5 maja 2017

Przed szpitalami - pikiety i akcje antyaborcyjne



Przypomniała mi się pewna dramatyczna historia. Kilka lat temu, podczas pikiety pod warszawskim Szpitalem Bielańskim, podeszła do nas kobieta, której poród rozpoczął się w 23 tygodniu ciąży. Lekarze w tej placówce w ogóle nie chcieli pomóc i kazali jej czekać na urodzenie martwego dziecka! „W papiery wpiszemy poronienie” - powiedzieli. Nie została tam ani chwili dłużej i błyskawicznie pojechała do innego szpitala.

Dzisiaj jej córka chodzi do szkoły i wszystko jest dobrze. Jedak tego typu przerażające opowieści docierają do mnie z wielu miejsc w Polsce. Wszystko dzieje się za przyzwoleniem dyrektorów szpitali, którzy zezwalają na okrucieństwo na masową skalę. Szczególnie przeraził mnie przypadek lekarzy ze Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej, którzy przez cztery lata zabili ponad 412 dzieci.

Jeszcze do niedawna ci aborterzy byli całkowicie anonimowi. Do publicznej wiadomości podawano jedynie ogólne, bardzo nieprecyzyjne statystyki, dotyczące liczby aborcji dokonywanych w Polsce. Dzięki akcji Szpitale bez aborterów wiemy, kto i gdzie odbiera dzieciom życie.

W związku z tym, wiele osób prosi nas o interwencje w konkretnych placówkach. Dzięki pomocy naszych Darczyńców, zebraliśmy odpowiednie dane i uruchomiliśmy stronę, na której każdy może wysłać list protestacyjny bezpośrednio do dyrektora szpitala w swoim mieście. Na początek umieściliśmy na niej szpitale w: Rudzie Śląskiej, Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Gliwicach, Lublinie i Toruniu. Listę na bieżąco rozszerzamy – regularnie będą pojawiały się na niej kolejne miasta.

Otrzymane wsparcie pozwala nam również na kontynuowanie antyaborcyjnych pikiet, które w ostatnim czasie odbyły się m.in. w Bełchatowie, Katowicach, Warszawie i Lublinie.

Bardzo podobała mi się też akcja naszych wolontariuszy z Krakowa. W Niedzielę Miłosierdzia Bożego zorganizowali pikietę w Łagiewnikach, którą zobaczyło kilkadziesiąt tysięcy osób! Mimo ciężkich warunków pogodowych i porywistego wiatru, młodzi ludzie trzymali duże, antyaborcyjne plakaty przez ponad 8 godzin.

Nasi sympatycy często pytają mnie, dlaczego robimy pikiety w takich miejscach? „Przecież nikt tam nie popiera aborcji!” - słyszę. Z doświadczenia wiem, że niestety jest inaczej. Wiele osób wciąż nie wie co to jest i jak wygląda aborcja lub nieświadomie powiela manipulacje zwolenników zabijania nienarodzonych. Przykładem może być sytuacja z ostatniej pikiety pod Szpitalem Orłowskiego w Warszawie, z którego wyszła praktykantka z medalikiem na szyi i z ogromnym zacięciem przekonywała nas, że zabijanie chorych dzieci powinno być dozwolone.

Każda taka sytuacja jest trudna ale przecież właśnie o to walczymy. Emocjonalne reakcje na nasze działania, które obserwujemy każdego dnia, to budzące się sumienia, wyrwane przez prawdę z letargu.

Pomoc Darczyńców umożliwiła nam także zorganizowanie kolejnych akcji z użyciem mobilnych lawet. Ta forma dobrze sprawdziła się już we Wrocławiu, gdzie będziemy ją prowadzić jeszcze w najbliższych tygodniach.

W maju postawiliśmy sobie za cel kolejne pikiety i akcje pod szpitalami. Planujemy również kampanię związaną z przyzwoleniem Ministerstwa Zdrowia na dokonywanie aborcji. 

Kinga Małecka Prybyło, Fundacja Pro Prawo do Życia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz