Piątek 20 października o godz. 15.00 w Warszawie przed Ministerstwem Infrastruktury ul. Chałubińskiego 4/6
protest Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE
przeciw przewlekłości rządu ws. przekształcenia wieczystego użytkowania w prawo własności i przestępczej patologii przy aktualizacjach opłat użytkowania wieczystego

31 sierpnia 2009

Serwis21 z dn. 2009.08.31

KŁAMSTWA MEDIÓW I MNiSzW ws. AHE

Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi - to największa w Polsce uczelnia niepaństwowa z 35 tyiącami. studentów. W 2009 r. uzyskała 5 miejsce w Polsce wśród wyższych szkół niepublicznych AHE w Łodzi posiada 25 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni w budynkach w Łodzi i oddziałach zamiejscowych, ponad 1500 komputerów podłączonych do Internetu. Uczelnia ma własne wydawnictwo i drukarnię, a także bibliotekę zaopatrzoną w około 30 tysięcy woluminów oraz czasopisma polskie i zagraniczne. Część budynków AHE jest dostosowana do potrzeb studentów poruszających się na wózkach inwalidzkich. Do dyspozycji studentów są też specjalistyczne pracownie informatyczne, montażownia video, atelier fotograficzne, pracownia radiowa, sale treningowe, siłownia, aule z nowoczesną aparaturą audio-video. Posiada własne Biuro Kariery oferujące usługi doradztwa personalnego i zawodowego na etapie studiów (Wikipedia).

W lipcu br. uczelnia ta stała się przedmiotów ataków Gazety Wyborczej i Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które zarzuciło uczelni rażące naruszenie prawa. Jakie przestępstwo popełniono? Oszukano finansowo studentów, nie wydawano dyplomów – skądże, nic z tych rzeczy. Uczelnia prowadziła kształcenie poza siedzibą uczelni (porażające). Tyle tylko, że ustawa Prawo o Szkolnictwie Wyższym (art.20) wymaga pozwolenia na kierunek studiów, ale w żadnym miejscu nie wymaga takowego na miejsce kształcenia studentów, które może przecież odbywać się poza siedzibą uczelni. Interpretacja Ministerstwa przypomina jak żywo sposób myślenia z czasów PRL.

Dziwnym trafem także państwowa Komisja Akredytacyjna na czele której stoi senator Rocki (PO) negatywnie oceniła niektóre kierunki AHE. Jednak o zarzutach wobec uczelni nie decydowały kryteria dydaktyczno-naukowe (a przynajmniej nie tylko). AHE jest największą prywatną uczelnią i stanowi poważną konkurencję dla państwowych uczelni oraz innych szkół wyższych, na czele których stoją osoby często sympatyzujące z PO. Artykuły prasowe, zarzuty, negatywne oceny, postępowania administracyjne wobec uczelni mają stworzyć atmosferę smrodu, niepewności. Wiele przyszłych studentów w takiej sytuacji może zrezygnować ze studiowania w tej uczelni i właśnie o to chodzi. W warunkach spodziewanego spadku liczby studentów, walka o każdego studenta pomiędzy uczelniami staje się bardziej ostra. A jest o czym walczyć – opłaty wpisowe studentów do AHE to według szacunków uwzględniając liczbę studentów kilkadziesiąt milionów złotych.

Czy cel jaką jest osłabienie AHE, odebranie części studentów zostanie osiągnięty przekonamy się wkrótce. Efekty działań urzędowych nie są jednak w pełni dla władz zadawalające. Już po artykułach GW do AHE, groźbach odebrania uprawnień itp. zgłosiły się osoby zainteresowane pracą w tej uczelni (AHE zatrudnia w przeciwieństwie do wielu innych instytucji). Ponadto wykorzystywanie organów i służb administracyjnych do nękania prywatnych instytucji i uczelni (WSKM, Lux Veritatis, SKOKI, teraz AHE i EWSPA) wzbudza u wielu osób negatywną reakcję.



Racjonalnie zwolnią?

(27.08) Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” negatywnie oceniło projekt ustawy i racjonalizacji zatrudnienia w państwowych jednostkach sektora finansów publicznych. Za nieuzasadnione związkowcy uznają założenie ustawy, iż większą efektywność osiągnie się poprzez zwolnienia pracowników. Takie założenie należy uznać za mające na celu odwrócenie uwagi od prawdziwego celu projektu, jakim jest ograniczenie środków publicznych przeznaczonych na wynagrodzenia w tych podmiotach.

Sprzeciw związkowców budzi również:

• odgórne narzucanie przez ustawodawcę obowiązku zmniejszenia zatrudnienia o co najmniej 10 proc. bez względu na rzeczywistą efektywność zatrudnienia w poszczególnych jednostkach;

• wyłączenie szczególnej ochrony trwałości stosunku pracy praktycznie każdej grupy zatrudnionych, której taka ochrona w normalnych warunkach przysługuje;

• wskazanie daty 30 czerwca 2009 r. jako punktu odniesienia do przeprowadzenia tzw. racjonalizacji zatrudnienia;

- Po raz pierwszy zwalnia się pracowników z mocy ustawy. Tego jeszcze nie było - uważa Janusz Łaznowski, przewodniczący Regionu Dolny Śląsk, ekspert prawa pracy. Formułowanie tego typu przepisów może służyć do eliminowania "niewygodnych" pracowników i jest sprzeczne z idą dialogu i negocjacji. Wyłączenie ochrony stosunku pracy osób wskazanych przez zakładową organizację związkową narusza konwencje Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącą wolności związkowej i ochrony praw pracowników (za Działem Informacji KK)



===================================================================

OTRZYMANE MAILEM/OD CZYTELNIKÓW



DZIENNIK ZWYKŁEGO OBYWATELA



BEZRADNA POLICJA: Byłem ostatnio na policji jako świadek. W komisariacie nie mieli niczego prawie służbowego. Wszystko prywatnie muszą przynosić z domu lub korzystają z nieformalnych „oubli” interesantów. Długopisy, papier, zszywki, drukarka – wszystko to sprzęt prywatny. Skaneru komisariat nie posiadał, a ksero (jeden na cały komisariat) był już dobrze wypróbowany. Darować komisariatowi policji rzeczy nie wolno, co najwyżej można prywatnie umówić się by odebrali jakiś sprzęt i inne materiały. Minister Schetyna zaś zamiast fundować sprzęt i materiały policjantom, woli wnioskować o kolejne stopnie generalskie. Nie zapewni to jednak lepszego funkcjonowania policji.

MIASTECZKO W SOPOCIE: Stoczniowcy przez weekend koczowali w miasteczku namiotowym przed domem premiera Tuska w Sopocie. Politycy PO są zniesmaczeni, zaś PISu – krytyczni, gdyż narusza się mir domowy. Ale to premier, ten rząd, politycy są współodpowiedzialni za problemy stoczniowców, za tragedie w domach stoczniowców zwalnianych z pracy. Owszem jestem zniesmaczony – politykami. Po co okłamywano i zwodzono stoczniowców Gdyni i Szczecina obietnicami przywrócenia do pracy – dla kilku punktów procentowych w eurowyborach. Po co wymusza się restrukturyzację czyli zmniejszenie produkcji w Stoczni Gdańskiej, gdy równolegle zamawia się statki w Chinach. Czy robotnik chiński ma mieć pracę, a polski ma głodować.

JEST TAK DOBRZE, ŻE AŻ ŹLE: Tymczasem GUS, premier i Minister Finansów obwieszczają fantastyczne wyniki gospodarcze wzrostu o 1,1%. Jest takie stare powodzenie - Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle? Planuje się właśnie zwolnienia 30 tys. urzędników, 500 pracowników Cegielskiego i ponad 300 kolejnych stoczniowców? Cdn.

DAK





W ROCZNICĘ SIERPNIA (ANNA WALENTYNOWICZ)

Strajk w sierpniu 1980r zaczął się pod hasłem - „Przywrócić do pracy Annę Walentynowicz”. Czas legendarnej działalności NSZZ "Solidarność" był dla Anny chyba najtrudniejszym okresem w Jej życiu. Nie tylko ze względu na ogrom pracy i odpowiedzialności jaki spadł na członków Prezydium MKS-u, założycieli "Solidarności". Droga życiowa, autorytet i popularność spowodowały, że Anna Walentynowicz stała się sztandarową postacią Polskiego Sierpnia. Lech Wałęsa poczuł się zagrożony-chciał być nie tylko przewodniczącym KKP ale również jedynym człowiekiem-symbolem i autorytetem moralnym. Równocześnie nieugięta postawa Anny w obronie niezależności Związku i demokracji wewnątrzzwiązkowej postawiła Ją w ostrym konflikcie z linią polityczną reprezentowaną przez Lecha Wałęsę. Ten podwójny konflikt- personalny i ideowy był dla Anny Walentynowicz ciężką próbą. Nie zrozumiana, po raz pierwszy w życiu, atakowana przez "swoich" kolegów ze Związku i kolegów ze Stoczni, nie miała wielu świadomych obrońców. Broniła Annę popularność, ale stopniowo odsuwano Ją w cień i podważano Jej autorytet. Anna nie ugięła się i nie załamała. Pomimo, że od wyborów w regionie gdańskim była już tylko "osobą prywatną", nadal służyła Solidarności wierząc, że prawda i sprawiedliwość zwyciężą (Joanna Gwiazda 1993 r.).





W POSZUKIWANIU GROBU OSSENDOWSKIEGO

Ten porażający incydent miał miejsce pod koniec II wojny światowej. Związany jestem z postacią znakomitego pisarza podróżnika polskiego Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego. Przypomnę, że Ossendowski był również znanym przed wojną uczonym, dyplomatą, poliglotą, jak również szpiegiem awanturnikiem, wojownikiem. Brał czynny udział w kampanii antybolszewickiej (1920-21) na czele której stał generał lejtnant Roman Ungernbaren Von Sternberg – dowódca sławnej azjatyckiej dywizji konnej, zwany czerwonym baronem. Ossendowski był autorem wielu wspaniałych książek m.in. światowego bestsellera z lat 30-tych Pt. „Lenin”. To demaskatorska, zdzierająca maskę rewolucji październikowej i odsłaniająca prawdziwe oblicza jej przywódców, a jednocześnie dogłębna analiza i surowa ocena systemu komunistycznego. Książkę tą uznano w ZSRR za antyradziecki paszkwil.

W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku pod Dworek w Żółwinie koło Podkowy Leśnej zajechało kilka wojskowych samochodów. Dworek otoczono wojskiem NKWD i przystąpiono do rewizji. Oto relacja naocznego świadka pani Krajewskiej z Brwinowa, która pracowała w tym czasie jako służąca i kucharka.

- Około 4.00 nad ranem usłyszałam ujadanie naszych psów, potem okropne walenie do drzwi i kilkanaście strzałów.

- Otwierać! Otwierać!! Ryczał jakiś głos zza drzwi i ponowne walenie, chyba kolbą od karabinu. Gdy otworzyłam w progu stało kilku mężczyzn. To byli sowieci. Wszyscy ubrani w kożuchy i skóry. Trzymali w rękach pistolety i jakąś inną broń. Nie zważając na nic, mężczyźni wtargnęli do środka i rozleźli się po całym domu. Robili dokładną rewizję, wywracając wszystko do góry nogami. Zeszli do piwnicy i na strych, szwendali się po ogrodzie, zaglądali do szopy, a z piwiarni powyciągali resztki żywności.

- A wy kto? Ryknął jeden z nich na wszystkich zgromadzonych w saloniku.

- Ja kucharka – odpowiedziałam wystraszona.

- No a wy, a wy – i tak wszystkich rozpytywano. Po kolei. Aż wreszcie jeden z nich, chyba najważniejszy spytał gospodynię – Gdzie jest Ossendowski?

- Jak kto gdzie? Umarł!

- Jak to umarł? Kiedy?

- Na jesieni.

- A gdzie pochowano?

- W Milanówku

- No to ubierajcie się. Pojedziemy zobaczyć.

Gdy zabrali nas (mnie i gospodynię) do samochodu, enkawudzista zagroził, że jeśli kłamiemy, to już po nas. Po przyjeździe na cmentarz kazali pokazać grób. Na początku nie mogliśmy tego znaleźć, bo było jeszcze ciemno i napadało dużo śniegu. Po jakimś czasie trafiliśmy. Grób był zasypany śniegiem i grubymi zaspami.

- To chyba tu! Podpowiedziałyśmy.

Kilku żołnierzy weszło na grób i zaczęli rozgarniać śnieg nogami. Po chwili wyjęli metalową tabliczkę i podali oficerowi.

- No da! Charaszo! Budiem kopać Ossendowski.

Gdy ściągnęli miejscowego grabarza, kazali mu kopać. Ten nie radził sobie, bo ziemia była skuta na kamień. Poszli z nim po oskardy i kuli ziemię, aż pokazała się trumna. Wtedy oficer kazał ją otworzyć. W trumnie leżał Ossendowski, jak żywy, wcale nie zmieniony. Wtedy ten oficer wyjął jakieś zdjęcie i przez chwilę przyglądał się, to na trupa, to na fotografię, aż wreszcie odezwał się jakby rozradowany.

- No da. To ton wot sukinsyn!!

Potem wyjął z torby aparat i zrobił kilka fotek grobu. Później zszedł i z bliska zrobił zdjęcia głowy nieboszczyka. Rosjanie zostawili nas na cmentarzu. Grabarzowi zakazali zasypać, bo powiedzieli, że jeszcze tu wrócą. Ja z gospodynią wracałyśmy piechotą. Jak wróciliśmy do Żółwina, to miałyśmy poodmrażane nogi. Było wtedy ze 20 stopni mrozu.



Opracował: Grzegorz Przybysz

26 sierpnia 2009

Serwis21 z dn. 2009.08.26

http://serwis21.blogspot.com, www.serwis21.salon24.pl

E-mail: serwis21@gmail.com

serwis biznesowy: http://serwis21-biznes.blogspot.com

-------------------------------------------------------------------------------------



PŻM KUPUJE STATKI, ALE W CHINACH

Jak ujawnił „Nasz Dziennik” … już od wielu lat państwowa firma Polska Żegluga Morska nie kupuje statków w polskich stoczniach. .. Już od wielu lat polskie stocznie nie budują statków, które my mamy w swej flocie, a więc masowców. To są statki bardzo proste w konstrukcji. Za każdym razem jak zamawialiśmy poszczególne serie statków, w pierwszej kolejności zwracaliśmy się z pytaniem do polskich stoczni i za każdym razem odpowiadano, że przykro nam, ale nie mamy takich statków w ofercie - wyjaśnia rzecznik prasowy PŻM Krzysztof Gogol. Wysoka cena w Polsce wynika z faktu, że masowce składają się głównie ze stali, a ta jest kilka razy tańsza na Dalekim Wschodzie i w związku z tym za statki w tamtym rejonie świata płaci się kilka milionów dolarów mniej … Zdaniem kpt. Zbigniewa Sulatyckiego, sytuacja taka wynika z polityki państw dalekowschodnich, w których produkcja masowców jest oparta na współpracy producentów poszczególnych części danej jednostki i wspólnym dzieleniu się zyskiem. - Dlatego Daleki Wschód buduje masowce o blisko 30 procent taniej - podkreśla kapitan …

Z taką sytuacją nie mogą pogodzić się pracownicy polskich stoczni. - PŻM nie zamawia u nas statków i uważam, że jest to skandal. Zamawiają statki w Chinach, a mogłyby one być wyprodukowane w stoczni gdańskiej. Co z tego, że cena jest niższa, powinni się zastanowić, jaka będzie jakość tych statków. Polskie stocznie robią lepszej jakości statki niż Chiny … Według danych PŻM, w latach 2006-2007 zawarła ona kontrakty na budowę grupy statków typu jeziorowce, panamaksy oraz kamsarmaksy - czyli masowce o wielkości ok. 30 tys. DWT, 80 tys. DWT oraz 82 tys. DWT. W planach było zakontraktowanie ogółem 34 statków do 2015 roku. W tym zakresie armator współpracuje ze stoczniami dalekowschodnimi. PŻM nie wyklucza współpracy ze stoczniami polskimi, o ile zadeklarują możliwość budowy masowców.



Kolejna stocznia z problemami

25.08.09 w Warszawie przeciwko planowanym zwolnieniom protestowało 300 związkowców ze Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Zwolnienie 30 proc. załogi grozi zmarnotrawieniem potencjału stoczni.- mówi Mirosław Kamieński, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" w stoczni - Takie działania zagrażają nawet obronności kraju … Kamieński ocenia, że przygotowany przez zarząd stoczni program ratowania zakładu grozi rozdrobnieniem stoczni, a w efekcie jej likwidacją. Program ten zakłada podział stoczni na kilka spółek, w tym wojskowe i cywilne. - Oczekujemy, że stocznia będzie budować nie tylko dla MON, ale i dla cywilnych kontrahentów- mówi Kamieński- Część cywilna może zostać wydzielona, ale nie poprzez powołanie oddzielnych spółek … Za główną przyczynę kłopotów SMW związkowcy uważają projekt nowoczesnej korwety Gawron, na którą przetarg stocznia wygrała w 2001 roku. Stocznia poniosła wtedy ogromne koszty pozyskania licencji, specjalistów i systemów niezbędnych przy tego typu jednostkach. Kontrakt miał objąć siedem jednostek, ale już rząd SLD Leszka Millera niespodziewanie się z tego wycofał, ograniczając zamówienie jedynie do budowy prototypu. Według niepotwierdzonych jeszcze informacji obecny rząd szuka możliwości całkowitej rezygnacji z tego przedsięwzięcia, co zdaniem związkowców będzie przysłowiowym "gwoździem do trumny" (Dział Informacji KK NSZZ „Solidarność)



===================================================================

OTRZYMANE MAILEM/OD CZYTELNIKÓW



DZIENNIK ZWYKŁEGO OBYWATELA



ATOMOWE PIENIĄDZE: Rząd przyjął harmonogram działań dla energetyki jądrowej. Według zapowiedzi ministra gospodarki, wicepremiera Waldemara Pawlaka, powołane zostaną 2 spółki, które będą zajmować się budową elektrowni atomowych. Tylko po co 2 spółki dla projektów 3 elektrowni atomowych? Oczywiście chodzi o większą liczbę stanowisk w zarządach i radach dla politycznych znajomych. Czy ktoś wierzy jeszcze, że nasze bezpieczeństwo będzie z nimi zagwarantowane?

ON-OKRAJCA: Skoro o bezpieczeństwie, Prezydent udzielił po spotkaniu z Ministrem Obrony Narodowej Bogdanem Klichem reprymendy generałowi Skrzypczakowi, który publicznie skrytykował biurokrację resortu obrony narodowej, w związku z brakami sprzętu dla naszych żołnierzy. Moim zdaniem prezydent nie popisał się, po pierwsze powinien bezpośrednio spotkać się z generałem, po drugie powinien stwierdzić, iż wypowiedź generała była niezręczna i emocjonalna, ale ze względu na istotność zagadnienia i problematyki bezpieczeństwa naszych żołnierzy, w pełni ją rozumie i oczekuje od resortu wyjaśnień. W sprawie premier Tusk jak zawsze w takich sytuacjach uciekł przed opinią publiczną i nie zabrał stanowiska. A za problemy w wojsku między innymi odpowiada właśnie premier Donald Tusk, który najpierw wymusza drakońskie oszczędności (5 mld zł), a dopiero po śmierci żołnierza, wypowiedziach wdowy i generała, oraz stanowiska opinii publicznej, akceptuje dodatkowy 1 mld złotych na sprzęt wojskowy.

KONSTYTUCYJNA NIEZNAJOMOŚĆ: 3 profesorów, byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego zaproponowało zmianę Konstytucji m.in. dotyczące Biura Bezpieczeństwo Narodowego. Jednak takiego organu w Konstytucji nie ma, jest za to Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Nie dziwmy się zatem wydawanym wyrokom przez TK, skoro prezesi tej instytucji, profesorowie prawa, tej Konstytucji nie znają. Cdn.

DAK





Odznaczona za prześladowanie opozycji!?

Schizofrenia życia w Polsce po 1989 roku to m.in. brak poszanowania dla prawdy i sprawiedliwości. Relatywizm III RP w postrzeganiu dobra i zła polega chociażby na odznaczaniu i premiowaniu tych, którzy przez lata pracowali w obcym naszemu narodowi aparacie przymusu spod znaku UB i SB. Jak długo jeszcze oprawcy z bezpieki będą drwić z prześladowanych ofiar?

Media wmawiają nam kult dla „grubej kreski” i bezkrwawo przeprowadzonej po 1989 roku „rewolucji” w Polsce. W rezultacie funkcjonariusze zbrodniczego aparatu represji, Ci którzy gnębili i prześladowali własny naród w czasach PRL, korzystają w pełni z transformacji, która zadbała przede wszystkim o nich samych. Ofiary systemu komunistycznego w Polsce - często pozostają zapomniane, żyją na krawędzi ubóstwa...

Dzieje się tak, gdyż nadal obowiązują ustalenia z Magdalenki, przyzwalające na uwłaszczenie komunistów kosztem własnego narodu. To Oni, a nie prześladowany przez nich naród, są nadal elitą korzystającą w pełni z apanaży, wysokich emerytur i karier zarówno w administracji jak i biznesie. Gdyby tego było mało, to nie tylko knebluje się prawdę o tamtych smutnych czasach zwłaszcza po 1970 roku, ale nawet odznacza funkcjonariuszy aparatu represji!!!

W rezultacie zatracamy jako społeczeństwo poczucie przyzwoitości i honoru, przeżywamy kryzys własnej tożsamości.



„Wybitne zasługi” Jadwigi Kmicińskiej.

Przykładem zakłamania, w jakim żyjemy od 20 lat, jest petycja w sprawie nadania przez Aleksandra Kwaśniewskiego - Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski byłej funkcjonariuszce SB z Gdańska Jadwidze Kmicińskiej „za wybitne zasługi w umacnianiu bezpieczeństwa i porządku publicznego”. Order został nadany w 1997 r., lecz dopiero niedawno ten fakt zauważyły osoby, aresztowane i zatrzymywane w latach osiemdziesiątych za działalność antykomunistyczną, które Jadwigę Kmicińską pamiętają z rewizji i przesłuchań. Zajmowała się ona między innymi rozpracowywaniem środowisk młodzieżowych (w tym: Federacji Młodzieży Walczącej). List w tej sprawie podpisany przez przedstawicieli różnych środowisk ówczesnej opozycji, skierowano do Kancelarii Prezydenta RP - 5 czerwca 2009 r. Na razie, brak jest jakiejkolwiek odpowiedzi. Została zatem rozpoczęta akcja zbierania podpisów przez Internet:

http://www.petycje.pl/petycja/4222/w_sprawie_nadania_funkcjonariuszce_sb_orderu_polonia_restituta.html

Petycja powstała z inicjatywy Beaty Szmytkowskiej, która jako młoda dziewczyna (tuż przed maturą) została zatrzymana za kolportaż niezależnych wydawnictw w 1986 roku, a następnie poddana serii brutalnych przesłuchań m.in. przez Jadwigę Kmicińska. W rezultacie, Beata trafiła wtedy na kilka miesięcy do więzienia, a maturę broniła z rocznym opóźnieniem. Po latach pisze w swoim e-mailu m.in.: „...Ta wiadomość jest, więc kierowana bezpośrednio do ludzi, którym wtedy nie było i chyba dziś również nie jest obojętne szyderstwo ze sprawiedliwości. Może niektórzy z nich zechcą przyłączyć się do rozpoczętej akcji dalszego zbierania pod tym listem podpisów?”

Krótka relacja ze spotkania promocyjnego albumu poświęconego FMW, podczas którego o swoim zatrzymaniu mówiła m.in. Beata Szmytkowska, patrz tutaj.

http://www.youtube.com/watch?v=Bsmn2llIdqI



Notatka z akt osobowych funkcjonariuszki SB, Jadwigi Kmicińskiej

(IPN BU 1161/535)

Jadwiga Ewa Kmicińska, c. Antoniego i Celiny, ur. 9.09.1953 r. w Ełku, od razu po ukończeniu studiów prawniczych na Uniwersytecie Gdańskim w 1976 r., zatrudniła się w KMMO w Elblągu. W 1979 r. skończyła resortowe studia podyplomowe na ASW w Łodzi. Od 1979 r. pracowała w Wydz. Dochodzeniowym KMMO w Gdańsku, od stycznia 1980 r. do stycznia 1983 r. w KWMO w Gdańsku - inspektor sek. gosp. Wydz. Dochodzeniowo Śledczego. Od lutego 1983 r. do końca lipca 1987 r. inspektor Wydz. Śledczego KWMO/WUSW w Gdańsku. Od sierpnia 1987 r. Wydział Kadr WUSW w Gdańsku, inspektor Sekcji ds. Rent. Chronologicznie najpóźniejsza informacja, w piśmie Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku do Okręgowej Izby Radców Prawnych (skierowanie na aplikację radcowską), pochodzi z kwietnia 1991 r.: "jest specjalistą Zespołu Prawnego KWP w Gdańsku".

Bezpośrednio na temat walki z opozycją mowa jest we wniosku z 31.12.1981r., o nadaniu jej, wówczas inspektorowi Sekcji Gospodarczej Wydziału Dochodzeniowo – Śledczego KWMO w Gdańsku, stopnia porucznika MO. Wniosek ten zawiera „szczegółową opinię bezpośredniego przełożonego”, w której jest następujący fragment: „W okresie od 12 do 18 grudnia 1981 r. włączyła się w rozpracowanie osób wytypowanych do internowania za działalność kontrrewolucyjną i antysocjalistyczną. Powierzone jej zadania w ośrodku dla internowanych, a w tym przesłuchania i inne czynności rozpoznawcze wykonywała z pełnym poświęceniem i zaangażowaniem oraz zrozumieniem potrzeb obrony ustroju PRL. Uwzględniając dotychczasową nienaganną służbę, osiąganie bardzo dobrych wyników wykrywczych oraz ofiarność i oddanie dla służby w dniach realizacji dekretu o stanie wojennym – zasługuje na wyróżnienie w postaci przedterminowego awansowania do stopnia porucznika MO”. Podpisał Komendant Wojewódzki MO w Gdańsku „płk mgr” Jerzy Andrzejewski.

Awanse w stopniu: 06.1979 ppor., 03.1982 por., 09.1986 kpt.

Odznaczenia państwowe: 09.1982r. Br. Odz. „Za Zasł. w OPP”, 09.1986 r. Brązowa Odznaka „WSN”, 09.1988 r. S.O. „Za zasł. w OPP”, 05.1989 r. SKZ.



Osoby zainteresowane historią okresu stanu wojennego, w tym historią FMW, NZS i innych niezależnych organizacji, zapraszamy do odwiedzania społecznościowego portalu: http://www.memento.org.pl/.



Mariusz A. Roman

http://mariuszromangdy.blogspot.com/



HUMOR

Jaka jest różnica między dobrym i znakomitym prawnikiem?

Dobry prawnik zna prawo, znakomity prawnik zna sędziego

================================================================

19 sierpnia 2009

Serwis21 z dn. 2009.08.19

SĄD ANTY-REJESTROWY

31 lipca Sąd rejonowy dla m.st. Warszawa-Mokotów XIII Wydział odmówił wpisu do rejestru Stowarzyszenia „Najlepszy Przyjaciel Człowieka” powołanego dla ochrony zwierząt i środowiska naturalnego. Co wzbudziło zastrzeżenia Wysokiego Sądu i organu nadzoru - Prezydenta M.St.Warszawy? Dwa zapisy – jeden ograniczający wynagrodzenie dla członków komisji rewizyjnej (zapis był powtórzeniem ustawy o pożytku publicznym) oraz drugi zapis stwierdzający, iż Walne Zebranie Członków powołuje członków zarządu na wniosek Prezesa. Ten ostatni zapis funkcjonuje w innych podmiotach prawnych np. stowarzyszeniach i nie budził do tej pory żadnych zastrzeżeń. Walne Zebranie Członków Stowarzyszenia w dniu 10 czerwca usunął zgodnie z wezwaniem Sądu pierwszy zapis, natomiast drugi – nie. Ponadto zakwestionowano udział Prezydenta Warszawy w postępowaniu rejestrowym, gdyż formalnie nie został dopuszczony do postępowania (jak wymaga tego Prawo o Stowarzyszeniach).

Sąd rejestrowy odmówił jednak wpisu, stwierdzając iż zmiana statutu została przyjęta przez walne zebranie, na którym nie byli obecni wszyscy członkowie założycieli. Nie uwzględniono faktu, iż komitet założycielski i przyszły prezes zarządu w jednej osobie był upoważniony przez członków założycieli do dokonania niezbędnych korekt statutu. Dlaczego w tym przypadku nie uznano trybu stosowanego od lat w sądzie przy rejestracji stowarzyszeń? Dlaczego też sąd uparł się na wymuszenie likwidacji w statucie zapisu dot. wyboru członków zarządu na wniosek prezesa? Twierdzenie, że ogranicza to uprawnienie walnego zebrania członków jest o tyle bzdurne, iż w każdej chwili to ostatnie może przecież zmienić statut w tym zakresie, jeżeli będzie taka wola.

Na tym tle nie rodzi się pytanie: Jak długo urzędnicy Prezydenta Miasta (przypominamy Hanny Gronkiewicz-Waltz) będą utrudniać życie organizacjom społecznym w Warszawie, a usłużne sądy będą słuchać wytycznych urzędników.





W SKRÓCIE



ANTYSPAMOWY POZÓR: Sejm i Rząd pracują nad nowelizacją przepisów, zgodnie z którymi spam ma być traktowane jak przestępstwo i karane grzywną 100 tys. złotych. Ustawa nie obejmuje spamu z zagranicy, a przecież to właśnie z zagranicy otrzymuje się najwięcej spamu. W rzeczywistości pod pozorem walki ze spamem, próbuje się uniemożliwić (faktycznie zakazać) organizacjom społecznym przesyłanie do obywateli apeli, wezwań czy innych informacji. SERWISu21 ustawa nie obejmie, albowiem wysyłany jest z zagranicy.



FAŁSZYWKI ZNIKAJĄ: Zawiadomienie prokuratury, groźba pozwu cywilnego a także medialne publikacje spowodowały, iż w końcu Dziennik.pl usunął fałszywe wpisy (inwektywy i wulgaryzmy) sygnowanych „dr hab Daniel Alain Korona” (czasami także z innymi stopniami naukowymi). Jak widać konsekwencja w działaniu dra Daniela Alain Korony doprowadziła do pozytywnego rezultatu i jest świadectwem, że w sumie wiele zależy od nas samych.



MARMUROWY SENAT: Kancelaria Senatu zdecydowała o zastąpieniu drewnianej podłogi w budynku Izby Wyższej na marmury. Koszt wymiany - 200 tys. złotych. Jak widać władze oszczędzają na emerytach, na pracownikach, na wojsku i policji, na służbie zdrowia, na wszystkim, ale nie na luksusowe wydatki.



PL2012GATE: prawie 40 mln złotych wydaje spółka PL2012. Czym zajmuje się spółka, iż wymaga tyle pieniędzy? Otóż spółka zajmuje się tylko zbieraniem informacji, nie tworzy żadnej infrastruktury. Jesteśmy zatem bogatym krajem, skoro marnuje się tyle pieniędzy.



SERWIS BIZNESOWY: SERWIS21-BIZNES to nowy serwis ofert inwestycyjnych, sprzedaży, kupna, itd. Adres: http://serwis21-biznes.blogspot.com



===================================================================

OTRZYMANE MAILEM/OD CZYTELNIKÓW



DZIENNIK ZWYKŁEGO OBYWATELA



ŚWIĘTE OBURZENIE: Jednego z czytelników oburzyło moje zdanie, iż „I tak liberalna PO - przyjmując za prawdziwe twierdzenia GW - jest sojusznikiem neonazistów.” i stwierdził, że rzucam błoto na wszystkich. Tekst opisany był ironiczno-satyryczny, ale jak widać nie każdy potrafi to docenić. Platforma zresztą zrozumiała w jaką wpadła w pułapkę i minister Grad postanowił dalej nie blokować i powołał do rady nadzorczej TVP ostatniego jej członka. Dla PO oczywiście to zła decyzja, ale innej możliwości właśnie ze względu na wizerunek medialny Farfała Platforma nie miała.

SERIAL: Skoro o Ministrze Skarbu mowa, kontynuuje serial wpłaci/nie wpłaci. Tajemniczy inwestor ostatecznie nie wpłacił ponad 380 mln złotych za zakup stoczni gdyńskiej i szczecińskiej, ale wyznaczono nowy termin 31 sierpnia i kolejne rozmowy z nowym inwestorem także z Kataru.

MAŁY MINISTER: Gdy patrzę na ministrów, ludzi władzy, razi ich małostkowość. Cytuję za Fakt: Jacek Vincent Rostowski (58 l.), miłościwie nam panujący minister finansów, zachowuje się jak jakiś sułtan. Gdy na głowę spadają mu pierwsze krople deszczu, dzwoni po limuzynę. Jednak nie dlatego, że chciałby nią przejechać 100 m do ministerstwa. Usłużny kierowca przemierza taki dystans, by jaśnie panu ministrowi wręczyć parasol. Co prawda, przejazd limuzyną kosztowało niewiele, ale czy tak powinien zachowywać się minister finansów, gdy równocześnie rząd pozbawia nauczycieli przyrzeczonej podwyżki.

KONIEC KRYZYSU TO BEZROBOCIE: Trudno zrozumieć ten rząd, skoro jak obwieszczają oficjalne media i usłużni ekonomiści, sytuacja ulega poprawie, bliski jest koniec kryzysu (którego podobno nie było). Co prawda rzeczywistość (np. wzrost bezrobocia) temu przeczy, ale tym gorzej dla rzeczywistości. Żyjemy w rzeczywistości wirtualnej, a zatem jeżeli coś zostanie oznajmione w mediach, to tak jest. Do tej pory ta filozofia przynosiła pozytywne rezultaty dla władzy – wybory Platforma wygrywała. Ale jak wiadomo nasze społeczeństwo zachowuje się schizofrenicznie, jeśli wierzyć sondażom. 70% społeczeństwa negatywnie ocenia rząd, a równocześnie blisko połowa zamierza głosować na PO. Moim zdaniem to nie schizofrenia, tylko już sado-machizm. Cdn.

DAK





Dewastacja polskich grobów na Litwie

Podczas mojego ostatniego pobytu na Litwie, odwiedziłem pod koniec lipca br. kilka nekropolii, stwierdzając na nich postępującą w zatrważającym tempie dewastację. Wszystko wskazuje na to, że starcie z mapy Litwy starych cmentarzy – pomników polskiej kultury, skasowanie pamięci o nich, nie dzieje się zupełnie przypadkiem... Zwłaszcza, że coraz częściej w miejscach położonych w pobliżu głównych alejek cmentarnych pojawia się coraz więcej brył pomnikowych z litewskimi napisami.

Na wileńskich cmentarzach znikają napisy na płytach nagrobnych, złodzieje ogałacają mogiły z wszelkich metalowych detali, wandale wybijają fotografie zmarłych, pomniki coraz częściej zapadają się w ziemię. Nikt nie dogląda cmentarnego drzewostanu, przewracające się ze starości drzewa - tnie się bezpośrednio na grobach, niszcząc kolejne pomniki. W starych cmentarnych kaplicach powstają śmietniska, po uprzednim rozgrabieniu wnętrz ze wszystkiego, co może przedstawiać jakąkolwiek wartość na okolicznych złomowiskach.

Szczególnie bolesnym jest postępujący proces dewastacji na najważniejszej polskiej nekropolii na Litwie – wileńskiej Rossie, o której niszczeniu donoszą polskie media na Litwie oraz opiekujący się grobami Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą. Jeszcze gorzej jest jednak na innych cmentarzach, gdzie nie dociera tak wielu turystów z Polski. Dla przykładu, będąc w Zułowie stwierdziłem, że po dawnej, wzniesionej w 1831 roku klasycystycznej kaplicy grobowej rodziny Michałowskich (dawnych właścicielach Zułowa, spokrewnionych z rodem Piłsudskich) pozostała jedynie kupa gruzu. Tymczasem polski przewodnik wydany zaledwie kilka lat temu, podaje że kaplica ta jeszcze w latach 90-tych była zachowana, choć poważnie zdewastowana... Czy podobny los może spotkać także inne polskie groby na Litwie?...

Mariusz A. Roman (http://mariuszromangdy.blogspot.com/)

Pełny tekst również na http://serwis21.blogspot.com





PŁYTY PRAWDY (o świńskiej grypie)

Możesz pobrać sobie co ciekawsze płyty i nagrać na DVD.

http://grypa666.wordpress.com/

http://rzeczywistoscgryzie.wordpress.com/

http://prawda2.info/

http://otworz-oczy.org/blox.php

http://www.facebook.com/group.php?gid=111448091846

http://waldek1984.wordpress.com/

http://www.globalnaswiadomosc.com/

http://911redpill.blogspot.com/

http://orwell.blog.pl/

http://www.stopcodex.pl/

http://www.naturalnenielegalne.pl/

Na http://www.youtube.pl jest sporo materiałów… W wyszukiwarkę Youtube wrzuć hasła: świńska grypa, Meksykańska Grypa, szczepionki, etc.

http://www.transyoutube.com/watch?v=Ej_1LKHdxiM&s=859

http://www.transyoutube.com/watch?v=x83Qfi1zFFI&s=861

http://www.transyoutube.com/watch?v=wyBDKGZcR-g&s=897

http://www.transyoutube.com/watch?v=QFRSmfGyiwU&s=877

http://www.transyoutube.com/watch?v=tGB3RkDJL34&s=885

ponadto "Płyty Prawdy" (obraz ISO do nagrania płyty DVD) można ściągnąć np. z http://www.mininova.org/tor/2240216

lub:

http://torrent-spider.pl/torrent/226105/plyta_prawdy_o_zywnosci-_medycynie_i_zdrowiu_filmy_dokumentalne_pl_lang_divx/

http://torrent-spider.pl/torrent/226090/plyta_prawdy_disc_of_truth_filmy_dokumentalne_pl_lang_divx/

Na płycie filmy są w AVI, więc lepszej jakości. Więcej

http://prawda2.info/viewtopic.php?t=4042&postdays=0&postorder=asc&start=0



Krzysztof Abramek

www.PostawNaZdrowie.pl





HUMOR



Trzy okresy w życiu kobiety:

1. Pierwszy: Psuje nerwy swojemu ojcu

2. Drugi: Psuje nerwy swojemu mężowi

3. Trzeci: Psuje nerwy swojemu zięciowi



Trzy zwierzątka prawdziwej kobiety:

NORKI ( w szafie )

JAGUAR ( w garażu )

OSIOŁ ( co na to wszystko zarobi)

Prawdziwa kobieta:

Nigdy nie ma:

1. Czasu

2. Pieniędzy

3. W co się ubrać

Zawsze ma:

1. Rację

2. Genialne dzieci

3. Męża idiotę

Z niczego potrafi zrobić:

1. Sałatkę

2. Kapelusz

3. Awanturę małżeńską

DEWASTACJA POLSKICH GROBÓW NA LITWIE

Podczas mojego ostatniego pobytu na Litwie, odwiedziłem pod koniec lipca br. kilka nekropolii, stwierdzając na nich postępującą w zatrważającym tempie dewastację. Wszystko wskazuje na to, że starcie z mapy Litwy starych cmentarzy – pomników polskiej kultury, skasowanie pamięci o nich, nie dzieje się zupełnie przypadkiem... Zwłaszcza, że coraz częściej w miejscach położonych w pobliżu głównych alejek cmentarnych pojawia się coraz więcej brył pomnikowych z litewskimi napisami.

Na wileńskich cmentarzach znikają napisy na płytach nagrobnych, złodzieje ogałacają mogiły z wszelkich metalowych detali, wandale wybijają fotografie zmarłych, pomniki coraz częściej zapadają się w ziemię. Nikt nie dogląda cmentarnego drzewostanu, przewracające się ze starości drzewa - tnie się bezpośrednio na grobach, niszcząc kolejne pomniki. W starych cmentarnych kaplicach powstają śmietniska, po uprzednim rozgrabieniu wnętrz ze wszystkiego, co może przedstawiać jakąkolwiek wartość na okolicznych złomowiskach.

Szczególnie bolesnym jest postępujący proces dewastacji na najważniejszej polskiej nekropolii na Litwie – wileńskiej Rossie, o której niszczeniu donoszą polskie media na Litwie oraz opiekujący się grobami Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą. Jeszcze gorzej jest jednak na innych cmentarzach, gdzie nie dociera tak wielu turystów z Polski. Dla przykładu, będąc w Zułowie stwierdziłem, że po dawnej, wzniesionej w 1831 roku klasycystycznej kaplicy grobowej rodziny Michałowskich (dawnych właścicielach Zułowa, spokrewnionych z rodem Piłsudskich) pozostała jedynie kupa gruzu. Tymczasem polski przewodnik wydany zaledwie kilka lat temu, podaje że kaplica ta jeszcze w latach 90-tych była zachowana, choć poważnie zdewastowana... Czy podobny los może spotkać także inne polskie groby na Litwie?



Wileńska Rossa

Cmentarz Rossa - to prawdziwa skarbnica pamiątek kultury polskiej w Wilnie, obok warszawskich Powązek, krakowskiego cmentarza Rakowickiego i lwowskiego Łyczakowa jest jednym z czterech najważniejszych i najsłynniejszych polskich cmentarzy. Nagrobki wileńskiej Rossy stanowią wyjątkową kolekcję sztuki sepulkralnej o randze europejskiej. Jednak pomimo swej wartości ostatnio są bardzo zaniedbywane przez władze stołecznego Wilna, który sprawuje bezpośredni nadzór m.in. nad tą nekropolią. Pogromu zniszczeń dopełnia zaś zwykły wandalizm i niefrasobliwe podejście do opieki nad cmentarzem przez spółkę, której wileński samorząd zlecił jego dozór.

W ubiegłą środę zwiedzając wspólnie z moją rodziną wileńską Rossę, natknąłem się zupełnie przypadkowo na pocięte mechanicznie drzewa, których pniaki porozrzucano następnie w ten sposób, aby poniszczyć okoliczne nagrobki. Może i te drzewa zwaliły uprzednio siły natury, jednak, co najmniej - takie wcześniejsze zdarzenie wykorzystano, aby pod pozorem porządkowania terenu zniszczyć groby. Na uwagę zasługuje również fakt, że poprzycinane wcześniej drzewa leżały następnie przez wiele dni wśród grobów nie jestem pewien czy wywieziono je do tej pory...

Zrobione przeze mnie zdjęcia, obrazujące przejaw tego barbarzyństwa i braku poszanowania dla zmarłych, przekazałem później w redakcji „Kuriera Wileńskiego”, oraz poinformowałem o tym fakcie przedstawicieli Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Najprawdopodobniej w efekcie tych moich działań, ukazały się w ostatnich dniach, dwa artykuły w wileńskiej prasie:

Ireny Mikulewicz, Cmentarz umiera śmiercią naturalną..., „Tygodnik Wileńszczyzny”, patrz tutaj. http://www.tygodnik.lt/200931/bliska5.html

Barbary Chikashua, Cmentarz Rossa na progu zaniknięcia, „Kurier Wileński”, patrz tutaj. http://kurierwilenski.lt/2009/07/31/cmentarz-rossa-na-progu-zanikniecia/

Tekst zamieszczony w „TW”, podaje liczne przykłady innych zniszczeń poczynionych w ostatnich latach na Rossie, opisuje również liczne działania podejmowane przez wileńskich Polaków, mające na celu ratowanie i renowacje nagrobków. Natomiast tekst zamieszczony w „Kurierze Wileńskim” stara się rozliczyć instytucje odpowiedzialne za administrowanie nekropolią. Dowiadujemy się w nim m.in., że: „Problem niszczejącego cmentarza jest to wynik przerzucania odpowiedzialności pomiędzy trzema instytucjami, na których barkach jednocześnie ciążą obowiązki utrzymywania porządku na cmentarzu. Samorząd stołeczny, spółka samorządowa „Aketonas” oraz Departament Dziedzictwa Kulturowego (litewski skrót: KPD) przy Ministerstwie Kultury zrzucają tą odpowiedzialność jeden na drugiego”.



Cmentarz św. Piotra i Pawła na Antokolu

Cmentarz św. Piotra i Pawła, znajduje się na wzgórzach wciśniętych pomiędzy dwoma uliczkami: Polową (Mildos g-ve) oraz Słoneczną (Saules g-ve) na Antokolu. Nie jest praktycznie odwiedzany przez polskie wycieczki, które zazwyczaj wiezione są jedynie na Cmentarz Antokolski na wzgórzu „Sapieżyńska”, co jest zupełnie niezrozumiałe, zwłaszcza, że znajduje się on, zaledwie parę kroków - idąc od kościoła św. Piotra i Pawła na Antokolu. Dzieje się tak - pewnie dlatego, że często oba cmentarze traktowane są jako jeden cmentarny kompleks na Antokolu.

Cmentarz św. Piotra i Pawła jest przepięknie położony na zalesionych wzgórzach i charakteryzuje się wieloma cennymi starymi nagrobkami, w większości polsko-języcznymi. Zwiedzając go w ubiegły czwartek, po przerwie co najmniej 15-letniej, nie mogłem się jednak oprzeć wrażeniu, że przybyło na nim nagrobków z tablicami wykonanymi w języku litewskim. A przecież był to typowy, czynny w okresie międzywojennym cmentarz polski.

Być może pewnym wyjaśnieniem tego zastanego po latach stanu rzeczy, będzie sytuacja jaka mi się przytrafiła na tym cmentarzu. Otóż spacerując alejkami coraz bardziej zarastającymi różnego rodzaju chwastami w tym krzakami, zauważyłem dwóch ludzi pracujących wśród grobów. Postanowiłem podejść do nich, w przekonaniu, że odnawiają jakiś polski nagrobek. Jednak oni, jak tylko zobaczyli, że się zbliżam, zebrali w pośpiechu narzędzia i odeszli do samochodu typu van, zaparkowanego wewnątrz cmentarza - którym odjechali.

Po przyjściu na miejsce zobaczyłem dwie bardzo płytkie nowe podmurówki grobowe, obok których leżały stare krzyże z litewskimi napisami. Wokół nowych podmurówek, znajdowały się stare - tylko polskie nagrobki... Nasunęło mi się w związku z tym kilka pytań.

Czy napotkani wcześniej pracownicy, aby na pewno, dokonywali renowacji starych grobów, czy może przenosili groby litewskie z innych cmentarzy? Czy może w ten sposób, punktowym działaniem (obliczonym na lata) zmienia się obraz przedwojennej polskiej nekropolii? Przecież, od lat wśród wileńskich Polaków mówi się, że zapominane stare polskie groby zmieniają swoich właścicieli na Litwinów...

Zapewne można stwierdzić numer grobu i kto był pierwotnie w tym miejscu pochowany, zainteresowałem problemem redakcję „Kuriera Wileńskiego”, w rezultacie powstał film zamieszczonym na You Tube, patrz tutaj.

http://www.youtube.com/watch?v=Zmcp-TTO4tc

Na filmie zatytułowanym „Rossa”, przedstawione są opisane powyżej przez mnie miejsca dewastacji polskich grobów na wileńskich cmentarzach. Szkoda tylko, że autor nie zatytułował filmu: Cmentarze na Rossie i Antokolu, ponieważ przedstawiony na nim obraz jest także z Cmentarza św. Piotra i Pawła, a nie tylko z Rossy...

Pisząc o dewastacji polskich grobów, należy jeszcze wspomnieć o kaplicy grobowej znajdującej się na cmentarzu św. Piotra i Pawła, w jakiej urządzono na tym cmentarzu małe wysypisko śmieci. Wyrwane brutalnie drzwi do jej wnętrza dobitnie świadczą o wcześniejszym włamaniu oraz profanacji trumien i zwłok w niej się znajdujących. c.d.n.



Mariusz A. Roman

http://mariuszromangdy.blogspot.com/

10 sierpnia 2009

Serwis21 z dn. 2009.08.10

http://serwis21.blogspot.com/ E-mail: serwis21@gmail.com

-------------------------------------------------------------------------------------

ZASKARŻONA DYWIDENDA

Jak donosi Nasz Dziennik (http://www.naszdziennik.pl/) - Stowarzyszenie "Przejrzysty Rynek" zaskarżyło uchwały walnego zgromadzenia akcjonariuszy PKO BP o wypłacie dywidendy, podniesieniu kapitału zakładowego banku i udzieleniu absolutorium prezesowi zarządu. Pozew, podpisany przez prezesa stowarzyszenia Jerzego Bielewicza i członka zarządu dr Adama Gałczyńskiego, wpłynął do Sądu Okręgowego w Warszawie. W pozwie podniesiono m.in., że uchwała o wypłacie dywidendy w wysokości 1 mld zł jest niekorzystna dla spółki i już spowodowała obniżenie jej ratingów finansowych, a w przyszłości zmniejszy współczynnik wypłacalności banku, spowoduje ograniczenie akcji kredytowej, odbijając się negatywnie na jego wynikach. Autorzy pozwu zwracają uwagę, że gdyby wypłacono również dywidendę zaliczkową za przyszły rok w wysokości 2 mld zł (a są takie plany po stronie rządu), to współczynnik wypłacalności banku spadnie poniżej 9 proc., czyli poniżej progu wymaganego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Podwyższenie kapitału z kolei narazi na szkodę akcjonariuszy, ponieważ spowoduje zmniejszenie ich udziałów w spółce. - Akcjonariusze mniejszościowi inwestowali swoje środki w bank kontrolowany przez Skarb Państwa, co w czasie kryzysu ma niebagatelne znaczenie. Tymczasem udział SP, po zbyciu prawa poboru akcji nowej emisji, spadnie poniżej 50 proc. - argumentują autorzy pozwu. - Nasze zarzuty mają na celu obronę interesu publicznego. Rozstrzygnięcie będzie miało wpływ na przejrzystość rynku finansowego i poziom ochrony akcjonariuszy mniejszościowych - wyjaśnia Bielewicz.





CD. BEZROBOCIE NARASTA

Oficjalne media trąbią o poprawie sytuacji gospodarczej, o końcu kryzysu. Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle. Bezrobocie wzrasta – zwiększyło się do 10,8%. A oto kolejne informacje o zwolnieniach z pracy:

Już prawie trzy tysiące średnich i dużych firm w przemyśle przynosi straty. W przyszłości może być ich jeszcze więcej – przestrzegają ekonomiści. Oznacza to, że zagrożonych jest ponad 600 tysięcy miejsc pracy (Dziennik.pl 24.06.2009)

Aż 800 pracowników Bumaru straci pracę! To największe zwolnienia grupowe na Śląsku wywołane kryzysem (Gazeta Wyborcza 2009-06-29)

Tysiąc pięćset osób może stracić pracę. Spalił się największy pracodawca w Łysych - Zakłady Mięsne JBB (Polskie Radio Białystok 30.06.2009)

Nowy Sącz: PKS zwolni ok. 80 pracowników (PAP 7.07.2009)

Wałbrzych. Ponad pięciuset pracowników wałbrzyskiej fabryki Takata-Petri straci pracę. Do końca sierpnia zakład zostanie zamknięty, a produkcja przeniesiona do Rumunii. (Gazeta Wyborcza Wrocław, 14.07.2009 r.)

W centrali PZU pracują dziś 2133 osoby. Jeszcze, bowiem już wkrótce pracę straci 23 proc. z nich (Bankier 15.07.2009)



====================================================================

OTRZYMANE MAILEM/OD CZYTELNIKÓW



DZIENNIK ZWYKŁEGO OBYWATELA



CZYSTY INTERES!: Rząd polski zakupi korzystając z pierwokupu pałacyk w Warszawie za 20 mln zł na potrzeb ambasady katarskiej. Pływający na gazie i ropie Katar, podobno mógłby nie wygrać przetargu na zakup pałacyku. Na podpisanym kontrakcie gazowym jak ujawniły media zapłacimy cenę o 100 $ na tonie wyższą niż Japonia. Innymi słowy rocznie mamy tracić ponad 100 mln USD. A kontrakt jest wieloletni. Spora cena za sukces medialny, jakim jest sprzedaż stoczni szczecińskiej i gdyńskiej.

WARTOŚĆ PEDAŁA: Skoro o pieniądzach mowa - sąd uznał, że słowo „pedał” warte jest 15 tys. złotych. Pani Anna Sz., która tym mianem określiła swego sąsiada geja została skazana przez sąd. Ciekawe, że drugie słowo „złodziej” także użyty w stosunku do sąsiada geja – nie był przedmiotem rozprawy sądowej. A zatem pedał jest obraźliwe, a złodziej – już nie. Ale wracając do orzeczenia sądu - jest ono beznadziejne. Nie zbadano merytorycznie sprawy czyli podłoża konfliktu (użycie terminu „pedał” w sprawie było wtórne), ale przecież wiadomo, że sądy nie kierują się poczuciem sprawiedliwości. Wyrok zatem nie tyle chroni dobra cywilne osoby, co jest politycznie poprawny.

ANTYRASIZM: Polityczna poprawność dotyczy również żartów. Do prokuratury trafiło kilka skarg ws. rasistowskiej wypowiedzi tj. zwykłego żartu o. Tadeusza Rydzyka CSsR odnoszącą się do czarnoskórego uczestnika spotkania słuchaczy Radia Maryja na Jasnej Górze. Ojciec Tadeusz Rydzyk na jego widok zażartował: "Kochani, jeszcze Murzyn! Boże, gdzieś ty się nie mył. Chodź tutaj, bracie. On się nie mył wcale". Żart może ktoś uznać za prostacki, ale robienie z tego wielkiej afery to już groteska. W ramach politycznej poprawności trzeba będzie zatem usunąć wiersz Tuwima o murzynie Bambo – przepraszam wierszyk już został usunięty.

HISTORYCZNE SOJUSZE: Zwykły obywatel patrzy na naszą rzeczywistość z coraz większym niedowierzaniem. W krajowej radzie telefonii i telewizji impas przełamano, wybrano nowe rady nadzorcze TVP i polskiego radia. PIS i SLD zarzekają się, że żadnej koalicji nie ma. Może nie ma, ale wspólnota działań i zbieżność interesów - owszem. Z kolei Minister Grad czyli PO opóźnia odwołanie prezesa Farfała z LPR, określonego przez Gazetę Wyborczą mianem neonazisty. I tak liberalna PO - przyjmując za prawdziwe twierdzenia GW - jest sojusznikiem neonazistów. Czy ktoś jeszcze wierzy, że polityka może być ideowa? Cdn.

DAK



PEREŁKI Z WYPRACOWAŃ SZKOLNYCH

1. A do kotletów była sałata, którą mamusia przyprawiła potem.

2. Wojski przyłożył ucho do ziemi i usłyszał tupot niedźwiedzich kopyt.

3. Robak, ratując Tadeusza, strzelił do niedźwiedzia, który nie wiedział, że jest jego ojcem.

4. Rycerze urządzali teleturnieje.

5. Było ich tysiące, a nawet setki.

6. Pan Dulski był sterylizowany przez żonę.

7. Tatarzy jeździli konno i pieszo.

8. Boryna był teściem żony syna Antka Hanki.

9. Ludwik XIV był samolubem. Twierdził, ze Francja to ja.

10. W odróżnieniu od innych zwierząt ptaki maja nakrapiane jaja.

11. Biesiadowali przy suto zastawionych stolcach.

12. Po jednej stronie rynku naszego miasteczka stoi kościół, po drugiej stronie ratusz, a dookoła wybudowano same nowe domy publiczne.

13. Meteorolodzy wychodzą trzy razy dziennie oglądać swoje narządy.

14. Rodzicami Żeromskiego byli Józef i Wincenty Żeromscy.

15. Anielka mimo zakazu ojca kolegowała się z Magdą i świniami.

16. Kangur ma łeb do góry, dwie krótkie przednie kończyny, dwie tylne długie, a w worku ma brzuch na małego i długi ogon.

17. Jej córeczka Ania uśmiechnęła się pod wąsem.

18. Straszne były te krzyżackie mordy.

19. Bandyci wpadli do sklepu i wymordowali samoobsługę.

20. Kiedy Adam Mickiewicz zawiódł się na kobiecie, wziął się za Pana Tadeusza.

21. Przedstawicielem materializmu był Demokryt z Abwehry.

22. Górnik pogłaskał konia po głowie i cicho zarżał.

23. Faraona nosili w lektyce, a poddani padali mu na twarz.

24. Środkiem płatniczym w Rosji są wróble.

25. Królik posiada głowę, uszy i linienie.

26. Strażacy śpią w kalesonach i maja tam dzwonki alarmowe.

27. Wiedział, że w okularach jest mu do twarzy, dlatego nosił je zawsze w kieszeni.

28. Niektórzy Murzyni chodzą poubierani w nago.

29. Admirałowie są ubrani w marynarki wojenne.



PIELGRZYMKA DO WILNA – SZKOŁĄ PATRIOTYZMU

… Zapoczątkowana przed 19 laty przez księży salezjanów pielgrzymka ostrobramska stała się dla tysięcy pątników już tradycyjną, swoistą drogą do Boga, a fama o niej niesie się po całym świecie. W tym roku, włączając się w realizację programu duszpasterskiego, pielgrzymi wędrowali z hasłem: "Z Maryją odkrywamy godność życia”. Na pielgrzymi szlak do Wilna wyruszyło blisko 1300 pątników z Polski, ale też z Rosji, Ukrainy, Białorusi, Niemiec i innych krajów, by w modlitwie i codziennym trudzie oddać hołd „Tej, co w ostrej świeci Bramie”.

Tegoroczna pielgrzymka, która jak co roku wyruszyła z Suwałk 15 lipca, przemierzała swój szlak, nieco zmienioną trasą przez Krasnopol, Berżniki, Leipalingis, Merkiniai, Orany, Ejszyszki, Soleczniki, Turgiele, Niemież do Ostrej Bramy w Wilnie. Zaczynając od Oran, jej szlak wiódł przez tereny zamieszkałe w większości przez Polaków. Pielgrzymi ochoczo nadrabiają te 60 km (gdyby iść prostą drogą do Wilna pielgrzymka liczyłaby 200 km), aby ich odwiedzić.

Wielokrotnie wcześniej trafiałem do polskich miasteczek i wsi rozsianych po Wileńszczyźnie. Od lat powracam jednak na ziemię wileńską nie tylko z uwagi na jej walory turystyczne, ale przede wszystkim z uwagi na ten niepowtarzalny klimat spotkań z tamtejszymi Polakami, od których epatuje ten wylewny patriotyzm. Tylko tam, można spotkać ludzi tak szczerze oddanych Ojczyźnie i Bogu, wiernych swoim korzeniom i dziedzictwu. Od których możemy tak wiele czerpać, a zwłaszcza wierność i przywiązanie



Mariusz A. Roman

http://mariuszromangdy.blogspot.com/

Krótki film nakręcony podczas pielgrzymki w 2008:

http://www.youtube.com/watch?v=XXImZL8DN-w

Pieśń Konfederatów Barskich, http://www.youtube.com/watch?v=6R9Q1V0OROU

Cały tekst na stronie: http://serwis21.blogspot.com/,





WZMONIĆ PARLAMENT W PROCESIE DECYZYJNYM UNII

Niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny swoim wyrokiem z 30 czerwca br. nakazuje uchwalenie specjalnej ustawy wzmacniającej rolę niemieckiego parlamentu w podejmowaniu decyzji na szczeblu unijnym. Bez nowego prawa, gwarantującego suwerenność Niemiec, Traktat Lizboński nie będzie mógł być ratyfikowany.

Pod poniższym linkiem znajduje się więcej szczegółowych informacji, oraz apel do polskich parlamentarzystów, aby zrobili wszystko dla wzmocnienia suwerenności Polski w ramach UE, podobnie jak Niemcy.

Jeśli sprawa wyda ci się ważna i godna uwagi, poprzyj apel i oczywiście powiadom wszystkich, których możesz.

Czytaj więcej tu:

http://www.fronda.pl/news/czytaj/list_wzywajacy_polskich_politykow_do_zabezpieczenia_suwerennosci





ZAPROSZENIE

Centrum Artystyczne „Radomska 13”

filia Ośrodka Kultury Ochoty

serdecznie zaprasza na wernisaż wystawy:

„Staccato”

Luizy Kwiatkowskiej i Juliusza Erazma Bolka.

Twórczość literacką Poety zaprezentują:

Marta Maślanka i Paweł Hermanowski.

Start:

12 sierpnia (środa) godz. 18.18, Ul. Radomska 13/21, Warszawa.

Wystawę można oglądać do 15 września 2009 roku.



P.S. Miło mi poinformować również, że w dobrych punktach dystrybucji prasy razem z 74 numerem miesięcznika „Poezja Dzisiaj” jest dostępny tomik poetycki Juliusza Erazma Bolka pt. „Sens-or” - najlepsze wiersze z najlepszych - w wyborze Karola Samsela.

====================================================================

5 sierpnia 2009

PIELGRZYMKA DO WILNA – SZKOŁĄ PATRIOTYZMU

Pielgrzymka salezjańska z Suwałk po 10-dniowych trudach marszu weszła do Wilna 24 lipca. Grupę żółtą, składającą się głównie z młodzieży, prowadził o. Jarosław Wąsowicz SDB, dawny działacz Federacji Młodzieży Walczącej. Grupa żółta, już czwarty raz z rzędu weszła do Wilna z transparentem FMW, o treści: "Maryja Nadzieją Niepodległości”.



Zapoczątkowana przed 19 laty przez księży salezjanów pielgrzymka ostrobramska stała się dla tysięcy pątników już tradycyjną, swoistą drogą do Boga, a fama o niej niesie się po całym świecie. W tym roku, włączając się w realizację programu duszpasterskiego, pielgrzymi wędrowali z hasłem: "Z Maryją odkrywamy godność życia”. Na pielgrzymi szlak do Wilna wyruszyło blisko 1300 pątników z Polski, ale też z Rosji, Ukrainy, Białorusi, Niemiec i innych krajów, by w modlitwie i codziennym trudzie oddać hołd „Tej, co w ostrej świeci Bramie”.



Poprzez polskie sioła



Tegoroczna pielgrzymka, która jak co roku wyruszyła z Suwałk 15 lipca, przemierzała swój szlak, nieco zmienioną trasą przez Krasnopol, Berżniki, Leipalingis, Merkiniai, Orany, Ejszyszki, Soleczniki, Turgiele, Niemież do Ostrej Bramy w Wilnie. Zaczynając od Oran, jej szlak wiódł przez tereny zamieszkałe w większości przez Polaków. Pielgrzymi ochoczo nadrabiają te 60 km (gdyby iść prostą drogą do Wilna pielgrzymka liczyłaby 200 km), aby ich odwiedzić.



Niezwykle wzruszające, są te spotkania z mieszkańcami Wileńszczyzny. Niczym przed najświętszym sakramentem, rozkładają na drodze pielgrzymów kwiaty, witając po staropolsku: chlebem i solą. Starsi wystawiają w oknach, przechowywane niczym relikwie, popiersia i portrety Marszałka Józefa Piłsudskiego, ze łzami w oczach witając rodaków z Korony. W rękach dzieci pojawiają się skrywane przez lata znaki narodowe. W jedno łączy się umiłowanie Boga i Ojczyzny.



Organizowane są krótkie akademie powitalne, jak choćby ta w Kijuciach (poniedziałek 20 lipca), gdzie pielgrzymów witali mieszkańcy wspólną modlitwą, a dzieci recytowały wiersze i pozdrowienia. Oczywiście nie zabrakło również stołów przygotowanych ze skromnym posiłkiem, składającym się z kanapek, warzyw, ciastek, herbaty i mleka. Mieszkańcy zapraszali również do swoich zazwyczaj drewnianych (pamiętających okres przedwojenny) domów na kawę, gdzie ze łzami w oczach wspominali polskie czasy.



W Ejszyszkach, głuchoniema staruszka z dużym krzyżem na szyi oraz znakiem orła na piersi, przez trzy godziny czekała przy drodze na pielgrzymów z dwoma siatkami produktów zakupionych specjalnie na tę okazję z bardziej niż ubożuchnej emerytury.



Nie inaczej było w Koleśnikach, Dowgidańce, Purwianach, Janczunach, Butrymańcach, Koniuchach, Solecznikach, Kamionce, Turgielach, Rudominie i Niemieżu. Tam gdzie pielgrzymka stawała na nocleg, zawsze znajdowały się rzesze tych, którzy zapraszali pątników do swoich gościnnych domów. Pielgrzymi byli także uroczyście witani przez proboszczów mijanych parafii, którzy kropili ich święconą wodą, błogosławili, pozdrawiali, przekazywali intencje do Matki Boskiej Ostrobramskiej.



Grupa żółta i wejście do Wilna



Pielgrzymka podzielona była na 7 grup, z których wyróżniała się oczywiście grupa żółta - prowadzona przez o. Jarosława Wąsowicza SDB, dawnego działacza FMW (obecnie Stowarzyszenia FMW). Grupę żółtą, składającą się głównie z młodzieży, wyprzedzał niesiony przez pielgrzymów transparent Federacji: "Maryja Nadzieją Niepodległości"... To pielgrzymi z tej grupy nieśli najwięcej flag biało-czerwonych i to oni zorganizowali najbardziej patriotyczną oprawę Mszy świętej w Koleśnikach, gdzie zaintonowali m.in. pieśń Konfederatów Barskich.



Niezwykły, podnoszący na duchu miejscowych i przyjezdnych Polaków, widok barw narodowych z nadrukiem: Jan Paweł II oraz transparentu FMW, zmuszał do refleksji... Młodzież z grupy żółtej prezentowała się jak husaria - komentowali wileńscy Polacy, witający pielgrzymów na trasie ostatniego etapu z Niemieży do Wilna. Każdy szczegół oprawy wejścia do Wilna opracował Ks. Jarek – dla przyjaciół z Federacji, po prostu „Wąsu”. Najbardziej wymowny obrazek tego wejścia, to moment hołdu dla Ostrobramskiej Pani, oddawany przez grupę żółtą m.in. transparentem, bezpośrednio przed Jej cudownym Matczynym wizerunkiem. A potem młodzież padła krzyżem na kilka chwil.



Naprawdę warto było dożyć tych dni, aby doczekać chwili, w której nasz transparent, z którym obchodziliśmy m.in. rocznice grudniowe w latach 80-tych, który dodawał nam wtedy wiary i sił - znalazł się teraz w Ostrej Bramie. Trzymany dumnie przez młodych pielgrzymów, którym podczas marszu „Wąsu” tłumaczył, czym była i o jakie wartości walczyła Federacja Młodzieży Walczącej. Podczas jednego z etapów wspomogłem go (na jego prośbę) w dawaniu tego świadectwa.



Grupa żółta wraz z księżmi salezjanami wyszła również z inicjatywą fundowania figurek Matki Bożej i wspierania budowy jej kapliczek na Wileńszczyźnie. W zeszłym roku w ten sposób wzniesiono kapliczkę w Kijuciach, a na tegorocznej pielgrzymce przekazano figurkę Matki Bożej wraz z darem finansowym wspierającym budowę kapliczki, dla wiernych z Mościszek w parafii Ławaryszki pod Wilnem.



Strumyk Marii



Irena Siemak jest emerytowaną nauczycielką z Wilna, która pojechała ze mną na Mszę świętą do Turgiel, kończącą etap pielgrzymki z Solecznik. Już następnego dnia przekazała mi wiersz pt. „Strumyk Marii”, który cytuję poniżej, jako bodaj najlepsze podsumowanie tej pielgrzymki:



„A cóż to za widok na drogach Litwy?

Tysięczny tłum ludzi idzie z modlitwą.

Na czele krzyż niosą i polska chorągiew powiewa

Śpiewając pieśń świętą ku czci Marii.



Idą weseli, nie widać zmęczenia w ich kroku,

gdyż ksiądz cicho kroczy u krzyża boku.

On owce swe wiedzie do Ostrej Bramy,

do naszej najdroższej na świecie Mamy.



Na widok ten piękny z oczu łezka płynie

Jestem już pewna, ten naród nie zginie.

W swym sercu niosąc miłość do Boga

Nie złamie nas kryzys i życia trwoga.



Jak dziecko się cieszę tego widoku,

że stoję w Turgielach w tym cudnym potoku,

gdzie płynie lud Polski, jak nasza Wilia,

z pokłonem do Matki, co chroni nas w Wilnie,

opieką owija.”



Wielokrotnie wcześniej trafiałem do polskich miasteczek i wsi rozsianych po Wileńszczyźnie. Od lat powracam jednak na ziemię wileńską nie tylko z uwagi na jej walory turystyczne, ale przede wszystkim z uwagi na ten niepowtarzalny klimat spotkań z tamtejszymi Polakami, od których epatuje ten wylewny patriotyzm. Tylko tam, można spotkać ludzi tak szczerze oddanych Ojczyźnie i Bogu, wiernych swoim korzeniom i dziedzictwu. Od których możemy tak wiele czerpać, a zwłaszcza wierność i przywiązanie.



Postanowiłem zatem, zabrać w tym roku na Wileńszczyznę także moje dzieci i żonę, aby zarazić ich, tą niepowtarzalną szkołą patriotyzmu. Pielgrzymka, wokół której kontynuowaliśmy swoją wędrówkę po Kresach dostarczyła dodatkowo przeżyć religijnych.



Mariusz A. Roman

http://mariuszromangdy.blogspot.com/

Krótki film nakręcony podczas pielgrzymki w 2008, patrz tutaj

http://www.youtube.com/watch?v=XXImZL8DN-w

Pieśń Konfederatów Barskich, patrz tutaj

http://www.youtube.com/watch?v=6R9Q1V0OROU