniści w 1944 r.

No i pozostaje jeszcze ta wstydliwa sprawa dekomunizacji sądownictwa. Pierwszy nieśmiały krok uczyniony przez PiS zgodnie z obietnicami wyborczymi a pan Adam Strzembosz i pani Zofia Romaszewska rzucili się jak dwoje Reytanów , krzycząc: „Nie pozwalam!!!”. Co zrobił pan Prezydent, to już zupełnie inna historia.

Kołobrzeg przychylnie o uldze w komunikacji miejskiej dla działaczy nielegalnych organizacji z okresu PRL

Jak informuje http://informacje.kolobrzeg.pl/index.php/miastokg/4469-ulga-dla-nielegalnych-dzialaczy-wideo  Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956 – 89 zwróciło się do naszej Rady Miasta z petycją o przyznanie prawa do ulgi w transporcie zbiorowym dla działaczy nielegalnych organizacji z okresu PRL. Komisja Prawa, Porządku Publicznego i Spraw Obywatelskich dała stowarzyszeniu zielone światło. 


Najprawdopodobniej stosowna uchwała Rada Miasta przyjmie we wrześniu br.

27 lipca 2017

Ulgi kolejowe dla działaczy nielegalnych organizacji - opinia pozytywna, ale przyznanie byłoby przedwczesne

W ramach akcji zrównania praw weteranów walk o niepodległość z okresu sprzed i po 1956 roku, Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 wystąpił o przyznanie ulgi 51% także dla działaczy nielegalnych organizacji z okresu PRL do firm kolejowych (poprzez przyznanie ulgi handlowej) i do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa (Stowarzyszenie złożyło projekt zmiany ustawy).
Jak już wcześniej informowaliśmy PKP Intercity wskazało, iż sprawę powinien uregulować ustawodawca. 
http://serwis21.blogspot.com/2017/07/pkp-intercity-odmawia-ulgi-dla-dziaaczy.html
Także Przewozy Regionalne odmówiło udzielenia ulgi, stwierdzając że mogą przyznane wyłącznie ulgi i zniżki o charakterze komercyjnym, oraz w świetle ustawy nie mogą wynieść 51%.
Odpowiedź Przewozów Regionalnych z 20 lipca 2017

Propozycję Stowarzyszenia (dot. przyznania ulg działaczom nielegalnych organizacji) - jak stwierdza podsekretarz stanu Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwo Justyna Skrzydło - ze społecznego punktu widzenia należałoby ocenić pozytywnie. Jednakże, aby objąć osoby wskazane w petycji uprawnieniami do ulg przy przejazdach środkami publicznego transportu zbiorowego, należałoby dokonać nowelizacji ustawy z dnia 20 czerwca 1992 r. o uprawnienia do ulgowych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego poprzez dodanie nowej grupy uprawnionych do ulg, bądź ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego. Zgodnie ze stanowiskiem Rządu wyrażonym przy okazji kolejnej propozycji rozszerzenia zakresu uprawnień do ulg dla nowej grupy, wprowadzanie jakichkolwiek zmian do ustawy o ulgach, do czasu wypracowania kompleksowej polityki państwa w zakresie ulg na przejazdy, uszczelnienia systemu refundacji oraz nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym jest na chwilą obecną przedwczesne.
Odpowiedź MIB z 19 lipca 2017 r.

25 lipca 2017

Tusk, Timmermans, Soros – ręce precz od Polski!

26 lipca w godzinach 17:00 – 18:00 przed budynkiem Komisji Europejskiej w Polsce (ul. Jasna 14/16A, 00-041 Warszawa) odbędzie się manifestacja środowisk narodowych przeciwko działalności organizacji założonych przez George’a Sorosa w Polsce.

„Kryzys polityczny w naszym kraju, spowodowany sporem o reformę sądownictwa, sprowokował wrogów suwerenności Polski do ataku” nie kryją organizatorzy, zatroskani o los Polski.

„Głos zabrali znani z niechęci do naszego państwa unijni komisarze. Polityczną interwencję podjął również Donald Tusk – człowiek, który porzucił funkcję premiera Polski na rzecz ogromnej pensji marionetkowego przewodniczącego Rady Europejskiej” wyliczają.
 
„Wreszcie – swoje fundacje uruchomił George Soros, przedstawiciel kosmopolitycznej finansjery, globalista, znany z atakowania suwerennych narodów na całym świecie” dodają. Dlatego w najbliższą środę zapraszają wszystkich Polaków, patriotów by dać wyraz polskiemu przywiązaniu do suwerenności Rzeczypospolitej! „Musimy powiedzieć Tuskowi, Timmermansowi i Sorosowi – ręce precz od Polski!” apelują.

„Dosyć wspierania i zewnętrznego finansowania antypolskiej dywersji w naszym kraju!” konstatują.
W środowej manifestacji udział wezmą: Ruch Narodowy, Młodzież Wszechpolska, Obóz Narodowo-Radykalny i Stowarzyszenie Marsz Niepodległości.
Serdecznie zapraszamy!

24 lipca 2017

Prezydent zawetował ustawę o SN i o KRS, żadnej reformy sądów już nie będzie

Prezydent Andrzej Duda zawetował 2 z 3 ustaw reformującej ustrój sądowniczy w Polsce tj. ustawę o Sądzie Najwyższym oraz ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa. Przegłosowane przez Sejm ustawy były za długie, nawet wadliwe, niedoskonałe, ale jednak były próbą zmian w patologicznym systemie sądowniczym. Teraz po wetach prezydenta, nie należy się spodziewać w najbliższym czasie jakichkolwiek zmian na najwyższych szczeblach wymiaru sądowniczego (KRS czy SN). Prezydent zapowiada inicjatywę, ale wiadomo że prace będą długie, przewlekłe (sędziowie się o to postarają) a i tak skończą się niewielkimi kosmetycznymi zmianami.

A że protestującym chodzi żeby nie było zmian, mogą świadczyć że dalej organizowane są demonstracje, dalsze żądania opozycji totalnej ws. trzeciego weta tj. ws. ustawy o ustroju sądów powszechnych (która wprowadza losowe przydzielenie spraw a nie według widzi mi się przewodniczącego sądu) czy też komunikat rzecznika KRS sędziego Żurka cyt. Wszyscy którym leży na sercu dobro Ojczyzny, spotykają się dzisiaj wieczorem przed sądami i w wielu innych miejscach, w każdym polskim mieście. Dzisiaj likwidowany jest Sąd Najwyższy oraz Krajowa Rada Sądownictwa, która czuwa, by politycy nie wywierali wpływu na sędziego. Ze świecami w rękach po raz kolejny stwórzmy łańcuch światła" (przecież prezydent właśnie zawetował 2 ustawy o KRS i o Sądzie Najwyższym, czyli nic nie ulega zmianie ws. KRS i SN).


Jak widać nie tylko chodzi o brak zmian w Sądzie Najwyższym czy w Krajowej Radzie Sądownictwa, ale o brak zmian w ogóle, a właściwie o jedną zmianę - o obalenie aktualnego rządu.

Frans Timmermans przed polską prokuraturą?

Czy Frans Timmermans będzie pociągnięty do odpowiedzialności karnej i stanie przed polskim wymiarem sprawiedliwości? Tego domaga się Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE.

20 lipca Stowarzyszenie złożyło do Prokuratury Krajowej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez wiceszefa Komisji Europejskiej noszącego znamiona art.224 KK - Kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe organu administracji rządowej, innego organu państwowego lub samorządu terytorialnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Co prawda pan Timmermans jest obcokrajowcem i przebywa za granicą ale zgodnie z art.110 KK może być pociągnięty do takiej odpowiedzialności (Ustawę karną polską stosuje się do cudzoziemca, który popełnił za granicą czyn zabroniony skierowany przeciwko interesom Rzeczypospolitej Polskiej, obywatela polskiego, polskiej osoby prawnej lub polskiej jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej oraz do cudzoziemca, który popełnił za granicą przestępstwo o charakterze terrorystycznym.)

Jak stwierdza Stowarzyszenie - Frans Timmermans w imieniu Komisji Europejskiej zapowiedział, że Komisja jest gotowa w przyszłym tygodniu rozpocząć procedurę przeciwko Polsce o naruszenie unijnego prawa, jeśli przeprowadzane reformy wymiaru sprawiedliwości zostaną zaakceptowane w obecnym kształcie. Niezależnie jak oceniamy (pozytywnie czy negatywnie) ustawy procedowane i uchwalane w polskim parlamencie, nie ulega wątpliwości iż zgodnie z Konstytucją, jedynie polski parlament i prezydent mogą w trybie ustawy określić ustrój sądowniczy w Polsce. Grożąc Polsce procedurami o naruszenie prawa i ostatecznie sankcjami, Frans Timmermans próbuje wywrzeć niedopuszczalny wpływ na czynności urzędowe Sejmu, Senatu i Prezydenta co nosi znamiona czynu zabronionego określonego w art.224 KK. W naszej ocenie takie działanie nie znajduje żadnego umocowania albowiem nie widzimy żadnej przesłanki uzasadniającej wszczęcia procedury przeciw Polsce. 

Nie ma żadnych przesłanek do wszczęcia procedury art.7 Traktatu UE albowiem nie jest naruszony art.2 Traktatu UE, który w żadnym słowie nie odnosi się do sposobu konstrukcji ustroju sądowniczego (Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn). 

W konkluzji Stowarzyszenie uważa, iż działania Fransa Timmermansa i innych komisarzy UE należy traktować jako groźby bezprawne.

Nowoczesna chciała zwolnić sędziów Sądu Najwyższego z odpowiedzialności karnej za wykroczenia?

Osoby protestujące przeciwko ustawie o Sądzie Najwyższym i narzekające na brak dyskusji w polskim parlamencie najwyraźniej nie czytały poprawek zgłoszonych przez Nowoczesną. Niektóre miały charakter typowo obstrukcyjny, ale poprawka 141 miała zagwarantować sędziom zwolnienie z odpowiedzialności karnej za wykroczenia. Cyt.

POPRAWKA 141) art. 51 nadać brzmienie: „Art. 51. § 1. Sędzia Sądu Najwyższego odpowiada dyscyplinarnie za przewinienia służbowe i uchybienia godności urzędu. § 2. Sędzia odpowiada dyscyplinarnie także za swoje postępowanie przed objęciem stanowiska, jeżeli uchybił obowiązkowi piastowanego urzędu państwowego lub okazał się niegodnym urzędu sędziego. § 3. Za wykroczenia sędzia może odpowiadać tylko dyscyplinarnie.”

Zatem sędzia, który prowadziłby samochód pod wpływem alkoholu (czyli do 0,5 promila we krwi), który ukradłby w sklepie rzeczy pod warunkiem że nie przekracza jednorazowo 500 zł nie mógłby być pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a jedynie dyscyplinarnie czyli np. otrzymałby upomnienie lub naganę. Co więcej mógłby dalej orzekać np. w sprawach osób, które prowadziły samochód pod wpływem alkoholu lub dokonywały kradzieży.

Czy o taki wymiar sprawiedliwości walczą protestujący na ulicach?

23 lipca 2017

Humor internetowy ws. protestów przeciw ustawie o Sądzie Najwyższym


Co w Kolegium Sądu Najwyższego robi sędzia Marian Buliński? (z facebook'a)


Francuski sąd nakazał zdemontowanie pomnika Jana Pawła II


Nowoczesna chciała dać sędziom SN dodatkowe przywileje finansowe

W trakcie prac nad ustawą o Sądzie Najwyższym, Nowoczesna chciała zwiększyć przywileje finansowe sędziów Sądu Najwyższego, którzy przecież zarabiają ponad 20 tys. zł miesięcznie. Świadczą o tym zgłoszone poprawki:

Poprawka 46: Art. 47. Sędziemu Sądu Najwyższego przechodzącemu w stan spoczynku przysługuje jednorazowa odprawa w wysokości dziewięciomiesięcznego wynagrodzenia;

Poprawka 133. Propozycja brzmienia art. 44. paragraf 6a punkt 4 podpunkt a ustawy o SN - sędziemu przysługuje świadczenie pieniężne z ubezpieczenia społecznego w razie niemożliwości wykonywania pracy z powodu: Nieprzewidzianego zamknięcia żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły, do których dziecko uczęszcza, a także w przypadku choroby niani, z którą rodzice mają zawartą umowę uaktywniającą, o której mowa w art. 50 ustawy z dnia 4 lutego 2011 r. O opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (Dz. U. Z 2016 r. Poz. 157), lub dziennego opiekuna, sprawującego opiekę nad dzieckiem.

30 lipca - OBCHODY 73. ROCZNICY WYBUCHU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO- Chicago


22 lipca 2017

Ustawa o Sądzie Najwyższym przegłosowana, ruch należy do prezydenta

Senat przegłosował bez poprawek ustawę o Sądzie Najwyższym. Jest to ustawa, która pozwala wyeliminować niektórych sędziów z pierwszą prezes SN i innych sędziów, którzy gwarantowali układ patologiczny w sądownictwie.  W tym sensie opozycja ma rację, że to ustawa kadrowa. Ale to jakiś początek. Niestety poza tym ustawa niewiele zmienia, sędziowie nadal będą dyscyplinarnie oceniali sędziów, mają wciąż te same przywileje (75% uposażenia w stanie spoczynku, gdy normalny pracownik nie może liczyć teraz na emeryturę wyższą niż 40-50% swojego wynagrodzenia), immunitety itd.

Ustawa jest zatem niedoskonała, wadliwa (w punkcie liczby kandydatów na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego przedstawionych prezydentów - raz 5, innym razem 3), ale przynajmniej ma ten walor że umożliwia zmiany kadrowe, i w ten sposób uderza w małym stopniu, ale jednak, w istniejące patologiczne stosunki. Konieczne są jednak dalsze działania np. w zakresie procedur, kosztów sądowych, udziału społecznego w postępowaniach sądowych. 

Teraz ruch należy do prezydenta.

Park Narodowy Lasu Bawarskiego po obronie ekologów przed interwencją


Nachodźcy (felieton z internetowego kabaretu Małgorzaty Todd 29/2017)

Zdawać by się mogło, że Unia Europejska popadła w poważne tarapaty. Nie dość, że opuszcza jej grono tak bogaty kraj jak Wielka Brytania, to pozostałe kraje starej Unii borykają się z najazdem islamistów. Unijni przywódcy, jakby tego nie zauważali, zajmują się takimi pierdołami jak rzekomy brak demokracji w Polsce. Czy oni całkiem pogłupieli? Nic podobnego! To właśnie Polska, Węgry, Czechy są największym zagrożeniem dla unijnej chorej ideologii. Przeszkadzają bowiem we wprowadzeniu komunizmu na modłę Spinellego – guru przyświecającego poczynaniom unijnych uzurpatorów.


Nic więc dziwnego, że Unia Europejska chce nakładać na Polskę sankcje za nieprzyjmowanie tak zwanych uchodźców, no bo przecież umów trzeba dotrzymywać! Zapytajmy zatem, co to za umowa, której rzekomo nie dotrzymujemy? Zawarła ją podobno niejaka Ewa Kopacz w imieniu polskiego rządu. Osoba ta wsławiła się bardzo bezczelnym kłamstwem smoleńskim, za które została sowicie wynagrodzona najpierw stanowiskiem marszałka sejmu, a po rejteradzie Tuska stanowiskiem premiera. 

 

Wywdzięczając się za te zaszczyty skłonna była do robienia wszystkiego co  oficer prowadzący od niej zażąda. Na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej  przyjęła postawę pozostałych członków grupy, czyli odmowę przyjęcia „uchodźców”, po to tylko, żeby  chwilę później danego zobowiązania nie dotrzymać. W Brukseli zgodziła się ochoczo na przyjmowanie tak zwanych kwot w liczbie „na razie 7 tysięcy” niezidentyfikowanych osobników. Później, czyli nie wiadomo kiedy, następnych 15 tysięcy.

 

A zatem, notoryczna kłamczucha obiecuje coś komuś na gębę i to ma być poważne zobowiązanie polskiego rządu? Umowa, której należy przestrzegać, mimo iż nikt jej nie widział na oczy?

 

Małgorzata Todd

21 lipca 2017

Prezydent Warszawy sprzeciwia się zwolnieniu nieruchomości mieszkaniowych z podatku

Komisja Budżetu i Finansów Rady m.st. Warszawy podjęła decyzję o przedłużeniu terminu rozpatrzenia petycji Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE w sprawie zwolnienia nieruchomości mieszkaniowych do 150 m2 powierzchni użytkowej oraz przynależnych do nich gruntów z podatku od nieruchomości do dnia 27 października 2017 r.

Wcześniej tj. 6 czerwca br. Hanna Gronkiewicz Waltz, jak można było się spodziewać, negatywnie odniosła się do projektu Stowarzyszenia. Najbardziej curiozalnie brzmi uzasadnienie pani prezydent Pomniejszenie wpływów do budżetu miasta o szacowane 54 mln zł (na tyle szacuje się zmniejszenie dochodów) stanowiłoby dla niego wysoki uszczerbek i oddziaływałoby na zakres realizowanych projektów, skoncentrowanych na podnoszeniu jakości życia mieszkańców m.st. Warszawy. Przypomnijmy zatem, że szacowane wpływy do budżetu Warszawy w 2017 r. szacowane są na 15 mld 67 mln zł. Jak widać wspomniana kwota to mniej niż 0,4% wpływów. Istotny uszczerbek, śmiechu warte.

Także komicznie brzmi twierdzenie, iż koszt poboru podatku od nieruchomości to ok. 1,5 mln zł. Przypomnijmy zatem, że należy wysłać każdemu podatnikowi (a w przypadku małżeństwa obu współmałżonkom) decyzję podatkową. Koszt listu z poleceniem odbioru to 7,80 zł. W Warszawie jest ponad 770 tys. gospodarstw domowych. Oznacza to, że co roku istnieje konieczność wysłania ok. 1 mln listów, a do tego należy je przygotować wydrukować, podpisać przez osoby upoważnione, itd. Zatem koszt realny to ok. kilkanaście milionów złotych, a nie 1,5 mln zł jak twierdzi Miasto. A zatem realny ubytek finansowy byłby znacznie mniejszy.

Prezydent Warszawy w piśmie rozwija wizję quasi zapaści społecznej, jeżeli nastąpiłoby zwolnienie z podatku nieruchomości mieszkaniowych. HGW sugeruje, iż ubytek 54 mln zł to zagrożenie np. dla programu warszawskiego bonu żłobkowego, darmowych opłat przedszkolnych, inwestycji w miejsca przedszkolne, darmowej komunikacji miejskiej dla uczniów, budownictwa Mieszkania 2030, działań na rzecz bezpieczeństwa, tańszych biletów długookresowych, ekodotacji. 
Ani słowem pani prezydent nie wspomina, iż można by zredukować nieco liczbę urzędników, nie realizować niektórych bzdurnych inwestycji (np. naprawiania ścieżek rowerowych, które są we względnie dobrym stanie) czy też zrezygnować z niepotrzebnych wyjazdów na koszt podatników itp. Dodajmy np. iż sama wartość zwróconej w ramach nienależnej reprywatyzacji słynnej nieruchomości przy Chmielnej 70 wynosiła ok. 160 mln złotych czyli 3-krotnie więcej niż ubytek z tytułu zwolnienia z podatku od nieruchomości mieszkaniowych.

Teraz decyzja należy do Rady Miasta.

Ciężki los "więźnia" Jana Rulewskiego

Senator Platformy Obywatelskiej Jan Rulewski pojawił się na posiedzeniu Senatu w stroju przypominającym więzienny drelich i z tyłu napisem ZK. Na głowie miał czapkę, w strój miał wpiętą białą różę. Twierdzimy, że Polska powoli, ale systematycznie zamienia się w zakład karny - powiedział Rulewski podczas swojego wystąpienia w Senacie.

No cóż nie znam w Polsce więźnia, który otrzymuje wynagrodzenie ponad 10 tys. zł miesięcznie, któremu funduje się drugie tyle na własne biuro, ponadto podróże koleją i pociągami za darmo, pobyty w hotelach w turystycznych miejscowościach do 7 tys. złotych rocznie i którego pobyt karny polega na zamieszkaniu we własnym domu, na wystąpieniach publicznych m.in. w telewizji. Rzeczywiście ciężki los "więźnia" Jana Rulewskiego"!!!

Stałe poparcie polityczne od ostatnich wyborów parlamentarnych

Jak można by sądzić oglądając TVN24 lub czytając inne liberalno-lewicowe media, można by pomyśleć, iż Polska płonie, cały naród protestuje, a jedynie garstka popiera rządzących. Jednak jeżeli uważnie przyjrzeć się, wszystko jest manipulacją.

W Warszawie ilość demonstrantów przed Pałacem Prezydenckim była znaczna, ale podawane liczby dalekie odbiegały od rzeczywistości. 200 tys. podał Roman Giertych, choć technicznie nie jest możliwe by aż tyle osób zgromadziło się na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim. Rzecznik Ratusza (czyli PO) podał liczbę 50 tys. Tymczasem policja doliczyła się 14 tys. Gazeta Wyborcza doliczyła się w całym kraju 100 tys. demonstrantów, jeżeli liczenie było tak samo jak Ratusza w Warszawie (a m.in. na takich obliczeniach opierała się GW) to można być całkiem spokojni. Większość Polaków ma w nosie polityczne zagrywki polityków, wszelkie apele, wezwania do awantur, puczów, ito, twierdzenia ws. rzekomego zamachu stanu, niszczenia demokracji itp.

Ostatnio media próbują przekonać, że protestować przeciw PIS przychodzi coraz więcej młodych ludzi. Niby Potwierdzają to też sondaże. Aż 82 procent badanych w wieku 18-29 stwierdziło, że sprzeciwiają się polityce rządu Beaty Szydło - wynika z sondażu IBRiS dla Onetu (wp.pl). Tą informację skrzętnie powtarzały inne media. Problem w tym, że nie tak dawno sondaż dla Dziennika Gazety Prawnej (a zatem nie dla medium PISowskiego) przeprowadził inny ośrodek Ariadna. Okazuje się, że aż 63,4 proc. ankietowanych w wieku od 18 do 24 lat deklaruje swoje poparcie dla partii rządzącej. Zatem kilkanaście czy 63 procent za PISem.

Skoro niby takie niezadowolenie społeczne, to poparcie dla PISu powinno znacząco spadać, a dla opozycji znacząco wzrosnąć. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Ostatnie sondaże zarówno IBRIS jak i Kantar Public wykazują stabilne poparcie dla PIS w granicach 38/39%, mniej niż 30% dla PO-Nowoczesnej, ok.8-9% dla Kukiz’15. Jak łatwo zauważyć w zasadzie takie same wyniki mieliśmy w wyborach w 2015 roku, a zatem tak naprawdę sympatie polityczne nie uległy jakieś zasadniczej zmianie.