30 września 2016

Biuletyn Serwis21 - wrzesień 2016

Ukazał się kolejny numer Biuletynu Serwis21 - wrzesień 2016, a w nim m.in. 
- spór o czas letni
- zwrot kamienic na podstawie protokołu zamiast decyzji
- Przewodniczący Rady Nadzorczej PKO BP w służbie konkurencji?
- Oczekiwanie na kolonoskopię (czyli dezinformacja NFZ)
- Nadzwyczajny Kongres Świętych Krów
-Rotacyjne odbywanie kary za Zygmunta Miernika, o ile prezydent nie zastosuje prawa łaski?
- Jakie świadczenia dla weteranów walki o niepodległość 1956-89?
- Proces sądowy za sprzeciw wobec islamskiej imigracji
- W sprawie niedopuszczalności ujemnej waloryzacji świadczeń emerytalno-rentowych Dezyderat zamiast projektu ustawy
- Smoleńskie mataczenie za rządów PO-PSL
- Wściekły anty-smoleński atak
- Uwagi SIS WIECZYSTE do rządowego projektu ustawy o przekształceniu współużytkowania wieczystego w prawo własności
- wiadomości z kraju i ze świata

BIULETYN DO POBRANIA I WYDRUKU

Z inicjatywy Adamowicza i Rzeplińskiego, balanga Trybunału Konstytucyjnego z okazji 30-lecia odbędzie się w Gdańsku

Na 17 października w Gdańsku zaplanowano obchody 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego dla ponad 300 osób. Jak wskazuje Telewizja Republika Prestiżowy Dwór Artrusa w Gdańsku w połączeniu z 300 osobami daje 750 tys. zł. Choć prezydent Adamowicz zapewnia, że część wydatków pokryją sponsorzy, nie ma wątpliwości, że impreza dla Rzeplińskiego będzie zorganizowana w większości za pieniądze mieszkańców Gdańska. Bowiem jak informuje onet.pl - Rzecznik Prasowy Adamowicza, Antoni Pawlak, odmówił podania listy sponsorów stwierdzając, cyt. Nie mogę jeszcze podać listy sponsorów, mecenasów wspierających wydarzenie z wyszczególnieniem kwot darowizn na rzecz organizacji wydarzenia bowiem sprawa jest jeszcze dogrywana. Zapewniam, że jak tylko będą jakieś szczegółowe i pewne informacje, to je podamy

Przypomnijmy przy tym, iż równocześnie władze Gdańska odmówiły przyznania bezpłatnej lub chociażby ulgowej komunikacji miejskiej dla byłych działaczy opozycji antykomunistycznej. 

Teraz wiemy dlaczego, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz i rada miasta woli hołdować komunistycznym tradycjom.

Swój sprzeciw wobec tym obchodom wyraził wojewoda pomorski Dariusz Drelich. Tekst jego listu otwartego przedstawiamy poniżej:


29 września 2016

W sprawie niedopuszczalności ujemnej waloryzacji emerytalno-rentowej, sejmowa komisja przyjmuje dezyderat

Komisja do Spraw Petycji, na posiedzeniu w dniu 5 lipca 2016 r., rozpatrywała petycję (Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE) w sprawie zmiany ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych poprzez dodanie przepisu, że świadczenie nie może ulec zmniejszeniu w wyniku waloryzacji. Celem petycji jest uniknięcie hipotetycznej sytuacji, w której w wyniku waloryzacji wysokość nominalna świadczeń uległaby obniżeniu. Sytuacja taka mogłaby doprowadzić do naruszenia zasady ochrony praw nabytych, w tym przypadku chroniącej prawo do świadczenia w określonej wysokości.
Wprawdzie projektu ustawy zaproponowanego przez Stowarzyszenie nie uwzględniono, ale zdecydowano się na przygotowanie dezyderatu do Prezesa Rady Ministrów, którego 22 września Komisja właśnie przyjęła. Czytamy w nim, że:
Stosowanie waloryzacji in minus, może w pewnych przypadkach prowadzić do ograniczenia prawa do zabezpieczenia społecznego. Przesłanki dopuszczalności ograniczenia ochrony praw konstytucyjnych określa art. 31 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którym ograniczenia mogą być ustanowione w drodze ustawy, oraz wtedy, gdy są one konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
W związku z tym dopuszczalność stosowania waloryzacji in minus w oparciu o obowiązujące przepisy wydaje się niewłaściwa, a ewentualne obniżenie świadczeń powinno mieć miejsce jedynie w oparciu o uchwaloną w tym celu ustawę. Z drugiej strony dodanie zaproponowanego w petycji przepisu może doprowadzić do dysproporcji pomiędzy systemem ubezpieczeń społecznych a realnym stanem gospodarki oraz finansów publicznych (naszym zdaniem nie ma takiego zagrożenia - uwaga red.)
Komisja ma świadomość, że konsekwencje ekonomiczne proponowanej przez autorów petycji zmiany dotykać mogą bezpośrednio budżetu państwa.
Mając powyższe na uwadze, Komisja do Spraw Petycji zwraca się o dokonanie całościowej analizy ekonomicznej w zakresie możliwości wprowadzenia zmiany proponowanej przez autora petycji.
Ponadto prosi o odpowiedź na następujące pytania:
Pierwsze, czy obecnie funkcjonujący mechanizm waloryzacji (wskaźnik waloryzacji jako średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w poprzednim roku kalendarzowym, zwiększony o co najmniej 20% realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim roku kalendarzowym) jest wystarczającym gwarantem uniknięcia ujemnej waloryzacji?
Drugie, nad jakimi nowymi rozwiązaniami w zakresie formuły waloryzacji świadczeń emerytalno-rentowych pracuje obecnie Rada Dialogu Społecznego?
Trzecie, jakie stanowisko w ramach Rady Dialogu Społecznego w zakresie waloryzacji prezentuje rząd?
Jeśli w wyniku przeprowadzonych analiz i ocen zostanie stwierdzona potrzeba wprowadzenia zmian w przepisach prawa – Komisja zwraca się o przygotowanie przez rząd odpowiedniego projektu i skierowanie go do Sejmu.”
Przypomnijmy, że rząd planuje w 2017 r. podwyższenie minimalnej emerytury do 1000 złotych, a minimalna waloryzacja nie mogłaby być mniejsza niż 10 złotych. Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE domagało się jednak rozwiązań ustawowych w zakresie wykluczenia negatywnej waloryzacji emerytalno-rentowej.

Przekształcenie współużytkowania wieczystego w prawo własności - bez poprawek lub opóźnione

Fakt zniesienia współużytkowania wieczystego i przekształcenia w prawo własności to krok we właściwym kierunku, w kierunku uwłaszczenia mieszkańców. Już nie będzie horrendalnych podwyżek opłat wieczystego. Ale jak mawia powiedzenie – Bóg jest w preambule, a diabeł tkwi w szczegółach - stwierdza w wywiadzie dla Prawy.pl prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE dr Daniel Alain Korona.
http://prawy.pl/37955-przed-przyszlymi-oplatami-za-przeksztalcenie-z-uzytkowania-wieczystego-we-wlasnosc-mozna-sie-bronic/

Stowarzyszenie kwestionuje propozycje dokonania w wyniku przekształcenia wpisów w dziale III Księgi Wieczystej – obciążenia. Ponadto problemem jest wysokość opłat za przekształcenie, stanowczo za wysokie. Np. są osoby, które w Warszawie płacą do kilku tysięcy złotych rocznie za użytkowanie wieczyste, przy tej ustawie musieliby zapłacić przez 20 lat czyli kilkadziesiąt tysięcy złotych. Stowarzyszenie opowiadało się za nieodpłatnym przekształceniem, gdyż mieszkańcy już raz wykupili te mieszkania. Jeżeli jednak mają być opłaty przekształceniowe, to muszą być znacznie mniejsze – rocznie do poziomu 0,3% wartości.

15 września Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa zakończyło etap konsultacji w/s projektu ustawy o przekształceniu współużytkowania wieczystego w prawo własności. Uwzględniając krótki czas do planowanej daty wejścia w życie ustawy tj. 1 stycznia 2017, co wymusi konieczność szybkiego procedowania, mało prawdopodobne jest uwzględnianie przez rząd i parlament jakichś poprawek. Możliwa jest też sytuacja, iż wejście w życie ustawy zostanie opóźnione, m.in. ze względu na zbyt krótki okres - zauważa prezes Korona.

PO obsadzała funkcje publiczne działaczami partyjnymi, a teraz zaprzecza faktom


28 września 2016

Wygraliśmy pierwszą bitwę, ale nie wojnę


W ubiegły piątek Sejm przyjął projekt „Stop Aborcji" do dalszych prac. Ten sukces to zasługa wielu lat ciężkiej pracy naszych przyjaciół, wolontariuszy, współpracowników i ogromnego wsparcia ze strony ludzi dobrej woli, którzy przekazywali na rzecz Fundacji darowizny bez których organizacja tak wielu akcji nie byłaby możliwa.Jesteśmy z całego serca wdzięczni wszystkim, którzy włączają się w tę walkę o prawo do życia. To dzięki takim ludziom Polska jest absolutnie wyjątkowa w swoim podejściu do dzieci nienarodzonych. W żadnym innym państwie europejskim obywatele tak zdecydowanie nie opowiadają się za prawem do życia.

Na nasze zaproszenie w Polsce gości Irene van der Wende, poczęta w wyniku gwałtu holenderska działaczka pro-life, która młodości dokonała aborcji na swoim dziecku, również poczętym w wyniku gwałtu, a dziś mówi, że aborcja była dla niej traumą większą niż gwałt. Irene tak opisała to, co się u nas dzieje: „Cieszę się, że tu jestem. Mam poczucie, że biorę udział w historycznych wydarzeniach. Cała Europa patrzy na Polskę, która może dać przykład prawdziwego szacunku do życia ludzkiego".


Co będzie dalej? Musimy teraz bardzo mocno wziąć się do pracy. Wiem, że to trudne tak od razu po wygranej bitwie, jednak nie mamy prawa teraz spocząć na laurach. W 2011 roku Sejm również skierował projekt „Stop Aborcji" do pracy w komisjach. Niestety już miesiąc po głosowaniu członkowie komisji parlamentarnej zarekomendowali odrzucenie ustawy i znów znaleźliśmy się na początku drogi. Nie możemy dopuścić do powtórzenia tej sytuacji. Musimy działać! Naciskać na posłów wszystkimi możliwymi drogami, pokazywać, że nie spoczniemy póki polskie dzieci nie będą bezpieczne w łonie matek. Prawo, które zakończy codzienne zabijanie niewinnych dzieci, musi być wprowadzone natychmiast!

Już zaczynamy plakatową akcję informacyjną pokazującą, jak głosowali poszczególni posłowie. Chcemy, żeby mieli świadomość, że przed wyborcami nie da się ukryć poglądów na tak fundamentalne sprawy. Chcemy pokazać, kto głosował za barbarzyńskim projektem feministek i kto sprzeciwił się wprowadzeniu pełnej ochrony życia od poczęcia.

Właśnie przygotowujemy plakaty na pikiety pod biurami poselskimi. Aż 113 posłów Platformy Obywatelskiej, 3 posłów Kukiz'15, 4 posłów PSL i wszyscy posłowie Nowoczesnej zagłosowali przeciwko prawu do życia dla bezbronnych dzieci. Potrzebujemy funduszy na nowe banery!

Kontynuujemy też pikiety na ulicach polskich miast. Pokazujemy prawdę o aborcji i zmieniamy sumienia Polaków. Prowadzimy nabór do komórek regionalnych i szkolimy wolontariuszy na kolejnych kursach na obrońców życia.

Będziemy też monitorować prace komisji sejmowej, która zajmuje się projektem „Stop Aborcji" i reagować na wszystkie niepokojące sygnały. Będziemy informować na bieżąco.

Te wszystkie działania wymagają nakładów finansowych. Proszę z całego serca o pomoc. Każda złotówka się liczy. Bez wsparcia naszych hojnych darczyńców nigdy nie bylibyśmy w miejscu, w którym jesteśmy – u progu pełnej ochrony życia.

Kinga Małecka-Prybyło
Fundacja Pro Prawo do Życia

Pierwsze Powstanie Śląskie w zarysie - Józef Grzegorzek


Szanowni Państwo, polecam nowość Wydawnictwa ANTYK

Pierwsze Powstanie Śląskie w zarysie - Józef Grzegorzek

Książka napisana przez uczestnika walk o polskość Śląska, który będąc komendantem głównym POW Górnego Śląska przygotowywał I Powstanie Śląskie. Aresztowany w przeddzień wybuchu powstania i więziony przez Niemców w Kłodzku i Świętoszowie nie mógł w I Powstaniu Śląskim wziąć udziału bezpośrednio. Uczestniczył później w akcji plebiscytowej na Śląsku oraz brał udział w zwycięskim III Powstaniu Śląskim (niesłusznie uważa się jako jedyne zwycięskie Powstanie Wielkopolskie - przecież powstania śląskie zakończyły się także zwycięstwem).

Józef Grzegorzek urodził się w 1885 roku w Marklowicach, był bardzo aktywnym działaczem narodowym. Pochodził z rodziny robotniczej Marklowic. Był działaczem polskiej emigracji w Saksonii, Nadrenii i Westfalii. Od 1910 był sekretarzem generalnym Związku Śląskich Kół Śpiewaczych. W styczniu 1919 był organizatorem i pierwszym przewodniczącym Komitetu Wykonawczego Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. 11 sierpnia 1919 został wybrany komendantem głównym Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. Aresztowany przez Niemców w przeddzień wybuchu I Powstania Śląskiego, był więziony w Kłodzku i Świętoszowie. Był pracownikiem Polskiego Komisariatu Plebiscytowego w Bytomiu. Brał udział w III Powstaniu Śląskim, w trakcie którego był członkiem Wydziału Wykonawczego Naczelnej Komendy Wojsk Powstańczych. W okresie międzywojennym pracował jako urzędnik, był aktywnym członkiem Związku Powstańców Śląskich. W 1935 ukazała się jego książka pt.: Pierwsze powstanie śląskie 1919 roku w zarysie. W czasie II wojny światowej Niemcy więzili go w obozie koncentracyjnym w Dachau. Po wojnie pracował w przemyśle węglowym, w latach 1946-1948 był starostą w Tarnowskich Górach. Zmarł w 1961 roku.


Serdecznie zapraszam do lektury

Marcin Dybowski

Przewodniczący Rady Nadzorczej PKO BP w służbie konkurencyjnego Banku?

Czy członek rady nadzorczej banku może pełnić funkcje w konkurencyjnym banku lub instytucji kredytowej? Wydaje się, że nie. Tymczasem taka sytuacja ma miejsce w największym polskim banku - PKO BP.

PRZEWODNICZĄCY NADZORCZEJ PKO BP W BOŚ SA
Piotr Sadownik - przewodniczący rady nadzorczej PKO BP jest członkiem aż 3 innych rad nadzorczych.w tym ... Banku Ochrony Środowiska SA (od 15 lutego 2016). Przypomnijmy, iż głównym akcjonariuszem BOŚ SA jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (ponad 52%) a PKO BP - Skarb Państwa (ale w wysokości poniżej 30%). Mimo poważnego udziału własności państwowej w obu podmiotach, PKO BP SA i BOŚ SA prowadzą względem siebie działalność konkurencyjną. Zatem udział w radzie nadzorczej w jednym z banków powinien wykluczać udział w drugim. Dlaczego? Bo jak zauważa niezależny ekonomista dr Daniel Alain Korona, prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE - członek rady nadzorczej w ramach wykonywanej funkcji ma dostęp do dokumentów, informacji dotyczących działalności spółki (w tym także poufnych), których treść może być wykorzystana przy prowadzeniu działalności konkurencyjnej. Jednak mimo objęcia funkcji w radzie nadzorczej PKO BP i jej przewodniczenia, pan Piotr Sadownik nie zrezygnował z zasiadania w konkurencyjnym Banku, czego dowodem jest fakt, iż stosowny wpis znajduje się na stronie Internetowego Monitora Sądowego i Gospodarczego, a ponadto wciąż figuruje jako członek rady nadzorczej na stronie samego BOŚ SA. Podobna informacja widnieje zresztą na stronie PKO BP.

OBOWIĄZEK LOJALNOŚCI WOBEC SPÓŁKI
Co na to prawo? W tekście opublikowanym w 2013 r. Jacek Gąsior z kancelarii Stachowicz Ptak Adwokaci i Radcowie Prawni sp. p. (http://www.taxfin.pl/artykul,2552,Obowiazek_lojalnosci_i_zakaz_konkurencji_czlonka_rady_nadzorczej.html)  wyjaśniał, że: Pomimo braku w k.s.h. wyraźnego przepisu nakładającego na członków rady nadzorczej obowiązku lojalności, w doktrynie prawa handlowego, podkreśla się, że taki obowiązek istnieje, a interpretowany jest na podstawie wielu norm zawartych w k.s.h. oraz w kodeksie cywilnym (Dz. U. 1964 Nr 16, poz. 93 z późn. zm. - zwany dalej k.c.). Nie ulega bowiem wątpliwości, że nadzór sprawowany przez członków rady nadzorczej sprawowany jest nie w ich własnym interesie ale w interesie spółki. Przy wykonywaniu swoich obowiązków powinni oni dołożyć staranności wynikającej z zawodowego charakteru ich działalności. Nie do pogodzenia z ich obowiązkami byłoby więc nielojalne zachowania się wobec spółki. Należy podkreślić również, że między spółką a każdym członkiem jej rady nadzorczej istnieje stosunek prawny, niezależnie od tego czy osoba ta została  wybrana, czy w inny sposób powołana w skład rady. Pomimo, że charakteru tego stosunku nie określa k.s.h., czynić to mogą przepisy szczególne, statut spółki lub umowa zawarta między spółka a członkiem rady. W braku innych podstaw prawnych do stosunku tego należy stosować art. 750 k.c. mówiący o umowie zlecenia. W konsekwencji, członek rady nadzorczej obowiązany jest do wykonywania swoich obowiązków zgodnie z ich treścią i  w sposób odpowiadający ich celowi gospodarczemu (art. 354 § 1 k.c.). Dodatkowo za wymaganiem lojalnego zachowania członka RN przemawia otrzymywanie przez niego wynagrodzenia za pełnienie tej funkcji. Mając powyższe na uwadze można twierdzić, iż członek rady nadzorczej jest zobowiązany do zachowania lojalności w stosunku do spółki, a tym samym prowadzenie przez niego działalności konkurencyjnej lub udział w konkurencyjnej spółce może zostać uznany za naruszenie tego obowiązku, co może ostatecznie prowadzić do jego odpowiedzialności, nie tylko organizacyjno-korporacyjnej, ale również cywilnej (art. 471 k.c. oraz art. 483 § 1 k.s.h.)

ALBO PKO ALBO BOŚ?
Wprawdzie nie ma dowodów, by przewodniczący Rady Nadzorczej PKO BP zachował się nielojalnie względem jednego lub drugiego banku, ale nie możemy też potwierdzić tezy odwrotnej. Sam fakt potencjalnego możliwego konfliktu interesów powinno było wzbudzić refleksję u pana przewodniczącego i skutkować złożeniem jego natychmiastowej rezygnacji z udziału w jednej z rad (PKO BP lub BOŚ SA). Ale nic takiego nie miało miejsca, najwyraźniej zasady etyki przegrywają z dodatkową kasą. Ciekawe, co w tej sprawie mają do powiedzenia główni udziałowcy obu banków - Minister Rozwoju w imieniu Skarbu Państwa (w PKO BP) i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (w BOŚ SA)?

27 września 2016

Imam Wielkiego Meczetu w Mekce wzywa do walki z niewiernymi

Jak informuje portal PCh24.pl - Adburrahman ibn Abdulazis as-Sudais, imam Wielkiego Meczetu w Mekce, zaapelował o walkę przeciw niewiernym, zwracając się w wojowniczy sposób do milionów muzułmańskich pielgrzymów przybyłych do tego świętego dla islamu miejsca. - O Allahu, daj zwycięstwo, honor i siłę naszym braciom, dżihadystom, którzy walczą w Syrii, Jemenie, Iraku i na całym świecie. Uczyń, by zatriumfowali nad zdrajcami żydami, nad niewierzącymi chrześcijanami i wszystkimi niewiernymi – wzywał imam. Ten fragment jego przemowy pokazała telewizja egipska oraz liczne stacje telewizyjne w innych krajach muzułmańskich. Imam przynależy do ruchu salafickiego, jest on jednocześnie przyjacielem książąt Arabii Saudyjskiej, którzy z wielkimi honorami przyjmowani są w europejskich stolicach.

Mecz ważniejszy od rzekomej "obrony demokracji"

W pierwszej powakacyjnej manifestacji Komitetu Obrony Demokracji uczestniczyło 12 tys, osób policja, 25-30 tys osób według Ratusza i KODu. Marsz KOD był popierany, nagłaśniany i lansowany przez PO, Nowoczesną, PSL, SLD, Twój Ruch, Razem, wszelkie ruchy lewackie i lewicowe, itp. Miał także wsparcie środowiska samej Gazety Wyborczej, TVN, Polsat, Axel Springer, Onet,pl NaTemat, Tok fm, RMf.fm i itp. Jak obrona demokracji ma wyglądać w opinii tych osób. Otóż wystarczy zobaczyć niesione transparenty i posłuchać co ci ludzie wykrzykują, np. wzywają do wysyłania PISu i rządu do komór gazowych.

Ale jak wytłumaczyć tak mizerną frekwencję w stosunku do oczekiwań i przy tej skali emocji, zapowiadano bowiem nawet 50 tys. osób. Otóż szef KOD Mateusz Kijowski w TVN24 winę zwalił na... mecz piłkarski z FC Barceloną. Okazuje się zatem, że niektórzy zwolennicy KOD bardziej zainteresowani byli meczem hiszpańskiej drużyny, aniżeli rzekomą obroną demokracji. 


26 września 2016

Szwedzcy policjanci w obawie przed uchodźcami odchodzą z pracy


Szwedzcy policjanci, w obawie przed „uchodźcami” oraz fałszywych działań władz, masowo odchodzą z pracy... informuje portal Zmiany na Ziemi, a za nim marucha wordpress.com. 

Szwecja islamizuje się w zastraszającym tempie i nawet policja nie jest w stanie zapanować nad sytuacją. Norweska telewizja NRK donosi, że każdego dnia nawet trzech funkcjonariuszy rezygnuje z pracy, zaś 80% pracowników policji rozważa jak najszybsze zakończenie swojej kariery. Masowe zwolnienia z policji spowodowane są wyjątkowo trudną sytuacją kryminalną w całym kraju – na terenach zamieszkanych głównie przez migrantów dochodzi do gwałtów, przemocy a nawet ataków z użyciem granatów ręcznych. Sytuacja jest po prostu fatalna. 

Sierżant Peter Larsson powiedział dla telewizji NRK, że w Szwecji zapanował „wielki kryzys” – wielu jego kolegów postanowiło odejść z policji. Funkcjonariusze nie są w stanie badać przestępstw, nie mają czasu aby przybyć na miejsce zdarzenia a „warunki pracy” pogorszyły się. Policjanci, służby medyczne oraz strażacy są coraz częściej atakowani. 

Tina Svensson, mieszkanka peryferii Göteborga, podczas spaceru z psem była świadkiem morderstwa. Dwie osoby zostały zastrzelone z broni automatycznej. Okolica w której mieszka jest wyjątkowo niebezpieczna a ludzie żyją w strachu. Svensson dodaje, że liczba przestępstw jest tak wielka, że policja nie zawsze przyjeżdża na miejsce. 

Sytuacja jest szczególnie niebezpieczna w większych miastach, takich jak Göteborg czy Sztokholm, gdzie żyje spora liczba tzw. uchodźców. W całej Szwecji, policja naliczyła już 55 stref, do których nie ma dostępu. Służby porządkowe po prostu unikają tych miejsc. Kryzys stale się pogłębia a szwedzki rząd prędzej czy później może uznać, że kraj nie posiada już żadnej zdolności do obrony przed zagrożeniami.

Czy w CRW PKO BP dojdzie do pracowniczej akcji protestacyjnej?

Z informacji, jakie w ostatnim czasie docierają z różnych źródeł do redakcji Serwisu21, wynika jednoznacznie, że atmosfera panująca wśród pracowników Centrum Restrukturyzacji i Windykacji banku PKO BP staje się coraz bardziej napięta. 

Poziom determinacji pracowników CRW, którzy już od ponad roku bezskutecznie usiłują przekonać Zarząd PKO BP do rewizji realizowanego, kontrowersyjnego Projektu „Winda” (o którym pisaliśmy już wielokrotnie na łamach Serwisu21) – zakładającego centralizację tej specjalistycznej jednostki banku – zbliża się niebezpiecznie do poziomu krytycznego. 

Czy dojdzie do bardziej bezpośredniej formy protestu pracowników CRW? Z informacji jakie docierają do redakcji wynika, że taki scenariusz staje się coraz bardziej realny. Z uwagą będziemy zatem śledzić dalszy rozwój sytuacji i informować na bieżąco o kolejnych wydarzeniach w PKO BP.

25 września 2016

Nie chcą mi dać dotacji, to z czego mam żyć z biletów


5.10 Justyna Helcyk stanie przed sądem za sprzeciw wobec islamskiej imigracji


5 października Justyna Helcyk, która stanęła na czele społecznego wyrazu oburzenia, sprzeciwiając się przyjmowaniu do Polski imigrantów stanie za to przed Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Śródmieścia, ul. Podwale 30, o godz: 11:00, Sala 238.


Justyna Helcyk jest ciągana po Sądach przez Prokuraturę Rejonową dla Wrocławia Śródmieścia po doniesieniu szefa lokalnego SLD za "nawoływanie do nienawiści do nieokreślonej grupy muzułmanów". Dowodami w sprawie są artykuły z Gazety Wyborczej i przybudowanej do niej Gazety Wrocławskiej.

W przedstawionym przez Prokuraturę akcie oskarżenia nie przytoczono żadnych słów Justyny, a jedynie politycznie poprawne ogólniki jak "wzbudzała uczucie lęku", "odwoływała się do stereotypów". W akcie oskarżenia nie ma przytoczonego ani jednego słowa z ponad 20 minutowego przemówienia!

W rzeczywistości Justyna przedstawiła powszechnie znane fakty na temat fundamentalizmu islamskiego, prześladowań chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej oraz przestępstw popełnianych przez przybyszów w Europie np. napaści na tle seksualnym czy aktów terroru.

Prowadząca postępowanie prokurator Justyna Pilarczyk jest znana we Wrocławiu z dwóch głośnych spraw. To właśnie ona umorzyła postępowanie przeciwko mężczyźnie, który oddał mocz na ludzi modlących się na wrocławskim rynku oraz drugie postępowanie o obrazę uczuć religijnych w bluźnierczym spektaklu "Golgota Picnik"! Prokurator nazywana zadaniową po przedstawieniu aktu oskarżenia Justynie Helcyk dostała awans do Prokuratury Okręgowej!

W sprawie Justyny Helcyk została złożona interpelacja do Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry przez posła Adama Andruszkiewicza.
W odpowiedzi Ministerstwo Sprawiedliwości wskazało szereg błędów i naruszeń Kodeksu Postępowania Karnego w przedstawionym akcie oskarżenia i nakazało Prokuratorowi Rejonowemu przeprowadzenie analizy postępowania prokuratorskiego przeprowadzonego przez panią prokurator Pilarczyk oraz zawieszenie sprawy. 

Wygląda na to, że Prokuratura Rejonowa ignoruje opinię. Ministerstwa i 5 października Justyna Helcyk stanie przed Sądem!

Dlatego tym bardziej musimy być tam razem z nią!

źródło: Facebook


Obowiązkowa nauka o homozwiązkach dla 6-katków w Hesji

Jak informuje portal Pch24.pl - W niemieckiej Hesji przedstawiono nowy plan przymusowej edukacji seksualnej. W jego myśl już sześciolatki mają nauczyć się akceptacji dla „różnorodności seksualnej”. Jak poinformowały władze, w ten sposób dzieci mają zostać przygotowane do pojmowania zmian zachodzących w społeczeństwie. Zmiany edukacyjne w Hesji są efektem wpływu lewackich Zielonych na lokalną politykę. Od 2014 roku landem rządzi CDU wspierająca się koalicją z tym skrajnym ugrupowaniem. Jak podaje konserwatywna „Junge Freiheit”, nowy plan edukacji seksualnej nie bierze pod uwagę zastrzeżeń heskiej Rady Rodziców, która nie chciała zgodzić się na promowanie akceptacji dla lesbijek, gejów, bi-, trans- i intereseksualistów już u najmłodszych dzieci. Zignorowany został też głos Kościoła katolickiego; biskupi wskazywali heskim decydentom, że uczenie sześciolatków o homozwiązkach może być po prostu szkodliwe... W nowym planie przewiduje się, że najmłodsze, sześcio- i siedmioletnie dzieci, będą poznawać „różnorodne sytuacje rodzinne i partnerskie związki jednopłciowe”. Starsi uczniowie dowiedzą się, co oznacza hetero-, bi-, homo- i transseksualizm. Z kolei szesnastolatkom w szkołach będzie oferować się pomoc w ewentualnym coming-oucie... W Niemczech edukacja w szkołach jest obowiązkowa. Nawet głęboko wierzący rodzice nie mogą uchronić swoich dzieci przed deprawacją w szkole, bo za edukację domową lub nieposyłanie dzieci na określone zajęcia grożą im kary finansowe, więzienie, a w ostateczności odebranie dzieci.

Hipokryzja Nowoczesnej ws. misiewiczów

Misiewicze to akcja Nowoczesnej mająca ujawnić rzekome olbrzymie zawłaszczania państwa przez ludzi z Prawo i Sprawiedliwości. Na razie wygląda to mizernie - na stronie jest 141 nazwisk osób w różnych spółkach i instytucjach, którzy mogą być związani z PISem. Oczywiście o kompetencjach osób do zajmowania stanowisk nie pisze się wcale, wszak Nowoczesna z góry przyjęła, że jak mianowany za czasów PIS, to nie ma żadnej kompetencji.

Zapomniał wół jak cielęciem był - brzmi znane porzekadło. Za czasów PO-PSL w spółkach skarbu państwa i innych instytucjach państwowych, setki działaczy i osób związanych z Platformą Obywatelską (a jak wiadomo Nowoczesna to młodsza siostra Platformy) obejmowała intratne stanowiska, na których zarabiali setki tysięcy, a nawet miliony złotych. Najciekawiej, że najgłośniej krzyczy Nowoczesna, której lider w Ryszard Petru w 2014 roku został z rekomendacji PO szefem rady nadzorczej PKP SA, mimo że nie miał uprzednio nic wspólnego z kolejami państwowymi. Ale jak zauważył niegdyś Marek Belka b. premier, b. minister finansów - przesłuchiwany przez jedną z komisji śledczych - na okoliczność pracy w radzie nadzorczej, opiera się ona jedynie na oglądaniu słupków. A do tego żadnych szczególnych predyspozycji, wielkich kompetencji nie potrzeba. 
Ponadto jakie są kompetencje w Nowoczesnej, można było się przekonać w związku ze sprawozdaniem finansowym, odrzuconym przez PKW i przez Sąd Najwyższy (w ten sposób Nowoczesna straciła 4,5 mln zł rocznie subwencji państwowej).

W rzeczywistości krzyk Nowoczesnej i Platformej, to krzyk o utracone stanowiska przez kolesi i obsadzaniu ich przez nominatów z PIS. Dla zwykłego obywatela ma to niewielkie znacznie. Zatem cała ta wrzawa ws. Misiewiczów to jedna hipokryzja.

Zaniedbane Muzeum

Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej jest w stanie zaniedbania - alarmuje pan Stanisław Dominiak, który stwierdza zwiedzając Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej odniosłem przykre wrażenie z powodu ogólnego zaniedbania wystawionych tam eksponatów i ich miejsc. Wszędzie rdza, uszkodzenia, brud i nawet płot okalający Muzeum jest w stanie fatalnym, cały zardzewiały i ledwo się trzyma. Zapytałem pracowników dlaczego tak jest? Odpowiedzieli, że nie ma pieniędzy na konserwację tego historycznego sprzętu wojskowego tam wystawionego. A przecież to jest nasza Polska Historia i Kultura. Dlaczego na muzeum żydów w Polsce np. i inne żydowskie zachcianki są pieniądze, chociaż oni sami powinni za siebie płacić a nie my Polacy. Dlaczego na naszą Polską Historię i Kulturę nie ma pieniędzy? Niedługo ten sprzęt się rozleci i pójdzie na złom. Komu na tym zależy, żeby umniejszać, ukrywać, usuwać i niszczyć Naszą Polską Historię? Można się domyślać...

Zróbmy coś z tym Polacy. Niech się tym zajmą jakieś Polskie Patriotyczne Organizacje. Polska jest Nasza i dla Nas, a my Polacy, jak to powiedział śtp. Roman Dmowski, mamy Polskie Obowiązki. Dbajmy więc o trwanie naszej tradycji historycznej, bo naród bez historii i kultury istnieć nie może. I dlatego, myślę, jest wszystko powoli niszczone, żebyśmy zniknęli z historycznej pamięci jako Naród. Smutne to.



24 września 2016

Kancelaria Prezydenta wciąż odmawia ułaskawienia Zygmunta Miernika

Kancelaria Prezydenta wciąż odmawia wszczęcia postępowania ułaskawiającego wobec Zygmunta Miernika. O ułaskawienie "tortowego zamachowca" jak go nazwano występują osoby prywatne, stowarzyszenia działaczy opozycji antykomunistycznych i osób represjonowanych, organizacje społeczne. Jednakże Kancelaria odmawia jakichkolwiek czynności w sprawie. Dlaczego? Bo o zastosowanie prawa łaski nie wystąpiły osoby wskazane w art.560 k.p.k. czyli sam skazany, rodzina, jego krewni lub osoby we wspólny pożyciu. 

Tymczasem jak wynika z petycji do prezydenta RP Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89, w przypadku zastosowania prawa łaski w trybie art.139 Konstytucji, niepotrzebny jest żaden wniosek w trybie art.560 k.p.k. albowiem ułaskawienie w tym trybie (co wynika ze względów historycznych) jest niczym nieograniczone, a zatem nie wymaga żadnego wniosku.
http://serwis21.blogspot.com/2016/09/rotacyjne-odbywanie-kary-za-zygmunta.html

Zatem czemu Kancelaria Prezydenta odmawia ułaskawienia? Czyżby obawiali się stworzenia precedensu, jakim byłoby zwolnienie bez uprzedniego wniosku?

Ludzie i Niemcy (Felieton z internetowego kabaretu Małgorzaty Todd 39/2016)

Dobrym sprawdzianem nastrojów społecznych jest obserwacja w co bawią się dzieci. W czasie ostatniej wojny, pod niemiecką okupacją, nie bawiły się w policjantów i złodziei, a w ludzi i Niemców. Tak wyglądało ówczesne odzwierciedlenie rzeczywistości. Warszawskie tramwaje miały wydzielone przedziały dla Niemców, żeby „rasa panów” nie musiała tłoczyć się z pospólstwem. O „nazistach” i „hitlerowcach” usłyszeliśmy dwadzieścia lat po wojnie w ramach zakłamywania historii. Jako naród łagodny, nie lubiący konfliktów, zgadzaliśmy się na taką poprawność polityczną.

Ale Niemcom apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro Polacy nie protestują, to można zrobić następny krok, bezczelnie zrzucając na nich winę za własne zbrodnie, własne obozy zagłady, gdzie mordowani byli Polacy nazwać  „Polskimi Obozami Koncentracyjnymi”. Wykupienie polskiej prasy i pozostałych mediów znakomicie ułatwiło sprawę. Obecni folksdojcze, mogą iść na całość. Mogą? W dużym stopniu zależy to od nas samych czy mogą. Piętnujmy niemieckie zbrodnie na równi z rosyjskimi, ukraińskimi czy żydowskimi. Mamy do tego prawo! Nie lękajmy się tego, co potomkowie zbrodniarzy o nas powiedzą.

  

Małgorzata Todd

23 września 2016

Świadczenia dla działaczy opozycji antykomunistycznej, ale nie dla wszystkich

Czwartek 22 września, późnym wieczorem w Senacie po godz. 21.00 odbyło się trzecie czytanie projektu ustawy o zmianie ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej i osobach represjonowanych z powodów politycznych. Projekt ustawy wraz z przyjętymi poprawkami poparło 84 senatorów z PIS i PO.

Świadczenia specjalne dla działaczy opozycji będą przyznawane bezterminowe i bez względu na dochód osoby uprawnionej. Działacze opozycji będą mieli także prawo do ulgowych 51% biletów w publicznym transporcie kolejowym i autobusowym.  Senatorowie przychylili się także do zmiany zakładającej, że legitymacja i odznaka działacza opozycji powinny być przyznawane z urzędu wraz z decyzją o przyznaniu statusu działacza opozycji. Wojewódzkie Rady Konsultacyjne działaczy opozycji mają działać przy wojewodzie, a nie przy urzędach marszałkowskich. Zaakceptowano również poprawki o charakterze techniczno-legislacyjnym.

Krytycznie do projektu odnosi się Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89. Dlaczego? Owszem zlikwidowano okresowość i wymogi dochodowe, o co upominaliśmy się - stwierdza dr Daniel Alain Korona - ale równocześnie nie uległy zmianie absurdalne zapisy w zakresie osób uprawnionych. Takie same świadczenia przyznane są osobom, których dotknęła jednorazowa represja (zwolnienie z pracy) z tymi którzy działali w opozycji i przez lata narażali się lub byli represjonowani. Działaczem opozycji w świetle ustawy mogą być tzw. kombatanci ostatniej godziny, czyli osoby które zaczęły działać tak naprawdę po strajkach z sierpnia 1988 r., ale których koledzy zaświadczą np. iż zaczęli działać np. kilka miesięcy wcześniej. Na domiar złego warunkiem uzyskania statusu jest m.in. brak dokumentów w IPN wytworzonych przy współudziale osoby w charakterze tajnego współpracownika. Jednostronna notatka lub notatki funkcjonariusze SB w świetle interpretacji Instytutu wystarczy do uznania że wymóg nie jest spełniony. Zatem notatki zawierające fałszywe informacje są podstawą do odmowy przyznania statusu. Wiele osób jest już w tej sytuacji, a IPN odpowiada zainteresowanym że nie jest od oceny prawdziwości informacji zawartych w dokumentach. W ten sposób wiele działaczy opozycji antykomunistycznej zostało wykluczonych i nie będą mogli skorzystać z dobrodziejstw tej ustawy. Takiej sytuacji by nie było gdyby odwoływano się wprost do przepisów ustawy lustracyjnej, wówczas w świetle orzecznictwa lustracyjnego IPN musiałby udowodnić fakt współpracy, a nie opierać się bezrozumnie na jednostronnych notatkach SB.

Nowelizacja ustawy wprowadza znaczne zamieszenie, skoro uznano że okresy represji będą ustalane podwójnie przy określaniu prawa do emerytury. Ale jak wskazuje dr Daniel Alain Korona doszło do chaosu prawnego - okresy represji więzieniu lub innym miejscu odosobnienia na terytorium Polski na mocy wyroku wydanego w latach 1956–1989 albo bez wyroku jednorazowo przez okres dłuższy niż 48 godzin lub wielokrotnie przez łączny okres dłuższy niż 30 dni, będą ustalane podwójnie na mocy ustawy o działaczach opozycji. Jednak okresy represji np. internowania czy uwięzienia politycznego na mocy ustawy emerytalnej są naliczane bez tego przelicznika. Powstanie sytuacja, iż osoba legitymująca się okresami represji nie posiadająca statusu osoby represjonowanej będzie miała naliczona okresy pojedynczo, a ze statusem podwójnie. To naruszenie zasady równości wobec prawa. Ponadto nie sposób zrozumieć czemu podwójne okresy do ustalania prawa do emerytury nie dotyczy działaczy opozycji antykomunistycznej oraz dlaczego w ustawie całkowicie pominięto weteranów, którzy posiadają decyzje o świadczeniu pracy na rzecz nielegalnych organizacji i związków zawodowych w rozumieniu przepisów do kwietnia 1989 roku oraz decyzje ws. pozostawienia bez pracy z przyczyn politycznych. Mnożenie różnych przepisów doprowadza do coraz większego bałaganu prawnego.

Teraz projektem ustawy zajmie się Sejm

Sąd chciał odebrać dzieci z powodu biedy, mimo że prawo na to nie zezwala

Opozycja truje nam .... o rządach prawa, które niby odzwierciedlać mają sądy. Tyle, że to właśnie często sędziowie prawo w swoich orzeczeniach systematycznie je łamią. Kolejny głośny przykład.

Sąd w Łodzi zdecydował o odebraniu dzieci panu Wojciechowi Kabzy. Od kilku miesięcy samotnie wychowuje (po tym jak partnerka uciekła) szóstkę dzieci od 2 do 12 lat, w czym wspierają go urzędnicy z miejski ego ośrodka pomocy społecznej. Ma dobrą opinię i chce się zajmować dziećmi. Tymczasem sąd zdecydował o ich zabraniu i umieszczeniu w pieczy zastępczej, w czwartek miały zostać mu odebrane. Sąd podjął decyzję o odebraniu dzieci na podstawie wywiadu kuratora, który uznał warunki bytowe rodziny za niewystarczające – ojciec z dziećmi przebywa w 20-metrowym mieszkaniu socjalnym. Tymczasem prawo (uchwalone już w tej kadencji sejmu) stanowi, iż nie wolno odbierać dzieci rodzicom z powodu biedy, niedostatku.

Po interwencji ministra sprawiedliwości kurator sądowa odstąpiła od czynności i dzieci zostały z ojcem, a Sąd ponownie zbada sprawę. 

Kłamstwo mainstreamowych mediów. Leszka Moczulskiego w KORze nie było

Jak informują mainstreamowe media, 19 osób ze środowiska Komitetu Obrony Robotników podpisało się pod oświadczeniem skierowanym do prezydenta Andrzeja Dudy, w którym informują, że nie wezmą udziału w organizowanym przez prezydenta w piątek spotkaniu z okazji 40-lecia powstania KOR-u. Oświadczenie pojawiło się na łamach Gazety Wyborczej.

Otóż wśród sygnatariuszy znalazł się Leszek Moczulski, który z KORem nie miał nic wspólnego. Był bowiem działaczem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (uznanego za konkurencyjną organizację wobec KORu) a następnie liderem Konfederacji Polski Niepodległej. Niektórzy działacze KORu w tamtym czasie sugerowali nawet, iż Moczulski może być prowokatorem, agentem.

Czasy się zmieniły Gazeta Wyborcza i inne mainstreamowe media na nowo próbują pisać historię, umieszczając Moczulskiego w Komitecie Obrony Robotników.

22 września 2016

Wyłączność negocjacyjną dla PKO BP ws. nabycia Raiffeisen Leasing Polska

Jak informuje PKO BP w raporcie bieżący w wyniku złożenia przez Bank tzw. wiążącej oferty nabycia akcji stanowiących 100% kapitału zakładowego spółki Raiffeisen-Leasing Polska S.A. od Raiffeisen Bank International AG, PKO Bank Polski rozpoczął negocjacje z RBI dotyczące nabycia przez Bank (bezpośrednio lub pośrednio) 100% akcji w RLPL zawierając  w dniu 21 września 2016 r. z RBI porozumienie o prowadzeniu negocjacji na zasadzie wyłączności. Jednocześnie PKO Bank Polski informuje, że zawarcie prawnie wiążącej dokumentacji dotyczącej Transakcji oznaczałoby brak Spełnienia Warunków Dywidendy (zgodnie z definicją zawartą w uchwale nr 7/2016 Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Banku z dnia 30 czerwca 2016 r. w sprawie podziału zysku PKO Banku Polskiego osiągniętego w 2015 roku oraz niepodzielonego zysku z lat ubiegłych („Uchwała o Podziale Zysku”), o której Bank informował w raportach bieżących nr 34/2016 i nr 37/2016).



Kupno Raiffeisen-Leasing Polska nie ma sensu, PKO BP ma bowiem już usługi leasingowe. Grupa PKO BP powinna rozszerzyć swoją ofertę, a nie ją dublować – uważa ekonomista, prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego „Wieczyste” dr Daniel Alain Korona. Przypomnijmy PKO BP w sferze usług leasingowych ma już jednostki zależne: PKO Leasing SA (bezpośrednio) i PKO Bankowy Leasing sp. z o.o. (pośrednio). Zatem po co nabywać Raiffeisen-Leasing Polska SA? Otóż decyzja ma przede wszystkim charakter polityczny, chodzi o repolonizację sektora bankowego. Tyle, że Bank na tym wcale nie skorzysta.

Likwidacja zbioru zastrzeżonego IPN, ale z oceną akt należy być ostrożnym

Najpóźniej do 31 marca 2017 roku zbiór zastrzeżony IPN zostanie udostępniony – podał Instytut Pamięci Narodowej. Na zawartość zbioru zastrzeżonego składają się kartoteki funkcjonariuszy służb specjalnych PRL-u, agentura Departamentu IV, meldunki operacyjne komunistycznego wywiadu, dane tajnych współpracowników działających m.in. w sferze biznesu i mediów. Historyk Sławomir Cenckiewicz ocenił, że jest to skrytka, do której kierowano materiały, które w ogóle nie miały ujrzeć światła dziennego.

Dobrze, że zbiór zastrzeżony zostanie zlikwidowany, skandalem było ukrywanie tych dokumentów, gdy w sprawie innych osób były jawne - ocenia prezes Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89 dr Daniel Alain Korona, ale dodaje - byłbym raczej ostrożny z ocenami zawartości akt. Dokumenty b. SB to m.in. odręczne informacje osób (donosy, pokwitowania) oraz notatki, dokumenty wytworzone przez samą SB. W celu oceny wiarygodności tych ostatnich należy dokonać ich konfrontacji z innymi dowodami. Niestety w Instytucie Pamięci Narodowej przy udostępnianiu dokumentów, przy wnioskowaniu o Krzyż Wolności i Solidarności czy przy wydawania decyzji ws. spełnienia warunków, o których mowa w art.4 ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej obowiązuje dogmat prawdziwości dokumentów i informacji zawartych w dokumentach bezpieki, w efekcie czego IPN nie dokonuje weryfikacji informacji tam zawartych pod kątem ich prawdziwości. W efekcie wydawane są decyzje, w których wprost pomawia się działaczy opozycji o współpracę (na podstawie treści jednostronnej notatek funkcjonariuszy SB) a równocześnie stwierdza się w tych decyzjach, że IPN nie jest od oceny prawdziwości informacji zawartych w tych notatkach. 

Zatem jednostronne notatki informujące o rzekomej współpracy, czy też donosy, zawiadomienia zawierające nieprawdziwe i fikcyjne informacje są przyjmowane w IPN jako dowody tajnej współpracy. W ten sposób można skrzywdzić wiele osób i niektórych już skrzywdzono.

Paradoksem jest przy tym, iż wciąż w Polsce poluje się na Tajnych Współpracowników SB (prawdziwych i domniemanych), gdy zbrodniarze kierujących poprzednim systemem mają się całkiem dobrze, nie ponieśli żadnej odpowiedzialności.

Syn Żelichowskiego stracił pracę w Elewarrze

Dariusz Żelichowski -  nie pracuje już w Elewarrze. Syn działacza PSL Stanisława Żelichowskiego został zatrudniony w 2008 roku przez ówczesnego prezesa Andrzeja Śmietanko (prominentnego działacza PSL) jako doradca z wynagrodzeniem 9 tys. zł. Z wykształcenia syn Żelichowskiego jest leśnikiem, czyli nie był związany z sektorem rolnym. Jego zatrudnienie, wraz z z bratem Eugeniusza Kłopotka oraz bratem Kalinowskiego (ten ostatni w Zamojskich Zakładach Zbożowych) stały się symbolem rodzinnego nepotyzmu uprawianego przez działaczy PSL. Mimo nagłośnienia sprawy w mediach ww. nie stracili swoich posad. 

Żelichowski nie znał się na sprawach stwierdzali pracownicy oddziału w Nowogrodzie Bobrzańskim w rozmowie dla Gazety Wyborczej (Jak Elewarr padł na peryferiach). To właśnie wspomniany Dariusz Żelichowski oraz Adam Rytelewski (przyszły dyrektor generalny) uczestniczyli w kontrolach, które miały uzasadnić likwidację kaszarni i młynu w oddziale w Nowogrodzie Bobrzańskim. Pracę straciło wówczas kilkadziesiąt osób. Odbyło się to przy braku sprzeciwu ówczesnej organizacji zakładowej (a faktycznie grupy chroniącej własne interesy, współpracującej z ówczesnym kierownictwem spółki) działającej w centrali spółki. Nieprawidłowości i patologie w spółce, trwały także po odejściu Andrzeja Śmietanki w atmosferze skandalu.

W 2016 roku doszło do zmiany rady nadzorczej i prezesa zarządu spółki. Spodziewano się, że dojdzie do zmian w spółce i faktycznie zaczęły następować. Oprócz zwolnienia Żelichowskiego, niektórym osobom obniżono wygórowane wynagrodzenia. 

Ale to wciąż za mało. Jeżeli Elewarr ma powrócić do swej dawnej renomy, to w spółce trzeba dokonać prawdziwe wymiecenie z tych elementów, którzy dbali jedynie o własne korzyści, a nie liczyli się z interesem spółki i dobrem społecznym.

21 września 2016

Unijna obłuda

Jak przypomina portal niewygodne.info.pl - Komisja Europejska dopatruje się znamion niedozwolonej pomocy publicznej w podatku od sieci handlowych (który najmocniej uderza w duże zagraniczne sieci handlowe funkcjonujące na terytorium Polski, np. Lidl czy Rossmann), a zupełnie przymyka oko na to, co wyprawia Europejski Bank Centralny (EBC). Przypomnijmy, że EBC - w ramach walki z tzw. kryzysem finansowym na Zachodzie Europy - od stycznia 2015 r. prowadzi tzw. politykę luzowania ilościowego. Polega ona na tym, że EBC drukuje (kreuje) setki miliardów euro, za które skupuje obligacje skarbowe wyemitowane przez kraj należący do strefy euro. Skutek tej księgowej operacji jest taki, że skupowane papiery dłużne przestają mieć jakiekolwiek znaczenie gospodarcze (przestają generować odsetki). Można powiedzieć, że są one de facto umarzane, a poszczególne gospodarki eurolandu otrzymują w zamian potężną dawką pieniędzy. Oczywiście największym beneficjentem tej działalności są Niemcy. EBC od stycznia 2015 r. do kwietnia 2016 r. wykupił w ten sposób naszemu zachodniemu sąsiadowi aż 171,8 mld euro długu. I teraz pytanie za 100 punktów - dlaczego gospodarki eurolandu (z Niemcami na czele) mogą liczyć na tak gigantyczny finansowy "doping" ze strony unijnych instytucji, który - w dodatku - nie jest uznawany przez Komisję Europejską za "niedozwoloną pomoc publiczną"? Dlaczego w tym samym czasie nasz kraj jest skrupulatnie rozliczany z ustawy o podatku od sieci handlowych, gdzie dopatrzono się "niedozwolonej pomocy publicznej"? Czy tak przypadkiem nie wygląda unijna obłuda?

20 września 2016

Pieniądze publiczne nie śmierdzą

Co jakiś czas pojawiają się ugrupowania, które kwestionują przekazywanie publicznych pieniędzy dla partii, ugrupowań politycznych. Pamiętamy postulaty Platformy Obywatelskiej czy Nowoczesnej w tej materii. Postulat postulatem, z pieniędzy budżetowych nie zrezygnowali. Wydawało się, że Kukiz'15 będzie inny.
Okazuje się jednak, że pokusa pieniędzy publicznych jest silniejsza od głoszonych przez Pawła Kukiza zasad. Jak ustalił "Fakt" – większa część przypadającej Kukizowi kwoty, czyli 2,3 z 3 mln zł, dostanie (skoro Ruch Kukiz'a nie jet partia) powiązana z nim fundacja „Potrafisz Polsko”, w których są ludzie od Kukiz'a np Paweł Kukiz-Szczuciński (pracownik klubu parlamentarnego Kukiz'15). Szefem rady fundacji został wicemarszałek Sejmu z Kukiz’15 Stanisław Tyszka. Jak tłumaczył Paweł Kukiz w TVN 24  - pieniądze, o których pisze „Fakt” to jedynie zwrot wydatków na kampanię, a nie coroczna dotacja na działalność polityczną. Podkreślił też, że duża cześć przekazanych środków została przekazana na rzecz budowy Domu Weterana „Solidarności.”

Nie będzie zniesienia komisji rewizyjnych w małych stowarzyszeniach

20 września Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji powróciła do rozpatrzenia petycji - projektu ustawy Stowarzyszenia Polskie Euro 2012, które pozostawiał stowarzyszeniom swobodę w kreowaniu swoich władz. W praktyce oznaczałoby to, iż w małych stowarzyszeniach (czyli 7-10 osobowych) nie powoływano by komisji rewizyjnej. Stowarzyszenie wskazywało na fakt, iż w związkach zawodowych czy w małych spółkach z o.o. nie ma obowiązku tworzenia organu kontroli wewnętrznej.

MSW, do którego komisja się zwróciła, wskazało iż sprawa nie leży to w zakresie jego właściwości. Przeciwni zniesieniu wymogu małych komisji rewizyjnej (czyli za pozostawieniem fikcji) opowiedzieli się senatorowie PO, a w głosowaniu przychylili się również senatorowie PIS. Petycję zatem nie uwzględniono, a w małych stowarzyszeniach nadal będą powoływane de facto fikcyjne organy kontroli wewnętrznej.

Banki za 66 mld dolarów sprzedano za 2 mld



Prezydent nie wystąpi z inicjatywą ustawodawczą w sprawie zniesienia czasu letniego

Kancelaria Prezydenta RP nie uwzględniła petycji Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE o wszczęcie inicjatywy ustawodawczej ws. zmiany ustawy o czasie urzędowym na terenie Rzeczypospolitej Polskiej polegającej na zniesienie zmiany czasu co 5-7 miesięcy i przekazała ww. petycję do Ministerstwa Rozwoju, który przygotowało projekt rozporządzenia, które przez następne 4 lata narzuca polskim obywatelom zmianę czasu. Warto zauważyć przy tym, iż Kancelaria Prezydenta albo nie zna przepisów w tym zakresie albo celowo wprowadza błąd, albowiem stwierdza w piśmie z dn. 14 września br., iż Polska jest zobligowania do stosowania przepisów unijnych w tym zakresie tj. Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 200/84/WE z 19 stycznia 2001 r. w sprawie ustaleń dotyczących czasu letniego, które nakazuje Państwom Członkowskim przeprowadzanie zmian czasu. Tymczasem dyrektywa nakazuje jedynie harmonizację wprowadzenia i odwoływania czasu letniego, o ile państwa członkowskie zdecydują się na jej wprowadzenie. A zatem nie ma żadnego nakazu przeprowadzenia zmiany czasu.

Nie po raz pierwszy kancelaria prezydenta odmawia wszczęcia inicjatywy ustawodawczej czy spełnienia postulatu społecznego. O tyle to dziwne, iż Andrzej Duda w kampanii prezydenckiej zapowiadał aktywną prezydenturę. Tymczasem liczba inicjatyw prezydenckich jest na lekarstwo, a gdy organizacje społeczne przekazują stosowne propozycje, nie są one przez kancelarię prezydenta uwzględnione.

Rząd (PIS) i samorządy (opozycja) chcą wprowadzić podatek od deszczówki

Od kilku miesięcy trwają prace nad projektem nowej ustawy o Prawo wodne (UC-1). Jak wynika ze strony Rządowego Centrum Legislacji projekt już przeszedł etap Stałego Komitetu Rady Ministrów, jest na etapie Komitetu Prawniczego. Pozostało już tylko przyjęcie na Radzie Ministrów, notyfikacja i skierowanie do Sejmu. 

Projekt ma stanowić implementację rozmaitych dyrektyw unijnych (Rady UE i Parlamentu Europejskiego) dot. środowiska wodnego. Ustawa ma zmienić gospodarkę wodną i kanalizacyjną, ma przyczynić się do podwyższenia kosztów kosztów zakupu wody przemysłowej czy z kranu, a w konsekwencji przełoży się to na ceny żywności.  Ponadto jak alarmuje Dziennik.pl ustawa wprowadza także nową daninę (opłatę) od deszczówki i wód roztopowych. Zapłacą je mieszkańcy dużych miast, gdzie woda musi być odprowadzona, a nie wsiąka w ziemię jak na terenach wiejskich. Dla mieszkańców większych miast oznacza to podatek rzędu 100-120 złotych rocznie.

Oczywiście pomysł popierają tzw. samorządy (czyli w praktyce opozycja), które widzą możliwość kolejnego łupienia obywateli. 


19 września 2016

Komisja Europejska nakazuje Polsce (sic) zawieszenie podatku od sprzedaży detalicznej


Komisja Europejska zakwestionowała obowiązujący w Polsce od początku września podatku od sprzedaży detalicznej. Zgodnie z ustawą obowiązują dwie stawki podatku – 0,8 proc. od przychodu między 17 mln zł a 170 mln zł miesięcznie i 1,4 proc. od przychodu powyżej 170 mln zł miesięcznie. Według założeń rządu, w 2017 r. podatek ten miał przynieść 1,6 miliarda złotych wpływów do budżetu (z czego 80% pochodziłyby od sieci zagranicznych). Ustawa budziła sprzeciw wielkich zagranicznych sieci handlowych (francuskich, niemieckich, itd). Teraz po stronie zagranicznych koncernów stanęła również Komisja Europejska, która zakwestionowała podatek i zawiesiła jego stosowanie (sic). Jej zdaniem zróżnicowanie stawek podatkowych powoduje m.in. nierówne traktowanie firm – daje przewagę mniejszym i zakłóca konkurencję na rynku, a ponadto stanowi nieuprawnioną pomoc państwa dla mniejszych sklepów. O tym, że do tej pory raczej mamy do czynienia z dyskryminacją mniejszych podmiotów, KE nie wspomina ani słowem.

Ale w sprawie jest coś bardziej istotnego, czy Polska jest jeszcze krajem niepodległym? Można w to wątpić, skoro Komisja Europejska uzurpuje decyduje o kształcie i zapisach obowiązujących ustaw, o zawieszeniu uchwalonych ustaw. W ten sposób Komisja Europejska przekreśliła wolę parlamentu, a szerzej suwerena jakim jest polski naród. Niestety polskie elity polityczne godzą się na ten stan, zamiast jednoznacznie opowiedzieć się za niepodległością kraju i wyzwolenie Polski spod unijnej dominacji. PO-Nowoczesna-PSL jednoznacznie deklarują wiernopoddańczy stosunek do Brukseli, a PIS prowadzi tzw. "dialog" czyli negocjuje zakres naszej autonomii w ramach UE.

Niemiecka telewizja promuje hidżab

Niewiarygodne, a jednak. Niemiecka telewizja emituje spot, skierowanych do kobiet, zachęcają do noszenia... hidżabów. W spocie występuje znana niemiecka aktorka i prezenterka Charlotte Wurdig, w stroju hidżab i która na tle napisu, iż tureckie kobiety noszą hidżab wypowiada te oto słowa:  "Ja również. Jest piękny. Ciesz się różnorodnością, zacznij być tolerancyjny". 
Ciekawe jakie dalsze propozycje promocji będzie miała niemiecka telewizja? Może żywność "halal", przymusowe małżeństwa dziewczyn małoletnich z mężczyznami, modły 5 razy dziennie w kierunku Mekki, odrębne pływalnie dla chłopców i dziewczyn, brak zgody na badanie lekarskie kobiety przez lekarza mężczyznę. Oczywiście wszystko w imię różnorodności i tolerancji.


Bezpłatne, ulgowe czy odpłatne przejazdy komunikacją miejską dla weteranów walki o niepodległość 1956-89

Od 1 października 2016 r. osoby które nabyły status działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej z powodów politycznych (na podstawie legitymacji potwierdzającej status) będą mogły w Warszawie skorzystać z 50% ulgi przy przejazdach komunikacją miejską. Bogatej Warszawy (ponad 12 mld zł budżetu rocznie) nie stać było - w przeciwieństwie do Wrocławia, Poznania, Krakowa, Legnicy, Siedlec i Starachowic (te 2 ostatnie od 1 stycznia 2017 r.) - na przyznanie bezpłatnych przejazdów, mimo że przecież tego dotyczyły rzekomo uwzględnione petycje Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89 i Stowarzyszenia Polskiej Partii Niepodległościowej. Ale nie ma się czemu dziwić, wszak HGW potrzebuje pieniędzy, na zwroty nieruchomości i wysokie odszkodowania dla handlarzy roszczeń reprywatyzacyjnych. 


W sumie jednak działacze opozycji antykomunistyczni z Warszawy nie powinni narzekać, wszak przyznano im prawo do ulg (których większość i tak już posiada z racji wieku) podczas gdy w Gdańsku czy Gdyni nie przyznano ani bezpłatnych ani ulgowych przejazdów. Czyżby prezydent Adamowicz potrzebował pieniędzy na kolejne n-te swoje mieszkanie?

Okazuje się, że jeszcze gorzej potraktowano inną kategorię weteranów opozycji antykomunistycznej, tj. osoby świadczące pracę na rzecz nielegalnych organizacji społecznych i związków zawodowych w rozumieniu przepisów do kwietnia 1989 r. Żadne z miast nie przyznało im bezpłatnych lub ulgowych przejazdów. W Warszawie gdzie niby uwzględniono petycje Stowarzyszeń upominających się zarówno o działaczach opozycji antykomunistycznej jak i tzw. osobach świadczących pracę na rzecz nielegalnych organizacji, w uchwale pominięto już tych ostatnich.


Horror polskich rodzin: 1000 polskich dzieci odebranych przez brytyjski Social Service.

W czołowych mediach wspomina się o zdarzeniach dotyczących pobicia Polaków w Wielkiej Brytanii, ale przemilcza się inne skandaliczne zjawisko tj. odbierania polskich dzieci rodzinom mieszkającym w Wielkiej Brytanii. Informuje o tym portal kobieta.wp.pl.

„Odbieranie dzieci polskim rodzinom mieszkającym w Wielkiej Brytanii przybrało formę plagi. Wystarczy mały siniak, donos sąsiada lub nauczycielki i dramat gotowy. A Social Service, instytucja, której głównym celem jest pomoc rodzinom, zamienia ich życie w piekło”. Z danych przedstawionych w 2013 przez Ambasadę RP w Londynie wynikało, że co roku polskim rodzinom mieszkającym na Wyspach na polecenie Social Service odbiera się około setki dzieci. Dziś mówi się już o tysiącu spraw w ciągu trzech lat zakończonych odebraniem polskich dzieci.

W 2009 r. Karolina, wraz z mężem i synem, wyjechali z Polski do Wielkiej Brytanii. Zamieszkali w Cardiff. Początkowo wszystko układało się dobrze. Znaleźli pracę. Byli szczęśliwą rodziną. Karolina urodziła dwóch chłopców. W 2015 roku w rodzinie zaczęło się psuć. Awantury domowe, przemoc, interwencje policji - Polakami zainteresował się Social Service. Mąż odszedł od Karoliny. Z trzema synami trafiła do hostelu. Tam urzędnicy odebrali jej dzieci. Od ponad roku mogę odwiedzać chłopców tylko raz w miesiącu, przez dwie godziny. Bardzo tęsknię za dziećmi. Mój cały świat się zawalił. Młodsi synowie już nawet nie mówią po polsku. Jednak tęsknią za mną i czekają na to, aby do mnie wrócić - mówi Karolina. Wizyty odbywają się pod nadzorem angielskich urzędników, którzy obserwują kontakty matki z dziećmi i sporządzają raporty. Polka podporządkowała się wszystkim zaleceniom Social Service. Znalazła pracę, ukończyła kurs rodzicielski. Dzieci jednak nadal nie może odebrać. Zostały umieszczone w brytyjskich rodzinach zastępczych. Kilka dni temu Karolina i kilku innych polskich rodziców, którym odebrano dzieci protestowali w Londynie. Zdarza się, że polscy rodzice w UK nie znają zbyt dobrze angielskiego, a pracownicy socjalni, wbrew zaleceniom angielskiego sądu rodzinnego, zmuszają ich do podpisania dokumentu, według którego zrzekają się części praw rodzicielskich. Karolina tego nie zrobiła.

„Najdroższa córeczko, to ja rozwiesiłam wokół twojej szkoły 150 plakatów z napisem, że „tęsknię i kocham”, czym naraziłam się służbom socjalnym. To ja walczę i wydaję wszystko, co uda mi się zarobić. Życie bez ciebie nie ma dla mnie sensu...”. Od 16 miesięcy Wioletta walczy o swoją córkę. - Pomóżcie mi odzyskać córkę z rąk angielskiego Social Service. Jestem tylko zwykłym człowiekiem i nie wiem, jak wygrać tę bitwę. Moja córka została zabrana ze szkoły w maju 2015 przez pracownika socjalnego. Zostałam o tym poinformowana przez telefon. Powiedziano mi, że moja córka nie wróci do domu. Pracownik socjalny przez tydzień zmuszał mnie do podpisania dokumentów, że zrzekam się praw rodzicielskich. Odmówiłam. Wszczęto proces sądowy. Odizolowano mnie od mojego dziecka - opowiada. Polka twierdzi, że jej córka jest na lekach antydepresyjnych. - Obcięli jej piękne, długie włosy i przefarbowali. Tylko po to, abym nie rozpoznała jej na ulicy. Zdjęli jej aparat ortodontyczny. Pół roku przed terminem. Wszystko bez konsultacji ze mną. Kiedy szczepiono uczniów z jej rocznika, nie poinformowano mnie o planowanych zabiegach. Zignorowano fakt, że część szczepień dziecko przeszło już w Polsce - opowiada w rozmowie z portalem „Nowy lepszy show”. - Moja siostra miała spotkanie z moją córką. Musiała podpisać listę słów, których nie będzie używać w trakcie rozmowy: „kochamy cię”, „tęsknimy”, „chcę, abyś wróciła”. Zakazano jej mówić o mnie jako o matce i o procesie sądowym. Siostrę od dziecka odgradzał wielki stół konferencyjny. Nie było możliwości podejścia bliżej, przytulenia. Wioletta opowiada, jak pewnego dnia pracownica Social Service przyniosła list, rzekomo od córki. - Nasza rodzina była opisana w drastyczny sposób, jako bardzo źli ludzie. Kolejne kartki listu – to był opis wspaniałej, kochającej rodziny zastępczej. Tymczasem w opinii pani grafolog – list był pisany przez dwie dorosłe osoby, a jedna z nich była leworęczna – to nie koniec wstrząsającej relacji Polki. - Kurator dziecka przyszedł do sądu i powiedział, że córka chce zostać w rodzinie zastępczej. Okazało się, że on nawet nie zna mojego dziecka. Spotkał się z córką dopiero po rozprawie. Córka dostała ataku paniki. Pocięła sobie wtedy nogi.

- Mój pierwszy adwokat z urzędu, napisał w moim imieniu, bez konsultacji, że nie chcę odzyskać córki. Wręczono mi ten dokument 10 minut przed procesem, tylko w wersji angielskiej. Nie podpisałam. Na trzech pierwszych rozprawach sądowych nie miałam tłumacza. Piszę listy do córki, ale one do niej nie trafiają, bo w opinii Social Service moja córka nie jest gotowa na listy ode mnie i mają być pisane tylko po angielsku. Pod rygorem aresztu sąd zmusił mnie do oddania paszportu córki. Szkoła, lekarze mają zakaz udzielania mi informacji.

To, co dla Brytyjczyków jest normalne, dla Polaków już niekoniecznie.
W Wielkiej Brytanii nie można zostawiać dzieci poniżej 12. roku życia bez opieki w domu. Rok szkolny podzielony jest na cztery semestry, a opuszczanie zajęć powoduje poważne konsekwencje. Jeśli przepisy są naruszane, do akcji wkraczają odpowiednie służby. W Polsce ludzie są przyzwyczajani do takich interwencji dopiero w skrajnych przypadkach, tu jest inaczej. Jak donoszą polskojęzyczne portale internetowe działające w Zjednoczonym Królestwie: działania brytyjskich Służb Socjalnych często nie mają żadnego racjonalnego uzasadnienia. 

W niedzielę w Polsce przed Sejmem odbyła się demonstracja rzekomo w obronie praw kobiet. O prawie matki do kontaktów z własnymi dziećmi (nie wspominając już o ich wychowaniu) nie wspomniały ani jednym słowem.